Co najchętniej piją młodzi Chińczycy?

Ciągły rozwój chińskiego społeczeństwa, wpływa na poprawę standardów życia Chińczyków, zmieniając również przyzwyczajenie konsumentów. Widać to na szybko rozwijającym się rynku napojów.

Według danych statystycznych w 2018 roku odnotowano na chińskiej internetowej platformie dostarczającej żywność 210 mln transakcji sprzedaży herbaty z mlekiem, znacznie więcej od liczby sprzedanej kawy – jednego z najpopularniejszych napojów na świecie.
Historia herbaty z mlekiem
Herbata z mlekiem w Chinach była już pita ponad tysiąc lat temu. Pierwsze wzmianki o piciu w Chinach tego rodzaju herbaty mówiły o koczownikach z północy pijących „herbatę mleczną z łąk”, którą przyrządzano, mieszając liście herbaty ze świeżym mlekiem i gotując ją z dodatkiem soli. Był to bardzo popularny napój wśród pasterzy żyjących na stepach oraz w wysokich partiach gór.
Herbata została sprowadzona do Europy w XVII wieku. Anglicy lubili dodawać cukier do herbaty i zalewać ją podgrzanym, świeżym mlekiem. Czarna herbata z regionu Assam w Indiach stała się głównym składnikiem tradycyjnej angielskiej herbaty z mlekiem. Zwykle pije się ją do śniadania, podwieczorku lub po kolacji.
Podczas brytyjskiej kolonizacji Hongkongu wraz z Brytyjczykami dotarł do tego miejsca ich sposób przyrządzania i picia herbaty. Herbata pijana z mlekiem w Hongkongu ma ciężki, gorzki smak i jest przygotowywana w skomplikowany sposób, aby zachować mocny esencjonalny smak herbaty.
Również charakterystycznym napojem jest herbata z mlekiem, którą pije się w Azji Południowo-Wschodniej. Popularna w Tajlandii, Malezji, Singapurze i innych krajach regionu herbata z mlekiem za bazę bierze głównie czarną herbatę, do której dodaje się skondensowane mleko, sproszkowany cynamon, gwiazdkowy anyż i inne przyprawy, nadając jej w ten sposób słodki i bogaty smak.
Współczesny rynek herbaty z mlekiem w Chinach
W chińskich miastach wiele osób po raz pierwszy zetknęło się z herbatą mleczną, pijąc w latach 90. XX wieku tzw. „herbatę bąbelkową”. Herbata bąbelkowa, znana była również pod innymi nazwami jako herbata z mlekiem perłowym, herbata z mlekiem bąbelkowym lub herbata boba z bąbelkami. Sposób przyrządzania tej herbaty został wymyślony na Tajwanie, polegał on na dodaniu do herbaty z mlekiem małych kulek zrobionych z mąki z tapioki. Wystarczyło pół roku, aby napój ten stał się bardzo popularny na rynku kontynentalnych Chin. Jednak ówczesny napój nie zawierał ani prawdziwego mleka, ani naturalnej herbaty, zamiast tego składał się z bezmlecznej śmietanki i herbaty w proszku. Na początku XXI wieku, pojawiły się pewne negatywne informacje z rynku producentów herbaty z mlekiem, które doprowadziły do dużych zmian w tej branży.
Po 2010 roku herbata z mlekiem stopniowo wracała do swoich korzeni i istoty, czyli do naturalnego mleka i herbaty. Niektóre sieci sklepów, w których sprzedano napoje herbaciane, do przygotowania tego napoju używają czystego lub świeżego mleka, a do wyboru jest wiele gatunków herbat o różnych smakach. Często używa się specjalnych maszyn parzących herbatę, by stała się ona jeszcze bardziej esencjonalna. Niektóre herbaciarnie stosują nawet technikę spieniania mleka podobną jak przy podawaniu kawy i w ten sposób serwują herbatę z mlekiem. „Ulepszanie” herbaty z mlekiem nie tylko przejawia się w doborze różnych surowców, ale także bezpośrednio przekłada się na wygląd miejsc, gdzie serwowane są napoje herbaciane. Zamiast skromnego okienka serwującego napoje na wynos, zainwestowano miliony juanów i miejsca te stały się bardziej nowoczesne i przyjazne dla konsumenta.
Dlaczego herbata z mlekiem jest tak popularna?
Według danych chińskiej platformy internetowej dostarczającej żywność w latach 2018-2020 zanotowano znaczny wzrost liczby sklepów serwujących kawę i napoje herbaciarne. Liczba sprzedawców kawy wzrosła 3-krotnie, natomiast zanotowano ponad 6-krotny wzrost liczby sprzedawców napojów herbacianych. Herbata z mlekiem, która obecnie w Chinach jest bardzo popularna, to trend, który pojawił się około 2015 roku. Napój przyrządzany jest z naturalnych składników, takich jak wysokiej jakości herbata, świeże mleko i świeże owoce, często serwuje się bardziej zróżnicowane kombinacje baz herbacianych i dodaje różnego rodzaju inne składniki. Można spróbować: zwykłej herbaty z mlekiem, herbaty owocowej, herbaty z mlekiem i owocami itp.
Dlaczego herbata z mlekiem jest tak popularna? Przede wszystkim należy podkreślić długoletnią kulturę herbacianą w Chinach. Herbata zawsze była najpopularniejszym napojem spożywanym przez chińskich konsumentów i pomimo tego, że rynek kawy w Chinach w ostatnich latach gwałtownie się rozwinął, spożycie w Chinach herbaty jest nadal znacznie większe niż kawy. Wielkość rynku nowych napojów herbacianych, które są innowacyjne, ale oparte na tradycyjnej chińskiej kulturze herbacianej, wzrosła o 280 proc. w latach 2015-2019. Dla porównania, w tym samym okresie na rynku tradycyjnej herbaty zanotowano 42 proc. wzrost, a na rynku kawy tylko 26 proc.
Konsumentami napojów herbacianych w nowym stylu są głównie ludzie młodzi. Od końca XX wieku do chwili obecnej Chińczycy urodzeni w latach 90-tych i na początku XXI wieku byli główną grupą konsumencką tego typu napoju. Stanowili oni blisko 70 proc. wszystkich pijących. Rynek konsumentów jednak cały czas się rozrasta.Marki napojów herbacianych stają się modne, dobrze jest pokazać w towarzystwie, że pije się ten rodzaj napoju, często stają się one gorącymi tematami w chińskich mediach społecznościowych, takich jak Weibo i Douyin. Na przykład podczas epidemii Covid-19 hasztag Weibo „Chcę pić herbatę z mlekiem” odznaczono prawie 100 mln razy. Młodzi konsumenci dzielą się na portalach społecznościowych i platformach internetowych krótkimi filmami reklamującymi różnego rodzaju herbaty z mlekiem.
Rozwój w Chinach handlu elektronicznego i rynku zamawiania żywności w internecie wykształcił wśród konsumentów napojów herbacianych nowe nawyki konsumpcyjne. Gdy wybuchła epidemia Covid-19 drastycznie spadła liczba klientów odwiedzających punkty serwujące napoje herbaciane, a wzrosły obroty sprzedaży w sieci. Wiele firm podążając za trendem online, przeniosło się do sieci oferując dostawę napojów na wynos. Wzrosło również wykorzystanie mediów społecznościowych do działań promocyjnych w celu przyciągnięcia większej ilości konsumentów.
Nie porzucono jednak całkowicie stacjonarnych punktów serwujących herbatę, które wśród młodych ludzi pełnią również funkcję społeczną. W centrach handlowych w chińskich miastach wszędzie można znaleźć punkty z herbatą mleczną. Firmy ze średniej i wyższej półki wykorzystują punkty serwujące napoje herbaciane jako ważny nośnik szerzenia popularności i kultury marki. W ostatnich latach obserwowane jest nieustanne przeobrażanie się tych punktów, których nowoczesny styl i wystrój można porównać do punktów sieci Starbucks, czy innych kawiarni sieciowych. Miejsca te często wybierają młodzi ludzie, aby odpocząć podczas zakupów i spotkać się z przyjaciółmi.
Z perspektywy makro, rosnący dochód na głowę chińskiego mieszkańca żyjącego w mieście zwiększył jego siłę nabywczą i pobudził konsumpcję. Wpływa to na przemysł napojów herbacianych. Cena herbaty z mlekiem ze średniej lub wysokiej półki waha się od 16 juanów (9 złotych) do 35 juanów (prawie 20 złotych), to prawie ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z początkiem XXI wieku.
Dylemat branży
Chociaż napoje herbaciane są bardzo popularne, zwłaszcza wśród młodych ludzi, a rynek nowych napojów herbacianych przekroczył 100 mld juanów (58 mld złotych) w 2020 roku, branża charakteryzuje się niskimi barierami wejścia, wysoką konkurencyjnością i wyjątkowo niskim wskaźnikiem przetrwania. Według danych statystycznych z końca listopada 2020 r. łączna liczba chińskich firm działających na rynku herbacianym przekroczyła 300 tys., z czego ponad 130 tys. zostało zamkniętych, zlikwidowanych lub zawieszonych, co stanowi aż 43 proc. rynku.
Wpływ na to miał zapewnie wybuch epidemii Covid-19, kiedy zamknięto wiele przedsiębiorstw, ale z drugiej strony główne marki na rynku, takie jak Hey Tea, Nayuki i Modern China Tea Shop, zanotowały gwałtowny rozwój i stały się jeszcze bardziej rozpoznawalne. Od 2018 do 2020 r. wzrosła liczba punktów tych trzech marek odpowiednio o 606, 487 i 256 nowych miejsc. Zaznaczyć trzeba, że Modern China Tea Shop jest jedyną z tych trzech marek, która działa tylko w prowincjach Hunan i Hubei i nie posiada swoich punktów w innych rejonach Chin. Te topowe marki są obecne głównie w największych chińskich metropoliach i miastach oraz rozszerzają swoją ekspansję poprzez tworzenie submarek i wchodzenie do większej ilości miast.
Herbata z mlekiem i kawa w przyszłości staną się dwoma najważniejszymi napojami na rynku spożycia napojów w Państwie Środka. W przeciwieństwie do kawy, krótki czas rozwoju rynku nowych napojów herbacianych oraz brak standardów i norm branżowych to wąskie gardła, które ograniczają dalszy rozwój tej branży. W przyszłości firmy działające na rynku nowych napojów herbacianych muszą wykreować markę, która zagwarantuje jakość oraz stworzy efekt skali i będzie odporna na różnego rodzaju ryzyka.

