Inny Białystok

…jest możliwy!

Potrzebujemy lewicy w Sejmie, żeby sytuacje takie jak ta z Białegostoku już nigdy nie miały miejsca.
300-tysięczna stolica Podlasia (pod względem populacji niedawno wyprzedziła Katowice),miasto wielokulturowe, pokazała dziś swe inne-tolerancyjne-oblicze.
Po 8 dniach od Marszu Równości,w trakcie którego doszło do zamieszek i aktów brutalności wobec przedstawicieli mniejszości seksualnych,odbyła się tam spokojna manifestacja pod hasłem „Polska przeciw przemocy”. Powiało ostrożnym optymizmem.
Do rangi symbolu urasta to, że owo wydarzenie zorganizowały 3 ugrupowania lewicowe-Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna i Partia Razem, których liderzy: Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń oraz Adrian Zandberg zabierali głos w tym samym duchu. Przeciw dyskryminacji,za tolerancją,równym traktowaniem oraz przestrzeganiem Konstytucji RP.
To również dobry prognostyk przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, gdyż wspólny start lewicy w październiku wyraźnie zwiększyłby szanse tej formacji. Wiadomo, iż lewica społeczna nad Wisłą stanowi znaczącą siłę, zaś z lewicą polityczną bywa różnie… Często bywała ona podzielona,a niekiedy sprawdzało się nawet gorzkie i ironiczne powiedzenie – „więcej wodzów niż Indian”.
Wnioski należy wyciągać choćby z ostatnich wyborów do Sejmu i Senatu
25 października 2015r.Wtedy Zjednoczona Lewica (SLD i 4 mniejsze ugrupowania) zarejestrowała się (błędnie) jako koalicja z progiem 8-procentowym.Niestety uzyskała tylko 7,55 proc. głosów (1,15 mln). Na Partię Razem idącą – wbrew nazwie – osobno oddano 3,62 proc. głosów (ponad pół miliona). W sumie do kosza wyrzucono prawie 1,7 mln głosów zwolenników lewicy i TYLKO DLATEGO Prawo i Sprawiedliwość (Zjednoczona Prawica) zdobyła samodzielną większość w Sejmie.
Gdyby obie formacje połączyły swe szeregi, w Sejmie lewica dysponowałaby 47 mandatami,zaś losy naszego kraju w ostatnich czterech latach wyglądałyby inaczej. Stare powiedzenie mówi, iż najmądrzejsi uczą się tylko na cudzych błędach, rozsądni-na błędach innych i własnych, a najgłupsi na żadnych. Wnioski nasuwają się przeto same!

