Ubywa praw, ubywa sprawiedliwości

W Polsce pod rządami PiS praworządność staje się rzadkim dobrem. Wyraźnie pokazuje to światowy Indeks Praworządności.  

 Indeks Praworządności opracowywany i publikowany jest  corocznie przez konsorcjum naukowo-badawcze World Justice Projects,  finansowane przez fundację w której występują m. in. Bill i Melinda Gates, Microsoft oraz Departament Stanu USA.

Indeks Praworządności 2020  obejmuje wyniki badań przeprowadzonych w 128 krajach, na podstawie fachowych ekspertyz  (ok. 3.800) prawniczych, socjologicznych i ekonomicznych – oraz ankiet (uwzględniających około 500 zmiennych) przeprowadzonych wśród 400.000 gospodarstw domowych.

Z Polski w badaniach wzięło udział 17 wybitnych specjalistów z trzech uniwersytetów i 10 znanych kancelarii adwokackich. Badania ankietowe przeprowadzono w Polsce w okresie maj – listopad 2019 r. na tysiąc osobowej próbie losowej z Krakowa, Warszawie i Łodzi. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.worldjusticeproject.org.

Wypadamy coraz gorzej

  Polska zajęła w Indeksie Praworządności 2020 dopiero 28. miejsce, z wartością indeksu 0,66 (w skali 0 – 1,0) !. To o trzy miejsca gorzej niż dwa lata wcześniej. Natomiast w 2016 roku Polska zajmowała w tym Indeksie 22 miejsce.

Raport operuje ośmioma zbiorczymi czynnikami (oraz 49 szczegółowymi wskaźnikami przestrzegania prawa): Są to 1. Uprawnienia władcze rządu (6 wskaźników), 2. Występowanie korupcji (4 wskaźniki) , 3. Otwartość rządu (4 wskaźniki), 4. Podstawowe prawa człowieka (8 wskaźników), 5. Porządek i bezpieczeństwo (3 wskaźniki), 6. Regulacje dotyczące swobód obywatelskich (5 wskaźników), 7. Sądownictwo cywilne (7 wskaźników) i 8. Sądownictwo karne (7 wskaźników). Indeks jest średnią arytmetyczną ważoną tych wymiarów.

Czołówka rankingu przestrzegania prawa to: Dania (wartość indeksu 0,90), Norwegia, Finlandia, Szwecja i Niderlandy.

Wartość Indeksu dla Danii wynosi 0,90 a dla Polski – 0,66. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych. Wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej zajmujemy dopiero 16 miejsce a wśród 38 krajów o wysokim produkcie krajowym brutto na mieszkańca – 26 miejsce. 

Spośród nowych krajów UE przed nami są: Estonia (10 miejsce), Czechy (18) i Słowenia (24). Za nami znajdują się Rumunia (32), Chorwacja (39), Bułgaria (53), Węgry (60). Litwa, Łotwa i Słowacja nie występują w tym indeksie.

USA zajmują 21 miejsce w Indeksie Przestrzegania Prawa 2020. Chiny – 88, a Rosja 94. Spośród naszych sąsiadów, Białoruś zajmuje 68 miejsce, zaś  Ukraina – 72.

Ostatnie miejsca w Indeksie Przestrzegania Prawa zajmują obecnie: Egipt, Demokratyczna Republika Konga, Kambodża i Wenezuela.

Jak rząd PiS przestrzega prawa

Oceniając bardziej szczegółowo według poszczególnych czynników, trzeba zauważyć, że w Indeksie Praworządności 2019 (szczegółowych danych do tegorocznego indeksu jeszcze nie opublikowano), w zakresie przestrzegania przez rząd posiadanych uprawnień Polska zajmuje dopiero 50 miejsce  (pomiędzy Botswaną i Senegalem).

Jeśli chodzi o postrzeganie korupcji, nasz kraj zajmuje 21 miejsce (pomiędzy USA i Portugalią). W obszarze otwartości rządu wobec obywateli zajmujemy  30 miejsce (pomiędzy Włochami i RPA), w przestrzeganiu podstawowych praw człowieka – 38 (pomiędzy Namibią i Chorwacją), w zakresie zapewnienia porządku i bezpieczeństwa – 19  (pomiędzy Australią i Niderlandami), w zakresie przestrzegania regulacji prawnych dotyczących swobód obywatelskich – 30 miejsce (pomiędzy Barbadosem i Botswaną).

Jeśli chodzi o praworządność w sądownictwie cywilnym, Polska zajmuje  31 miejsce (pomiędzy USA i Jordanią). W zakresie sądownictwa karnego jesteśmy zaś na 25 miejscu (pomiędzy Wyspami Bahama i Portugalią).

Indeks przestrzegania prawa 2020

1. Dania 0,90

2. Norwegia 0,89

3. Finlandia 0,87

4. Szwecja 0,86

5. Niderlandy 0,84

———-

26. Chile 0,67

27. Włochy 0,66

27. Polska 0,66

29. Barbados 0,65

Polska jak Albania

W Strasburgu rozpoczęło się posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy-najstarszej (zał. w 1949 r.) organizacji na naszym kontynencie, składającej się z 47 państw, która zajmuje się głównie demokracją, prawami człowieka oraz praworządnością.

Pierwszego dnia obrad po dyskusji nad raportem posłów:Azadeha Gustafssona (ze Szwecji) i Pietera Omtziga (z Holandii) zdecydowaną większością głosów (140:37;1) przyjęto rezolucję, w której stwierdzono, że „reformy sądownictwa oraz wymiaru sprawiedliwości w Polsce generalnie podważają i poważnie szkodzą niezależności sądownictwa i rządom prawa, stąd powinny zostać zmienione tak, aby były zgodne z zaleceniami Rady Europy”. Członkowie Zgromadzenia uznali, iż system sądownictwa jest obecnie podatny na ingerencje polityczne i próby wzięcia go pod polityczną kontrolę władzy wykonawczej, co stoi w sprzeczności z najważniejszymi zasadami państwa demokratycznego kierującego się rządami prawa.
Zaapelowano do prezydenta Dudy, aby nie podpisywał poprawek przyjętych przez Sejm 23 stycznia 2020 r., które by zmniejszały stopień niezależności sądownictwa i poszanowania rządów prawa w Polsce oraz były sprzeczne z artykułami 6 i 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wezwano też władze do „pełnego poszanowania uchwały polskiego Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r.”.
Zaakcentowano ponadto konieczność pilnego rozdzielenia funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego oraz przywrócenia poprzedniego systemu bezpośrednich wyborów przez sędziów ich przedstawicieli w Krajowej Radzie Sądownictwa.Wreszcie poddano krytyce działanie, skład i wybór członków dwóch Izb Sądu Najwyższego: Dyscyplinarnej oraz Nadzwyczajnych Apelacji. Znaczące było też podkreślenie w rezolucji potrzeby publicznego, niezależnego wyjaśnienia informacji o motywowanych politycznie kampaniach szkalujących sędziów i prokuratorów, którzy sprzeciwiają się reformom.
Na koniec ZPRE podkreśliło, iż rozumie potrzebę usunięcia słabości istniejących w polskim sądownictwie i wymiarze sprawiedliwości, ale z całą mocą uwypukliło, że wszelkie reformy i zmiany muszą spełniać normy i standardy europejskie, co w sumie powinno wzmacniać niezależność sądownictwa i rządy prawa, a nie podważać bądź osłabiać je.
Po decyzji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy objęcia Polski procedurą monitoringową dołączyliśmy do 10 państw, które wcześniej znalazły się w tej sytuacji. Są to: Albania, Armenia, Azerbejdżan, Bośnia-Hercegowina, Gruzja, Mołdowa, Rosja, Serbia, Turcja i Ukraina. Ta lista mówi sama za siebie!

