Lewy trzyma poziom

Po porażce z Borussią Dortmund w Superpucharze Niemiec (0:2) na piłkarzy Bayernu Monachium spadła lawina krytyki, a najwięcej krytykowano Roberta Lewandowskiego. W miniony poniedziałek bawarski zespół zainaugurował swój udział w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec. W wygranym z IV-ligowym Energie Cottbus 3:1 meczu „Lewy” strzelił dwa gole i zamknął usta krytykom. Ale czeka go trudny sezon.

Porażka z Borussią Dortmund podniosła znacznie temperaturę dyskusji o niewielkiej aktywności bawarskiego potentata na rynku transferowym. Swoje trzy gorsze wtrącił do niej także Lewandowski, który po raz kolejny zaapelował do szefów klubu o wzmocnienia. A tu jak na złość gruchnęła wiadomość, że poważnej kontuzji doznał pierwszy na transferowej liście Bayernu reprezentant Niemiec Leroy Sane. W tej sytuacji monachijczycy podjęli rozmowy z Interem Mediolan i wypożyczyli na rok chorwackiego skrzydłowego Ivana Perisicia, wicemistrza świata z mundialu w Rosji.

Poniedziałkowy mecz I rundy Pucharu Niemiec z Energie Cottbus miał poprawić mizerne nastroje wśród kibiców Bayernu, ale zespół z Cottbus, który dopiero co spadł na IV poziom rozgrywek, miał ochotę przypomnieć bawarskiemu potentatowi, że jeszcze dziesięć sezonów temu grał w 1. Bundeslidze. Teraz jego największą gwiazdą jest 36-letni napastnik Dimitar Rangelov, który w przeszłości grał m. in. w Borussii Dortmund. A kilkanaście lat temu w Chociebużu występowali reprezentanci Polski – Radosław Kałużny czy Andrzej Juskowiak.

Trener Bayernu Niko Kovac nie zamierzał lekceważyć przeciwnika i wystawił wszystkich zdolnych do gry graczy. Może przestraszył się na wieść, że w I rundzie ze słabszymi zespołami odpadły ekipy 1.FSV Mainz i FC Augsburg.
Lewandowski wyszedł więc w podstawowej jedenastce i jako pierwszy jeszcze przed przerwą strzelił gola. Drugie trafienie dołożył w drugiej połowie meczu i za swój występ zebrał entuzjastyczne recenzje. „Lewandowski strzelił dwa klasyczne w jego wykonaniu gole. Wypada zauważyć, że w ostatnich 16 występach trafił do siatki aż 20 razy, a pamiętajmy o wakacyjnej przerwie. Nie wpłynęła na jego formę, co oznacza, że Polak wciąż jest niezastąpiony w Bayernie” – napisano w relacji z meczu na łamach „Muenchen Abendzeitung”. Kapitan reprezentacji Polski otrzymał za swój występ notę „2” (w Niemczech ocdeny wystawia się w skali 1-6, przy czym 1 jest oceną najwyższą).
Co ciekawe równie dobrą notę przyznano tylko Kingsleyowi Comanowi. Francuz od czasu słynnej bójki z Lewandowski podczas treningu wyraźnie z nim rywalizuje na boisku, ale też nie unika współpracy. Najsłabsze noty otrzymali natomiast Thomas Mueller i inny z Francuzów, Corentin Tolisso. Bayern z spotkaniu z Energie zagrał w takim oto składzie: Manuel Neuer – Joshua Kimmich, Niklas Suele (89’ Lucas Hernandez), Benjamin Pavard, David Alaba – Corentin Tolisso, Thiago Alcantara, Renato Sanches (63’ Leon Goretzka) – Thomas Mueller, Robert Lewandowski, Kingsley Coman (70’ Serge Gnabry).

