Koronawirus a prywatne ZOO

Zoo Safari w Borysewie apeluje o wsparcie podczas pandemii. Na antenie TVN24 ukazał się nawet materiał z dramatycznym apelem właściciela obiektu. Przy tej okazji warto zapytać, co o prywatnych ogrodach zoologicznych sądzą specjaliści.

Prywatne ZOO Safari w Borysewie to chyba najpopularniejsze tego rodzaju miejsce w Polsce. Obiekt pod Aleksandrowem Łódzkim znany jest z tego, że ma u siebie białe lwy oraz tygrysy, które rozmnaża. Sukcesywnie się rozbudowuje. Jak podaje TVN24, zoo nie kwalifikuje się do pomocy w ramach rządowego pakietu gospodarczego, bo prowadzi działalność sezonową. A z powodu pandemii zabrakło odwiedzających. Trzeba było ograniczyć liczbę obecnych w ogrodzie pracowników. Właściciel zoo za pośrednictwem dziennikarzy prosi o wsparcie, a swój apel motywuje dobrem zwierząt.

– Im prędzej odejdziemy od tego typu rozrywek, tym lepiej dla zwierząt – mówi w rozmowie z „Vege” doktor Robert Maślak. – Projekt biznesowy pod nazwą prywatny ogród zoologiczny, w którym zwierzęta są środkiem do uzyskania pieniędzy, jest wyjątkowo podatny na wiele czynników, w których dobrostan zwierząt jest zagrożony. Niekoniecznie musi to być pandemia, wystarczy choroba czy problemy rodzinne właściciela lub dekoniunktura w gospodarce powodująca mniejszą frekwencję zwiedzających zoo. Właściciel powinien być przygotowany na takie sytuacje i mieć na uwadze dobro zwierząt. Patrząc jednak na zabiegi marketingowe, które w Borysewie z białych lwów i tygrysów uczyniły rzadkie i ważne w ochronie gatunkowej okazy, można mieć co do tego poważne wątpliwości. Ogrody będące własnością państwa są bardziej odporne na takie zdarzenia i mają zagwarantowane środki budżetowe. Te, które spełniają określone standardy, mogą być członkami międzynarodowych organizacji (jak np EAZA – przyp.red.), przez co uzyskują prawa do bezpłatnej wymiany zwierząt, programów hodowli zagrożonych gatunków i specjalistycznej wiedzy. Ogród w Borysewie jest po prostu kolejną menażerią, dużym gabinetem osobliwości na wolnym powietrzu.

Białe lwy i tygrysy są „specjalnością zakładu” borysewskiego zoo. Legendę o tym, że białe koty są osobnym, rzadkim gatunkiem oraz mity o tym, że są zagrożone i w związku z tym należy rozmnażać je w niewoli, rozwiewa również Maciej „Animalus” Bielak, specjalista od dzikich kotów:

Robert Maślak podziela tę opinię, potwierdza również, że chów wsobny takich zwierząt jest tak naprawdę praktyką nastawioną na zyski, usprawiedliwianą opowieściami o ochronie. Jest wręcz przeciwnie – jak twierdzi: chów wsobny może być niebezpieczny dla zdrowia tygrysów i lwów.

