„Arabia incognita” Krzysztofa Płomińskiego

Książka, którą trzeba przeczytać

Joseph Nye, politolog amerykański i teoretyk tzw. miękkiej sity (soft power) pisał, że w dobie globalizacji i dominacji potęg światowych, działania państw średnich i małych w promowaniu narodowych interesów powinny koncentrować sie na umiejętności pozyskiwania sojuszników przez eksponowanie atrakcyjności własnych wartości, kultury i polityki. Miękka siła to subtelne działanie podejmowane po to, aby inni chcieli w niewymuszony sposób sprzyjać naszym celom. W brytyjskiej dyplomacji teorię Nye’a przekuto na zasadę 4 kroków: przybliżyć, zainteresować, zaangażować, oddziaływać. Kroki te, podejmowane w umiejętny sposób, przyciągną inwestorów i turystów zagranicznych, zapewnią zbyt towarów, a co najważniejsze – stworzą w oczach opinii społecznej za granicą korzystny wizerunek naszego państwa, sprzyjający realizacji jego narodowych
interesów.
Jest oczywiste, ze narodowe interesy promują konkretni ludzie, w szczególności pracownicy służby zagranicznej. Dyplomacja przeszła od czasów Kongresu Wiedeńskiego w 1818 r. głęboką ewolucję – od sekretnej, prowadzonej przez wąski krąg dyplomatów w interesie niewielkiej grupy społeczeństwa, przez dyplomację upartyjnioną, nie różniąca się zbyt od propagandy i służącą totalitarnym reżimom, po współczesną dyplomację publiczną, realizowaną w interesie całego narodu i z szerokim udziałem obywateli. W dobie powszechnych podróży każdy może być ambasadorem swojego państwa. Jaka jest więc rola zawodowych dyplomatów doby globalizacji? Jaka powinna być współczesna dyplomacja w warunkach hierarchiczności stosunków międzynarodowych, eksplozji demograficznej w świecie pozaeuropejskim, zagrożeń bezpieczeństwa oraz coraz bardziej bezwzględnej rywalizacji o kurczące sie zasoby ziemi, wody i surowców?
Prezentowana książka nawiązuje do tych pytań i sugeruje wiele odpowiedzi. Jest to lektura pasjonująca i pouczająca. Przedstawia w intrygujący sposób doświadczenia dyplomaty polskiego na Bliskim Wschodzie w burzliwym okresie lat 1971-2013. Ambasador Krzysztof Płomiński to autor kompetentny, gdyż związany z tym regionem od 50 lat. Nie sposób wymienić wszystkich dokonań autora na polu dyplomacji. Podejmował on pionierskie zadania na placówkach w Trypolisie, Ammanie, Bagdadzie i Rijadzie, w tym tak spektakularne jak kierowanie w styczniu 1991 roku ewakuacją ambasady RP w Iraku, skąd polski wywiad nieco wcześniej w brawurowej akcji bezpiecznie wywiódł grupę oficerów CIA. Operacja ta stała sie elementem utrwalania wiarygodności nowej Polski i krokiem na drodze do członkostwa w NATO. Przyczyniła sie również do redukcji o połowę długu PRL wobec zachodnich wierzycieli. Ewenementem byto doprowadzenie do przejęcia przez Polskę w 1991 roku odpowiedzialności za interesy USA w Iraku. Ambasador Płomiński byt także zaangażowany w operację „Most”. Co ważne, był świadkiem przełomu w historii Polski i tworzenia nowej polityki zagranicznej po 1989 r. Aktywnie włączył się do rozszerzania kręgu partnerów RP na Półwyspie Arabskim, czego ukoronowaniem było otwarcie w 1998 roku Ambasady RP w Rijadzie i służba w charakterze pierwszego ambasadora polskiego w Arabii Saudyjskiej.
Autor przybliża czytelnikowi historię i determinanty sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz specyfikę bliskowschodniej polityki z jej grą pozorów i hipokryzji, kamuflażu i fałszywych komunikatów. Książka słusznie zwraca uwagę na dysonanse miedzy powszechną opinią na Zachodzie o Bliskim Wschodzie a rzeczywistością bliskowschodnią. Zachód boi sie dominacji islamu, a tymczasem ta religia jest w głębokim kryzysie i nie wiadomo, kiedy sie z niego podniesie. Zachód sądził, ze wystarczy usunąć dyktatorów, aby w wiecie arabskim zapanowała harmonia i dobrobyt, a tymczasem doświadczenia Iraku, Libii, Syrii czy Jemenu pokazały coś odwrotnego. W książce znajdujemy porównanie regionu do składu łatwopalnych materiałów, co dobrze obrazuje, jak skomplikowana jest sytuacja na Bliskim Wschodzie. Autor przedstawia stan anarchii i upadku regionu, a przynajmniej niektórych jego części i pisze, ze część odpowiedzialności za to ponosi Zachód. Mówi o hipokryzji przywódców zachodnich mocarstw, dla których mudżahedini afgańscy byli najpierw bohaterami, bo walczyli ze Związkiem Radzieckim, a później bandytami i terrorystami, gdyż zaczęli kontestować ingerencję Zachodu w sprawy regionu. Autor jest także krytyczny wobec elit bliskowschodnich za korupcję, egoizm, dbanie o wąskie interesy grupowe, brak suwerennej polityki.
