Joga zamiast ludzkiego podejścia

Półtora miliona zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania przekazano do ZUS w ubiegłym roku.
Pracownicy cierpieli przede wszystkim z powodu reakcji na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne. Pracodawcy próbują otwierać się na problemy psychiczne zatrudnionych, czy efektywnie? – to już inna historia.
Koszty ekonomiczne i społeczne depresji łatwo obrazują statystyki. Do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wpłynęły zwolnienia z powodu chorób psychicznych, które oznaczały łącznie 10 mln dni na „L4”. Według danych udostępnionych Bankier.pl, z powodu epizodu depresyjnego wydano w ubiegłym roku 252915 zaświadczeń, z powodu zaburzeń depresyjnych nawracających – 132918. Średnia liczba dni przypadających na jedno zwolnienie lekarskie to 20 dni. Dla porównania, choroby górnego układu oddechowego to zwolnienie trwające około 5 dni. Co więcej, według statystyk Komendy Głównej Policji głównym źródłem utrzymania osób, które popełniły samobójstwo jest praca.
Pracodawcy dostrzegają problem, widać to chociażby w danych pochodzących od sieci prywatnych placówek medycznych. W TU Zdrowie i w PZU Zdrowie według informacji przekazanych redakcji Bankier.pl zainteresowanie usługami psychologów i psychiatrów wzrosło o 20 proc. Inne instytucje inwestują w nowe poradnie zdrowia psychicznego. Pracodawcy szukają również swoich sposobów – od szkoleń po prywatnych psychologów. Pracownicy z kolei chcieliby zwykłego ludzkiego podejścia.
Pracownicy, zapytani podczas rozmów na temat radzenia sobie z depresją przy jednoczesnej pracy na etacie, mówią o tym, że nie zarządzanie stresem w ramach szkoleń czy poranna joga w firmie to aspekty, które specjalnie docenią jako osoby chore.
– Problem korporacji jest taki, że w ogóle nie patrzy się na jednostkę. Tak jak na moim przykładzie – miałam mieć zespół trzyosobowy, a pracowałam sama, najpewniej z powodu oszczędności. W środy mieliśmy darmową jogę, w biurze był pokój do medytacji, który można było wykorzystać jako dodatkową przestrzeń do telekonferencji albo żeby się tam wypłakać. Brakuje takiego ludzkiego czynnika. Chciałam spotkać się z moją przełożoną i porozmawiać, że nie na takie warunki zgadzałam się, podpisując umowę, że się nie wyrabiam. Szefowa nie miała dla mnie czasu przez dwa tygodnie. W czasie spotkania, po wysłuchaniu mnie, powiedziała: Słuchaj Monika, mam taki super pomysł, że zatrudnimy takiego behawiorystę, który będzie cię „shadowował w pracy” i po tygodniu usiądziemy do tego i on powie wtedy, gdzie widzi błędy w twojej pracy i jak poprawić twoje zarządzanie czasem. Ten świat korporacji jest tak bardzo odklejony od rzeczywistości – opowiada Monika, 34-letnia pracownica agencji reklamowej.
Z kolei Marcin, pracownik IT, administrator, współpracujący z jednym z producentów oprogramowania, który mierzy się z depresją i jednocześnie wykonuje swoje obowiązki pełnoetatowo, chciałby po prostu akceptacji problemu. – Czego bym oczekiwał od przełożonych? Zrozumienia, akceptacji, tolerancji – to przede wszystkim. Bezproblemowego urlopu, jeśli zajdzie taka potrzeba – mam na myśli oczywiście realizację zwolnienia lekarskiego. A w krytycznych sytuacjach wymagałbym nieco innego podejścia: nie wrzucania mi na głowę rzeczy ponad moje codzienne obowiązki – mówi.
Mariusz, pracownik prawniczej korporacji, mówi w rozmowie z Bankier.pl, że nie ma specjalnych oczekiwań i nie wymaga specjalnego traktowania. Kiedy dopytuję, czy gdyby miał niczym nieograniczony budżet, to co by chciał mieć zapewnione?, odpowiada, że dostęp do darmowej opieki psychologów i psychiatrów. – Byłaby to prywatna opieka psychologiczna i psychiatryczna, która mogłaby skutkować analizą, czy to praca jest przyczyną depresji, czy jest tu jakiś błąd po stronie korporacji, który można realnie naprawić przez wprowadzenie zmian w strukturze czy obowiązkach – odpowiada.
Jedną z dróg radzenia sobie z problemami psychicznymi pracowników jest rozszerzenie prywatnej opieki medycznej i uwzględnienie w pakietach konsultacji z psychologami i psychiatrami. Zauważa się również wzrost zainteresowania bonami na opiekę psychologiczną dla swoich pracowników.
– W 2020 roku odnotowaliśmy znaczne zwiększenie zapotrzebowania na opiekę psychologiczną (ok. 20-proc. względem 2019 roku). Jest to konsekwencja pandemii, ale także skutek ogólnego wzrostu świadomości Polaków w zakresie zdrowia psychicznego, jaki miał miejsce w ostatnich latach. Zainteresowanie dotyczyło zarówno firm, jak i pacjentów indywidualnych. Pracodawcy, którzy dotychczas nie posiadali tej opcji w swoich pakietach medycznych, decydowali się na zakup puli voucherów na konsultacje dla pracowników – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl biuro prasowe PZU.
W TU Zdrowie z kolei postawiono na telekonsultacje. – Na początku pandemii uruchomiliśmy dodatkowe wizyty psychologa w postaci telekonsultacji. Pierwsze e-konsultacje miały miejsce już w marcu 2020 r. Była to odpowiedź na zgłaszane przez firmy potrzeby wsparcia ich pracowników w czasie trwania pierwszego lockdownu. Zrealizowanych konsultacji psychiatrycznych ogółem w 2019 r. było 1578, a psychologicznych 1592. W 2020 r. dane te kształtowały się na poziomach: 1908 konsultacji psychiatrycznych i 1954 psychologicznych – uzupełnia dyr. Teresa Domańska z TU Zdrowie.
Zdrowie psychiczne nadal pozostaje tematem tabu, mimo że w Polsce według danych WHO 15 osób dziennie popełnia samobójstwo – a 12 z nich to mężczyźni.

