
Należałoby stale przypominać, że aktualna polityczna definicja Europy Środkowej (lub jak kto woli Europy Środkowo-Wschodniej) to obszar między Rosją, Niemcami, Turcją i Włochami. Od północy Norwegii do południa Grecji. Państwa na tym obszarze mają wspólne interesy, które skłaniają je ku integracji. Najważniejszym czynnikiem integracji w chwili obecnej jest obawa przed utratą niepodległości. Mali się nie liczą, liczy się dopiero zintegrowana Europa Środkowa.
Istnieje kilka formatów integracji Europy Środkowej: Grupa Wyszehradzka, koncepcja Trójmorza (popierana dotąd przez Stany Zjednoczone), chiński format 14+1, a także Bukaresztańska Dziewiątka (B9) utożsamiana ze wschodnią flanką NATO. Format chiński jest wyzwaniem dla Trójmorza. W chwili obecnej Grupa Wyszehradzka (Czechy, Polska, Słowacja, Węgry) jeszcze istnieje, działa w niektórych obszarach, ale ma poważne trudności. Spośród tych państw tylko z Czechami nasze państwo ma obecnie bardzo dobre relacje. Kryzys Grupy Wyszehradzkiej dowodzi, że współpraca w ramach tego rodzaju ugrupowaniach jest utrudniona w sytuacji, gdy w poszczególnych państwach członkowskich rządzą partie prowadzące odmienne polityki. Tym trudnościom można by częściowo zaradzić korzystając z wzorców skandynawskich czy Beneluxu (unia gospodarcza w ramach Unii Europejskiej), albo zdecydować się w przyszłości na zawiązanie federacji lub przynajmniej konfederacji, nawiązując w ten sposób do planów z okresu II wojny światowej. Wówczas za federacją polsko-czecho-słowacką (w sytuacji zagrożenia ze strony faszystowskich Niemiec) opowiadały się wszystkie polskie partie polityczne na emigracji w Londynie, i nie tylko polskie. Jeżeli chodzi o Trójmorze, któremu patronowały do niedawna Stany Zjednoczone, nastała prawie zupełna cisza. Z Polski i z innych krajów regionu dochodzą co prawda sygnały o chęci kontynuowania tej koncepcji, ale Stany Zjednoczone milczą. Zainteresowanie Trójmorzem w regionie jest spore, zarówno ze strony partii rządzących, jak i opozycji. W sytuacji jednak, gdy Stany Zjednoczone zabiegają o przyjaźń Rosji kontynuacja Trójmorza bez wsparcia USA wydaje się mało prawdopodobna. Dodatkową przyczyną spadku zainteresowania USA Trójmorzem może być kalkulacja, że w gruncie rzeczy Trójmorze wzmacnia Unię Europejską (korzysta np. z funduszy unijnych, wszystkie państwa Trójmorza należą do Unii, a Komisja Europejska i Niemcy to jej partnerzy) czym Stany nie są specjalnie zainteresowane. Wydaje się, że przy braku amerykańskiego wsparcia dla Trójmorza należy raczej odstawić tę Inicjatywę na półkę, chyba, że same państwa wchodzące w jej skład zadecydują inaczej. Także Chiny spowolniły realizację swych planów związanych z formatem 14+1, przynajmniej oficjalnie. Przy czym nie wszystkie państwa Europy Środkowej chcą w nim uczestniczyć.
W skali globalnej jesteśmy świadkami konfrontacji między Stanami a Chinami. Dla Europy, w tym dla Europy Środkowej, ważne znaczenie ma kontekst rosyjski. Można spotkać się z tezą, że konflikt na Ukrainie jest na rękę Chinom, bo dodatkowo osłabia Rosję już od Chin zależną, a równocześnie – jak twierdzą inni – jest wojną zastępczą (proxy war) Chin z Zachodem. Zresztą jedno nie wyklucza drugiego. Sytuacja wyjaśni się prawdopodobnie nieco dopiero w przyszłym roku (2026); przywódcy USA i Chin odwiedzą się nawzajem i można się spodziewać, że będziemy świadkami przynajmniej „zawieszenia broni” między tymi mocarstwami. Pozostaje sprawa zakończenia lub nie, wojny rosyjsko-ukraińskiej Od tego zależy m.in. przyszłość Europy Środkowej. Państwa nordyckie i bałtyckie wolałyby, jak się wydaje, by ten konflikt trwał nadal. Obawiają się, że Rosja po zakończeniu wojny je zaatakuje. Stany Zjednoczone, zainteresowane przyszłym rozwojem współpracy gospodarczej z Rosją „przymilają” się do niej i wydają się być gotowe „poświęcić” Ukrainę. To ostatnie byłoby bardzo niekorzystnym dla Europy Środkowej i dla Unii Europejskiej rozwiązaniem. Nie wydaje się jednak, aby Chiny zezwoliły na tak daleko idące zbliżenie między Rosją a Stanami, bo Rosja znajduje się już zdecydowanie w ich sferze wpływu. Także zjednoczona i solidarna w tej sytuacji Unia Europejska + Wielka Brytania podejmie wszelkie możliwe wysiłki by temu zapobiec, poprzez pomoc militarną i gospodarczą Ukrainie. Zarówno w przypadku przerwania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, jak i jego kontynuacji, sytuacja będzie obiektywnie sprzyjać dalszej integracji Unii Europejskiej, co dla Polski i Europy Środkowej będzie niezwykle pozytywnym procesem. Być może początkowo Putin zamierzał opanować militarnie całą Ukrainę. W tej chwili jest to nieosiągalne. Natomiast istnieje groźba zainstalowania w Kijowie w nieokreślonej przyszłości rządu prokremlowskiego. W chwili obecnej zaprzestanie konfliktu nastąpi/albo