– Zwierzęta te, wbrew opiniom dyrekcji zoo i doniesieniom medialnym, rozmnażają się łatwo i nie mają wiele wspólnego z ochroną gatunków. W większości przypadków są rozmnażane w cyrkach lub trafiają do nich z prywatnych menażerii oraz w game reserve, będące w istocie parkami polowań, głównie w RPA, gdzie na dużych ogrodzonych przestrzeniach bogaci myśliwi mogą odstrzelić białego lwa. Europejskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych (EAZA) w 2018 wydało rekomendację wszystkim członkom, aby zakończyć hodowlę, a Amerykańskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (AZA) w 2011 roku całkowicie zakazało swoim członkom rozmnażania białych lwów i tygrysów, gdyż chów wsobny stosowany, aby otrzymać barwne fenotypy, jest przyczyną poważnych problemów zdrowotnych, a nawet śmierci zwierząt. EAZA w 2013 roku wydała także opinię krytycznie odnoszącą się do hodowli wsobnej w celu zyskania nietypowych fenotypów uznając, że celowe praktyki hodowlane prowadzące do ekspresji rzadkich alleli recesywnych z punktu widzenia dobrostanu, edukacji, zarządzania populacją i ochrony są szkodliwe i niezgodne z Kodeksem Etyki tej organizacji. Hodowle takie nie mają żadnej wartości w ochronie gatunków – mówi Robert Maślak. – Gen powodujący białą barwę jednocześnie odpowiada za przebieg nerwu wzrokowego, co przyczynia się do problemów widzenia, ale też zniekształcenia kończyn, rozszczepu podniebienia, deformacji kręgosłupa, upośledzenia układu immunologicznego i wad wielu organów. Ich hodowla nie tylko nie ma żadnej wartości dla ochrony gatunków, ale jest też niehumanitarna. Tygrysy te są nadal często trzymane w przydrożnych zoo w USA nie mających akredytacji AZA. Zatem, jeśli uznajemy, że rolą ogrodów zoologicznych jest ochrona i edukacja, to zoo w Borysewie tej roli nie spełnia. William Conway, szef Nowojorskiego Towarzystwa Zoologicznego powiedział przed laty, że „nie jest rolą zoo pokazywanie dwugłowych cieląt i białych tygrysów”.

Nie zabierajcie nam przyszłości

Wyszli na ulice ze świadomością, że mówią o problemie, który sam się nie rozwiąże – a jeśli może być rozwiązany, to właśnie teraz. Potem będzie za późno. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny odbył się 15 marca w ponad stu krajach świata. W Polsce – w ponad dwudziestu miastach.

– Greta Thunberg poruszyła młodzież na całym świecie. To należy ocenić jako na wskroś pozytywne zjawisko. Większość dorosłych polityków gra ze społecznością międzynarodową w grę, która markuje rozwiązania w dziedzinie ratowania sytuacji biologicznej i klimatycznej Ziemi. Bez tych masowych strajków młodzieży ta gra mogłaby trwać w nieskończoność, a na pewno do momentu, aż globalne ocieplenie uderzyłoby z taką siłą, że nie byłoby o czym dyskutować – mówi nam Andrzej Gąsiorowski, współzałożyciel fundacji Fota 4Climate. – Być może mamy jeszcze czas na to, aby, jak trafnie określa to raport IPCC, mitygować trochę skutki zmiany klimatu, bo o powrocie do stabilnej sytuacji klimatycznej nie ma już co marzyć.
Gąsiorowski stoi na stanowisku, że można już tylko ograniczać skutki katastrofy. Wspiera młodzieżowe inicjatywy, ale boi się, aby przysłowiowa para nie poszła w gwizdek:
– Ten ruch na pewno jest dziś najczytelniejszym masowym protestem, skuteczniejszym nawet niż Extinction Rebellion. Dzieci wychodzą na ulice na całym świecie, nie da się przecenić wagi tego protestu. Wiadomo, nie ma co oczekiwać, że my coś zrobimy i zaraz będzie widać skutek – to nie jest możliwe ani w przypadku Grety, ani żadnej organizacji ekologicznej. Natomiast musimy przyjąć jakąś etyczną postawę wobec tego, co się dzieje. Ten ruch jest właśnie zajęciem właściwych pozycji. Natomiast mam taką refleksję, że samo wezwanie do działania absolutnie nie wystarczy.

