PiS zagraża wolności Polaków

Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości łamie się w naszym kraju prawo, sprawiedliwość i demokrację. W rankingach wolności jesteśmy coraz niżej.
Indeks Wolności Człowieka opracowywany i publikowany jest w raporcie, przygotowywanym co roku wspólnie przez Cato Institute (USA), Fraser Institute (Kanada wraz z ośrodkami w 90 krajach), Liberales Institute (Niemcy), The Institute of Economic Analysis (Rosja) oraz Visio Institute (Słowenia), specjalizujące się szerokich badaniach społecznych.
Autorami raportu i indeksu byli w ubiegłym roku Ian Vasquez i Fred McMahon pracujący w Cato Institute. Indeks 2020 jest szóstym, który stworzyli. Zawiera on dane za rok 2019, obejmujące 162 kraje, czyli 94 proc. ludności świata.
Przez pojęcie human freedom, autorzy raportu rozumieją wolność od wymuszeń i ograniczeń (absence of coercive constraint). Indeks i pełny raport (liczy 420 stron) można znaleźć na stronie: www.fraserinstitute.org lub www.cato.org
Polska zajęła w Indeksie Wolności Człowieka 2020 miejsce 45 (w ubiegłym roku 40.) miejsce, z wartością indeksu wynoszącą 7,72 (w skali od 0 do 10). Jest to o pięć miejsc gorzej niż rok wcześniej, z niższą wartością samego indeksu.
Spoglądając wstecz: w Indeksie 2012 roku Polska zajmowała 27 miejsce, czyli aż o 18 miejsc wyżej niż obecnie!
Indeks wolności człowieka (human freedom) składa się z dwóch obszarów: wolność osobista (personal freedom) – 34 wskaźniki monitorujące i wolność ekonomiczna (economic freedom) – 42 wskaźniki monitorujące.
Raport operuje dwunastoma agregatowymi czynnikami i w sumie 76 szczegółowymi wskaźnikami obrazującymi wszechstronnie i wieloaspektowo przestrzeganie praw człowieka w danym kraju. Poszczególne czynniki i wskaźniki są szczegółowo opisane w raporcie. Indeks jest ich arytmetyczną średnią ważoną.
Czołówka rankingu przestrzegania prawa to: Nowa Zelandia, Szwajcaria, Hongkong, Dania i Australia. Wartość indeksu dla Nowej Zelandii wynosi 8,87 a dla wolności osobistej 9,21 a dla Polski – 7,72, w tym dla wolności osobistej 8,39. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych.
Warto w tym miejscu podać, że najlepsze miejsce zajmowaliśmy w 2011 roku: 23. Wówczas wartość indeksu wynosiła 8,21. Wyraźny spadek zaczął się w 2015 r. Subindeks wolności osobistej, który w 2014 r. wynosił 8,83, spadł do 8,32 w 2017 r., a wolności ekonomicznej – spadł z 7,49 w 2014 r. do 7,24 w 2017 r.
Spośród nowych krajów UE przed nami są: Estonia (8 miejsce), Litwa (21), Łotwa (22), Czechy (24), Rumunia, Słowacja, Słowenia, Chorwacja i Bułgaria (39). Za nami znajdują się tylko Węgry (49, spadek o 4 miejsca).
USA zajmują 17 miejsce w Indeksie przestrzegania prawa człowieka (spadek o 2 miejsca), Chiny – 129 a Rosja 115. Spośród sąsiadów: Białoruś zajmuje 99 (spadek o 7 miejsc), a Ukraina 110 (polepszenie o 8 miejsc). Ostatnie miejsca zajmują w Indeksie 2020: Iran, Jemen, Wenezuela Sudan i Syria.
