Trzy migawki

1.
Na oczach policyjnego operatora skuto kajdankami starszą kobietę (RPO tym razem zmilczał). Kobieta nie jest pospolitą „starszą kobietą”, a – rzutkim przedsiębiorcą. Tak rzutkim, że – gdy jej pracownik, zatrudniony nielegalnie, zasłabł na hali, gdzie panowały „afrykańskie temperatury” – wrzuciła tego robotnika do samochodu, wywiozła do lasu i tam porzuciła.
Robotnik zmarł. Miał żonę i dzieci.
Kobieta była Polką, a robotnik – Ukraińcem.
Nie – odwrotnie.
Bo potworem człowiek się staje nie ze względu na przynależność narodową, a przez hodowanie w sobie podłego charakteru. Co jest łatwe w systemie totalnego „laisser-faire” i uznania „Dekalogu” za „ramówkę dla kodeksów: karnego i cywilnego” (cytat z internauty, raczkującego co dopiero ateisty).

2.
W telewizyjnym programie „Tancerz Roku” – para laureatów sprzed kilku laty. Olśniewający występ – choreografia i wykonanie na światowym poziomie. Dziewczyna i chłopak, autor choreografii.
Po występie – pyta ich prezenterka o plany.
Ona jest jeszcze w polskim balecie „narodowym”, on już tańczy za granicą.
I wkrótce – oboje umkną. Nie zapamiętałam: do Berlina czy do Paryża… Wcześniej pokończyli zapewne drogie polskie szkoły baletowe, opłacone głównie z podatków „taniej polskiej siły roboczej”, która jest tak niemądra, że z Polski jeszcze nie wyjechała.
Ani tancerka ani tancerz nie bąknęli „dziękuję”. Wzorem – „kolegów-lekarzy”, „koleżanek-pielęgniarek” i innych, równie cynicznych, inżynierów i wszelkiej maści komputerowców…
Wszystko w imię „wolności jednostki” i „nieskrępowanego prawa do rozwoju”.
Trudno mi będzie im współczuć, gdy za kilka lat okaże się, że dziewczyna tańczy „na rurze”, a chłopak wymyśla do tego popisu choreografię.
Bo i tak się to może skończyć.

3.
Wedle znawców tematu, wkrótce usmażymy się jak dorsze na oleju, a to i z tego powodu, że wielu wsiada do samochodu (wysoki nakład materiałów i energii), aby za rogiem kupić papierosy (trucizna, która wymusi wysoki nakład na materiały i energię w trakcie leczenia raka płuc lub krtani, robocizny nie licząc).
Jadę sobie motorowerkiem „Antonim” (jako tzw. element wiejskiej biedoty) i liczę: Gdy dojedziemy do Krzyża, zużyjemy pół litra benzyny (2,5 zł).
Mijają nas auta z pojedynczymi kierowcami w środku (dolna strefa klasy średniej), którzy także pragną znaleźć się w tym Krzyżu. Na benzynę wydadzą circa 8-10 złotych.
Wszyscy wytworzymy CO2 – kierowcy jednak więcej ode mnie.
Skoro tak – myślimy sobie z „Antonim” – po kiego będziemy tak ten klimat chronić. I machnęliśmy się do Drawin, gdzie ślicznie.
I zużyliśmy sobie dalsze pół litra benzyny, otrzymywanej z ograniczonych zasobów ropy naftowej, o która biją się potęgi: amerykańska, chińska, rosyjska i inne, udając, że im o co innego niż o tę ropę idzie.
Tak to rozrzutność klasy średniej deprawuje biedotę, której prominentny przedstawiciel sobie jeszcze przed godziną brodził po kolana w cudnej rzeczce o nazwie Drawa.
Żadnego „klimatycznego” nie płacąc.
Załączam ukłony i pozdrowienia w ten miły, cieplutki dzionek.

Nasza ekologiczna kompromitacja

Górnicza orkiestra grająca na powitanie, poczęstunek z mięsa dzika i jelenia, jednorazowe kubki i serwetki, prezydent Duda mówiący o tym, że węgiel nie szkodzi klimatowi… a to Polska właśnie.

 

