Derby Madrytu w USA

Zespół Realu Madryt w rozegranym za oceanem spotkaniu towarzyskim z lokalnym rywalem Atletico został wręcz ośmieszony. „Królewscy” przegrali 3:7, ale 51. minucie przegrywali aż 0:6.

Spotkanie rozegrano w ramach organizowanego w USA letniego cyklu International Champions Cup. We wcześniejszych potyczkach Real przegrał 1:3 z Bayernem Monachium (jedną z bramek dla niemieckiej drużyny zdobył Robert Lewandowski) i pokonali w karnych Arsenal Londyn (w regulaminowym czasie było 2:2). W miniony weekend w nocy z piątku na sobotę podopieczni Zidane’a zmierzyli się natomiast w wyjazdowych derbach Madrytu i doznali klęski. Atletico po 51. minutach prowadziło 6:0, a po 70 minutach było 7:1. „Królewskich” niemal w pojedynkę pogrążył Diego Costa.

Hiszpański napastnik zdobył aż cztery bramki, a pierwszą z nich niemal tuż po rozpoczęciu spotkania. Trzy pozostałe gole dołożyli Joao Felix, Angel Correa i Vitolo. W 64. minucie koncert Costy przerwał sędzia, który wyrzucił piłkarza z boiska. Taka sama kara spotkała Daniego Carvajala z Realu po bijatyce, w jaką wdali się obaj piłkarze. Dla Realu trafili Nacho Fernandez, a w końcowych minutach spotkania Karim Benzema i Javier Hernandez.

 

Bale na chińskim szlaku

Trener Realu Madryt Zinedine Zidane nie chce w swojej drużynie Garetha Bale’a. Walijczyk długo miał to w nosie i odmawiał odejścia z „Królewskich”. Ostatnio ponoć jednak zmienił zdanie i zgodził się na transfer. Hiszpańskie media donoszą z nieskrywaną radością, że Bale przyjął lukratywną ofertę z chińskiego klubu Jiangsu Suning.

Walijski skrzydłowy zarabia w Realu Madryt netto ponad 15 milionów euro rocznie, ma w Hiszpanii piękny dom i jest zadowolony z życia w tym kraju. Tak przynajmniej twierdził jego agent Jonathan Barnett tłumacząc, dlaczego Bale nie chce opuszczać madryckiego klubu. Piłkarza nie chciał jednak trener Zinedine Zidane, który wrócił do „Królewskich” pod koniec poprzedniego, nieudanego dla Realu sezonu i tego lata zaczął gruntowną przebudowę zespołu. Walijczyk w trakcie przerwy wakacyjnej lekceważył francuskiego szkoleniowca i irytował go wypowiedziami dla mediów, w których raz zapewniał, że nie ruszy się z Realu nawet gdyby miał do końca kontraktu grzać ławę, a innym razem podpowiadał swoim pracodawcom, że jeśli chcą się żeby odszedł, muszą mu zapłacić wszystkie pieniądze zapisane w kontrakcie.

W obu przypadkach nawet dla „Królewskich” było to kosztowne rozwiązanie, bo Bale ma umowę ważną jeszcze do końca czerwca 2022 roku, co oznacza, że pozbycie się go na jego warunkach kosztowałoby co najmniej 45 mln euro plus należne podatki, co w Hiszpanii oznacza niemal podwojenie tej kwoty.

Wojna z trenerem

Zidane nie zamierzał jednak odpuszczać i na letnie tournee po Stanach Zjednoczonych Walijczyka nie zabrał. Pytany o Bale’a przed towarzyskim meczem z Bayernem Monachium powiedział: „Nie ma go z nami, bo chciałbym, żeby jak najszybciej znalazł sobie inny klub. Im zrobi to szybciej, tym będzie dla niego lepiej”. Piłkarz nie zareagował, ale za niego zrobił to Barnett. „Zachowanie Zidane’a to hańba. Nie okazuje szacunku dla zawodnika, który tak dużo zrobił dla Realu Madryt” – grzmiał menedżer w wypowiedzi dla AFP. Francuski szkoleniowiec poczuł się dotknięty tym stwierdzeniem. „Po pierwsze, nigdy nikogo nie lekceważyłem, szczególnie piłkarzy. Zawsze mówię to samo. Piłkarze są najważniejsi w klubie. Po drugie, mówiłem, że klub próbuje znaleźć wyjście dla Garetha. Po trzecie, ale to jest najważniejsze, Bale nie zagrał z Bayernem, ponieważ nie chciał. Wciąż jest jednak piłkarzem Realu, trenuje z nami normalnie i zobaczymy, co się wydarzy” – powiedział Zidane.