Magister wskrzesza potwory

W Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy pracowałem sześć lat. Byłem członkiem delegacji polskiego Sejmu do tego Zgromadzenia w latach 2002-2007. Pracowałem tam w dwóch komisjach Zgromadzenia, przewodniczyłem podkomisji Równego Startu Zawodowego Kobiet i Mężczyzn. Od razu wyjaśniam, że jak wszyscy oddelegowani tam parlamentarzyści nie pobierałem za to dodatkowego wynagrodzenia.

Dlatego z nutką nostalgii oglądałem transmisję z ostatniego posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady przypominając sobie czasy kiedy Polska była tam często przywoływana jako wzór praworządności i demokratyzacji dla pozostałych państw europejskich. Zwłaszcza z naszego środkowo- wschodniego regionu.
Do tego roku to my Polacy, monitorowaliśmy stan demokracji i praworządności w innych państwach zrzeszonych w Radzie. Upominaliśmy Rosję, Białoruś, Azerbejdżan, Ukrainę, rekomendowaliśmy im pozytywne rozwiązania, zmiany w ich prawie.
Teraz, w efekcie autorytarnych rządów pana prezesa Kaczyńskiego, kraj nasz zapisał się do autorytarnego klubu państw prezydentów Putina i Łukaszenki.
III Rzeczpospolita zaczyna przypominać II Rzeczpospolitą. Obie zaczynały jako demokracje parlamentarne. W obu zwyciężyły tendencje autorytarne. Zamodryzm, stopniowe ograniczanie demokracji, marginalizowanie opozycji.
Na nic zdały się podczas debat w ZG Rady Europy przywiezione tam kłamstwa i manipulacje parlamentarzystów PiS. Wyszkolonych przez wielce zakłamaną, narodowo- katolicką TVP SA. Kierowaną przez niedawnego, sztandarowego kłamcę sejmowego pana prezesa Jacka Kurskiego.
Ale napisana dla polskiego „ciemnego ludu” historyjka o tym, że PiS- owskie kagańcowe ustawy to jedynie zbiór najlepszych fragmentów zaczerpniętych z najlepszych zachodnich ustaw, została w Radzie Europy totalnie skrytykowana i wyśmiana.
Liczni, reprezentujący różne państwa i różne partie polityczne, parlamentarzyści zgodnie obnażali bezczelne szalbierstwa PiS.
Bo prawdą jest, że komsomolcy ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przepisywali francuskie, niemieckie i inne fragmenty obowiązujących w Europie ustaw. Ale tak je legislacyjnie zszywali, że powstały z tego ustawy – potwory. Tak skompilowane zmieniły swój charakter. Z demokratycznego na zamordystyczny.
Taki PiS- owski styl ustawodawczy nazwano w Radzie Europy „legislacyjną frankensteinizacją”.
Ziobro i potwory
To celne, humanistyczne, odwołujące się do europejskiego dziedzictwa kulturalnego określenie. Każdy kulturalny Europejczyk zna, przynajmniej ze słyszenia, powieść Mary Shelly „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz”.
W przeciwieństwie do późniejszych jej przeróbek i ekranizacji, które spłycały lub zniekształcały wymowę powieści, utwór Shelly poświęcony jest fundamentalnemu problemowi moralnemu. Równania się człowieka z Bogiem-stwórcą
Prawom każdego stwórcy, twórcy do decydowania o losach stworzonej przez siebie istoty czy dzieła. Zachęcał do dyskusji o intencjach twórców, często szlachetnych, ale też o ich błędach. O tworzonych przez nich dziełach, które w zamierzeniach miały czynić dobro, lecz w efekcie ludzkich błędów stawały się potworami.
Podobnie jest z prominentami PiS. Pan prezes Kaczyński i jego drużyna chcą stworzyć nowe elity. Nowego człowieka. Narodowo- katolickiego Polaka. Zszytego z historycznych kawałków.
Aby uczynić go tworem panującym muszą usunąć stare elity. Polaków, uważanych za stwory gorszego sorta.
Kiedyś Stalin i jego drużyna też tworzyli nowego, radzieckiego człowieka. Tych nie radzieckich wysyłali do gułagów. Potem przewodniczący Mao tez marzył o nowych Chińczykach. Jego hunwejbini poniżali stare elity, wysyłali je na reedukację na wieś.
Teraz magister Ziobro i jego hunwejbini chcą być nową elitą. Usuwają starych profesorów przy pomocy „legislacyjnej frankensteinizacji”, czyli ustaw – potworów prawnych.
Niektórych Polaków najlepszego sorta, ten kwiat nowych elit narodowo-katolickich już poznaliśmy. To pan prezes Marian Banaś, pan agent Tomek, pan arcybiskup Marek Jędraszewski, pan prezes Jacek Kurski, pan były prezes Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski, pani sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz, pan sędzia tego Trybunału Stanisław Piotrowicz, pan prezes GetBack Krzysztof K.
I wielu innych, podobnych im wzorowych narodowo-katolickich Polaków.
Aby przyśpieszyć wymianę elit, prominenci PiS tworzą potwory prawne. Jeden po drugi. Łamią prawo.
A z łamaniem prawa jest jak z wódką. Pierwszy kieliszek nie szkodzi. Przeciwnie, zwykle pobudza radość, odwagę i wolę picia kolejnych. A kiedy jesteś już pijany i słyszysz, że powinieneś, pić przestać, to zamiast iść spać, rzucasz się do bicia.
Tak samo jest z elitami PiS. Kiedy wszyscy wokoło; opozycja, Parlament Europejski, Komisja Wenecka, Rada Europy, Komisja Europejska zwracają im uwagę, że łamią polskie, czyli europejskie prawo, to magistrowie legislacyjnej frankensteinizacji rzucają się do bicia. Ze wszystkimi już wokoło.

Skuteczny atak PiS na praworządność

Obecna ekipa osiągnęła to, że sądy w naszym kraju pracują coraz wolniej i są coraz mniej niezależne. Szkodzi to sprawiedliwości, Polakom i polskiej gospodarce.

