Udany start Lecha

Po dwóch kolejkach liderem jest Zagłębie Lubin, ale oprócz „Miedziowych” kompletem punktów na koncie mogą pochwalić się też zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Cracovii i Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

 

Dwa zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach – ostatni raz piłkarze Lecha Poznań tak udanie rozpoczęli zmagania w ekstraklasie w sezonie 2012-2013. Wtedy „Kolejorz” zaczął od wygranej u siebie z Ruchem Chorzów 4:0, a tydzień później pokonał w Warszawie Polonią 2:1. Dobra passa urwała się już w trzeciej kolejce, bo z Górnikiem Zabrze lechici wywalczyli tylko bezbramkowy remis. Teraz może być podobnie, bo w trzeciej kolejce poznański zespół zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, który obecny sezon także zaczął obiecująco. „Wysokie miejsce w tabeli w tym momencie nic nam nie daje. Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Żeby skończyło się dobrze, musimy teraz doskonalić nasz sposób gry i ciężko pracować na treningach. Innej drogi do sukcesu nie widzę” – przekonuje trener lechitów Ivan Djurdjević.

Ale zanim gracze „Kolejorza” wyjdą na murawę stadionu we Wrocławiu, w czwartek 2 sierpnia przyjdzie im stoczyć rewanżową potyczkę w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu padł remis 1:1, więc ekipa „Kolejorza” ma dobrą pozycję wyjściową w rewanżu. No i nie będzie musiała grać z Białorusinami, jak z Cracovią, przy pustych trybunach. Wojewoda wielkopolski skrócił nałożoną na klub karę zamknięcia trybun. Awans do III rundy w tej sytuacji jest obowiązkiem graczy Lecha.

Po dwóch kolejkach ekstraklasy za wcześnie jest na wyciąganie jakiś ogólnych wniosków, nie da się jednak nie zauważyć fatalnego startu Cracovii. Przed sezonem trener „Pasów” Michał Probierz odważnie zapowiadał, że jego zespół będzie walczył o najwyższe cele, na razie jednak krakowski zespół trzyma w tabeli czerwoną latarnię. W trzeciej kolejce zagra u siebie z Arką Gdynia, potem czeka go wyjazd do Szczecina, a na koniec serii potyczka w Krakowie z sensacyjnym liderem Zagłębiem Lubin. Niewykluczone, że po tych pięciu kolejkach wielu kibiców odetchnie z ulgą, że to nie Probierza prezes PZPN Zbigniew Boniek wybrał na nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Tylko trzy zespoły w dwóch pierwszych kolejkach wywalczyły komplety punktów – poza wspomnianymi już Zagłębiem Lubin i Lechem jeszcze tylko Piast Gliwice. Trener Waldemar Fornalik po poprzednim sezonie znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo władze klubu rozważały zatrudnienie innego szkoleniowca. Ostatecznie były selekcjoner reprezentacji Polski utrzymał posadę i przez wakacje poukładał zespół na nowo. Na razie przynosi to dobre efekty.

 

Koniec ery Adama Nawałki

We wtorek w samo południe na Stadionie Narodowym w Warszawie prezes PZPN Zbigniew Boniek poinformował, że Adam Nawałka nie będzie dalej trenerem reprezentacji Polski.

 

Adam Nawałka przejął reprezentację Polski po Waldemarze Fornaliku w październiku 2013 roku i prowadził już w 50 meczach, z których 29 biało-czerwoni wygrali, 13 zremisowali, a w 10 doznali porażek. Bilans bramkowy też jest korzystny – 99:49. Pod wodza Nawałki nasza narodowa drużyna awansował do Euro 2016 i dotarła w tym turnieju do ćwierćfinału, w którym w rzutach karnych uległa późniejszym zwycięzcom Portugalczykom. Warto też pamiętać, że Nawałka zapisał się w historii naszego futbolu jako pierwszy selekcjoner, który pokonał reprezentację Niemiec. Udane eliminacje do tegorocznego mundialu także należy zapisać po stronie jego plusów.

