Aszraf Ghani – prezydent z teczki

Ben Norton
Aszraf Ghani – prezydent z teczki

Defense Secretary Dr. Mark T. Esper delivers a speech at the John McCain Dissertation Award ceremony Munich Security Conference 2020 in Munich, Germany Feb. 14, 2020. (DoD photo by Army Staff Sergeant Nicole Mejia)

Zanim ukradł 169 milionów dolarów i uciekł w niesławie ze swojego upadłego państwa, marionetkowy prezydent Afganistanu Ashraf Ghani został wykształcony na elitarnych amerykańskich uniwersytetach, otrzymał amerykańskie obywatelstwo, został przeszkolony w zakresie neoliberalnej ekonomii przez Bank Światowy, był gloryfikowany w mediach jako „nieprzekupny” technokrata i szkolił się w potężnych ośrodkach analityczny w Waszyngtonie, takie jak Atlantic Council.

Żadna osoba nie jest bardziej emblematyczna dla korupcji, przestępczości i zgnilizny moralnej w sercu 20-letniej okupacji Afganistanu przez USA niż prezydent Ashraf Ghani.
Gdy w sierpniu tego roku talibowie opanowali jego kraj, posuwając się naprzód z impetem kuli do kręgli toczącej się po stromym wzgórzu, zajmując wiele dużych miast bez wystrzelenia choćby jednego pocisku, Ghani uciekł w niesławie. Wspierany przez USA marionetkowy przywódca miał odjechać z 169 milionami dolarów, które ukradł z publicznej kasy. Ghani podobno upchnął gotówkę w czterech samochodach i helikopterze, po czym poleciał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które udzieliły mu azylu z rzekomo „humanitarnych” powodów.
Korupcja prezydenta została ujawniona już wcześniej. Wiadomo było na przykład, że Ghani pośredniczył w zawieraniu podejrzanych umów ze swoim bratem i powiązanymi z wojskiem amerykańskim prywatnymi firmami, pozwalając im sięgnąć po szacowane na 1 bilion dolarów afgańskie zasoby mineralne. Ale jego odejście w ostatniej chwili reprezentowało zupełnie nowy poziom zdrady. Starsi współpracownicy i urzędnicy Ghaniego natychmiast się od niego odwrócili. Jego minister obrony, generał Bismillah Mohammadi, napisał na Twitterze z obrzydzeniem: „Związali nam ręce za plecami i sprzedali ojczyznę. Niech szlag trafi bogacza i jego gang”.
Zachodnie rządy i ich stenografowie w korporacyjnych mediach mieli z Ghanim prawdziwy romans. Był on chłopcem z plakatu, który eksportował neoliberalizm na terytorium talibów, ich własnym afgańskim Miltonem Friedmanem, wiernym uczniem Francisa Fukuyamy – który z dumą pochwalił się książką Ghaniego. Waszyngton był zachwycony rządami Ghaniego w Afganistanie, ponieważ w końcu znalazł nowy sposób na wdrożenie programu gospodarczego Augusto Pinocheta, ale bez kosztów PR-owych związanych z torturowaniem i masakrowaniem dysydentów na stadionach. Oczywiście, to obca okupacja wojskowa zastąpiła szwadrony śmierci Pinocheta, obozy koncentracyjne i zabójstwa z helikopterów. Ale dystans między Ghanim a jego neokolonialnymi protektorami pomógł NATO w przedstawieniu Afganistanu jako nowego modelu kapitalistycznej demokracji, który mógłby być eksportowany do innych części Globalnego Południa.

Wykształcony w USA Ghani głęboko wierzył w siłę wolnego rynku.

Aby rozwinąć swoją wizję, założył w Waszyngtonie think tank „Institute for State Effectiveness„, którego hasło brzmiało „Citizen-Centered Approaches to State and Market” (Podejście do państwa i rynku skoncentrowane na obywatelu) i który był wyraźnie poświęcony propagowaniu cudów kapitalizmu. Ghani jasno wyłożył swój dogmatyczny neoliberalny światopogląd w nagrodzonej książce o dość komicznym tytule „Fixing Failed States”. (W tym 265-stronicowym dziele słowo „rynek” zostało użyte aż 219 razy.) Nie sposób więc przecenić ironii, że państwo, któremu osobiście przewodniczył, upadło zaledwie kilka dni po wycofaniu się wojsk amerykańskich.
Ashraf Ghani jest podręcznikowym przykładem neoliberalnych elit, które imperium amerykańskie wybiera, kultywuje i instaluje u władzy, aby służyły jego interesom.

