Szanowny Panie Prezesie

Na wczorajszym spotkaniu z wyborcami powiedział Pan, że zlikwiduje Pan umowy śmieciowe. To kolejna Pana deklaracja na ten temat, z którą niestety nie wiążą się żadne konkretne działania. Co więcej, za rządów Pana partii w wielu branżach stabilność zatrudnienia zmniejszyła się.

Przede wszystkim jednak, jako prezes Prawa i Sprawiedliwości i członek rządu, ma Pan bezpośredni wpływ na funkcjonowanie spółek skarbu państwa i instytucji państwowych. Tymczasem to właśnie tam różne rodzaje umów śmieciowych są powszechne. W Telewizji Polskiej skala śmieciowego zatrudnienia w ostatnich tygodniach wręcz wzrosła.

Wybrany na kolejną kadencję prezes TVP, Jacek Kurski narzuca różne formy umów niestandardowych, z których część jest rażąco sprzeczna z Kodeksem pracy. Wobec wielu pracowników narodowy nadawca wymusza samozatrudnienie z zakazem konkurencji, chociaż zgodnie z prawem powinni mieć etaty. TVP ma też wiele kontraktów z firmami zewnętrznymi, które oferują niskopłatne umowy cywilnoprawne, na dodatek pobierając od nich prowizję. Podobnie wygląda sytuacja w Polskich Liniach Lotniczych LOT, których prezes, Rafał Milczarski od lat zatrudnia pilotów i stewardessy wyłącznie w ramach kontraktów firma-firma. Na dodatek narodowy przewoźnik w ostatnich miesiącach zwalnia pracowników etatowych, promując osoby na samozatrudnieniu. Dzieje się tak, choć firma otrzymała blisko 3 mld zł wsparcia publicznego. Również Poczta Polska uruchomiła program zwolnień grupowych, a w tym samym czasie zaczęła zatrudniać pracowników w ramach umów nieetatowych. Przykłady można mnożyć. Umowy śmieciowe funkcjonują na masową skalę w większości spółek skarbu państwa. Śmieciówki są też rozpowszechnione w ministerstwach i biurach posłów partii rządzącej.

W tej sytuacji apelujemy do Pana o audyt we wszystkich instytucjach publicznych i spółkach skarbu państwa pod kątem stosowania umów niestandardowych i przestrzegania Kodeksu pracy. Oczekujemy też dymisji wszystkich osób na kierowniczych stanowiskach, które narzucają śmieciówki i promują niestabilne zatrudnienie. Czekamy na konkrety. Ma Pan szansę pokazać, na ile wiarygodne są Pana deklaracje.

LOT zwalnia

300 osób straci zatrudnienie w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Zarząd spółki podpisał porozumienie ze związkami zawodowymi, którym udało się wywalczyć w miarę cywilizowane kryteria odejść.

Prezes LOT Rafał Milczarski po zakończeniu decydującej tury negocjacji sprawiał wrażenie zadowolonego.

„Dziękuję związkom zawodowym za konstruktywną współpracę i osiągnięte porozumienie. Rozstanie z niektórymi naszymi pracownikami to jedna z najtrudniejszych decyzji, realizowanych przeze mnie jako menedżera. Jest ona niezbędna by uchronić większość zespołu i zapewnić stabilizację PLL LOT” – wyrecytował w oficjalnym komunikacie. Dużo mniej rozmowny był kilka dni wcześniej, gdy posłowie Koalici Obywatelskiej
chcieli przeprowadzić w spółce kontrolę poselską.

– Dariusz Joński, Paweł Poncyliusz, Michał Szczerba i Maciej Lasek spotkali się z prezesem, Rafałem Milczarskim, który powiedział im, że spółka zaoszczędzi na zwolnieniach 30 mln zł. Posłowie spytali, skąd w tej sytuacji zwolnienia, skoro wsparcie od państwa dla PLL LOT wynosi prawie 3 mld zł. Spytali też, kiedy ostatnio prezes osobiście rozmawiał z zakładowymi związkami. Wtedy prezes oburzony wyszedł ze spotkania, nie odpowiadając na pytania – relacjonował Piotr Szumlewicz, przewodniczący centrali Związkowa Alternatywa.

Czy powody do dobrego humoru mogą mieć również pracownicy LOT? Z pewnością nie. Pracę straci 300 z nich. 150 odejdzie już w ciągu pierwszych dwóch kwartałów bieżącego roku. Druga połowa pożegna się z firmą w okresie dwuletnim. Jak podaje LOT, zakończono także współpracę z 200 osobami, które łączyły z LOT-em umowy typu business-to-business. Niczego nie zmieniły argumenty związków zawodowych, których przedstawicielki przekonywały, że choćby do zrealizowania planowanej siatki połączeń wakacyjnych LOT będzie potrzebował załóg.