Bale ma jednak prawo czuć się krzywdzony. Ten 30-letni obecnie zawodnik trafił do madryckiego klubu w 2013 roku z Tottenhamu Hotspur za 105 mln euro, co wtedy było światowym rekordem transferowym. Przez sześć sezonów rozegrał w barwach „Królewskich” we wszystkich rozgrywkach 231 meczów, strzelił 102 gole i zaliczył 65 asyst, co bez dwóch zdań jest osiągnięciem wybitnym. Czterokrotnie świętował z Realem zwycięstwo w Lidze Mistrzów, tyle samo triumfów w Klubowych Mistrzostwach Świata, trzy w Superpucharze Europy, raz mistrzostwo Hiszpanii i raz zdobycie Pucharu Króla. W ostatnim sezonie zaliczył 29 występów w Primera Division, siedem w Lidze Mistrzów, trzy w Pucharze Króla, dwa w Klubowych Mistrzostwach Świata oraz zagrał w Superpucharze. W sumie dało to 42 mecze we wszystkich rozgrywkach, więc nie da się powiedzieć, że był nieprzydatny.

Piłkarz ciągle bardzo drogi

Ostatecznie walijski skrzydłowy uległ presji i zamiast iść na wojnę z szefami Realu, zgodził się na transfer. Pojawił się jednak istotny problem, bo chociaż madrycki klub mocno obniżył wysokość kwoty transferowej, to piłkarz nie miał najmniejszego zamiaru godzić się na niższe zarobki w innym klubie. Chciał, żeby nowy pracodawca zagwarantował mu zarobki na takim samym poziomie, jaki miał w Realu. W Europie nikt jednak nie chciał go zatrudnić na takich warunkach. Nawet jego ukochany Tottenham.

Patową sytuację przełamała nieoczekiwanie oferta z Chin. Brytyjskie i hiszpańskie media podają, że do Realu Madryt wpłynęła oferta z chińskiego klubu Jiangsu Suning, piątego zespołu tamtejszej ekstraklasy w poprzednim sezonie. W obecnych rozgrywkach po 11 kolejkach zespół ten zajmuje szóstą lokatę. Okno transferowe w Chinach jest otwarte do 31 lipca i do tego czasu cała transakcje musi zostać sfinalizowana. Nie powinno być z tym problemu, bo ponoć Bale wyraził zgodę na transfer. Co go skłoniło do zmiany decyzji? Ponoć tylko pieniądze. W medialnych spekulacjach pojawiły się niewiarygodne wręcz kwoty, jakie rzekomo zaoferował mu chiński klub. Angielskie tabloidy zapewniają, że Jiangsu Suning będzie płacić Bale’owi milion funtów tygodniowo.

To byłoby szokująco wysokie wynagrodzenie, więc raczej trudno te rewelacje traktować poważnie, bo chociaż właścicielem i prezesem chińskiego klubu jest miliarder Zhang Jindong, to w Chinach już jakiś czas temu, nie bez nacisków rządzącej partii komunistycznej, ograniczono szastanie pieniędzmi przy zatrudnianiu piłkarskich gwiazd. Także dlatego, że najwyżej opłacani zawodnicy często prezentowali się tam przeciętnie.

Bale niekoniecznie musi wylądować w chińskiej lidze. Wspomniany Jiangsu Suning jest także większościowym udziałowcem Interu Mediolan, a zatem w niewykluczone, że walijski skrzydłowy ostatecznie trafi do Serie A.

 

Szarpanina o Kyliana Mbappe

Kylian Mbappe został wybrany na najlepszego piłkarza francuskiej Ligue 1 minionego sezonu. Po odebraniu nagrody piłkarz otwarcie jednak zasugerował, że jest gotowy na opuszczenie paryskiego klubu. I wywołał burzę.