Żeby para nie poszła w gwizdek

Jak działać? Są dwie koncepcje, które się ścierają: pierwsza to 100 procent OZE, które samo w sobie jest przekłamaniem (bo „rozwój odnawialnych źródeł energii” to nic innego jak wykorzystywanie paliw kopalnych, kiedy brakuje słońca i wiatru) połączona z nierealną wiarą w moc masowej społecznej przemiany całej uprzemysłowionej części świata (ludzie sami z siebie się nie ograniczają, to jest niewyobrażalne). Młodzi mają to do siebie, że mierzą siły na zamiary i dziś większość z nich wierzy w tę społeczną przemianę. Druga koncepcja to atom plus OZE.
– My jako organizacja stoimy na stanowisku, że jest ona skuteczniejsza – tłumaczy Gąsiorowski. – Jeśli młodzież usiądzie i przemyśli to pod okiem najlepszych naukowców z Polski i świata, to jest szansa na znalezienie adekwatnych rozwiązań. Taki protest, że wychodzimy i mówimy „chrońmy Ziemię!” nie wystarczy. Masowe dostawianie mocy OZE bez działającej w podstawie energii jądrowej i bez masowej restytucji przyrody i zaprzestania wylesiania i osuszania bagien nie spowoduje dekarbonizacji i poprawy sytuacji. Jeśli nie przemyślimy tych protestów, to para pójdzie w gwizdek. Niemniej wspieramy je całym sercem.
We Wrocławiu młodzież wznosiła głównie hasła nawiązujące do dekarbonizacji: „Albo działamy, albo wymieramy”, „Kto nie skacze, ten za węglem”, „Nie ma planety B”. Licealistów wspierali dolnośląscy działacze Zielonych: „Musimy wspierać odnawialną energię, ale też transport publiczny i rowerowy. Warto zadbać o zieleń, bo ta chroni nas od upałów – mówiła Julia Rokicka. Mieszkańcy aglomeracji górnośląskiej w Katowicach założyli maseczki antysmogowe i przypominali, że „palenie szkodzi”, a powietrze nad ich miastem „pachnie ostatnimi dniami życia na Ziemi”. W Krakowie, gdy kilkaset osób przyszło pod budynek magistratu, przy okazji utrudniono odjazd limuzynie prezydenta miasta. Blokowały ją auta innych radnych, zaparkowane pod ratuszem w mieście, które słynie z wyjątkowo złej jakości powietrza.
W Warszawie, na największym proteście, kilka tysięcy demonstrantek i demonstrantów skandowało „Najpierw natura, potem matura”. Hasła zapisane na transparentach wzywały do ograniczenia wykorzystania ropy naftowej, do rezygnacji z plastiku, by śmieci z tego surowca nie zatruwały planety. A młodzi mówcy alarmowali: wywołane przez człowieka zmiany klimatu sprawią, że w ciągu najbliższych 31 lat 140 mln ludzi będzie musiało opuścić zamieszkiwane obecnie tereny, bo staną się one po prostu niezdatne do życia.

