Skończmy z śmieciowym jedzeniem

Z Moniką Mrozowską, aktorką, propagatorką zdrowego odżywiania i autorką książek kulinarnych rozmawia Dorota Tuńska.

W książce „Ekonomiczna logiczna kuchnia”, podaje Pani szereg przepisów na zdrowe, smaczne i niedrogie posiłki. Co sprawiło, że zaczęła się Pani interesować zdrowym odżywianiem?
Przejście na dietę wegetariańską, siedemnaście lat temu. Wtedy jednak, poza tym, że przestałam jeść mięso, nie odżywiałam się zbyt zdrowo. Zmiana odżywiania wymusiła na mnie poszukiwanie różnych nowych składników, którymi mogłam zastąpić mięso. Na moim talerzu zaczęło pojawiać się zdecydowanie więcej roślin strączkowych, więcej świeżych warzyw, owoców, nieprzetworzonych produktów. Zaowocowało to moim lepszym samopoczuciem, lepszym wyglądem, zaczęłam też lepiej funkcjonować. Poczułam się odpowiedzialna za to czym karmię swoją rodzinę.
Dlaczego w ogóle przeszła Pani na wegetarianizm?
To był przypadek. Wyjechałam z przyjaciółmi na wakacje do Grecji, był środek lata, bardzo gorąco. Żywiliśmy się głównie owocami i warzywami, jedliśmy sałatki, sami sobie przygotowaliśmy posiłki, uprawialiśmy też sport. Po dwóch tygodniach wróciłam dużo szczuplejsza, w dużo lepszej kondycji, miałam więcej energii. Bardzo spodobał mi się ten stan i stwierdziłam, że spróbuję na jakiś czas zrezygnować z jedzenia mięsa. Mijały kolejne tygodnie i mięsa wcale mi nie brakowało. Stwierdziłam, że już tak pozostanie. Nie było to związane z żadnym podejściem ideologicznym ani moralnym, nie wywierałam na sobie presji, że ja absolutnie mięsa nie będę jadła. Po roku stosowania takiej diety, stwierdziłam, że naprawdę dużo lepiej się czuję i nie ma sensu do mięsa wracać.
Dziś też mogłaby Pani tak powiedzieć?
Oczywiście, jestem dobrym przykładem, że to się faktycznie sprawdza. Przy odchudzaniu nie ma żadnego efektu jojo, jaki występuje przy niektórych dietach, nie ma spadku energii. Wyniki moich badań są bardzo dobre. Byłam trzykrotnie w ciąży będąc już na tej diecie. Teorie niedoboru witamin u wegetarian nie mają pokrycia. Po sobie widzę, że można bardzo dobrze funkcjonować odżywiając się warzywami, mieć dużo energii, być aktywnym fizycznie, urodzić trójkę dzieci i wciąż czuć się dobrze. Jem bardzo dużo masła i oliwy z oliwek, nie jest to kuchnia niskokaloryczna – ale unikam słodyczy, używam jedynie miodu lub cukru do kawy (to jedyna okoliczność kiedy w ogóle stosuję cukier). Gdy jestem głodna, nie sięgam po batonik lub czekoladkę, tylko wolę ugotować zupę czy zjeść coś konkretnego, co spowoduje, że będę czuła się najedzona i za chwilę nie będę mieć wyrzutów sumienia, że się zapchałam złym jedzeniem.
Zaleca Pani wegetarianizm innym?
Nie namawiam, żeby ludzie przechodzili na dietę wegetariańską, tylko żeby bardziej uważnie przyjrzeli się temu co jedzą. W książkach staram się nie podkreślać, że jest to kuchnia wegetariańska. Moja kuchnia jest bardzo prosta i bazuje na składnikach, które co najmniej w 80 proc. są dostępne w każdym sklepie, nie tylko w miastach. Nawet jeśli takich zdrowych, lekkich posiłków w tygodniu będzie kilka, to już to korzystnie wpłynie na zdrowie. Zmiany lepiej wprowadzać powoli, zjadać mięso raz lub dwa razy w tygodniu, a resztę posiłków przyrządzać warzywnych.
Zapewne te zasady wciela Pani w domu, Czy domownicy przyjmują taką dietę z entuzjazmem?
Staram się, ale z dziećmi jest ciężko bo są najbardziej opornym tworzywem. Nie jestem mamą-terrorystką. Od czasu do czasu kupuję im słodycze, lub inne rzeczy, które może nie do końca są zdrowe. Natomiast ich bazą są w 80 proc. takie składniki, które ja uważam za odpowiednie. U nas w domu je się dużo kaszy. Mój syn jest fanem pizzy, robię ją dla niego z mąki z pełnego przemiału, z mąki orkiszowej. To zupełnie inna pizza, zdrowsza od tej, którą bym zamówiła na
telefon z jakiejś restauracji.
Chyba dziś już zauważamy, jak duży wpływ ma odżywianie na zdrowie?