Ashraf Ghani, Made in USA

Nie ma punktu, w którym kończy się Ashraf Ghani, a zaczynają Stany Zjednoczone, nie da się ich rozdzielić. Ghani był produktem politycznym Made in USA.
Urodził się w zamożnej i wpływowej rodzinie w Afganistanie. Jego ojciec pracował dla monarchii tego kraju i miał dobre powiązania polityczne. Jednak Ghani w młodości opuścił ojczyznę i wyjechał na Zachód. Do czasu inwazji USA w październiku 2001 r. połowę swojego życia spędził w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozpoczął karierę akademicką imperialnego biurokraty. Do 2009 roku był obywatelem USA, ale zdecydował się zrzec obywatelstwa tylko po to, by móc ubiegać się o fotel prezydenta okupowanego przez USA Afganistanu.
Spojrzenie na biografię Ghaniego pokazuje, że został on wychowany w szalkach Petriego elitarnych instytucji amerykańskich. Zaczęło się w szkole średniej w Oregonie, którą ukończył w 1967 roku. Stamtąd wyjechał na studia na American University w Bejrucie, gdzie, jak napisał The New York Times, Ghani „cieszył się śródziemnomorskimi plażami, chodził na tańce i poznał” swoją libańsko-amerykańską żonę, Rulę.
W 1977 r. Ghani wrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził kolejne 24 lata swojego życia. Ukończył studia magisterskie i doktoranckie na elitarnym nowojorskim Uniwersytecie Columbia. Jego dziedzina? Antropologia – dyscyplina dokładnie infiltrowana przez amerykańskie agencje szpiegowskie i Pentagon. W latach 80. natychmiast znalazł pracę na najlepszych uczelniach: Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i Johns Hopkins. Stał się również stałym bywalcem brytyjskich mediów państwowych, zyskując pozycję czołowego komentatora w powiązanych z agencją wywiadowczą BBC serwisach Dari i Pashto. W 1985 r. rząd USA przyznał Ghaniemu prestiżowe stypendium Fulbrighta, aby mógł studiować szkoły islamskie w Pakistanie.
W 1991 roku Ghani zdecydował się opuścić uczelnię i wkroczyć w świat polityki międzynarodowej. Przyłączył się do głównej instytucji narzucającej neoliberalną ortodoksję na całym świecie: Banku Światowego. Jak wykazał ekonomista polityczny Michael Hudson, instytucja ta służyła jako wirtualne ramię amerykańskiej armii. Ghani przez dekadę pracował w Banku Światowym, nadzorując wdrażanie niszczycielskich programów dostosowania strukturalnego, środków oszczędnościowych i masowej prywatyzacji, głównie w krajach Globalnego Południa, ale także w krajach byłego Związku Radzieckiego.
Po powrocie do Afganistanu w grudniu 2001 r. Ghani został szybko mianowany ministrem finansów w stworzonym przez USA marionetkowym rządzie w Kabulu. Jako minister finansów do 2004 r., a następnie prezydent od 2014 do 2021 r., wykorzystał machinacje, które rozwinął w Banku Światowym, aby narzucić swojej ojczyźnie Konsensus Waszyngtoński. Reżim, który Ghani pomógł zbudować Stanom Zjednoczonym, był tak karykaturalnie neoliberalny, że ustanowił stanowisko dla najwyższego urzędnika zwanego „dyrektorem generalnym Afganistanu”.
W 2005 r. dokonał technokratycznego rytuału przejścia i wygłosił viralowy wykład na TED, obiecując, że nauczy swoich słuchaczy „Jak odbudować zepsute państwo”. Wykład stanowił przejrzysty wgląd w umysł wyszkolonego przez Bank Światowy imperialnego biurokraty. Ghani powtórzył argument „końca historii” swojego mentora Fukuyamy, upierając się, że kapitalizm stał się niepodważalną formą organizacji społecznej na świecie. Nie chodzi już o to, jakiego systemu chce dany kraj, ale raczej o to, „jaką formę kapitalizmu i jaki rodzaj demokratycznej partycypacji”. W ledwie zrozumiałym dialekcie neoliberalnego języka Ghani oświadczył, że „musimy na nowo przemyśleć pojęcie kapitału” i zaprosił widzów do dyskusji na temat tego, „jak zmobilizować różne formy kapitału do projektu budowy państwa”.
