Jestem zmęczony biznesem

Z Michałem Kicińskim, jednym z założycieli firmy CD Projekt i współtwórcą
sukcesu gier „Wiedźmin” rozmawia Kinga Tuńska

Odniosłeś ogromny sukces biznesowy. Co trzeba było poświęcić, aby zrealizować swoje marzenia?

Niestety poszedłem drogą jak z tego dowcipu, że „pół życia ciężko harujesz tracąc zdrowie i zarabiając pieniądze, a potem przez drugą połowę życia wydajesz pieniądze, by odzyskać zdrowie, które straciłeś przez tę pierwszą połowę życia”.

Zacytowałeś chyba Dalajlamę, to jego słowa.

To mądre słowa. Generalnie życie na takich wysokich obrotach nie służy zdrowiu, im się ten biznes robi większy, to napięcie wszelkiego rodzaju rośnie i stopniowo pojawiają się tego skutki. Moje problemy ze zdrowiem zaczęły się od chronicznych problemów z gardłem, z migdałkami, potem zacząłem czuć się osłabiony, zaczęły mi wypadać garściami włosy, nie byłem w stanie pracować ośmiu godzin dziennie, później już nawet pięć godzin pracy sprawiało mi trudność. Aż w końcu strzeliło mi więzadło w kolanie, w sytuacji, w której nie powinno się to wydarzyć. Do tego nałożył się kryzys w firmie i wtedy zacząłem cierpieć na bezsenność. Wszystko to spowodowało, że byłem naprawdę wyczerpany fizycznie i psychicznie. I ten stan mi się nie podobał. Nie chciałem doprowadzić do takiego momentu, w którym już naprawdę przegnę i zakończy to się jakąś ciężką chorobą, więc jak te symptomy się pojawiały, próbowałem coś z tym zrobić. Wiedziałem, że konieczna będzie zmiana stylu życia, że te dwie rzeczy są ze sobą immanentnie powiązane. Postanowiłem odejść z CD Projektu, było to dla mnie trudne, bo tę firmę tworzyłem od samego początku. Paradoksalnie kontuzja kolana mi w tym pomogła, bo po prostu fizycznie nie byłem w stanie chodzić do pracy. To pomogło mnie wyciągnąć z pracy w CD projekcie.

Przeciążenie Twojego organizmu było ogromne, bo oprócz szeregu dolegliwości, przestałeś nawet czuć smaki i zapachy. Jak ostrzega portal dozdrowia.com.pl, oznaczało to kompletny brak kontaktu ze sobą, ze swoim ciałem.

Wtedy zupełnie ignorowałem swoje ciało. Mam taką cechę i umiejętność, która jest zarówno wielkim darem jak i przekleństwem, że jak się na czymś koncentruję, to zapominam o ciele. Może już nawet zaczynać się rozpadać, a ja dalej będę robił swoje, dopóki nie doprowadzę rzeczy do końca. I to jest fajne, bo z jednej strony pozwala to odnieść sukces, a z drugiej strony ten sukces opłacony jest wysokim kosztem utraty własnego zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Mam świadomość, że umiem się tak zatracić i teraz staram się tego nie nadużywać, bo zbyt wiele to kosztuje.

Czyli teraz pracujesz nad sobą? Jak zahamować, jak zwolnić tempo?

Teraz interesuje mnie życie w równowadze – i to się sprowadza do tego, że chciałbym bardzo mało pracować i w tym kierunku zmierzam. Cały czas staram się, by pracy było jak najmniej. Mam takie poczucie, że już się w życiu napracowałem, że już mi wystarczy. Jestem zmęczony biznesem. Czasem przyglądam się ludziom dookoła mnie, np. jak stoję w korku i nie widzę za bardzo szczęśliwych ludzi. Na ich twarzach widać, napięcie, stres, zmęczenie, rozedrganie, bardzo rzadko widzę kogoś kto ma na twarzy lekkość i zadowolenie. To jest choroba cywilizacyjna. Całe społeczeństwo jest strasznie zagonione, żyje w takim napięciu, pośpiechu, dążeniu do czegoś, do zarobienia na mieszkanie, kredyty etc… A gdzieś ta radość istnienia nam umyka.

Odcięliśmy się od natury. Mamy dostęp do wielu rzeczy, informacji, rozmaitych dóbr, mamy rozbudzone apetyty konsumpcyjne. Podświadomie jesteśmy programowani przez reklamy, filmy, magazyny. Media mówią nam jak powinno wyglądać nasze idealne życie, do czego powinniśmy dążyć, zachęcają nas, żebyśmy nie zwalniali tempa, dążyli do sukcesu, którego wyznacznikiem jest wysoki status materialny. Mało kto ma czas, zatrzymać się i pomyśleć o sobie, o tym czego naprawdę potrzebuje.