Z lektury poznajemy realia służby zagranicznej. Uwagi autora o funkcjonowaniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych na przestrzeni 40 lat jego pracy w tej instytucji to niezwykle cenne analizy i intrygujące spostrzeżenia. Czytelnik znajdzie wiele głębokich refleksji, ale i ciekawostek. Dla autora Bliski Wschód to obszar sąsiadujący z Polską, odmienny kulturowo, ale mogący być cennym partnerem, a przede wszystkim – region o wielkim potencjale. W warunkach narastania ksenofobii, niechęci do Arabów i muzułmanów oraz straszenia przez polityków zagrożeniem Europy przez islam, książka może pomóc w równoważeniu obrazu tego regionu jako obszaru wrogiego, prącego do konfrontacji, budzącego strach i fobie podsycane przez propagandę wojny.
Książka pomaga zrozumieć czym jest dyplomacja w obecnym świecie, jakie jest jej miejsce w gospodarce i kulturze oraz jakie wymogi powinny spełniać osoby reprezentujące państwo za granicą i promujące jego narodowe interesy. W przypadku samego autora atuty, które decydowały o awansowaniu go na coraz wyższe szczeble w strukturze MSZ – od referenta do ambasadora – to kompetencje zawodowe i rozumienie realiów regionu. Ambasador Płomiński nie był dyplomatą ani z partyjnego klucza, ani osobą przypadkową w świecie arabskim. Doskonałe przygotowanie językowe i merytoryczne połączone z ciekawością ,,swojego” regionu i otwartością wobec partnerów, przy zachowaniu umiejętności widzenia ich wad — oto jego cechy, jako dyplomaty.
W publikacji jest wiele odniesień do gospodarki. Rozwijanie wymiany handlowej, otwieranie drzwi dla biznesu i przyciąganie inwestorów — oto kierunek współczesnej dyplomacji. Sfera ta, czytamy w książce, powinna być także widziana przez pryzmat wydatków na utrzymanie służby zagranicznej, które należy traktować jak publiczną inwestycję. W Polsce to ok. 2 mld zł rocznie. Mogą one generować produkt krajowy brutto lub nie. Jeśli służba zagraniczna jest źle zorganizowana, a kadry mierne, gdyż przypadkowe i mało wiedzące o specyfice regionów działania — to nie można sie spodziewać dywidendy. Nowoczesna dyplomacja powinna by¢ totalna i aktywna na wszystkich polach – politycznym, kulturalnym i ekonomicznym. Działania autora, jako dyplomaty, stanowią tu dobry przykład.
Książka porusza wachlarz wątków osadzonych w narracji autobiograficznej. Autor eksponuje kwestie zasadniczą dla dyplomacji jako takiej – sprawę jej efektywności oraz czynników warunkujących skuteczność działania. Wśród nich są zarówno uwarunkowania globalne, jak i te prozaiczne — nietrafna ocena, spóźniona decyzja, zaniechanie, brak personelu. Publikacja wskazuje na konieczność podejmowania działań kompleksowych i instytucjonalnych, a przede wszystkim – szukania rozwiązań, w których także i partner widziałby swoje korzyści. W tym względzie konieczne jest tworzenie płaszczyzny porozumienia przez sięganie do wspólnej historii i wykazywanie się wrażliwością kulturową. Historia otwarcia ambasady polskiej w Rijadzie pokazuje, jak wielkie znaczenie odgrywają w dyplomacji relacje osobiste. Czytamy, że Polska ubiegła kilka innych państw w kolejce do otwarcia ambasady saudyjskiej i Ze to, co nie udało sie wielkiemu prezydentowi (Havlowi), powiodło sie ,,skromnemu polskiemu ambasadorowi.”
Publikacja pokazuje ogromny wysiłek pokolenia dyplomatów wywodzących sie z PRL w wypracowaniu dla nowego państwa polskiego wielkich korzyści materialnych i wizerunkowych. Wielu z nich miało dyplomy Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Moskwie, co spowodowało, że po latach ich dorobek starano sie zdyskredytować, a ich samych odsunąć od służby Ta gorzka refleksja przewija sie kilkakrotnie w narracji, której zwieńczeniom jest interesujący rozdział o historii Arabii od czasów, kiedy Półwysep Arabski byt pokryty bujną roślinnością i oddzielony od Wyżyny Irańskiej nie dzisiejszą morską Zatoką, a rajską doliną pierwotnej rzeki.
Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć sie, co stanowi polska ,,miękką siłę” i jaka jest kondycja dyplomacji RP, a także jaki jest Bliski Wschód, to książka ambasadora Krzysztofa Płomińskiego jest ku temu odpowiednią lekturą.

