Lewica po stronie górników

Jak Polska Grupa Górnicza przygotowywała się na epidemiczne zagrożenie? Czy i jak zamierzała chronić pracowników? Posłowie Lewicy przeprowadzili interwencję poselską w siedzibie spółki w Katowicach. Jeśli ich wątpliwości nie zostaną rozwiane, pójdą do prokuratury.

Interwencję poselską przeprowadzili Maciej Konieczny i Maciej Kopiec. Parlamentarzyści oczekują, że Polska Grupa Górnicza udostępni im wykaz procedur sanitarnych, jakie zostały wdrożone w kopalniach po 20 marca, gdy w Polsce zaczął obowiązywać stan epidemii, przedstawi zlecenia zakupów środków ochronnych dla pracowników (maseczek i płynów do dezynfekcji), codzienne raporty z pomiarów temperatury pracowników oraz wybrane protokoły z posiedzeń zarządu spółki. Konkretnie parlamentarzyści zwracają się o udostępnienie sprawozdań z zebrań, na których zdecydowano o kontynuowaniu wydobycia po ogłoszeniu stanu epidemii oraz o przeprowadzeniu masowego testowania górników na obecność koronawirusa. Pytania dotyczą kopalń węgla kamiennego Wujek, Piast-Ziemowit, ROW, Murcki-Staszic, Sośnica, Mysłowice-Wesoła, Bolesław Śmiały. To tam odnotowano najwięcej zakażeń, a wydobycie musiało zostać ograniczone.

Posłowie zwrócili się również o udostępnieniem im całej korespondencji prowadzonej przez PGG ze Śląskim Państwowym Wojewódzkim Inspektoratem Zdrowia po 20 marca włącznie.

Porzucony Śląsk

– Interweniujemy, ponieważ mamy wrażenie, że władza centralna kolejny raz potraktowała Śląsk jako kolonię taniej siły roboczej, o którą nie trzeba dbać, na końcu mówiąc nam, Ślązakom i Ślązaczkom, że to my jesteśmy winni temu, że pandemia wciąż trwa – skomentował działania posłów Maciej Kopiec. Odniósł się do rządowych komentarzy, sugerujących, że w całym kraju epidemia dogasa i tylko Śląsk, gdzie trwa masowe testowanie górników i są ujawniane kolejne pozytywne wyniki, jest niechlubnym wyjątkiem.

– Jeżeli nie dostaniemy żądanych informacji, albo też wyjaśnienia okażą się niewystarczające, zwrócimy się do prokuratury, aby zbadała, czy życie i zdrowie górników zostało bezprawnie narażone na szwank – zapowiedział z kolei poseł Maciej Konieczny. O to, by zaalarmować organy ścigania, apelował wcześniej na konferencji prasowej w Katowicach, wspólnej z posłami i kandydatem Lewicy na prezydenta Robertem Biedroniem, Andrzej Chwiluk ze Związku Zawodowego Górników.

Sprawiedliwa transformacja

Na konferencji tej mówiono nie tylko o najbardziej aktualnych problemach górników. Politycy Lewicy przypomnieli, że miejsca pracy przy wydobyciu węgla nie są wieczne, zwłaszcza wobec trwającego kryzysu klimatycznego, a obowiązkiem rządu jest przygotować plan sprawiedliwej transformacji.
– Cały świat będzie odchodził od starych form przemysłu, a w jego miejsce pojawią się nowe. I od tego, czy my będziemy mieli plan transformacji będzie zależało czy Śląsk będzie w awangardzie tych zmian czy zostanie w tyle – komentuje Maciej Konieczny. Zauważył, że obecnie tego planu nie ma. Górnicy na przemian słyszą, jak wielkie znaczenie ma ich praca i dowiadują się, że wydobycie w tej czy innej kopalni jest nieopłacalne. Dla tracących pracę nie ma innej oferty niż osławione „radźcie sobie”.