Mbappe poprowadził PSG do kolejnego mistrzostwa Francji, zostając królem strzelców ligi. W 28 meczach Ligue 1 zdobył 32 bramki i był bez wątpienia najlepszym graczem nie tylko paryskiego zespołu, ale też całej francuskiej ekstraklasy. Ledwie 20-letni piłkarz jest pierwszym Francuzem od 30 lat, który przekroczył w sezonie magiczna barierę 30 bramek. Podczas uroczystej gali młody gwiazdor pozwolił sobie na wypowiedź, która wywołała ogromne poruszenie nad Sekwaną. „To bardzo ważny moment w mojej karierze. Osiągnąłem tutaj wielkie rzeczy, ale być może jest to moment, żebym wziął na siebie większą odpowiedzialność. Może w PSG, co zrobiłbym z przyjemnością, a może gdzieś indziej, w nowym projekcie” – powiedział Mbappe. Zapytany, co miał na myśli mówiąc o „nowym projekcie”, powiedział: „Przy takich okazjach jak ta dzisiejsza ma się możliwość przesłania wiadomości. Myślę, że ja swoją wysłałem”.

Aluzje piłkarza wywołały we Francji poruszenie, bo Mbappe od dwóch lat podejrzewany jest o cichy flirt z Realem Madryt. Latem 2017 roku ówczesny klub piłkarza AS Monaco uzgodnił już warunki całej operacji z Królewskimi. Do walki o zawodnika włączyło się jednak PSG, które zaoferowało mu wyższe zarobki, lecz z Hiszpanii wciąż docierają wieści, że „Królewscy” nadal nie rezygnują ze sprowadzenia Mbappe. Ostatnio, odkąd do klubu wrócił Zinedine Zidane, ich aktywność mocno wzrosła. Paryski klub natychmiast zdementował plotki ogłaszając, że Mbappe, którego pozyskano z AS Monaco za 180 mln euro, na pewno zostanie w PSG na kolejny rok.

 

Mourinho został bez pracy

Manchester United poinformował we wtorek o dymisji trenera Jose Mourinho. Tymczasowo ma go zastąpić jego asystent Michael Carrick, były piłkarz „Czerwonych Diabłów”, ale poszukiwania nowego szkoleniowca już trwają.

 

Mourinho był trenerem United od maja 2016 roku. Poprowadził zespół w 144 meczach, zdobywając średnio 1,97 pkt na mecz. Pod jego wodzą ekipa „Czerwonych Diabłów” wygrała Ligę Europejską, Puchar Ligi Angielskiej i Superpuchar Anglii, a w poprzednim sezonie wywalczyła wicemistrzostwo kraju. W obecnych rozgrywkach Manchester United spisuje się jednak w Premier League bardzo słabo i po 17 kolejkach zajmuje dopiero szóste miejsce ze stratą aż 19 punktów do prowadzącego Liverpoolu. W Lidze Mistrzów zdołała wywalczyć awans do 1/8 finału, w którym zmierzy się z Paris Saint-Germain.

Mourinho nie miał ostatnio dobrych relacji z większością zawodników, a z francuskim gwiazdorem Paulem Pogbą znajdował się wręcz w otwartym konflikcie. Władze klubu już od jakiegoś czasu sygnalizowały swoje niezadowolenie ze słabej gry zespołu, prowokując tym spekulacje o planowanej dymisji „The Special One”, jak lubi się nazywać portugalski szkoleniowiec. Czarę goryczy przechyliła porażka w 17. kolejce z liderem angielskiej ekstraklasy FC Liverpool 1:3, lecz nie tyle jej wynik, co styl gry zespołu United, który został kompletnie zdominowany przez graczy „The Reds”.

Zdaniem brytyjskich mediów faworytem właścicieli United na nowego szkoleniowca jest obecny trener Tottenhamu, Mauricio Pochettino. Ale na giełdzie personalnej pojawiają się też nazwiska bezrobotnego aktualnie po odejściu z Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a oraz Antonio Conte i Laurenta Blanca. Ale na razie zespół poprowadzi Michael Carrick.

 

Solari zostaje w Realu

Władze Realu Madryt poinformowały, że Santiago Solari będzie trenerem „Królewskich” nie tylko do końca tego sezonu, ale do czerwca 2021 roku. Zmiana nastawienia do tego szkoleniowca to zasługa dobrych wyników zespołu.

