A ja się nie ubezpieczę…

Chłopi nie ubezpieczają swych upraw i hodowli. Nauczyli się bowiem, że gdy wystąpi jakaś susza, powódź czy nieurodzaj, to państwo i tak ich wspomoże finansowo, nawet jeśli są nieubezpieczeni.
Okazuje się, że traci sens słynna wypowiedź Włodzimierza Cimoszewicza z 1997 r.: „Trzeba się ubezpieczać, a ta prawda ciągle jest mało powszechna”. Otóż, jak widać nie trzeba. W razie jakiejś klęski państwo zastąpi bowiem firmę ubezpieczeniową i zapłaci poszkodowanemu. Dla niego to lepiej, bo nie będzie musiał płacić składek.
Wprawdzie państwo, chcąc zachęcić chłopów do ubezpieczania się, dopłaca im do polis miliony złotych, żeby koszt ubzpieczeń nie był dla nich zbyt wysoki. To jednak nie pomaga. „Na niezawieranie umów wpływ ma m.in. udzielanie przez państwo bezpośredniej pomocy finansowej niezależnej od systemu ubezpieczeń” – stwierdza najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli.
Jak oblicza przykładowo NIK, pomoc wynikająca ze szkód spowodowanych niekorzystnymi zjawiskami klimatycznymi (głównie suszą) w latach 2017-2019 była wyższa o ponad 1,5 mld zł , niż łączna wysokość w tym samym okresie dopłat do składek ubezpieczeń w rolnictwie (które wynosiły 1,3 mld zł).
Pomoc państwa nie jest oczywiście jedyną przyczyną niechęci do ubezpieczania się. Duże znaczenia ma również to, że z formalnego punktu widzenia, niektóre ubezpieczenia rolnicze są przymusowe.
Obecnie producenci rolni mają obowiązek ubezpieczenia budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolnego od ognia i innych zdarzeń losowych takich, jak np. huragan, powódź, podtopienia, grad, opady śniegu, deszcz nawalny itp. Muszą także mieć polisę OC – od odpowiedzialności cywilnej z tytułu prowadzenia gospodarstwa rolnego (dotyczy to również ubezpieczenia odpowiedzialności za szkody spowodowane przez zwierzęta gospodarskie).
Wreszcie, jeśli uzyskują płatności bezpośrednie z Unii Europejskiej, to muszą ubezpieczyć co najmniej 50 proc. powierzchni upraw rolnych (a państwo musi częściowo pokryć im koszt tych ubezpieczeń).
Obowiązek ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej jakoś przebija się do świadomości wiejskiej i nie budzi większych oporów. Można zrozumieć, że istnieje taka konieczność, skoro przecież wszyscy kierowcy muszą mieć polisę OC.
Inaczej wygląda sytuacja jeśli chodzi o obowiązek ubezpieczenia budynków należących do gospodarstwa rolnego od ognia i innych zdarzeń losowych (np. huragan, powódź, podtopienia, grad, opady śniegu, nawałnice). Rolnicy bardzo wstrzemięźliwie podchodzą do tego obowiązku, bo w Polsce jeśli coś jest obowiązkowe, to wykonuje się to niechętnie – a poza tym przecież wiedzą oni, że mieszkańcy miast nie muszą ubezpieczać swoich mieszkań czy domków letniskowych.
Za brak ubezpieczenia grozi kara finansowa. Bardzo rzadko wprawdzie wymierzana, bo nikomu się nie chce kontrolować, czy ktoś ubezpieczył swój budynek gospodarski czy nie (być może aktualny spis rolny dostarczy dokładniejszych danych o skali niewypełniania obowiązku ubezpieczeniowego).
Istotne jest jednak to, że jeśli rolnik dojdzie do wniosku, że jednak warto ubezpieczyć zabudowania i wreszcie wykupi polisę, to niemal na pewno będzie musiał zapłacić karę za brak ubezpieczenia w poprzednich latach. Zrozumiałe więc, że ktoś, kto do tej pory nie ubezpieczał swych budynków, woli nadal tego nie robić. A nuż nic się nie stanie i nie zdarzy się żadna klęska.
„Niewielu rolników decyduje się na zabezpieczenie upraw, mimo iż część z nich ma taki obowiązek. System ubezpieczeń nie spełnił oczekiwań zarówno ubezpieczających jak i ubezpieczycieli” – podkreśla raport NIK.
Państwo dopłaca coraz więcej do ubezpieczeń rolniczych. W 2017 r. rząd PiS podniósł procentowe stawki dopłat do składek ubezpieczeniowych. Wprowadzone zmiany miały zapewnić jak największej grupie producentów rolnych dostęp do ubezpieczeń upraw rolnych z maksymalną, aż 65 procentową wysokością dopłat z budżetu państwa. Guzik to pomogło.
Dopłaty do ubezpieczeń rolniczych stale rosną – a zdaniem NIK, cały obowiązkowy system ubezpieczenia upraw rolnych i zwierząt gospodarskich wspierany środkami publicznymi nadal jest mało efektywny i nie sprzyja stabilizacji produkcji rolnej.