nie w Donbasie, albo na warunkach rosyjskich, albo ukraińskich. O Krymie mało kto już wspomina, chyba bezpowrotnie znalazł się w Rosji. Warto podkreślić, że Europa Środkowa ma zasadniczo wspólne interesy z Europą Zachodnią, szczególnie w konfrontacji z Rosją. Przy czym także integracja Europy Środkowej (w ramach Unii) sprzyja umocnieniu znaczenia Unii Europejskiej jako liczącego się mocarstwa na arenie międzynarodowej. Bo mali się nie liczą! Przeciwnikami wzrostu znaczenia Unii Europejskiej są Stany Zjednoczone (właściwie do końca nie wiadomo, dlaczego) i Rosja. Zagadką natomiast w tym względzie jest stanowisko Chin, które dotąd nie wykazały chęci rozdrobnienia czy osłabienia Unii Europejskiej, koncentrując się na rozwoju współpracy gospodarczej z Europą i swym Jedwabnym Szlaku. Tego pytania nikt jeszcze prawdopodobnie nie zadał i dlatego odpowiedzi nie ma. Nie wykluczone, że Chinom zależy rzeczywiście przede wszystkim na Jedwabnym Szlaku i rozwoju współpracy gospodarczej z Europą oraz na swym eksporcie do naszego kontynentu. Istnieje przy tym uzasadniona obawa, że rosnące gospodarczo kraje Południa (pozostałe państwa BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, RPA) oraz rynki wschodzące, dawniej Trzeci Świat) mogłyby w dużym stopniu zastąpić Europę w kontaktach handlowych z Chinami. Stąd wynika potrzeba rozwijania przez Europę, w tym Europę Środkową, w miarę wszechstronnych stosunków z Chinami, bo te „dogadać” się mogą z USA już w przyszłym roku bez udziału Europy, przy czym USA wydają się mieć w tym pojedynku „słabsze karty”.
O ile w przypadku projektu Trójmorza i formatu 14+1 mamy do czynienia ze wsparciem 2 mocarstw, to Bukareszteńską Dziewiątkę (B9), utożsamianą ze wschodnią flanką NATO, uznać można za w pełni własną inicjatywę zagrożonych agresją państw. Zainicjowana została w lipcu 2014 roku przez prezydentów: Polski Bronisława Komorowskiego i Rumunii Traiana Basescu. Natomiast stosunkowo niedawno, bo 27 listopada 2024 roku powstał w Szwecji blok, który składa się z państw NB8 (Szwecja, Norwegia, Finlandia, Dania, Islandia + Litwa, Łotwa i Estonia), do którego dołącza ad hoc Polska. Nowy blok stanowi znaczący potencjał polityczny, militarny i gospodarczy zarówno w kontekście NATO, jak i Unii Europejskiej. Przypominają tu się słowa Zbigniewa Brzezińskiego, który wzywał polskich polityków do współpracy ze Skandynawami. Od powstania tego bloku wiele pozytywnych wydarzeń miało miejsce w relacjach Polski ze Skandynawią, szczególnie ze Szwecją, ale i z Finlandią, Danią i Norwegią. 28 listopada 2024 roku Polska podpisała ze Szwecją porozumienie o partnerstwie strategicznym, które dotyczy m.in. obronności, gospodarki i inwestycji oraz energetyki. Porozumienie podpisali: premier Donald Tusk i premier Ulf Kristersson. Pewnym zwieńczeniem korzystnego ciągu wydarzeń jest decyzja Rady Ministrów podjęta 26 listopada 2025 roku o zakupie 3 okrętów podwodnych w Szwecji, o czym informował minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Wcześniej, bo 2 września 2025 roku doszło do podpisania między Polską a Szwecją nowej umowy o współpracy obronnej. Wspomnieć wypada także o tym, że Polska od 1 lipca 2024 do 30 czerwca 2026 roku sprawuje Prezydencję w Radzie Morza Bałtyckiego. Członkami Rady aktualnie są: Norwegia, Szwecja, Finlandia, Dania, Litwa, Łotwa, Estonia, Polska, Niemcy, Islandia i Komisja Europejska. Rada ma stałą siedzibę w Sztokholmie.
Analizą stosunków Polski z krajami nordyckimi zajmuje się (z powodzeniem) Ośrodek Studiów Wschodnich. Istnieje ponadto w kraju kilka doskonałych ośrodków naukowych zajmujących się skandynawistyką. Są więc warunki ku temu by północny, że wszech miar słuszny, kierunek polskiej polityki zagranicznej miał teoretyczne wsparcie ze strony polskich badaczy. Oczekiwać natomiast należałoby większego zainteresowania problematyką bałtycką ze strony dziennikarzy, którzy powinni informować społeczeństwo na bieżąco o dalszej integracji zaprzyjaźnionych państw regionu bałtyckiego. Co ważne, w tej integracji bierze udział Polska, bo mali się nie liczą!
Głównym powodem integracji środkowoeuropejskiej w przypadku B9 i regionu bałtyckiego (w ramach Unii Europejskiej) jest obawa przed agresją ze strony Rosji. Integracja ta jednak ma także wyjątkowe znaczenie dla pozycji Europy Środkowej (i każdego z integrujących się krajów) w Europie i świecie. Państwa środkowoeuropejskie uczestniczące w tym procesie bronią w ten sposób swej suwerenności. Nie wszyscy to jednak pojmują. Politycy, którzy uważają, że suwerenność można zachować w osamotnieniu są w tak zwanym „mylnym” błędzie. Aż się prosi by przytoczyć tu obserwację ludową: „Bóg nierównomiernie daje, jednym gęsi, a drugim „jaje”. (Wieś Dąbrowa, województwo kieleckie).
Warszawa, 30 listopada 2025 r.









