Niesamowitość po polsku

To już piąta z kolei antologia, wybór opowiadań z gatunku prozy niesamowitości, po francuskiej, rosyjskiej, niemieckiej i angielskiej, która ukazała się nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. I właśnie odmienności cech tego gatunku w wydaniu polskim na tle innych, poświęca autor wyboru i wstępu pierwsze strony swoich uwag. Chodzi rzecz jasna o odmienność historycznego i kulturowego kontekstu.

W niemieckiej prozie niesamowitej „germańska Północ, średniowieczne rycerstwo i zamek; tu kraina bliższa duchem Południu, drobna szlachta i przytulna zagroda ojców. Do tego dodać wypada krótszą historię, która w Polsce (…) w zasadzie nie obejmuje pogańskich (nieklasycznych) pradziejów, tak ważnych dla wyobraźni niemieckiej czy anglosaskiej. Jednym słowem, niewiele się w Polsce ostało miejsca dla duchów, upiorów i trwożliwej imaginacji”. Brakowało też w prozie polskiej kontekstu typowego dla literatury francuskiej, z jej tradycją wielkiej arystokracji i bogatego mieszczaństwa, z tradycją konfrontacji racjonalizmu ojczyzny Oświecenia z romantyzmem. Brakowało też mroków charakterystycznych dla „duszy rosyjskiej”, które też tworzyły glebę szczególnie żyzną dla tego gatunku piśmiennictwa w Rosji. Gleba polska była z tego punktu widzenia relatywnie uboga pomimo wspaniałego polskiego romantyzmu z jego zapisanymi przez Mickiewicza obrzędami „dziadów”. Mimo to jednak także w literaturze polskiej uformowała się interesująca ścieżka niesamowitości. Tę polską ścieżkę rozpoczyna Anna Mostowska z jej „Strachem w Zameczku” (1806) czy Józef Maksymilian Ossoliński z jego nieboszczykami, czarownicą, marą czy upiorem napisanymi językiem sarmackiej polszczyzny w typie Jana Paska. Jest Jan Barszczewski z jego nurtem fantastyki osadzonej na ziemi białoruskiej, Roman Zmorski, który glebę niesamowitości znalazł na rodzimych piaskach Mazowsza, Józef Korzeniowski, który jako pierwszy wprowadził do polskiej prozy niesamowitości świat miejski Warszawy w noweli „Narożna kamienica”, Sygurd Wiśniowski („Niewidzialny”) czy Antoni Lange („Rebus”), obaj należący do prekursorów fantastyki naukowej, Konstanty Górski (1862-1909) z pozytywistycznym i lekko tylko nawiązującym do gatunku „Bibliomanem”, Franciszek Mirandola (1871-1930) z „Ulicą Dziwną”, nawiązującą do jego zainteresowań mistyką Orientu, psychoanalizą, parapsychologią. A także, stanowiący osobne zjawisko w ramach gatunku, całkowicie mu oddany Stefan Grabiński z jego nurtem „kolejowym” („Czad”, „Błędny pociąg”). Pojawiają się też przedstawiciele wielkiej klasyki: Zygmunt Krasiński z dwiema opowieściami gotyckimi, „Mściwy karzeł i Masław”, „Zamek Wilczki”), Władysław St. Reymont (nie ze zbyt długim jak na antologię „Wampirem”, lecz z „Dziwną opowieścią”), Bolesław Leśmian („Błędny ognik”), Bruno Schulz („Sanatorium pod Klepsydrą”) czy Stanisław Lem. No właśnie – Lem jest w tym zbiorze autorem najpóźniejszym, zmarłym przed 15 laty. Otóż omawiany tom jest na przestrzeni kilkudziesięciu lat trzecią już edycją wyboru polskiej prozy niesamowitej. Pierwsza z tych edycji to przygotowana przez Juliana Tuwima, „Polska nowela fantastyczna” (1949), wznowiona w 1953, a po raz kolejny w 1976 roku, w każdym przypadku przez Państwowy Instytut Wydawniczy. W latach osiemdziesiątych nakładem wydawnictwa „Alfa” ukazało się pięć tomów nowel tego gatunku. Tom wydany w tym roku radykalnie różni się od dwóch poprzednich edycji. Z pierwszej, klasycznej edycji, z rysunkami Jana Marcina Szancera, znalazły się w nim tylko „Włosy krzyczące na głowie” Barszczewskiego, „Niewidzialny” Wiśniowskiego i „Narożna kamienica” Korzeniowskiego. Nie ma kilkunastu innych, m.in. „Ja gorę” Henryka Rzewuskiego czy „Szach i mat” Ludwika Niemojewskiego, nie ma „Gry w szachy” Karola Libelta. „Paliwody” Ludwika Sztyrmera, „Lekarza magnetycznego” Józefa Dzierzkowskiego, „Białej róży Pinettiego” Aleksandra Grozy, „Grobowca bez napisu” Teodora Tripplina, brak „Dziwnej historii” i „Snu” Bolesława Prusa, czy Jana Potockiego i jego „Historii komandora Torelwy” zaczerpniętej z „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Innymi