Tak właśnie jest, jak się w ten sposób długo nawykowo funkcjonuje, nic dziwnego, że nasz organizm upomni się o siebie i zaczynamy chorować. Powstaje też taki rodzaj choroby, bycia nieszczęśliwym – bo niby do czegoś dążymy, osiągamy to, mamy chwilę wytchnienia, że udało się to zrobić, ale jest to chwilowa przyjemność, bo potem mamy kolejny cel i proces się powtarza. Bycie szczęśliwym to bardzo długa droga i niezależna od naszych osiąganych celów.

Idealnym tego przykładem jest Twoja reakcja na zdjęcie, na którym odbierałeś nagrodę „Przedsiębiorcy Roku”: zobaczyłeś niby uśmiechniętego człowieka sukcesu, a w środku byłeś nieszczęśliwy – choć przez te wszystkie lata dążyłeś właśnie do tego sukcesu.

Z jednej strony jak odbierałem tę nagrodę, to rzeczywiście byłem wtedy nieszczęśliwy, ale to był szczególny moment w moim życiu, bo właśnie odchodziłem z mojej firmy. Z drugiej strony cieszyło mnie, że dostaliśmy tę prestiżową nagrodę, że ogarnęliśmy się też finansowo, bo wcześniej mieliśmy duże kłopoty. I przy odbiorze nagrody pomyślałem, że osiągnąłem to co chciałem osiągnąć, że gdzieś doszliśmy z firmą, że zostało to zauważone i docenione i to jest ten moment, w którym mogę zacząć wycofywać się z firmy. Droga do tej nagrody była naprawdę ciężkim, krwawiącym, okupionym nadludzkim, niszczącym człowieka, wysiłkiem. Tamten Michał był szalenie przeciążoną jednostką, która nie potrafiła cieszyć się chwilą i życiem.

Co zrobiłeś, by odzyskać równowagę i powrócić do zdrowia?

Prawda jest taka, że moje zdrowie wcale nie jest jeszcze w idealnym stanie, jakbym sobie tego życzył. Żeby odzyskać równowagę przede wszystkim starałem się żyć w mniejszym obciążeniu, to było dla mnie absolutnie kluczowe. Stres odbija się na całym organizmie, powstaje obciążenie systemu. Do dziś wiele moich problemów zdrowotnych ma związek z jelitami i to jest choroba psychosomatyczna o podłożu stresogennym, żeby zredukować to napięcie praktykuję medytację Vipassane.

Na czym ona polega i dlaczego wybrałeś tę technikę medytacji?

Ja jestem dość pragmatyczną osobą, wcześniej próbowałem ćwiczeń oddechowych, one trochę pomogły, ale jednak nie sięgnęły głębi problemu. To był właściwie przypadek, podłączyłem się do kolegi, który jechał do Indii. Pamiętam, że był to grudzień, cierpiałem wtedy na chroniczną bezsenność, nie spałem prawie od dwóch tygodni. Pojechałem w bardzo złej kondycji na 10 – dniowy kurs medytacji. To było coś, co odmieniło moje życie. To staro buddyjska, wymagająca praktyka, która ma za zadanie przez te 10 dni wprowadzić cię jak najgłębiej w samego siebie i oczyścić z podświadomych programów, które wszyscy nosimy. W wyniku tej pracy nad sobą, zachodzą bardzo głębokie zmiany na lepsze. Po takim doświadczeniu czułem się bardzo mocno odmieniony, jakby ktoś zdjął mi z pleców worek pełen kamieni. Ta praktyka pomogła mi zrozumieć siebie, swoje mechanizmy, dotrzeć do tego co się we mnie dzieje. Kiedyś nie miałem kontaktu ze swoimi uczuciami, odciąłem się od siebie. Stosujemy wiele mechanizmów obronnych i bardzo lubimy być przywiązani do swojego wizerunku. Każdy choć raz powinien spróbować tej praktyki, to szalenie poszerza horyzonty, choć z pewnością jest to bardzo wymagająca ścieżka duchowa.

Jak się ją praktykuje?