Obecnie dopłaty państwa do ubezpieczeń rolniczych wynoszą około 8 mln zł rocznie. Pomimo stałego wzrostu wydatków budżetowych na te dopłaty, wciąż niewielki jest areał objęty ubezpieczeniem. Powierzchnia upraw rolnych objętych ubezpieczeniem wyniosła w 2017 r. ponad 3 272 tys. ha, a w 2018 r. 3 255,7 tys. ha. Stanowiło to zarówno w 2017 r i 2018 r. jedynie ponad 22 proc. całkowitej powierzchni użytków rolnych (14,6 mln ha) w Polsce.
Jak widać więc, pod panowaniem PiS powierzchnia ubezpieczonych użytków rolnych nie rośnie lecz spada. W 2013 r., za czasów rządów Platformy Obywatelskiej, ubezpieczony areał był większy i wynosił około 3,4 mln ha.
Jeśli chodzi o zwierzęta, to ubezpiecza się niemal wyłącznie drób – ale też coraz rzadziej. W 2017 r. ubezpieczeniem objęto 20 554 tys. sztuk zwierząt (w tym drobiu 20 494 tys. szt.), a w 2018 r. tylko 17 593 tys. szt. (w tym 17 530 tys. szt. drobiu). W porównaniu do pogłowia hodowanych zwierząt liczba tych ubezpieczonych jest niewielka. W przypadku, najliczniej ubezpieczonego, drobiu, to zaledwie ok. 9 proc. W przypadku świń i bydła są to niemal niezauważalne odsetki: 0,5 proc. dla trzody i 0,2 proc. dla krów. Nieco więcej jest, jeśli chodzi o owce.
Polscy rolnicy nie wywiązują się także z obowiązku ubezpieczania połowy swoich upraw w przypadku otrzymywania płatności bezpośrednich z UE. Z porównania liczby zawartych ubezpieczeń z liczbą udzielonych płatności bezpośrednich wynika, że obowiązek ubezpieczeń co najmniej 50 proc. upraw realizowało w 2017 r. zaledwie ponad 15 proc. producentów rolnych, a w 2018 r. blisko 18 proc.
W przypadku braku takiego ubezpieczenia rolnicy powinni wnieść na rzecz gminy opłaty w wysokości 2 euro za 1 ha. Niemal w żadnych gminach te opłaty nie są ściągane.
„Finansowanie skutków niekorzystnych zjawisk atmosferycznych poza systemem ubezpieczenia, przy braku powszechności ubezpieczania upraw rolnych oraz przyznawanie pomocy, pomimo niewywiązywania się z tego obowiązku, spowodowało, że producenci rolni nie byli wystarczająco zainteresowani zawieraniem umów z ubezpieczycielami. Tym samym funkcjonujący system ubezpieczenia nie pełnił w wystarczający sposób roli ochronnej przed skutkami ryzyka w produkcji rolniczej” – konkluduje NIK.
W lutym 2017 r. w Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi powołał zespół ds. ubezpieczeń w rolnictwie. Jego zadaniem był przegląd funkcjonowania systemu ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich, a następnie przedstawienie opinii oraz opracowanie propozycji rozwiązań ulepszenia systemu.
W opinii zespołu, innymi niż pomoc państwa, czynnikami decydującymi o małej popularności ubezpieczeń, były: niska opłacalność produkcji w rolnictwie, brak obowiązku egzekwowania ubezpieczeń przymusowych, skomplikowana procedura likwidacji szkód.
Co ważne, zespół zwrócił uwagę, że jednym z niezbędnych warunków większej powszechności ubezpieczeń jest prowadzenie rachunkowości w gospodarstwach rolnych. Brak takiej rachunkowości w Polsce – poza niektórymi grupami gospodarstw prowadzących wyspecjalizowaną produkcję – praktycznie uniemożliwia wprowadzenie racjonalnego systemu ubezpieczeniowego, którego podstawą byłaby dochodowość gospodarstw.
Za tymi opiniami nie poszły jednak żadne prace zmierzające do wprowadzenia takiego systemu. Nowy model ubezpieczeń rolniczych ma zostać opracowany przez podmiot zewnętrzny. W marcu 2019 r. minister zawarł z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju umowę na realizację projektu pt.: „Ubezpieczenia gospodarcze w holistycznym zarządzaniu ryzykiem w rolnictwie zorientowanym na zrównoważenie, wdrażanie innowacji i technologii oraz przeciwdziałanie zmianom klimatu”.
Tytuł jest długi i niezrozumiały, więc oczywiste, że i prace nad stworzeniem nowego modelu ubezpieczeń rolniczych nie mogą być szybkie. Nie można powiedzieć, aby Narodowe Centrum Badań i Rozwoju działało ze zbytnim pośpiechem. Przewidywane zakończenie prac nad nowym systemem ubezpieczenia ma nastąpić dopiero pod koniec 2022 r, ale oczywiście termin może się opóźnić. Łączna wartość tego projektu została zaplanowana na ponad 1,6 mln zł, jednak najprawdopodobniej będzie to sporo drożej.
Najwyższa Izba Kontroli skierowała do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi wniosek – tyleż oczywiście słuszny, co i niekonkretny – o skuteczne doprowadzenie do utworzenia stabilnego systemu ubezpieczenia w rolnictwie i zwiększenia efektywności jego funkcjonowania. Święte słowa, z których nic nie wynika.