 

Solari przejął ekipę Realu Madryt w trybie alarmowych, po okresie zapaści i serii wpadek, w wyniku których posadę stracił Julen Lopetegui. Kroplą, która przelała czarę goryczy, była klęska „Królewskich” w El Clasico z Barceloną 1:5. To po tym spotkaniu rozbity psychicznie zespół opuścił były selekcjoner reprezentacji Hiszpanii, w jego miejsce w szatni pojawił się dotychczasowy opiekun zespołu rezerw Realu, III-ligowej Castilli. Wbrew obawom kibiców Solari zdołał opanować sytuację i pod jego wodzą zespół wygrał cztery mecze z rzędu, strzelając w nich aż 15 goli. Zaczął od wygranej w Pucharze Króla z trzecioligową Melillą (4:0), potem „Królewscy” pokonali w Primera Division Real Valladolid 2:0, w Lidze Mistrzów Viktorię Pilzno 5:0, a na koniec serii znów w Primera Division Celtę Vigo 4:2.

Solari zastąpił Lopeteguiego z łatką „trenera tymczasowego”, ale mijały tygodnie i szefowie klubu nie zdołali dojść do porozumienia z żadnym ze słynnych szkoleniowców. Po czterech zwycięstwach z rzędu prezydent „Królewskich” Florentino Perez doszedł do wniosku, że może niepotrzebnie szuka fachowca daleko, skoro ma takiego pod bokiem. I zaproponował argentyńskiemu szkoleniowcowi kontrakt do końca sezonu 2020-2021. Perez powtórzył tym samym personalny manewr jaki wcześniej zastosował zatrudniając Zinedine’a Zidane’a, który przed przejęciem „Królewski” też był trenerem Castilli, a potem wygrał trzykrotnie z rzędu Ligę Mistrzów. Obecnie Real zajmuje w lidze szóstą lokatę, ale do prowadzącej Barcelony traci tylko cztery punkty.

 

Cichy kandydat do nagrody Złotej Piłki

Środkowy obrońca reprezentacji Francji i Realu Madryt Raphael Varane w tym roku wygrał Ligę Mistrzów i zdobył mistrzostwo świata, czyli zasłużył na Złotą Piłkę.

 

Gdy w czerwcu 2011 roku 18-letni Raphael Varane wylądował na lotnisku Barajas w Madrycie, zrozumiał do jakiego świata trafił z prowincjonalnego RC Lens. Uprzedzano go, że mogą na niego czekać dziennikarze, ale spodziewał się co najwyżej kilku. Tymczasem zjawiło się ich kilkudziesięciu i wszyscy chcieli z nim rozmawiać, chociaż przed podpisaniem kontraktu z Realem Madryt zaliczył ledwie 23 występy we francuskiej lidze. Poczuł się tym zgiełkiem przytłoczony.

Kilka dni wcześniej zdawał egzamin z filozofii, bo grę w RC Lens godził ze studiami ekonomicznymi, więc wpadł w nastrój egzystencjalny. Zwłaszcza po wejściu do szatni „Królewskich” i pierwszym kontakcie z takimi gwiazdami, jak Cristiano Ronaldo, Ikera Casillasa czy Sergio Ramos. Dobre maniery i nieśmiałość Varane stały się nagle problemem, który jednak szybko rozwiązał Zidane przekonując młodego rodaka, że dla piłkarza bycie człowiekiem grzecznym i dobrze ułożonym to hamulec w rozwoju.

Te rady pomogły i Varane, za którego Real zapłacił skromne 10 milionów euro, szybko stał się kluczowym graczem formacji defensywnej „Królewskich” i w kolejnych sezonach zdobył z zespołem wszystkie najważniejsze trofea w klubowej piłce, w sumie ma ich jak na razie piętnaście, w tym cztery puchary za wygranie Ligi Mistrzów. A ma dopiero 25 lat.

Na mistrzostwa świata do Rosji Varane jechał jako lider francuskiej defensywy. Jego partnerem był występujący na co dzień w FC Barcelona Samuel Umtiti, ale na boisku obu klubowa przynależność nie przeszkadzała w perfekcyjnej grze, lecz to Varane w niemal każdej jedenastce turnieju umieszczany był jako jeden ze środkowych obrońców. W najważniejszej, ustalonej pod szyldem FIFA, również. Puchar Świata zdobyty w Rosji przez reprezentację Francji to szesnaste trofeum w karierze Raphaela i zapewne uważane przez niego za najcenniejsze w kolekcji.