Krzysztof Płomiński – „Arabia Incognita. Raport polskiego ambasadora”, Wydawnictwo Grupa M-D-M, Warszawa 2019, str. 330, ISBN 978-83-948485-8-3.

Autor recenzji jest emerytowanym profesorem i byłym dyrektorem Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych w Polskiej Akademii Nauk, historykiem Bliskiego Wschodu i autorem ponad 20 książek oraz stu artykułów naukowych o Bliskim Wschodzie.

Recenzja ukazała się w Magazynie „Ambasador” 38 (44) 2019.

Jest wesoło w Italii

Niedawno było głośno o jednym z doradców Wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, Gianluca Savoini w związku z opublikowanym przez portal BuzzFed nagraniem z jego październikowego spotkania z przedstawicielami kremlowskiej grupy biznesu podczas oficjalnej wizyty Salviniego w Moskwie. Według nagrań spotkanie miało na celu wzmocnienie włoskiego ugrupowania Liga, obecnego koalicjanta partii rządzącej Ruchu 5 Gwiazd. Miała paść propozycja, która zakładała przekazanie w tajemnicy około 65 mln dolarów petrodolarów rosyjskich na konto dawnej Ligii Północnej. Byłoby to złamanie prawa włoskiego wykluczającego wsparcie partii środkami inwestorów zagranicznych. Z nagrania wynika, że transakcja miała uwzględniać rosyjskie Rosnieft i Łukoil oraz włoską Eni oraz dwóch pośredników. Z nagrań można zrozumieć, że tzw. „money oli” miał być wykorzystany na kampanię wyborczą do Europarlamentu. Publikacja wywołała ogromne kontrowersje w mediach jak i w Internecie, mimo że o spotkaniu już pisało w lutym br włoski tygodnik L’Espresso. Jak można się domyślić błyskawicznie pojawiło się solidne dementi jak i stanowisko (opublikowane oczywiście w mediach społecznościowych) samego wicepremiera Matteo Salviniego, mówiące o pomówieniu jak i prowokacji. Zadeklarował też że LIGA nie wzięła ani grosza od Rosjan i że będą podjęte odpowiedni środki i pozwy. Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że nagranie zostało opublikowane niedługo po wizycie Wladimira Putina w Rzymie podczas której Prezydent Rosji dał dość jasny manifest światopoglądowy, z którego wynika, że bardzo sobie ceni współpracę z półwyspem apenińskim i że w Europie mogą nastąpić zmiany w najbliższym czasie i mogą mieć na imię np. Matteo Salvini. Wcześniej tak mówił o Marine Le Pen co specjalnie nie dziwi, bo Front Narodowy w przeszłości pożyczył 11 mln euro w rosyjskich bankach, a sam Salvini wraz z Le Pen opowiadają się przeciwko sankcjom Unii Europejskiej wobec Rosji.
Nie minęło ledwo kilka dni od publikacji BuzzFed a wypłynęło kolejne nagranie tym razem z wywiadu jakiego Gianluca Savoini udzielił na jednym z kanałów YouTube w 2014 r. Na nagraniu widać jak bohater moskiewskich taśm twierdzi, że to Polacy atakowali Niemców na granicy, przez co siły niemieckie były zmuszone do zbrojnej agresji. I tak właśnie wytłumaczył wybuch II Wojny Światowej (czyżby oglądał przygody Franka Dolasa?).
Generalnie od kilku miesięcy mamy do czynienia z wymianą złośliwości jak i licznymi tarciami na linii Liga M. Salviniego – Ruch 5 Gwiazd Di Maio. Włoskie media coraz częściej spekulują o rozpisaniu wcześniejszych wyborów przez Prezydenta Włoch. Premier Giuseppe Conte regularnie uspakaja społeczeństwo, że nie ma powodów do obaw i raczej nie przewiduje takiego scenariusza.
W międzyczasie zaczęły pojawiać się przesłanki, że Włochy zmierzają w kierunku wschodu i to nawet dalekiego. Po przekazaniu jasnych sygnałów sympatii w kierunku Kremla, doszła też umowa podpisana w marcu Rzymie przez włoskie władze, które jako pierwsze spośród krajów G7 oficjalnie przyłączyły się do inicjatywy gospodarczej znanej jako projekt Pasa i Szlaku. Zgodnie z podpisanym w sobotę przez Xi i włoskiego wicepremiera Luigiego Di Maio memorandum, określającym warunki aż 29 umów bilateralnych, Chińczycy zainwestują we Włoszech ponad 2,5 mld euro.