Coraz bardziej to do nas dociera. Po zachłyśnięciu się kuchnią fast foodową, wysoko przetworzoną, wiemy jakie to niesie tragiczne konsekwencje. Widzimy to choćby na przykładzie mieszkańców Stanów Zjednoczonych. My jeszcze do tego etapu nie doszliśmy ale niestety jesteśmy coraz bliżej. To może ostatni moment, kiedy możemy zrobić w tył zwrot i wrócić do produktów tradycyjnych, które w naszej kuchni były od zawsze, na przykład do kaszy gryczanej, jaglanej, pęczaku. Kiedyś kojarzyły się one z kuchnią biedną, dziś zaczynają wracać do łask. Możemy teraz jeść bardzo prosto i zdrowo bez zachwytu tym co przyniosła nam kuchnia z zachodu, bo widzimy, że taki sposób żywienia nieuchronnie prowadzi do braku zdrowia.
Powinniśmy wypracować nowe nawyki, jadać więcej warzyw i owoców, ale gdzie kupować produkty dobrej jakości?
To naprawdę obojętne, gdzie robimy zakupy. Warto przywiązywać wagę nie do miejsca, w którym kupujemy, lecz do samego produktu. Możemy je kupować i w supermarkecie i na bazarku i w sklepiku pod blokiem. To są artykuły czasami bardzo tanie i ogólnie dostępne, w każdym sklepie jesteśmy w stanie znaleźć np. czerwoną soczewicę. Ona nie musi być certyfikowana. Uważam, że lepiej jeść cały czas produkty nisko przetworzone, które niekoniecznie są certyfikowane niż jeść raz na dwa tygodnie posiłek super zdrowy, a przez cały czas żywić się jedzeniem śmieciowym. Warto zachować złoty środek i być w tym konsekwentnym. Kluczem do zdrowia jest to, że będziemy opierać swoją dietę na składnikach jak najmniej przetworzonych i świeżych.
Certyfikaty nie są istotne?
Często producenci nie decydują się na certyfikaty bo wiążą się one z dużymi kosztami. Jest wielu producentów, którzy oferują naprawdę bardzo dobre, niecertyfikowane produkty – ale nie zabiegają o certyfikaty właśnie z tego powodu. Dzięki temu my konsumenci możemy je kupić w niższej cenie. To istotny czynnik ekonomiczny. Taka żywność może nie jest z najwyższej półki, ale nie jest jedzeniem śmieciowym. Uważam, że to nieprzyzwoite kazać ludziom kupować super żywność i wydawać na nią trzy czwarte pensji. Na takie zakupy nas nie stać. Jeżeli ja mam promować coś dla 1 procenta ludzi to źle się z tym czuję i wolę znaleźć złoty środek, który pozwoli, że i mnie będzie stać na te zakupy, i moją mamę.
Proszę podać przykład jakiegoś dania na obiad, które serwuje Pani swej rodzinie.
Może risotto z kaszy orkiszowej, 4 porcje, koszt niespełna 20 zł: 300 g kaszy orkiszowej, średnia marchewka, średnia cebula, 70 g masła, pół łyżeczki soli, 90 g sera parmezanu. Kaszę gotujemy w lekko osolonej wodzie, na małym ogniu ok. 10 minut, aż stanie się miękka. Na dwóch łyżkach masła podsmażamy – od czasu do czasu mieszając – poszatkowaną cebulę i startą na tarce o drobnych oczkach marchewkę, aż warzywa się zeszklą (ok. 10 minut). Ugotowaną kaszę dorzucamy do podsmażonych warzyw. Dodajemy resztę masła, sól i starty także na drobnej tarce parmezan. Dokładnie mieszamy.
Jakie produkty powinno się definitywnie wyeliminować z diety?
Czasem jestem przerażona tym, jakie zakupy robią ludzie. To się nie mieści w głowie – kupują np. zgrzewkę napojów gazowanych, słodzonych dla rodziny z dziećmi. I oni przez cały tydzień będą to pić zamiast wody czy soków! Słodycze są kupowane w ilościach hurtowych, kształtujemy złe nawyki w domu. Stawiamy na stole miskę ze słodyczami do której każdy ma dostęp. Jeżeli dziecko zjada pół kilograma cukierków nie można od niego oczekiwać, że zje obiad, bo nie ma na niego miejsca.
Czy żyje Pani ekologicznie?
Staram się. Dużą uwagę zwracam na oszczędność energii, zawsze gaszę światło po sobie, nie zużywam wody na potęgę, bo mam świadomość, że przekłada się to na zasoby wody na naszej planecie. Zakupy robię w sposób przemyślany, nie kupuję tego co mi wpada w ręce. Przemyślane życie, przemyślane zakupy, przemyślane działanie – tego powinni uczyć dzieci w szkołach. Wystarczy na każdym kroku zwracać uwagę dzieciom, żeby nie marnowały papieru, szanowały inne dobra materialne. Wszyscy się dziwią, że moje dzieci się nie buntują gdy idziemy na zakupy do second handu i one tam sobie szukają spodni czy swetra. One wiedzą, że muszą szanować swoje rzeczy, bo te rzeczy za kilka lat przydadzą się komuś innemu. To są elementarne zasady, które powinny obowiązywać w każdym domu.
Dziękuję za rozmowę.