W Polsce od lat zwraca się uwagę na zjawisko przewlekłości postępowań sądowych. Trzeba jednak zaznaczyć, że do 2015 roku (czyli przed objęciem władzy przez Prawo i Sprawiedliwość) obserwowany był tu pewien postęp.
Działania rozpoczęte przez rząd zjednoczonej prawicy po 2015 r. nie rozwiązują problemu przewlekłości postępowań sądowych. Co więcej, niektóre dane krajowe wskazują wręcz na pogorszenie w tym obszarze, jednocześnie tworząc nowy problem – braku niezależności sądów. Nie jest to opinia tylko prawników – ankiety prowadzone wśród przedsiębiorców również wskazują, że po 2015 roku coraz gorzej oceniają oni niezależność sądów.
Atak na praworządność jest jedną z przyczyn załamania stopy inwestycji w Polsce po 2015 roku. Spadek praworządności wynikał nie tylko z ataków na niezależność sądów, ale także z pogorszenia jakości procesu legislacyjnego: zwłaszcza ekspresowego uchwalania ustaw, które drastycznie zmieniały funkcjonowanie różnych sektorów, od elektrowni wiatrowych, przez handel, banki, branżę farmaceutyczną, spożywczą, aż po apteki. Do tego jeszcze należy dodać agresywne działania w obszarze systemu podatkowego.
Łącznie wszystko to zwiększyło to do tego stopnia niepewność w gospodarce, że przedsiębiorcy profilaktycznie ograniczyli inwestycje pomimo bardzo dobrej koniunktury – co negatywnie wyróżniało Polskę na tle innych państw Unii Europejskiej. Pomimo pewnego odbicia w ubiegłym roku, stopa inwestycji prywatnych w Polsce pozostaje niepokojąco niska, co ogranicza długookresowe perspektywy naszej gospodarki – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Próby rządu zjednoczonej prawicy podporządkowania sądów większości parlamentarnej budzą głębokie obawy dotyczące podziału władzy i ustrojowych podstaw demokratycznego państwa. Niezależnie od tych uzasadnionych obaw, nie można zapominać o kluczowym znaczeniu jakości sądownictwa dla rozwoju gospodarczego.
Liczne badania dokumentują istotne znaczenie różnych aspektów jakości sądów dla rozwoju gospodarczego. I tak prof. prof. Robert J. Barrro, Yvan Guilemette i David Turner na szerokim panelu krajów pokazują istotny związek szeroko rozumianej praworządności i wzrostu gospodarczego.
Prof. prof. Stefan Voigt, Lars P. Feld, Jerg Gutmann koncentrują się na faktycznej niezależności sądów i pokazuje, że ma ona silny pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy. Do takich samych wyników dochodzą prof. Julio Rios-Figueroa i Jeffrey K. Staton, którzy sprawdzają różne miary niezależności sądów (szerszy przegląd literatury o znaczeniu niezależności sądów dla gospodarki: Łaszek, Tatała i Toczyński 2017 r.).
Prof. Nathan Nunn na panelu międzynarodowym szacuje, że efektywność egzekwowania kontraktów ma większe znaczenie dla struktury eksportu krajów, niż ich zasoby kapitału rzeczowego i ludzkiego. Efektywne sądy pozwalają firmom na znacznie dalej idącą specjalizację i bardziej zaawansowany eksport.
Prof. prof. Krishna B. Kumar, Raghuran G. Rajan, Luigi Zingales badając 15 państw Unii Europejskiej wskazują, że silniejsze instytucje i sprawniejsze sądy sprzyjają większym rozmiarom firm. Efekt jest szczególnie silny w tych branżach, które inwestują przede wszystkim w dobra niematerialne, a nie fizyczny kapitał. Jest to wątek szczególnie istotny w przypadku naszej gospodarki, którą charakteryzuje nadreprezentacja mało wydajnych mikroprzedsiębiorstw (patrz szerzej: Łaszek i Trzeciakowski 2018 r.).
Przewlekłość postępowań sądowych od lat jest problemem dla gospodarki w Polsce. Niestety działania obecnego rządu w żaden sposób go nie rozwiązują, jednocześnie tworząc nowy problem poprzez ograniczenie niezależności sądów.

Bigos tygodniowy

„W opinii Marcina Roszkowskiego, prezesa Instytutu Jagiellońskiego, inflacja stanowi de facto rodzaj dodatkowego podatku, który powoduje, że władze na niej korzystają. – Czy są powody do obaw ze strony gospodarstw domowych czy przedsiębiorców? – zastanawia się prezes Roszkowski. – Inflacja będzie dotkliwa w sektorach gospodarki produkujących dobra powszechne, takich jak żywność czy energia. Dotknie też w sposób szczególny gospodarstwa domowe uboższe i ze średnimi dochodami. Jeśli będzie się długo utrzymywała i jej poziom okaże się wysoki – może być dla tych grup społecznie dolegliwa.” – to z hiperpropisowskiego i prorządowego „tygodnika niepodległego Polaka, „Gazety Polskiej”. Czyli skoro nawet tam, to strach się bać co się szykuje.

Agent Tomek złożył zeznania o nadużyciach swoich eksszefów z CBA, „Mario” Kamińskim, polskim Józefie Fouchè i Wąsiku Macieju. Ci dwaj imprezowi chłopcy (old boye), którzy jak się bawią, to na całego, mieli nakłaniać go do bezprawnych działań w stosunku. Do Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Sprawa wygląda na rozwojową.

Jak polska polityka zagraniczna może być na jakimś poziomie, skoro stary, flegmatyczny Czaputowicz ma za współpracowników samych świętych młodzieniaszków, którzy nie umieją nic innego poza zaognianiem sytuacji. Dyplomatami czy szefami dyplomacji powinni być ludzie doświadczeni, najlepiej w średnim wieku, bo to wyjątkowo delikatna materia. Stawianie tu na stanowiskach młodych, gorliwych prawu sków-hunwejbinków, wychowanków rydzykowszczyzny to proszenie się o ciągle potknięcia.

Ordo Iuris przygotowało na zlecenie ministra nauki-wicepremiera Gowina Jarosława projekt ustawy, w którym znalazł się następujący passus: „Wykładowca ma obowiązek nauczać zgodnie z aksjologią państwa i w duchu wartości chrześcijańskich”. Ciekawe jestem do kogo owego „ducha wartości chrześcijańskich” adresowaliby za kilka lat wykładowcy? Młode polskie pokolenie bije światowy rekord w tempie ulegania procesowi laicyzacji i odchodzenia od praktyk religijnych w Kościoła katolickiego (badania Pew Research Center). Wystarczy zresztą obserwować wiernych wychodzących z kościoła po mszy by się o tym empirycznie przekonać. Często czynię takie obserwacje w niedziele z balkonu w Iławie, na katolickiej Warmii, bo mam tamtejszą świątynię jak na patelni. Zdecydowana większość wychodzących to osoby w wieku 50 plus. Osoby poniżej trzydziestki czy czterdziestki trzeba „wyłuskiwać” w tym tłumie. Wracam do wcześniejszego pytania. Do kogo będą adresować wykładowcy „ducha wartości chrześcijańskich”. Do ducha właśnie. Może do ducha z Canterville albo z Halloween?

W Rzeszowie, stolicy pisowsko-konserwatywnego bastionu wyborczego ksiądz wychodzący z ministrantami z bloku po tzw. kolędzie został ostrzelany z karabinu. Uspokajam: nie z broni ostrej, lecz śrutem z wiatrówki. W wolnej Polsce! A tak było dobrze w PRL, gdy Księży po kolędzie przyjmowała nawet część tzw. partyjnych. I komu to przeszkadzało?

„Chociaż wszelkie sondaże dają Andrzejowi Dudzie zdecydowaną przewagę nad pozostałymi kandydatami, a główna rywalka Małgorzata Kidawa-Błońska zalicza całą serię wpadek w stylu soft Petru, otoczenie prezydenta nie powinno tracić czujności. Możliwa druga tura może przynieść zwrot o 180 stopni. I postać Małgorzaty Kidawy-Błońskiej ma tu najmniejsze znaczenie. Bo choć prawdopodobnie kandydatka Platformy znajdzie się w decydującej rozgrywce, to jej potencjalni wyborcy nie będą wcale głosowali za jej wdziękiem, elokwencją, wiedzą, skutecznością (niepotrzebne skreślić, inne przymioty można dodać wedle uznania – przyp. AM). Będą głosować przeciwko PiS. Przeciwko perspektywie kolejnego sukcesu wyborczego partii Jarosława Kaczyńskiego. I ten czynnik będzie decydujący. Nie postać kandydata (a raczej kandydatki), nie reprezentowany przez niego (tudzież nią) szyld wyborczy. Wszystkie siły zostaną rzucone nie za kimś, ale przeciwko Dudzie. A nawet nie Dudzie, tylko „Polsce Kaczyńskiego”. Dlatego niedawnego sondażu wskazującego na małą różnicę między Kidawą-Błońską a urzędującym prezydentem nie traktowałbym w kategoriach political fiction na zamówienie opozycji. Ten wariant jest możliwy.
Trudno o lepszy sygnał ostrzegawczy dla obozu władzy. Za wcześnie na samozachwyt i odprężenie. Był już jeden kandydat, któremu pewną reelekcję miało zabrać tylko przejechanie „ciężarnej zakonnicy na pasach”. W te buty nie warto wchodzić. Podobnie jak pod żyrandol. Ale tę lekcję Andrzej Duda już odrobił” – to cytat z jednego z propisowskich portali.