Niektórzy twierdzą, że wybory mogą się odbyć już jesienią tego roku lub wiosną przyszłego. Gdybym sam miał wskazać termin jeżeli już to prędzej na wiosnę przyszłego roku. To dałoby czas zarówno Prezydentowi Sergio Mattarelli, Partii Demokratycznej, Forza Italia jak i Ruchowi 5 Gwiazd żeby mocniej zaatakować ekipę Matteo Salviniego w nadziei na zmianę trendów sondażowych, bo póki co Liga ma na tyle duże poparcia (wynikająca z prowadzonej retoryki bazującej na narodowym populizmie, że mogliby na jesieni wygrać wybory i utworzyć własny rząd (obecnie mają prawie 38% poparcia). Jednocześnie Ruch 5 Gwiazd jest trochę przyciśnięty do ściany, ponieważ przez drastyczny spadek notować (z 32% do 17%) wcześniejsze wybory oznaczałyby utratę sporej ilości miejsc w parlamencie.
W Paryżu toczyła się narada państw UE na temat migracji, którą zwołał francuski rząd. Wicepremier Matteo Salvini, który w niej nie uczestniczy (za to wysłał delegację włoskiego MSW), przesłał list do ministra spraw wewnętrznych Francji, w którym napisał m.in.: „Włochy nie są już obozem dla uchodźców Brukseli, Paryża, Berlina”. We wspomnianym liście, po raz kolejny, lider dawnej Ligii Północnej podkreślił, że ani Francja, ani Niemcy „nie mogą decydować o polityce migracyjnej, ignorując prośby krajów najbardziej narażonych” na jej skutki, czyli Włoch i Malty.
Wyraźnie widać zmianę w retoryce Salviniego, która dała mu stołek wicepremiera. Kiedyś tłumaczył razem z Umberto Bossim w Brukseli, że północnym regionom jego kraju będzie lepiej bez południa. Na początku hasła Ligi Północnej dotyczyły tylko autonomii północy, później oddzielnego państwa – Padanii. Kiedy to przestało działać i Liga została zmuszona do zmiany strategii na problemy pojawili się nowy wróg, już nie południowy mieszkaniec Włoch czy reprezentujący establishment Rzym, tylko podmioty zupełnie nowe do nienawidzenia – imigranci i Bruksela. Salvini po przejęciu sterów postanowił przeprowadzić profesjonalny rembranding ugrupowania i dokładnie wiedział jak. Ligę Północną przekształcił w Ligę. Ucięcie drugiego członu otworzyło furtkę na nowy elektorat, tak by partię mogli wspierać mieszkańcy całego kraju. W programie nie ma już ani słowa o odłączaniu bogatej północy od biednego południa. Co więcej, Salvini publicznie przeprosił wyborców tamtej części kraju. Teraz w jedności widzi szansę na przetrwanie Włoch.
Nie można odmówić wicepremierowi Włoch odmówić wyczucia chwili, bo doskonale poczuł nastroje społeczne i właśnie na nich bazował swoje hasła, dzięki czemu zmontował poparcie i regularnie nakręca nowe słupki sondażowe. Pytanie na ile mu to wystarczy i czy któregoś dnia nos go nie zawiedzie? Póki co Bruksela pokazała mu miejsce w szeregu nie dając nikomu z Ligii ani jednego stanowiska w komisjach Parlamentu Europejskiego, a koalicjant oficjalnie poparł kandydaturę Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej, kiedy Liga była jedynym ugrupowaniem wchodzącym w skład europejskiego rządu, które otwarcie zagłosowało we wtorek przeciwko. Jak można się domyślić wynikły z tego kolejne awantury za zamkniętymi drzwiami Pałacu Montecitorio – siedziba parlamentu włoskiego, miejsca które widziało różne dziwactwa polityczne i możliwe że zdążył się do tego przyzwyczaić.

