Lataj LOTEM z Radomia i z powrotem

Takie – zdaniem szewca Fabisiaka – powinno być hasło reklamujące podróżowanie z lotniska w Radomiu. Jeżeli takie lotnisko w ogóle powstanie.

Taka reklama nie tylko zachęcałaby do powrotu na ziemię ojczystą w przypadku, gdyby komuś wpadł do głowy zgoła niepatriotyczny zamysł pozostania zagranicą, lecz także dawałaby stosowny odpór złośliwcom wymyślającym hasła w rodzaju „Lataj LOTEM, będziesz potem” czy też w wersji angielskiej „Fly by LOT, you will arrive or not” (Lataj LOTEM, dolecisz albo nie).

Spawa lotniska w Radomiu uszła niejako w zapomnienie podobnie, jak inna wiekopomna inwestycja w postaci przekopu Mierzei Wiślanej o innych nieco mniejszych lecz też cholerycznie ważnych nie wspominając. Odżyła jednak w ostatnich dniach, kiedy to szef linii lotniczej Ryanair, Michael O’Leary ustosunkował się krytycznie do wyrażonej przez prezesa firmy Porty Lotnicze sugestii, iż samoloty Ryanaira mogłyby latać z radomskiego lotniska. Prezes O’Leary oświadczył, że żaden samolot jego firmy w życiu nie wystartuje z radomskich pasów startowych a sam zamiar budowy tam lotniska określił jako jeden z najgłupszych pomysłów w historii Polski.
Wypowiadając te słowa kierował się normalną logiką, która mocno różni się od logiki w wydaniu PiS. Jak bowiem twierdzi poseł Marek Suski, z Radomia bliżej jest do ciepłych krajów. Starając się podążać za tokiem sasinowego rozumowania szewc Fabisiak zawraca uwagę na to, że na te tereny jeszcze bliżej niż z Radomia byłoby choćby z Zebrzydowic. Lecąc konsekwentnie w kierunku południowym można by też dotrzeć aż na Antarktydę co powinno szczególnie zainteresować ekologicznych aktywistów stwarzając im możliwość przywożenia ze sobą pojemników z lodem w celu zahamowania topnienia lodowców. Podobnym dla nich ułatwieniem byłoby uruchomienie lotniska w Ustce skąd bliżej niż z warszawskiego Okęcia byłoby na Biegun Północny, który też trzeba ratować przed rozpłynięciem. Do latania w kierunku północnym nadawałoby się też lotnisko w Międzyzdrojach najbliżej bowiem stamtąd do Islandii i Irlandii a jak paliwa wystarczy to nawet do Nowego Jorku zahaczając po drodze o Karaiby.

Natomiast kierunek zachodni mogłyby obsługiwać Słubice skąd do Berlina jak rzut beretem i bliżej też do Paryża czy Lizbony a nawet na Majorkę. Z kolei też na zachód ale z odchyłką na południe najlepiej byłoby latać z Kudowy Zdroju ale już nie do sąsiednich Czech, których nie lubimy ponieważ nie podobają im się polskie kopalnie. Na szczęście świat się na Czechach nie kończy i do wyboru jest masa innych miejsc na tym kierunku. Najdalej są Wyspy Wielkanocne na które można sobie polecieć również z okazji innych świąt. W bliższej perspektywie jest Malta, Sycylia a nade wszystko Rzym kojarzący się głównie jako miejsce pielgrzymek. Ileż to zarobi na tych pielgrzymkach działające w Kudowie hotelarstwo i gastronomia a także taksówkarze dowożący co bardziej majętnych pielgrzymowiczów na lotnisko.

Przekierowując się na wschód szewc Fabisiak zwraca uwagę na Gołdap skąd jest bardo blisko nie tylko do wrażego Kaliningradu ale też, choć ciut dalej, do solidarnej w odmowie przyjmowania uchodźców Litwy, nieco dalej jest jeszcze Finlandia a już całkiem daleko Kamczatka i Czukotka. Zimowa wyprawa w te tereny powinna być szczególnie atrakcyjna dla ludzi lubujących się kąpaniu w przeręblach. Taki mors dopiero by odczuł radochę porównując kąpiel w syberyjskim przeręblu z tym środkowo europejskim. Dla kierunku wschodniego, lecz bardziej na południe dobrym miejscem odlotowym byłyby Ustrzyki Dolne. Nie musimy stamtąd latać tylko do Lwowa ale też dużo dalej, choćby do Mongolii, Chin a jak ktoś ma cierpliwość to do Nowej Zelandii a także najbardziej wysuniętego na wschód miejsca na ziemi – Kiribati. Najlepiej – jak radzi szewc Fabisiak – jest tam polecieć na Sylwestra. Kiedy nasi rodzimi pobratymcy dopiero zaczną otwierać szampana, to my już będziemy zdrowo uwaleni. I dzięki temu szybciej otrzeźwiejemy.