Dzięki strzelonym golom Lewandowski odzyskał prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec. Wcześniej pozycje lidera odebrał mu 40-letni Peruwiańczyk Claudio Pizarro, który po dwóch trafieniach dla Werderu Brema w sobotnim meczu Pucharu Niemiec z SV Atlas Delmenhorst (6:1) z dorobkiem 34 bramek o jedną wyprzedził w klasyfikacji strzelców Roberta Lewandowskiego. Odpowiedź „Lewego” była natychmiastowa i teraz z 35 golami na koncie ponownie jest najskuteczniejszym graczem w tych rozgrywkach.

Zespół Bayernu czeka jednak trudny sezon, bo jak na razie z ofensywnych graczy klub pozyskał jedynie 30-letniego Perisicia. Bundesliga nie będzie dla niego nowością. Wcześniej bowiem grał w niej w barwach m.in. Wolfsburga oraz największego rywala Bayernu, Borussii Dortmund. „Jestem szczęśliwy z powrotu do Niemiec. Bayern to jeden z największych klubów w Europie. Chcemy walczyć o zwycięstwo nie tylko w Bundeslidze, ale także w Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów” – skomentował swój transfer chorwacki skrzydłowy. Nie wiadomo jednak jak wkomponuje się w bawarski zespół i jak ułoży sie jego współpraca z Lewandowskim.

 

Lewy przepchnął Bayern do finału

Dwa gole Roberta Lewandowskiego w półfinałowym meczu z Werderem Brema pomogły Bayernowi Monachium w awansie do finału Pucharu Niemiec. Reprezentant Polski ma szansę na wygranie klasyfikacji strzelców także w tych rozgrywkach.

Bayern Monachium w Lidze Mistrzów odpadł w 1/8 finału ulegając ekipie FC Liverpool, ale może jeszcze uratować sezon, bo wciąż ma szansę na zdobycie podwójnej korony w Niemczech. W Bundeslidze prowadzi z jednym punktem przewagi nad Borussią Dortmund, a w Pucharze Niemiec awansował do finału.

Zespół z Bremy ma szansę dostać się do europejskich pucharów z Bundesligi, ale nie chciał rezygnować z okazji zakwalifikowania się do Ligi Europy jako zdobywca Pucharu Niemiec. Co prawda półfinałowy przeciwnik, Bayern Monachium, to przeszkoda przez którą trudno przeskoczyć, lecz Werder ma na koncie sześć triumfów w tych rozgrywkach, a Bayern w poprzednim sezonie odpadł w starciu z Eintrachtem Frankfurt. Poza tym zespół z Bremy podejmował bawarskiego potentata na własnym stadionie, na którym w rozgrywkach Pucharu Niemiec nie przegrał od 31 lat, a kilka dni wcześniej w Bundeslidze przegrał z nim tylko 0:1, utrzymując remis przez 75 minut. To wszystko nastawiło graczy Werderu bardzo bojowo i mecz z Bayernem zaczęli z ogromnym animuszem. W 8. minucie kapitan bremeńczyków Max Kruse mógł dać swojej drużynie prowadzenie, ale przestrzelił nad poprzeczką.

Odwagę gospodarzy zgasił jednak już w 36. minucie Robert Lewandowski, który z kilku metrów po zgraniu Thomasa Muellera wpakował piłkę do bramki rywali. Był to już 30. gol kapitana reprezentacji Polski w jego 42. występie w Pucharze Niemiec. Po chwili trafił ponownie, lecz tego gola sędzia nie uznał.
W 63. minucie wreszcie szczęście dopisało Muellerowi i Bayern prowadził już 2:0. Trener gospodarzy Florian Kohfeldt wprowadził na boisko peruwiańskiego weterana Claudio Pizarro, ale 40-letni napastnik nie wniósł nic do gry. Sytuacja zmieniła się diametralnie w 74. minucie, gdy Yuya Osako zdobył kontaktową bramkę, a trzy minuty później Milot Rashica doprowadził do wyrównania.
Do oczekiwanej przez kibiców dogrywki jednak nie doszło, bo Kingsley Coman został sfaulowany podczas szarży na bramkę Werderu i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł niezawodny w tym elemencie gry Lewandowski i pewnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy Jiriego Pavlenkę. Pod koniec spotkania „Lewy” mógł zaliczyć hat-tricka, ale piłka po jego kąśliwym strzale odbiła się od słupka. W finale Bayern zagra 25 maja z zespołem RB Lipsk, który w drugim półfinale pokonał Hamburgera SV 3:1.
Lewandowski w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec zdobył pięć goli. W Niemczech zauważono jednak, że Bayernowi znów zwycięstwo zapewnili na spółkę Coman i Lewandowski, czyli dwaj zawodnicy, którzy niedawno pobili się na treningu, wywołując małą burzę w szatni Bayernu. Dziennikarze tygodnika „Kicker” z większym uznaniem ocenili występ polskiego napastnika. „Zagrał tradycyjnie na swoim wysokim poziomie, co charakteryzuje go w najważniejszych momentach gry, gdy emocje są największe. Zachowuje wtedy spokój i pod tym względem jest prawdziwym fenomenem” – napisał „Kicker”.