Średnia światowa wartość Indeksu 2020 wyniosła 6,93. W porównaniu z ubiegłoroczną edycją 87 krajów podniosło swoje oceny zaś 70 obniżyło. W porównaniu do 2008 r. poziom globalnej wolności nieco jednak spadł. Patrząc z perspektywy 2008-2019 (na początku tego okresu badano jednie 141 krajów), podniesiono oceny dla 70 krajów a dla 70 obniżono.
Istnieje wyraźna korelacja między poziomem wolności, a poziomem dochodów. I tak, kraje o wysokim poziomie Indeksu wolności człowieka mają średni dochód 40,171 dolarów, a kraje o niskim poziomie Indeksu wolności mają dochód wynoszący 15.721 dol.
W grupie krajów Europy Zachodniej (18 krajów) Indeks waha się pomiędzy 8,05 (Francja) a 8,82 (Szwajcaria). W Europie Wschodniej (22 kraje) waha się pomiędzy 6,31 (Rosja) i 8,54 (Estonia). Polska jest tu na 12. miejscu (7,72).
Oceniając bardziej szczegółowo poszczególne czynniki trzeba podać, że w Indeksie 2020 w zakresie przestrzegania praw wolności osobistej (35 miejsce) w niektórych dziedzinach Polska zajmuje wysokie lokaty, a wartość subindeksów wynosi ponad 9 pkt. – na przykład w zakresie swobody przemieszczania się (10 pkt) czy bezpieczeństwa osobistego (9,7).
Najniższe noty dotyczą polskiej praworządności (6,3), wolności w zakresie zakładania organizacji wyznaniowych (5,9) oraz politycznych i prawnych wpływów (presji) na media (7,5). W zakresie wolności ekonomicznych (dopiero 77 miejsce Polski) najwyższe noty dotyczą zdrowego pieniądza (9,7), najniższe natomiast: swobody przepływu kapitału w układzie międzynarodowym (5,5), systemu prawa i własności (6,0) oraz funkcjonowania rządu (5,7).
Tendencje są niestety niekorzystne. W latach 2008-2014 Indeks wolności człowieka wykazywał w Polsce dość systematyczny wzrost, z 8,10 do 8,24. Jednak od 2015 r. stale spada – do 7,72 w Indeksie 2020.
W zakresie wolności ekonomicznej subindeks osiągnął najwyższy poziom w 2014 r. – 7,47 i potem systematycznie spadał do poziomu 7,04. W zakresie wolności osobistej poziom subindeksu jest wprawdzie wyższy jednak wykazuje podobną tendencję spadkową. W 2014 r. wynosił 9,01 i w 2020 r. spadł do 8,39.
Na pocieszenie warto podać, że w zakresie swobody przemieszczania ocena Polski wypada na najwyższym poziomie tj. 10,0 pkt, przez cały okres od 2008 r. Bardzo wysoka ocena objęła sprawy bezpieczeństwa i ochrony osobistej (9,7 – 9,9). Bardzo wysoka ocena (na poziomie 9,0 pkt a do 2014 r. nawet 10,0) dotyczy także spraw tożsamościowych i relacji osobistych. Tu spadek wynika z powodu braku powszechnej akceptacji LGBT (ocena 7,0).
Podsumowując: przez ostatnie pięć lat Indeks wolności człowieka w Polsce systematycznie spadał. Stąd ta odległa lokata – i tylko Węgry za nami. Na najniższym poziomie jest w Polsce subindeks praworządności – i także z tendencją spadkową.
Indeks Wolności Człowieka 2020
Wartość łączna Wolność osobista Wolność ekonomiczna
1 Nowa Zelandia 8,87 9,21 8,53
2 Szwajcaria 8,82 9,20 8,43
3 Hongkong 8,74 8,53 8,94
4 Dania 8,73 9,35 8,10
5 Australia 8,68 9,12 8,23
43 Kostaryka 7,84 8,05 7,62
44 Albania 7,81 7,81 7,80
45 Polska 7,72 8,39 7,04
46 Armenia 7,69 7,45 7,92
47 Peru 7,68 7,60 7,76