W tym samym roku Ghani, jako nowy rektor Uniwersytetu Kabulskiego, wygłosił przemówienie na konferencji European Ideas Network, w którym wyjaśnił swoją wizję świata.
Chwaląc „centroprawicę”, Ghani oświadczył, że imperialistyczne instytucje, takie jak NATO i Bank Światowy, muszą zostać wzmocnione w celu obrony „demokracji i kapitalizmu”. Nalegał, że amerykańska okupacja wojskowa Afganistanu jest modelem, który może być eksportowany na cały świat, jako „część globalnego wysiłku”.
W rozmowie Ghani z sentymentem wspominał również czas, kiedy przeprowadzał neoliberalną „terapię szokową” Waszyngtonu w byłym Związku Radzieckim: „W latach 90-tych … Rosja była gotowa, aby stać się demokratyczna i kapitalistyczna i myślę, że reszta świata ją zawiodła. Miałem zaszczyt pracować w Rosji przez pięć lat w tym czasie.” Ghani był tak dumny ze swojej pracy z Bankiem Światowym w Moskwie, że w swoim oficjalnym biogramie na stronie internetowej afgańskiego rządu pochwalił się „bezpośrednią pracą nad programem dostosowawczym rosyjskiego przemysłu węglowego” – innymi słowy, prywatyzacją ogromnych zasobów węglowodorów tego euroazjatyckiego giganta.
Podczas gdy Ghani chwalił się swoimi osiągnięciami w postsowieckiej Rosji, UNICEF opublikował w 2001 roku raport, w którym stwierdził, że dekada masowej prywatyzacji narzucona nowokapitalistycznej Rosji spowodowała oszałamiające 3,2 miliona zgonów, skróciła średnią długość życia o pięć lat i wciągnęła 18 milionów dzieci w skrajne ubóstwo, z „wysokim poziomem niedożywienia dzieci”. Wiodące czasopismo medyczne Lancet również stwierdziło, że stworzony przez USA program gospodarczy zwiększył śmiertelność dorosłych rosyjskich mężczyzn o 12,8 proc., głównie z powodu oszałamiającego 56,3 proc. bezrobocia wśród mężczyzn, które rozpętał. Biorąc pod uwagę tę haniebną historię, być może nie jest zaskoczeniem, że Ghani pozostawił Afganistan z niebotycznie rosnącymi wskaźnikami ubóstwa i nędzy.
Naukowiec Ashok Swain, profesor badań nad pokojem i konfliktami na Uniwersytecie w Uppsali i przewodniczący UNESCO ds. międzynarodowej współpracy w dziedzinie wody, zauważył, że w ciągu 20 lat okupacji wojskowej USA-NATO „liczba Afgańczyków żyjących w ubóstwie podwoiła się, a obszary pod uprawę maku potroiły się. Ponad jedna trzecia Afgańczyków nie ma żywności, połowa nie ma wody pitnej, dwie trzecie nie ma elektryczności.” Wolnorynkowa medycyna, którą prezydent Ghani wepchnął Afganistanowi do gardła, okazała się tak samo skuteczna jak neoliberalna terapia szokowa, którą on i jego koledzy z Banku Światowego narzucili postsowieckiej Rosji.
Ale ekonomiczny olej z węża Ghaniego znalazł chętnych słuchaczy w tak zwanej społeczności międzynarodowej. Do 2006 r. jego światowy profil osiągnął taki poziom, że rozważano możliwość zastąpienia nim sekretarza generalnego Kofiego Annana w Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W międzyczasie Ghani otrzymywał duże sumy pieniędzy od państw NATO i fundacji wspieranych przez miliarderów na założenie think tanku, którego nazwa na zawsze pozostanie zabarwiona ironią.