30 lat parkietu

Pierwsza piątka nie przetrwała, ale giełda jest nieodłącznym elementem polskiej gospodarki.
12 kwietnia 1991 r. podpisano akt założycielski spółki „Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.”. Minęło właśnie 30 lat od pierwszej, inauguracyjnej sesji giełdowej w powojennej Polsce. Z okazji tego jubileuszu stosowne życzenia wygłosił prezydent Andrzej Duda.
„30 lat temu w Warszawie odrodziła się giełda papierów wartościowych. Świętujemy ten jubileusz z satysfakcją i dumą. Warszawską giełdę można wręcz uznać za ikonę odbudowanego w niepodległej Rzeczypospolitej wolnego rynku. Giełda jest jednym z symboli wolnej Polski. Tutaj na warszawskim parkiecie, Polska wytyczyła drogę, która może być lekcją i inspiracją dla innych narodów” – stwierdziła głowa państwa, choć nie sprecyzowała, dla jakich narodów polska giełda stała się inspiracją.
Zdaniem prezydenta RP „niezwykle wymownym znakiem” było także to, że warszawska giełda, serce wolnego rynku rozpoczęła swoją działalność w dawnej siedzibie partii marksistowskiej, w centrali komunistycznej władzy. Była to miara historycznego przełomu, jak niektórzy mówili: swoisty chichot historii. Giełda rośnie wraz z polskimi osiągnięciami, wraz rozwojem naszej gospodarki – dodał prezydent.
Na pierwszej sesji giełdowej 16 kwietnia zadebiutowało pięć starannie dobranych i przygotowanych do rynkowej działalności spółek: Tonsil, huta szkła Krosno, Próchnik, Śląska Fabryka Kabli, Exbud. Żadna z nich nie jest już notowana na giełdzie i nie istnieje w takiej formie organizacyjnej jak w latach 90.
Tonsil upadł i został zlikwidowany, ale potem prywatny polski inwestor wykupił pozostałości firmy i wznowił produkcję. Upadła też huta Krosno, później także wykupiona przez zagranicznego nabywcę. Śląska Fabryka Kabli również stała się częścią zagranicznej firmy, tak jak i Exbud. Mniej szczęścia miał Próchnik, zlikwidowany najpóźniej, bo w 2018 r., ale jak się wydaje, ostatecznie.
Wtedy, w 1991 r., obroty na pierwszej sesji wyniosły zaledwie 2 tys zł. Dziś na wszystkich parkietach GPW są notowane papiery wartościowe o łącznej wartości około 1 mld zł. Pierwszym prezesem warszawskiej giełdy został Wiesław Rozłucki, który kierował nią przez 15 lat. Ostatnia dekada to już karuzela prezesów – w tym czasie było ich sześciu. – Wbrew logice udało się stworzyć w Polsce rynek kapitałowy, który w ciągu 27 lat został zakwalifikowany do rynków rozwiniętych. Przeszliśmy tę drogę w ekspresowym tempie, dwa razy szybciej niż na przykład Korea Południowa. Dzisiaj, polski rynek kapitałowy i polska giełda jest modelem udanej transformacji i wprowadzenia instytucji wolnorynkowych do systemu gospodarczego. Wiele krajów zazdrości nam naszej giełdy i rynku kapitałowego – oświadczył obecny prezes GPW Marek Dietl.