Chodzi o to, żeby stworzyć wewnątrz siebie przestrzeń, żeby była możliwość pojawienia się odczuć. Medytacja pozwala na złapaniu pewnego dystansu
zarówno do tych negatywnych jak i pozytywnych uczuć. Istotne jest także rozpoznanie miejsca z którego to się ogląda, miejsce twojej prawdziwej jaźni, rdzenia świadomości, który jest czystą obecnością – i w tej przestrzeni obecności pojawiają się myśli, emocje, odczucia, nic z nimi nie robisz, starasz się być tylko wyłącznie ich świadomy. Jesteśmy tak skonstruowani, że utożsamiamy się z naszymi stanami emocjonalnymi, gdy odczuwamy złość, niepokój, to mówimy: JA się złoszczę, JA się niepokoję, JA, JA i JA. Gdy masz już trochę wprawy w medytacji, wiesz, że to nie jest tak, że to ty się złościsz, tylko ty jesteś w pozycji czujnego obserwatora, a emocja pojawi się i możesz teraz zdecydować, czy w nią wskoczysz i pojedziesz na niej, czy być jej świadomym, ale zachowywać się niezależnie od niej. Daje ci to wewnętrzną wolę, nie poruszasz się już automatycznie.

Jak teraz dbasz o zdrowie?

Muszę Cię rozczarować – nie dbam, jak w tym powiedzeniu „szewc bez butów chodzi”. Byłem ostatnio w Azji i uświadomiłem sobie, że życie w mieście mi nie służy. Życie w Warszawie jest czymś czego naprawdę nie chcę. Całe moje ja się przeciwko temu buntuje, więc porządkuję sprawy i planuję wyprowadzić się na wieś. Dotarło do mnie jeszcze, że doraźne leczenie nie jest idealną drogą do zdrowia, więc wycofuję się z tych projektów, które już wziąłem na siebie. Chodzę regularnie na basen, saunę. Staram się wysypiać, co mi różnie wychodzi. Staram się nie jeść słodyczy, wiem też, że gluten mi nie służy, dlatego ograniczam jego spożycie – ale jestem teraz w takim momencie życia, który nie sprzyja dbaniu o zdrowie. Buduję swój dom nad Bugiem, zamykam pełno różnych spraw i do takiej dbałości, do której chcę dążyć, potrzebne jest mi szersze spojrzenie. Muszę ułożyć odpowiednio swoje życie, wtedy zadbam o odpowiednie odżywianie i o zdrowie.

Jednak patrząc na Twoje obecne dokonania i plany, to tak sobie myślę, że Michał znowu bierze sobie za dużo na głowę. Założyłeś jeden ośrodek medytacji w Peru, współfinansujesz drugi niedaleko Łodzi, wykupiłeś fort w Warszawie do stworzenia centrum rozwoju osobistego, pracujesz nad produkcją telefonu z niską radiacją, jesteś właścicielem wegańskiej restauracji – i to jeszcze nie koniec biznesów.

Okazuje się, że pędzący pociąg potrzebuje trochę czasu na zatrzymanie się. Rzeczywiście te rzeczy, które wymyśliłem sobie po odejściu z CD Projektu, znowu są obciążające, ale z dużą determinacją zmniejszam moje zaangażowanie w tych wszystkich projektach. Mam od tego cudownych ludzi, choć przyznam Ci się, że nie tak łatwo jest zatrzymać tą jadącą lokomotywę. Kiedy odchodziłem z CD Projektu, miałem wizje, że będę tylko leżał na plaży i oglądał palmy itd. Niestety tak się nie da.

Co Twoim zdaniem jest najważniejsze, żeby utrzymać zdrowie?

Ważne, aby nie być ignorantem na poziomie fizycznym, żeby nie pochłaniać rzeczy słabej jakości, niezależnie czy chodzi o jedzenie, picie, czy powietrze. Stajesz się tym co jesz, wiec trzeba starać się przywiązywać wagę do tego co jemy i czym oddychamy. Kolejnym krokiem, jest aktywność fizyczna. Nasze ciała lubią ruch, więc w zdrowym ciele zdrowy duch. To bardzo ważny aspekt zdrowia, ale przede wszystkim uważam, że najważniejsze jest właściwe nastawienie do życia czyli pogodzone, pozytywne, akceptujące. Nie należy tworzyć w sobie wewnętrznych napięć lecz umieć się pogodzić z wydarzeniami trudnymi i nieprzyjemnymi – i wierzyć, że jeżeli nam się przydarzają, to jest w tym jakiś większy sens, mimo, że tego nie rozumiemy. Sam wielokrotnie przechodziłem przez trudne momenty w życiu i po czasie rozumiałem, że to co się wydarzało było mi potrzebne, bo finalnie coś mi dawało. Trzeba też stworzyć sobie taką przestrzeń, żeby to dobre nastawienie do życia i fizyczne dbanie o zdrowie mogło w niej rozkwitać. Ważne jest, żeby robić tego co się kocha, najlepiej, żeby praca była naszym hobby.

