Nie daj się, Margot!

Nie zgadzam się z Janem Hartmanem. Świruj, Margot, przeklinaj, wkurwiaj się, rób, cokolwiek uważasz za słuszne. Grzecznym zachowaniem nie zmienia się świata.

To nie Margot jest komukolwiek cokolwiek winna. To my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby jej walka nie poszła na marne.

Po opublikowaniu pierwszego od wyjścia z aresztu zdjęcia Margot, posypały się reklamacje: o wypuszczenie nie takiej Margot nic nie robiliśmy!

Z jakiegoś bowiem powodu, gdzieś pomiędzy zniszczeniem furgonetki a opublikowaniem zdjęcia po wyjściu z aresztu, okazało się, że Margot stanowi polski symbol, do którego wszyscy mamy prawa i możemy go ugniatać i kształtować wedle własnych fantazji.

Dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra napisała na Twitterze: „Mam wobec postaci Margot wątpliwości wynikające nie tylko z tego zdjęcia, wulgarnego i głupiego”. Monika Jaruzelska opublikowała z kolei tweeta o następującej treści: „Michał/Margot pokazał właśnie «fucka» swoim gorliwym obrońcom. Przeciwnicy mogą tylko zacierać ręce. Gratuluję!”. Z kolei Jan Hartman, filozof i etyk, napisał do Margot apel, w którym wyjaśnia jej, jak należy się buntować i co odtąd należy do jej obowiązków.

Pamiętacie wideomanifest Be a lady, they said? Jan Hartman posługuje się skrytykowaną w nim narracją, wyjaśniając Margot, żeby „nie świrowała, nie obrażała nikogo”. Be a lady, says Hartman.

„Nie podoba mi się anarchistyczny styl Twoich wypowiedzi po wyjściu z aresztu, Margot. Te «fucki» i dziwne, dwuznaczne, lecz w każdym razie wulgarne słowa – to wszystko niepotrzebne” – zaczyna Hartman. No tak, przecież nie wypada przeklinać. Co ludzie powiedzą?

Dalej filozof wyjaśnia Margot, że oto stała się liderką i teraz ciąży na niej odpowiedzialność za miliony wpatrujących się w nią porządnych ludzi. W związku z czym „nie może być już gówniarą i zawieść tych ludzi”, bo „to już nie jest tylko jej życie, ale sprawa ich wszystkich”.

Dlaczego 24-latka, mająca pełne prawo do bycia wkurwioną na władzę i realia, w jakich przyszło jej żyć, miałaby się hamować?

Z jednej strony oczekuje się od Margot wkurwu na tyle silnego, żeby wystarczyło na przeprowadzenie rewolucji (wszak Hartman niniejszym namaścił ją w swym tekście na liderkę), z drugiej zaś – wymaga się, żeby zachowała polityczną poprawność i broń boże, nie wzbudzała kontrowersji.
Bo Hartman owszem, stanie po stronie osób LGBT, ale wciąż nie potrafi sobie odmówić komentarza z pozycji uprzywilejowanego mężczyzny, który wyjaśni, w jaki sposób wolno zareagować. Hartman poucza: „Tak że nie świruj, nie obrażaj nikogo, tylko staraj się zachować jak dorosła osoba, która ma ważne zadanie do wykonania”.

Wyjaśnia, że sprawa Margot nie jest już sprawą Margot, a ona sama stała się symbolem i liderką, „czy jej się to podoba, czy nie”.

Biały, heteroseksualny mężczyzna w średnim wieku tłumaczy świat niebinarnej osobie, odbierając jej prawo do decydowania o tym, co należy do niej, a co stanowi kwestię publiczną.

„Ludzie uznają, że «tęczowi» to faktycznie świry i gówniarze. Na pewno tego chcesz? Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Jesteś wykształcona i nie takie rzeczy rozumiesz”. Czyli: rób, co mówię, bo wiem lepiej od ciebie, czego oczekuje opinia publiczna. A jeśli ludzie skrytykują cię za to, że okażesz emocje w sposób, który dla ciebie jest naturalny, to twoja wina. Ale hej, jesteśmy po tej samej stronie barykady, przecież mówię to dla twojego dobra. Przecież chcę, żeby osoby LGBT wywalczyły sobie równe prawa, ale jestem starszy i bardziej doświadczony, więc słuchaj, co do ciebie mówię, naiwna dziewczynko, i wyjmij ręce z kieszeni.

Hartman wyjaśnia też: „Nie można ludzi zrażać do siebie, jeśli sprawa LGBT ma być wygrana. Trzeba ich do siebie i do praw LGBT przekonywać”.

O których ludziach mowa? Tych, którzy nie chcą podejmować żadnego dialogu, odmawiając ludziom LGBT nie tylko praw człowieka, ale też prawa do swobodnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej?

Czy to naiwność, czy cynizm ze strony Hartmana, ta sugestia, że jak osoby LGBT będą z pokorą i uprzejmym uśmiechem na twarzy znosić obelgi i upokarzanie, to coś się w Polsce zmieni na lepsze?