Co udało się wywalczyć związkowcom?

Wobec betonowej postawy zarządu nie byli w stanie zapobiec zwolnieniom, jednak ich determinacja zmusiła szefostwo do określenia relatywnie klarownych kryteriów typowania pracowników do zwolnienia. Zarząd zgodził się na uruchomienie programu odejść dobrowolnych – ci pracownicy pożegnają się w pierwszej kolejności. Następnie firmę opuści grupa osób wybranych według jasnych zasad. W ciągu kolejnych dwóch lat odejść mają wyłącznie osoby, które osiągną wiek emerytalny. Jako taktyczny sukces określić można również fakt, że LOT nie zdoła zwolnić tylu doświadczonych i uzwiązkowionych pracowników, ilu pierwotnie zamierzał.

Związkowcy nie zamierzają jednak odpuszczać. – Przygotowujemy pozwy do sądu odnośnie przedstawionych rozwiązań – zapowiada Szumlewcz.
Reprezentanci pracowników LOT próbowali zabrać głos naposiedzeniu sejmowej komisji infrastruktury, zwołanym na wniosek posłów opozycji, gdzie chcieli wnioskować o anulowanie procesu zwolnień i wyjaśnienie, jak potrzeba oszczędzania na załogach ma się do otrzymanej pomocy.

Sejm zamknięty

– Niestety decyzją władz straży marszałkowskiej strona związkowa nie została wpuszczona na komisję. Posłowie opozycji interweniowali, ale mundurowi nie wyrazili zgody – mówi Szumlewicz, jeden z niewpuszczonych.

LOT otrzymał pożyczkę w kwocie 1,8 mld zł oraz bezzwrotne wsparcie w wysokości 1,1 mld zł z Polskiego Funduszu Rozwoju. Zarząd spółki przekonuje, że bez tych pieniędzy i bez dalszych oszczędności nie miałby szans na przetrwanie pandemii i załamania na światowym rynku lotniczym.

Jesteśmy zbulwersowani…

… polityką Polskich Linii Lotniczych LOT, na dodatek wspieraną przez rząd.

Najpierw zarząd firmy obniżył etatowym stewardessom wynagrodzenia o połowę, co sprawiło, że zarobki większości z nich spadły poniżej poziomu płacy minimalnej. W tym czasie spółka nie starała się o pomoc w ramach tarczy antykryzysowych.

Następnie, kilkanaście dni temu, dowiedzieliśmy się, że rząd wesprze narodowego przewoźnika kwotą aż 2,9 mld zł. Mimo obiecanego wsparcia, zarząd spółki ogłosił plan zwolnień grupowych, który ma objąć około 300 pracowników etatowych. W tym samym czasie firma nie planuje cięć ani wśród kadry zarządzającej, ani wśród samozatrudnionych.

Decyzje władz spółki są niespójne, niezrozumiałe i niekorzystne dla załóg. To kolejny element kampanii przeciwko pracownikom mającym umowy etatowe. Wiele wskazuje na to, że władze firmy chcą wykorzystać okres epidemii do pozbycia się wszystkich pracowników etatowych. Dzieje się tak, chociaż sam fakt istnienia kontraktów B2B w firmie budzi poważne wątpliwości prawne i kompromituje narodowego przewoźnika. Osoby samozatrudnione wykonują bowiem dokładnie te same obowiązki i są w tej samej podległości służbowej wobec pracodawcy, co osoby mające umowę na etat. W świetle przepisów prawa kontrakty powinny zniknąć z PLL LOT.

Związkowa Alternatywa domaga się rezygnacji z planowanych zwolnień grupowych i przeznaczenia części kwoty pozyskanej od rządu na poprawę warunków pracy etatowych pracowników. Podniesienie podstawowych wynagrodzeń każdego etatowego pracownika personelu pokładowego o 1400 zł, czyli 50 proc. płacy minimalnej, kosztowałoby w skali całego roku około 8,5 mln zł, czyli 0,003 proc. wsparcia oferowanego przez rząd. Trudno nam pojąć, dlaczego pracodawca nie może wydać ułamka pomocy rządowej na pensje dla załóg, bez których samoloty PLL LOT nie mogłoby latać.

Jeżeli zaś sytuacja finansowa spółki wymaga ciąć, to w pierwszej kolejności domagamy się oszczędności w wydatkach na kadrę zarządzającą firmy oraz likwidacji samozatrudnienia.