Kaczyński znów gra Polexitem. Wielka Brytania już zapłaciła za taką politykę. Czy Polska ma powtórzyć jej błędy?

29 paź 2026

Jarosław Kaczyński ponownie otwiera dyskusję o możliwości wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Podczas Krynica Forum 2026 prezes PiS mówił o rozpoczęciu „rokowań” przewidzianych w unijnych traktatach. Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, dostrzega w tych słowach walkę o eurosceptycznych wyborców. Tymczasem doświadczenia Wielkiej Brytanii pokazują, że polityczne hasła o odzyskiwaniu suwerenności mogą oznaczać realne straty gospodarcze. Dla Polski stawką są miejsca pracy, dochody rolników, inwestycje, bezpieczeństwo i przyszłość milionów obywateli.

Co powiedział Kaczyński? Rokowania czy polityczna groźba?

28 października 2026 roku podczas Krynica Forum Jarosław Kaczyński przedstawił swoją wizję przyszłości Unii Europejskiej. Przekonywał, że Wspólnota potrzebuje zasadniczych zmian, a dotychczasowe metody ich przeprowadzania mogą okazać się niewystarczające.

W pewnym momencie prezes Prawa i Sprawiedliwości sięgnął po argument, który wykracza poza zwykłą krytykę unijnych instytucji.

Przypomniał, że europejskie traktaty przewidują możliwość wystąpienia państwa członkowskiego z Unii Europejskiej.

„To wszystko zaczyna się od rokowań i po prostu zacząć te rokowania” – stwierdził Kaczyński.

Sam określił tę metodę jako „twardą” i „ryzykowną”. Zastrzegł jednocześnie, że miałaby ona zastosowanie, gdyby inne sposoby reformowania Unii nie przyniosły rezultatów.

Warto zachować precyzję. Kaczyński nie ogłosił programu natychmiastowego wystąpienia Polski z UE. Nie oznacza to jednak, że jego wypowiedź jest pozbawiona politycznego znaczenia.

Prezes PiS zasugerował możliwość wykorzystania procedury wyjścia jako narzędzia nacisku na pozostałe państwa członkowskie.

Problem polega na tym, że procedura opuszczenia Unii Europejskiej nie jest zwykłym elementem negocjacji politycznych.

Artykuł 50 Traktatu o Unii Europejskiej przewiduje, że państwo podejmujące decyzję o wystąpieniu zawiadamia Radę Europejską o swoim zamiarze. Dopiero następnie prowadzone są negocjacje dotyczące warunków wyjścia.

Sama wypowiedź polityka nie uruchamia tej procedury. Rozmowy o reformowaniu Unii również nie są tym samym co formalne negocjacje dotyczące wystąpienia.

Dlaczego więc Kaczyński sięga po tak radykalny język?

Walka o eurosceptycznego wyborcę. PiS szuka politycznej przewagi

W programie „Newsroom” Wirtualnej Polski Krzysztof Łapiński, były poseł PiS i rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, ocenił, że wypowiedź Kaczyńskiego może być związana z rywalizacją o prawicowy elektorat.

Prowadzący program Paweł Pawłowski zapytał, czy prezes PiS mówi o rokowaniach dotyczących wyjścia z UE po to, aby wymusić jej reformowanie.

Łapiński wskazał, że rozpoczęła się walka o prawicowego wyborcę, często eurosceptycznego lub krytycznego wobec obecnego kierunku integracji europejskiej.

Według tej interpretacji PiS chce przekonać część wyborców, że będzie zdecydowanie przeciwstawiać się zmianom uznawanym przez nich za niekorzystne.

To politycznie zrozumiała kalkulacja.

Prawo i Sprawiedliwość nie jest już jedynym znaczącym ugrupowaniem zabiegającym o głosy konserwatywnych i narodowych wyborców. O tę część elektoratu rywalizują również inne formacje prawicowe.

Kaczyński musi więc pokazywać, że jego partia potrafi prowadzić równie zdecydowaną politykę wobec Brukseli.

Hasło radykalnej konfrontacji z Unią może mobilizować wyborców, którzy obawiają się ograniczania kompetencji państw narodowych, unijnych regulacji gospodarczych czy zmian w polityce migracyjnej.

Nie oznacza to jednak, że istnieje gotowy plan gospodarczy na życie Polski poza Unią.

Łatwo zapowiedzieć twarde rokowania. Znacznie trudniej wyjaśnić pracownikom, przedsiębiorcom i rolnikom, kto zapłaci za ewentualne zerwanie dotychczasowych zasad współpracy gospodarczej.