Vera Jurowa, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej przybyła do Polski jako pierwsza przedstawicielka struktur Unii po uchwaleniu „kagańcówki”. Odmówiła spotkania z neo-KRS. PiS będzie jeszcze płakało z tęsknoty za Franzem Timmermansem

Jakoś przycichło wokół popularnej niegdyś „nagrody” dla „Dziennikarskiej Hieny Roku”. Mimo to spełniam swoją powinność i rekomenduję swoje kandydatury. Za rok 2018 rekomendowałem Hienę Zbiorową z Holecką Danutą na czele, w tym także m.in. Klarenbacha Adriana. Jednak n.p. Holecka się ze swoim północnokoreańskim stylem opatrzyła, Klarenbach jakoś poczciwiał, otoczył tłuszczem, rechocze jowialnie do wszystkich. W tym roku wystawiam zatem moje dwie nowe kandydatury, do jednej „starej”, z poprzedniego roku. Zacznę od „starej”: od Rachonia Michała, ale nie jest to proste przekopiowanie, bo w 2019 roku Rachoń zaczął prowadzić poranny program „Jedziemy”. Zaprasza do niego rozmaitych propisowskich żurnalistów i śmieszne figury w rodzaju Kowalskiego Mariana, Pietrzaka Jana czy aktora Jakimowicza Jarosława. Wesolutki i euforyczny, z wyraźnymi objawami ADHD jakby się czymś najarał (może by go tam sprawdzili, przecież pisano już kilkakrotnie o paleniu maryśki na Placu Powstańców Warszawy?) prowadzi Rachoń program w tonie knajackiego rechotu. Dwie moje nowe kandydatury to Magdalena Ogórek (nowa ksywka „Konopielka”) i Jacek Łęski, którzy w duecie prowadzą program „Studio Polska”. Wykazują się w nim taką propisowską gorliwą stronniczością, że Klarenbach, to przy bezstronny spiker z dawnej BBC.

Minister przegranej wojny

Głównym zajęciem ministra sprawiedliwości jest walka z wymiarem sprawiedliwości.
Zbigniew Ziobro formalnie jest ministrem sprawiedliwości. Jego ambicje sięgają jednak daleko poza samo kierowanie resortem. Celem 50-letniego polityka jest zdobycie całkowitej kontroli nad aparatem oskarżania i ferowania wyroków. Ziobro sprawa wrażenie człowieka, dla którego nie ma obiektywnie istniejących niemożliwości na drodze do realizacji założonego planu.
Przy wsparciu rządu i mediów metodycznie niszczy resztki zaufania do polskiego sądownictwa, wykorzystując poczucie niesprawiedliwości z funkcjonowania sądów do utrzymania poparcia społecznego dla swoich reform. Społeczeństwo dowiaduje się, że sędziowie nie tylko sądzą niesprawiedliwe, ale również kradną batoniki na stacjach benzynowych i oszukują na reszcie w sklepach. Nicponie, najwyższy czas pogonić to towarzycho.
Ziobro niszczy istniejące instytucje, dając początek nowym podporządkowanym jego jurysdykcji. W jego armii służą już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, posłuszni prezesi sądów powszechnych, członkowie neoKRS oraz Izby Dyscyplinarnej przy Sądzie Najwyższym. Symboliczną klamrą spinającą dorobek ministra jest uchwalona właśnie ustawa kagańcowa.
Ofensywa Ziobry została wczoraj zatrzymana. Uchwała trzech Izb Sądu Najwyższego to dla ministra bolesny cios. 23 stycznia na konferencji prasowej widzieliśmy człowieka, który zdaje sobie sprawę, że przegrał ważne starcie, a próbuje przekonać swoich kibiców, że to nie on leżał na deskach. Ziobro z teatralną emfazą zapewniał, że „uchwała SN nie wywołuje skutków prawnych”, gdyż „została wydana z rażącym naruszeniem prawa”. Wiedział, że musi grać rolę twardego szeryfa do końca, gdyż tego oczekują jego wyborcy.
Czy pójdą za nim również sędziowie? Wątpliwe. W zasadzie jedynym rozsądnym wyjściem dla sędziego z neoKRS jest wstrzymanie się od orzekania i nie stawianie na szali własnej kariery. Bo jeśli teraz zachowa ostrożność, w przyszłości, po cofnięciu pisowskiej „reformy”, może utrzymać prawo do ferowania wyroków. Jeśli zaś teraz pójdzie za radą Ziobry, upadnie razem z ministrem, a nawet szybciej.Może się oczywiście zdarzyć, że któryś z sędziów uważa, że minister zwycięży w potyczce z SN i Unią Europejską, jednak w zdecydowanej większości sędziowie widzą, że Ziobro został sprowadzony do defensywy. Wyrok Sądu Najwyższego to tylko jeden z jego problemów. Trybunał Sprawiedliwości UE może lada dzień zawiesić Izbę Dyscyplinarną przy SN. Niezastosowanie się do decyzji Luksemburga oznaczać będzie najpierw wysokie kary finansowe, a w dalszej konsekwencji wylot z Unii Europejskiej. To zbyt duża stawka, której na stole nie położy nawet Jarosław Kaczyński.
Do Kancelarii Sejmu pukają również senatorowie, którzy chcą zobaczyć listy poparcia dla kandydatów wybranych do neoKRS w marcu 2018. Tego samego domaga się sędzia Paweł Juszczyszyn, który podczas dzisiejszego spotkania z dziennikarzami groził Ziobrze grzywną w razie dalszego blokowania dostępu do informacji, które mogą jasno wskazać na polityczną zależność KRS od władzy politycznej. Minister i jego ludzie robią wszystko, by moment ten opóźnić, próbując w międzyczasie rozegrać sytuację polityczną na swoją korzyść. Fakty są jednak takie, że Ziobro nie ma ruchu, po którym nie zanotuje straty ważnego pionka.
Paradoksalnie, najgorszym z możliwych wariantów dla Ziobry jest ten, w którym sędziowie z pisowskiego nadania pozostają masowo w składach orzekających. Każdy wydany przez nich wyrok będzie można zaskarżyć, dojdzie do chaosu na nieprawdopodobną skalę. To może doprowadzić do ostatecznego spadku zaufania do całego wymiaru sprawiedliwości, ale również do ministra, który całe zamieszanie sprokurował.

Został tylko argumenty siły

Wszelkie granice zostały dawno poprzekraczane, łącznie z granicą przyzwoitości i zdrowego rozsądku. Tak głęboko zaszło przejmowanie państwa przez „grupę trzymającą władzę” – mówi dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

Na 24 godziny przed posiedzeniem trzech Izb Sądu Najwyższego, które uchwaliły, że sędziowie wskazani przez neo-KRS nie mogą orzekać, rząd użył Trybunału Konstytucyjnego, aby blokować te działania. Dlaczego?