– Musimy być przygotowani na to, żeby w miejsce tych dobrze płatnych, jak na polskie warunki, uzwiązkowionych miejsc pracy w kopalniach pojawiły się co najmniej równie dobre miejsca pracy w nowym Zielony Przemyśle. Równie dobre miejsca pracy w przemyśle, które także będą dobrze płatne, które będą stabilne i które będą uzwiązkowione. To, na co się nie godzimy, to żeby zamknąć kopalnie i jakoś to będzie – oznajmił poseł wybrany z listy Lewicy w Katowicach. – . Bo „jakoś to będzie” to są śmieciówki, „jakoś to będzie” to jest pomiatanie pracownikiem i na to Lewica nigdy się nie zgodzi.

Pod rządami PiS rośnie import rosyjskiego węgla

Lipna restrukturyzacja Polskiej Grupy Górniczej – czyli, w jaki sposób działania prominentów Prawa i Sprawiedliwości sprzyjają interesom gospodarczym Rosji i jej oligarchów.

Warunki dla podjęcia przez rząd PiS restrukturyzacji Polskiej Grupy Górniczej były jak najlepsze: ceny węgla rosły, inwestorzy bez oporów godzili się na doinwestowanie PGG.
Prezentowany w propagandzie rządowej cel także był szczytny: obniżka kosztów działania, poprawa efektywności wydobycia, wprowadzenie nowoczesności do kopalń.
Ale choć wszelkie okoliczności sprzyjały, cała ta operacja rządu PiS zakończyła się klapą, przynosząc straty Polsce i Polakom. No, może nie wszystkim. Wzrosły bowiem płace więc grupka PiS-owskich prominentów na kierowniczych stanowiskach mogła więcej zarobić.
Jest dużo gorzej niż było
„Mimo dogodnych warunków, restrukturyzacja Polskiej Grupy Górniczej nie przyniosła oczekiwanych efektów. Wprawdzie po nabyciu przez PGG majątku Kompanii Węglowej S.A. i Katowickiego Holdingu Węglowego S.A. udało się kontynuować działalność większości ich kopalń, jednak nie zmniejszono wysokich kosztów stałych produkcji, a wydajność pogarszała się. PGG nie wykorzystała dogodnego momentu na stworzenie warunków dla prowadzenia rentownej, także w czasach gorszej koniunktury, działalności wydobywczej” – stwierdziła w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli
Mimo spadku wydajności wydobycia węgla, rosły średnie wynagrodzenia (aż o 13 proc.), na czym korzystali oczywiście uprzywilejowani – czyli, zgodnie z PiS-owskimi regułami sprawowania władzy, różni prominentni krewni i znajomi królika, którzy obsiedli ważne fotele w strukturach górniczej władzy.
Restrukturyzacja, przeprowadzona przez rząd PiS nie była czymś szczególnie skomplikowanym. Polska Grupa Górnicza w 2016 r. kupiła majątek produkcyjny Kompanii Węglowej, a w 2017 r. Katowickiego Holdingu Węglowego S.A. W ten sposób PGG rozpoczęła działalność wydobywczą w 15 przejętych kopalniach.
Te zmiany własnościowe i organizacyjne miały stanowić podstawę restrukturyzacji nabytych kopalń. Okoliczności, jak już powiedziano, były wielce sprzyjające – znaczące dokapitalizowanie PGG przez inwestorów, a także wzrost cen węgla, wynikający z dobrej koniunktury gospodarczej w latach 2016-2018, dawały szanse na dokonanie głębokiej restrukturyzacji, przygotowującej spółkę na powtarzające się okresy dekoniunktury i ryzyka utraty płynności finansowej, jakie wielokrotnie dotykały polskie górnictwo.
PiS-owi wszystko to udało się jednak tak jak zwykle. Koszty stałe produkcji w PGG były coraz wyższe, a wydajność coraz gorsza.
PiS doi aż miło
„Cel w jakim powołano ten podmiot (Polską Grupę Górniczą) nie został osiągnięty” – zauważa NIK. Czyli, wszystkie te działania zdały się psu na budę, a wykonana praca przyniosła efekt już nie zerowy, ale ujemny. To oczywiście w najmniejszym stopniu nie zmniejszyło samochwalstwa i samozadowolenia rządu PiS. I poniekąd można zrozumieć członków obecnej ekipy. Przecież oni i ich kumple w coraz większym stopniu korzystają z zasobów „ojczyzny dojnej”.
Niewykluczone, że przy restrukturyzacji PGG popełniono też przestępstwa, czego oczywiście nie dowiemy się, w sytuacji gdy nadzór nad pracą prokuratorów sprawuje obecny Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Izba zwraca bowiem uwagę, że PGG niewłaściwie wyceniła znaczną część nabytych aktywów Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego. Zniekształcało to obraz sytuacji majątkowej i finansowej całej spółki.
W rzeczywistości wartość tych aktywów była niższa aż o około 40 proc. w stosunku do wycen sporządzonych przez niezależnych rzeczoznawców majątkowych – co już wygląda na grubszy przekręt ze strony tych, którzy przeprowadzali restrukturyzację.
Takie zaksięgowanie nabytych aktywów prowadziło do – należy przypuścić, że świadomego i zaplanowanego – wypaczenia wysokości kosztów operacyjnych. Powodowało to zawyżenie wyników finansowych netto Polskiej Grupy Górniczej.
„Podważa to wiarygodność prezentowanych przez PGG wyników ekonomicznych działalności, tak na poziomie spółki jak i jej poszczególnych kopalń, a także ich przydatność w podejmowaniu decyzji zarządczych związanych z prowadzeniem restrukturyzacji” – konkluduje NIK.
