Odrodzenie Stocha w Rasnovie

W ostatnim przed rozpoczynającymi się w najbliższy weekend światowym czempionacie konkursie Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie nasi zawodnicy znów liczyli się w rywalizacji. Najlepiej z biało-czerwonych wypadł Kamil Stoch, który zajął drugą lokatę i po raz 79. w karierze stanął na podium.

Tydzień wcześniej Stoch zdobył w Zakopanem ledwie 19 punktów do klasyfikacji generalnej PŚ. Tak słabego weekendu z dwoma indywidualnymi konkursami nie miał od listopada 2016 roku, gdy w konkursach w Kuusamo wywalczył tylko 14 pkt. Nic dziwnego, że trzykrotny mistrz olimpijski wpadł w lekką panikę i zamiast jechać ponad tysiąc kilometrów na zawody do Rasnova, rozważał pozostanie w kraju i spokojny trening przed wyjazdem do Oberstdorfu na mistrzostwa świata. Trener kadry Michal Doleżal przekonał go jednak, że lepiej będzie podtrzymać rytm startowy i jak się okazało, czeski szkoleniowiec miał pod tym względem rację. I nie tylko w tym, nie pomylił się także zmieniając Stochowi odrobinę pozycję najazdową. Nie od razu przyniosło to efekt, bo w pierwszym skoku treningowym lider naszej kadry zajął dopiero 29. miejsce na 49 startujących skoczków. Nie rozwiało to więc jego niepokoju, ale potem było już coraz lepiej i 34-letni mistrz z każdym skokiem odzyskiwał moc.
W rozegranym w piątek konkursie indywidualnym dość nieoczekiwanie zajął trzecią lokatę, ale po dyskwalifikacji Helvora Graneruda za nieprzepisowy kombinezon awansował na drugą pozycję. W skokach znów jednak zdecydowanie najlepszy był Norweg (97 m i 96,5 m), także drugi na skoczni Japończyk Ryoyu Kobayashi (94 m i 96 m), lecz dwa skoki Stocha (94 m i 95 m) znów wywindowały go do czołówki. Z Kobayashim przegrał zaledwie o 0,3 pkt. Halvor Egner Granerud i Markus Eisenbichler zostali zdyskwalifikowani po swoich skokach w drugiej serii konkursu Pucharu Świata w Rasnovie i przesunięci na koniec stawki. Przyczyną ich dyskwalifikacji były za duże kombinezony – zarówno u Graneruda, jak i Eisenbichlera. Granerud stracił więc pierwszą lokatę i dwunasty triumf w zawodach Pucharu Świata w tym sezonie, a z jego wpadki skorzystali Kobayashi i Stoch, a także Karl Geiger, który z czwartego awansował na trzecie miejsce.
Stoch kolejny raz w tym sezonie pokazał, że mimo często niewytłumaczalnych problemów z pozycją najazdową zawsze wraca na bardzo wysoki poziom. Przecież tak było po nieudanych dla niego mistrzostwach świata w lotach, gdy nagle i niespodziewanie stał się dominatorem Turnieju Czterech Skoczni. Tak było też po nieudanych i frustrujących treningach w Willingen i Klingenthal, gdzie potem sensacyjnie wskakiwał na podium Pucharu Świata. I tak było teraz w Rasnovie po bardzo niepokojącym Zakopanem. „Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy, zęby ulepszać te skoki. Tutaj ruszyło coś do przodu, zrobiłem krok do przodu. Nie będę sobie jednak robił żadnych nadziei” – przyznał przed kamerami TVP Sport nasz najlepszy skoczek. Na razie może się jednak cieszyć z tego, że już po raz 79. w karierze stanął na podium zawodów PŚ. Pod tym względem zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Lepsi od niego są już tylko Fin Janne Ahonen (108 razy na podium), Adam Małysz (92), Austriak Gregor Schlierenzauer (88) i Szwajcar Simon Ammann (80).
Po Rasnovie w sercach polskich kibiców odżyły nadzieje, że może Stoch zdoła poskromić w Oberstdorfie coraz bardziej aroganckiego Graneruda, ale na rumuńskiej skoczni do dobrego skakania wrócił też Dawid Kubacki, który zajął tak nielubianą przez niego czwartą lokatę tracąc do trzeciego Geigera tylko 0,1 pkt. Tuż za nim na 5. miejscu konkurs ukończył Piotr Żyła, natomiast na 16. pozycji uplasował się Klemens Murańka, na 19. Jakub Wolny, a na 22. Andrzej Stękała. I ta szóstka zawodników w najbliższy weekend pojedzie do Oberstdorfu powalczyć o medale mistrzostw świata.