Niestety, wszystkie te dokonania przekreślił nieudany występ biało-czerwonych w Rosji, po którym na Nawałkę spadła potężna fala krytyki, której chyba się nie spodziewał i z którą jak się okazało nie potrafił się oswoić. Jeśli wierzyć słowom prezesa Bońka Nawałka mógł zachować posadę, bo w PZPN czekała już na niego nowa umowa. Oczywiście podyktowana przez szefa związku, a zatem dla selekcjonera z pewnością niezbyt korzystna.  Stąd jego stanowcze: „Nie, dziękuję, pięć lat wystarczy”.

Ale na konferencji prasowej Nawałka wygłosił pod adresem prezesa PZPN same peany: „Odpowiedzialność za drużynę była głównym powodem tej decyzji, aby ktoś inny przejął reprezentację. Prezes bardzo pozytywnie wpływał na to, co się działo i bez prezesa Bońka te sukcesy nie miałyby miejsca” – przekonywał Nawałka, który na stanowisku pozostanie jeszcze do końca lipca.

Kto go potem zastąpi, na razie wie chyba tylko prezes Boniek. I wygląda na to, że to on dokona wyboru nowego selekcjonera, bo PZPN nie planuje żadnego konkursu. „Mogę was uspokoić, że będę kierował się doświadczeniem i intuicją. Nowy trener musi mieć koncepcję. Już teraz na moim biurku jest sześć-siedem CV przedstawionych przez różne agencje. Ale ja chcę trenera, z którym sam będę mógł porozmawiać. Nie wiem jeszcze czy postawię na Polaka, czy obcokrajowca” – zakomunikował sternik polskiego futbolu.

Boniek przeciął też przy okazji wątpliwości wobec przyszłej roli w kadrze Roberta Lewandowskiego. „On jest fantastycznym zawodnikiem i już teraz mogę zapewnić, że nowa drużyna będzie budowana wokół jego osoby” – zapewnił. Dzień wcześniej podobne słowa o Lewandowskim wygłosił nowy trener Bayernu Monachium Niko Kovac, informując przy okazji, że odbył z polskim napastnikiem telefoniczną rozmowę, po której ma podstawy sądzić, że „Lewy” zostanie w Bayernie na kolejny sezon.

I tak oto kończy się „rosyjska burza” w polskim futbolu, która zapowiadała wielkie zmiany, a zmiotła z pokładu tylko trenera kadry, bo on wszystkie winy wziął na siebie.

Upadek Ruchu Chorzów

Dwa spadki rok po roku zepchnęły chorzowski klub na peryferia polskiego futbolu. Na trzecim poziomie rozgrywek 14-krotny mistrz kraju jeszcze w swojej blisko stuletniej historii nie grał. Tonący w długach Ruch stoi nad przepaścią.

 

Kryzysy w 98-letniej historii chorzowskiego klubu zdarzały się co jakiś czas, zawsze ich powodem był brak pieniędzy, ale aż do sezonu 1986-1987 jakimś cudem udawało się drużynie uniknąć degradacji z najwyższej klasy rozgrywkowej. Tym razem się nie powiodło – chorzowianie dwukrotnie przegrali po 1:2 w barażu o utrzymanie z Lechią Gdańsk i wylądowali w II lidze. Wśród graczy roniących łzy po spadku był Krzysztof „Gucio” Warzycha, dziś żywa legenda „Niebieskich”, ale też jeden ze sprawców obecnego upadku. Wtedy, 31 lat temu, Ruch poniósł się z kolan błyskawicznie, bo po roku wrócił do ekstraklasy z impetem i z marszu zdobył mistrzostwo Polski, a wspomniany „Gucio” został królem strzelców z dorobkiem 24 goli.

 

Pechowiec Warzycha

W następnym sezonie chorzowianie zagrali w europejskich pucharach i odpadli w potyczce z CSKA Sofia, wtedy występującym karnie pod nazwą Sredec Sofia, ale z takimi wybitnymi graczami w składzie, jak Christo Stoiczkow i Ljubosław Penew. Ten pierwszy rok później wyląduje za cztery miliony dolarów w Barcelonie i zostanie gwiazdą tego klubu. Jego tropem pójdzie też gwiazdor Ruchu Krzysztof Warzycha, którego za jedną czwartą tej kwoty kupił Panathinaikos Ateny. „Gucio” już do końca poważnej piłkarskiej kariery grał w tym klubie stając się jego najskuteczniejszym strzelcem i jednym z najwybitniejszych graczy w historii.