Z tym, że naturalnie nikomu tu nie zależało na wiarygodności. Zawyżanie wyników finansowych oznaczało bowiem oczywiste korzyści dla ludzi, maczających palce w osiągnięciu tego „sukcesu gospodarczego”.
Pora na prokuratora
Przekręt przy wycenie nabytych aktywów mógł polegać na tym, że sporządzając je, wartości znaczącej części aktywów przemnożono przez tzw. współczynniki korygujące określone przez kierownictwo Polskiej Grupy Górniczej. Współczynniki te miały różne wartości dla poszczególnych kopalń.
W uproszczeniu, ten sposób wyceny oznaczał to, że na przykład urządzenie o wartości wycenionej przez rzeczoznawców majątkowych na 1 mln zł, w jednej z kopalń było księgowane w wartości blisko 1,3 mln zł, a w innej jego wartość księgowa wynosiła 1 zł. Tyle, że jeśli dochodziło do zbycia takiego, teoretycznie bezwartościowego urządzenia, to sprzedawano je już za kwotę bardzo wielu złotówek. I jakaś grupka cwaniaków na tym mogła zarobić.
NIK opisuje drastyczny przypadek czterech kopalń i jednego zakładu Polskiej Grupy Górniczej. Ponad 99 proc. wartości ich aktywów ujętych w księgach rachunkowych, stanowiły grunty i środki trwałe w leasingu oraz w budowie. Wprowadzono je do ksiąg wedle wartości określonych przez niezależnych rzeczoznawców majątkowych.
Natomiast wartość pozostałych aktywów tych kopalń, czyli m.in. maszyn, urządzeń, środków transportu oraz wartości niematerialnych i prawnych, została wyceniona przez PGG – i wynosiła… 1 zł za każdą sztukę.
Przykładowo, w jednej z kopalń znajdowały się 74 budynki, których wartość niezależny rzeczoznawca majątkowy oszacował na ponad 22 mln zł. Jednakże w księgach rachunkowych PGG wyceniono je na 74 zł, to jest każdy budynek za 1 zł. Tą sprawą powinien się zająć prokurator, ale podczas rządów PiS naturalnie się nie zajmie.
Koszty nikogo nie obchodziły
Jeśli chodzi o wysokie koszty wydobycia węgla, to władze PGG nie opracowały w terminie, choć powinny, planu naprawczego, zmierzającego do przywrócenia ustalonych wartości wskaźnika określającego koszty wydobycia węgla. Kto by się tam zresztą przejmował kosztami. Polska Grupa Górnicza była przecież w niezłej sytuacji ekonomicznej i finansowej.
W latach 2016-2018 panowała raczej korzystna koniunktura, a ceny zbytu węgla rosły (w 2018 r. były one o ok. 50 proc. wyższe od cen w roku 2016). No i płynęła kasa – dokapitalizowanie spółki przekroczyło łącznie 3,4 mld zł. A na wynik firmy wielki wpływ miał przyjęty sposób wyceny nabytego majątku.
W rezultacie, na papierze wyniki finansowe netto PGG poprawiały się. W 2016 r. odnotowano stratę 332 mln zł, w 2017 r. zysk przekraczający 86 mln zł, a w 2018 r. wzrósł on do ponad 493 mln zł!.
„Wyniki te były zawyżone ze względu na zastosowany sposób wyceny wartości nabytych aktywów Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego. Poprawiały się także wyniki finansowe netto poszczególnych kopalń PGG (poza jedną). Były one także zniekształcone niewłaściwą wyceną ich aktywów” – stwierdza jednoznacznie NIK, co powinno skończyć się zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
W fikcyjnej rzeczywistości, wykreowanej przez rząd PiS wszystko więc wyglądało doskonale. Ale faktycznie koszty stałe pozostawały wysokie i wciąż wzrastały.
Dominującą część koszów stanowiły wynagrodzenia – a wysokość tych wynagrodzeń w żaden sposób nie była uzależniona od osiąganych wyników PGG.
Niższa od zaplanowanej produkcja węgla oraz utrzymywanie wysokiego zatrudnienia, powodowały spadek wskaźników rocznego wydobycia węgla przypadającego na jednego pracownika spółki. W latach 2016-2018 wzrostowi średniego wynagrodzenia o 13 proc. towarzyszył spadek rocznej wydajności wydobycia na jednego zatrudnionego o 2 proc. – obliczyła NIK.
Nieudolność czy świadomy plan?
Wszytko to oznacza, że w wyniku poczynań obecnej ekipy, PGG jest kolosem na glinianych nogach. Niesprawiedliwy system wynagradzania w połączeniu z wysokim stanem zatrudnienia, oznacza, że spółka nie będzie mogła dostosować swoich kosztów do nieuchronnych spadków cen węgla i przychodów w okresie dekoniunktury.
Tym samym, jak konkluduje NIK, wystąpiło ryzyko utraty przez PGG zdolności do obsługi zadłużenia – a spółka wyemitowała obligacje o wartości prawie 2,4 mld zł. Ich termin wykupu kończy się jednak w 2028 r., więc obecną ekipę mało obchodzi, co się wtedy zdarzy.
Restrukturyzacja Polskiej Grupy Węglowej nie była procesem zbytnio skomplikowanym. PiS-owska ekipa przeprowadziła ją jednak tak źle, jak to tylko było możliwe.
Efektem tej pożal się Boże, restrukturyzacji jest systematyczny wzrost importu rosyjskiego węgla. Można powiedzieć, że to po prostu tylko typowa PiS-owska nieudolność.
Można też jednak zapytać, czy nie chodzi tu o świadome, zaplanowane działanie, sprzyjające – ze szkodą dla Polski – interesom ekonomicznym państwa rosyjskiego?