Ty możesz sobie na to pozwolić, masz już ten komfort. Wielu ludzi jednak tak nie żyje, praca to dla nich konieczny obowiązek, a robienie tylko tego co się kocha jest z tym trudne do pogodzenia.

Może jest trudne do pogodzenia, ale wierzę, że jeżeli ma się jakiś cel i chce się go osiągnąć, to można to zrobić. Doszedłem w wiele miejsc, które sobie wcześniej wyznaczyłem. Pochodzę z mało zamożnej rodziny nauczycielskiej i jestem w miejscu, w którym pieniędzy mi nie brakuje. Miałem za dużo pracy i doszedłem do miejsca w którym tej pracy miałem już mało. Teraz znowu mam jej więcej ale już dochodzę do miejsca w którym będę miał jej mniej. Jasne, że to nie są rzeczy na pstrykniecie palców, ale jeżeli ktoś świadomie sobie obierze cel i zaczyna do niego zmierzać, jest w stanie go osiągnąć.

Dziękuję za rozmowę.

Ostatnia szansa na powstrzymanie globalnego ocieplenia

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) opublikował w poniedziałek nowy raport dotyczący globalnego ocieplenia. Podkreślona w nim została konieczność zdecydowanych zmian w zachowaniach indywidualnych konsumentów, w tym ograniczenia ilości spożywanego mięsa i nabiału.

 

IPCC ostrzega raporcie, że zakładane wcześniej powstrzymanie zmian klimatu i ograniczenie ocieplenia do maksymalnie 1,5 stopnia wydaje się obecnie nierealne – na ten moment najbardziej prawdopodobny scenariusz to wzrost temperatury aż o 3 stopnie, który oznaczać będzie „gwałtowne, obszerne i bezprecedensowe zmiany we wszystkich aspektach ludzkiego życia”. Raport podkreśla, że powstrzymanie tego destrukcyjnego procesu nie jest możliwe bez zmian w zachowaniach indywidualnych konsumentów, wśród których do najważniejszych należą ograniczenie ilości spożywanego mięsa, sera, mleka i masła.
– Kupno elektrycznego samochodu, częstsze spacery i korzystanie z komunikacji miejskiej, czy wybieranie energooszczędnych rozwiązań w domu to dobre sposoby walki z globalnym ociepleniem, ale największą zmianę jako indywidualni konsumenci jesteśmy w stanie osiągnąć poprzez rezygnację z produktów odzwierzęcych – komentuje Maciej Otrębski z kampanii „Roślinniejemy” – Jest to na szczęście coraz prostsze w związku z rosnącą dostępnością na rynku doskonałych roślinnych zamienników mięsa, czy nabiału. Wprowadzenie ich do swojej diety nie tylko przyniesie korzyści zdrowotne, ale pomoże również w powstrzymaniu globalnej katastrofy – dodaje.
Organizatorzy kampanii „Roślinniejemy” zachęcają wszystkich zainteresowanych ograniczeniem produktów odzwierzęcych w swojej diecie do zapoznania się ze stroną internetową roslinniejemy.org, na której znajdują się liczne porady dotyczące układania diety, robienia zakupów i planowania posiłków, a także inspiracje kulinarne w formie ebooków i przepisów.
– Warto przekonać się, jak bogata i zróżnicowana może być dieta roślinna. Zastąpienie mięsa w obiedzie jego roślinnym odpowiednikiem, czy mleka krowiego sojowym w porannej kawie to podstawowe kroki, które każdy i każda z nas może podjąć, aby ochronić w najbliższym czasie nasze środowisko – podsumowuje Otrębski.

 