Zbieranie na inwestowanie

W naszym kraju rośnie popularność zbiórek pieniędzy w sieci. Cele są najróżniejsze.
Polski rynek finansowania społecznościowego w tym roku niemalże się podwoi, w porównaniu z 2020 r. Ubiegłoroczne tendencje wzrostowe wskazują, że może on osiągnąć wartość sięgającą 2 miliardy złotych. Najbardziej dynamicznie, jak zwykle, zwiększą się najprawdopodobniej zbiórki internetowe na cele charytatywne.
Pandemia w Polsce dobrze akurat służy crowdfundingowi, czyli zbieraniu pieniędzy na różne cele przez internet. Ta działalność rozszerza się, pojawiają się w niej nowe trendy, przybywa rozmaitych, większych i mniejszych inwestycji oraz przedsięwzięć, sfinansowanych właśnie dzięki takim zbiórkom.
Zbiórki w internecie osiągnęły już status niemal polskiego hobby. Rodacy masowo organizują i chętnie finansują zbiórki w sieci na prawie każdy cel, od charytatywnych poprzez biznesowe, naukowe, społeczne, a skończywszy na indywidualnych, przeznaczonych na realizację mniej lub bardziej wyszukanej pasji.
Rosnąca popularność zbiórek pieniężnych była obserwowana w Polsce przez ostatnie kilka lat. Jednak to, co się działo w zeszłym roku oraz to, co z czym będziemy zapewne mieli do czynienia w bieżącym, spowoduje, że śmiało można uznać, iż ten rynek przechodzi poważną przemianę jakościową.
Tę znaczącą przemianę zawdzięczamy przede wszystkim pandemii Covid-19, która wraz z dwoma lockdownami spowodowała, że Polacy zaczęli spędzać bardzo dużo czasu w domach przed komputerami. Dodatkowo, część rodaków będąc z natury wrażliwa na nieszczęścia innych, w jakiś sposób chciała – i chce nadal – pomagać finansowo wielu potrzebującymi.
Przyczynia się do tego także postępujący demontaż funkcji państwa polskiego pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Państwo PiS coraz mniej troszczy się o obywateli, oszczędza na ich życiu, zdrowiu, warunkach społecznych.
W rezultacie, niezależnie od pandemii, coraz więcej z nas umiera, coraz częściej chorujemy, coraz mniej nas się rodzi, pogarsza się czas trwania naszego życia i jego jakość. Nie chcemy się jednak godzić na taką ponurą rzeczywistość, więc siłą rzeczy musimy własnymi siłami zastępować coraz bardziej ułomne państwo. Do tego potrzebne są zaś pieniądze – na leki, na sprzęt medyczny, na operacje, na wsparcie dla niepełnosprawnych dzieci, na rehabilitację, na walkę z biedą. Wiemy, że na państwo PiS trudno liczyć – zatem rozumiemy, iż musimy organizować zbiórki na rozmaite cele, bo instytucje państwa nam nie pomogą.
Dlatego właśnie w ostatnich latach w sieci pojawiło się sporo bardzo dobrze wypromowanych i nagłośnionych zrzutek, np. dla medyków czy seniorów – a także dla poszkodowanych przez pandemię przedsiębiorców, między innymi dla branży hotelarskiej, restauracyjnej i cateringowej czy dla właścicieli stoków i wyciągów.
Ponadto, pandemia i zamknięcie gospodarki czy jej poszczególnych sektorów, w dużym stopniu także spowodowały popularyzację finansowania społecznościowego w naszym kraju. Coraz częściej bierzemy w tym udział.
– Wartość rynku crowdfundingu w 2021 roku zwiększy się do poziomu 2,033 miliarda złotych z 1,089 miliarda w 2020 roku, przy dynamice na poziomie 86,6 proc. Wartość samych zbiórek charytatywnych urośnie zaś do 1,572 mld. zł – ocenia Tomasz Chołast, współzałożyciel zrzutka.pl.
Ważnym elementem zwiększającym zainteresowanie Polaków zbiórkami internetowymi jest też popularyzacja tego rodzaju finansowania społecznościowego wśród rozmaitych gwiazdek i celebrytów, którzy z powodu lockdownów utracili swoje dotychczasowe źródła zarobkowania.
Wśród przykładowych, udanych zbiórek warto zwrócić uwagę na przeprowadzenie dwóch, dużych i dobrze nagłośnionych zrzutek, przeznaczonych na start nowych konkurencyjnych stacji radiowych, organizowanych przez dziennikarzy, którzy wcześniej pracowali dla Trójki Polskiego Radia. Zgromadzone wokół nich całkiem pokaźnych rozmiarów społeczności, bardzo mocno zaangażowały się w wypromowanie, a także sfinansowanie tych zbiórek. – Już nie tylko liczba organizowanych zrzutek czy też poziom ich finansowanie pokazuje stan rozwoju tego rynku w Polsce. Także, a może przede wszystkim, zauważalny jest wysoki stopień świadomości oraz zaangażowania się bardzo dużej grupy internautów, nie tylko fanów poszczególnych projektów, w promocję w internecie, w tym w mediach społecznościowych. W bieżącym roku ten czynnik będzie napędzał dynamiczny rozwój rynku finansowania społecznościowego – przewiduje Tomasz Chołast.
Do wzrostów całego rynku przyczynia się także fakt, że w najbliższej przyszłości już 75 proc. transakcji na rynku finansowania społecznościowego będzie realizowanych mobilnie, czyli za pomocą inteligentnych telefonów i tabletów, bez konieczności zasiadania przed komputerem – co z pewnością przyśpieszy tempo i zasięg zbiórek.
O pewnej dojrzałości rynku finansowania społecznościowego w Polsce świadczy także fakt, iż zaczynają powstawać i w udany sposób debiutować serwisy dedykowane konkretnym rodzajom aktywności. Dla przykładu, w styczniu 2021 r., wystartowała wrocławska platforma finansowania społecznościowego, przeznaczona dla zbiórek na gry planszowe. Trudno w to uwierzyć, ale podobno dotychczas zebrała ona kwotę blisko 5 milionów dolarów!

Czy nasza wódka podbije Azję?