Gospodarka 48 godzin

Bankierzy prosperują
Banki komercyjne w Polsce mają się świetnie. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, zysk netto sektora bankowego w 2019 r. wyniósł 14,6 mld zł, to jest aż o 12,2 proc. więcej niż w 2018 r. Suma bilansowa banków zwiększyła się o 5,6 proc. i wyniosła 1 992,4 mld zł. Na wynik finansowy netto w 2019 r. składały się zyski netto 570 banków w kwocie 15,9 mld zł oraz straty netto 30 banków (16 komercyjnych, w tym 11 oddziałów instytucji kredytowych oraz 14 banków spółdzielczych) o wartości 1,3 mld zł. Wartość kredytów udzielonych sektorowi niefinansowemu zwiększyła się o 4,4 proc. do kwoty 1 131,0 mld zł, a wartość depozytów sektora niefinanoswego wzrosła o 9,6 proc. do 1 262,3 mld zł. Według stanu w dniu 31 grudnia 2019 r. największą pozycją aktywów sektora bankowego były aktywa finansowe – 71,2 proc. Po stronie pasywów dominującą pozycją były zobowiązania finansowe, które stanowiły 86,1 proc. pasywów. Kredyty dla przedsiębiorstw zostały w większości (53,6 proc.) zaciągnięte przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Kredyty udzielone na nieruchomości mieszkaniowe (w tym 98,3 mld zł powiązane z kursem franka) oraz kredyty konsumpcyjne osób prywatnych stanowiły łącznie 82,8 proc. kredytów gospodarstw domowych.

Niższe odszkodowania
Nie tylko banki lecz i towarzystwa ubezpieczeniowe znakomicie prosperują w naszym kraju. Zyski towarzystw ubezpieczeniowych ogółem w 2019 r. były lepsze niż przed rokiem i wyniosły 7,2 mld zł. Wpłynęły na to korzystniejsze wyniki uzyskane tak przez zakłady ubezpieczeń na życie (dział I), jak i zakłady ubezpieczeń majątkowych (dział II). W strukturze ich przychodów dominującą pozycję stanowiła składka. W 2019 r. składka przypisana brutto ogółem wyniosła 63 831,3 mln zł (więcej o 2,7 proc. niż w 2018 r.), z czego 21 266,4 mln zł stanowiła składka działu I, a 42 564,9 mln zł działu II. Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto ogółem w 2019 r. wyniosły 40 868,6 mln zł i były niższe o 1,9 proc. niż w 2018 r. W dziale I zmniejszyły się do 18 565,7 mln zł, a w dziale II wzrosły do 22 302,9 mln zł. Łączny wynik finansowy netto zakładów ubezpieczeń wyniósł dokładnie 7 224,1 mln zł i był wyższy o 8,0% niż w 2018 r. Towarzystwa ubezpieczeń w dziale I wypracowały wynik w wysokości 2 584,2 mln zł, a w dziale II wynik ten wyniósł 4 639,9 mln zł. W strukturze składki, składka zakładów działu I stanowiła 34,9 proc. , a zakładów działu II – 65,1 proc. Dominującą pozycję w dziale I, pod względem wartości zebranej składki brutto, uzyskała grupa „ubezpieczenia na życie”. Kolejną pozycję zajmowała grupa „ubezpieczenia na życie związane z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym” – czyli wciąż te osławione, na ogół oszukańcze polisolokaty. Udział tych dwóch grup ubezpieczeń na życie wyniósł odpowiednio 37,0 proc. i 32,1 proc. wartości składek przypisanych brutto działu I. W dziale II największą pozycję (59,5 proc. ) stanowiły składki zebrane z tytułu polis komunikacyjnych. Składki te zwiększyły się o 0,5 proc. i wyniosły 23 593,1 mln zł. Udział ubezpieczeń auto casco w składkach działu II wyniósł 21,9 proc., a ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej 37,6 proc.