„ONZ i naukowcy z Uniwersytetu w Oxfordzie wskazują dietę roślinną jako sposób na powstrzymanie szybko postępujących zmian klimatycznych. Wyeliminowanie produktów odzwierzęcych z diety może zmniejszyć ślad węglowy każdego z nas nawet o 73 proc.
Szereg środków może radykalnie zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych wynikających z upraw rolniczych i przemysłowego wykorzystania terenów (…). Są to między innymi: produkcja białek roślinnych i laboratoryjna hodowla mięsa, które mogą zastąpić produkty pochodzące od zwierząt na farmach przemysłowych, emitując znacznie niższe ilości gazów cieplarnianych (cytat z Raportu Global Warming of 1.5 ºC, s. 113).
Kilka miesięcy wcześniej badacze z Uniwersytetu w Oxfordzie na podstawie analiz baz danych z 400 tysięcy ferm wielkopowierzchniowych z 119 krajów wskazali, że znaczne ograniczenie i eliminacja produktów odzwierzęcych w diecie każdego z nas spowodowałaby uwolnienie i możliwość regeneracji dla ok. 75% powierzchni gruntów, które w tym momencie są wykorzystywane pod hodowlę zwierząt. To powierzchnia równa Stanom Zjednoczonym, Chinom, Australii i krajom Unii Europejskiej razem wziętych.
Dieta roślinna to najprawdopodobniej jeden z najbardziej skutecznych sposobów na zmniejszenie twojego negatywnego wpływu na planetę, nie tylko gdy chodzi o zmniejszenie ilości emitowanych gazów cieplarnianych, bo przejście na dietę roślinną przyczynia się też do zmniejszenia globalnego zakwaszenia gleb, eutrofizacji, deforestacji i wykorzystania wody. Weganizm ma większy pozytywny wpływ na planetę niż zmniejszenie liczby lotów samolotem w ciągu roku, czy zakup samochodu elektrycznego – tłumaczy Joseph Poore, z Uniwersytetu w Oxfordzie.

Monika Sznel – blog roslinniejemy.org (fragmenty)

Czym skorupka za młodu

Takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży leczenie – czyli inwestycja w zdrowie dzieci i młodzieży to inwestycja w zdrowe społeczeństwo i szybki rozwój gospodarczy.

 

Dzieci i młodzież w wieku szkolnym nie mają w naszym kraju zapewnionej spójnej i kompleksowej opieki służącej zdrowiu.
Oprócz niewystarczającej liczby personelu medycznego i gabinetów pomocy zdrowotnej, brakuje współdziałania i koordynacji pomiędzy podmiotami odpowiedzialnymi za leczenie najmłodszych.
Zniekształcenia kręgosłupa, alergie, otyłość, choroby zakaźne, nieodpowiednie żywienie, brak aktywności fizycznej i brak odpowiedniej profilaktyki – a co również niezwykle ważne, niedostatek odpowiedniej, rozumnej edukacji nakierunkowanej na rodziców – to tylko niektóre z ogromnej liczby problemów zdrowotnych najmłodszych Polaków.
Zdrowie dzieci w Polsce należy do bardzo zaniedbanych elementów systemu służby zdrowia, wymagających podjęcia pilnych kroków i współpracy systemowej – taki jest główny wniosek płynący z debaty „Opieka zdrowotna nad uczniami. Inwestycja w zdrowie dzieci i młodzieży inwestycją w zdrowe społeczeństwo”, przeprowadzonej 12 września tego roku w Najwyższej Izbie Kontroli.

 

Długa lista potrzeb

Jakość opieki zdrowotnej ma szczególne znaczenie w okresie dziecięcym oraz dojrzewania. Kształtowanie zachowań służących zdrowiu przekłada się na zdrową przyszłość i zdrowe społeczeństwo.
Przeszkadzają w tym braki kadrowe – na przykład, w przypadku pielęgniarek, mamy w Polsce znikomy procent osób przed 40. rokiem życia.
Niewystarczająca jest liczba gabinetów profilaktyki zdrowotnej, pomieszczenia nie spełniają warunków, wciąż brakuje pielęgniarek i higienistek w szkołach, za mało jest gabinetów stomatologicznych, występują bardzo duże dysproporcje pomiędzy miastami i wsiami.
– Pomiędzy Polską a innymi krajami Unii Europejskiej istnieje wielka przepaść w występowaniu u dzieci próchnicy. Borykamy się z niepokojącym wzrostem zachorowań na choroby zakaźne, takie jak krztusiec czy odra. Problemy zdrowotne dzieci i młodzieży narastają na najróżniejszych płaszczyznach. Potrzebujemy ustawy, której celem będzie wprowadzenie kompleksowych rozwiązań opieki zdrowotnej dzieci i młodzieży – zaznaczył Piotr Wasilewski, dyrektor departamentu zdrowia NIK, wyrażający jak widać wiarę w moc sprawczą kolejnych aktów prawnych.