Administrator państwa upadłego doradza elitom w sprawie „naprawiania państw upadłych”

W 2006 r. Ghani wykorzystał swoje doświadczenie we wdrażaniu polityki „pro-biznesowej” w postsowieckiej Rosji do własnej ojczyzny i współzałożył think tank o nazwie Instytut Efektywności Państwa (ISE).
ISE reklamuje się językiem, który mógłby zostać zaczerpnięty z broszury MFW: „Korzenie pracy ISE sięgają programu Banku Światowego z końca lat 90-tych, którego celem było ulepszenie strategii krajowych i wdrażania programów. Koncentrował się on na budowaniu koalicji na rzecz reform, wdrażaniu polityk na dużą skalę oraz szkoleniu następnej generacji specjalistów ds. rozwoju.”
Slogan think tanku brzmi dziś jak parodia technokratycznej papki: „Podejście do państwa i rynku skoncentrowane na obywatelu”.
Oprócz roli, jaką ISE odegrało w forsowaniu neoliberalnych reform w Afganistanie, prowadziło podobne programy w 21 krajach, w tym w Timorze Wschodnim, Haiti, Kenii, Kosowie, Nepalu, Sudanie i Ugandzie. W tych krajach, jak twierdzi think tank, stworzył „ramy dla zrozumienia funkcji państwa i równowagi między rządami, rynkami i ludźmi”.
Instytut Efektywności Państwowej, z siedzibą w Waszyngtonie, jest finansowany przez największych finansistów think tanków: Zachodnie rządy (Wielka Brytania, Niemcy, Australia, Holandia, Kanada, Norwegia i Dania); elitarne międzynarodowe instytucje finansowe (Bank Światowy i OECD); oraz powiązane z zachodnim wywiadem, wspierane przez miliarderów fundacje korporacyjne (Fundusz Braci Rockefellerów, Open Society Foundations, Fundacja Paula Singera i Carnegie Corporation of New York). Współzałożycielem instytutu Ghaniego był entuzjasta wolnego rynku Clare Lockhart, były bankier inwestycyjny i weteran Banku Światowego, który służył jako doradca ONZ dla utworzonego przez NATO rządu afgańskiego i członek rady powierniczej wspieranej przez CIA Fundacji Azjatyckiej.
Opętane rynkiem poglądy Ghaniego i Lockharta zostały ujęte w partnerstwie, które zawarli w 2008 roku pomiędzy ISE a neoliberalnym think tankiem Aspen Institute. W ramach tego porozumienia Ghani i Lockhart przewodzili „Inicjatywie Budowy Rynku„, która według nich „tworzy dialog, ramy i aktywne zaangażowanie w celu wspierania krajów w budowaniu prawowitych gospodarek rynkowych” i „ma na celu stworzenie łańcuchów wartości oraz wiarygodnych instytucji i infrastruktury, które pozwolą obywatelom uczestniczyć w korzyściach płynących z globalizującego się świata”. Każdy powieściopisarz, który chciałby satyrycznie opisać think tanki w Waszyngtonie, mógłby zostać skrytykowany za zbytnie wścibstwo, gdyby napisał o takim Instytucie Efektywności Państwa.
Wisienką na torcie tego absurdu był rok 2008, kiedy Ghani i Lockhart przedstawili swój technokratyczny światopogląd w książce zatytułowanej „Fixing Failed States: A Framework for Rebuilding a Fractured World”.
Pierwszy tekst, który pojawia się na przedniej okładce, to tekst ideologicznego przewodnika Ghaniego, Francisa Fukuyamy, publicysty, który w niechlubny sposób ogłosił, że wraz z obaleniem Związku Radzieckiego i bloku socjalistycznego świat osiągnął „koniec historii”, a społeczeństwo ludzkie zostało udoskonalone w ramach kierowanego przez Waszyngton kapitalistycznego porządku liberalno-demokratycznego. W ślad za pochwałami Fukuyamy podąża entuzjastyczne poparcie prawicowego peruwiańskiego ekonomisty Hernando de Soto, autora traktatu „The Mystery of Capital: Why Capitalism Triumphs in the West and Fails Everywhere Else” (spoiler: de Soto upiera się, że to nie wina imperializmu). Ten chicagowski chłopiec stworzył neoliberalną politykę terapii szokowej dyktatorskiego reżimu Alberto Fujimori w Peru.
Trzecią notkę o książce Ghaniego zamieścił wiceprezes Goldman Sachs, Robert Hormats, który stwierdził, że jest to „błyskotliwie opracowana i niezwykle wartościowa analiza”.
„Fixing Failed States” to szalenie nudna lektura, która w zasadzie sprowadza się do 265-stronicowego powtórzenia tezy Ghaniego: rozwiązaniem praktycznie wszystkich problemów świata są kapitalistyczne rynki, a państwo istnieje po to, by tymi rynkami zarządzać i je chronić. W typowo rozwlekłej stylistyce Ghani i Lockhart napisali: „Ustanowienie funkcjonujących rynków doprowadziło do zwycięstwa kapitalizmu nad jego konkurentami jako modelu organizacji gospodarczej poprzez wykorzystanie kreatywnej i przedsiębiorczej energii dużej liczby ludzi jako interesariuszy gospodarki rynkowej.” Czytelnicy tego neoliberalnego bełkotu dowiedzieliby się równie wiele, wertując broszurę Banku Światowego.
Oprócz 219-krotnego użycia słowa „rynek”, w książce pojawia się 159 razy słowo „inwestować”, „inwestycja” lub „inwestor”. Jest również przepełniona niezgrabnymi, powtarzanymi jak robot fragmentami, jak np: Wejście na te ścieżki przemian wymagało wysiłku, by przezwyciężyć przekonanie, że kapitalizm jest z konieczności wyzyskujący, a relacje między rządem a korporacjami są z natury konfrontacyjne. Rządy, które odniosły sukces, zawiązały partnerstwa między państwem a rynkiem w celu stworzenia wartości dla swoich obywateli; partnerstwa te są zarówno opłacalne finansowo, jak i zrównoważone politycznie i społecznie.
Podkreślając swoją ideologiczną gorliwość, Ghani i Lockhart posunęli się nawet do stwierdzenia o „niezgodności między kapitalizmem a korupcją”. Oczywiście Ghani udowodnił, jak bardzo absurdalne jest to stwierdzenie, sprzedając swój kraj amerykańskim firmom, w które zainwestowali członkowie jego rodziny, zapewniając im wyłączny dostęp do afgańskich złóż mineralnych, a następnie uciekając do monarchii w Zatoce Perskiej ze 169 milionami dolarów skradzionych z państwowych funduszy.
Ale wśród elit z Beltway ta książka została uznana za arcydzieło. W 2010 roku „Fixing Failed States” przyniosła Ghaniemu i Lockhartowi upragnione 50. miejsce na liście 100 najlepszych myślicieli globalnych Foreign Policy. Renomowany magazyn opisał ich Instytut Efektywności Państwowej jako „najbardziej wpływowy na świecie think tank zajmujący się budową państwa”.

Pisząc w swoich hermetycznych biurach na K Street w Waszyngtonie książkowi eksperci pomogli dostarczyć politycznego i intelektualnego uzasadnienia dla kontynuowania trwającej od dwóch dekad okupacji Afganistanu. Zatrudniające ich think tanki zdawały się postrzegać wojnę jako neokolonialną misję cywilizacyjną, mającą na celu promowanie demokracji i oświecenia wśród „zacofanego” ludu. To właśnie w tym izolowanym środowisku powiązanych politycznie amerykańskich think tanków i uniwersytetów, w ciągu 24 lat spędzonych w Stanach Zjednoczonych w latach 1977-2001, narodził się Ghani jako polityk.