JACEK KUCHARCZYK: Działania PiS w obronie neo-KRS przybierają coraz bardziej kuriozalne formy. Tutaj argumenty prawne już nie mają znaczenia, a sprawa utajnionych list poparcia sprowadza się de facto do tego, kto kontroluje wejście do Sejmu. To już nie jest spór na argumenty prawne. Można zatem domniemywać z dużym prawdopodobieństwem, że w przypadku list poparcia mamy do czynienia po prostu z jakimś ogromnym przekrętem.
Inaczej nie byłoby tej panicznej obrony, nierespektowania wyroków sądów, nie zamieniono by Kancelarii Sejmu w twierdzę. Teraz doszedł to tego jeszcze TK działający na zamówienie polityczne, próbujący zablokować decyzję SN. Tego już nawet nie można opisać jako działania na granicy prawa, bo wszelkie granice zostały dawno poprzekraczane, łącznie z granicą przyzwoitości i zdrowego rozsądku. Został już tylko w argument nagiej siły, my kontrolujemy Trybunał i Kancelarię Sejmu, a nasi ludzie, których tam wysłaliśmy, będą robić to, co im partia rządząca powie. To pokazuje, jak głęboko zaszło przejmowanie państwa przez „grupę trzymającą władzę”. Takie zjawisko po angielsku nazywa się state capture, czyli właśnie przechwycenie instytucji publicznych, w tym przypadku przez partię rządzącą, która posunęła się do tego, że lekceważy konstytucję, przepisy prawa, nie mówiąc o normach postępowania, które może nie są spisane, ale politycy kiedyś ich przestrzegali z obawy choćby przed opinia publiczną. Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy – takiej niechęci do zachowania chociażby pozorów praworządności czy legalizmu.
Jakie systemy charakteryzuje state capture, bo rozumiem, że nie demokrację liberalną?
Oczywiście, że nie demokrację.
To charakteryzuje systemy autorytarno-korupcyjne. To sytuacja, kiedy grupa osób powiązanych ze sobą przejmuje kontrolę nad instytucjami państwa, po to, aby je wykorzystywać dla własnej politycznej i materialnej korzyści.
Tego typu sytuacja objawia się tym, że zanika niezbędny w demokracji system checks and balances, czyli system wzajemnej kontroli instytucji. Mówi się o trójpodziale władzy, ale ten system jest oczywiście dużo bardziej skomplikowany, jego elementem są także wolne media, które kontrolują rząd, parlament i polityków. Ten system wzajemnej kontroli instytucji PiS systematycznie demontuje w Polsce od grudnia 2015, aby wprowadzić zasadę, że rządzi jedna partia, a w partii niepodzielnie rządzi jej prezes.
Murem za działaniami rządu stoi prezydent, który za około trzy miesiące będzie walczył o reelekcję. Czy to mu nie zaszkodzi?
Moim zdaniem zaszkodzi i Andrzej Duda będzie miał spory kłopot z dotarciem do politycznego centrum, którego potrzebuje, aby wygrać wybory. Wygląda na to, że prezydent stał się zakładnikiem partii rządzącej, bo u progu kampanii urzędujący prezydent nie może sobie pozwolić na konflikt z PiS-em i prezesem Kaczyńskim. Mam wrażenie, że w pewnym momencie odbyła się konkurencja, „kto się pierwszy wystraszy”, bo obie strony mają tutaj wiele do stracenia. Jeżeli PiS nie będzie wspierał w kampanii Dudy, to ten straci urząd prezydenta, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Natomiast jeżeli Duda nie będzie realizował polityki PiS, to partia może nie dostarczyć mu wsparcia, także finansowego, które jest niezbędne do skutecznej kampanii. Mam wrażenie, że na razie bardziej wystraszył się prezydent i dostosował się do polityki partii rządzącej. Zresztą większość komentatorów i analityków nie spodziewała się takiego zaostrzenia sytuacji po ostatnich wyborach.
Wydawało się na początku ii kadencji, że PiS będzie dążył do załagodzenia konfliktu z Brukselą i różnymi środowiskami w kraju właśnie po to, aby Dudzie nie przeszkadzać w kampanii. Tymczasem Ziobro wszedł ze swoją inicjatywą ustawy kagańcowej i cała strategia powrotu do centrum legła w gruzach.
Do tej pory PiS przed wyborami lubił zaostrzać konflikt, polaryzować, straszyć. Sięgnął po starą broń?
Ta strategia polaryzacyjna ma przede wszystkim zmobilizować własną bazę wyborczą. To jednak zupełnie inna strategia, niż ta, z którą PiS szedł do poprzednich wyborów prezydenckich, kiedy Andrzej Duda raczej miał łagodzić i łączyć społeczeństwo. Uśmiechał się do każdego, nawet dla gejów znalazł ciepłe słowo. Dziś mamy inną twarz prezydenta i zupełnie inną strategię kampanii, bardzo ryzykowną, bo opierająca się o założenie, że w spolaryzowanym społeczeństwie nastąpi także podział w opozycji. Strategia polaryzacyjna jest zawsze asymetryczna, tzn. zakłada, że mobilizujemy swoich, ale jednocześnie drugim jej elementem jest wzmacnianie podziałów wśród przeciwników, opozycji.
Czy „odbicie” Senatu przez opozycję naprawdę ma tak duże znaczenie, jak mówiono po wyborach? Sejm i tak szybko przegłosował ustawę kagańcową. A może Senat powinien zamiast odrzucać, to zgłosić wiele poprawek, aby przeciągnąć w czasie wprowadzenie ustawy?
Nie sądzę, bo taka gra Senatu byłaby mało czytelna dla społeczeństwa. Ten jasny głos w postaci odrzucenia ustawy jest ważniejszy. Od początku wiadomo było, że kompetencje Senatu są ograniczone, że może spowolnić, ale nie zatrzyma tego procesu błyskawicznej legislacji w wykonaniu PiS-u.
Senat w obecnej sytuacji działa o wiele lepiej, niż można było się spodziewać, patrząc na to, jak mała jest przewaga opozycji. Pod kierownictwem marszałka Grodzkiego to zupełnie inna instytucja, niż w poprzedniej kadencji, miejsce merytorycznej i pluralistycznej debaty.
Ten komunikat płynie nie tylko do naszego społeczeństwa, ale też na zewnątrz, czego przykładem jest spotkanie marszałka Grodzkiego ze spikerką amerykańskiej Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi. To pokazuje Amerykanom i światu, że rząd PiS-u to nie jedyny głos polski. Rola senatu jest ważna, ale jednocześnie ograniczona, co pokazuje, jak ważne są nadchodzące wybory prezydenckie. Dopiero wymeldowanie się obecnego notariusza rządów PiS-u, pana Dudy, z pałacu prezydenckiego zmieni fundamentalnie układ sił w Polsce.
Czy afera Getback zaszkodzi PiS-owi jak Amber Gold PO?
W sytuacji głębokiej polaryzacji i baniek medialnych, w których żyjemy, należy wątpić, żeby ta afera wywarła taki piorunujący skutek, jaki miały znacznie mniej poważne, ale mocno nagłośnione przez pis zarzuty związane z działaniami rządu po w sprawie Amber Gold. Wyborcy PiS-u usłyszą w sprawie Getback i innych afer różne komunikaty, ale żaden z nich nie będzie podważał fundamentalnej wiary w uczciwość partii rządzącej.
Cechą propagandy PiS i w ogóle autorytarnej propagandy czy dezinformacji w obecnych czasach jest to, że ona produkuje kilka sprzecznych ze sobą narracji, a jej odbiorcy tych sprzeczności nie widzą.