Jest tylko jedna polska narodowa marka, znana na całym świecie. Tak jest od lat i to się nie zmieni.
Oznaczenie geograficzne Polska Wódka (albo Polish Vodka) zostało objęte ochroną na dwóch ważnych rynkach azjatyckich: chińskim i wietnamskim. To wielki sukces naszego narodowego trunku – podkreśla newsletter Krajowej Izby Gospodarczej.
Ochrona oznaczenia polskiej wódki stała się faktem w wyniku tego, iż Unia Europejska wyraziła zgodę na umowę UE-Chiny, dotyczącą ochrony 100 europejskich oznaczeń geograficznych w Chinach i 100 chińskich oznaczeń w UE. Wśród chronionych w Chinach oznaczeń znalazła się Polska Wódka, a także m.in. zagraniczne Cava, Porto, Champagne, Ouzo, Feta, Irish Whiskey, Rioja, Brandy de Jerez, Scotch Whisky.
„Polska Wódka została włączona do grona pierwszych 100 europejskich chronionych oznaczeń geograficznych, które będą chronione na terenie Chin. To ogromny rynek i duża szansa dla producentów Polskiej Wódki” – mówi Michał Rzytki, dyrektor departamentu Jakości Żywności i Bezpieczeństwa Produkcji Roślinnej w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Polska Wódka jest najprawdopodobniej jedyną rozpoznawalną polską marką globalną. Od stycznia 2013 r. obowiązuje definicja, określająca czym jest Polska Wódka/Polish Vodka. Zgodnie z tym zapisem musi być ona wyprodukowana z tradycyjnych i pochodzących z Polski zbóż: żyta, jęczmienia, owsa, pszenicy, pszenżyta albo ziemniaków. Ponadto cały proces wytwarzania musi odbywać się w Polsce.
Stowarzyszenie Polska Wódka szacuje jednak, że na razie tylko około 5 proc. wódki produkowanej w Polsce spełnia kryteria definicji Polska Wódka/Polish Vodka – zwraca uwagę newsletter Krajowej Izby Gospodarczej. To zaskakująca i nieco wątpliwa informacja, bo od razu powstaje pytanie, z czego i gdzie produkuje się w takim razie pozostałe 95 proc. krajowych wódek czystych sprzedawanych w Polsce?
„Jako część międzynarodowego koncernu Pernod Ricard, doskonale rozumiemy wagę posiadania w naszym portfolio marek, które spełniają kryteria chronionych oznaczeń geograficznych pochodzących z różnych krajów. Wytwarzanie Polskiej Wódki to był naturalny wybór, przywilej, ale też obowiązki wynikające z wymogów prawnych, dotyczących lokalnego surowca, krajowego miejsca produkcji. Koszty są duże, a zainteresowanie polskiego konsumenta, wynikające głównie z niewiedzy czym jest oznaczenie geograficzne, nadal niewielkie” – mówi Maria Spuz-Szpos, dyrektor w Wyborowa S.A. Dlatego właśnie potrzebna jest szeroka akcja informacyjno-promocyjna na temat polskich chronionych oznaczeń geograficznych, w tym Polskiej Wódki, oraz wspieranie ich producentów.
Jak dodaje Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka, nasz kraj jest największym producentem wódki w Unii Europjskiej i czwartym na świecie. Natomiast marka Polska Wódka/Polish Vodka ciągle jeszcze stanowi niewielki procent jej produkcji i eksportu. Konieczne są więc szerokie akcje informacyjne na temat oznaczeń geograficznych, a także skuteczne działania instytucji kontrolnych, zapobiegające podróbkom.
„Musimy też odczarować Polską Wódkę na rynku krajowym i nadać jej należny jej status narodowego trunku. To produkt z założenia premium, z wyższej półki” – mówi A.Szumowski
Polska Wódka to także ważny element w działaniach polskich gorzelni rolniczych, dla których możliwość przetwarzania tradycyjnych surowców pochodzących z Polski, wymienionych w definicji chronionego znaku towarowego, jest ważną częścią ich biznesu i może stanowić swoistą trampolinę dla rozwoju. W tej chwili działających gorzelni jest około 50, w tym część funkcjonuje sezonowo.
„Definicja Polskiej Wódki istniejąca od stczynia 2013 r. dała nam nadzieję na wzmocnienie działalności gorzelni rolniczych, które dzięki przetwarzaniu surowców uprawianych przez polskiego rolnika na polskiej ziemi, miałyby szansę stać się ważnym ogniwem w łańcuchu produkcji naszego najbardziej rozpoznawalnego na świecie trunku. Tak się na razie nie stało. Wierzymy jednak, że potencjał, jaki tkwi w chronionym oznaczeniu geograficznym Polska Wódka zostanie dostrzeżony przez producentów i konsumentów. Włączmy patriotyzm konsumpcyjny, zacznijmy chwalić się Polską Wódką, promujmy ją przede wszystkim w Polsce, ale też oczywiście w Chinach i Wietnamie, bo te rynki to ogromna szansa, której nie można zmarnować” – mówi Łukasz Karmowski, prezes Związku Gorzelni Polskich.
Newletter Krajowej Izby Gospodarczej nie wyjaśnia, dlaczego w wyniku umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a Chinami oznaczenie Polska Wódka/Polish Vodka ma być chronione także w Wietnamie? Można domniemywać, że ochrona na wietnamskim rynku wynika z umowy handlowej pomiędzy UE a Wietnamem, obowiązującej od sierpnia ubiegłego roku.
Produkcja wódki czystej w Polsce (w przeliczeniu na 100 proc. alkoholu) w 2020 r. wyniosła 970 tys. hektolirów (spadek o 7,7 proc. w porównaniu do 2019 r.). Wartość eksportu czystej wódki z Polski, wedle Głównego Urzędu Statystycznego, w 2020 r. wyniosła 521 mln PLN, z czego do samych Chin 1,6 mln złotych. Udział wódek czystych w eksporcie polskich napojów spirytusowych wynosi około 75,7 proc.
W Unii Europejskiej zarejestrowanych zostało łącznie 242 napojów spirytusowych z chronionym oznaczeniem geograficznym. Mająca tradycje w produkcji win Francja posiada aż 53 takie oznaczenia, Portugalia – 11, Grecja – 15. Państwa z naszego regionu, czyli Niemcy mają zarejestrowane 33 oznaczenia, Węgry – 8, Litwa – 7. Dla porównania Polska, słynąca z produkcji napojów spirytusowych, posiada tylko dwa chronione oznaczenia geograficzne w tej kategorii. Są to: Polska Wódka/Polish Vodka oraz Wódka Ziołowa z Niziny Północnopodlaskiej aromatyzowana ekstraktem z trawy żubrowej (czyli innymi słowy, żubrówka).
Wartość rynkowa oznaczeń geograficznych UE wynosi około 74,8 mld EUR i stanowi 6,8 proc. wartości rynkowej żywności i napojów z UE. Eksport unijnych oznaczeń geograficznych ma wartość 16,9 mld EUR, co stanowi 15,4 proc. całkowitego unijnego eksportu żywności i napojów – wskazuje Newsletter Krajowej Izby Gospodarczej.
Trudno na razie przewidywać, w jakim konkretnie stopniu zwiększą się polskie dochody eksportowe w wyniku ochrony na chińskim i wietnamskim rynku marki Polska Wódka/Polish Vodka, wytwarzanej przez francuską firmę? Średnia cena produktu z chronionym oznaczeniem geograficznym jest około 2,5 raza wyższa niż produktu bez tego oznaczenia – ale ten przychód przypadnie koncernowi Pernod Ricard.
„Z założenia chronione oznaczenia geograficzne oznaczają wiele korzyści ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Dla konsumentów są gwarantem jakości i specyficznego charakteru. Dla producentów oznaczają utrzymanie wysokich standardów oraz zdrową konkurencję. Dla rolników oznaczają pewny zbyt ich lokalnych wyrobów czy surowców. Oznaczenia te mocno łączą produkty z obszarami wiejskimi, z których pochodzą surowce, chronią tradycje i łączą produkt z konkretnym miejscem. Nie są to produkty anonimowe i muszą spełniać wiele wymogów zamieszczanych w specyfikacjach technicznych. To dotyczy także Polskiej Wódki. Nasze działania mają również na celu wzrost świadomości chronionych oznaczeń geograficznych w polskim społeczeństwie, bo jest to kwestia bardzo dla nas ważna” – podkreśla dyr. Michał Rzytki. Nie wyjaśnia on jednak, w jakim stopniu mogłoby się to przełożyć na polskie wpływy eksportowe. Nie bardzo też wiadomo, co dyrektor miał na myśli, mówiąc o „naszych działaniach”?
Stowarzyszenie Polska Wódka prowadzi od kilku lat działania edukacyjne na temat naszego narodowego trunku, wciąż potrzebne za granicą. Zachęca również producentów do wytwarzania trunku spełniającego definicję Polskiej Wódki, która ma szanse zyskać mocną pozycję zarówno w Chinach, Wietnamie, jak i na innych rynkach, podobnie jak bardzo znane europejskie marki Scotch Whisky czy Cognac.
Jak odróżnić na sklepowej półce Polską Wódkę, chronioną znakiem geograficznym, od innych wódek? Otóż jest to produkt z obowiązkowym oznaczeniem Polska Wódka/Polish Vodka na butelce. Dodatkowo mogą – ale nie muszą – być umieszczone na niej napisy „chronione oznaczenie geograficzne” lub skrót ChOG bądź znak Stowarzyszenia Polska Wódka oraz unijne logo chronionego znaku geograficznego.
Zdaniem Komisji Europejskiej rynek chiński ma duży potencjał wzrostu, jeśli chodzi o żywność i napoje z Europy. To trzeci co do wielkości rynek dla unijnych produktów rolno-spożywczych, wart 14,5 mld EUR. Jest to jednocześnie drugi rynek (9 proc. ogólnej wartości), jeśli chodzi o eksport z UE produktów chronionych oznaczeniami geograficznymi. produktów rolno-spożywczych i napojów spirytusowych. W Chinach żyje 1,4 miliarda potencjalnych konsumentów, a w Wietnamie 90 mln.