Potężny Brookings Institution był nim zauroczony. Pisząc w Washington Post w 2012 roku, liberalno-interwencjonistyczny dyrektor ds. badań nad polityką zagraniczną tego think tanku, Michael E. O’Hanlon, wychwalał Ghaniego jako „czarodzieja gospodarki„.
Jednak wśród organizacji, które wspierały rozwój Ghaniego, na pierwszym miejscu było Atlantic Council, de facto think tank NATO w Waszyngtonie. O wpływach i sponsorach Ghaniego świadczyło jego oficjalne konto na Twitterze, gdzie afgański prezydent śledził zaledwie 16 profili. Wśród nich było NATO, Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa oraz Atlantic Council właśnie. Współpraca Ghaniego z tym think tankiem trwa już prawie 20 lat. W kwietniu 2009 roku Ghani udzielił wywiadu Frederickowi Kempe, prezesowi i dyrektorowi generalnemu Atlantic Council. Kempe ujawnił, że obaj byli bliskimi przyjaciółmi i współpracownikami od 2003 roku.
„Kiedy przyszedłem do Atlantic Council,” wspomina Kempe, „stworzyliśmy Międzynarodową Radę Doradczą, składającą się z prezesów i dyrektorów generalnych firm o znaczeniu globalnym, a także członków gabinetów – byłych członków gabinetów o pewnej renomie z kluczowych krajów. W tym momencie nie tyle zależało mi na tym, aby Afganistan był reprezentowany w Międzynarodowym Komitecie Doradczym, ponieważ nie wszystkie kraje Azji Południowej są reprezentowane w tym komitecie. Ale byłem zdeterminowany, by mieć Ashrafa Ghaniego”.
Kempe ujawnił, że Ghani był nie tylko członkiem Międzynarodowej Rady Doradczej, ale także częścią wpływowej grupy roboczej Rady Atlantyckiej zwanej Grupą Doradców Strategicznych. Do Ghaniego należeli byli wysocy rangą zachodni urzędnicy rządowi i wojskowi, a także liderzy największych amerykańskich i europejskich korporacji. Jako członek Grupy Doradców Strategicznych Rady Atlantyckiej, Kempe twierdził, że razem z Ghanim pomagał w tworzeniu strategii administracji Baracka Obamy dla Afganistanu.
„To właśnie w tym kontekście po raz pierwszy rozmawiałem z Aszrafem i rozmawialiśmy o tym, że tak naprawdę nie znamy długoterminowych celów. Przy wszystkich środkach, jakie przeznaczaliśmy na Afganistan, długoterminowe cele nie były oczywiste” – wyjaśnił Kempe.
„W tym momencie wpadliśmy na pomysł, że trzeba stworzyć 10-letnie ramy dla Afganistanu. Niewiele wiedzieliśmy, że opracowujemy i strategię wykonawczą – bo zawsze uważano, że będzie to strategia wykonawcza. Ale, nagle, mieliśmy plan Obamy, za którym można było umieścić tę strategię wykonawczą”. Ghani opublikował tę strategię w 2009 roku w Atlantic Council, pod tytułem „A Ten-Year Framework for Afghanistan: Executing the Obama Plan… and Beyond”.
W 2009 roku Ghani był również kandydatem w wyborach prezydenckich w Afganistanie. Do pomocy w kierowaniu swoją kampanią Ghani zatrudnił amerykańskiego konsultanta politycznego Jamesa Carville’a, który był znany jako strateg w kampaniach prezydenckich Demokratów Billa Clintona, Johna Kerry’ego i Hillary Clinton.
W tym czasie Financial Times opisywał Ghaniego jako „najbardziej zachodniego i technokratycznego ze wszystkich kandydatów startujących w afgańskich wyborach”. Afgańczycy nie byli tak entuzjastycznie nastawieni. Ghani został zmiażdżony, zajmując fatalne czwarte miejsce, z mniej niż 3 proc. głosów.
Kiedy przyjaciel Ghaniego, Kempe, zaprosił go ponownie na wywiad w październiku, po wyborach, przewodniczący Atlantic Council nalegał: „Niektórzy powiedzieliby, że prowadziłeś nieudaną kampanię; ja powiedziałbym, że była to udana kampania, ale nie wygrałeś”.
Kempe obsypał Ghaniego pochwałami, nazywając go „jednym z najbardziej kompetentnych urzędników państwowych na całej planecie” i „genialnym konceptualistą”. Kampe zauważył również, że przemówienie Ghaniego „powinno być prowokujące do myślenia dla administracji Obamy”, która polegała na Radzie Atlantyckiej, aby pomóc w kształtowaniu swojej polityki.
„Przyjechałby pan tutaj przed wyborami jako posiadający podwójny paszport Amerykanin i Afgańczyk, ale jednym z poświęceń, jakie pan poczynił, aby ubiegać się o urząd, była rezygnacja z obywatelstwa amerykańskiego, więc jestem przerażony słysząc, że jest pan tutaj na wizie jednokrotnego wjazdu USA-Afganistan” – dodał Kempe. „Więc Rada Atlantycka pójdzie do pracy nad tym, ale z pewnością musimy to naprawić”.
Ghani kontynuował bliską współpracę z Atlantic Council w kolejnych latach, stale udzielając wywiadów i organizując wydarzenia z Kempe, w których przewodniczący think tanku stwierdził: „W interesie pełnej jawności muszę oświadczyć, że Aszraf jest przyjacielem, drogim przyjacielem„.
Do 2014 roku Ghani pozostawał aktywnym członkiem Międzynarodowej Rady Doradczej Rady Atlantyckiej, obok wielu byłych głów państw, amerykańskiego planisty imperialnego Zbigniewa Brzezińskiego, neoliberalnego apostoła ekonomii Lawrence’a Summersa, libańsko-saudyjskiego miliardera oligarchy Bahaa Haririego, prawicowego potentata medialnego Ruperta Murdocha oraz prezesów Coca-Coli, Thomson Reuters, Blackstone Group i Lockheed Martin.
Ale w tym roku nadarzyła się okazja i Ghani zobaczył, że jego największe ambicje są w zasięgu ręki. Był o krok od zostania prezydentem Afganistanu, wypełniając rolę, do której elitarne instytucje amerykańskie przygotowywały go przez dziesięciolecia.