Kubeł zimnej wody

Od paru dni media propisowskie przypuszczają zmasowany atak na europarlamentarzystów głosujących za rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie łamania praworządności w Polsce i na Węgrzech. Najpopularniejszym określeniem prawicowej narracji jest słowo zdrada. To, że zdrady dopuścili się, łamiący europejskie normy, rządzący teraz w obu krajach, rządowe media zręcznie przemilczają. Żeby jednak nasi czytelnicy wiedzieli o czym mowa i nie korzystali z wybranych, czy wręcz wyrwanych z kontekstu skrótów rezolucji, publikujemy cały jej tekst.

Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 16 stycznia 2020 r. w sprawie trwających wysłuchań dotyczących Polski i Węgier.

Parlament Europejski,
– uwzględniając art. 2 i art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE),
– uwzględniając Kartę praw podstawowych Unii Europejskiej, – uwzględniając swoją rezolucję z dnia 12 września 2018 r. w sprawie wniosku wzywającego Radę do stwierdzenia, zgodnie z art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej, istnienia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Węgry wartości, na których opiera się Unia1,
– uwzględniając uzasadniony wniosek Komisji z dnia 20 grudnia 2017 r., złożony zgodnie z art. 7 ust. 1 TUE, w sprawie praworządności w Polsce: wniosek dotyczący decyzji Rady w sprawie stwierdzenia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Rzeczpospolitą Polską zasady praworządności (COM(2017)0835),
– uwzględniając swoją rezolucję z dnia 1 marca 2018 r. w sprawie decyzji Komisji o zastosowaniu art. 7 ust. 1 TUE w związku z sytuacją w Polsce2, – uwzględniając swoją rezolucję z dnia 14 listopada 2019 r. w sprawie penalizacji edukacji seksualnej w Polsce3,
– uwzględniając swoją rezolucję z dnia 18 grudnia 2019 r. w sprawie dyskryminacji osób LGBTI i nawoływania do nienawiści do nich w sferze publicznej, w tym stref wolnych od LGBTI4, – uwzględniając swoją rezolucję z dnia 16 stycznia 2019 r. w sprawie sytuacji w zakresie praw podstawowych w Unii Europejskiej w 2017 r.
– uwzględniając swoją rezolucję z dnia 25 października 2016 r. zawierającą zalecenia dla Komisji w kwestii ustanowienia unijnego mechanizmu dotyczącego demokracji, praworządności i praw podstawowych2,
– uwzględniając swoją rezolucję ustawodawczą z dnia 4 kwietnia 2019 r. w sprawie wniosku dotyczącego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich3,
– uwzględniając orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej,
– uwzględniając standardowy tryb wysłuchań, o którym mowa w art. 7 ust. 1 TUE, zatwierdzony przez Radę 18 lipca 2019 r.,
– uwzględniając przyjęcie przez polski Sejm w dniu 20 grudnia 2019 r. projektu zmiany ustawy o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw, wprowadzającego do nich szereg poprawek; uwzględniając wniosek polskiego Senatu do Komisji Weneckiej o wydanie w trybie pilnym opinii o ww. projekcie;
– uwzględniając art. 132 ust. 2 Regulaminu,
A. mając na uwadze, że Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, praworządności, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości, jak określono w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) i co znalazło wyraz w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej oraz zostało zapisane w międzynarodowych traktatach dotyczących praw człowieka; mając na uwadze, że te wartości, wspólne państwom członkowskim i dobrowolnie przyjęte przez wszystkie państwa członkowskie, stanowią podstawę praw, z których korzystają osoby mieszkające w Unii;
B. mając na uwadze, że każde wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości zapisanych w art. 2 TUE nie dotyczy wyłącznie tego państwa członkowskiego, w którym występuje ryzyko, lecz wywiera również wpływ na pozostałe państwa członkowskie, na ich wzajemne zaufanie, a także na charakter samej Unii i prawa podstawowe obywateli przysługujące im na mocy prawa Unii;
C. mając na uwadze, że art. 7 ust. 1 TUE stanowi etap prewencyjny, na którym Unia ma możliwość interwencji w przypadku wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia wspólnych wartości; mając na uwadze, że takie działanie prewencyjne przewiduje dialog z danym państwem członkowskim i ma na celu uniknięcie ewentualnego nałożenia sankcji;
D. mając na uwadze, że Komisja i Parlament uruchomiły art. 7 ust. 1 TUE odpowiednio wobec Polski i Węgier po stwierdzeniu wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia wartości, na których opiera się Unia;
E. mając na uwadze, że Rada zorganizowała dotychczas trzy wysłuchania Polski i dwa wysłuchania Węgier na forum Rady do Spraw Ogólnych;
F. mając na uwadze, że 11 grudnia 2019 r. prezydencja fińska na podstawie art. 339 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) i art. 6 ust. 1 regulaminu wewnętrznego Rady dotyczącego poufności posiedzeń zwróciła się o pisemne wyjaśnienie dotyczące naruszenia przepisów zarzucanego urzędnikowi publicznemu z delegacji węgierskiej;