Na takie pozytywne recenzje nie mógł liczyć nowy konkurent „Lewego” w reprezentacji Polski, czyli Krzysztof Piątek. W środę jego zespół, AC Milan, odpadł w półfinale Pucharu Włoch po porażce 0:1 z Lazio Rzym. Polski napastnik otrzymał za swój występ słabe nety, a ponadto chyba po raz pierwszy w tym sezonie włoskie media obarczyły go też winą za porażkę Milanu.
„Polak przez cały mecz był bardzo dobrze pilnowany przez stoperów Lazio, przez co nie zdołał strzelić gola. Jego nieobecność na boisku dla wielu fanów mediolańskiej drużyny była szokiem, ale Piątek po prostu nie był wstanie znaleźć drzwi i wyjść z oblężenia, jakie zafundowali mu na boisku rzymscy gracze” – napisała w meczowej relacji gazeta „Corriere Dello Sport”. Może słusznie, może nie, faktem jest, że Piątek przeżywa teraz to, co dla „Lewego” od lat jest chlebem powszednim.

 

Bayern dobrze trafił w Pucharze Niemiec

Zespół Bayernu Monachium w tym sezonie może zdobyć potrójną koronę, bo nadal jest walczy o trzy trofea – w Lidze Mistrzów walczy w 1/8 finału, w Bundeslidze jest wiceliderem, a w pucharze Niemiec gra w ćwierćfinale.

W tych ostatnich rozgrywkach Bawarczycy w przeprowadzonym w minioną niedzielę losowaniu par 1/4 finału trafili na drugoligowy FC Heidenheim. Zespół ten jest rewelacją rozgrywek o Puchar Niemiec, w poprzedniej rundzie sprawił nie lada sensację, eliminując z pucharowej rywalizacji pokonując 2:1 dobrze spisujący się w ostatnich tygodniach Bayer Leverkusen. W 2.Bundeslidze FC Heidenheim zajmuje aktualnie czwarte miejsce z dorobkiem 37 punktów i wciąż liczy się w walce o miejsce gwarantujące awans do 1. Bundesligi. Lekceważyć zatem tego zespołu nie można i trener Bayernu Niko Kovac raczej na pewno nie wystawi przeciwko niemu rezerwowej ekipy, więc Robert Lewandowski zapewne też będzie musiał powalczyć z drugoligowcami.

A w Pucharze Niemiec nie jest łatwo, o czym przekonał się broniący tytułu Eintracht Frankfurt odpadając już w pierwszej rundzie. W 1/8 finału z rozgrywkami pożegnał się natomiast lider Bundesligi Borussia Dortmund, przegrywając w rzutach karnych z Werderem Brema (po dogrywce było 3:3). Bayern też awansował z trudem wygrywając po dogrywce z Herthą Berlin 3:2.

W ćwierćfinale oprócz starcia FC Heidenheim z Bayernem kibice zobaczą dwie potyczki między zespołami 1. Bundesligi – Schalke z Werderem i Augsburga z RB Lipsk oraz spotkanie dwóch drużyn z 2. Bundesligi – SC Paderborn (7. miejsce) z Hamburgerem SV (lider rozgrywek). Mecze zostaną rozegrane 2 i 3 kwietnia, półfinały zaplanowano na 23 i 24 kwietnia, zaś finał odbędzie się 25 maja w Berlinie.