Klasyfikacja Pucharu Świata:

  1. Halvor Granerud (Norwegia) – 1544 pkt;
  2. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 1018;
  3. Kamil Stoch – 944 pkt;
  4. Robert Johansson (Norwegia) – 774 pkt;
  5. Dawid Kubacki – 758 pkt;
  6. Anże Lanisek (Słowenia) – 749 pkt;
  7. Piotr Żyła – 743 pkt;
  8. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 659 pkt;
  9. Marius Lindvik (Norwegia) – 612 pkt;
  10. Karl Geiger (Niemcy) – 566 pkt;
  11. Andrzej Stękała – 444 pkt;
  12. Jakub Wolny – 146 pkt;
  13. Klemens Murańka – 139 pkt;
  14. Aleksander Zniszczoł – 81 pkt;
  15. Paweł Wąsek – 62 pkt;
  16. Maciej Kot – 17 pkt;
  17. Stefan Hula – 2 pkt;
  18. Tomasz Pilch – 1 pkt.

Klasyfikacja Pucharu Narodów:

  1. Norwegia – 5015 pkt; 2. Polska – 4387 pkt;3. Niemcy – 3441 pkt; 4. Austria – 2957 pkt; 5. Słowenia – 2535 pkt; 6. Japonia – 2342 pkt; 7. Szwajcaria – 501 pkt; 8. Rosja – 434 pkt; 9. Finlandia – 287 pkt; 10. Kanada – 116 pkt; 11. Estonia – 45 pkt; 12. Francja – 25 pkt; 13. Bułgaria – 19 pkt; 14. Włochy – 9 pkt; 15. Czechy – 6 pkt.

Stękała błysnął na Wielkiej Krokwi

Andrzej Stękała został bohaterem polskiej ekipy w sobotnim konkursie na Wielkiej Krokwi, zdobywając po raz pierwszy w karierze miejsce na podium w zawodach Pucharu Świata. Dopiero siódme miejsce zajął lider klasyfikacji generalnej Norweg Halvor Egner Granerud, ale po odwołaniu cyklu zawodów Raw Air nawet ten rezultat zapewnił mu Kryształową Kulę.