Niestety, erze narodzin i burzliwego rozwoju wilczego kapitalizmu w Polsce „Niebiescy” znów popadli w finansowe tarapaty i w 1995 roku po raz drugi w historii spadli z ekstraklasy. Tym razem znowu szybko podnieśli się z upadku i po roku gry w II lidze ponownie wrócili do ligowej elity. W sezonie 1999-2000 Ruch zakończył rozgrywki w ekstraklasie na trzecim miejscu i od tamtej pory już więcej razy na podium nie stawał, a w 2003 roku po raz trzeci zaliczył spadek do niższej ligi. Tym razem na dłużej, bo zadłużony po uszy klub ledwie wybronił się przed degradacją do trzeciej ligi. Wrócił do elity dopiero w w sezonie 2007-2008, a i to z problemami, bo PZPN z powodu ciążących na chorzowskim klubie długów nie chciał mu przyznać licencji. Ostatecznie „Niebiescy” dostali zgodę i przez następne 10 lat rywalizowali w ekstraklasie, z każdym rokiem jednak ich finansowa sytuacja robiła się coraz gorsza.

 

Pod ciężarem długów

Wiosną 2016 roku Ruch otrzymał od samorządu miejskiego, który jest udziałowcem klubu, pożyczkę w wysokości 18 mln złotych. Zastrzyk gotówki na chwilę uspokoił burzliwe nastroje piłkarzy, którzy pod wodzą trenera Waldemara Fornalika zdołali zakończyć rozgrywki na ósmym miejscu. Kłopoty jednak się nie skończyły, wręcz przeciwnie. Latem 2016 roku rezygnację z kierowania klubem po czterech latach złożył jego prezes i współwłaściciel Dariusz Smagorowicz. Zastąpił go Janusz Paterman, którego jednak po miesiącu rada nadzorcza odwołała i w jego miejsce prezesem ustanowiła innego z głównych akcjonariuszy klubu Aleksandra Kurczyka.

Tak zaczęła się wojna działaczy o władzę nad klubem. W lutym 2017 roku Paterman, właściciel m.in. sieć kawiarni i restauracji na Górnym Śląsku, odkupił udziały od Smagorowicza i został największym akcjonariuszem, a także ponownie prezesem klubu. On też ujawnił, że na Ruchu ciąży dług w wysokości 36 mln złotych. PZPN ukarał natychmiast chorzowian odjęciem czterech punktów oraz obowiązującym od połowy lutego 2017 półrocznym zakazem transferowym. W maju 2017 radni Chorzowa zgodzili się za zakup z budżetu miasta pakietu akcji Ruchu za dwa miliony złotych. Te pieniądze pozwoliły na spłatę należności wymaganych do uzyskania licencji. Po zakończeniu sezonu zasadniczego odszedł z klubu Waldemar Fornalik, którego w roli trenera zastąpił ściągnięty z Grecji Krzysztof Warzycha. Niestety, „Gucio” nie okazał się trenerskim geniuszem i po raz drugi w życiu przeżył spadek z Ruchem do niższej ligi.

 

Piłkarze wbili ostatni gwóźdź

Ostatnie dwa lata to w historii Ruchu okres nieustającego gaszenia pożarów. Ekipa Patermana musiała zmagać się nie tylko z pozostawionym przez poprzedników garbem długów, ale też niechęcią obecnych władz PZPN, przeciwko którym w walce wyborczej opowiedział się Smagorowicz. Swoje trzy grosze dorzucili też piłkarze. Pamiętną porażkę 0:6 ze Śląskiem Wrocław poprzedziła karczemna awantura wywołana przez część zawodników dążących do rozwiązania kontraktów z winy klubu. Sytuacja powtórzyła się rok później w I lidze, gdy zespół już pod wodzą słynącego z silnej ręki Dariusza Fornalaka niespodziewanie przegrał na swoim stadionie z również walczącą o utrzymanie Pogonią Siedlce 0:6, a w następnej kolejce na wyjeździe 1:6 z Miedzią Legnica. Po tych porażkach było już jasne, że zespół spadnie z ligi i trener Fornalak dostał przyzwolenie na wystawianie do gry młodych piłkarzy, którzy maj być trzonem kadry Ruch w trzeciej lidze. Kibice na razie od klubu się nie odwrócili, swoje wsparcie podtrzymują też władze Chorzowa. Ale przyszłość „Niebieskich” mimo to nie rysuje się na razie w jasnych barwach.