Brakuje mu tylko najważniejszego indywidualnego wyróżnienia. Varane nie ma jednak złudzeń, że będzie faworytem. „Odbieram piłkę nożną jako sport drużynowy, nie szukam świateł reflektorów. Ale jeśli byłaby szansa na zdobycie Złotej Piłki, to nie powiem nie. Zależy od kryteriów. Jeśli jest przyznawana na podstawie trofeów, to jestem w niezłej pozycji, ale obrońcy nie mieli tu łatwo” – mówi Raphael.

 

Harry Kane faworytem do korony króla strzelców mundialu

Po meczach 1/8 finału liderem klasyfikacji strzelców mundialu w Rosji jest Harry Kane. Angielski napastnik ma na koncie sześć goli.

 

Mówi się, że w futbolu nie da się wygrać meczu w pojedynkę. Tezie tej potrafili jednak zaprzeczyć wybitni gracze, jak Pele, Johan Cruyff, Diego Maradona, Ronaldo, Zinedine Zidane, Cristiano Ronaldo i Leo Messi, a podczas mundialu w Rosji robi to także Harry Kane. Napastnik reprezentacji Anglii w spotkaniu 1/8 finału z Kolumbia wywalczył rzut karny, który następnie z zimną krwią wykorzystał. Nie zawiódł też w konkursie „jedenastek”.

Kane z sześcioma bramkami na koncie jest jak na razie najskuteczniejszym piłkarzem mundialu w Rosji i najpoważniejszym kandydatem do zdobycia korony króla strzelców. Kapitan ekipy „Lwów Albionu” w spotkaniu z Kolumbijczykami zdobył bramkę dla reprezentacji Anglii w szóstym meczu z rzędu. Ostatnim Anglikiem, któremu udała się taka sztuka, był jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku Tommy Lawton.

Wkład Kane’a w awans angielskiej drużyny do ćwierćfinału jest trudny do przecenienia, bo napastnik Tottenhamu nie tylko zdobył większość bramek (sześć z dziewięciu), ale w odróżnieniu od snajperów innych zespołów, choćby Cristiano Ronaldo, Leo Messiego czy Roberta Lewandowskiego, ma znakomite statystyki w odbiorze piłki i jej rozegraniu. Innymi słowy Kane na boisku walczy jak lew i jest bezdyskusyjnym liderem reprezentacji Anglii. Na rosyjskich stadionach Anglik potwierdza, że w tej chwili jest najlepszym środkowym napastnikiem na świecie.

Po udanym występie w mistrzostwach świata transferowa wartość Kane’a zapewne znacznie wzrośnie. Szefowie Tottenhamu będą mieli problem żeby go zatrzymać. Real Madryt już pół roku temu złożył im ofertę opiewającą na kwotę 140 mln euro. Teraz będą musieli zaoferować za wykupienie Kane’a grubo ponad 200 milionów.

 

Najskuteczniejsi:

6 goli – Harry Kane (Anglia),
4 gole – Romelu Lukaku (Belgia), Cristiano Ronaldo (Portugalia),
3 gole – Edinson Cavani (Urugwaj), Denis Czeryszew (Rosja), Artem Dziuba (Rosja), Kylian Mbappe (Francja), Yerry Mina (Kolumbia),
2 gole – Sergio Aguero (Argentyna), Diego Costa (Hiszpania), Philippe Coutinho (Brazylia), Andreas Granqvist (Szwecja), Antoine Griezmann (Francja), Eden Hazard (Belgia), Takashi Inui (Japonia), Mile Jedinak (Australia), Wahbi Khazri (Tunezja), Luka Modrić (Chorwacja), Ahmed Musa (Nigeria), Neymar (Brazylia), Heung-Min Sonn (Korea Południowa), John Stones (Anglia), Luis Suarez (Urugwaj).

Zidane musi poczekać

Noel Le Graet, prezes francuskiej federacji piłkarskiej (FFF), zdementował plotki, jakoby Zinedine Zidane miał po mundialu zastąpić Didiera Deschampsa na stanowisku selekcjonera reprezentacji Francji.