Nieświadomość

– Polska ma duża tradycję strajków. W 1956 r. wyszli robotnicy, w 1968 r. studenci, w 1980 r. zastrajkowała stocznia, a teraz uczniowie strajkują przeciwko reżimowi paliw kopalnych, przeciw wielkim korporacjom – dodał Arkadiusz Wierzba z Dolnośląskiego Alarmu Smogowego, cytowany przez „GW”. – Cieszę się, że ruch klimatyczny rośnie w siłę, i daje dużo dobrej, odnawialnej energii.
Organizatorzy nie mają jednak złudzeń: do masowości strajkowi zabrakło wiele. Wiedza o zagrożeniach dla środowiska nadal nie jest rzeczą powszechną. W programach nauczania w szkołach wspomina się o niej skrajnie mało, część mediów bagatelizuje problem lub wprost mu zaprzecza. Inne, zajęte relacjonowaniem codziennych przepychanek polityków, na poważnie biorą się za temat dopiero wtedy, gdy można go wpisać w tenże bieżący kontekst (na przykład gdy Robert Biedroń chce zamykać kopalnie, a Andrzej Duda – dokładnie odwrotnie).
– Edukacja o środowisku w szkołach praktycznie nie istnieje, uczniowie często nie wiedzą, jak poważny jest problem, z którym będą musieli zmierzyć się w przyszłości. Szkoły nie dają nam dobrego przykładu, takiego jak segregacja śmieci czy nieużywanie plastiku – zwracali uwagę organizatorzy wydarzenia na jego stronie na Facebooku.
Nasze społeczeństwo nie jest świadome zagrożeń związanych ze zmianami klimatycznymi. Nasz dom się pali, a my mamy coraz mniej czasu, by uratować naszą planetę – mówili „Głosowi Wielkopolskiemu” uczestnicy protestu w Poznaniu. Podobnie jak we Wrocławiu, Katowicach, Białymstoku, Krakowie – tam też demonstrantek i demonstrantów było kilkuset. Jednak niewiele, jak na wydarzenie, które dotyczy wszystkich, było nieźle rozreklamowane w mediach i z założenia apolityczne – bez partyjnych emblematów.
O tym, że Polska nie należy do bastionów walki ze skutkami antropocenu, wie bardzo dobrze również doktor Robert Maślak z Instytutu Biologii Środowiskowej Uniwersytetu Wrocławskiego.
– Bez zmiany mentalności klasy politycznej nie uratujemy planety, jaką znamy. Strajk klimatyczny jest wołaniem o tę zmianę. Wiemy, że im wcześniej sobie uświadomimy konieczność zapobieżenia globalnemu ociepleniu, tym większa szansa na przynajmniej częściowe zahamowanie negatywnych skutków – stwierdza. – Decydenci zdają się tego nie zauważać.
– Strajk klimatyczny to akt ogromnej determinacji, ale i rozpaczy, bo pokolenie młodych ludzi, którzy jeszcze nie mogą mieć bezpośredniego udziału w tworzeniu prawa, wychodzi na ulice i mówi swoim rodzicom i dziadkom: zawaliliście sprawę, wasza opieszałość i krótkowzroczność prowadzi nas do katastrofy! To jest na wskroś poruszające, bo ci ludzie mają rację – komentuje z kolei Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka Praw Zwierząt – czyli tych bytów, które mają jeszcze mniej narzędzi niż my, by radzić sobie ze skutkami globalnego ocieplenia.
Młodzi mają rację – taki głos płynie również ze środowiska naukowego. Inicjatywę młodzieży poparło własnym listem otwartym 228 ekspertów, wykładowców Uniwersytetów Warszawskiego, Jagiellońskiego, Gdańskiego, Łódzkiego, Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wrocławskiego, Polskiej Akademii Nauk… – Niniejszym zdecydowanie potwierdzamy, że w środowisku naukowym panuje konsensus, wskazywany przez młodzież jako podstawa ich oburzenia i protestu: klimat się ociepla, a przyczyną tego jest działalność człowieka. Szybkie i bardzo znaczące ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery jest podstawowym warunkiem uniknięcia przez ludzkość klimatycznej katastrofy – piszą. To jednak ciągle za mało, by zgromadzić na ulicach prawdziwe tłumy.
Susza, huragany, choroby
Wszyscy mówią: „skutki globalnego ocieplenia”, ale jeśli spytamy przeciętnego Kowalskiego, co to właściwie znaczy, rozłoży bezradnie ręce. Dlatego zapytałyśmy wrocławskiego biologa, co globalne ocieplenie oznacza dla zwykłego zjadacza chleba.
– Zmiany klimatyczne przyspieszają, obecne modele wzrostu temperatury na świecie pokazują, że silne, negatywne skutki tych zmian nastąpią szybciej niż się wydawało. Zmiany w przyrodzie na terenie Europy, o których mówiłem publicznie jeszcze rok temu, że nastąpią pod koniec wieku, mogą mieć miejsce za 30 lat – mówi Robert Maślak. – Przedtem będziemy świadkami coraz większej liczby gwałtownych zjawisk pogodowych: huraganów, powodzi i długich okresów upałów i suszy. Pojawią się pasożyty i choroby, które znamy tylko z cieplejszych regionów – nicień Dirofilaria repens, zagnieżdżający się pod skórą, ale też w płucach czy w oku, jest obecny w Polsce od 2007 roku, w Czechach odnotowano już zachorowania na wirusową Gorączkę Zachodniego Nilu, która może powodować ciężkie zaburzenia neurologiczne. Wyższa temperatura to także lepsze warunki do życia dla kleszczy, rozprzestrzeniania się boreliozy i odkleszczowego zapalenia mózgu. Wraz z dalszym wzrostem temperatury możemy spodziewać się w Europie także malarii. Zmiany w środowisku spowodują zanik niektórych gatunków i rozprzestrzenienie się innych, a zaburzenia równowagi mogą mieć dalsze konsekwencje także dla ludzi.
Co robić choćby w pierwszym rzucie, choćby w dziedzinie energetyki? Recepta dra Maślaka to OZE plus atom plus oszczędność energii, chyba że technologia w przyszłości pozwoli na stabilność produkcji prądu produkowanego w OZE. I działać należy już teraz. W przeciwnym razie…
– Najbardziej dotknięci zostaną ci, którzy ponoszą za zmiany klimatu najmniejszą odpowiedzialność – padło ze sceny podczas protestu w Warszawie. Część wygłoszonych podczas protestu przemówień bardzo jasno budowało zależność między kapitalistyczną zachłannością a sytuacją, w jakiej znalazła się planeta.