Miłosny romans Waszyngtonu z „technokratycznym reformatorem”

Pierwszy posttalibański przywódca Afganistanu, Hamid Karzaj, początkowo okazał się lojalną marionetką Zachodu. Pod koniec swoich rządów w 2014 roku Karzaj stał się jednak „ostrym krytykiem” rządu USA, jak to określił Washington Post, „sojusznikiem, który w ciągu 12 lat swojej prezydentury stał się przeciwnikiem”. Karzaj zaczął otwarcie krytykować wojska USA-NATO za zabicie dziesiątek tysięcy cywilów. Był zły z powodu tego, jak bardzo był kontrolowany i starał się wykrzesać z siebie więcej niezależności, lamentując: „Afgańczycy zginęli w wojnie, która nie jest nasza”. Waszyngton i Bruksela miały problem. Zainwestowały miliardy dolarów w ciągu dekady w stworzenie nowego rządu w Afganistanie na swoje podobieństwo, ale wybrana przez nie marionetka zaczynała się prężyć na sznurkach.
Z perspektywy rządów państw NATO Ashraf Ghani stanowił idealne zastępstwo dla Karzaja. Miał tylko jedną małą wadę: Afgańczycy go nienawidzili. Kiedy w wyborach w 2009 roku Ghani otrzymał mniej niż 3 proc. głosów, startował otwarcie jako kandydat Konsensusu Waszyngtońskiego. Miał poparcie tylko kilku elit w Kabulu. Kiedy więc w 2014 r. rozpoczął się wyścig prezydencki, Ghani i jego zachodni doradcy przyjęli inną taktykę, ubierając go w tradycyjne stroje i wypełniając jego przemówienia nacjonalistyczną retoryką.
New York Times upierał się, że w końcu znalazł to, co najlepsze: „Technokrata w afgańskiego populistę, Aszraf Ghani uległ przemianie„. Gazeta relacjonowała, jak Ghani przeszedł od „prozachodniego intelektualisty”, który prowadził „pogawędki w języku najlepiej opisywanym jako technokratyczny (pomyślcie o zwrotach takich jak ‚procesy konsultacyjne’ i ‚ramy współpracy’)” do złej kopii „populistów, którzy zawierają układy ze swoimi wrogami, zdobywają poparcie swoich rywali i odwołują się do afgańskiej dumy narodowej”. Strategia rebrandingu pomogła Ghaniemu zająć drugie miejsce, ale i tak został on zdecydowanie pokonany w pierwszej turze wyborów w 2014 roku. Jego rywal, Abdullah Abdullah, uzyskał 45 proc. przy 32 proc. głosów Ghaniego. Prawie 1 milion głosów więcej.
Jednak w czerwcowym starciu, tabele nagle się odwróciły. Wyniki zostały opóźnione, a kiedy trzy tygodnie później zostały sfinalizowane, Ghani uzyskał oszałamiającą przewagę 56,4 proc. nad Abdullahem z 43,6 proc.
Abdullah twierdził, że Ghani ukradł wybory . Istniały istotne dowody na systematyczne nieprawidłowości. Aby rozwiązać spór, administracja Obamy wysłała do Kabulu sekretarza stanu Johna Kerry’ego, który miał pośredniczyć w negocjacjach między Ghanim a Abdullahem.
Mediacje Kerry’ego doprowadziły do utworzenia rządu jedności narodowej, w którym prezydent Ghani przynajmniej wstępnie zgodził się podzielić władzą z Abdullahem, który miał objąć nowo utworzoną funkcję, której nazwa w sposób przejrzysty odzwierciedlała neoliberalny program Waszyngtonu: Chief Executive Officer, czyli dyrektor generalny Afganistanu. Opublikowany w grudniu tego roku raport obserwatorów wyborów z ramienia Unii Europejskiej zawierał konkluzję, że w czerwcowych wyborach rzeczywiście doszło do powszechnych oszustw. Ponad 2 miliony głosów, co stanowi ponad jedną czwartą wszystkich oddanych głosów, pochodziło z lokali wyborczych, w których stwierdzono jawne nieprawidłowości.
To, czy Ghani rzeczywiście wygrał, było niejasne. Ale udało mu się przekroczyć linię mety i tylko to się liczyło. Teraz był prezydentem. A jego imperialni protektorzy w Waszyngtonie byli bardziej niż szczęśliwi, mogąc zamieść skandal pod dywan.
Ewidentne sfałszowanie wyborów w 2014 r. w niewielkim stopniu zepsuło wizerunek Ashrafa Ghaniego w zachodnich mediach. BBC scharakteryzowało go za pomocą trzech określeń – „reformator”, „technokrata” i „nieprzekupny” – które stały się ulubionymi opisami prezydenta, który ostatecznie porzucił swój kraj z 169 milionami dolarów i przysłowiowym ogonem między nogami. W artykule, który był emblematyczny dla medialnego wizerunku Ghaniego, New Yorker twierdził, że jest on „nieprzekupny”, chwaląc go jako „wizjonerskiego technokratę, który myśli dwadzieścia lat naprzód”.
W marcu 2015 roku Ghani poleciał do Waszyngtonu na swój moment największej chwały. Nowy afgański prezydent wygłosił przemówienie na połączonej sesji Kongresu USA. I był celebrowany jako bohater, który uwolni magię wolnego rynku, by uratować Afganistan raz na zawsze. Przedstawiciele think tanków i ich przyjaciele z prasy nie mogli nasycić się Ghanim. W sierpniu tego roku starszy dyrektor programowy w finansowanej przez rząd USA organizacji Democracy International, Jed Ober, opublikował w Foreign Policy artykuł, który odzwierciedlał romans Beltway z człowiekiem w Kabulu.