 

Le Graet nie wykluczył objęcia przez Zidane’a posady selekcjonera, ale nie wcześniej niż za dwa lata, bo wtedy wygaśnie kontrakt Deschampsa. „Też byłem zaskoczony odejściem Zizou z Realu Madryt, ale Zidane może nawet jutro podpisać kontrakt na przykład z Juventusem. Nie kreujmy więc problemu, bo obecny selekcjoner naszej kadry ma kontrakt do 2020 roku i nie jest powiedziane, że go nie przedłużymy. Nie będzie żadnych rozmów z Zidane’m ani w tym, ani w następnym roku” – zapewnił Noel Le Graet. Zidane w ubiegłym tygodniu wywołał szok swoim odejściem z Realu Madryt, z którym m.in. trzykrotnie z rzędu wygrał Ligę Mistrzów. A reprezentacja Francji pod wodzą Deschampsa mundial w Rosji zacznie od meczów z Australią, Peru i Danią.

Na Real nie ma mocnych

Real Madryt po raz trzeci z rzędu wygrał Ligę Mistrzów. W finałowej potyczce „Królewscy” pokonali FC Liverpool 3:1, ale w zwycięstwie wydatnie pomógł im niemiecki bramkarz angielskiej drużyny Loris Karius.

Trener Liverpoolu Juergen Klopp wystawił na mecz z Realem najmocniejszy skład, z ofensywnym trio Salah – Firmino – Mane w linii ataku. Zmotywowani gracze angielskiej drużyny atakowali w kosmicznym tempie, które tak przytłoczyło „Królewskich”, że przez pierwszy kwadrans mieli problemy z wyjściem z własnej połowy. A nie jest to sytuacja dla Cristiano Ronaldo i spółki normalna. Portugalski gwiazdor snuł się w tym czasie po boisku niemal równie niemrawo jak w obu półfinałowych potyczkach z Bayernem Monachium. O swoim istnieniu przypomniał dopiero w okolicach 20 minuty spotkanie, kiedy to kropnął z ostrego kąta tuż nad poprzeczką.

Po pół godzinie gry swoje trzy grosze do wydarzeń na boisku wrzucił niezawodny boiskowy cwaniak Sergio Ramos, który zapożyczonym chyba z zapasów chwytem powalił na ziemię Mohameda Salaha. Egipcjanina z całej siły grzmotnął barkiem o murawę i dla niego był to koniec udziału w wielkim finale Ligi Mistrzów. Gwiazdor „The Reds” ze łzami w oczach zszedł z boiska, a wraz z nim płakali solidarnie fani Liverpoolu i reprezentacji Egiptu, bowiem uraz barku okazała się na tyle groźny, że pod znakiem zapytania stanął występ Salaha na mundialu w Rosji.

Strata najgroźniejszego strzelca w zespole wyraźnie zdezorganizowała szyki Liverpoolu i chociaż Real także został osłabiony po zejściu kontuzjowanego Daniego Carvajala, to jednak per saldo lepiej na tych niefortunnych przypadkach wyszła ekipa z Madrytu, która zaczęła uzyskiwać coraz większą przewagę. Do szokujących zdarzeń doszło jednak dopiero po przerwie, a ich negatywnym bohaterem okazał się niemiecki bramkarz FC Liverpool Loris Karius. Najpierw sprezentował „Królewskim” kuriozalnego gola, rzucając piłkę prosto na nogę Karima Benzemy, z czego Francuz skwapliwie skorzystał. Takie błędy kompromitują bramkarzy nawet podwórkowych drużyn, nic więc dziwnego, że po zaliczeniu takiej straszliwej „wtopy” niemiecki bramkarz zamienił się w roztrzęsionego i kompletnie zagubionego boiskowego „kelnera”. Jego kolejny błąd był tylko kwestią czasu.

Zespół „The Reds” za pierwszym razem nie dał się jeszcze złamać i po czterech minutach Senegalczyk Saido Mane pokonał Keylora Navasa i doprowadził do wyrównania. Ale Zidane miał w odwodzie Garetha Bale’a. Walijczyk wszedł na boisko w 60. minucie i na przywitanie strzelił gola przewrotką, a potem jeszcze dobił rywali kapitalnym strzałem z dystansu, po którym Karius zaliczył drugą wtopę tego wieczoru przepuszczając piłkę między rękami.
A niewidoczny na boisku Ronaldo po meczu zrobił show sugerując, że był to jego ostatni występ w barwach Realu. I tym teraz żyje cały piłkarski świat.