W politycznej dyskusji często pojawia się słowo „suwerenność”. Zdecydowanie rzadziej pada odpowiedź na pytanie, jak miałaby wyglądać gospodarka kraju, którego zdecydowana większość eksportu trafia do państw europejskich.

A to właśnie tutaj zaczyna się rachunek, którego nie da się uregulować partyjnym sloganem.

Co Polska realnie straciłaby? Wielka Brytania pokazuje cenę Brexitu

Wielka Brytania miała być przykładem państwa, które po opuszczeniu Unii Europejskiej odzyska swobodę gospodarczą, ograniczy biurokrację i będzie samodzielnie decydować o swojej przyszłości.

Brytyjczycy opowiedzieli się za Brexitem w referendum w 2016 roku. Ich kraj formalnie wystąpił z UE 31 stycznia 2020 roku, a z końcem tego samego roku opuścił jednolity rynek i unię celną.

Dzisiaj można oceniać nie tylko polityczne obietnice, lecz także gospodarcze konsekwencje tej decyzji.

Brytyjski Urząd Odpowiedzialności Budżetowej (OBR), niezależna instytucja przygotowująca oficjalne prognozy gospodarcze, szacuje, że Brexit w długim okresie obniży produktywność brytyjskiej gospodarki o około 4 procent względem sytuacji, w której kraj pozostałby członkiem UE.

Według prognoz OBR brytyjski eksport i import będą w długim okresie o około 15 procent niższe, niż byłyby bez Brexitu. To szacunki porównujące dwa scenariusze rozwoju, a nie informacja, że gospodarka Wielkiej Brytanii skurczyła się o tyle w rzeczywistości.

Przyczyny są konkretne: dodatkowe formalności handlowe, bariery administracyjne, utrudnienia w przepływie towarów i większa niepewność inwestycyjna.

Brytyjskie firmy nadal handlują z Europą, ale robią to na innych, bardziej skomplikowanych zasadach.

Co więcej, nowe umowy handlowe z państwami spoza UE nie zrekompensowały w prognozach OBR utraconych korzyści wynikających z wcześniejszego poziomu integracji gospodarczej.

Brexit nie doprowadził do gospodarczego upadku Wielkiej Brytanii. Nie spełnił jednak obietnicy, że samo opuszczenie Unii przyniesie automatyczny wzrost dobrobytu.

A przecież Wielka Brytania jest jedną z największych gospodarek Europy, posiada globalne centrum finansowe i od dziesięcioleci rozwinięte kontakty handlowe na całym świecie.

Jeżeli tak silna gospodarka odczuwa koszt opuszczenia wspólnego rynku, Polska powinna szczególnie uważnie traktować podobne pomysły.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w okresie od stycznia do sierpnia 2026 roku aż 74,8 procent polskiego eksportu towarowego trafiało do państw Unii Europejskiej.

Oznacza to, że unijny rynek jest podstawowym odbiorcą produktów wytwarzanych przez polskie przedsiębiorstwa.

Za tymi liczbami stoją konkretni ludzie.

Pracownicy fabryk samochodowych, zakładów produkujących części przemysłowe, przedsiębiorstw transportowych, firm meblarskich i przetwórstwa spożywczego.

Ograniczenie dostępu do wspólnego rynku mogłoby oznaczać dla części przedsiębiorstw wyższe koszty, utratę zamówień i konieczność ograniczania zatrudnienia.

Nie byłby to automatyczny skutek każdego możliwego porozumienia po wyjściu z UE. Wszystko zależałoby od jego warunków. Jednak doświadczenie brytyjskie pokazuje, że nawet umowa o wolnym handlu nie zapewnia przedsiębiorcom takich samych korzyści jak członkostwo w jednolitym rynku.

Rolnicy, samorządy i młodzi ludzie również zapłaciliby cenę

Unia Europejska to również pieniądze bezpośrednio wspierające polskie rolnictwo.

Według Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa do 21 października 2026 roku wypłacono rolnikom 11,4 mld zł w ramach zaliczek płatności bezpośrednich i obszarowych.

Same zaliczki dopłat bezpośrednich otrzymało około 1,13 mln rolników.

Po wyjściu z UE Polska musiałaby stworzyć własny system zastępujący unijne wsparcie albo zaakceptować jego ograniczenie.

Nie ma gwarancji, że krajowy budżet byłby w stanie zapewnić identyczne warunki finansowania.

Podobne ryzyko dotyczyłoby samorządów, które korzystają z funduszy europejskich przy budowie dróg, modernizacji kolei, rozwijaniu transportu publicznego, wodociągów czy infrastruktury energetycznej.