Księga Wyjścia (19)

Ballada sąsiedzka

Potrzebowałem pretekstu by wyrwać się z Puław, a takim pretekstem było zaproszenie z ambasady Republiki Białoruś na obchody ich święta narodowego, czyli Święta Niepodległości, a przy okazji stulecia białoruskiej dyplomacji.
Spokojne, unormowane i przewidywalne życie jest czymś naprawdę fajnym, ale pod warunkiem, że czasami się z niego wyrwiemy. Na początku zauważyłem u siebie syndrom zerwanego ze smyczy psa, który chciałby nadrobić wszystko na raz i nie wie od czego zacząć. Ponieważ potrafiłem spojrzeć na to z dystansu, to nawet to było fajne.
Codzienna rutyna zaczynała mnie już nużyć (choć się do tego za cholerę nie przyznawałem) zaproszenie i wyjazd spadły mi z nieba. Siedziałem więc sobie w Warszawie przekładając powrót z dnia na dzień, aż przyszła sobota, czyli termin moich regularnych wizyt w lubelskiej przychodni i chcąc nie chcąc musiałem wrócić. Okrężną drogą, bo przez Lublin. Tak zakończyły się nieplanowane wczasy w mieście, w którym spędziłem znaczną część życia i którego nie da się nie kochać. Odebrałem swoją porcję Suboxonu i wróciłem do Puław, gdzie ponownie wszedłem w wypracowany wcześniej rytm.
Tutaj też nastąpiło kilka zmian. Od kiedy poznałem Iwonę, która postanowiła zrobić coś z książką „Z dna”, zaczął się więc niespodziewany ruch . Jakimś cudem ożywiła tę publikację, dokonała niemalże cudu reanimując umierającą i odchodzącą w zapomnienie książkę, czym wprawiła mnie w osłupienie. Wysłała elektroniczną jej wersję do najbardziej liczących się blogerów od literatury, a recenzje jakie pojawiły się w następstwie tej decyzji, powaliły mnie na ziemię i dały nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Tak więc planujemy wznowienie wydania książki „Z dna”, mało tego w formie rozszerzonej o kolejny tom. Ale szczegóły będziemy zdradzać pomału.
Obchody samej białoruskiej uroczystości opisałem w poprzednim odcinku, więc nie będę się powtarzał. Chociaż wrył mi się pamięć obraz Korwina-Mikkego, który po zakończeniu imprezy, z przejedzenia musiał usiąść w hotelowym fotelu eksponując brzuch przypominający nadmuchany do granic balon (przynajmniej tak to wyglądało). Widok ten wciąż doprowadza mnie do śmiechu i nie mogę sobie darować, że nie zrobiłem zdjęcia.
Przy okazji obchodów pojawiło się kilka refleksji. Republika Białoruś, mimo że jest naszym sąsiadem, to tak naprawdę bardzo mało o niej wiemy, nie znamy literatury, muzyki, sztuki czy kultury. Nie wiemy nic o historii, co można zwiedzać i gdzie warto pojechać. Czy są tam jeziora, w których można wędkować, lub podobnie jak na Mazurach udać się w kilkudniowy rejs jachtem? Kraj bliski, a kompletnie nam nieznany. Jedyne co funkcjonuje w powszechnej świadomości to, że prezydentem jest Aleksander Łukaszenko, a stolicą Mińsk.
Zasypany niegdyś czarnym public relations (PR) prezydent, również odchodzi w powszechne zapomnienie. Teraz wszyscy rzucili się na opluwanie Putina. Drugim naszym sąsiadem, o którym niewiele wiemy jest Słowacja, nie wiemy jak nazywa się prezydent, a znaczna część społeczeństwa ma problem, by podać nazwę miasta, które jest jej stolicą. Sprawdziłem to empirycznie.
Jedną z naszych przywar narodowych jest to, że nie potrafimy przyznać się do niewiedzy i uwielbiamy śmiać się z głupoty obywateli innych państw. Niejednokrotnie byłem świadkiem gdy „ławkowi” lub „podsklepowi” mędrcy zanosili się śmiechem, że Amerykanie nie wiedzą jak się nazywa stolica Polski. Początkowo wtrącałem się w te rozmowy, pytając czy wiedzą jakie miasta są stolicą Hondurasu czy Kolumbii, ale potem obniżyłem poprzeczkę i pytałem o Słowację. Zwykle kończyło się zmianą tematu, ale kilka razy omal nie doprowadziło do bójki. Fajnie się śmiać z Amerykanów, mieszkańców USA – które tak na marginesie jest jednym z bardziej znielubianych przeze mnie państw – że jego obywatele nic nie wiedzą o Warszawie, zupełnie nie przejmując się tym, że sami nie wiemy o stolicy Słowacji – Bratysławie. Pomijając już to, że naprawdę niewiele osób wie, że Słowacja była trzecim agresorem po Niemcach i ZSRR, który napadł Polskę w 1939 roku. Ale jak już ustaliliśmy, w słowniku przeciętnego Polaka fraza „nie wiem” nie istnieje.