Bigos tygodniowy

Nie wiem (nie ja jeden) jakie będą dalsze losy politycznego sojuszu lewicowego, który z nagła zrodził się z porozumienia Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adrian Zandberga, aktualenie roboczo nazwanego Lewicą. Co prawda okoliczności jego powstania były nieco wymuszone, ale powstrzymam się od wybrzydzań, bo żadne ludzkie dzieło nie jest bez zmazy i skazy. Odczuwam jednak satysfakcję, że nie będę zmuszony okolicznościami do oddania głosu na koalicję, której liderem byłby polityk centroprawicowy, który jeszcze kilka lat temu mówił o potrzebie „konserwatywnej kotwicy”. Pojawiła się szansa na to, że po raz pierwszy od 1989 roku będę mógł oddać głos zgodny z moim wewnętrznym przekonaniem ideowym, a nie na „mniejsze zło”. Jakikolwiek wynik uzyska w wyborach koalicja SLD, Razem, Wiosny i PPS wreszcie bez niekomfortowego poczucia przykładania ręki do zgniłego kompromisu oddam głos na formację łączącą lewicowy pragmatyzm SLD, lewicowy kurs socjalny Razem, lewicowość kulturową Wiosny oraz lewicową tradycję historyczną PPS. Wreszcie mam szansę zagłosować nie według zasady „jak się nie ma co się lubi…”.
*****
W Białymstoku kibolscy bandziorzy zaatakowali Paradę Równości i rozpętali burdy, w których pobito kobiety, uczestniczki Marszu, a także poturbowali policjantkę. Władza stosuje taką taktykę, że daje wolną rękę policji w pacyfikowaniu bandyckich ekscesów (niech się chłopaki ćwiczą w robocie), ale sama nie kwapi się do wyraźnie stanowczego, oficjalnego potępiania. Witek zabrała co prawda głos, ale nie wyszła poza to oficjalnej dezaprobaty. Jeden z uczestników MR po zajściach powiedział o Polsce: „Dziki kraj”. Poprzednio określenia tego użył przed laty Miro Drzewiecki z PO, ale, że tak powiem, na inny temat.
*****
„Strefa wolna od LGBT” – tak brzmi napis na naklejce (wlepce), którą „Gazeta Polska” ma dołączyć do najbliższego wydania tygodnika. Bez entuzjazmu, jako materiał poglądowy potrzebny mi do pracy publicystycznej, ale nabywam co tydzień ten tytuł. Jednak tego akurat numeru nie nabędę, by nie współfinansować faszyzujących metod. Potępiła te nalepki ambasadorka USA w Warszawie Georgette Mosbacher. Diabli nadali PiS-owi tę babę i to jako dar od przyjaciela Trumpa. I jak tu ją krytykować? A nie mógł Donald przysłać jakiejś fundamentalistki z „pasa biblijnego” tylko „kobietę wyzwoloną” z elity nowojorskiej? Trochę próbują, ale delikatnie i nieoficjalnie (rzecznik rządu). Pozostaje im dobra mina do złej gry.
*****
Natomiast w Lublinie szef klubu radnych miejskich PiS Tomasz Pitucha przegrał proces z miejscowym działaczem LGBT. Walka o normalność w Polsce trwa.
