Agencja Pracy Wyzysk

Do Pauliny trudno się dodzwonić, ciągle zajęte. Kiedy już się udaje, pada kilka prostych pytań, które można sprowadzić do jednego: czy nadaje się Pan/Pani do roboty? Praca jest w markecie w dużej galerii handlowej, przy wykładaniu towaru i na kasie. Każdy to potrafi. Trzeba mieć tylko książeczkę sanepidowską. Stawka? A studiuje Pan/Pani? Jeśli tak, 13 zł do ręki, jeśli nie, to niestety tylko 12. W tym momencie Paulina kłamie wprost.

Prawdziwe stawki są niższe, minimalne (około 10 zł netto za godzinę pracy), zupełnie nieprzystawalne do dzisiejszych stawek na rynku pracy, a już na pewno w stolicy. Ale ona dostaje niewielką prowizje za każdą zawartą umowę, więc ma to gdzieś. Chyba po cichu liczy, że nie wszyscy doczytają w umowie albo pomylą brutto z netto. Poza tym może się nie orientować w warszawskich realiach, bo właśnie siedzi w swoim mieszkaniu w Radomiu, gdzie odbiera telefony, wypełnia papiery i ściga się na ilość zawartych umów z koleżankami. Witamy w Agencji Pracy Tymczasowej Krzak spółka zoo z siedzibą w Warszawie (prawdziwej nazwy nie podaję, bo to bez znaczenia), w wirtualnym biurze (na co prawo nie pozwala) które można wynająć za 99 zł miesięcznie (+VAT). Rok założenia 2018.
Rozmowy kwalifikacyjne stają się zbędne, kto by jechał do Radomia? Paulina prosi ‘’klienta’’ o przysłanie danych SMS-em, z nich tworzy egzemplarz umowy i profil w internetowym systemie zleceń firmy. Wysyła link z umową, który wystarczy w owym systemie ‘’kliknąć, by zaakceptować’’ – nie potrzeba już nawet fizycznego podpisu. Szczegóły pracy? Do ustalenia z kierownikiem na miejscu. Od kiedy może zacząć? Od zaraz? No i gitara.
Praca dla desperatów
Umowa, oczywiście zlecenie, jest typową frajerską umową. Grafik ustala się z miesięcznym wyprzedzeniem, trafia on do systemu i musi być wypełniony. Za brak obecności firma może potrącić całość (sic!) wynagrodzenia. Nikogo nie interesuje, czy jesteś chory, czy dziecko ci się pochorowało, czy zmarła ci matka. Obiecałeś – przychodź. Niektórzy pracownicy w takiej sytuacji wysyłają kogoś z rodziny albo znajomych, a kierownicy przymykają oko. Brakuje przecież personelu. Brak obowiązku osobistego świadczenia pracy zbija także zarzut, że jest to stosunek pracy – każdy sąd pracy to przyzna.
Grafik musi być raportowany, czyli potwierdzany w systemie. Jeśli nie będzie – pracownik może oczekiwać kar umownych (20 zł + 20 zł za każdorazowe przypomnienie SMS). Agencja Pracy pobiera z pensji 10 zł za każde wystawienie rachunku. Za każde rażące naruszenie obowiązków lub działania na szkodę Sklepu (tak w umowie; wszystko z wielkiej litery) 500 zł kary. Zleceniobiorca ponosi także odpowiedzialność za ewentualne niedobory kasowe, czyli manka. Warto podkreślić, że zwykły etatowy pracownik niekoniecznie za nie płaci; pracodawca bowiem musi wcześniej skierować sprawę do sądu i ją wygrać – rzadko mu się to opłaca. Poza tym manko nie oznacza zazwyczaj działania intencjonalnego, zdarza się, jak to w życiu, i jest wliczone w działanie w branży handlowej.
Wypłata wynagrodzenia odbywa się po 28 dniach od zakończenia miesiąca kalendarzowego. Za styczeń pieniądze można zobaczyć w marcu (lub ostatniego dnia lutego). Jeśli pracownikowi będzie potrzebne szkolenie, to oczywiście bezpłatne.
Każdy, kto podpisywał kiedykolwiek umowę zlecenia z agencją pracy zapewne wzruszy ramionami, bo są to zapisy standardowe. Często nie chodzi wcale o to, aby je wykorzystywać, lecz aby stanowiły straszak. Wykorzystuje się je zaś przy rozstaniu z pracownikiem, gdy wiadomo, że ten nie będzie już potrzebny. Żaden pracownik i pracowniczka nie zgodzi się przecież na upokarzającą karę umowną czy odebranie pensji i kontynuowanie współpracy z taką agencją. Nie pójdzie też do sądu, bo ma większe problemy na głowie. Zresztą i tak by pewnie przegrał.
Dotychczas działalność tej firmy skupiała się na ściąganiu pracowników z Ukrainy, a głównymi udziałowcami są obywatele ukraińscy. Można domniemywać, że rozszerzenie działalności na outsourcing polskich pracowników wynika z coraz większej niechęci przyjazdu Ukraińców do Polski – po raz pierwszy od czterech lat spadła liczba pracowników z Ukrainy. Firma musi więc naganiać do pracy zdesperowane emerytki lub naiwnych, rozpoczynających swoją przygodę z rynkiem pracy studentów (bo raczej tylko tacy podejmą się takiej pracy – przepraszam! – zlecenia).