– Mamy węgla na 200 lat i trudno, żebyśmy z tego naszego surowca, który daje nam suwerenność energetyczną, zrezygnowali. (…) Użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieraniu o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu i z postępem w dziedzinie ochrony klimatu — taką myślą podzieliła się głowa polskiego państwa 3 grudnia.
Natychmiast zareagowało Greenpeace: „Ta wypowiedź stoi również w całkowitej sprzeczności ze stanem nauki. Wszyscy naukowcy na świecie, wszyscy ludzie, którzy zajmują się klimatem mówią, że jest odwrotnie niż mówi prezydent Duda. (…) Kraje rozwinięte, takie jak Polska, muszą odejść od węgla już do 2030 roku. Wypowiedź prezydenta jest afrontem wobec osób, które przyjechały na negocjacje klimatyczne po, to żeby znaleźć sposób na zatrzymanie tej gigantycznej katastrofy, która będzie zagrażać setkom milionów ludzi na całym świecie”. Sytuację musiał ratować również minister środowiska Henryk Kowalczyk, do którego z opóźnieniem dotarło, co właśnie nawygadywał Andrzej Duda: — Nie będzie zwiększane spalanie węgla. Natomiast przez następne lata będziemy rozwijać energetykę bezemisyjną. To jest zresztą nasze wyzwanie i temu musimy sprostać — plątał się w TVN24, próbując złagodzić słowa prezydenta. — Teraz mamy gospodarkę opartą na węglu i to jest fakt. Na pewno jeszcze przez wiele lat będzie oparta na węglu, chociaż ten udział będzie malał.
Po internecie krążą już dziesiątki memów z Andrzejem Dudą i Arnoldem Schwarzeneggerem, aktorem i byłym gubernatorem Kalifornii, znanym z zaangażowania na rzecz ochrony środowiska i klimatu. Zarówno Arnie, jak i David Attenborough, znany w Polsce lektor filmów przyrodniczych nadawanych w telewizji publicznej, musieli słowa Dudy słyszeć i jeśli nie było dla nich jeszcze jasne, dlaczego w polskim szczycie nie wzięli udziału najważniejsi światowi przywódcy (Putin, Macron, Merkel), to po tej wypowiedzi takim się stało.
Polskie stoiska na COP24 obfitowały w poczęstunek z mięsa dzika i jelenia, dekoracje zrobione z węgla kamiennego (mogliśmy sobie na to pozwolić, w końcu mamy zapasy na 2 stulecia), a także zdjęcia przedstawiające wycinkę drzew (rząd pochwalił się, jak świetną gospodarkę drzewną prowadzą Lasy Państwowe), jednorazowe kubki i serwetki. Zgromadzonym gościom ze 190 krajów zagrała górnicza orkiestra.
A to dopiero początek szczytu COP24, który potrwa 2 tygodnie. Czekają nas zatem jeszcze 2 tygodnie dalszego kompromitowania się przed europejskimi i pozaeuropejskimi sąsiadami. Jeszcze 2 tygodnie zastanawiania się, czy nasi uprawiają trolling idei przyświecających szczytowi sami z siebie, czy może ktoś im za to płaci.
Według Andrzeja Dudy Polska gospodarzy szczytowi „po to, żeby mówić prawdę w sposób wolny od politycznej poprawności dyktowanej przez nie nasze, nie polskie interesy”. To stanowisko zbieżne z poglądami wyrażonymi na antenie TVN24 przez Mariana Piłkę, który uparcie udowadniał, że kiedy jest cieplej i lato trwa dłużej, to ludziom na Ziemi żyje się przyjemniej.
To tak, jakby na światową konferencję zaprosić gremium najbardziej cenionych w świecie specjalistów od chirurgii dziecięcej i forsować na nim pomysł, że operacje są zbędną ingerencją w ciało człowieka.
Polska znów postrzegana będzie jak kuzyn z żółtymi papierami, którego nie należy traktować poważnie, ale śmiechu dostarcza co niemiara. Na 200 kolejnych lat.

Nie będzie Dnia Matki

Nie dla nich.

Doszło do zagłady całego tegorocznego lęgu ptaków gniazdujących na łachach dolnej Wisły na długości stu pięćdziesięciu kilometrów poniżej Włocławka. Zrzut wody na zaporze nastąpił 26 maja między północą a 12.00. Dlaczego? Bo, jak mawiał klasyk, nasze państwo istnieje tylko teoretycznie. Dlatego.
Płocka stocznia Centromost postanowiła podnieść poziom wody na Wiśle, aby spławić do Gdańska barkę, transportującą trzy wyprodukowane przez siebie statki. Gdyby zrobiła to półtora miesiąca później, jak sugerowała m.in. WWF, gniazdujące ptaki i ich jaja nie zginęłyby pod wodą. Ale nasz kraj ma w nosie własne przyrodnicze dziedzictwo. Stocznia bez problemu uzyskała zgodę na dokonanie ekologicznej zagłady w imię dostarczenia sprzętu dla holenderskiego armatora.
Mimo sprzeciwu organizacji ekologicznych, w środku sezonu z pełną świadomością zniszczono lęgi rzadkich gatunków na obszarze Natura 2000, dla których ten obszar w ogóle objęto ochroną. Jak twierdzą przyrodnicy, doszło do umyślnego przestępstwa spowodowania szkód w środowisku.
– Jesteśmy załamani i wkurzeni tym, że instytucje państwowe nie szanują prawa, co jest w tym wszystkim chyba najbardziej frustrujące. To jest kompletna hipokryzja, bowiem obszar Natura 2000 Dolina Dolnej Wisły ustanowiono właśnie po to, by chronić gatunki, których gniazda zniszczył zrzut wody – powiedział Przemysław Doboszewski z Towarzystwa Przyrodniczego ALAUDA.
Bydgoski oddział RDOŚ poinformował, że „podjął kroki mające na celu wyjaśnienie przedmiotowej sprawy oraz wstrzymanie planowanego w ww. terminie zrzutu wody”. Cóż z tego, jest już po ptakach. I to dosłownie.