10 lat zaniedbań

Wywiad z Jerzym Markowskim, byłym wiceministrem gospodarki w rządach SLD-PSL.

 

Obecnemu rządowi udało się podpisać porozumienie z górniczymi związkami zawodowymi, czego efektem ma być uratowanie zagrożonej bankructwem Kompanii Węglowej, a więc przejęcie należących do niej kopalń przez Polską Grupę Górniczą. Podpisany właśnie w Nowym Jorku pakiet klimatyczny też ma zabezpieczać interesy polskiego górnictwa, bo nie zawiera on nakazu dekarbonizacji polskiej gospodarki. Czy rządowi PiS uda się uratować tę branżę?

– Porozumienie w sprawie powołania PGG należy traktować jako wstęp do restrukturyzacji, jakiej wymaga polskie górnictwo, ale nie można na tym poprzestać. Jest to rozwiązanie na kilka najbliższych miesięcy, nie rozwiązuje ono jednak problemów branży, która od lat wymaga mądrej restrukturyzacji i modernizacji, o co nie zadbano przez dziesięć ostatnich lat. Z kolei podpisany właśnie pakiet klimatyczny dowodzi, że pogarszająca się sytuacja polskiego górnictwa nie jest spowodowana czynnikami zewnętrznymi, a wewnętrznymi. Innymi słowy – polskie górnictwo samo się niszczy m. in. na skutek niekompetencji osób, które nim zarządzają. W tej chwili zmierzamy do modelu przejściowego, który oznacza, że polska energetyka będzie funkcjonować, ale bez polskiego węgla. Obecnie znaleźliśmy się bowiem w takiej sytuacji, że wkrótce możemy stać się importerem węgla, mimo że jest to surowiec, którego w Polsce nie brakuje.