Na popularnym portalu z ocenami pracodawców agencja ma dużo negatywnych opinii. Wiele z nich dotyczy opóźnień w wypłacie wynagrodzenia. Ktoś, kto dostał pensję o dwa tygodnie po czasie, dostaje gratulacje, bo inny czekał trzy miesiące.
Wiecznie tymczasowi
Kiedy mieliśmy ostatnio do czynienia z protestami grup zawodowych budżetówki, często padał argument, że to skandal, że zarabiają oni mniej niż ‘’na kasie’’. Brzmiało to tak, jakby praca w handlu miała być gorsza i z zasady mogła być mniej opłacana, bo nie potrzeba do niej żadnych kwalifikacji. Ale jest to przecież zajęcie ciężkie, nużące i monotonne. No i wbrew powstałemu wrażeniu nie zarabia się tam jakichś kokosów. Pracowników do Biedronki, Lidla czy Carrefoura znaleźć trudno, bo jest wiele innych zajęć, również niewymagających jakichś niesamowitych zdolności, ale za to lepiej płatnych. Ten niedobór pracowników połączony z brakiem chęci bądź możliwości zwiększenia wynagrodzeń powoduje sięganie po pracowników tymczasowych. Ciekawi mnie jednak, że nigdy taka wielka firma, która z tego korzysta, nie zadba, żeby tymczasowi mieli godne warunki – żeby nie byli tylko zasobem, który trzeba do końca wycisnąć i wypluć. Widocznie tak się bardziej opłaca. Humanistyczne zarządzanie ‘’zasobami ludzkimi’’ zawsze przegra ze słupkami w Excelu.
Ponieważ w Polsce płace rosną, bezrobocie jest niskie i zatrudniający muszą się bardziej starać, żeby znaleźć kogoś do roboty, temat agencji pracy tymczasowych, niegdyś często goszczący na łamach gazet i portali, jakoś zanikł. Ale same agencje nie zniknęły. Według raportu Polskiego Forum HR praca tymczasowa w 2017 roku dotyczyła 864 tys. osób. Agencji, które działały w zakresie pracy tymczasowej było 4815, a połowa z nich to nowe podmioty. Na tym rynku istnieje duża rotacja – ok. tysiąc nich co roku się zamyka, a nowe powstają w tym samym tempie. Rynek wart jest 7,4 mld zł i urósł o 2 proc. w ciągu roku. Nowsze szacunki mówią jednak o spadku zatrudnionych w ten sposób (do około 700 tys.) We wcześniejszych latach było to ponad milion pracowników.
Przeciętny pracownik tymczasowy był zatrudniony przez 60 dni w roku. Dla ponad połowy z nich okres zatrudnienia wynosił zaś poniżej 3 miesięcy. Dla około 15 proc. zatrudniających okres tymczasowości jest wstępem do zaoferowania pracownikowi etatu, swojego rodzaju okresem próbnym.
Agencje do zamknięcia?
Stopień penetracji rynku, czyli odsetek zatrudnienia tymczasowego (liczby godzin przepracowanych przez pracowników tymczasowych w przeliczeniu na pełne etaty) w odniesieniu do ogółu zatrudnienia w danym kraju wynosi u nas 1 proc. i z roku na rok spada. Ale to nie znaczy, że tę niewielką część pracujących powinniśmy pozostawić na pastwę powszechnego w tej branży wyzysku.
Państwowa Inspekcja Pracy w 2017 roku przeprowadziła kontrole, z których wynika, że aż 58 proc. agencji narusza przepisy. Najczęściej chodzi o niepłacenie w terminie składek na Fundusz Pracy, nieprzestrzeganie obowiązku przedstawiania corocznych sprawozdań czy wprost nielegalne świadczenie usług.
Dwa lata temu PiS podjął próbę regulacji branży, wprowadzając limit zatrudnienia u jednego pracodawcy do 18 miesięcy czy automatycznie przedłużając umowę tymczasową pracowniczki w ciąży (do dnia porodu; dzięki temu otrzyma zasiłek macierzyński) oraz inne szczegółowe przepisy, które mają walczyć z nadużyciami. Czy to coś dało dowiemy się w najbliższych miesiącach, gdy PIP opublikuje raporty już po wprowadzeniu owych nowelizacji. Jeśli jednak skala nieprzestrzegania prawa w agencjach zatrudnienia będzie nadal tak duża, warto rozważyć ich likwidację, tak aby zatrudniających i zatrudnione łączyły bezpośrednie relacje prawne.

Pracownik w telefonie

Dziś, gdy przedsiębiorcy coraz częściej szukają ludzi do pracy, w cenie jest każdy sposób, który może jednych i drugich zetknąć ze sobą.