 

W zalewie informacji

Potrzebujemy nie tylko dostępności do świadczeń zdrowotnych, ale i odpowiedniej edukacji, profilaktyki i świadomości społecznej – mówili zgodnie goście debaty, reprezentujący środowisko ekspertów nauki, oświaty, zdrowia i sportu oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych i administracji.
Co do profilaktyki, to postęp technologiczny z jednej strony jest cennym zjawiskiem, a z drugiej – zagrożeniem.
– Rodzą się rozmaite pseudoteorie. Niesprawdzone „naukowe” informacje, które pojawiają się w Internecie, mają bardzo silne oddziaływanie na rodziców, którzy w efekcie tych informacji, są narażeni na podejmowanie złych decyzji w stosunku do swoich dzieci – powiedział Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.
Agnieszka Jadczyszyn z Instytutu Strategii i Rozwoju zwróciła uwagę na inny, ważny element – kanały społecznościowe i rolę kampanii społecznych w profilaktyce zdrowotnej: – Należy uwzględnić różnorodność i współczesny kształt przekazu, jaki dociera do najmłodszych. Nowe media, pomimo wynikających z nich zagrożeń, mogą być w mądry sposób wykorzystane w promowaniu prozdrowotnych wzorców. Żeby poprawić efektywność kampanii społecznych, należy konsultować założenia właśnie z dziećmi i młodzieżą. Czynne włączanie ich w kreowanie kampanii pozwoli osiągać lepsze efekty.

 

Samorządy mają to w nosie

Wyniki przeprowadzonych działań wykazują, iż jednostki samorządu terytorialnego w zbyt małym zakresie angażują się w zaspokajanie potrzeb zdrowotnych dzieci i młodzieży.
W rezultacie, powstają nieodpowiednie i bazujące na nieznajomości tematu programy strategii zdrowotnej.
Okazało się, że żadna z kontrolowanych przez NIK gmin nie posiadała informacji o liczbie dzieci i młodzieży z nieprawidłową wagą ciała. Ponad 56 proc. jednostek samorządów terytorialnych nie przeprowadziło żadnej analizy potrzeb zdrowotnych dzieci i młodzieży.
Stołówki i sklepiki szkolne nie spełniają wymogów zawartych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia, a u dzieci nie wyrabia się odpowiednich, prozdrowotnych nawyków. Nie działa coraz potrzebniejsza, skierowana do młodych, specjalistyczna opieka psychologiczna, a szkoły i placówki lecznicze nie mogą jej zapewnić przez brak wystarczającego wsparcia finansowego.

 

Wyzwania współczesności

Opieka zdrowotna dzieci i młodzieży wymaga poprawienia standardu organizacyjnego oraz samych warunków udzielania świadczeń zdrowotnych.
Ukazują to skargi wpływające do Biura Rzecznika Praw Pacjenta, o których opowiedziała Agnieszka Wernik, dyrektorka departamentu strategii i działań systemowych w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta: – Zdarzają się rażące sytuacje, kiedy to uczniowie są badani w miejscach narażających ich intymność, a często również w towarzystwie innych, poza personelem medycznym, osób. Opieka zdrowotna nad małoletnimi prowadzi do wielu wyzwań systemowych.
Nowym problemem – który zdaniem Szymona Chrostowskiego, doradcy społecznego Ministra Zdrowia, należy do kluczowych wyzwań zdrowotnych u dzieci i młodzieży – jest zbyt mała skala szczepień przeciwko HPV, wirusowi mogącemu powodować raka szyjki macicy,prącia, pochwy i gardła. Zakażenie HPV to najczęstsza choroba przenoszona drogą płciową. – W krajach, w których funkcjonuje odpowiednio prowadzona profilaktyka, a w młodym wieku szczepione są zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, sytuacja wygląda znacznie lepiej, a zachorowalność m.in. na raka szyjki macicy jest dużo mniejsza – stwierdził doradca.

 

Potrzeba pieniędzy

Odpowiednie inwestycje na wczesnych etapach życia w oczywisty sposób przekształcają się w lepszą zdrowotność obywateli w późniejszych latach.
To jednocześnie ogromna korzyść dla budżetu państwa, bo przecież zdrowe społeczeństwo to zdrowa gospodarka – tyle, że najpierw te pieniądze trzeba wyłożyć, czego się nie robi.
– Niestety, o problemach i wyzwaniach zdrowotnych dotyczących dzieci i młodzieży mówi się od dawna, a wciąż czekamy na stosowne kroki i zmiany – dodał Piotr Mierzejewski, dyrektor zespołu prawa administracyjnego i gospodarczego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.