*****
Ame(ł)ryka przysłała też nad Wisłę niejakiego Roda Dehera, religijnego blogera, który po dokonaniu inspekcji stwierdził, że „przyjechał do Polski w przekonaniu, że odwiedzi prawdziwy bastion chrześcijaństwa w Europie, jak przystało na kraj Jana Pawła Drugiego, a zastał kraj na rozdrożu, w stanie kryzysu kulturowego”, w którym za 10 lat spodziewać się można powtórzenia wariantu irlandzkiego.
*****
Profesor Jacek Raciborski przypomniał wyliczenie, według którego na obóz anty-PiS czyli Koalicja Europejska, Wiosna i Razem z jednej strony, a PiS z drugiej, uzyskały 26 maja prawie identyczną liczbę głosów czyli, że mamy do czynienia niemal z idealnym remisem. Problem w tym jak ten faktyczny remis przekuć na remis w Sejmie i Senacie.
*****
Mianem „starego iluzjonisty” określił poseł Siemoniak Kaczora. W dobrym momencie, bo na jednym z pisowskich wieców wezwał do zakończenia „wojny polsko-polskiej”. „Stary wilk” znów udaje łagodnego baranka.
*****
Afera wokół myku Kury z datą premiery filmu „Solid Gold” pokazała, że znów aktualne jest leninowskie hasło, że „kino jest najważniejszą ze sztuk”. Natomiast „symetrystyczne” porównywanie intrygi Kury z przygotowywaną premierą „Polityki” Patryka Vegi jest nieuprawnione. W tym pierwszym przypadku chodzi bowiem o wykorzystywanie filmu do prorządowej kampanii wyborczej za publiczne pieniądze, w tym drugim o prywatną produkcję filmową.
*****
Wiceprezes TVPiS Mateusz Matyszkowicz wystąpił w obronie „Wiadomości” i Holeckiej skrytykowanych za prymitywizm przekazu przez „bywszego” sojuszniczego dziennikarza Roberta Mazurka. Nie ta obrona mnie jednak zaskoczyła, lecz wygląd i przyodziewek Matyszkowicza. Kiedy zimą 2016 przybył do TVPiS z „Frondy” na stanowisko szefa TVP Kultura wyglądał jak offowy dziennikarz-chudzina, w abnegackich porteczkach, bucikach i powyciąganym sweterku, co budziło we mnie nawet pewną sympatię. Teraz pokazał się przed kamerami z twarzą jakby prosto wyjętą z pszczelego ula, odziany w okazały „gang” i krawat. Co to władza robi z ludźmi!
*****
Jakubowska Aleksandra na łamach organu Karnowskich (w polityce, sieci) z jadem nienawiści analizuje sytuację na lewicy po porozumieniu Czarzasty-Biedroń-Zandberg. Jak ta niegdysiejsza „lwica lewicy” lewicy nienawidzi, jak pokochała klimaty klerykalno-prawolskie.
*****
Co mnie uderza, to nieustanny, nieprzerwany od czterech lat, zmasowany i konsekwentny atak władzy PiS na sędziów. Żadne środowisko społeczne nie jest zwalczane z taką nienawiścią, nawet wrodzy politycy z lewakami włącznie, nawet nieprzychylne PiS media. Skąd to się bierze? Kaczyński i jego kamaryla usilnie dążą do spacyfikowania sądownictwa, które przy wszystkich swoich niedostatkach jest jedynym prawdziwym buforem między społeczeństwem a władzą. Tej roli w tym stopniu nie spełnią ani opozycyjni politycy ani nawet niezależne media, bo przeciw jednym i drugim władza może wystawić swoich polityków i swoje media. Alternatywnego sądownictwa nie stworzy.