Stękała już w serii próbnej zasygnalizował wielką formę, a w pierwszej serii to potwierdził skacząc na odległość 137 metrów. Taki sam wynik uzyskał Słoweniec Bor Pavlovic, ale wyprzedził Polaka lepszymi notami. Obu pogodził Halvor Egner Granerud wynikiem 139 metrów i objął prowadzenie po pierwszej serii. Z jedenastu polskich skoczków, poza Stękałą, żaden nie znalazł się w czołówce. W drugiej serii Stękała wytrzymał presję i zaliczył 133,5 m, co wobec słabego skoku Bora Pavlovcicia (130 m) dało mu awans na drugą pozycję i pierwsze w karierze podium w konkursie indywidualnym Pucharu Świata. Ale nasz skoczek nie przegrał walki o pierwszą lokatę z Granerudem, bo Norweg w drugiej próbie zepsuł skok i wylądował na 129 metrze, przez co zjechał w klasyfikacji na 7. pozycję. Sobotni konkurs wygrał nieoczekiwanie Japończyk Ryoyu Kobayashi (136,5 i 134 m), przed Stękała i Norwegiem Mariusem Lindvikiem (133 i 141,5 m). W czołowej dziesiątce z Polaków znalazł się jeszcze tylko Piotr Żyła, zajmując 8. miejsce. Kubacki zakończył rywalizację na 11. pozycji, a Stoch dopiero na 20, co dla niego, pięciokrotnego triumfatora zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi jest bolesną porażką. Lider naszej kadry pogratulował jednak szczerze sukcesu Stękale, wiele ciepłych słów pod adresem młodszego kolegi z kadry powiedział też Dawid Kubacki. A Piotr Żyła w swoim stylu zakpił: „Dmuchaliśmy mu pod narty, ale chyba musiał coś źle skalkulować, skoro przegrał tylko o 0,3 pkt”. Cała drużyna czekała jednak na dole na drugi skok Stękały, a gdy wszystko było już jasne, Stoch, Żyła i Kubacki, fetowali sukces najmłodszego z ich grona.
Na początku sezonu podczas konkursu drużynowego mistrzostw świata w lotach w Planicy Stoch dziękował Stękale i reszcie kolegów z drużyny, że wciągnęli go na podium „za uszy”. Skoki to sport indywidualny, ale największym nawet gwiazdom potrzebne jest czasem wsparcie kolegów. Stefan Horngacher odrodził Stocha i Żyłę, ale wydobył też z cienia Kubackiego i doprowadził do życiowych wyników Macieja Kota i Stefana Hulę. Z odrodzeniem Stękały nie miał nic wspólnego, bo zakopiańczyk niezłym sezonie w 2005 roku wpadł kryzys i tak naprawdę to jego karierę uratował trener Maciej Maciusiak.
Następca Horngachera, Michal Doleżal, utrzymał poziom drużynę na bardzo wysokim poziomie, po jego wodzą Kubacki i Stoch wygrali Turniej Czterech Skoczni, ale trzeba pamiętać, że biało-czerwoni mają najstarszy zespół w Pucharze Świata. Dlatego chyba z taką radością przyjmujemy fakt, że w ekipie biało-czerwonych pojawił się zawodnik grubo przed trzydziestką zdolny do walki o miejsca na podium. Pytanie tylko czy potrafi na tyle ustabilizować formę, żeby na stałe zostać na poziomie Stocha, Żyły i Kubackiego, a nie stać się sezonowym objawieniem, jak miało to w ostatnich latach miejsce w przypadku Macieja Kota, Stefana Huli, Jakuba Wolnego czy Aleksandra Zniszczoła. Niedzielny konkurs na Wielkiej Krokwi miał dać na nie odpowiedź.
Wszystko wskazuje, że ten nietypowy sezon Pucharu Świata zakończy się sukcesem norweskich skoczków – Granerud ma już tak ogromną przewagę w klasyfikacji generalnej, że nikt już mu Kryształowej Kuli nie odbierze. Tym bardziej, że właśnie władze w jego kraju odwołały z powodu nowych obostrzeń epiodemicznych cykl zawodów Raw Air. Jest za mało czasu na znalezienie odpowiedniego zastępstwa dla tych zawodów, a to oznacza, że Granerud już w sobotę w Zakopanem przyklepał triumf w Pucharze Świata, a reprezentacja Norwegii w Pucharze Narodów. Norwescy skoczkowie nie kryli jednak rozczarowania decyzją swojego rządu, zwłaszcza widząc tłumy ludzi w Zakopanem, do którego w pierwszy weekend po poluzowaniu obostrzeń sanitarnych przyjechało kilkadziesiąt tysięcy turystów.
Na szczęście nie spełnili pogróżek, że zlekceważą zakazy i wejdą siłą na trybuny Wielkiej Krokwi, ale i tak nie obyło się bez interwencji policjantów, mandatów i przepychanek z bawiącymi się na ulicach ludźmi. Ale mimo tych incydentów przybysze i miejscowi trzymali społeczny dystans, ale dzięki temu Zakopanem znów tętniło życiem. Nic dziwnego, że działacze FIS całkiem serio rozważają zastąpienie odwołanego Raw Air jakimś naprędce skleconym cyklem konkursów w Polsce. Prezes PZN Apoloniusz Tajner też jest za tym pomysłem, więc pewnie coś z tego wyjdzie.

Czas na Willingen Six

W ostatni weekend stycznia skoczków narciarskich czeka rywalizacja w turnieju Willingen Six. Na niemieckim obiekcie odbędą się dwa indywidualne konkursy, a przed każdym odbędą się liczone do klasyfikacji łącznej kwalifikacje.

W dniach 30-31 stycznia na skoczni w Willingen odbędą się dwa konkursy indywidualne Pucharu Świata, których wyniki zostaną doliczone do klasyfikacji generalnej. Ale organizatorzy imprezy dla jej uatrakcyjnienia stworzyli turniej Willingen Six. Zwycięzcą tej rywalizacji zostanie skoczek, który zdobędzie najwięcej punktów w sześciu skokach – dwóch kwalifikacyjnych oraz czterech konkursowych. Dostanie za to dodatkową nagrodę – 15 tys. euro. Premie przewidziano też dla skoczków, którzy zajmą drugą lokatę (10 tys. euro) i trzecią (5 tys. euro).
Kwalifikacje do sobotniego konkursu odbędą się w piątek (początek godz. 15:45). Konkurs w sobotę rozpocznie się od 16:00. W niedzielę natomiast zaplanowano najpierw kwalifikacje (początek o godz. 14:45), a zaraz po nich drugi z konkursów indywidualnych (początek godz. 16:15). Transmisję z zawodów przeprowadzą Eurosport 1, TVP 1 i TVP Sport.