Nie zgadzam się z Janem Hartmanem. Świruj, Margot, przeklinaj, wkurwiaj się, rób, cokolwiek uważasz za słuszne. Grzecznym zachowaniem nie zmienia się świata. I pamiętaj – nikt nie może zmusić cię do przyjęcia roli mesjasza. To wyłącznie twoja decyzja, masz prawo sama zadecydować, co dalej.

Gambit prezydencki

Patrzę na tę szamotaninę i zastanawiam się: po co? Czy nie szkoda na nią nerwów? Od razu odpowiadam: szkoda, nie warto, nie ma sensu, a dlaczego, o tym w dwóch słowach poniżej.

Parę dni temu prezydencki minister od mediów, Spychalski, wyszedł przed pałac i ogłosił; swoją drogą, pamiętam gdy Spychalski odbierał nominację na rzecznika prezydenta; wyglądał wtedy jak licealista; dziś przybyło nam obywatela, zasiał się zarost, także rzecznikowanie mu służy. Ten ci Spychalski, rzecznik prezydenta, ogłosił, że marszałkiem seniorem na pierwszym posiedzeniu Sejmu zostanie Antoni Macierewicz, bo tak zdecydował jego szef z pałacu za jego plecami. Wcześniej musiał Spychalski odszczekać, to co bez konsultacji z szefem wymyślił, a co było nie po drodze z pomysłem Dudy Andrzeja, choć jak najbardziej po drodze z dotychczasową praktyką-że marszałkiem seniorem zostaje najstarszy wiekiem poseł. Lub posłanka. I metryka wskazywała tu na panią Śledzińską-Katarasińską z PO. Prezydent jednak miał inne zdanie. Bo zagrała opozycyjna karta ministra Macierewicza, jego liczne przymioty oraz głęboki patriotyzm i umiłowanie ojczyzny. Czy coś równie podobnego, na tym samy stopniu ogólności. Od razu pojawili się krytycy pomysłu. Padły argumenty o psuciu demokratycznych standardów, tak jakby przez ostatnie lata mało napsuto w tym temacie. Że Macierewicz, to polityk kontrowersyjny, i nie godzi się, żeby go tak nobilitować. To akurat wszystko prawda.

Zastanawiam się jednakowoż, po co bić pianę o laskę dla Antonioniego, skoro starszy pan pierwszego dnia ją sobie potrzyma, a później od razu zwróci. Nie jest najmłodszy, więc niech tam ma na odchodne od życia trochę splendoru, za którym pędzi, niczym ułan.

Symbole i zabawa nimi to najbardziej umiłowane poletko uprawne PiS-u. Cła ich polityka: od monetarnej po kulturalną, ma swój prapoczątek w symbolice-jak większość religii. Od „Winkelrieda narodów” po smoleńską mgłę. Nie ma sensu tłumaczyć bezsensowności tego kultu komuś, kto nie zna innej, niż ta, jedyna-właściwa, optyki. To jak rozmowa o kolorach z ociemniałym. Lepiej odpuścić sobie pomstowanie na Macierewicza na fotelu marszałka, bo sprawa jest beznadziejna, a pacjent nieuleczalny. Tak jak nie odwodzimy każdego, kto chce przekroczyć mury świątyni, od wiary w osobowego Boga i jego sens, takoż zaprzestać należy symbolicznych utarczek z PiS-em, bo dla nich Polska i polityka to jeden wielki symbol, do którego się modlą, za który przebłagują i na końcu zginą, chociaż bóstwo jest w środku puste, niczym cementowy Chrystus w Świebodzinie. Dużo większe niebezpieczeństwo czyha gdzie indziej. Nie daleko od Sejmu.

To, że towarzystwo sadza na pierwszym posiedzeniu Macierewicza na fotelu marszałka to nic przy tym, kogo nominuje do Sądu Najwyższego. Macierewicz przez jeden dzień, nawet gdyby bardzo się starał, nie rozpędzi armii ani nie zdekonspiruje agentów. Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz w SN przez kilka lat mogą jednak na trwałe popsuć jakość legislatury w Polsce, bo to ludzie, którzy wielokrotnie pokazali, gdzie mają poszanowanie dla prawa i obyczaju. I takie persony, najlepsze córy i synowie PiS-u, idą do Sądu Najwyższego. Będą współdecydować o kasacjach, o wynikach wyborów. A będą to robić ku uciesze tzw. twardego jądra partii, bo już dziś w badaniach wychodzi, że to właśnie ono, najbardziej prawi z prawych, religijni ortodoksi, cieszy się z decyzji o ich nominacji najmocniej. Pawłowicz i Piotrowicz w Sądzi Najwyższym i Macierewicz jako marszałek senior to ruchy dokładnie na tej samej szachownicy. Ukłon w stronę dawnego „zakonu” z PC. Nie bez znaczenia przed wyborami prezydenckimi. Zarówno więc partyjne jak i prezydenckie środowisko gra dokładnie tę samą partię. Jedni białymi, drudzy czarnymi. Na koniec i tak wszystko się wymiesza i nikt nie będzie już wiedział, kto jest kim.
[patronite]