  1. odnotowuje wysłuchania zorganizowane przez Radę na mocy art. 7 ust. 1 TUE w reakcji na zagrożenie dla wspólnych wartości europejskich w Polsce i na Węgrzech; z zaniepokojeniem zauważa, że wysłuchania nie są organizowane w sposób regularny, uporządkowany i otwarty; wzywa prezydencję chorwacką i inne przyszłe prezydencje do regularnego organizowania wysłuchań; podkreśla, że wysłuchania muszą być obiektywne, oparte na faktach i przejrzyste oraz że zainteresowane państwa członkowskie muszą współpracować w dobrej wierze na wszystkich etapach tego procesu, zgodnie z zasadą lojalnej współpracy zapisaną w art. 4 ust. 3 TUE; zaleca, aby w następstwie wysłuchań Rada kierowała do zainteresowanych państw członkowskich konkretne zalecenia, jak zapisano w art. 7 ust. 1 TUE, oraz by wskazywała terminy wykonania tych zaleceń; zwraca uwagę, że wzajemne zaufanie między państwami członkowskimi można przywrócić tylko wtedy, gdy zagwarantowane zostanie poszanowanie wartości zapisanych w art. 2 TUE, i wzywa Radę do działania w tym kierunku; wzywa państwa członkowskie do respektowania zasady pierwszeństwa prawa UE;
  2. wyraża głębokie zaniepokojenie, że standardowy tryb wysłuchań, o którym mowa w art. 7 ust. 1 TUE, nie zapewnia Parlamentowi takiego samego traktowania jak Komisji i jednej trzeciej państw członkowskich, jeśli chodzi o przedstawienie uzasadnionego wniosku; przypomina, że art. 7 ust. 1 TUE przewiduje równe prawa i równy status proceduralny jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu i Komisji w odniesieniu do uruchomienia procedury; z zadowoleniem przyjmuje wysiłki prezydencji fińskiej zmierzające do nawiązania nieformalnego dialogu z Parlamentem, uważa, że nieformalny dialog nie może zastąpić formalnego przedstawienia uzasadnionego wniosku w Radzie; z naciskiem podkreśla, że Parlament nadal czeka na zaproszenie na formalne posiedzenie Rady w oparciu o prawo inicjatywy i zasadę lojalnej współpracy między instytucjami zapisaną w art. 4 ust. 3 TUE; ponownie wzywa Radę do niezwłocznego i pełnego informowania Parlamentu na wszystkich etapach procedury;
  3. wyraża ubolewanie, że w wyniku wysłuchań zainteresowane dwa państwa członkowskie nie poczyniły jeszcze znaczących postępów na drodze do eliminacji wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia wartości, o których mowa w art. 2 TUE; zauważa z zaniepokojeniem, że sprawozdania i oświadczenia Komisji oraz organów międzynarodowych, takich jak ONZ, OBWE i Rada Europy, wskazują na pogorszenie sytuacji zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech od czasu uruchomienia art. 7 ust. 1 TUE; podkreśla, że brak skutecznego wykorzystania przez Radę art. 7 TUE nadal podważa integralność wspólnych wartości europejskich, wzajemne zaufanie i wiarygodność Unii jako całości; przypomina swoje stanowisko w sprawie decyzji Komisji o zastosowaniu art. 7 ust. 1 TUE w związku z sytuacją w Polsce oraz swój wniosek wzywający Radę do stwierdzenia, zgodnie z art. 7 ust. 1 TUE, istnienia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Węgry wartości, na których opiera się Unia; w związku z tym wzywa Radę do zadbania o to, by podczas wysłuchań na mocy art. 7 ust. 1 TUE odniesiono się również do nowych wydarzeń i oceniono ryzyko naruszenia niezależności sądownictwa, wolności słowa, w tym wolności mediów, wolności sztuk i nauk, wolności zrzeszania się i prawa do równego traktowania; apeluje do Komisji o wykorzystanie w pełni dostępnych narzędzi, w szczególności przyspieszonych postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przed Trybunałem Sprawiedliwości i wniosków o zastosowanie środków tymczasowych, aby wyeliminować wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez Polskę i Węgry wartości, na których opiera się Unia;
  4. zauważa, że uzasadniony wniosek Komisji dotyczący praworządności w Polsce ma ograniczony zakres; apeluje do Rady, aby w związku z obecnymi wysłuchaniami zbadała, w jaki sposób zająć się zarzutami dotyczącymi naruszeń praw podstawowych w Polsce;
  5. jest zdania, że przebieg ostatnich wysłuchań prowadzonych na mocy art. 7 ust. 1 TUE ponownie uwypukla pilną potrzebę wprowadzenia unijnego mechanizmu dotyczącego demokracji, praworządności i praw podstawowych (DRF), zaproponowanego przez Parlament, w formie międzyinstytucjonalnego porozumienia przewidującego coroczny niezależny, oparty na dowodach i niedyskryminacyjny przegląd oceniający na równych prawach przestrzeganie przez wszystkie państwa członkowskie UE wartości określonych w art. 2 TUE oraz zaleceń dla poszczególnych krajów, po czym następowałaby debata międzyparlamentarna i stały cykl polityczny DRF w ramach instytucji UE; w związku z tym wzywa Komisję i Radę do niezwłocznego rozpoczęcia negocjacji z Parlamentem w sprawie porozumienia międzyinstytucjonalnego zgodnie z art. 295 TFUE; ponownie podkreśla, że mechanizm ten musi uzupełniać i wzmacniać, a nie zastępować, toczące się i przyszłe postępowania na mocy art. 7 TUE;
  6. przypomina swoje stanowisko w sprawie wniosku dotyczącego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich oraz wzywa Radę do jak najszybszego rozpoczęcia negocjacji międzyinstytucjonalnych;
  7. zobowiązuje swojego przewodniczącego do przekazania niniejszej rezolucji Komisji i Radzie, prezydentowi, rządowi i parlamentowi Polski oraz prezydentowi, rządowi i parlamentowi Węgier, jak również rządom i parlamentom państw członkowskich.

TSUE przyhamuje autorytaryzm Orbana?

Stwierdzenie niezgodności z prawem Unii Europejskiej ustawy utrudniającej finansowanie organizacji niewygodnych dla władz zapowiedział rzecznik Trybunału Sprawiedliwości UE Manuel Campos Sánchez-Bordona.Jego opinia jest zapowiedzią wyroku, który niebawem wyda najwyższa prawna instytucja wspólnoty. Oznacza to, że organizacje pozarządowe nad Balatonem nie będą pozbawione środków z zagranicy.

W obliczu słabości politycznej opozycji na Węgrzech, organizacje pozarządowe w ostatnich latach były najsilniejszymi ośrodkami występującymi w obronie praw obywatelskich i praw człowieka. Podczas kryzysu migracyjnego, kiedy rząd Victora Orbana umieszczał uchodźców w obozach koncentracyjnych, obywatelom grożąc karami za udzielenie im schronienia, a na bilbordach pojawiały się hasła szczujące na przybyszy z krajów ogarniętych wojną i głodem, to właśnie NGOsy demaskowały działania władzy najskuteczniej,
W odpowiedzi, w 2017 r. Węgry przyjęły ustawę dotyczącą finansowania organizacji obywatelskich, otrzymujących wsparcie z zagranicy. Rząd przepychając ustawę przez parlament, wskazywał, że zagrożeniem jest „obca agentura”, której głównym patronem jest złowrogi finansista George Soros. Zgodnie z literą ustawy, organizacje podlegają rejestracji przez węgierskie organy jako „organizacje otrzymujące wsparcie zagraniczne”, gdy wysokość darowizn otrzymanych w danym roku osiągnie określony próg.
NGOsy muszą wyszczególniać nazwiska lub nazwy darczyńców, od których wsparcie wynosi co najmniej 500 tys. forintów (ok. 1,5 tys. euro), oraz podawać dokładną kwotę wsparcia. Informacje te podlegają następnie ogłoszeniu na platformie elektronicznej, do której dostęp jest publiczny i bezpłatny. Oprócz tego dane organizacje obywatelskie muszę podać na swojej stronie internetowej i w swoich publikacjach, że są „organizacją otrzymująca wsparcie zagraniczne”.
Ustawę do TSUE zaskarżyła Komisja Europejska, której zdaniem prawo ustanowione przez Budapeszt narusza szereg praw chronionych Kartą praw podstawowych Unii Europejskiej. Chodzi o przepisy chroniące prywatność, dane osobowe i wolność zrzeszania się.
Rzecznik TSUE podzielił opinię KE, co jest niejako zapowiedzią wyroku, który zostanie ogłoszony w ciągu najbliższych tygodni. Węgry będą musiały zmodyfikować swoje przepisy tak, aby nie stały w sprzeczności z prawem unijnym.

Polska anarchii prawnej

Tak naprawdę nie mamy już zaufania do najważniejszych organów, które mają podejmować decyzje ostateczne. Obecnie wiemy, że w tych nowych Izbach znalazły się osoby wybrane w niekonstytucyjnym trybie, z udziałem niekonstytucyjnego organu i w oparciu o przesłanki polityczne. W tym momencie tracimy więc zaufanie nawet do Sądu Najwyższego. To jest poważny problem, z którym przychodzi nam żyć. To jest stan anarchii prawnej, który został przez partię rządzącą zbudowany – mówi prof. Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego, w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co). – Demokratyczne państwo – kiedy znowu takim się staniemy – będzie musiało się do tego w jakiś sposób odnieść – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu pierwszy protest wyborczy PiS-u dotyczący okręgu 75. Jest pan zaskoczony?