Wracając do znajomości naszych sąsiadów, to wydawałoby się, że o Białorusi wiemy więcej, bo znamy prezydenta i potrafimy wymienić stolicę, ale Słowację znamy lepiej, ponieważ częściej bywamy. Sam wielokrotnie jeżdżąc w Tatry kwaterowałem po Słowackiej stronie, nie tylko ze względu na cenę, która kiedyś była dużo niższa (teraz podobno się to zmieniło), ale również dlatego, że mają znacznie ładniejsze szlaki, piękniejsze widoki, wyższe góry, mniej turystów i są bardziej „dzikie” mniej zdeptane, przez różnego rodzaju turystów, których niekiedy TOPR musi ściągać helikopterem. Chociaż raz zdarzyło mi się znaleźć butelkę po polskim piwie i to w takiej prawdziwej słowackiej głuszy, na dosyć sporej wysokości.
Wrócę jednak na ziemię, czyli krótka dygresja o polityce. Znowu rozpętała się burza, to akurat nic dziwnego, ale tym razem jej efekt był zaskakujący. Mam na myśli aferę, po wywiadzie udzielonym przez Andrzeja Stanisławka, wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego, w którym stwierdził, że przecież młodzież może szukać szkół zagranicą. Stanisławek po tej wpadce zachował się jak prawdziwy europejski polityk, czyli podał do dymisji. Zrobił coś czego bardzo brakuje w krajowej polityce i tu należy mu się szacunek, mimo, że pod względem politycznym i światopoglądowym stoimy na przeciwnych biegunach, to w tym wypadku należy mu się szacunek. To chyba pierwsza taka honorowa dymisja od 1990 roku. Były wcześniej dymisje, ale dopiero gdy prokuratura składała już akt oskarżenia, lub odpowiednie służby aresztowały jakiegoś polityka, który chwilę później i tak był już na wolności. Nawet nie trzeba daleko szukać, zachowanie Stanisławka powinno dać do myślenia samemu premierowi Morawieckiemu, po którym spływają jak po kaczce (nomen omen) wyciekające co jakiś czas nagrania, i któremu nawet nie przyszło do głowy by wspomnieć o honorowym odejściu. Cały klub PiS-u staje wtedy na głowie i usiłuje przekłuć to w atut, że „tymi słowami udowadnia, że jest człowiekiem” albo jaki z niego „swój chłop”, że ideał, ale i rubaszny i tego typu bzdury. Uszy więdły od słuchania.
Jedyne co mogę zrzucić byłemu już wiceministrowi, to korzystanie z piętnowanego rozdawnictwa. Tak, ja lewak i socjalista jestem przeciwny rozdawnictwu na wysokich szczeblach. Przecież resort Nauki i Szkolnictwa Wyższego powstał jedynie po to, by Jarosław Gowin miał jakieś płatne zajęcie w rządzie. Wcześniej zajmowały się tym odpowiednie departamenty Ministerstwa Edukacji Narodowej. I świetnie sobie radziły.
Tym wszystkim liberałom zajmującym się tropieniem rozdawnictwa sugeruję, by zaczęli od samej góry. Bo to właśnie tam powstaje cały szereg bardzo wysoko płatnych – kompletnie niepotrzebnych – stanowisk, tworzonych tylko po to, by obsadzić nimi swoich ludzi. Więcej o polityce pisać mi się nie chce, bo i tak robią to wszyscy. A ponieważ mam jeszcze trochę miejsca, to podzielę się z Wami pewnym marzeniem.
Jeżeli ikony się pisze, a nie maluje, to powinno się je czytać, lub czytać i oglądać. Zawsze dążyłem do tego, by moje felietony czy książki były nie pisane, a malowane za pomocą liter czy słów, podobnie jak obrazy, by właśnie móc jednocześnie czytać i oglądać – metaforycznie oczywiście. To wymaga perfekcyjnego opanowania sztuki plastycznego pisania. Połączenia poezji z prozą, tak by tekst był jednocześnie obrazem, żeby czytelnik zapamiętał wrażenia, a nie spisane suche fakty, dane, opisaną historię, czy ładne fragmenty. Może kiedyś mi się to uda. Na razie jeszcze próbuję. cdn