Nieciecza bez piłkarskiej ekstraklasy

Po trzech latach mały stadion w liczącej 700 mieszkańców Niecieczy stracił status obiektu piłkarskiej Lotto Ekstraklasy. Grające na nim zespoły Bruk-Betu i Sandecji Nowy Sącz zostały zdegradowane.

W sobotę zakończyła się rywalizacja w grupie spadkowej Lotto Ekstraklasy. O stawkę bój stoczono jedynie w Gliwicach, gdzie Piast bił się z Bruk-Betem Nieciecza o utrzymanie w lidze. Drużyna „Słoników” miała nad gliwiczanami punkt przewagi i do szczęścia wystarczał jej remis. PZPN do sędziowania tego spotkania posłał najlepszego arbitra Szymona Marciniaka, ale na boisku nie działo się nic nadzwyczajnego.

Gospodarze, których trenerem jest Waldemar Fornalik, poprzednik Adama Nawałki na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski, okazał się lepszy o klasę. Piast już do przerwy prowadził 2:0 po golach Mateusza Maka i najlepszego na boisku Słowaka Martina Bukaty, a po zmianie stron dwa kolejne trafienia dorzucili Słoweniec Szasza Żyvec i Hiszpan Gerard Badia i Piast wygrał 4:0. Była to dopiero czwarta wygrana tej drużyny na swoim boisku w całym sezonie.

Piłkarze Bruk-Betu nie walczyli jakoś przesadnie walecznie – dość powiedzieć, że trzy żółte kartki w tym spotkaniu sędzia Marciniak pokazał wyłącznie graczom Piasta. Niewykluczone, że było to efektem ciężkiej kontuzji najlepszego w ostatnich tygodniach gracza „Słoników” Bartosza Śpiączki, którego zawodnicy Piasta mocno zdemolowali już w pierwszej minucie spotkania. „Został odwieziony do szpitala, ma rozbitą głową i poważny wstrząs mózgu. Straciliśmy na początku spotkania największego bojownika w drużynie, ale to nas nie usprawiedliwia. Piast dzisiaj po prostu się po nas przebiegł” – stwierdził po mecz trener Bruk-Betu Jacek Zieliński. W tym sezonie to trzeci szkoleniowiec zatrudnionym przez klub z Niecieczy – przed nim pracowali tu Maciej Bartoszek (do 20 lutego br. roku) i Mariusz Rumak, pod wodzą którego zespół rozpoczął rozgrywki.

Bruk-Bet żegna się zatem po trzech latach z ekstraklasą, a wraz z nim do I ligi spada też beniaminek Sandecja Nowy Sącz, która z braku własnego stadionu spełniającego wymogi licencyjne przez cały sezon korzystała gościnnie ze stadionu w Niecieczy.

Wyniki 37. (ostatniej) kolejki

Grupa spadkowa:
Piast Gliwice – Bruk-Bet Nieciecza 4:0
Gole: Mateusz Mak (23), Martin Bukata (35), Sasza Żivec (78), Gerard Badia (90).
Widzów: 6249.
Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 0:1
Gol: Daniel Łuczak (1). Widzów: 6222.
Cracovia – Pogoń Szczecin 1:4
Gole: Krzysztof Piątek (45 karny) – Kamil Drygas (9), Adam Frączczak (20, 60 i 78).
Widzów: 2193.
Lechia Gdańsk – Sandecja Nowy Sącz 1:1
Gole: Flavio Paixao (56) – Wojciech Trochim (29). Widzów: 12 080.