Tak więc obiektywne warunki mówią o tym, że polski węgiel powinien mieć przed sobą przyszłość, ale sprawa została zaniedbana na poziomie decyzji politycznych?

– Problemem górnictwa jest brak decyzji albo kompetencji tych, którzy byli władni je podejmować. To wina obu poprzednich rządów. W górnictwie zmarnowano ostatnie 10 lat, nie decydując się na faktyczną restrukturyzację i modernizację branży, kiedy były ku temu bardzo sprzyjające warunki. Wówczas dla węgla była bardzo dobra koniunktura, spółki węglowe zarabiały, nie było powodów do niepokojów. Rynek załamał się dwa lata temu, gdy spadły zarówno ceny, jak i popyt na węgiel, ale nawet w tej sytuacji nie podjęto decyzji, które mogły uratować górnictwo. Obecnie zadłużenie polskiego górnictwa przekracza 15 mld zł. Aby spłacić to zadłużenie, wszystkie spółki węglowe przez co najmniej 10 miesięcy musiałyby funkcjonować bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów, co przecież nie jest możliwe. Dług Kompanii Węglowej przekracza 8 mld zł, Jastrzębskiej Spółki Węglowej – 3,5 mld zł.. Nie są one w stanie ani spłacić tego długu ani na niego zarobić. Te długi narastają m.in. z powodu braku polityki energetycznej państwa, co jest skutkiem ostatnich rządów.

Była minister rozwoju, Elżbieta Bieńkowska mówiła, o czym wiemy z ujawnionych nagrań prywatnych rozmów polskich polityków, że sama była zaskoczona bierną postawą rządu PO-PSL wobec górnictwa.

– Ta wypowiedź potwierdza to, o czym w środowisku górniczym wiadomo było od dawna. Były to działania pozorowane, a w rzeczywistości nikt się tymi problemami nie przejmował. Premier Tusk spotykał się z przedstawicielami górnictwa, w tym związków zawodowych, ale sprowadzało się to do zapewniania tych środowisk, że jest świetnie i nie trzeba nic robić. A to właśnie wtedy były sprzyjające okoliczności, żeby polskie górnictwo unowocześnić nie pod presją kryzysu na rynku węgla, ale wykorzystując dobrą koniunkturę. Niestety, nic w tej sprawie nie zrobiono. Nietrudno było przecież przewidzieć, że owa koniunktura nie będzie trwać wiecznie. Ostatnie 10 lat wręcz pogrążyło polskie górnictwo, czego skutki widzimy obecnie, gdy kolejne spółki węglowe stają przed groźbą bankructwa i likwidacji. Ostatnim rządem, który podjął korzystne dla górnictwa decyzje był rząd Leszka Millera, oddłużając kopalnie na sumę 18,5 mld zł.

Ale przed rządami koalicji SLD-PSL był rząd Jerzego Buzka, wspierany przez koalicję AWS-UW, która przeprowadziła restrukturyzację górnictwa.

– To właśnie ten rząd miał wpływ na wzrost długów w górnictwie. Przeprowadzona wówczas „restrukturyzacja” górnictwa sprowadziła się do zlikwidowania 24 kopalń, ale nie podjęto kroków do modernizacji branży i zwiększenia jej konkurencyjności na rynkach światowych. Wiele z tych zlikwidowanych kopalń miało bardzo dobre złoża, z których można było wydobywać węgiel przez wiele lat. Dzisiaj o te kopalnie zabiegają firmy zagraniczne, starające się o uruchomienie w Polsce prywatnych kopalń. Zamknięcie tych kopalń sprowadziło się do likwidacji setek tysięcy miejsc pracy, ale nie doprowadziło do modernizacji, która już wtedy była niezbędna.

Czy ostatnie działania PiS zahamują te niekorzystne zmiany?