Wypadki chodzą po pracownikach

Główny Urząd Statystyczny przedstawił dane na temat liczby ofiar wypadków przy pracy w 2018 roku.
Wynika z nich, że w tym czasie łączna liczba poszkodowanych w wypadkach przy pracy wyniosła 84304 osób i była o 4,6% niższa niż rok wcześniej. W tym czasie wypadkom ciężkim uległo 517 osób, czyli o 21,8% mniej niż przed rokiem.
W ubiegłym roku 209 osoby uległy wypadkom śmiertelnym, czyli o 22,3% mniej niż rok wcześniej. Najwięcej wypadków śmiertelnych było w budownictwie – 48, przetwórstwie przemysłowym – 45 oraz transporcie i gospodarce magazynowej – 33.
W ubiegłym roku wskaźnik wypadkowości w Polsce wyniósł 6,37 i był nieco niższy niż w 2017 r., gdy wyniósł 6,84. Najwyższe wskaźniki wypadkowości (liczba osób poszkodowanych na 1000 pracujących) odnotowano w sekcjach: Górnictwo i wydobywanie – 14,73, Dostawa wody; gospodarowanie ściekami i odpadami; rekultywacja – 14,25, natomiast najniższe w sekcjach Informacja i komunikacja – 1,32 oraz Pozostała działalność usługowa – 1,75. Najwyższe wskaźniki wypadkowości odnotowano w województwach: dolnośląskim i wielkopolskim – po 7,88, warmińsko-mazurskim – 7,59 i lubuskim – 7,41, a najniższe w województwie mazowieckim – 4,37, małopolskim – 4,77 i podkarpackim – 5,78.
W konsekwencji wypadków przy pracy pracownicy opuścili 2,996 mln dni, czyli o 114 tys. mniej niż rok wcześniej. Na jednego poszkodowanego przypadło 35,6 dni, czyli 0,3 dnia więcej niż rok wcześniej.

Czy warto się ubezpieczyć?

Co drugi Polak podejmuje działania związane z ubezpieczeniem na życie wtedy, gdy dojdzie do jakichś niepożądanych sytuacji.

Nieżyjący już niestety profesor Jerzy Vetulani mawiał, że on się nie ubezpiecza, ponieważ woli, by po jego śmierci bliscy płakali, a nie się cieszyli.
Rzeczywiście, żal po jego tragicznej śmierci był powszechny, choć oczywiście nie miało to żadnego związku z tym, czy profesor był, czy też nie był ubezpieczony.
Wydaje się jednak, że duża część Polaków podziela opinię, iż ubezpieczenie na życie nie jest nam specjalnie potrzebne do …życia.
I chyba jest w tym nieco racji, no bo komuś, kto opuścił już ten padół łez jest raczej obojętne, czy i na jaką kwotę był ubezpieczony na wypadek swej śmierci – i ile zostawił spadkobiercom.

Na wypadek wypadku

Blisko 50 proc. Polaków podejmuje działania związane z ubezpieczeniem na życie (ubezpiecza się po raz pierwszy, zmienia warunki polisy, kupuje nową polisę), wtedy, gdy dojdzie do jakichś niepożądanych sytuacji, choroby czy śmierci bliskiej osoby. Taki wniosek płynie z najnowszego badania firmy Imas na zlecenie Vienna Life.
Priorytety życiowe Polaków nie ulegają zmianom na przestrzeni lat. Zarówno w najnowszych badaniach, jak i tych realizowanych 5 lat temu, dla 2/3 ankietowanych najważniejsza jest rodzina, a następnie zachowanie dobrego zdrowia.
Większość respondentów (78 proc.) pragnie chronić swoich bliskich przed nieszczęściami, oraz nie chce być dla nich ciężarem, gdy dojdzie do niepożądanych sytuacji (63 proc.).