O co walczymy, dokąd zmierzamy?

Polska zawsze należała do biedniejszych krajów Europy, nie zmieniło się to przez ostatnie dwadzieścia lat i trudno oczekiwać, by w kolejnym dwudziestoleciu miało być inaczej.

 

Niedawny jubileusz odzyskania niepodległości to także dobra okazja do zastanowienia się, jaki dystans w rozwoju gospodarczym dzielił Polskę od krajów Europy zachodniej przed 100 laty i jak wygląda to dziś. Oraz kiedy – i czy – wreszcie je dogonimy.
Na temat przeszłości – stanu z początków II Rzeczpospolitej, wiemy stosunkowo niewiele. Jednak interesujące dane na ten temat zostały właśnie opublikowane przez Julię Patorską z Deloitte.

 

Z głębokiego dołka

Jak wiadomo w 1918 r. odradzająca się Polska stanowiła pod względem ekonomicznym obszar – zlepek trzech odmiennie rozwiniętych organizmów. Według ekspertki wówczas całe terytorium kraju średnio generowało Produkt Krajowy Brutto w przeliczeniu na 1000 mieszkańców (per capita) na poziomie „nieco niższym niż 50 proc. poziomu notowanego w ówczesnej Europie Zachodniej”.
Przy czym część zachodnia i północna kraju, tj. podległa wcześniej zaborowi niemieckiemu, była dwukrotnie bogatsza, niż obszary po zaborze rosyjskim i austriackim.
Nie zmienia to faktu, że kolejne lata w historii gospodarczej całej II Rzeczpospolitej nie były łatwe. Pierwszy okres po odzyskaniu niepodległości to czas obrony kraju przed nawałą bolszewicką i walki o ostateczny kształt granic, znaczony m.in. powstaniami śląskimi czy plebiscytem na Mazurach.
Do połowy lat 20. gwałtownie narastała inflacja, co przerwały dopiero reformy gospodarcze premiera Grabskiego, z wprowadzeniem złotego (w miejsce dotychczasowej marki polskiej) na czele.
Zauważalna poprawa gospodarcza skończyła się rychło ogólnoświatowym kryzysem w 1929 r., trwającym w Polsce niemal całą kolejną dekadę. Jasnymi punktami lat 30. stały się inwestycje rządowe przeprowadzane pod kierownictwem wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego: budowa portu w Gdyni (port w Gdańsku leżał poza terytorium kraju – w Wolnym Mieście Gdańsku) oraz Centralny Okręg Przemysłowy.

 

Gdy wyprzedzaliśmy Hiszpanów

II wojna światowa doprowadziła polską gospodarkę do ruiny. Choć po wojnie nie było z nią najwyraźniej jeszcze bardzo źle, jeśli wierzyć danym opublikowanych przez Julię Patorską – skoro: „w latach pięćdziesiątych udało się przekroczyć magiczną barierę 50 proc. PKB per capita notowanego w krajach zachodniej Europy. Co więcej, byliśmy wówczas bogatsi niż Hiszpania”.
Najgorsze przyszło w latach 80., gdy przestano spłacać krajom zachodnim długi (25 mld ówczesnych dolarów – z odsetkami) zaciągnięte w poprzedniej dekadzie przez ekipę Edwarda Gierka. Kraj praktycznie wówczas zbankrutował.
Według Julii Patorskiej polski PKB per capita w chwili rozpoczęcia transformacji ustrojowej odpowiadał 30 proc. poziomu notowanemu w krajach Europy Zachodniej.
„W tym czasie Hiszpania, którą w latach 50. i 60. przewyższaliśmy bogactwem, za sprawą otwarcia gospodarki po śmierci Franco, zdołała generować o 60 proc. więcej PKB niż Polska” – stwierdza ekspertka.

 

Czy będziemy bogaci jak Czesi?

Po kolejnych 30. latach, w chwili obecnej, osiągnęliśmy poziom około 70 proc. średniego unijnego PKB. Jest to oczywiście powód do zadowolenia, choć zapewne mogłoby być jeszcze lepiej.
Jak podawał portal bankier.pl oznacza to poziom niższy od notowanego w 1995 r. w Czechach (76 proc. PKB per capita w krajach Unii Europejskie), w których wskaźnik ten wzrósł obecnie do 89 proc. unijnej średniej. A z drugiej strony, podobno przeskoczyliśmy już pod tym względem Grecję i zbliżamy się do Portugalii.
Ponadto, wciąż jesteśmy w czołówce krajów UE pod względem dynamiki rozwoju PKB, co oznacza, że jeśli ten stan się utrzyma, mamy szansę na ich dogonienie w nieodległej już perspektywie. Nie wiadomo jednak w jakiej – i czy będzie tak dalej w kolejnych miesiącach oraz latach.
Czy sprawdzą się zatem zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego sprzed kilku miesięcy, że Polska może osiągnąć średni unijny PKB na głowę już za 10-15 lat? Tego nie można zagwarantować. Na odpowiedź na to pytanie przejdzie nam czekać co najmniej dekadę.