Więcej proszku w proszku?

Europarlament przyjął przepisy mające zapobiegać podwójnej jakości wyrobów sprzedawanych w zachodniej i wschodniej części Unii Europejskiej.

Badania, z których korzystał Parlament Europejski, pokazują, że chociaż żywność sprzedawana w państwach UE w Europie Środkowej i Wschodniej jest bezpieczna, to ma niższą jakość niż produkty sprzedawane w tym samym opakowaniu (a niekiedy i w tej samej cenie) w Europie Zachodniej.
Na przykład, paluszki rybne sprzedawane na Słowacji zawierały mniej ryby niż te same paluszki sprzedawane w Austrii (58 proc. i 65 proc.). Spośród 96 badanych produktów, które były sprzedawane na Węgrzech, 71 różniło się składem w porównaniu z produktami oferowanymi we Włoszech i w Austrii. Różnice dotyczyły np. kosmetyków, środków czystości i karmy dla zwierząt.
Przyjęte przez PE przepisy zmieniają 4 dyrektywy w sprawie ochrony konsumentów. Zostaną teraz przedłożone do zatwierdzenia Radzie UE, a państwa członkowskie będą mieć dwa lata na wdrożenie dyrektywy licząc od daty jej wejścia w życie. Potem nieuzasadnione różnicowanie produktów ze względu na kraj przeznaczenia będzie stanowić nieuczciwą praktykę rynkową.
Przepisy te zostaną u nas wdrożone w nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która będzie implementacją unijnej dyrektywy.Jeśli przedsiębiorca będzie stwarzał błędne wrażenie, że produkty sprzedawane pod tą samą marką w różnych krajach członkowskich UE są identyczne, podczas gdy w rzeczywistości mają one różną jakość i skład, to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł interweniować. Nie każda różnica będzie jednak oznaczać, że mamy do czynienia z podwójną jakością – zastrzega UOKiK.

Zakupy z podwyższonym ryzykiem

Jeśli kupujemy przez Internet, poznajmy dobrze swoje prawa i starajmy się zachować jak najwyższą ostrożność.

 

Z międzynarodowego badania, analizującego funkcjonowanie e-sklepów wynika, że aż co piąty kupujący narzeka na niedotrzymywanie terminu dostawy przez internetowych sprzedawców. 11 proc. ankietowanych przyznaje, że otrzymało uszkodzoną przesyłkę, a 7 proc. nigdy nie dostało zakupionych przedmiotów.
Blisko 4 na 10 kupujących ma świadomość, że internetowe transakcje wiążą się z ryzykiem. Problemy z realizacją zamówienia, na przykład możliwość otrzymania przesyłki po ustalonym czasie, wadliwy towar lub trafienie na nieuczciwego sprzedawcę, który uchyla się od wysyłki mimo zapłaty, są ciemną stroną zakupów on-line – i podobne „przygody” mogą spotkać każdego e-klienta.
Zagrożeniem jeszcze większego rzędu jest możliwość utraty wszystkich pieniędzy ze swojego konta, jeśłi trafi się na złodziei internetowych, którzy pod pozorem sprzedaży towarów włamują sie na rachunki bankowe. Zjawisko to nasiliło się do tego stopnia, że specjaliści namawiają, by tworzyć oddzielne subkonta internetowe, na których będzie tylko taka kwota, jaka jest konieczna do przeprowadzenia danej transakcji. Dzięki temu, jeśli trafimy na złodziei, stracimy tylko kwotę przeznaczoną na jeden konkretny zakup.