W największych miastach brak części inwestycji oznaczałby opóźnienia. W mniejszych miejscowościach mógłby oznaczać rezygnację z przedsięwzięć, na które lokalne budżety zwyczajnie nie wystarczają.

Brexit pokazał również, że opuszczenie Unii komplikuje swobodny przepływ osób.

Brytyjczycy utracili automatyczne prawo do osiedlania się i podejmowania pracy w państwach UE na dotychczasowych zasadach. Ochroną objęto osoby spełniające warunki umowy o wystąpieniu, ale nowe migracje podlegają innym przepisom.

Dla młodych Polaków podobna zmiana mogłaby oznaczać ograniczenie możliwości pracy, studiowania i budowania kariery zawodowej w innych państwach Europy.

Wyjście z Unii nie oznaczałoby automatycznie utraty członkostwa w NATO, ale osłabiłoby bezpośredni wpływ Polski na europejskie decyzje gospodarcze, polityczne i dotyczące bezpieczeństwa.

W czasach rosyjskiej agresji i międzynarodowej niestabilności trudno uznać taki kierunek za korzystny.

Reformować Unię, nie opuszczać jej. Polska potrzebuje europejskiej solidarności

Krytykowanie Unii Europejskiej nie jest niczym niewłaściwym.

Europejskie instytucje bywają zbyt biurokratyczne, proces podejmowania decyzji jest skomplikowany, a wpływ wielkich korporacji na politykę gospodarczą pozostaje poważnym problemem.

Unijne przepisy środowiskowe mogą rodzić dodatkowe koszty dla gospodarstw rolnych i przedsiębiorstw. Polityka migracyjna wymaga skutecznych i humanitarnych rozwiązań. Transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem najuboższych rodzin.

To rzeczywiste problemy, których nie wolno ignorować.

Ale czy odpowiedzią na nie ma być opuszczenie wspólnego rynku i osłabienie pozycji Polski?

Z perspektywy społecznej znacznie rozsądniejszym rozwiązaniem jest budowanie Unii, która skuteczniej chroni pracowników, ogranicza nierówności i wspiera rozwój słabszych gospodarczo regionów.

Polska powinna zabiegać o europejskie standardy godnych wynagrodzeń, uczciwe warunki konkurencji, skuteczniejsze opodatkowanie wielkich korporacji i większe inwestycje publiczne.

Powinna również bronić interesów rolników i zabiegać o takie zasady transformacji energetycznej, które nie obciążą nieproporcjonalnie gospodarstw domowych.

Członkostwo w UE nie rozwiąże jednak wszystkich polskich problemów.

Niskie płace, drogie mieszkania, niedofinansowana ochrona zdrowia i nierówności regionalne wymagają przede wszystkim odpowiedzialnej polityki krajowej.

Fundusze europejskie mogą wspierać rozwój infrastruktury i usług publicznych, ale nie zastąpią sprawiedliwego systemu podatkowego, skutecznego państwa i odpowiedzialności kolejnych rządów.

Dlatego spór o przyszłość Polski nie powinien sprowadzać się do wyboru między bezkrytycznym poparciem dla Brukseli a polityczną groźbą Polexitu.

Istnieje trzecia droga: aktywne współtworzenie europejskich decyzji i walka o to, aby integracja gospodarcza przynosiła korzyści nie tylko wielkim przedsiębiorstwom, lecz także pracownikom, rolnikom i zwykłym rodzinom.

Jarosław Kaczyński ma prawo proponować radykalne reformy Unii. Ma również prawo krytykować jej instytucje.

Jednak polityk, który publicznie rozważa wykorzystanie procedury wystąpienia z UE jako narzędzia nacisku, powinien równie jasno przedstawić możliwe konsekwencje gospodarcze i społeczne.

Doświadczenie Wielkiej Brytanii pokazuje, że obietnice polityczne mogą przynieść wyborcze zwycięstwo, ale nie gwarantują gospodarczego sukcesu.

Dla milionów Polaków Unia Europejska nie jest ideologicznym symbolem. Jest przestrzenią pracy, handlu, edukacji, inwestycji i współpracy.

Polska potrzebuje Europy, w której potrafi skutecznie bronić swoich interesów, a nie politycznego hazardu, którego koszt mogą ponieść obywatele.

Prawdziwa suwerenność nie polega dziś na izolowaniu się od innych państw. Polega na zdolności wpływania na wspólne decyzje, budowaniu sojuszy i skutecznej obronie interesów własnych obywateli wewnątrz Unii Europejskiej.