RYSZARD BALICKI: Informacja o tym, że skład trzyosobowy pozostawił bez dalszego biegu protest, który był zgłoszony bez żadnego merytorycznego uzasadnienia, nie może zaskakiwać. Ten protest nie miał żadnych podstaw prawnych, więc tak należało z nim postąpić, ale prawdą też jest, że po tym składzie Izby mogliśmy się spodziewać wszystkiego.
Cieszę się jednak, że przeważyła wiedza i profesjonalne podejście wśród członków tego składu. To jest informacja pozytywna i optymistyczna.

Liczy pan na podobne decyzje przy pozostałych protestach?

Uważam, że w każdej sprawie, w której nie ma potwierdzonej informacji o złamaniu prawa, takie rozstrzygnięcie powinno zapaść. Taka jest konsekwencja procedury protestów wyborczych, które składa się wtedy, kiedy są wątpliwości co do prawidłowości przebiegu wyborów albo rozstrzygnięcia, które zostało uczynione. W innej sytuacji protest jest bezzasadny i tyle.
Co należy zrobić z szefem NIK-u Marianem Banasiem? Co kilka dni pojawiają się kolejne obciążające go informacje.
Musimy mieć świadomość, że nie mamy dostępu do wszystkich informacji i tak naprawdę nie wiemy, co było w tych zeznaniach majątkowych pana Banasia. Być może jakimś rozwiązaniem byłoby wszczęcie procedury odpowiedzialności konstytucyjnej, ale musielibyśmy analizować szczegóły, bezpośrednio dotyczące danej osoby, a nie mamy takiej możliwości. Najważniejszy wniosek z tej całej sytuacji powinien być jednak jeden – nie można wybierać na najważniejsze urzędy osób wyłącznie w oparciu o kryteria polityczne. Ważne są kryteria merytoryczne i moralne, a w tym przypadku okazało się, że kandydat ich nie miał.

Czy należy próbować zmienić konstytucję, aby móc go odwołać? A może próbować zwykłą ustawą zmienić zasady odwołania szefa NIK-u, tak jak PiS próbował w przypadku I prezes SN? Jak rozwiązać tę patową sytuację?

Oczywiście nie należy zmieniać konstytucji w związku z pojedynczym przypadkiem, który tak naprawdę jest dowodem na błąd ugrupowania rządzącego. Konstytucja jest dokumentem ważnym i nie można z byle powodu, nawet tak poważnego jak obecna sytuacja szefa NIK-u, próbować w niej manipulować. Tym bardziej, że mamy taki a nie inny czas polityczny i obecnie każda próba zmiany konstytucji skończyłaby się dla tej konstytucji na pewno źle.
Po drugie: czy należy stosować jakieś kruczki ustawowe? Nie ja jestem od doradzania partii rządzącej, ale gdyby mnie o to spytano, to na pewno nie doradzałbym stosowania żadnych „wytrychów” prawnych. Mogę zachęcić tylko do jednego, aby na stanowiska, które należy obsadzić, wybierać osoby kompetentne, o wysokich kwalifikacjach merytorycznych, ale i moralnych. To jest tak naprawdę jedyny sposób na uniknięcie problemów podobnych do obecnego.
Sprawa pana Banasia wzięła się z błędnych decyzji partii rządzącej i to ona musi znaleźć jej rozwiązanie.

Pytanie, czy będzie chciała.

No cóż, sposób i efekty postępowania w sprawie pana Banasia będą tylko potwierdzeniem, jakie zamiary ma partia rządząca i jakie wartości są dla niej ważne.

Sędzia SN Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny sędziów, nie znalazł podstaw, by wszcząć postępowania dyscyplinarne wobec bohaterów afery hejterskiej, m.in. wiceministra Piebiaka. To polityczna decyzja?

Trudno ją inaczej oceniać, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że sędziowie i prokuratorzy są ścigani przez rzeczników dyscyplinarnych z bzdurnych powodów, a czasami bez powodu. Opinia „nic się nie stało” w odniesieniu do sytuacji, w którą zamieszane były osoby na najwyższych stanowiskach obecnej władzy, musi zaskakiwać, ale jeżeli to pan rzecznik Schab, powołany do pełnienia tej funkcji przez pana Zbigniewa Ziobrę – ministra, prokuratora i polityka w jednym – wystawia certyfikat dla pana ministra Piebiaka, to nie mam nic więcej do powiedzenia.

Czy pana zdaniem żyjemy w państwie prawa?

Niestety nie. Konstytucja co prawda taką formułę wprowadza, ale rzeczywistość polityczna pod rządami partii rządzącej doprowadziła do sytuacji, że to nie normy prawne, lecz decyzje określonych osób mają charakter decydujący. Nie jesteśmy już państwem prawa takim, jak opisuje to nasza konstytucja.

Jakie to rodzi konsekwencje? Mieliśmy przykład, czym to grozi przy składaniu protestów wyborczych, które budziły realne obawy o uczciwy wynik nowej Izby SN.

Jeżeli mówimy o protestach wyborczych, to musimy sobie uświadomić, że problemem nie jest sam protest wyborczy, zwłaszcza gdyby był dobrze uzasadniony. Taka procedura przysługuje zarówno wyborcom, jak i przedstawicielom komitetów wyborczych. Oczywiście zdziwienie musiało budzić uzasadnienie protestów co do niektórych z nich, czyli brak wykazania złamania zasad prawa wyborczego. Sytuacja staje się jednak poważniejsza, jeżeli weźmiemy pod uwagę, w jakim państwie żyjemy. Istnieje poważna obawa, że partia rządząca, wykorzystując wcześniej podjęte polityczne decyzje i ukształtowany w ten sposób skład izby, ma wpływ na stwierdzenie ważności wyborów i może w tym trybie dokonać zmiany werdyktu wyborców. To jest przerażające.
My tak naprawdę nie mamy już zaufania do najważniejszych organów, które mają podejmować decyzje ostateczne. Dotychczas sprawa była jasna: werdykt SN był uznawany za ostateczny i nawet jeżeli strony się z nim czasem nie zgadzały, to wiedziały, że był to wyrok wydany w oparciu o literę prawa przez najlepszych sędziów, ekspertów z danej dziedziny prawa. Obecnie wiemy, że w tych nowych Izbach znalazły się osoby wybrane w niekonstytucyjnym trybie, z udziałem niekonstytucyjnego organu i w oparciu o przesłanki polityczne. W tym momencie tracimy więc zaufanie nawet do SN. To jest poważny problem, z którym przychodzi nam żyć. To jest stan anarchii prawnej, który został przez partię rządzącą zbudowany.

Co, jeżeli niekonstytucyjny sędzia SN wyda decyzję? Gdzie się od niej odwołać?

W chwili obecnej takiej procedury nie ma, chyba że będziemy próbować dochodzić sprawy w sądach międzynarodowych. Jestem przekonany, że docelowo potrzebne będą rozwiązania ustawowe, które będą musiały odnieść się do ważności takich orzeczeń. Z jednej strony mamy do czynienia z osobą nieuprawnioną do wydawania orzeczeń, ale z drugiej strony – z konkretnymi sprawami konkretnych osób, które mają prawo do rozwiązania sporu na drodze sądowej. Tego nie można pozostawić bez rozstrzygnięcia.
Demokratyczne państwo – kiedy znowu takim się staniemy – będzie musiało się do tego w jakiś sposób odnieść.

Pana zdaniem nie jesteśmy obecnie demokratycznym państwem?

Demokracja to nie tylko wybory. Wybory się odbyły i wybraliśmy ugrupowanie, które może i powinno rządzić, ale demokracja to również poszanowanie zasad konstytucyjnych. Niestety, tych zasad partia rządząca nie przestrzega.