Śmieszne mistrzostwa Norwegii w skokach narciarskich

W miniony wtorek na skoczni w Trondheim odbyły się mistrzostwa Norwegii. Była to dość kuriozalna impreza, bo do rywalizacji nie przystąpili czołowi norwescy skoczkowie i o tytuł walczyli zawodnicy głębokiego zaplecza.

O tym, że tegoroczna rywalizacja o mistrzostwo Norwegii w skokach narciarskich będzie farsą wiadomo było już od dłuższego czasu. Po wprowadzeniu przez rząd rozporządzenia nakazującego odbycia przez przyjeżdżających do kraju obowiązkowej dziesięciodniowej kwarantanny, stało się jasne, że zawodnicy z czołówki będą musieli dokonać wyboru – albo start w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem i Pucharu Kontynentalnego w Innsbrucku, albo udział w mistrzostwach kraju. Trenerzy norweskiej kadry wybrali oczywiście imprezy PŚ i PK, toteż na skoczni Granasen pojawili się wyłącznie zawodnicy z głębokiego zaplecza norweskiej kadry.
Pod nieobecność gwiazd najlepiej spisał się 21-letni Anders Ladehaug, który nigdy jeszcze nie startował w zawodach PŚ. Srebrny medal wywalczył Iver Olaussen, a brąz Matias Braathen. W sumie w mistrzostwach Norwegii wzięło udział 47 zawodników.

Kubacki mierzy w Puchar Świata

Podczas zaplanowanych w najbliższy weekend w Niżnym Tagile kolejnych zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich reprezentacja Polski wystąpi w rezerwowym składzie, bez Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Klemensa Murańki i Andrzeja Stękały, którzy w tym czasie będą przygotowywać się w Zakopanem do startu w mistrzostwach świata w lotach.

Konkursy Pucharu Świata w Niżnym Tagile rozpoczną się w najbliższą sobotę o 16:30, a w niedzielę o 16:00. Trener polskiej kadry Michal Doleżal zdecydował, że na zawody do Rosji pojedzie tylko jeden zawodnik z szóstki, która rywalizowała w miniony weekend w Kuusamo. Będzie to Paweł Wąsek, a oprócz niego na rosyjskiej skoczni wystartują: Jakub Wolny, Tomasz Pilch, Stefan Hula, Aleksander Zniszczoł i Maciej Kot. Trenerem ekipy biało-czerwonych będzie Maciej Maciusiak, a pomagać mu będą Daniel Kwiatkowski i Radek Zidek.
Powodem odpuszczenia startu w Rosji przez naszych najlepszych skoczków jest obawa przed zakażenie koronawirusem, bo to uniemożliwiłoby start w zaplanowanych w dniach 10-13 grudnia mistrzostwach świata w lotach narciarskich, jednej z najważniejszych imprez tego sezonu. Stoch, Żyła, Kubacki, Murańka i Stękała będą więc w kraju przygotowywać się do konkursów w Planicy pod okiem trenera Doleżala. Stracą wprawdzie sposobność zdobycia kolejnych punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale walka o Kryształową Kulę na razie nie jest priorytetem dla ekipy biało-czerwonych. Ale w tym trudnym z powodu trwającej pandemii sezonie w tej kwestii preferencje mogą się jeszcze zmienić. Zwłaszcza w przypadku Dawida Kubackiego, który notuje swój najlepszy jak dotąd start w rywalizacji Pucharu Świata. Wcześniej potrzebował czasu, by wskoczyć na wysoki poziom i ustabilizować poziom. W poprzednim sezonie jego forma eksplodowała w Turnieju Czterech Skoczni. Wcześniej był 22. i 47. w Engelbergu. W obecnej edycji PŚ od początku jest w czołówce klasyfikacji generalnej – po trzech konkursach jest trzeci z dorobkiem 144 punktów. Przed rokiem w pierwszych trzech konkursach zajmował miejsca 7., 12., 5, dwa lata temu 8., 35. i 12, a w tym roku był 11. w Wiśle oraz dwukrotnie trzeci w Kuusamo. Nawet bez punktów w Niżnym Tagile powinien się utrzymać w czołówce, a przed świętami będą jeszcze konkursy w szwajcarskim Engelbergu i kolejna okazja do wzbogacenia punktowego konta.
W wyścigu o Kryształową Kulę w tej chwili zdecydowanie prowadzi Niemiec Markus Eisenbichler, który dwukrotnie wygrał, a w drugim, rozegranym w niedzielę w Kuusamo konkursie, był drugi tylko dlatego, że przydarzył mu się słabszy skok w drugiej serii. To może być sygnał dla jego rywali na przyszłość, że jest do pokonania. Na potknięciu niemieckiego skoczka skorzystał tym razem wicelider klasyfikacji generalnej Halvor Egner Granerud, ale Norweg to jeszcze młody zawodnik i choćby przez brak doświadczenia może mieć kłopot z utrzymaniem takiej wysokiej formy w dalszej części sezonu. Na razie nie wiadomo czy Eisenbichler i Granerud zdecydują się na start w Rosji, ale jeśli tam pojadą, będą oczywiście faworytami i dzięki zdobytym w Niżnym Tagile punktom mogą w punktacji trochę odskoczyć Polakowi. Nie będą to jednak straty nie do odrobienia i Kubacki nadal będzie się liczył w walce o Kryształową Kulę. Niewykluczone, że do pościgu dołączy w tym sezonie także Piotr Żyła, który zaczął znakomicie i wypada wierzyć, że jego słabszy występ w niedzielnym wybitnie loteryjnym konkursie w Kuusamo był tylko „wypadkiem przy pracy”. Nie można też zapominać o budzącym się powoli do walki Kamilu Stochu. Trzykrotny mistrz olimpijski na razie zamyka czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej PŚ, lecz do zakończenia rywalizacji zostało jeszcze
dużo konkursów.
Tradycyjnie już nasi najlepsi skoczkowie plasują się też w czołówce najlepiej zarabiających. Najwyżej na liście płac jest aktualnie Kubacki, który zarobił 90 tys. złotych. Lepszy od niego jest tylko Eisenbichler (138 tys. zł). Żyła z dorobkiem 73 tys. zł zajmuje piąte miejsce, a Stoch z 56 tys zł na koncie jest w tym zestawieniu siódmy. Łącznie w trzech pierwszych konkursach indywidualnych i jednym drużynowym nasi skoczkowie zarobili 277 tysięcy złotych.