Dał się złapać

Taka nieuwaga i brak ostrożności nie będą tolerowane przez kierownictwo PiS-owskiej telewizji „publicznej”.
Szef PiS-owskiej telewizji „publicznej” w Lublinie, czyli dyrektor – redaktor naczelny TVP3 Lublin Ryszard Montusiewicz zwolnił z pracy w trybie natychmiastowym red. Tomasza Z. Redaktor Tomasz Z. został bowiem niefortunnie nagrany przez kamerę lubelskiego monitoringu, gdy wyciągał śmieci ze śmietnika i rozrzucał je na placu im. Lecha Kaczyńskiego w Lublinie. Obfitość śmieci na tym placu posłużyła do nagrania i wyemitowania w rządowej telewizji materiału, krytycznego wobec prezydenta Lublina, pochodzącego z nadania Platformy Obywatelskiej.
Szybka decyzja dyrektora – redaktora naczelnego TVP3 Ryszarda Montusiewicza była stuprocentowo słuszna. Na tak odpowiedzialnym froncie propagandowym jakim jest partyjno-rządowa telewizja „publiczna”, nikt nie może sobie pozwalać na to, żeby wpadać w równie głupi sposób. Szefostwo telewizji rządowej musi więc pokazać, że nie będzie tolerować podobnej nieostrożności i braku uwagi. Dlatego niefrasobliwość zwolnionego dziennikarza, którzy zapomniał o zasadach ostrożności, nie może spotkać się z jakimkolwiek pobłażaniem. Niech to będzie przykładem dla innych propagandystów z telewizji rządowej.
Jednocześnie, zgodnie z PiS-owską zasadą, że winnym zawsze jest kto inny, szefostwo lubelskiej telewizji „publicznej” natychmiast całkowicie odcięło się od zwolnionego dziennikarza, wskazując, że z nikim nie był w porozumieniu, działał sam i oczywiście nikt do niczego go nie namawiał.
„Pan T. Zalewa jest całkowicie i osobiście odpowiedzialny za wykreowaną i zarejestrowaną sytuację, która w dobrej wierze i zaufaniu wobec jego rzetelności dziennikarskiej została wyemitowana. Jego zachowanie i postawa jako współpracownika TVP uderzyła w wizerunek oddziału terenowego TVP w Lublinie oraz telewizji publicznej” – głosi oświadczenie Ryszarda Montusiewicza, dyrektora – redaktora naczelnego TVP3 Lublin.
Ciekawe, czy pan dyrektor – redaktor naczelny wzorował się na słynnym tekście: „Ja bardzo przepraszam, ale podejrzenia panów są całkowicie bezpodstawne. Ta pani przyszła w tym kożuchu i w nim wychodzi”?. W każdym razie, ujmujące jest, że wykazał wzruszającą troskę o tak bardzo przecież nieskazitelny wizerunek telewizji „publicznej”.

Stracił stanowisko

Piotr Szumlewicz, wieloletni działacz związkowy, stracił stanowisko przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego.

Działacz pozostaje w konflikcie z kierownictwem konfederacji.
– Powyższa decyzja nie była poddana głosowaniu, nie było też żadnych podstaw merytorycznych do jej podjęcia. Dzieje się tak w sytuacji, gdy kierowana przeze mnie Rada intensywnie walczy o ludzi pracy w wielu branżach i przyjmuje w swoje szeregi nowe organizacje. Jednocześnie jako nowego przewodniczącego wskazano przewodniczącego Konfederacji Pracy, Michała Lewandowskiego – twierdzi Szumlewicz z żalem. Uważa, że jego zwolnienie nastąpiło nie z powodów proceduralnych, jak podało OPZZ, ale jako represja w odpowiedzi na aktywne wsparcie dla pracowników PLL LOT.
Redakcja „Trybuny” z żalem przyjmuje decyzję kierownictwa OPZZ – z Piotrem Szumlewiczem jako publicystą łączy nas długoletnia współpraca, jego publikacje nierzadko pomagały nagłośnić problemy ludzi pracy.
– Celem kierowanej przeze mnie Rady były i są działania na rzecz ludzi pracy i wzmocnienie OPZZ – zapewnia Szumlewicz w notce rozesłanej do mediów. – Teraz bez głosowania, bez możliwości odwołania się od decyzji ogłoszono, że utraciłem funkcję i zarazem pracę zarobkową. Gdy pracownik jest zwalniany dyscyplinarnie, jego związek ma 3 dni na odwołanie się od decyzji. Ja nie dostałem żadnej możliwości odwołania.