Najpierw zakup, potem rozum

NFZ dopłaca do droższych operacji robotowych, choć państwo wciąż nie umie jasno wykazać, kiedy pacjent naprawdę na tym zyskuje. Publiczne pieniądze znów popłynęły szybciej niż rzetelna ocena.

W polskiej ochronie zdrowia chirurgia robotowa rozwija się bardzo szybko. Narodowy Fundusz Zdrowia wydał na takie operacje około 300 mln zł w 2024 roku. W tym samym czasie liczba zabiegów wzrosła do około 17,1 tys., czyli o blisko 70 proc. rok do roku. Ponad sto szpitali wykonuje już operacje robotowe, kolejne planują zakupy, a wojskowa służba zdrowia rozwija własny program obejmujący pięć ośrodków. Skala ekspansji jest więc duża i stale rośnie.

Sam rozwój technologii nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy państwo płaci więcej za robotykę, choć wciąż nie umie jasno pokazać, w których przypadkach pacjent naprawdę zyskuje więcej niż przy dobrze wykonanej laparoskopii. Spór nie dotyczy więc tego, czy być nowoczesnym, lecz tego, czy publiczne pieniądze wydaje się na podstawie dowodów, czy pod wpływem zachwytu nad technologią.

Tu właśnie ujawnia się największa słabość państwa. Polska nadal nie prowadzi krajowego rejestru zabiegów robotowych. Nie ma więc pełnego obrazu powikłań, ponownych hospitalizacji, odległych wyników leczenia ani rzetelnego porównania robotyki z laparoskopią w polskich warunkach. Brakuje nawet jednoznacznej definicji zabiegu robotowego, a mimo to system stosuje wyższą wycenę takich procedur.

To nie jest drobiazg w tabelce, lecz kwestia dużych pieniędzy. Z raportu „Chirurgia Robotowa 2025” wynika, że dodatkowy koszt robotyki sięgnął 82,1 mln zł ponad to, co NFZ zapłaciłby za te same zabiegi rozliczone jak standardowa chirurgia małoinwazyjna. Gdy różnica idzie w dziesiątki milionów, a państwo nadal nie mierzy efektów z należytą dokładnością, trudno mówić o racjonalnie prowadzonej modernizacji. Bardziej przypomina to kosztowny pośpiech.

Brak porządku widać zresztą nie tylko w danych i wycenie, lecz także w samej mapie dostępu do świadczeń. Między województwami występują duże różnice w liczbie operacji robotowych liczonych na 1000 nowych przypadków nowotworów. Nie wygląda to na spójnie zaplanowaną politykę zdrowotną, lecz na mozaikę lokalnych decyzji, możliwości finansowych i ambicji poszczególnych ośrodków. Jedni kupują szybko, inni wchodzą później, jeszcze inni ścigają się o prestiż. To nie jest strategia, tylko nierówna mapa dostępu.

W takiej sytuacji tym bardziej trzeba trzymać się twardych dowodów. Tymczasem nawet instytucje powołane do oceny skuteczności i opłacalności technologii nie traktują przewagi robotyki jak oczywistości. W jednym z konkretnych zastosowań — chirurgii robotowej klatki piersiowej — prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w lipcu 2025 roku nie rekomendował uznania jej za nowe świadczenie gwarantowane. Podobnie za granicą nikt poważny nie zakłada, że samo użycie robota kończy dyskusję. Brytyjski NICE również wskazywał na potrzebę dalszego zbierania danych i ostrożnej oceny efektów.

Także dostępne dziś badania nie dają prostego uzasadnienia dla automatycznego rozszerzania publicznego finansowania. W części wskazań robot wypada lepiej pod względem niektórych parametrów technicznych — na przykład rzadziej kończy się przejściem do operacji otwartej albo skraca pobyt w szpitalu. Jednocześnie bywa droższy, a jego przewaga w najważniejszych wynikach leczenia nie zawsze okazuje się jednoznaczna. To nie jest argument przeciw robotyce. To argument przeciw bezrefleksyjnemu finansowaniu.

Najbardziej niepokojący jest jednak mechanizm bodźców. Jeżeli szpital wydaje miliony na robota, a płatnik lepiej wycenia zabieg wykonany z jego użyciem niż klasyczną operację małoinwazyjną, presja staje się oczywista. Wtedy o wyborze metody może decydować już nie tylko wskazanie kliniczne, lecz także konieczność uzasadnienia kosztownej inwestycji. Technologia przestaje być wtedy narzędziem podporządkowanym decyzji medycznej, a zaczyna tę decyzję współkształtować.

Dlatego problemem nie jest sama chirurgia robotowa, lecz rozwój bez twardych reguł. Zanim NFZ szerzej obejmie kolejne wskazania finansowaniem, potrzebny jest obowiązkowy rejestr krajowy, jednoznaczna definicja zabiegu robotowego, systematyczne porównywanie wyników z laparoskopią i regularna ocena, czy wyższa wycena rzeczywiście przekłada się na lepsze leczenie.

Tu chodzi o elementarny porządek. Jeżeli państwo płaci więcej, musi wiedzieć, za co płaci i co z tego ma pacjent. Bez tego nie prowadzi polityki zdrowotnej, tylko finansuje technologiczną modę. Najpierw dane, kryteria i kontrola wyników. Dopiero potem dalsze rozszerzanie finansowania.

Piotr Kusznieruk

Poprzedni

Między wojną a ludobójstwem

Następny

Witkoff i Kushner mają odwiedzić Kijów. To pierwsza taka wizyta