Od 50 lat ku katastrofie

Żadna z największych polskich partii nie ustosunkowała się do strajku klimatycznego. Działania młodzieży szeroko nagłośniły liberalne media, ale dla dominującej prawicy ciągle są sprawy ważniejsze; zmiany klimatu to albo mit, albo temat, podejmowanie którego nie pomoże w walce z PiS. Inaczej postąpili jedynie wspomniani już Zieloni, partia Razem oraz Wiosna. Pierwsza deklaruje: jesteśmy całym sercem ze strajkiem klimatycznym, a nasz program zawiera postulaty utrzymane w podobnym duchu. Również przedstawiciele drugiej pojawili się na demonstracjach.
– Dziś, prócz rezygnacji ze słomki, potrzebne są twarde akty polityczne – mówi Karolina Kuszlewicz. – Czasy luksusu, polegającego na tym, że przez segregowanie śmieci i mądre wybory konsumenckie możemy powstrzymać degradację planety, bezpowrotnie minęły. Tymczasem w Polsce nadal nie ma jednoznacznego planu odejścia od węgla, a jednym z najważniejszych czynników, mającym wpływ na politykę międzynarodową są interesy związane z eksploatacją złóż, szczególnie ropy – podkreśla. A potem przypomina, że już 50 lat temu w raporcie Sekretarza Generalnego ONZ U Thanta „Człowiek i środowisko” zostało jednoznacznie ustalone, że zmierzamy do katastrofy klimatycznej. Już w 1968 r. pisano o tym, że zasoby biosfery, chociaż ogromne, mają jednak swoje ograniczenia. Jeśli zostaną wyczerpane, życie zniknie z powierzchni Ziemi. Sami się unicestwimy.
– Koniunkturalizm przez lata wygrywał jednak z ratowaniem naszego miejsca do życia – gorzko podsumowuje Rzeczniczka Praw Zwierząt.

Głos lewicy

Przed szczytem

 

Robert Maślak, biolog z Partii Razem podaje „przepis”: Jak szybko ośmieszyć kraj? Przepis podaje polski rząd i Ministerstwo Środowiska.