PAD w Łomży

Nagłe Zatrzymanie Krążenia (NZK) dotyka w Polsce  ok. 40 tys. osób rocznie.  Z tej liczby udaje się uratować zaledwie 2-5 proc. pacjentów. Dlaczego tak mało? Ponieważ podstawowym czynnikiem warunkującym przeżycie jest szybkość działania.

 

lek. med. Dariusz Janicki – specjalista Medycyny Ratunkowej; WSPR Łomża. kandyduje na Prezydenta Miasta Łomży i na radnego Rady Miasta Łomży z listy nr 5 SLD – Lewica Razem.

 

Dotarcie przez zespół ratownictwa medycznego (ZRM) w odległe miejsce w mieście może zająć nawet kilkanaście minut, Może się zdarzyć, że nie ma wolnych zespołów i trzeba zadysponować ZRM spoza rejonu i wtedy czas dojazdu może być jeszcze dłuższy. Dlatego nie wahajmy się wezwać ZRM, jeżeli jest to konieczne, ale zastanówmy się czy warto, jeżeli nie ma zagrożenia życia i jesteśmy w stanie sami dotrzeć do szpitala.
Defibrylacja jest kluczowym ogniwem łańcucha przeżycia. Wykonanie defibrylacji w jak najszybszym czasie jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o przeżyciu podczas zatrzymania krążenia w mechanizmie migotania komór(VF) i częstoskurczu komorowego (VT) Migotanie komór i częstoskurcz komorowy bez tętna to sytuacja, w której mięsień sercowy kurczy się w sposób nieskoordynowany i nieefektywny. Krew nie jest pompowana przez serce i dostarczana do tkanek i narządów oraz do płuc. Dochodzi do niedotlenienia, na które szczególnie narażony jest mózg. W normalnej temperaturze w ciągu 3-6 minut dochodzi do śmierci mózgu. Istotne jest to, że u dorosłych najczęstszą przyczyną NZK poza szpitalem (około 75 proc.) jest migotanie komór lub częstoskurcz komorowy. Są to tzw. rytmy do defibrylacji. Użycie defibrylatora w tym przypadku może przywrócić prawidłowy rytm. W pozostałych przypadkach występuje asystolia (około 15 proc.) lub aktywność elektryczna (bez tętna) około 10 proc.. Są to rytmy, przy których nie wykonujemy defibrylacji. W każdym przypadku NZK należy zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999 i rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO), chyba że jesteśmy sami, a defibrylator AED jest w pobliżu, wtedy rozpoczynamy od jego podłączenia.
Automatyczne defibrylatory zewnętrzne (Automated External Defibrylator-AED) są wysoce specjalistycznymi, niezawodnymi, skomputeryzowanymi urządzeniami, które za pomocą poleceń głosowych prowadzą zarówno osoby z wykształceniem medycznym, jak i bez niego przez procedurę bezpiecznej defibrylacji w zatrzymaniu krążenia.
W krajach wysoko rozwiniętych wdraża się setki lokalnych programów PAD (ang. Public Access Defibrillation), czyli publicznego lub powszechnego dostępu do defibrylatorów AED, których celem jest stworzenie gęstej siatki AED w miejscach publicznych oraz zaangażowanie jak największej liczby wolontariuszy gotowych do niesienia pomocy. Zgromadzone dane pokazują, że podjęcie przez świadków zdarzenia samego RKO zwiększa szanse przeżycia do 9 procent, a przy użyciu dodatkowo defibrylatora AED – do ponad 50 procent, ale gdy urządzenia AED były dostępne na miejscu zdarzenia w czasie 3-5 minut, szanse na przeżycie wzrastały do ponad 70 procent. Urządzenia AED coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej i są instalowane w wielu zakładach pracy, urzędach, szkołach, lotniskach, dworcach kolejowych, pociągach, hotelach, centrach handlowych i pływalniach. Jeden z pierwszych programów poprawy bezpieczeństwa mieszkańców, zgodnie ze standardami PAD, wprowadziło miasto i gmina Trzebinia pod hasłem „Trzebinia Miastem Bezpiecznego Serca”. W ramach programu na terenie całej gminy w miejscach publicznych umieszczono 20 urządzeń AED. Przede wszystkim to ludzie ratują ludzi. Dlatego program budowy PAD powinien zawierać przynajmniej 6 podstawowych elementów, tak, aby defibrylator nie był tylko powszechny/publiczny, ale również aktywny. Dlatego powinniśmy zadbać o analizę projektu PAD według następujących punktów:
• sieć ogólnodostępnych defibrylatorów AED – 24 h,
• identyfikacja i wizualizacja lokalnego programu PAD,
• wolontariusze i program edukacji społecznej,
• system zarządzania AED i wolontariuszami,
• dobór sprzętu i sposobu montażu,
• finansowanie programu i jego utrzymanie.
Niedawno ideę PAD zaczęto realizować w Białymstoku, w ramach budżetu obywatelskiego. Chcielibyśmy wprowadzić system PAD w Łomży. Wiemy jak to zrobić, jak zaplanować lokalizację, jakiej aplikacji użyć do stworzenia mapy rozmieszczenia defibrylatorów w naszym mieście, jakie szkolenia zorganizować, jak zarządzać defibrylatorami i wolontariuszami. Mamy też kilka pomysłów na sfinansowanie projektu.
Aktualnie jest w Łomży kilka defibrylatorów AED, ale praktycznie żaden z nich nie jest ogólnie dostępny.
Mieszkańcy Łomży mają prawo czuć się bezpiecznie i mają prawo mieć dostęp do skutecznych narzędzi służących ratowaniu życia.