Top 10 klasyfikacji generalnej PŚ:

  1. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 280 pkt
  2. Halvor E. Granerud (Norwegia) – 200 pkt
  3. Dawid Kubacki – 144 pkt
  4. Karl Geiger (Niemcy) – 141 pkt
  5. Piotr Żyła – 133 pkt
  6. Yukiya Sato (Japonia) – 131 pkt
  7. Robert Johansson (Norwegia) – 80 pkt
  8. Anze Lanisek (Słowenia) – 66 pkt
  9. Pius Paschke (Niemcy) – 64 pkt
  10. Kamil Stoch – 62 pkt
    Miejsca pozostałych polskich skoczków:
  11. Klemens Murańka – 38 pkt
  12. Andrzej Stękała – 36 pkt
  13. Paweł Wąsek – 15 pkt
  14. Maciej Kot – 11 pkt
  15. Stefan Hula – 2 pkt.

Polscy skoczkowie są mocni w drużynie

Nasi skoczkowie jako zespół znakomicie rozpoczęli rywalizację w Pucharze Świata. W trzech pierwszych konkursach biało-czerwoni byli reprezentowani na podium, a pozostali kadrowicze zajmowali lokaty w Top 30 i zdobywali punkty do klasyfikacji generalnej. Biało-czerwonym brakowało do szczęścia tylko zwycięstwa.

Na skoczni w fińskim Kuusamo w sobotnim konkursie z naszych zawodników najlepszy był Piotr Żyła, który w drugiej serii wyprzedził Dawida Kubackiego. Obu polskich skoczków pogodził świetnie w tym sezonie skaczący Niemiec Markus Eisenbichler. W ekipie biało-czerwonych panuje jednak nastrój zadowolenia, bo w pierwszych konkursach Pucharu Świata może pochwalić się trzema miejscami na podium. W inaugurującym przed tygodniem nowy sezon konkursie drużynowym w Wiślewybrańcy trenera Michala Doleżala zajęli trzecią lokatę, a w sobotnim konkursie indywidualnym biało-czerwoni nadrobili to z nawiązką i umieścili na podium dwóch zawodników. Taki wyczyn zdarzył się naszym skoczkom po raz 17. w czterdziestoletnie historii rywalizacji o Puchar Świata.
Wypada zauważyć, że na początku tego sezonu nie tylko Żyła i Kubacki prezentują wysoką formę. Kamil Stoch także, chociaż z różnych powodów pokazuje to na razie tylko w pojedynczych skokach. Mile zaskakuje Klemens Murańka, który w Kuusamo w swoim 83. występie w PŚ dopiero trzeci raz znalazł się w czołowej dziesiątce konkursu, ale nie zawodzą też oczekiwań Paweł Wąsek i Andrzej Stękała. Bilans sobotniego występu w Kuusamo zasługiwał na uznanie – dwóch Polaków na podium, trzech w Top 10, pięciu w Top 12, szósty na 22. miejscu . Na dwa tygodnie przed mistrzostwami świata w lotach narciarskich Planicy mamy wyrównaną i mocną ekipę.