Kiedy Aszraf Ghani został wybrany na prezydenta Afganistanu, wiele osób w społeczności międzynarodowej cieszyło się. Z pewnością były urzędnik Banku Światowego, cieszący się reputacją reformatora, był właściwym człowiekiem, by rozwiązać najpoważniejsze problemy Afganistanu i poprawić pozycję kraju na arenie międzynarodowej. Nie było lepszego kandydata, który wprowadziłby Afganistan w nową erę dobrych rządów i rozpocząłby rozszerzanie praw i wolności, których zbyt często odmawiano wielu obywatelom tego kraju.

Atlantic Council, niezrażona udokumentowanymi zarzutami o oszustwa wyborcze, uhonorowała Ghaniego w 2015 roku „nagrodą za wybitne międzynarodowe przywództwo„, doceniając jego rzekomo „bezinteresowne i odważne zaangażowanie na rzecz demokracji i godności ludzkiej”. Z ekscytacją odnotowano, że Ghani „osobiście przyjął nagrodę, wręczoną mu przez byłą Sekretarz Stanu Madeleine Albright, 25 marca w Waszyngtonie przed publicznością złożoną z liderów NATO, ambasadorów i generałów”. Albright, która kiedyś publicznie broniła zabicia ponad pół miliona irackich dzieci przez sankcje nałożone przez USA, gloryfikowała Ghaniego jako „genialnego ekonomistę” i twierdziła, że „zaoferował on nadzieję narodowi afgańskiemu i światu”.
Oficjalna ceremonia Atlantic Council odbyła się później w kwietniu, ale Ghani nie mógł w niej uczestniczyć, więc nagrodę w jego imieniu odebrała jego córka Mariam. Urodzona i wychowana w Stanach Zjednoczonych Mariam Ghani jest nowojorską artystką, która doskonale uosabia wszystkie cechy radlibowego hipstera mieszkającego w luksusowym brooklyńskim lofcie. Na swoim prywatnym koncie na Instagramie łączy minimalistyczną sztukę z pseudo-radykalną ekspresją polityczną. Mając elitarny status w środowisku lewicowych działaczy na rzecz zmiany reżimu, Mariam Ghani uczestniczyła w 2017 roku w panelu dyskusyjnym na Uniwersytecie Nowojorskim zatytułowanym „Art & Refugees: Confronting Conflict with Visual Elements”, wraz z ilustratorką i zwolenniczką brudnej wojny Molly Crabapple. Crabapple jest stypendystką w finansowanej przez Departament Stanu USA New America Foundation, gdzie sponsoruje ją miliarder i były prezes Google Eric Schmidt. Ona i Mariam Ghani pojawiły się również razem w kompilacji artystów z 2019 roku. Podczas ceremonii Atlantic Council w 2015 roku w Waszyngtonie, kiedy Mariam Ghani z dumą przyjęła nagrodę dla swojego ojca przyznawaną przez ten militarystyczny think tank NATO, stała uśmiechnięta obok trzech innych wyróżnionych: wysokiego rangą amerykańskiego generała, dyrektora generalnego Lockheed Martin i prawicowego piosenkarza country Toby’ego Keitha, który zasłynął jako autor jingoistycznych muzycznych gróźb pod adresem Arabów i muzułmanów.
Główny urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Afganistanie, szef misji Paul Ross, powiedział w Atlantic Council, że Ghani „zasygnalizował światu, że Afganistan jest otwarty na biznes, a nowa administracja jest zdeterminowana, by kontynuować reformy”. W rzeczywistości Ghani i jego marionetkowy reżim mieli swego rodzaju drzwi obrotowe z Atlantic Council. Jego ambasador w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Dżawid Ahmad, pełnił jednocześnie funkcję starszego współpracownika w tym think tanku. Ahmad wykorzystywał swoją posadę w tym miejscu, aby zamieszczać w głównych mediach op-edy przedstawiające jego szefa jako umiarkowanego reformatora, którego celem było „przywrócenie obywatelskiej debaty w afgańskiej polityce”.
Foreign Policy użyczyło Ahmadowi miejsca w swoim magazynie, aby opublikować ledwie zamaskowaną reklamę kampanii Ghaniego w czerwcu 2014 roku. Artykuł wychwalał go jako „wysoce wykształconą, prozachodnią, intelektualną alternatywę dla odwiecznego systemu korupcji i warlordów w Afganistanie”.
W tym czasie Ahmad był koordynatorem programu dla Azji w finansowanej przez rząd zachodni zimnowojennej grupie lobbystycznej German Marshall Fund of the United States. Redaktorzy Foreign Policy najwyraźniej nie zauważyli, że tekst Ahmada zawiera fragmenty, które są niemal słowo w słowo kopią oficjalnego biogramu Ghaniego. Podczas szczytu NATO w 2018 roku, Atlantic Council przeprowadził kolejny pochlebny wywiad z Ghanim. Chwaląc się swoimi rzekomymi „wysiłkami reformatorskimi”, afgański prezydent upierał się, że „sektor bezpieczeństwa jest całkowicie przekształcany w ramach walki z korupcją”. Dodał, że „w naszych siłach bezpieczeństwa zachodzi zmiana pokoleniowa, która, jak sądzę, jest naprawdę transformacyjna”.