O książce „Kalejdoskop wspomnień” RECENZJA

Książka Wacława Kruszewskiego Kalejdoskop wspomnień to lektura ze wszech miar ciekawa i godna polecenia. Na tę opinię składa się kilka czynników. Autor tomu, ogłoszony swego czasu (1986) przez „Rzeczpospolitą” Polakiem Roku, przez całe swe dorosłe życie pracował „w kulturze”. Był dyrektorem Centrum Kultury i Sztuki Województwa Siedleckiego, któremu podlegały kina (stałe i ruchome) Siedlecki Teatr Kameralny, Biuro Wystaw Artystycznych, Pracownia Usług Plastycznych Biuro Informacji Kulturalnej z własnym zakładem poligraficznym oraz Zakład Remontowo-Budowlany Obiektów Kultury. Kruszewski tę instytucję tworzył od podstaw (poświęcił jej także swoja pracę magisterską obronioną na UW). Z czasem rozrosła się ona nie tylko do organizacji życia kulturalnego w szeroko pojętym regionie, ale i przedsiębiorstwa znakomicie prosperującego i samofinansującego się. To dzięki zaradności i zmysłowi organizacyjnemu Autora udało się zorganizować w Sokołowie Podlaskim (1974) koncert zespołu Omego – jednej z największych gwiazd ówczesnej sceny muzycznej. Wszystko to ma swe odzwierciedlenie w treści przedkładanej książki. Nie jest to pamiętnik. Kruszewski od lat pisuje felietony prasowe oparte na swoich doświadczeniach, ale i wychodzących poza nie. Własne doświadczenie jest kluczowe oczywiście, choć ma ono walor bodźca inspirującego Autora do opisów, które przybierają walor generaliów Jest to więc barwna wędrówka po „słusznie minionych” czasach. Pokazuje jednak, iż nie były to lata beztroskiego bezhołowia. Z równą swadą kreślone są zawiłości organizacyjne towarzyszące funkcjonowaniu ośrodków kultury, organizowaniu rozmaitych przedsięwzięć kulturalnych, spotkaniom z żołnierzami Armii Krajowej, jak i odbudowy zabytków. Barwna, żywiołowa narracja podana literacką polszczyzną okraszona jest mnóstwem zabawnych anegdot. Całość zatem, mimo, iż dotyczy głównie regionu, wychodzi swą wymową poza jego ramy. Łatwo bowiem zauważyć, że oddając się opowieściom Kruszewskiego przekraczamy ów przełom Mazowsza i Podlasia, wszak opowieść przybiera polor generaliów – ogólnej opowieści o kulturze lat powojennych.

 

Prezydent zwykłych spraw

Znamy już oficjalnego kandydata SLD na prezydenta Białegostoku – to Wojciech Koronkiewicz, radny miejski.

 

Władze regionalne SLD niemal jednogłośnie poparły jego kandydaturę w walce o prezydenturę Białegostoku. Prócz tego Koronkiewicz cieszy się poparciem ruchów miejskich i innych organizacji społecznych (w tym białostockich przedstawicieli KOD i Obywateli RP).

 

 

– Białystok, kolejne miasto wojewódzkie, w którym SLD prezentuje naprawdę fajnego kandydata – powiedział Włodzimierz Czarzasty. – To ważne dla nas miasto, ale to też trudny dla nas region, jeśli chodzi o Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ale my jako jedna z czterech partii w Polsce, poza Platformą, poza PiS-em i PSL-em, wystawiamy listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Lewica Razem, we wszystkich 85 okręgach do Sejmików oraz w 350 powiatach. Łącznie 16 tysięcy ludzi.
Do tej pory start w wyborach samorządowych na stanowisko prezydenta miasta ogłosili: Marcin Sawicki z inicjatywy lokalnej Kocham Białystok, Tadeusz Arłukowicz z poparciem Kukiz’15, Katarzyna Sztop-Rutkowska z Inicjatywy dla Białegostoku oraz Tadeusz Truskolaski, obecnie urzędujący prezydent Białegostoku.
– Zrozumiałem, że bycie radnym to nie są zaszczyty, że bycie prezydentem to nie są fotele i awanse. To jest po prostu codzienna praca, ciężka praca, aby pomagać ludziom – powiedział mediom kandydat SLD.