Kasai w Księdze Guinessa

Noriaki Kasai po raz kolejny został wpisany do światowej Księgi Rekordów Guinessa. Skoczek narciarski figuruje w niej jako rekordzista w liczbie występów w Pucharze Świata.

Legendarny już japoński skoczek narciarski, Noriaki Kasai, w czerwcu skończy 48 lat, ale wciąż jest czynnym zawodnikiem i utrzymuje miejsce w kadrze narodowej swojego kraju. W poprzednim sezonie co prawda w żadnym z siedmiu występów w zawodach Pucharu Świata nie zdobył punktów, lecz poprawił swój dorobek w liczbie występów indywidualnych w konkursach Pucharu Świata. Już wcześniej był pod tym względem światowym rekordzistą wpisanym do Księgi Rekordów Guinessa, ale teraz ta szacowna instytucja dokonała korekty w rekordzie japońskiego skoczka, poprawiając jego wynik na 569 startów.
To nie jedyny wyczyn Kasaiego wpisany do Księgi Guinessa. Japoński weteran figuruje w niej także jako światowy rekordzista w liczbie startów indywidualnych w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym. Ma na koncie udział w 12 czempionatach globu.

Tylko Kubacki i Stoch trzymają poziom

Sobotni konkurs na skoczni normalnej we włoskim Predazzo zmienił hierarchię w klasyfikacji Pucharu Świata. Japończyk Ryoyu Kobayashi wypadł słabo i musiał ustąpić z pozycji lidera na rzecz Niemca Karla Geigera. Trzecie miejsce zajął Dawid Kubacki, który przez błąd sędziów po pierwszej serii zajmował dopiero ósmą lokatę.