Silna grupa

Pod wezwaniem firmy Benefit zawiązano nielegalne porozumienie ograniczające konkurencję na rynku fitness.
Siłownie i kluby fitness są zamknięte i ponoszą coraz większe straty, ale jakby tego było mało, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył kary w łącznej wysokości ponad 32 mln zł na największe sieci fitness w Polsce. Powód: porozumienie eliminujące konkurencję oraz podział rynku, ograniczający możliwość wyboru sieci, z usług której klienci mogli skorzystać w swojej miejscowości.
Postępowanie antymonopolowe w sprawie niedozwolonych praktyk na rynku fitness zostało wszczęte w 2018 r. Prowadzono je przeciw 16 firmom oraz 6 menadżerom, podejrzewanym o bezpośrednią odpowiedzialność za niedozwolone ustalenia.
Postępowanie wykazało, że niedozwolone porozumienie trwało około 5 lat, w okresie od 2012 do przynajmniej 2017 r. Przedsiębiorcy podzielili rynek, tak aby nie konkurować ze sobą. Kontrolę nad wykonywaniem niedozwolonego porozumienia i rolę koordynatora oraz rozjemcy między interesami klubów pełnił Benefit, który jednocześnie intensywnie budował swoją pozycję rynkową.
Uczestnikom porozumienia zależało na zachowaniu silnej pozycji w miastach, w których rozwijały działalność i osiągały korzyści z uczestnictwa w programie MultiSport, oferowanym przez Benefit. Przykładowo, w Warszawie była to sieć Calypso, w Poznaniu – Fabryka Formy, we Wrocławiu – Fitness Academy, a w Krakowie – Fitness Platinium.
Pierwsze ustalenia podziałowe rozpoczęły się w 2012 r. między Calypso i Fabryką Formy. Najpóźniej w 2013 r. podział rynku został rozszerzony o Fitness Academy, przy czym pośrednikiem w zawarciu ustaleń był Benefit Systems. W podziale rynku zaczęło uczestniczyć również Fitness Platinium oraz Zdrofit, którego działalność kolidowała z działalnością sieci Calypso. Obecnie Fabryka Formy, Fitness Academy oraz Zdrofit prowadzone są przez Benefit Systems, podczas gdy Fitness Platinium i Calypso działają jako odrębni przedsiębiorcy.
W ramach zmowy przedstawiciele firm podejmowali ze sobą kontakty w sprawie podziału rynku: korespondowali, prowadzili rozmowy telefoniczne, spotykali się. Firmy wymieniały się informacjami co do otwierania klubów oraz lokalizacji, którymi były zainteresowane. Jeżeli miały plany dotyczące tego samego rejonu, wówczas uzgadniały, że jedna z nich się z niego wycofa.
Przykładowo, kwestia tego, czy dopuścić do otwarcia jednego klubu Fabryki Formy w Warszawie, a jeżeli tak, to w którym miejscu, poprzedzona została długimi konsultacjami między przedstawicielami sieci i budziła duże kontrowersje – ostatecznie ustalono, że w stolicy zostanie otwarty jeden klub Fabryki Formy, przy Rondzie ONZ. – Dzięki zmowie sieci fitness nie obawiały się konkurencji. Nie musiały walczyć między sobą o klienta zakresem oferty, standardem obsługi czy ceną. Skutki tego nieuczciwego działania i zmowy podziałowej bezpośrednio odczuli konsumenci – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
UOKiK nałożył kary na osiem firm: Bartosz Gibała Platinium, Benefit Systems, Platinium Wellness, Yes to Move (dawniej: Fitness Academy), a także Calypso Fitness i kontrolowane przez nią spółki – Baltic Fitness Center, EFC Fitness oraz Fitness MCG. Urząd uderzył również po kieszeni sześciu menadżerów, nakładając na nich kary finansowe wynoszące od 40,8 tys zł do 302,5 tys zł (w sumie prawie prawie 800 tys. zł.).
Poprzez niedozwolony podział rynku sieci fitness mogły ugruntować swoją pozycję na lokalnych rynkach bez obawy o działania konkurentów uczestniczących w zmowie. Szef UOKiK podkreśla, że branża fitness to jeden z sektorów najbardziej dotkniętych rządowymi obostrzeniami związanym z pandemią COVID-19. W innej sytuacji kary byłyby wyższe.

Burzliwy początek roku

Mimo wielu dramatycznych i zaskakujących wydarzeń, nie doszło do spadku cen akcji. Przeciwnie, indeksy biją rekordy.
Na przełomie i początku tego roku uwaga skupiła się przede wszystkim na wydarzeniach w USA. 5 stycznia okazało się, że afera Donalda Trumpa z stanem Georgia („szukajcie głosów, żebym wygrał”) Republikanom bardzo zaszkodziła. W wyniku głosowania w Senacie USA oba miejsca z Georgii wygrali Demokraci niewielką większością głosów.
Wydawało się, że inwestorzy, którzy po wyborach prezydenckich 3 listopada cieszyli się z tego, że Kongres będzie podzielony, zareagują korektą na rynku akcji. Nic z tych rzeczy – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Jeszcze przed atakiem na Kapitol, okazało się, że indeksy ruszyły do góry i ustanawiały nowe rekordy wszech czasów. Korekta nie to, że była krótka – praktycznie jej wcale nie było (tylko na początku sesji indeksy nieco straciły).
W kąt poszły obawy o to, że pełnia władzy Demokratów oznacza wyższe podatki i rozbicie spółek z sektora FAANG (Facebook, Amazon, Apple, Netflix i Google). Bardziej liczyło się to, że Kongres i prezydent Joe Biden zasilą gospodarkę kolejnymi zastrzykami gotówki. Mówiło się o co najmniej 1 bilionie dolarów (w tym o zastrzyku 2.000 USD na gospodarstwo domowe). Zobaczymy, czy te nastroje inwestorów utrzymają się wtedy, kiedy Kongres zacznie swoje pomysły wcielać w życie.
Wszystko było już na dobrej drodze do zakończenia dnia po wyborach w Georgii, ale okazało się, że USA pod rządami Donalda Trumpa to jest państwo z dykty. Mimo tego, że zapowiadany był zjazd zwolenników Trumpa w Waszyngtonie, nie zapewniono właściwej obsady ochrony Kapitolu, co było zaniedbaniem wręcz karygodnym i co zaowocowało scenami, które czasem można zobaczyć w krajach Trzeciego Świata (a i to chyba bardzo rzadko).
Podczas ceremonialnego liczenia głosów elektorskich częściowo uzbrojony i agresywny tłum wtargnął na Kapitol, a kongresmeni i senatorowie uciekali w popłochu. Zginęło pięć osób (jedna zastrzelona, trzy z powodów medycznych, jeden policjant). Bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Donald Trump, który zachęcał do ataku na Kapitol.
Oczywistym było, że w końcu siły porządkowe zaprowadzą porządek i tak też się stało. W kolejnym dniu wstrząśnięci kongresmeni zrezygnowali z części swoich sprzeciwów i już bez przeszkód Joe Biden – Kamala Harris zostali uznani za prezydenta i wiceprezydenta USA. Pozostaje już tylko zaprzysiężenie, które odbędzie się 20 stycznia 2021 roku.
W tle tego dramatycznego wydarzenia było interesujące zachowanie rynku akcji. W dniu ataku indeksy na Wall Street zaczęły spadać, ale mimo tego dramatu Dow Jones ustanowił nowy rekord, a S&P 500 zyskał pół procent. Oczywistym więc było, że kiedy sytuacja się uspokoi, czyli w czwartek, indeksy znowu zyskają i wszystkie ustanowią nowe rekordy. Tak też się stało. Pomagało też to, że Donald Trump nieco się wystraszył i zapowiedział płynne przekazanie władzy – ocenia TEP.
W Polsce po burzy dotyczącej przymusowej restrukturyzacji Idea Banku, czyli po przejęciu go przez Pekao SA na giełdzie papierów wartościowych reakcją był wzrost cen akcji Pekao oraz nurkowanie ceny Getin Noble Bank. Indeks WIG Banki rósł jeszcze mocniej z udziałem Pekao SA – z każdym dniem rósł coraz szybciej. Można powiedzieć, że rynek przyjął to rozwiązania z ulgą. Sprawa Idea Banku jest wielowątkowa, pytanie jednak co dalej jest nadal aktualne.
Po uspokojeniu sytuacji w USA, w czwartek 7 stycznia, WIG 20 zyskał 3,23 proc. otwierając drogę przynajmniej do poziomu sprzed pandemii. Trudno się temu dziwić, jeśli widać to, co dzieje się na rynkach rozwijających się i jakie rekomendacje dają duże banki inwestycyjne (kupować akcje na tych rynkach).
Kilka słów trzeba też powiedzieć o naszym rynku walutowym i wywiadzie Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wynikało z niego, że obniżka stóp procentowych może nastąpić, jeśli Polskę zaatakuje zimowa fala pandemii (czyli nie w styczniu), a NBP nie jest zadowolony z siły złotego.
Takie słowne interwencje jednak na rynek nie działają, więc złoty się umacniał i będzie się umacniał, dopóki NBP znowu nie wkroczy na rynek. A i to może jedynie spowolnić tempo umacniania się naszej waluty. Czekamy więc teraz nie na obniżki stóp, ale na to, kiedy i czy NBP znowu wejdzie na rynek. Jeśli będzie chciał pokazać, że nie chodziło tylko o zysk NBP przekazywany do budżetu, to niedługo będzie musiał to zrobić.