Szewc Fabisiak uważa, że z wysyp lotnisk międzynarodowych to zaledwie początek lotniskowego boomu inwestycyjnego, który można by rozciągnąć na budowę lotnisk o znaczeniu lokalnym. Skoro już ma być lotnisko w Radomiu, to powinny też powstać podobne choćby w Skarżysku Kamiennej czy Busku Zdroju. Z kolei z łódzkiego lotniska można by sobie polecieć do Koluszek z międzylądowaniem w Pabianicach i Zgierzu. Do roboty zatem panowie, twórzcie plany budowy kolejnych lotnisk – nawołuje szewc Fabisiak.

Szanowny Panie Prezesie

Na wczorajszym spotkaniu z wyborcami powiedział Pan, że zlikwiduje Pan umowy śmieciowe. To kolejna Pana deklaracja na ten temat, z którą niestety nie wiążą się żadne konkretne działania. Co więcej, za rządów Pana partii w wielu branżach stabilność zatrudnienia zmniejszyła się.

Przede wszystkim jednak, jako prezes Prawa i Sprawiedliwości i członek rządu, ma Pan bezpośredni wpływ na funkcjonowanie spółek skarbu państwa i instytucji państwowych. Tymczasem to właśnie tam różne rodzaje umów śmieciowych są powszechne. W Telewizji Polskiej skala śmieciowego zatrudnienia w ostatnich tygodniach wręcz wzrosła.

Wybrany na kolejną kadencję prezes TVP, Jacek Kurski narzuca różne formy umów niestandardowych, z których część jest rażąco sprzeczna z Kodeksem pracy. Wobec wielu pracowników narodowy nadawca wymusza samozatrudnienie z zakazem konkurencji, chociaż zgodnie z prawem powinni mieć etaty. TVP ma też wiele kontraktów z firmami zewnętrznymi, które oferują niskopłatne umowy cywilnoprawne, na dodatek pobierając od nich prowizję. Podobnie wygląda sytuacja w Polskich Liniach Lotniczych LOT, których prezes, Rafał Milczarski od lat zatrudnia pilotów i stewardessy wyłącznie w ramach kontraktów firma-firma. Na dodatek narodowy przewoźnik w ostatnich miesiącach zwalnia pracowników etatowych, promując osoby na samozatrudnieniu. Dzieje się tak, choć firma otrzymała blisko 3 mld zł wsparcia publicznego. Również Poczta Polska uruchomiła program zwolnień grupowych, a w tym samym czasie zaczęła zatrudniać pracowników w ramach umów nieetatowych. Przykłady można mnożyć. Umowy śmieciowe funkcjonują na masową skalę w większości spółek skarbu państwa. Śmieciówki są też rozpowszechnione w ministerstwach i biurach posłów partii rządzącej.

W tej sytuacji apelujemy do Pana o audyt we wszystkich instytucjach publicznych i spółkach skarbu państwa pod kątem stosowania umów niestandardowych i przestrzegania Kodeksu pracy. Oczekujemy też dymisji wszystkich osób na kierowniczych stanowiskach, które narzucają śmieciówki i promują niestabilne zatrudnienie. Czekamy na konkrety. Ma Pan szansę pokazać, na ile wiarygodne są Pana deklaracje.

LOT zwalnia

300 osób straci zatrudnienie w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Zarząd spółki podpisał porozumienie ze związkami zawodowymi, którym udało się wywalczyć w miarę cywilizowane kryteria odejść.

Prezes LOT Rafał Milczarski po zakończeniu decydującej tury negocjacji sprawiał wrażenie zadowolonego.

„Dziękuję związkom zawodowym za konstruktywną współpracę i osiągnięte porozumienie. Rozstanie z niektórymi naszymi pracownikami to jedna z najtrudniejszych decyzji, realizowanych przeze mnie jako menedżera. Jest ona niezbędna by uchronić większość zespołu i zapewnić stabilizację PLL LOT” – wyrecytował w oficjalnym komunikacie. Dużo mniej rozmowny był kilka dni wcześniej, gdy posłowie Koalici Obywatelskiej
chcieli przeprowadzić w spółce kontrolę poselską.

– Dariusz Joński, Paweł Poncyliusz, Michał Szczerba i Maciej Lasek spotkali się z prezesem, Rafałem Milczarskim, który powiedział im, że spółka zaoszczędzi na zwolnieniach 30 mln zł. Posłowie spytali, skąd w tej sytuacji zwolnienia, skoro wsparcie od państwa dla PLL LOT wynosi prawie 3 mld zł. Spytali też, kiedy ostatnio prezes osobiście rozmawiał z zakładowymi związkami. Wtedy prezes oburzony wyszedł ze spotkania, nie odpowiadając na pytania – relacjonował Piotr Szumlewicz, przewodniczący centrali Związkowa Alternatywa.