Po raz pierwszy od siedmiu lat światowa czołówka znowu miała okazję rywalizować na normalnej skoczni w Predazzo. W 2013 roku na tym obiekcie rozegrano mistrzostwa świata, z których Kamil Stoch i Dawid Kubacki nie maja najlepszych wspomnień. Stoch po pierwszej serii zajmował wtedy drugie miejsce, ale w drugiej zepsuł skok i spadł na ósmą lokatę. Ale kilka dni później został mistrzem świata na dużej skoczni, zaś wraz z kolegami zdobył też brąz w konkursie drużynowym. Kubacki wtedy nie był jeszcze zawodnikiem zaliczanym do światowej czołówki, ale wielu ekspertów uważało, że może być „czarnym koniem”. Niestety, zawalił skok w pierwszej próbie i zajął dopiero 31. miejsce. Obaj nasi najlepsi skoczkowie mieli zatem ze skocznią w Predazzo swoje prywatne rachunki do wyrównania.
W piątkowych kwalifikacjach po raz pierwszy w tym sezonie triumfował Kubacki. Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni był także najlepszy w sobotniej serii próbnej, ex aequo z Niemcem Stephanem Layhe. Stoch był trzeci z wynikiem 99 m, a Piotr Żyła mimo skoku na odległość 101,5 m zajął szóstą lokatę.
Pozostali nasi reprezentanci po raz kolejny w tym sezonie odstawali poziomem od Stocha, Kubackiego i Żyły. Stefan Hula skoczył 94,5 m, Maciej Kot 94 m, a Jakub Wolny 92 m. Po pierwszej serii konkursowej najwyżej z Polaków plasował się Stoch, który po skoku na 101 m był trzeci ze stratą 1,4 pkt do drugiego Stefana Krafta (102 m) i 5,7 pkt do prowadzącego Karla Geigera (104,5 m). Piąty był Żyła (102,5 m), a Kubacki niespodziewanie zajmował dopiero ósmą lokatę (98,5 m). Do drugiej serii z biało-czerwonych awansował jeszcze tylko Kot (29. pozycja, 96,5 m), odpadli natomiast Hula (95 m) i Wolny (92,5 m).
Ósme miejsce Kubackiego było niemiłą niespodzianką dla polskich kibiców, ale nie było w tym winy naszego skoczka. „Przysłużył” mu się, nie po raz pierwszy, czeski sędzia Borek Sedlak, który zbyt długo zwlekał z wydaniem zgody na skok. Miał na to 45 sekund i trzymał Kubackiego na belce niemal do ostatniej chwili, a zielone światło informujące o zezwoleniu na start uruchomił w chwili, gdy parametry wiatru na to zezwoliły. Niestety, warunki wietrzne były w tym momencie bardzo trudne i niestabilne, to cud że Polak mimo to skoczył 98,5 metra. Dostał 12,2 pkt za wiatr w plecy i niską 9. belkę. Ale gdy sędzia Sedlak tak się nie spieszył i zdjął Kubackiego z belki, to ta przerwa mogłaby sie okazać zbawienna, bo już skaczący zaraz po Kubackim Marius Lindvikmiał znacznie słabszy wiatr w plecy.
W drugiej próbie nasz skoczek poszybował na odległość 104 metrów i przesunął się na trzecią pozycję. Niestety, wystarczyło to tylko na zepchnięcie z najniższego stopnia podium na czwarte miejsce Kamila Stocha, ale nietrudno policzyć, że gdyby w pierwszej próbie Kubacki skakał w normalnych warunkach, to pewnie on byłby triumfatorem konkursu. Kraft w drugiej serii zaliczył 103 m, a Geiger 103,5 m.
Dla 26-letniego niemieckiego skoczka była to pierwsza wygrana w karierze w konkursie Pucharu Świata. Cenna podwójnie, bo dała mu też pozycję lidera Pucharu Świata. Ryoyu Kobayashi spadł na drugie miejsce, trzecia lokatę utrzymał Austriak Stefan Kraft. Na zwartą pozycję awansował Kubacki, który w sobotę wyprzedził Norwega Mariusa Lindvika, zdyskwalifikowanego za nieprzepisowy kombinezon. Awans o dwie lokaty zaliczył Kamil Stoch, przeskakując Daniela Andre Tandego i Philippa Aschenwalda. Piotr Żyła zajmował 16., Maciej Kot 34., Stefan Hula 37., a Jakub Wolny 40. lokatę.
Przed niedzielnym, konkursem (zakończył sie po zamknięciu wydania) Polacy zajmowali trzecie miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów, ale nad ścigającą ich ekipa Niemiec mieli już tylko 74 pkt przewagi.

Japończycy gonią Polaków

Po niezbyt udanym dla naszych skoczków narciarskich niedzielnym konkursie indywidualnym w Klingenthal, reprezentacja Polski z trudem utrzymała trzecie miejsce w Pucharze Narodów.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni spisali się wybornie i pewnie go wygrali, lecz w rywalizacji indywidualnej nie poszło im już tak dobrze. Na skoczni znowu królował dominator z poprzedniego sezonu Ryoyu Kobayashi, któremu skoki na 136,5 oraz 134 metry zapewniły pierwsze miejsce. Za jego plecami uplasował się Stefan Kraft, a na najniższym stopniu podium stanął Marius Lindvik. Dzięki wygranej Kobayashi został nowym liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo dotychczasowy lider, Daniel Andre Tande, zakończył zawody dopiero na 18. pozycji. Polacy nie odegrali znaczących ról. Najlepszy z nich, Piotr Żyła, zajął 9. lokatę, tuż za nim uplasował się Kamil Stoch, a Dawid Kubacki był 14. Punkty zdobyli jeszcze Klemens Murańka, który był 27., oraz 28. w konkursie Jakub Wolny.

W klasyfikacji Pucharu Narodów przewagę nad pozostałymi ekipami powiększyli Austriacy, którzy zgromadzili 1533 pkt i wyprzedzają drugą w zestawieniu drużynę Norwegii (1285) o 248 punktów. Biało-czerwoni z dorobkiem 1108 pkt zajmują miejsce trzecie, lecz depczący im po piętach Japończycy (1079) mają już do nich tylko 29 punktów straty. Na piątej pozycji plasuje się ekipa Słowenii (886 pkt), a zaledwie na szóstej prowadzona przez byłego trenera kadry Polski Stefana Horngachera reprezentacja Niemiec (829 pkt). W czołowej ósemce zespołów znajdują się jeszcze Szwajcarzy z dorobkiem 351 „oczek oraz ekipa Finlandii (68 pkt). znajdująca się na 9. miejscu Rosja ma na koncie 58 pkt, ale już dziesiąta w zestawieniu Bułgaria tylko jeden.