Mieszkaniówka kwitła na tle zapaści

Niedobór mieszkań w Polsce jest tak dotkliwy, ze nawet kryzys spowodowany pandemią nie zdołał zahamować rozwoju budownictwa i zmniejszyć dochodów deweloperów.
W III kwartale ubiegłego roku nastąpił powrót do aktywności na rynku mieszkaniowym, po restrykcjach wynikających z pandemii COVID-19, obowiązujących od marca 2020 r. Liczba zawartych kontraktów na budowę mieszkań na największych rynkach pierwotnych była o połowę wyższa w porównaniu do historycznie niskiego, poprzedniego kwartału.
W wspomnianym III kwartale 2020 r. odnotowano zaś w Polsce historycznie wysoką liczbę zarówno mieszkań oddanych do użytkowania (59,1 tys.), jak i tych, których budowę rozpoczęto (67,3 tys.).
Wyższe stopy zwrotu z projektów mieszkaniowych oraz utrzymujący się popyt przyczyniały się do występowania inwestorów o wydawanie kolejnych pozwoleń na budowę mieszkań. Mimo tego udzielono ich mniej niż w II kwartale oraz rok do roku, na co wpływ miały ograniczenia pracy urzędów związane z COVID-19. Takie są podstawowe wnioski, zawarte w analizie sytuacji na rynku nieruchomości w Polsce sporządzonej przez Narodowy Bank Polski.
Koszty budowy mieszkań nieznacznie wzrosły, jednak tempo tego wzrostu było znacznie niższe, natomiast ceny ziemi nadal istotnie rosły. Zaobserwowano nieznaczny wzrost średnich, transakcyjnych cen mieszkań na rynku pierwotnym większych miast oraz ich stagnację lub spadek na rynku wtórnym.
Wpływ pandemii na rynek mieszkaniowy jest złożony, a ceny na rynku pierwotnym i wtórnym zmieniały się w różnych kierunkach. Ceny ofertowe nowo wprowadzanych mieszkań na rynku pierwotnym wyhamowały wzrost, a jednocześnie deweloperzy zwiększyli nieco podaż mieszkań. Wysokie ceny ofertowe mogą też podlegać różnego rodzaju promocjom, co ułatwia sprzedaż.
Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły we wszystkich grupach miast, zwłaszcza w Warszawie (efekt częstszej sprzedaży lepiej zlokalizowanych mieszkań). Na rynku wtórnym w największych miastach spadł nieco popyt na kupowanie mieszkań na własność. Podobne mieszkania sprzedawane były drożej niż miało to miejsce kwartał wcześniej.
W Warszawie spadły w trzecim kwartale średnie (ofertowe i transakcyjne) stawki najmu metra kwadratowego mieszkań (nie uwzględniające opłat eksploatacyjnych i opłat za media). Nastąpił też spadek stawek czynszów w najmie długoterminowym w 6 największych miastach Polski, co wpłynęło też na spadek opłacalności najmu mieszkań. Nadal jednak inwestycja mieszkaniowa (nie uwzględniając kosztów transakcyjnych) była konkurencyjna na tle oprocentowania lokat gospodarstw domowych, inwestycji w 10-letnie obligacje skarbowe, bądź w nieruchomości komercyjne.
W największych miastach systematycznie rośnie oferta internetowa mieszkań na rynkach najmu długoterminowego, w tym nabywanych w celach inwestycyjnych. Może to sprzyjać spadkom stawek najmu w przyszłości.
Kwartalna sprzedaż mieszkań i kontraktów na ich budowę na 6 największych rynkach pierwotnych w Polsce wyniosła w trzecim kwartale ponad 13,3 tys. lokali – co znaczy, że podwoiła się wobec poprzedniego kwartału, mimo skutków obowiązywania ograniczeń związanych z pandemią COVID-19. Nie osiągnęła jednak poziomu sprzed pandemii.
Zapas niesprzedanych mieszkań wystawionych na rynek zwiększył się wobec poprzedniego kwartału o 0,4 tys. lokali i wyniósł na koniec okresu 49,3 tys. Liczba mieszkań gotowych do zamieszkania w ofercie sprzedaży w 6 największych miastach wzrosła wobec poprzedniego kwartału o 0,2 tys. (do 5,5 tys.), a czas sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w tych miastach się wydłużył.
Wskaźnik tak zwanej szacowanej dostępności mieszkań w dużych miastach (bazujący na przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw) wyniósł w trzecim kwartale 0,76 metra kwadratowego czyli nieznacznie zmniejszył się wobec poprzedniego kwartału. Nadal jednak był wyższy o 0,28 m.kw. w porównaniu z minimum zanotowanym w III kwartale 2007 r., za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Wskaźniki szacowanego maksymalnego dostępnego kredytu mieszkaniowego oraz kredytowej dostępności mieszkania dla przeciętnego gospodarstwa domowego również nieznacznie wzrosły. Głównym powodem lekkiego zwiększenia się tych dwóch wskaźników dostępności były niskie stopy procentowe kredytu mieszkaniowego.
Do końca III kwartału 2020 r. obserwowano tylko nieznaczny wpływ ograniczeń związanych z pandemią COVID-19 na dotychczasowe wypłaty kredytów. Wartość nowych, złotowych umów kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych według danych NBP wyniosła w III kwartale ok. 13,9 mld zł, tj. była wyższa o ok. 0,9 mld zł (6,5 proc.) wobec wielkości z poprzedniego kwartału oraz niższa o ok. 0,7 mld zł (- 4,8 proc.) względem III kwartału 2019 r. Łącznie w trzech kwartałach 2020 r. udzielono ok. 41,7 mld zł kredytów mieszkaniowych, czyli o 0,7 mld zł więcej w porównaniu do tego samego okresu 2019 r.
Wyniki ankiety NBP na temat sytuacji na rynku kredytowym w III kwartale ubiegłego roku wskazują, że banki złagodziły nieco kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych ale zarazem kolejny raz podniosły marżę kredytową oraz marżę dla kredytów obarczonych wyższym ryzykiem. W IV kwartale 2020 r. banki spodziewały się nieznacznego łagodzenia polityki kredytowej i kontynuacji wzrostu popytu na kredyty mieszkaniowe.
„Należy dodać, że przejściowe trudności ze spłatą kredytu mieszkaniowego, będące skutkiem wyjątkowo dużego szoku na początku epidemii, nie skutkowały niewypłacalnością kredytobiorców” – podkreśla NBP. Wpływ na to miały moratoria kredytowe i obniżki stóp procentowych.
Szacowana stopa zwrotu kapitału własnego z projektów inwestycyjnych deweloperów mieszkaniowych wyniosła w III kwartale 2020 r. około 21 proc. Na tle innych branż pozostaje ona na bardzo wysokim poziomie. To skutkek wzrostu cen transakcyjnych, pokrywających z nadwyżką wzrost kosztów producentów mieszkań.
Według ekspertów Coface liczba upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych w branży budowlanej nieznacznie zmniejszyła się rok do roku. Spadł także udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji (o 1,2 p.p). Dane te, jak stwierdza NBP, są jednak obarczone niedoszacowaniem wynikającym z zaburzonej pracy sądów. Jak widać, także i instytucje będące w rękach PiS-u zauważają fatalny wpływ zmian narzucanych polskiemu sądownictwu na sprawność postępowań.
Rynek nieruchomości komercyjnych również został dotknięty przez pandemię COVID-19, a związane z tym ograniczenia w działalności przedsiębiorstw będą mieć jeszcze długo wpływ na czynsze i transakcje sprzedaży nieruchomości. Należy pamiętać, że czynsze w obiektach komercyjnych są podpisywane na kilka lat, a zerwanie tych kontraktów wiąże się z kosztami. Gdy jednak najemca powierzchni staje się niewypłacalny, nie jest w stanie płacić czynszu i próbuje obniżyć jego poziom. Natomiast transakcje kupna i sprzedaży nieruchomości są wynikiem długich negocjacji, zatem na rynku inwestycyjnym ewentualny wpływ pandemii widoczny będzie z opóźnieniem.
Pandemia przyspieszyła zmiany zachodzące na rynku biurowym. „Obserwujemy wzrost pustostanów i zmniejszenie popytu na powierzchnie biurowe. Firmy w celu ograniczenia kosztów związanych z wynajmem powierzchni biurowej decydują się na model pracy zdalnej lub pracy hybrydowej” – zauważa NBP. Wiele firm jednak nie chce całkowicie rezygnować z powierzchni biurowej.
Na rynkach nieruchomości biurowych w IIIkwartale 2020 r. zwiększyła się nierównowaga, wynikająca z nadmiaru podaży powierzchni do wynajęcia w stosunku do popytu na nią. Podaż nowych powierzchni oraz powierzchni w budowie nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Wynika to z rozpoczęcia budowy bardzo dużej ilości obiektów jeszcze przed pandemią. Inwestorzy chcą zakończyć te budowy – i prawdopodobnie oczekują, że przyciągną najemców nowoczesną powierzchnią.
Według informacji firm doradczych, na koniec III kwartału ub.r. zasoby powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach biurowych wyniosły ok. 11,5 mln m.kw., a w budowie było 1,4 mln m.kw. Stopa pustostanów biurowych wzrosła do 10,7 proc. wobec 9,0 proc. na koniec II kw. Liczba pustostanów w powierzchni biurowej zależy od wieku oraz od lokalizacji biurowca. Stopy zwrotu z nowo wybudowanych nieruchomości biurowych pokazują jednak, że taka inwestycja jest wciąż opłacalna.
Czynsze transakcyjne (w euro/mk.kw) powierzchni biurowych klasy A w Warszawie oraz w innych dużych polskich miastach nieznacznie spadały. W stolicy wynosiły ok. 19 euro/m. kw., a w 8 największych miastach wojewódzkich od 11 do 14 euro/m.kw. Czynsze w budynkach biurowych klasy B na największych rynkach także nieznacznie spadły. Umowy najmu podpisywane są zazwyczaj na kilka lat, zatem ewentualne zmiany w nowo podpisanych czynszach tylko nieznacznie wpływają na średnią z czynszów obowiązujących w danym okresie.
Pandemia COVID-19 dotknęła sektor nieruchomości w okresie szczytu koniunktury, kiedy zarówno sprzedaż, jak i ceny były na wysokim poziomie. Dotychczas jednak przedsiębiorcy z tej branży nie ucierpieli.