Racja stanu: wersja „dobrej zmiany”

Jak można zaszkodzić na arenie międzynarodowej Polsce i Polakom? Prezentując ignorancję i tromtadrację jako rację stanu – pisze o zachowaniu Andrzeja Dudy Henryk Szlajfer, ekonomista i politolog, mianowany przez premiera RP Jerzego Buzka ambasadorem ad personam, były ambasador-szef Stałego Przedstawicielstwa RP przy OBWE, MAEA i innych organizacjach międzynarodowych w Wiedniu, w 1968 roku wraz z Adamem Michnikiem relegowany z uczelni za działalność opozycyjną.

Wśród wielu ekspertów w takiej działalności, wyłonionych przez „dobrą zmianę”, znajdujemy również panów Andrzeja Dudę, prezydenta RP, oraz Mateusza Morawieckiego, premiera rządu polskiego. O działalności drugiego innym razem, wystarczy tylko przypomnieć, że w swoim wystąpieniu na prestiżowym New York University zapewnił publiczność, że w trakcie II wojny światowej Polacy uratowali ok. 300 tys. Żydów. Że ten szacunek, aby zbliżyć się do historycznej rzeczywistości, należy podzielić co najmniej przez 5, to już detal. Reakcja była do przewidzenia: wzruszenie ramion. Zaś kilka dni temu w retorycznym zapale premier zapisał Polaków (tylko tych z PiS-u i PiS popierających) do grona spadkobierców starożytnych Greków (powstrzymujących, w domyśle, jak pod Salaminą, barbarzyńskich Persów, czytaj: nie-PiS).
Prezydent Duda jest zdecydowanie bardziej kreatywnym politykiem, gdy chodzi o kształtowanie na nowo już nie tylko historii Polski, ale również historii porównawczej. Jakiś czas temu błyskotliwie zinterpretował w trakcie wizyty w centrum im. M. Begina w Izraelu historię Powstania w Getcie Warszawskim, nie wymieniając w ogóle nazwy głównego organizatora oporu, tj. ŻOB. Już w Warszawie, 19 kwietni 2018 r., stanął natomiast bez jakichkolwiek problemów czy wahań przed pomnikiem żydowskich powstańców (głównie z ŻOB), na placu ograniczonym z jednej strony ulicą noszącą imię przywódcy ŻOB – Mordechaja Anielewicza. Stał wspólnie z dyrektorem Muzeum Polin, a jakże, którego sekuje jego ideowy i polityczny komiliton – minister kultury. Elastyczność godna podziwu. Natomiast kilka dni temu, w trakcie wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Donaldem Trumpem, w krótkim bryku z historii stosunków polsko-rosyjskich zawarł również i taką myśl tyczącą komparatystki historycznej: wśród wielu przewag Rosji nad Polską brakuje jednej, mianowicie „uważam, że jest w nas więcej męstwa, my po prostu jesteśmy odważniejsi. Potrafimy walczyć do końca, niezależnie od wszystkiego. Pokazaliśmy to w czasie II wojny światowej pod Monte Cassino, pokazaliśmy to w Powstaniu Warszawskim, w wielu innych miejscach na świecie” (cyt. wedle portalu wPolityce.pl).
Co można powiedzieć na takie dictum? Idiotyzm, ignorancja, arogancja? Zapewne mieszanka wszystkich. Notabene, jak na skali odwagi pan Andrzej Duda, prezydent RP, umieściłby Anglików, Amerykanów, Chińczyków, Serbów, Czarnogórców, ale także Niemców i Japończyków? O Żydów nie pytam, aby nie pogłębiać konfuzji. Jak oceniać poziom odwagi polskich asów lotnictwa, Stanisława Skalskiego i Witolda Urbanowicza, z 18-19 zestrzeleniami w porównaniu z sowieckim asem Iwanem Kożedubem (62 zestrzelania), Amerykaninem Richardem I. Bongiem (40), Brytyjczykiem Jamesem Edgarem Johnsonem (38) czy Francuzem Pierre Clostermannem (33)? O niemieckich i japońskich asach już nie wspominam. Podpowiadam: niech pan, panie prezydencie, raczej nie odpowiada na te pytania i nie pogarsza sytuacji.
Natomiast nie ulega wątpliwości, że Rosjanie, a w istocie Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini i inne nacje, które składały się w latach II wojny na sowiecką armię, jedyne, co mogą zrobić, to popukać się, symbolicznie, w czoło. Z uprzejmości amerykańscy dziennikarze, którzy uczestniczyli w konferencji, milczeniem zbyli rewelacje polskiego gościa. Ci, którzy mają jakie takie pojęcie o dziejach Rosji i Polski, a przede wszystkim o II wojnie światowej, nie kupią takiej beznadziejnie głupiej retoryki. O Stalingradzie czy zapiekłej wręcz obronie Leningradu wie każdy, kto dotyka dziejów wielkiej wojny. Zaś Niemcy testowali na własnej skórze poziom „odwagi” sowieckiego sołdata. Nie trzeba kupować nachalnej poststalinowskiej, putinowskiej propagandy na temat II wojny, aby wiedzieć, że to właśnie odwaga i determinacja tych sołdatów i niedoszkolonych młodych oficerów, którzy ostali się po „czystce” z okresu 1937-39, łagodziła katastrofalne skutki stalinowskiej polityki i dowództwa w pierwszej fazie wojny z Niemcami.
Odwaga, czasami szaleńcza, polskich żołnierzy w armiach na Zachodzie i Wschodzie, w AK i innych ugrupowaniach partyzanckich, nie wymaga potwierdzenia za pomocą nadętych, wręcz żenujących porównań.

Ewolucja BRICS

Książka amb. Sylwestra Szafarza pt. „Ewolucja BRICS” to pierwsze na polskim forum publicznym opracowanie dotyczące tej wielkiej organizacji gospodarczej i politycznej zrzeszającej już pięć państw i współpracującej z większością krajów rozwijających się, a także z takimi mocarstwami jak USA, Niemcy, Francja czy W. Brytania oraz z wieloma organizacjami międzynarodowymi.