 

Wakacje to zawsze tradycyjny okres wzmożonego zapotrzebowania na pracowników tymczasowych – a równocześnie, świetny czas dla osób chcących dodatkowo zarobić.
Według wiosennych badań firmy Randstad dotyczących planów pracodawców, 15 proc. przedsiębiorców w Polsce zamierzało zatrudnić dodatkowe osoby do pracy w okresie wakacyjnym. Większość z nich (58 proc.) chce sprawnie obsłużyć letni szczyt usługowy i produkcyjny (występujący zwłaszcza w branży budowlanej).

 

Można przebierać

Otwierane w wakacje bary czy lodziarnie, prace polowe, budowanie domów, które należy ukończyć w stanie surowym przed sezonem jesiennych deszczów i niskich temperatur – przykłady popytu na prace sezonowe można mnożyć. Spora część pracodawców (26 proc.) musi też w swoich firmach po prostu znaleźć zastępstwo dla urlopowiczów.
Jednakże przy stopie bezrobocia wynoszącej 5,9 proc. wakacje mogą być prawdziwą zmorą dla
firm, które dużą część swoich zysków generują właśnie w letnim okresie.
Chętnych do pracy tymczasowej jest bowiem coraz mniej. Według analiz, już w I kwartale 2018 r. agencje pracy tymczasowej zatrudniły o 11 proc. mniej pracowników, niż w tym samym okresie poprzedniego roku.
Najprawdopodobniej w wakacje ten regres będzie jeszcze większy, bo Polacy coraz chętniej przeznaczają miesiące letnie na wypoczynek. A potrzeby kadrowe przedsiębiorców rosną, gdyż według raportu Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, liczba pracodawców chętnych na skorzystanie z pracowników tymczasowych wzrosła w zeszłym roku o ponad 20 proc.
O ile w tym roku? Nie wiadomo – ale wszystko wskazuje na to, iż zapotrzebowanie na pracę pracowników tymczasowych zwiększyło się jeszcze bardziej.
Pracownicy mogą przebierać dziś w ofertach pracy, szukanie pracownika tylko na „chwilę” może być więc trudne. Jednak na rynku zawsze znajdzie się miejsce dla tych osób, które nie szukają stałego zatrudnienia, a chcą jedynie dorobić lub połączyć przyjemne z pożytecznym i wyjechać w ciekawe miejsce utrzymując się z pracy tymczasowej – mówi ekspert Piotr Nejman.

 

Żeby nie za daleko

Sytuacja zmienia się obecnie o tyle, że już nie tylko różne agencje pracy tymczasowej czy Ochotniczne Hufce Pracy pozwalają na znalezienie pracowników w wakacje. Naprzeciw oczekiwaniom pracodawców wychodzi technologia.
Okazuje się, że pracownika na lato można dziś znaleźć za pomocą aplikacji mobilnej w telefonie. A i potencjalny pracownik, który nie ma ochoty wertować setek ogłoszeń w prasie czy internecie, może skorzystać z takiego rozwiązania, aby możliwie szybko wyszukać interesujące go zajęcie z godziwą płacą.
Sezonowa praca wakacyjna bardzo często łączy się z wyjazdami. Niekoniecznie zagranicznymi, ale również z krótkoterminową zmianą miejsca pobytu w obrębie województwa czy kraju. To, gdzie będziemy pracować, ma niejednokrotnie kluczowe znaczenie, być może istotniejsze niż same obowiązki.
Oczywiste jest, że miejsce pracy – czy to wakacyjnej, czy stałej – może zadecydować o przyjęciu lub odrzuceniu oferty zatrudnienia. W większych miastach na dojazdy przeznaczamy nawet 40 godz. miesięcznie.
Dlatego też, idea dopasowania propozycji pracodawcy do wymagań pracownika nabiera coraz większego znaczenia. Może na to pozwolić nowa aplikacja, nazwana Praca za Rogiem. Stanowi ona próbę połączenia oczekiwań pracodawców i pracowników (czyli znalezienia chętnego pracownika, bądź atrakcyjnej posady wakacyjnej). Korzysta ona z geolokalizacji, a swoim działaniem przypomina nieco… radar.
Użytkownik aplikacji (potencjalny pracownik czy przedsiębiorca) określa promień, w jakim, licząc np. od swojego miesca zamieszkania, chciałby znaleźć informacje o poszukiwanych pracownikach czy ofertach pracy i żądanych zarobkach.
Aplikacja, zainstalowana w smartfonie, podpowie im, gdzie można najbliżej wyszukać osoby skłonne do podjęcia zatrudnienia, a także potencjalne stanowiska i pracodawców, informując również o zarobkach. Aplikacja może się też przydać tym firmom dla których szybkość znalezienia kandydata odgrywa dużą rolę. Kontakt pomiędzy pracownikiem, a pracodawcą jest przy jej użyciu szybki i uproszczony.
Wydawać by się mogło, że taka aplikacja to zbędna fanaberia i mało przydatny gadżet informatyczny. A jednak, dotychczas skorzystało już z niej prawie 400 tys. osób w naszym kraju. Za pomocą smartfona załatwiamy coraz więcej spraw – a więc i skuteczne znalezienie pracownika czy dobrej pracy, także może się odbywać za pomocą klikania w jego klawiaturę.