Gospodarka 48 godzin

Władza usuwa sędziów
Igor Tuleya to trzeci w tym roku sędzia, który został pozbawiony immunitetu za to, że nie przymykał oczu na naruszenia prawa przez Prawo i Sprawiedliwość. Karanie, a w konsekwencji usuwanie z zawodu sędziów, którzy bronią niezawisłości (co oznacza, że mogą też podejmować działania niemiłe obecnej władzy) oraz zastępowanie ich sędziami posłusznymi PiS-owi, to istota tzw. reformy sądownictwa, realizowanej przez obóz rządzący. Po pozbawieniu immunitetu można już zatrzymać sędziego Tuleyę, postawić mu zarzuty i odsunąć od orzekania. Sędzia stracił immunitet w wyniku decyzji zależnej od PiS, nielegalnej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Dlatego zapowiedział, że nie stawi się dobrowolnie na przesłuchanie. Oświadczył, iż prokuratura będzie musiała go pozbawić wolności i doprowadzić siłą. I tak się zapewne stanie, bo ileż to roboty?. A PiS-owska telewizja „publiczna” efektownie pokaże i odpowiednio nagłośni zatrzymanie sędziego Tuleyi. „Postępowanie wobec sędziego Tuleyi to przykład rażącego naruszania reguł praworządności w Polsce. Pod dowolnymi zarzutami polityczna prokuratura i Izba Dyscyplinarna SN mogą odsunąć dowolnego sędziego, którego orzeczenia są niewygodne” – w ten sposób prof. Krystian Markiewicz, prezes stowarzyszenia sędziów Iustitia podsumował „reformę sądownictwa” prowadzoną przez PiS-owską władzę. .

Mamy kryzys
Polski produkt krajowy brutto w III kwartale 2020 r. zmniejszył się realnie o 1,5 proc. rok do roku, wobec wzrostu o 4,4 proc. w analogicznym kwartale 2019 r. – podał Główny Urząd Statystyczny. Wpłynęło na to obniżenie popytu krajowego o 3,2 proc. w skali roku (natomiast w II kwartale 2020 r. odnotowano zmniejszenie popytu krajowego o 9,9 proc.). Jednakże spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło o 0,4 proc., wobec spadku w II kw. 2020 r. aż o 10,8 proc. Nakłady brutto na środki trwałe (inwestycje) w III kwartale obniżyły się o 9,0 proc. (wobec spadku w II kw. o 10,7 proc.). Warto zwrócić uwagę, że trzeci kwartał w polskiej gospodarce był zauważalnie lepszy od drugiego. W porównaniu z poprzednim kwartałem, w III kwartale 2020 r. PKB zwiększył się realnie o 7,9 proc. W przemyśle wartość dodana brutto w III kwartale 2020 r. zwiększyła się realnie o 17,7 proc., w transporcie o 17,1 proc., a w handlu i naprawach o 15,3 proc. Natomiast wartość dodana brutto w budownictwie w III kwartale 2020 r. zmniejszyła się realnie o 2,9 proc., zaś w działalności finansowej i ubezpieczeniowej spadła o 3,7 proc.