– Decyzje podejmowane przez obecny rząd są racjonalne, ale niewystarczające. Samo przekształcenie i dekapitalizowanie jednej ze spółek przez powołanie nowej spółki, PGG, i to ze środków firm energetycznych należących do skarbu państwa, uratuje sytuację na kilka najbliższych miesięcy, ale nie naprawi sytuacji górnictwa. Do tego potrzebna jest poważna zmiana technologiczna, której nie przeprowadzi się bez pieniędzy i niezbędnej wiedzy, kompetentnych kadr. Od dawna mówię o tym, że wśród górników jest znacznie większa wiedza i wyobraźnia niż wśród tych, którzy zarządzają polskim górnictwem. Górnicy doskonale widzą, jak rosną niesprzedane zwały węgla, jak rosną długi kopalń i jednocześnie systematycznie spadają ich zarobki. Górnicy robią, co mogą – np. zgodzili się na ustępstwa, które były warunkiem powołania PGG – ale to nie oni są władni podejmować decyzje co do losów branży czy funkcjonowania poszczególnych spółek węglowych. Warto przypomnieć, że po 1990 r. wśród 28 wiceministrów gospodarki, pod które podlega górnictwo, tylko dwóch było górnikami. To świadczy o tym, jaki stosunek do górnictwa miały kolejne rządy.

Co więc należałoby zrobić?

– Niezbędna jest zmiana modelu funkcjonowania kopalń, zasad w handlu węglem, uporządkowanie sytuacji spółek, które współpracują z górnictwem. To wszystko zależy od decyzji politycznych, podejmowanych na poziomie ministerstwa i rządu. Warto też pamiętać o tym, że ok.40 proc. przychodów górnictwa, 8 mld zł rocznie, pochłaniają różnego rodzaju podatki i opłaty nakładane na tę branżę. Polska ma najwyższy na świecie podatek VAT na węgiel. To właśnie owe „haracze” w ogromnym stopniu wpływają na ostateczną cenę węgla czyniąc polskie górnictwo niekonkurencyjnym na światowych rynkach. W tej sytuacji nawet górnicy, przy ich dużym zrozumieniu pogarszającej się sytuacji na rynku i konieczności zaciskania pasa, ani nawet menadżerowie poszczególnych spółek wiele nie poradzą, ponieważ sprawa obciążeń podatkowych decyduje się na poziomie rządu, a dokładnie – ministerstwa finansów. Jednak o tym, by coś się miało zmienić pod tym względem, nie słychać.

Czy wiedza na ten temat to skutek zarządzonego przed kilkoma miesiącami audytu w polskich kopalniach?

– Audyt jedynie potwierdził nieprawidłowości, o których specjaliści od górnictwa oraz sami górnicy mówili już od dawna. Ich uwagi pozostawały jednak bez żadnej reakcji przez wiele lat. Zamiast uporządkowania sytuacji i mądrych zmian, mieliśmy do czynienia z dokładaniem pieniędzy do branży, bo był to najprostszy sposób uspokojenia nastrojów społecznych na Śląsku. Takie działania wpłynęły też deprawująco na górnictwo, ponieważ występujący w imieniu interesów branży zaczęli ograniczać swoje żądania właśnie do owych doraźnych zastrzyków pieniędzy, które jednak na dłuższą metę nie były w stanie uzdrowić sytuacji. Dziś już wiemy, że polskie górnictwo ma przed sobą co najmniej 40 lat dalszego funkcjonowania, bo do tego czasu Polska nie będzie w stanie zrezygnować z węgla jako głównego źródła energii. Tę przyszłość wyczuły prywatne firmy, przede wszystkim zagraniczne, które planują wykupywanie bądź uruchamianie w Polsce nowych kopalń.

Prywatne firmy dostrzegają w polskim górnictwie możliwości, których nie potrafiły dostrzec kolejne rządy?

– Prywatne firmy kierują się rachunkiem ekonomicznym i na zimno analizują sytuację górnictwa. Być może ratunkiem dla branży będzie jej częściowa prywatyzacja, kiedy menadżerom takich firm będzie faktycznie zależeć np. na znalezieniu rynków zbytu czy na unowocześnieniu wydobycia, bo dla nich to nie będzie problem polityczny, a ekonomiczny. Obecna sytuacja w górnictwie jest dramatyczna, ale nie jest sytuacją bez wyjścia. Aby je znaleźć, potrzebna jest jednak modernizacja, zmniejszenie obciążeń podatkowych, powierzenie zarządu spółkami węglowymi kompetentny ludziom oraz wola polityczna ze strony rządu.