Najwięksi truciciele patronami szczytu klimatycznego w Katowicach COP24! Sam Bełchatów, który jest największym trucicielem w Europie, to 40 mln ton CO2, 3 tony rtęci i 1200 zgonów rocznie. Przedstawiciele 195 państw będą zapewne ucieszeni obradami w jednym z najbardziej zatrutych krajów świata, gdzie szef jednego z patronów mówi: „chcemy na międzynarodowym forum umocnić nasz wizerunek jako największego producenta węgla koksowego i koksu”. Obrady szczytu rozpoczynają się w poniedziałek. Do Katowic przyjadą delegacje 195 państw, które w 2015 r. podpisały porozumienie paryskie. Jego cel to powstrzymanie globalnego wzrostu temperatury, by świat uniknął katastrofy klimatycznej, która grozi nam z powodu emisji gazów cieplarnianych pochodzących w 80 proc. ze spalania paliw kopalnych. Tymczasem wybrani przez rząd PiS partnerzy szczytu są jednymi z głównych w Polsce emitentów dwutlenku węgla, metanu, tlenków siarki, azotu i rakotwórczego benzenu. To Jastrzębska Spółka Węglowa, Tauron, Polska Grupa Energetyczna oraz PGNiG.

Głos lewicy

PiS zmienia zdanie 10 razy

– W zmianach w sądownictwie chodzi o władzę w tych sądach a nie o uprawnienia sądów. Artykuł 9. naszej konstytucji mówi, że Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego go prawa międzynarodowego. Trybunał Konstytucyjny uznał w 2005 i 2010 roku, że wszystkie nasze porozumienia z Unią Europejską są zgodne z prawem. W związku z tym nie prawa pan wicepremier Gowin mówić, że jeżeli wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie zły dla PiS-u, to politycy tej partii będą go respektować, ale nie będą go przestrzegać – powiedział Włodzimierz Czarzasty w programie „Śniadanie w Polsat News”To jest wypowiedź skandaliczna – dodał.
– PiS chce zmieniać to za czym sami głosował, ustawa o Sądzie Najwyższym została poparta przez Prawo i Sprawiedliwość w 2002 r. i ona obowiązywała jeszcze pół roku temu – przypomniał przewodniczący SLD.
– Chciałem przytoczyć wypowiedź pana posła Piotrowicza z 2015 r. po sprawozdaniu pani Gersdorf, poseł PiS stwierdził, iż jest to świetne sprawozdanie i wskazywał na sprawność orzekania polskiego sądownictwa i wysoką jakość orzecznictwa – kontynuował „wycieczkę w przeszłość” Czarzasty.
Info z lewicarazem.org.pl

 

Blisko dyskryminowanych

– Ja wywodzę się i utrzymuję kontakt z wieloma dyskryminowanymi środowiskami. Nie powiem, że jestem jedną z nich, ale de facto tak jest – powiedziała Anna Mackiewicz w wywiadzie dla bydgoskiej „Gazety Wyborczej”.
– Zmieniliśmy zasady wynajmu miejskich lokali mieszkalnych. Wprowadziliśmy pierwszeństwo dla wielu pomijanych grup, bo wcześniej decydowało, jak długo ktoś czeka. Teraz są punkty, w tym za liczbę dzieci, niepełnosprawność czy niebieską kartę – poinformowała wiceprezydent Bydgoszczy mówiąc o swoich dokonaniach.
– Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej udziela wsparcia w różny sposób. Przez zasiłki celowe, zasiłki stałe i też związane z wydatkami na leki, żywność albo węgiel – kontynuowała Mackiewicz.
Info z lewicarazem.org.pl

 

Voś populi

Nie rozumiem wielu rzeczy. Ostatnio głównie tego, że jeden dorosły człowiek może się obrazić na drugiego dorosłego człowieka za jego poglądy polityczne. Przecież to jest jakiś odlot – pisze Rafał Woś w swoim pierwszym felietonie na łamach se.pl w cyklu „Voś populi”.

 

Bierzmy przykład

Robert Maślak, biolog z Partii Razem, informuje z radością:
Trybunał Konstytucyjny w Rumunii orzekł, że pary jednopłciowe mają takie samo prawo do małżeństwa jak pary różnej płci. Na wniosek organizacji związanej z kościołem prawosławnym 6 i 7 października ma się odbyć referendum ws. wprowadzenia do rumuńskiej konstytucji definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.