Czy powody do dobrego humoru mogą mieć również pracownicy LOT? Z pewnością nie. Pracę straci 300 z nich. 150 odejdzie już w ciągu pierwszych dwóch kwartałów bieżącego roku. Druga połowa pożegna się z firmą w okresie dwuletnim. Jak podaje LOT, zakończono także współpracę z 200 osobami, które łączyły z LOT-em umowy typu business-to-business. Niczego nie zmieniły argumenty związków zawodowych, których przedstawicielki przekonywały, że choćby do zrealizowania planowanej siatki połączeń wakacyjnych LOT będzie potrzebował załóg.

Co udało się wywalczyć związkowcom?

Wobec betonowej postawy zarządu nie byli w stanie zapobiec zwolnieniom, jednak ich determinacja zmusiła szefostwo do określenia relatywnie klarownych kryteriów typowania pracowników do zwolnienia. Zarząd zgodził się na uruchomienie programu odejść dobrowolnych – ci pracownicy pożegnają się w pierwszej kolejności. Następnie firmę opuści grupa osób wybranych według jasnych zasad. W ciągu kolejnych dwóch lat odejść mają wyłącznie osoby, które osiągną wiek emerytalny. Jako taktyczny sukces określić można również fakt, że LOT nie zdoła zwolnić tylu doświadczonych i uzwiązkowionych pracowników, ilu pierwotnie zamierzał.

Związkowcy nie zamierzają jednak odpuszczać. – Przygotowujemy pozwy do sądu odnośnie przedstawionych rozwiązań – zapowiada Szumlewcz.
Reprezentanci pracowników LOT próbowali zabrać głos naposiedzeniu sejmowej komisji infrastruktury, zwołanym na wniosek posłów opozycji, gdzie chcieli wnioskować o anulowanie procesu zwolnień i wyjaśnienie, jak potrzeba oszczędzania na załogach ma się do otrzymanej pomocy.

Sejm zamknięty

– Niestety decyzją władz straży marszałkowskiej strona związkowa nie została wpuszczona na komisję. Posłowie opozycji interweniowali, ale mundurowi nie wyrazili zgody – mówi Szumlewicz, jeden z niewpuszczonych.

LOT otrzymał pożyczkę w kwocie 1,8 mld zł oraz bezzwrotne wsparcie w wysokości 1,1 mld zł z Polskiego Funduszu Rozwoju. Zarząd spółki przekonuje, że bez tych pieniędzy i bez dalszych oszczędności nie miałby szans na przetrwanie pandemii i załamania na światowym rynku lotniczym.

Jesteśmy zbulwersowani…

… polityką Polskich Linii Lotniczych LOT, na dodatek wspieraną przez rząd.

Najpierw zarząd firmy obniżył etatowym stewardessom wynagrodzenia o połowę, co sprawiło, że zarobki większości z nich spadły poniżej poziomu płacy minimalnej. W tym czasie spółka nie starała się o pomoc w ramach tarczy antykryzysowych.

Następnie, kilkanaście dni temu, dowiedzieliśmy się, że rząd wesprze narodowego przewoźnika kwotą aż 2,9 mld zł. Mimo obiecanego wsparcia, zarząd spółki ogłosił plan zwolnień grupowych, który ma objąć około 300 pracowników etatowych. W tym samym czasie firma nie planuje cięć ani wśród kadry zarządzającej, ani wśród samozatrudnionych.

Decyzje władz spółki są niespójne, niezrozumiałe i niekorzystne dla załóg. To kolejny element kampanii przeciwko pracownikom mającym umowy etatowe. Wiele wskazuje na to, że władze firmy chcą wykorzystać okres epidemii do pozbycia się wszystkich pracowników etatowych. Dzieje się tak, chociaż sam fakt istnienia kontraktów B2B w firmie budzi poważne wątpliwości prawne i kompromituje narodowego przewoźnika. Osoby samozatrudnione wykonują bowiem dokładnie te same obowiązki i są w tej samej podległości służbowej wobec pracodawcy, co osoby mające umowę na etat. W świetle przepisów prawa kontrakty powinny zniknąć z PLL LOT.

Związkowa Alternatywa domaga się rezygnacji z planowanych zwolnień grupowych i przeznaczenia części kwoty pozyskanej od rządu na poprawę warunków pracy etatowych pracowników. Podniesienie podstawowych wynagrodzeń każdego etatowego pracownika personelu pokładowego o 1400 zł, czyli 50 proc. płacy minimalnej, kosztowałoby w skali całego roku około 8,5 mln zł, czyli 0,003 proc. wsparcia oferowanego przez rząd. Trudno nam pojąć, dlaczego pracodawca nie może wydać ułamka pomocy rządowej na pensje dla załóg, bez których samoloty PLL LOT nie mogłoby latać.

Jeżeli zaś sytuacja finansowa spółki wymaga ciąć, to w pierwszej kolejności domagamy się oszczędności w wydatkach na kadrę zarządzającą firmy oraz likwidacji samozatrudnienia.