Kolejne dwa konkursy indywidualne Pucharu Świata odbędą się już w najbliższy weekend w szwajcarskim Engelbergu. Będzie to generalny sprawdzian formy przed 68. edycją Turnieju Czterech Skoczni. Sobotnie zawody rozpoczną się o godz. 16:00, a niedzielny o 15:00.

 

Stoch nawalił w drużynówce

W końcówce sezonu lider naszej kadry skoczków niespodziewanie obniżył poziom i jest daleki od formy prezentowanej w okresie poprzedzającym mistrzostwa świata w Seefeld, a nawet tej z austriackiego czempionatu, w którym zdobył indywidualnie srebrny medal na normalnej skoczni.

W norweskim cyklu zawodów Raw Air bronił trofeum wywalczonego przed rokiem, ale szybko stracił na to szansę, bo w Oslo był dopiero 13., w Trondheim 17., a w Lillehammer czwarty. W sobotę w Vikersund, gdzie Polacy rywalizowali w konkursie drużynowym, Stoch okazał się najsłabszym ogniwem w naszej reprezentacyjnej czwórce. Przed jego skokiem w pierwszej serii podopieczni Stefana Horngachera zajmowali drugą lokatę, z której spadli na szóstą. Niewiele lepiej poszło mu w serii finałowej. Piotr Żyła i Jakub Wolny ponownie oddali znakomite skoki, a swój kiepski wynik z pierwszej próby poprawił także Dawid Kubacki, dzięki czemu biało-czerwoni wywindowali się na trzecią pozycję. Niestety, nasz trzykrotny mistrz olimpijski znów się nie popisał i po jego słabiutkim skoku polski zespół spadł na czwarte miejsce. Po zawodach Stoch nie chciał rozmawiać z mediami i dopiero po jakimś czasie za pośrednictwem dziennikarza Eurosportu Kacpra Merka przeprosił za swoje zachowanie. „Mistrzem się jest, nie bywa. Kamil Stoch wrócił właśnie przeprosić kibiców, że nie jest w stanie dziś pogadać o swoich skokach. Prosił, żebyście nie byli źli” – przekazał Merk za pośrednictwem Twittera.

Jak zwykle w sytuacjach alarmowych do akcji wkroczył dyrektor sportowy PZN Adam Małysz. Nasz legendarny skoczek tak próbował tłumaczyć słabsze występy Stocha. „Nam wszystkim jest przykro. Kamil na pewno chciał skoczyć jak najlepiej. On się jednak trochę ostatnio pogubił i jego technika nie funkcjonuje jak należy. Dla takiego zawodnika jak on to trudna sytuacja. Wygląda na to, że Kamil chce w swoich skokach wszystko kontrolować i chyba to go blokuje. Nie ma luzu, który zawsze w nim był i przez to brakuje mu łatwości latania” – tłumaczy Małysz.

Stoch w pierwszej serii miał dopiero dziewiąty wynik w czwartej grupie, a w drugiej ósmy. To już, jak wyliczył serwis skijumping.pl, dziewiąty konkurs drużynowy, w którym słabsza postawa Stocha wpłynęła na wynik drużyny.
Z bardzo dobrej strony pokazał się za to Jakub Wolny, który podczas sobotniej „drużynówki” dwa razy bił swój rekord życiowy na mamuciej skoczni. Najlepszy w polskim zespole w konkursie drużynowym był jednak bezsprzecznie Piotr Żyła.

Przed niedzielnym konkursem indywidualnym (zakończył się po zamknięciu wydania) nasi skoczkowie nie liczyli się już w walce o triumf w cyklu Raw Air. W klasyfikacji generalnej najwyżej był Kubacki (szósty). Polacy mieli jednak o co walczyć w Pucharze Świata. Stoch o odzyskanie drugiej lokaty, a Żyła o miejsce na podium. Natomiast wszyscy nasi zawodnicy mieli za zadanie utrzymać topniejącą przewagę nad reprezentantami Niemiec w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni prowadzili z dorobkiem 5289 pkt i mieli przewagę 370 pkt.