 

Bundesliga chwali się Lewandowskim

Fot. Robert Lewandowski

 

 

Niemcy mają problem z Robertem Lewandowskim. Jedna media wciąż podważają jego piłkarską wartość, inne na odwrót – chwalą go pod niebiosa.

 

Oficjalna strona internetowa Bundesligi podała ostatnio z dumą wyliczenie, z którego jasno wynika, że Lewandowski jest skuteczniejszy od Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Obliczono, że polski napastnik Bayernu Monachium potrzebuje mniej minut gry na zdobycie gola niż Argentyńczyk i Portugalczyk.

Lewandowski w ostatnich dwóch latach kalendarzowych (2017 i 2018) zdobył 87 bramek w 94 meczach, spędzając na boisku 7759 minut. Średnio na pokonanie bramkarz rywali potrzebował 89 minut. Dla porównania, Messiemu potrzebne było na to 94 minuty (zdobył 93 bramki przebywając na boisku przez 8704 minuty w 104 meczach), zaś Cristiano Ronaldo trafił co 98 minut (82 bramki, 92 mecze, 7940 minuty). „Żaden piłkarz z pięciu najlepszych lig w Europie nie może pochwalić się taką średnią” – podaje portal Bundesligi.

Warto dodać, że „Lewy” w tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w Europie, który zdobył więcej niż 20 bramek (ma na koncie dokładnie 22 gole – 10 w Bundeslidze, osiem w Lidze Mistrzów, trzy w Superpucharze Niemiec oraz jedną w Pucharze Niemiec.

 

Klęska Bayernu w Pucharze Niemiec

Mistrzostwo Niemiec to jedyne trofeum jakie w tym sezonie zdobyli piłkarze najsilniejszego klubu Bundesligi. W finale krajowego pucharu Bayern przegrał z Eintrachtem 1:3.

Tegoroczny finał Pucharu Niemiec był trenerskim pojedynkiem dwóch trenerów Bayernu Monachium – odchodzącego po sezonie na emeryturę Juppa Heynckesa z jego następcą Niko Kovaczem, który latem przejdzie z Eintrachtu Frankfurt do bawarskiego potentata. Bayern był zdecydowanym faworytem do zdobycia 19. w swojej historii Pucharu Niemiec. W Berlinie doszło jednak do sensacji, bo mistrz kraju niespodziewanie przegrał z niżej notowanym Eintrachtem Frankfurt 1:3.

Jednym z nielicznych zawodników bawarskiego potentata, do którego nie było pretensji za występ w sobotnim meczu, był Robert Lewandowski. Reprezentant Polski strzelił jedynego gola dla swojego zespołu i należał do najaktywniejszych na boisku. Surowi zwykle w ocenach „Lewego” niemieccy dziennikarze przyznali, że zasłużył na wyróżnienie. „Strzelił swoją szóstą bramkę w tym sezonie w Pucharze Niemiec. Zrobił to, co do niego należało” – pisano w recenzjach, w których najczęściej napastnikowi Bayernu przyznawano notę „3” (według zasady, że „1” to klasa światowa, a „6” występ poniżej krytyki).

Nawet niechętny „Lewemu” tabloid „Bild” też przyznał mu „3”. Najgorsze noty przyznano natomiast Thiago Alcantarze i Jamesowi Rodriguezowi, co nie dziwi, bo obaj popełnili błędy po których Eintracht zdobył dwie bramki. Najlepszym zawodnikiem finału uznano strzelca dwóch goli dla Eintrachtu Ante Rebicia.

Niko Kovacz pokonał więc Bayern, którego trenerem będzie od 1 lipca. I chce pracować z Lewandowskim. „To napastnik światowej klasy. Bardzo się cieszę, że jest zawodnikiem Bayernu. Krytyka, jaka na niego ostatnio spadła, była nieuzasadniona. Ale w futbolu tak bywa” – stwierdził po meczu.