Śmierć Pinokia

Nie mam specjalnego przekonania co do wiarygodności przekazu premiera Morawickiego.

Nie pamiętam, czy zaczęło się to wtedy, gdy kładł kwiaty na grobach niesławnej pamięci żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej i okraszał to jakimiś kocopołami, które prawdę omijały szerokim łukiem czy wtedy, gdy robił z siebie bohatera walki z komuną, które to bajki mógł zdemaskować każdy, kto opanował sztukę liczenia do 500. Nieważne. Najistotniejszy jest fakt, że najważniejszy urzędnik rządowy oszczędnie gospodaruje prawdą i przychodzi mu to z zastanawiają łatwością.
Przypomniało mi się to wszystko, kiedy dziś usłyszałem, jak Mateusz Morawiecki bez zmrużenia oka mówi, że pragnieniem rządu jest, by polskie rodziny rozwijały się „niezależnie od ich przekonań i światopoglądów”. Doprawdy, imponuje, gdy tak ważny człowiek bez cienia zażenowania mówi całemu społeczeństwu rzeczy, których fałsz widać okiem gołym i nieuzbrojonym. Codziennie. Powiedział też: „nie chcemy Polski wyludnionej, smutnej, biednej, niemogącej związać końca z końcem, [żyjącej] od pierwszego do pierwszego”. Też przecież to bajki.
Codzienna lektura mediów w Polsce dostarcza argumentów, że co jak co, ale akurat światopogląd i przekonania każdego obywatela lub, co gorsza, jakiejś ich grupy ma dla obecnej władzy fundamentalne znaczenie. Od tego, czy ktoś śmie mieć własne zdanie, na dodatek biegunowo odmienne od zdania oficjalnie forsowanego przez pisowskie kadry, zależy jakość życia jego i jego rodziny właśnie. Tej samej rodziny, na której dobro powołują się przy lada okazji lub zgoła bez niej pisowscy politycy. Czy trzeba przykładów, co się dzieje z ludźmi, którzy uważają, że Konstytucja RP została złamana, a demokracja jest zagrożona? Co z ich rodzinami, kiedy tracą pracę, są zsyłani do oddalonych o setki kilometrów od ich domów? Co z rodzinami ludzi, którzy mają czelność protestować w obronie swoich praw pracowniczych? Co z rodzinami tych, którzy w różnej formie przeciwstawiają się obecnej władzy? Pisowskie media nie zaniedbają żadnej okazji, by prześwietlić ich przeszłość, powiązania towarzyskie i rodzinne, oskarżyć o wszystkie zbrodnie popełnione w przeszłości i skazać na śmierć cywilną.
Poglądy w dzisiejszej Polsce są głównym kryterium oceny przydatności człowieka dla potrzeb tego państwa, które buduje mozolnie Kaczyński i jego pomagierzy. Czy naprawdę trzeba przypominać groźby Kaczyńskiego, że Kościół katolicki w Polsce jest pod specjalna ochroną jego państwa? Czy trzeba powoływać się na przykłady haniebnej bierności organów państwa wobec podejrzenia popełnienia przestępstw przez funkcjonariuszy kościelnych?
Wreszcie, na sam koniec, przypomnijmy antykomunistyczną histerię, popieraną przez oficjalne organy państwa i zmiany w prawie, umożliwiające nie tylko ściganie każdej lewicowej myśli, ale też zakłamanie historii na skalę, której nie przewidział Orwell.
Naprawdę mam uwierzyć w to, że rząd Morawieckiego i on sam nie chcą Polski wyludnionej, smutnej i biednej, skoro robią wszystko, by zagrożeni czuli się wszyscy, których myślenie odbiega od obowiązującego wzorca? To nie sprzyja wesołości, zapewniam.
Doprawdy, czas darować sobie porównywanie pana premiera z Pinokiem i jego wydłużającym się przy każdym kłamstwie nosem. Drewniana kukiełka już dawno umarła ze wstydu.