Rynek pracy ucierpiał
Pandemia negatywnie wpływa na rynek pracy w Polsce. Wprawdzie stopa bezrobocia wciąż jest stabilna i wynosi według metodologii unijnej średnio około 3 proc., jednak dodatkowe wskaźniki pokazują zwiększone wykorzystanie zwolnień chorobowych i nasilenie pracy w niepełnym wymiarze godzin (wpływające na wysokość zarobków). Wzrosły również wskaźniki braku aktywności zawodowej, a najbardziej ucierpiała młodzież i kobiety. Potrzebne więc wsparcie aby ograniczyć wpływ drugiej fali pandemii na rynek pracy. Chodzi o ułatwienie powrotu do pracy grup najbardziej dotkniętych przez kryzys, aby uniknąć trwałego wzrostu strukturalnego bezrobocia – zauważają eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Sztuka jako lokata

Na dziełach sztuki można zarobić, ale jest to rozwiązanie dla ludzi cierpliwych i takich, którzy nie dadzą się oszukać.
Z roku na rok kupujemy coraz więcej dzieł sztuki, traktowanych przez zamożniejszych Polaków jako niezła lokata kapitału. I coraz więcej za nie płacimy. Co ciekawe, pandemia koronawirusa nie tylko nie zahamowała tego procesu, ale nawet go przyspieszyła, czemu sprzyja permanentna już nieopłacalność odkładania pieniędzy w polskich bankach. – Przez ostatnich kilka lat jesteśmy świadkami nieustannego bicia rekordów. W roku 2019 rynek sztuki w Polsce znowu osiągnął najwyższe obroty, zbliżając się do 300 mln złotych. Odbyła się też rekordowa liczba 337 aukcji, a jeden z domów aukcyjnych przekroczył 150 mln złotych obrotu i zdobył ponad połowę rynku – mówi Rafał Kamecki, prezes portalu o rynku sztuki w Polsce Artinfo.pl.
W ciągu pierwszego półrocze 2020 r., czyli okresu, kiedy pandemia wywołała zawirowania w niemal każdej branży, sprzedaż sztuki wzrosła o niemal 30 proc. w stosunku do półrocza roku ubiegłego. Jeśli ten trend się utrzyma, to pod koniec tego roku znowu w naszym kraju osiągnięty zostanie historyczny wynik.
Choć w ubiegłym roku nadal rosło zainteresowanie kolekcjonerów sztuką współczesną, nastąpił też widoczny powrót do sztuki dawnej, która w latach wcześniejszych wyraźnie traciła na rzecz „klasyki nowoczesności”. To poniekąd zrozumiałe, gdy traktuje się sztukę jako lokatę kapitału. Malarstwo współczesne jest bowiem technicznie dużo łatwiejsze do sfałszowania, niż obrazy sprzed kilkuset lat – a tym samym wartość takiej podrobionej lokaty może okazać się równa zeru.
Ciekawe, że po raz pierwszy w 30-letniej historii rodzimego rynku aukcyjnego ranking najdroższych transakcji otwiera praca rzeźbiarska. Za grupę postaci „Caminando” Magdaleny Abakanowicz zapłacono ponad 8 mln złotych. Magdalena Abakanowicz zmarła trzy lata temu, więc jej dzieł już nie powstanie więcej, co sprzyja wzrostowi cen – o ile oczywiście mamy do czynienia z wybitnymi pracami. – Na całym świecie umacnia się tendencja, zgodnie z którą najdroższe obiekty artystyczne z roku na rok stają się coraz droższe – zaznacza Rafał Kamecki.
No i pomagają tu czasy kryzysu, które paradoksalnie oznaczają wyraźny wzrost cen i dochodów na rynku sztuki.

Gospodarka 48 godzin

Ministerstwo ds. reelekcji A.Dudy
Ministerstwo Finansów opóźnia przekazywanie informacji, mówiących o tym, jak pandemia koronawirusa wpłynęła na wpływy z podatku VAT. Prawdopodobnie mamy do czynienia z dużym załamaniem wpływów podatkowych, ale resort finansów zamierza podać te dane dopiero po drugiej turze wyborów. Chodzi o to, że ich opublikowanie przed wyborami zmniejszyłoby szanse Andrzeja Dudy na reelekcję – a przecież, wedle oficjalnej propagandy partyjno-rządowej, Polska znakomicie radzi sobie z kryzysem.

Nie pracuj w wakacje
Wakacyjny rynek pracy wygląda tak, że najwięcej ofert pracy jest na wschodzie Polski, a najmniej na południu oraz – o dziwo – w centrum. Redukcje etatów zapowiadają pracodawcy z pozostałych czterech regionów, gdzie plany rekrutacyjne są najniższe od 2008 roku. Generalnie, okres wakacyjny nie oznacza korzystnych warunków do poszukiwania nowej pracy, ponieważ ofert w całym kraju jest i będzie dużo mniej niż w ostatnich latach – co oznacza spadek liczby zatrudnionych. Ciekawe, że nie ma większego zapotrzebowania na pracę sezonową nad polskim morzem. Takie wyniki przynosi analiza przygotowana przez ManpowerGroup. Jeśli ktoś nie musi, niech więc nie traci czasu na szukanie roboty w lipcu i sierpniu lecz wypocznie i nabierze zdrowia, zanim jesienią koronawirus uderzy w nas z wzmożoną siłą – chyba, że chce się wybrać pod naszą wschodnią granicę. Dodatnia prognoza letniego zatrudnienia w regionie wschodnim wynika przede wszystkim z prężnie rozwijającej się tam branży przetwórstwa spożywczego, która mimo pandemii, notuje duże zapotrzebowanie na ręce do pracy. Producenci ze wschodnich województw Polski często zaś borykają się z brakiem kadr. Polska wschodnia to również obszar rolniczy, gdzie w sezonie letnim właściciele gospodarstw poszukują pracowników do pomocy przy zbiorach. Również przedsiębiorstwa z Dolnego Śląska i województwa opolskiego będą poszukiwać nowych pracowników, jednak już nie w takiej skali, jak to miało miejsce przed rozwojem koronawirusa. W tych regionach, gdzie wciąż szuka się pracowników, największe braki kadrowe, jak podaje ManpowerGroup, odczuwają obecnie właściciele magazynów, firm produkcyjnych, kurierskich i logistycznych, potrzebni są również niewykwalifikowani i wykwalifikowani pracownicy fizyczni, osoby do obsługi wózków widłowych z uprawnieniami. Pracodawcy poszukują również specjalistów IT i osób o specjalnościach technicznych. Mimo pandemii, nie maleje zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języków obcych. W cenie jest szczególnie niemiecki, francuski, hiszpański, włoski. Kandydaci, którzy biegle posługują się jednym z nich, a także językiem angielskim, w dalszym ciągu mogą liczyć na atrakcyjne oferty pracy. To zasługa dobrze rozwiniętego i dalej rozwijającego się sektora usług biznesowych w Polsce. Natomiast cięcia etatów zapowiadane na południu, wynikają z decyzji umiejscowionych tam firm produkcyjnych, szczególnie tych z branży motoryzacyjnej, które najbardziej odczuły skutki kryzysu. Brak ciągłości w utrzymaniu łańcucha dostaw, opóźnienia w transporcie komponentów spowodowały zatrzymanie produkcji, a co za tym idzie spadek obrotów i redukcję miejsc pracy. Oprócz tego producenci aut walczą ze zmniejszonym popytem na ich produkty Tak więc, najbliższy kwartał będzie trudnym okresem na rynku pracy. Sytuacja jest wciąż nieprzewidywalna i nie wiadomo, jaki będzie finalny wpływ pandemii na polską gospodarkę.