Te chełpliwe twierdzenia nie zestarzały się zbyt dobrze.

Podczas uroczystości Ghani złożył hołd think tankowi, który przez tak długi czas służył jako jego osobisty młyn propagandowy. Chwaląc dyrektora generalnego Atlantic Council, Freda Kempe, Ghani powiedział: „Byłeś wspaniałym przyjacielem. Jestem pełen podziwu zarówno dla twojej nauki, jak i dla twojego zarządzania”. Miłosny romans Rady Atlantyckiej z Ghanim trwał aż do haniebnego końca jego prezydentury.
Ghani był honorowym gościem na wspieranej przez Radę Atlantycką i sponsorowanej przez rząd niemiecki Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC) w 2019 roku. Tam, arystokratyczny afgański prezydent wygłosił przemówienie, które przyprawiłoby o rumieniec nawet najbardziej cynicznego pseudo-populistę, oświadczając, że „pokój musi być skoncentrowany na obywatelach, a nie na elitach”.
Rada Atlantycka gościła Ghaniego po raz ostatni w czerwcu 2020 roku, podczas wydarzenia sponsorowanego przez powiązany z CIA Instytut Pokoju Stanów Zjednoczonych i Rockefeller Brothers Fund. Po pochwałach Kempe’a jako „wiodącego głosu na rzecz demokracji, wolności i włączenia społecznego”, były dyrektor CIA David Petraeus pochwalił Ghaniego, podkreślając „jakim przywilejem była praca z nim jako dowódcą w Afganistanie”.
Dopiero gdy Ghani otwarcie okradł swój kraj i uciekł z niego w hańbie w sierpniu 2021 roku, Atlantic Council w końcu się od niego odwrócił. Po prawie dwóch dekadach promowania go, think tank ostatecznie przyznał, że jest on „ukrywającym się złoczyńcą„. Był to dramatyczny zwrot akcji ze strony think tanku, który znał Ghaniego lepiej niż jakakolwiek inna instytucja w Waszyngtonie. Ale było to również echo desperackich prób ratowania twarzy przez wiele z tych samych elitarnych instytucji amerykańskich, które ukształtowały Ghaniego na neoliberalnego ekonomicznego hitmana.

W niesławnych ostatnich dniach rządów Ghaniego, Waszyngton pozostał pewny siebie.

Iluzja, że Ashraf Ghani jest technokratycznym geniuszem, trwała aż do końca jego katastrofalnej kadencji. 25 czerwca, na kilka tygodni przed upadkiem rządu, Ghani spotkał się z Joe Bidenem w Białym Domu, gdzie prezydent USA zapewnił swojego afgańskiego odpowiednika o niezłomnym wsparciu Waszyngtonu. „Będziemy się ciebie trzymać” – zapewnił Ghaniego Biden. „I zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zobaczyć, że masz narzędzia, których potrzebujesz”.
Miesiąc później, 23 lipca, Biden powtórzył Ghaniemu w rozmowie telefonicznej, że Waszyngton nadal będzie go wspierał. Ale bez tysięcy żołnierzy NATO chroniących jego reżim, Talibowie szybko posuwali się naprzód – i wszystko runęło w ciągu kilku dni, jak zamek z piasku uderzony przez falę.
Do 15 sierpnia Ghani uciekł z kraju z workami skradzionych pieniędzy. Było to surrealistyczne obalenie narracji, powtarzanej ad nauseam przez prasę, że Ghani był, jak to ujął Reuters w 2019 roku, „nieprzekupnym erudytą”.
Elity w Waszyngtonie nie mogły uwierzyć w to, co się dzieje, zaprzeczając temu, co widzą na swoich oczach. Nawet legendarny postępowy działacz antykorupcyjny Ralph Nader zaprzeczał, nazywając Ghaniego „nieprzekupnym byłym obywatelem USA”.
Niewiele postaci lepiej niż Ashraf Ghani oddaje moralną i polityczną zgniliznę 20-letniej wojny USA w Afganistanie. Ale jego osiągnięcia nie powinny być traktowane jako odosobniony przykład.
To oficjalny Waszyngton, jego aparat think tanków i armia pochlebnych reporterów sprawiły, że Ghani stał się tym, kim był. Sam Ghani przyznał to w wywiadzie dla Atlantic Council z czerwca 2020 roku, w którym wyraził ogromną wdzięczność swoim patronom: „Pozwólcie, że najpierw złożę hołd narodowi amerykańskiemu, amerykańskim administracjom i Kongresowi Stanów Zjednoczonych, a w szczególności, amerykańskiemu podatnikowi za poświęcenie we krwi i skarbie”.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu The Grayzone. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu)

Poprzedni

„Fenomen” Zemmour

Następny

Transgraniczna współpraca polskiej, czeskiej i niemieckiej lewicy w Sudetach