 

Dobra, kompleksowa współpraca

Profilaktyka zdrowotna nad uczniami w szkole znajduje się w obszarze współpracy Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Sportu. Zdaniem odpowiadających za ten obszar urzędników, wszystko idzie prawidłowo.
– Jest to kompleksowa i odpowiednio prowadzona współpraca, a naszym wspólnym celem jest wypracowanie jak najlepszych rozwiązań. Wśród kluczowych zaleceń są m.in. bezpieczeństwo i higiena w szkole, wydłużenie przerw międzylekcyjnych, a w tym dłuższej przerwy na spożycie posiłku – oświadczyła Agnieszka Ludwin, wicedyrektorka departamentu wychowania i kształcenia integracyjnego w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Wnioski z tej debaty zostaną oczywiście przekazane stosownym placówkom – choć chyba nikt nie ma złudzeń, że cokolwiek uda się szybko zmienić. Pozwoliła ona na jeszcze jedną obserwację – jak dużo jest dobrze płatnych stanowisk dyrektorskich w rozmaitych komórkach administracji, mających rzekomo służyć dobru obywateli…

Dobre wieści z ekoświata

Kawiarnie sieciowe wprowadzają więcej opcji roślinnych

 

Eksperci kampanii RoślinnieJemy sprawdzili dostępność opcji roślinnych w największych kawiarniach sieciowych. Według opublikowanego przez nich rankingu najbardziej aktywnie na zmieniające się trendy konsumenckie odpowiadają sieci Green Caffe Nero oraz Starbucks.
Badania INSE z 2013 roku wskazały, że statystyczny Polak odwiedza kawiarnie 11 razy w roku. Jednocześnie z sondażu IBRiS z lutego 2018 roku wynika, że coraz więcej konsumentów skłania się ku roślinnym alternatywom dla konwencjonalnych produktów – aż 57,8% Polaków planuje ograniczyć spożycie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Mleko sojowe można obecnie znaleźć w większości sklepów, a producenci żywności coraz częściej żywo reagują na zmianę nawyków żywieniowych Polaków.
– Zdecydowaliśmy się przeprowadzić ranking kawiarni sieciowych pod kątem dostępności produktów roślinnych, ponieważ dostrzegamy wzmożone zainteresowanie roślinnymi alternatywami, chociażby dla nabiału – komentuje Maciej Otrębski, strategic partnerships manager kampanii RoślinnieJemy – Jak wskazuje badanie Mintel, mleko roślinne do kawy przestało być kaprysem “wielkomiejskiego hipstera” – 90% osób, które decydują się na wybór napojów roślinnych kupuje także mleko krowie. Produkty roślinne stają się po prostu coraz bardziej atrakcyjne dla konsumentów – dodaje.
W raporcie najlepiej wypadły sieci Green Caffe Nero, Starbucks, Etno Cafe oraz kawiarnie Gorąco Polecam, w których napoje roślinne do kawy dostępne są w kilku opcjach. Wariant sojowy zazwyczaj można wybrać bez dodatkowej dopłaty, a napoje kokosowe, czy migdałowe dostępne są za dodatkową opłatą. Zarówno Green Caffe Nero, jak i Starbucks, oferują swoim klientom w 100% roślinne słone i słodkie przekąski – w Green Caffe Nero dostać można sernik z tofu (serka z soi) oraz kanapki z hummusem i pastą baba ghanoush (na bazie bakłażana), a w kawiarniach Starbucks szarlotkę i roślinny lunchbox.
W rankingu najgorzej wypadły kawiarnie Tchibo i McCafe oraz lokalne kawiarnie sieciowe zlokalizowane przy piekarniach, takie jak Awiteks czy Lajkonik.
Wyniki raportu wskazują także na fakt, że sieci niechętnie chwalą się dostępnością produktów roślinnych, jedynie okazjonalnie informując o wegańskich przekąskach czy słodkich deserach. Według CB Insights, to właśnie dieta roślinna jest jednym z megatrendów na nadchodzące lata, a konsumenci w coraz większym stopniu oczekiwali będą zdrowszych, bardziej przyjaznych środowisku dań i produktów. Większość kawiarni sieciowych zdaje się według autorów raportu nie dostrzegać tego trendu.
– Zainteresowanie produktami roślinnymi potwierdza sukces szeregu rzemieślniczych kawiarni, oferujących wegańskie dania – warszawskiego lokalu Nancy Lee, czy krakowskiej Karmy. Roślinne napoje czy przekąski trafiają w gusta konsumentów zainteresowanych ciekawymi smakami, czy osób nietolerujących laktozy – podsumowuje Otrębski.