Najnowsze

Unia Europejska wzmacnia Frontex. Pomoc na granicach w 24 godziny. Co zyska Polska?

Unia Europejska wzmacnia Frontex. Pomoc na granicach w 24 godziny. Co zyska Polska?

Unia Europejska planuje reformę ochrony granic, która zostanie przedstawiona 27 października 2026 roku. Reforma wzmocni Frontex, co pozwoli na szybsze reagowanie w sytuacjach kryzysowych, w tym wysyłanie funkcjonariuszy na granice w ciągu 24 godzin. Polska, stykająca się z Rosją, Białorusią i Ukrainą, może zyskać dodatkowe wsparcie operacyjne i technologiczne. Reformy obejmują również zwiększenie kompetencji Frontexu w organizowaniu powrotów migrantów. Jednocześnie polski Sejm dostosowuje prawo do unijnych przepisów, podkreślając, że bezpieczeństwo granic pozostaje odpowiedzialnością państw członkowskich.

Czym zajmie się we wtorek rząd: nowe zmiany i reformy

Czym zajmie się we wtorek rząd: nowe zmiany i reformy

Rząd i Senat omawiają zmiany dotyczące refundacji leków, rynku kapitałowego oraz akcyzy na alkohol. Reforma refundacyjna ma uprościć procedury, poprawić dostępność terapii oraz skrócić czas oczekiwania na leczenie. Giełda zyska na atrakcyjności dzięki obniżeniu minimalnego udziału akcji przy wprowadzaniu na rynek. Wyższa akcyza na alkohol, planowana od 2027 r., ma wspierać Narodowy Fundusz Zdrowia, z dodatkowym wpływem 1,4 mld zł. Zmiany łączą politykę zdrowotną i podatkową, jednak skutki reform będą zależeć od ich realizacji oraz wykorzystania dodatkowych funduszy w systemie ochrony zdrowia.

Nawrocki pozywa Onet, sam został pozwany przez wdowę po „Nikosiu”. Czy wobec prawa wszyscy są równi?

Nawrocki pozywa Onet, sam został pozwany przez wdowę po „Nikosiu”. Czy wobec prawa wszyscy są równi?

Karol Nawrocki, prezydent, wścieka się na Onet za publikację szkalującą jego przeszłość z Grand Hotelem, w której oskarża się go o współpracę z prostytutkami. Jednocześnie musi bronić się przed pozwem Edyty Skotarczak, wdowy po mafiozie, która twierdzi, że jego książka narusza jej dobra osobiste. Dwa procesy, dwa różne oblicza sprawiedliwości, ale jedno pytanie: czy polskie prawo naprawdę chroni każdego równie skutecznie? Jawność rozprawy jest kluczowa, ale czy niejest jej za mało, gdy stawką jest reputacja prezydenta?

Polska uhonorowała burmistrza i mieszkańców Bredy | 82. rocznica wyzwolenia miasta przez żołnierzy gen. Maczka

Polska uhonorowała burmistrza i mieszkańców Bredy | 82. rocznica wyzwolenia miasta przez żołnierzy gen. Maczka

W dniach 24-25 października 2026 roku Breda uroczyście obchodziła 82. rocznicę wyzwolenia miasta przez żołnierzy pod dowództwem generała Stanisława Maczka. Ceremonie zgromadziły przedstawicieli Polski i Niderlandów, w tym burmistrza Bredy, Paul Deplę, który odebrał Medal „Pro Bono Poloniae” za pielęgnowanie pamięci o polskich weteranach. Uczestnicy oddali hołd poległym na Polskim Cmentarzu Wojskowym w Oosterhout oraz na Polskim Honorowym Cmentarzu Wojskowym w Bredzie, gdzie spoczywa generał Maczek. Uroczystości podkreśliły trwałość relacji polsko-niderlandzkich zbudowanych na wspólnej historii i pamięci.

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo w polskich szkołach

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo w polskich szkołach

Polacy trzymają władzę na celowniku – 54,4% społeczeństwa krytycznie ocenia bezpieczeństwo w szkołach. To szokujące, że w dobie edukacji niemal 55% ludzi uważa, że placówki nie chronią dzieci przed przemocą. Tylko co trzeci rodzic czuje się pewnie, a eksperci biją na alarm, podkreślając konieczność lepszych procedur interwencyjnych i skuteczniejszych kanałów zgłaszania zagrożeń. To nie tylko kwestia statystyk; chodzi o codzienną kulturę bezpieczeństwa. Jeśli szkoły nie zareagują na ten alarmujący sygnał, uczniowie znów będą narażeni na niebezpieczeństwo.

Sprawdź również