 

To, czego nie widać

Jednakże, mimo tych wszystkich zagrożeń, jak wynika z raportu „E-commerce 2018”, już blisko 55 proc. polskich internautów, czyli ok. 14 mln osób kupuje w sieci, a wartość rodzimego rynku handlu on-line na koniec tego roku może wynieść nawet 50 mld zł.
Zakupy w sklepach internetowych, choć bardzo niebezpieczne, są szybkie i wygodne, dlatego decyduje się na nie coraz więcej konsumentów. Warto wiedzieć, jakie prawa przysługują kupującemu, gdy sklep nie wywiązuje się ze swych obowiązków. Niewiedza może w takich sytuacjach sprawić, że narazimy się na straty finansowe i zapłacimy za zakupy dwa razy.
Gdy robimy zakupy w sklepie stacjonarnym, możemy dokładnie obejrzeć każdy produkt, a jeżeli mamy wątpliwości co do jakości czy specyfiki oferowanego towaru, możemy od razu skonsultować się ze sprzedawcą. Specyfika zakupów przez Internet to uniemożliwia, dlatego należy składać zamówienia wyłącznie w tych e – sklepach, które przy każdym artykule zamieszczają jego dokładny opis i oczywiście zdjęcie.
Przykładowo, w przypadku sprzętu elektronicznego będą to wszelkie niezbędne parametry techniczne urządzenia, które pozwolą nam ocenić jego funkcjonalność. Z kolei, gdy kupujemy odzież, niezbędne jest podanie informacji o rozmiarze i materiale, z którego zostało wykonane ubranie. Sprzedawca ma również obowiązek poinformować kupującego o warunkach złożenia zamówienia oraz sposobie dostawy zakupionego towaru.
Szukamy tych wszystkich informacji w regulaminie sklepu internetowego, który sprzedawca powinien zamieścić w serwisie. Każdy przedsiębiorca ma możliwość dowolnej redakcji takiego dokumentu, ale jego treść powinna być zgodna z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawą o prawach konsumenta. W regulaminie e-sklepu znajdziemy szczegółowe wytyczne dotyczące sposobu składania zamówienia, metod płatności za zakupiony towar, możliwych opcji dostawy, a także informacje o procedurze zgłaszania reklamacji, czy dokonaniu ewentualnego zwrotu. Szczególnie należy zwrócić uwagę na zapisy dotyczące tych ostatnich kwestii. Jeżeli będą one opisane mało starannie i tym samym będą wprowadzać klienta w błąd, powinniśmy zrezygnować z zakupów. W innym przypadku bowiem, z powodu nierzetelności sprzedawcy, możemy narazić się na straty finansowe i konieczność dochodzenia swoich praw przed sądem.
Przesyłka powinna trafić pod nasze drzwi nie później niż w ciągu 30 dni od zakupu, chyba że regulamin sklepu mówi inaczej lub sprzedawca zastrzegł, że potrzebuje więcej czasu na dostawę, bo np. zamawiamy przedmioty z zagranicy. Jeżeli podany termin się wydłuża, klient może w porozumieniu ze sprzedawcą wyznaczyć nową datę, ale może również odstąpić od umowy.

 