 

Coraz więcej restauracji rezygnuje z jaj klatkowych

Niemal 60 restauracji, knajp i barów szybkiej obsługi na terenie całej Polski przyłączyło się do światowego trendu wycofywania jajek z chowu klatkowego (tzw. „trójek”). Kierują się względami etycznymi oraz chęcią podążania za oczekiwaniami konsumentów.
W oświadczeniach restauracji dotyczących wycofania jaj z chowu klatkowego znaleźć można m.in. argumenty dotyczące sprzeciwu wobec warunków, w jakich przetrzymywane są kury nioski – bez dostępu do świeżego powietrza, w ciasnych klatkach, które nie zapewniają im możliwości spełniania naturalnych potrzeb. Restauratorzy swoje decyzje motywują także potrzebą sprostania wymaganiom konsumentów, którzy preferują bardziej etyczne produkty dostępne na rynku i oczekują tego samego od lokali, które odwiedzają.

 

Które restauracje zdecydowały się na takie zmiany?

Na potrawy bez jaj „trójek” można wybrać się już teraz do Restauracji Polska Różana i N31 restaurant&bar, a niedługo – od 2020 roku – do Restauracji Stolicy, sieci 7th Street Bar & Grill oraz do burgerowni Meet&Fit, która nie tylko wycofuje „trójki”, ale zmieniła także nazwę z poprzedniej Meat&Fit ze względu na stale poszerzającą się liczbę opcji wegańskich w menu.
Do grona firm wycofujących jaja pochodzenia klatkowego dołączyły także większe sieci restauracji, pokazując, że duża gastronomia i szacunek do zwierząt idą w parze: restauracje Sphinx, Bobby Burger, MJM Group S.A. ze swoimi markami Road American Restaurant, Gra Smaków, Choice i oferującym włoską kuchnię Benvenuti in Italia, Restauracje Krawczyk, do których należą Sukiennice 7, Steak’N’Roll, The Irish Pub Guinness, Butchery Grill, Warszawski Sznyt, Burger Bistro, hołdujące polskim klasykom z nutką orientalną Sami Swoi oraz Domowe Smaki.
Zaangażowanie na rzecz poprawy dobrostanu kur zadeklarowała również firma Wojtex – właściciel Pizzerii Biesiadowo i licznych konceptów gastronomicznych takich jak Western Chicken czy Rybkodajnia, jak również North Food ze swoimi markami North Fish i John Burg.
Takie decyzje coraz częściej podejmują też firmy cateringowe – potrawy wolne od jaj klatkowych zamówić można w cateringu Optidiet, a od 2025 roku w Eurest Polska.

 

Zmiany globalne

Zmiany w zakresie rezygnacji z jaj tzw. „trójek” nie dotyczą jedynie polskiej branży gastronomicznej – mają zasięg globalny. Już ponad 500 restauracji na całym świecie, w tym sieć barów Subway, obecna w ponad 100 krajach, oraz ogromna sieć włoskich restauracji Vapiano, dołączyły do tego światowego trendu.
Restauracje, które podjęły taką decyzję, znaleźć można także na lotniskach. Dzięki deklaracjom Lagardère Travel Retail i Grupy Baltona już niedługo podróżujący będą mogli cieszyć się wolnymi od jaj klatkowych potrawami w lokalach takich jak m.in. Travel Chef – od 2020, Business Shark Pub & Restaurant, Flying Bistro, Gourmet Bistro – od 2025 roku.
Także liczne obecne na rynku polskim i międzynarodowym pizzerie zdecydowały się na wycofanie „trójek” z sosów, deserów i dodatków do pizzy – Da Grasso, Telepizza, Pizza Dominium, Pizzeria Presto oraz wspomniana wcześniej Pizzeria Biesiadowo.

 

Polska gastronomia (i nie tylko) wolna od hodowli klatkowej

Z jaj pochodzenia klatkowego zrezygnowały już największe firmy działające w Polsce.– Restauratorzy to kolejna grupa przedsiębiorców, którzy pokazują nam, że wizja Polski wolnej od zbędnego cierpienia zwierząt wcale nie należy do odległych – komentuje Marta Cendrowicz, koordynatorka kampanii „Jak one to znoszą” ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W taką Polskę, obok wspomnianej gastronomii oraz ponad 80 proc. konsumentów, wierzy już ponad 100 firm obejmujących także sieci sklepów spożywczych, producentów żywności oraz hotele – dodaje.
Polityki firm odnośnie wycofywania jaj klatkowych są wynikiem globalnej kampanii międzynarodowej koalicji Open Wing Alliance, zrzeszającej ponad 55 organizacji ochrony zwierząt z całego świata. Członkami koalicji w Polsce jest Stowarzyszenie Otwarte Klatki oraz Fundacja Alberta Schweitzera.