Ubezpieczyciele mówią „nie”

Polacy są dość altruistyczni, bo aż 57 proc. badanych czuje się osobiście zobowiązanych do zapewnienia bytu bliskim na wypadek własnej choroby, niepełnosprawności lub śmierci.
Inna sprawa, że zaledwie 20 proc. w pełni zabezpieczyło członków rodziny na wypadek swojej niezdolności do pracy lub śmierci.
Natomiast indywidualne ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków ma jedynie 28 proc. z nas. Pojęcie „w pełni” jest oczywiście względne, bo dla każdej rodziny będzie to inna kwota.
Na pewno jednak ten odsetek byłby dużo wyższy, gdyby nie polityka towarzystw ubezpieczeniowych działających w Polsce, które tylko do 65 roku życia sprzedają ubezpieczenia na „wypadek wypadku”, choroby i niezdolności do pracy. Po przekroczeniu tej granicy trzeba liczyć tylko na emeryturę i na to co się samemu odłożyło.
Co nas motywuje do zakupu ubezpieczenia? Oczywiście przymus.
Niezmiennie od lat badania pokazują, że Polacy decydują się na ubezpieczenie wtedy, gdy jak w przypadku OC komunikacyjnego, jest to obowiązkowe – lub wymagane, na przykład ubezpieczenie nieruchomości przy kredycie hipotecznym. Relatywnie często kupujemy ubezpieczenie turystyczne przed wyjazdem na urlop.

To, co nam przeszkadza

Według 2/3 badanych śmierć, nieuleczalna choroba jak i niepełnosprawność, najsilniej osłabiłyby poczucie bezpieczeństwa finansowego ich samych oraz ich rodzin. 53 proc. wskazuje, że nie posiada indywidualnego ubezpieczenia na życie.
Jednakże 52 proc. ankietowanych wskazuje, że rola jedynego żywiciela rodziny – i troska o los pozostawionych bliskich – jest tym, co najsilniej motywuje do sięgnięcia po ubezpieczenie na życie.
Teoria jest tu oczywista: dobrze posiadać kompleksową ochronę w różnych sytuacjach życiowych, również wtedy, gdy nas zabraknie. Jeśli przydarzy się wypadek, czy choroba, warto posiadać polisę, która zabezpieczy nie tylko naszą przyszłość, ale też przyszłość naszych najbliższych.
Główną deklarowaną barierą wykupienia indywidualnego ubezpieczenia na życia są oczywiście względy ekonomiczne (brak środków 30 proc., nieopłacalność 8 proc.).
Podobnie często wskazywane są odmienne powody, mniej lub bardziej racjonalne (inne zabezpieczenia, np. grupowe ubezpieczenie na życie – 28 proc., „nie myślałem o tym” – 15 proc., brak zaufania do ubezpieczycieli – 16 proc., brak czasu na zatroszczenie się o polisę – 5 proc.

Mieć rodzinę i dzieci

Śmierć to nie wszystko. Zawsze może trafić się sytuacja, która – wydawałoby się – nas nie dotyczy czy nie spotka. Jeśli mamy polisę, to w przypadku długotrwałej rehabilitacji po zdarzeniu losowym czy nieuleczalnej choroby, my i nasza rodzina będziemy chronieni.
54 proc. badanych przeznaczyłoby środki z ubezpieczenia na życie czy ubezpieczenia Następstw Nieszczęśliwych Wypadków na zabezpieczenie finansowe swoich bliskich. 51 proc. – na własne leczenie.
Natomiast aż 1/3 deklaruje, że wykorzystałaby je na bieżące wydatki, a 1/4 – na spłatę zobowiązań, co oznacza, że bez środków z ubezpieczenia ich codzienne życie uległoby znacznemu zaburzeniu.
Ponieważ troska o najbliższych jest jednym z najsilniejszych motywatorów do zakupu polis NNW, więc single rzadziej się ubezpieczają. Brak ubezpieczenia indywidualnego tłumaczą najczęściej młodym wiekiem czy brakiem pieniędzy, ale też przyczynami mniej racjonalnymi (nigdy o tym nie myślałem, zbytnie skomplikowanie ubezpieczeń itp).
Gdy dojdzie do sytuacji w której spotka ich choroba, niezdolność do pracy, czy nieszczęśliwy wypadek, znacznie trudniejsze dla singli będzie zachowanie dotychczasowego standardu życia. Wtedy pojawia się problem, z którym często muszą się uporać sami. Warto więc wcześniej pomyśleć o indywidualnym ubezpieczeniu.
Jak pokazuje badanie, osoby nie będące w związku małżeńskim może dość skutecznie skłonić do ubezpieczenia zmiana stanu cywilnego (17 proc.) oraz pojawienie się dziecka (32 proc.). Wniosek – należy się żenić, wychodzić za mąż oraz mieć dzieci.