Czas dla niezdecydowanych

Nie zapominajmy również, że kupując przez Internet, zawieramy ze sprzedawcą umowę na odległość, a to daje nam prawo do odstąpienia od niej w ciągu 14 dni bez podania przyczyny. Jeżeli sklep nie poinformuje kupującego o takiej możliwości, wspomniany termin wydłuża się do 12 miesięcy. Każdy klient, który kupuje w e-sklepie, ma prawo się rozmyślić i zwrócić towar lub wycofać się z umowy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Decydując się na taki krok, należy poinformować o tym fakcie sprzedawcę w ciągu 14 dni, licząc od daty zawarcia umowy, najlepiej w formie pisemnego oświadczenia przesłanego poczta tradycyjną, a następnie w ciągu następnych dwóch tygodni odesłać kupiony przedmiot. To, czy w takim przypadku będziemy musieli zapłacić za przesyłkę zwrotną, najczęściej określa regulamin danego sklepu, dlatego trzeba szukać wiadomości na ten temat na stronie sprzedawcy.
Powinniśmy też uważać na zapisy, które nie zawsze są zgodne z prawem:
– Dla przykładu, jeżeli chcemy zrezygnować z zakupu, sprzedawca nie może odmówić zwrotu nieużywanego towaru, jeżeli nie posiadamy oryginalnego opakowania. Kwestią sporną bywa termin zwrotu kosztów zakupu, dlatego warto pamiętać o tym, że sklep powinien zwrócić nam środki w ciągu 2 tygodni, licząc od daty poinformowania o odstąpieniu od umowy, ale może również wstrzymać się z tym krokiem do czasu otrzymania zwracanej rzeczy albo dowodu jej wysłania. Co istotne, zwrot nie zostanie uznany, jeśli kupiliśmy przedmiot, który został wykonany specjalnie na nasze zamówienie – mówi Izabela Kędzierska-Woźniak, ekspert Intrum.
Z prawa do zwrotu towaru możemy oczywiście także skorzystać, gdy otrzymamy nieco inny przedmiot, niż ten, który zamówiliśmy. Zdarza się bowiem, że sklepy wysyłają towar w tej samej cenie i o podobnych parametrach, gdy zamówionego przez klienta produktu np. zabrakło w magazynie lub przestał być produkowany.
W takiej sytuacji sklep może zaoferować zamiennik, ale sprzedawca powinien jednocześnie poinformować kupującego o tym, że ma prawo zrezygnować z zakupu, czego skutkiem będzie zwrot kwoty wpłaconej za zamówienie. Od umowy możemy odstąpić również wtedy, gdy zastępczy produkt został już do nas wysłany, na co w takim przypadku mamy 10 dni – dodaje Izabela Kędzierska-Woźniak.

 

Gdy trzeba reklamować

Kupując w sieci możemy otrzymać zamówiony towar z uszkodzeniami lub niekompletny. Już przed złożeniem zamówienia należy więc zapoznać się z procedurą zgłaszania reklamacji, opisaną w regulaminie sklepu internetowego i sprawdzić czy, i w jakich przypadkach będzie obowiązywać gwarancja. Nie każdy wie, że reklamacji podlega nie tylko uszkodzony towar posiadający wady, ale także taki, który jest niezgodny ze specyfikacją przedstawioną na stronie sprzedawcy lub nie spełniający wszystkich funkcji, które obiecywał producent.
Zdarza się, że po złożeniu reklamacji sprzedawca kieruje klienta prosto do producenta, ale pamiętajmy o tym, że kupujący ma prawo reklamować nabyty przedmiot bezpośrednio w sklepie, w którym zrobił zakupy. Przeważnie mamy na to 2 lata, chyba że producent sam określa czas obowiązywania gwarancji. Jeśli jest ona drastycznie krótka, na przykład trzymiesięczna, najlepiej nie kupować takiego towaru.
W reklamacji trzeba zawrzeć datę nabycia towaru i jego otrzymania oraz szczegółowy opis usterki ze wskazaniem, w jakich okolicznościach się ujawniła. Reklamując zakup, możemy domagać się naprawienia nabytej rzeczy, otrzymania nowego egzemplarza lub zwrotu pieniędzy. Nie mamy jednak wpływu na to, który z tych trzech sposobów zostanie zastosowany. – Spełnienie naszych oczekiwań będzie zależeć od decyzji sklepu, charakteru wady czy polityki producenta – wskazuje ekspertka Izabela Kędzierska-Woźniak.
Uszkodzony towar należy odesłać wraz z pismem reklamacyjnym. Co do zasady, gdy reklamacja jest uzasadniona, za przesyłkę zapłaci sprzedawca, jeśli jednak zostanie ona odrzucona – koszt ponosi kupujący. Po zgłoszeniu reklamamacji sklep powinien w ciągu 14 dni udzielić odpowiedzi, czy ją przyjmuje, czy nie. Jeżeli w tym czasie nie odpowie, uznaje się, że wymagania klienta zostają spełnione.
Gdy pojawią się problemy z realizacją zamówienia i wyegzekwowaniem naszych praw, możemy zwrócić się do instytucji, które teoretycznie mają pomagać konsumentom w takich sytuacjach, czyli do Rzecznika Konsumentów i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeśli jednak natrafiliśmy na nieuczciwego sprzedawcę, który mimo zapłaty zwleka z wysyłką towaru i unika z nami kontaktu, warto zgłosić to na policję.
Pamiętajmy także, że aby dochodzić swoich praw w ewentualnym sporze z e-sprzedawcą, powinniśmy zachować wszelkie dowody dokonywanych transakcji, wiadomości mailowe z potwierdzeniem zamówień, poświadczenia wpłat oraz wszelką korespondencję ze sklepem.