opowiadaniami niż w starych edycjach reprezentowani są Grabiński (brak jego „Ślepego toru”) czy Antoni Lange (brak „Władcy czasu”). Nie ma Józefa Bohdana Dziekońskiego z „Duchem jaskini”, Włodzimierza Zagórskiego z „Przygodą na dworze JO Wojewody Wileńskiego ks. Radziwiłła Panie Kochanku” czy Władysława Łozińskiego z „Zapatanem”. Po raz pierwszy w antologii gatunku pojawiło się kilkanaście opowiadań „nowych” autorów. Jednak tom niniejszy odróżnia się od poprzednich tym, że nie ma w nim dominacji autorów XIX-wiecznych. Znaleźli się w nim także autorzy legitymujący się znacznie „młodszą” metryką. Jest Wacław Filochowski (1889-1944) i jego opowiadanie „Amulet Ozyrysa”, „romans szpiegowski z wyższych sfer II Rzeczypospolitej, a po trosze opowieść grozy w egipskich dekoracjach”. Jest „Koniec rodziny Jasnych” Stanisława Balińskiego, w którym motyw grozy „kresowej” unowocześniony został motywem konfrontacji anachronicznego, kończącego się świata „białego polskiego dworu” z nowoczesną cywilizacją. Po raz pierwszy, dopiero w niniejszym zbiorze, jako tworzywo dla niesamowitości i fantastyki pojawia się nowoczesna technika. Tak jest w przypadku „Lotu w zaświaty” Jerzego Sosnkowskiego (1984-1945), gdzie przestrzenią grozy, doświadczanej przez pilota, jest powietrzna przestrzeń lotu. Groza „samolotowa”, czy „lotnicza” jest także tematem opowiadań „Dziwny pasażer” i „Hangar numer 7” Janusza Meissnera, autora „Żądła Genowefy” czy „L jak Lucy”, nie kojarzonego zazwyczaj z tematyką zbioru. Samoloty, dotąd narzędzia bohaterskiej walki pilotów myśliwskich, stały się tu atrybutem grozy jako lotnicza trupiarnia, wraki, które straszą, tak jak straszą kościotrupy czy trupy ludzkie. Z kolei Mieczysław Smolarski (1888-1967) scenerią niesamowitości uczynił nowoczesny statek pasażerski („Ostatni taniec na statku „Makaber”). U Józefa Relidzyńskiego (1886-1964) przestrzeń niesamowitości w jego „Przygodzie Huberta Pogody” stanowi przedwojenna Warszawa Małej „Ziemiańskiej”, kawiarń, restauracji, redakcji, widm przeszłości i współczesnych namiętności. Józef Tyszkiewicz (1880-1944) w opowiadaniu „Seans” z 1929 roku wykpił panującą wtedy modę na okultyzm i spirytyzm. Tom wieńczą dwa opowiadania Stanisława Lema, którego żadną miarą przedstawiać nie trzeba – „Terminus” i „Ze wspomnień Ijona Tichego III”. Jeśliby więc potencjalny czytelnik, znający poprzednie edycje antologii gatunku prozy niesamowitej, skłonny był pominąć tę edycję w przekonaniu, że ma do czynienia z powieleniem zawartości wydań poprzednich, tego wyprowadzam z błędu. Tegoroczna edycja wyboru „opowieści niesamowitych z języka polskiego” stanowi, poza trzema wspomnianymi wyjątkami, kompletnie nowy, autorski wybór Piotra Pazińskiego. Wzbogacony on jest, czego brakowało w wydaniach poprzednich, o wstęp nie tylko omawiający zawartość tomu, ale także o interesujący wykład o odmianach, o cechach gatunku jaki stanowi proza niesamowita. Jest to bowiem gatunek wewnętrznie bogato zróżnicowany, wielostylowy, pokazujący, że niesamowitość „niejedno ma imię”. Tę różnorodność tworzy zapoczątkowujący gatunek „gotycyzm”, ale także m.in. poetyka snu, mieszanie realności z fantazją, poetyka widziadeł, duchów i upiorów „realnych”, jak i „nierealnych”, będących tworem wyobraźni, niesamowitość pojawiająca się w scenerii niezwykłej, fantazyjnej (n.p. u Leśmiana), jak i pospolitej (co charakterystyczne n.p. dla prozy Grabińskiego), motywy czarodziejskich przedmiotów (n.p. egipski amulet), upiorność realnych przedmiotów, aura grozy śmierci („Narożna kamienica”). Wspólnym mianownikiem jest natomiast aura niejednoznaczności, sprawiająca, że poza niesamowitą atmosferą, lektura „opowieści niesamowitych” bywa także rebusem do rozwiązania. A poza wszystkim – proza tego gatunku pozwala, choćby na krótko, oderwać się od ponurej, wyzbytej poczucia ironii i wieloznaczności, prostackiej atmosfery dosłowności, która jest jednym z mentalnych schorzeń naszych czasów.

„Opowieści niesamowite (5) z języka polskiego”, wybór, wstęp i noty o autorach Piotr Paziński, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2021, str. 631, ISBN 978-83-8196-246-9