Praca ma charakter kompleksowy, ukazuje drogę kształtowania się idei, poczynania organizacyjne uczestników, plany na przyszłość i ogrom uwarunkowań globalnych.
W świetle światowej rywalizacji o przywództwo globalne, BRICS to najpoważniejszy uczestnik tej konkurencji o trudnych do przeszacowania zasobach materialnych, wytwórczych i rynkowych oraz o wielkim potencjale nowych idei określających miejsce człowieka we współczesnym świecie i wzajemne relacje pomiędzy organizmami państwowymi i innymi wielkimi ugrupowaniami gospodarczymi i politycznymi.
Przypomnijmy, że w skład BRICS wchodzą: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Afryka Południowa. Porozumienie powstało w wyniku kilkuletnich negocjacji na tle potężnego kryzysu ekonomicznego współczesnego świata, który ogarnął czołowe państwa kapitalistyczne na początku XXI wieku. Było ono formą obrony interesów ekonomicznych i politycznych krajów należących do grupy określanej jako rozwijające się (tzw. państwa wschodzące), niezaangażowane itp. Było też próbą odizolowania się od negatywnych konsekwencji neoliberalnego zwrotu, który nastąpił w gospodarce globalnej w wyniku „Konsensusu Waszyngtońskiego” w latach 70. XX wieku.
Po raz pierwszy, jeszcze jako BRIC, zainteresowane państwa spotkały się na szczeblu ministrów spraw zagranicznych podczas Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, w 2006 roku. Rok później miało miejsce kolejne spotkanie, również z okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zaś pierwsze spotkanie „na szczycie”, formalnie zawiązujące BRIC, odbyło się 16 czerwca 2009 roku w Jekaterynburgu (Rosja). 13 kwietnia 2011 roku do BRIC dołączyła Republika Południowej Afryki (South Africa). Od tego czasu mamy do czynienia z porozumieniem i stowarzyszeniem określanym
jako BRICS.
Jego atrakcyjność w sensie efektów ekonomicznych poszczególnych państw, jak też koncepcji rozwoju opartych o idee nowej globalizacji i IV rewolucji przemysłowej budzi zainteresowanie współczesnego świata. Wiele państw narodowych, głównie z obszaru krajów rozwijających się z dużą sympatią i zainteresowaniem patrzy na doświadczenia i efekty działania BRICS. Dotyczy to tej organizacji jako całości, jak też poszczególnych państw – jej członków.
Szczególne znaczenie mają tutaj doświadczenia Chin, które nieprzerwanie od końca lat 70. mają trwałą gospodarkę wzrostu opartą o nowe idee chińskiej wersji socjalizmu, zbudowanej w oparciu o trzy podstawowe wartości. Obejmuje to po pierwsze: partnerski układ podstawowych form własności – państwowej (społecznej) i prywatnej, po drugie: zaprzęgnięcie do działania na rzecz państwa i obywateli mechanizmów rynkowych oraz po trzecie: praktyczną realizację chińskiej wersji państwa dobrobytu określanej jako idea sprawiedliwego i umiarkowanie zasobnego społeczeństwa.
Chiny są w BRICS gospodarką dominującą, która zarówno w kreowaniu nowych modeli i wartości jest w globalnej czołówce w swej polityce wewnętrznej. Bowiem – w miejsce centralnie sterowanej gospodarki zbudowano skuteczny i atrakcyjny model socjalistycznej gospodarki rynkowej o specyfice chińskiej (w nowej erze), jak też w sensie atrakcyjności idei rozwoju i współpracy płynących w świat. Dotyczy to zasad opartych na partnerstwie, lojalności i wzajemnych, równych korzyści wynikających ze współpracy. Towarzyszy temu praktyczna idea budowy pasa transmisyjnego współpracy i wymiany handlowej w postaci tzw. Pasa i Szlaku (wcześniej Jedwabnego Szlaku). Praktyka pokazuje, że idea ta przyciąga lawinowy wzrost inwestycji i ruchu kapitałów zarówno pochodzenia chińskiego, jak też partnerów międzynarodowych.
Trzeba podkreślić, że aktywność państw BRICS i ich osiągnięcia, szczególnie w obszarze gospodarki i nowych technologii, przyciągają partnerów do współpracy, zarówno z grona państw rozwijających się, jak też wysoko rozwiniętych. Tworzy to wokół BRICS warunki i atmosferę sprzyjającą współpracy i nawiązywaniu bliskich więzi na różnych płaszczyznach, szczególnie kulturalnej i kontaktów międzyludzkich. Stan ten daje możliwości praktycznej realizacji idei pokojowego współistnienia i współpracy, budowania nowego ładu międzynarodowego a nie jak dotychczas brutalnej rywalizacji, wyzysku neokolonialnego itp. rodzących nierówność, dysproporcje, konflikty i wojny.
Wokół państw BRICS coraz wyraźniej rysuje się perspektywa budowy alternatywnych wobec neoliberalnego kapitalizmu wersji rozwoju i nowego miejsca człowieka w świecie cywilizacji informacyjnej i innowacyjnej. Już dziś jest ona atrakcyjna w sensie przyszłościowym dla wielu państw i społeczeństw Azji, Pacyfiku, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Budzi to zastrzeżenia i wątpliwości w regionach starej cywilizacji euro-atlantyckiej.
Bez względu na skutki nasilającej się rywalizacji międzynarodowej, trudno byłoby wyobrazić sobie poważny konflikt światowy. Dlatego też realna wydaje się perspektywa ułożenia wzajemnych stosunków globalnych w oparciu o wspólne wartości, których podstawą będzie pokojowa współpraca, podmiotowość i dobro człowieka, sprawiedliwość społeczna i wolność jednostki oraz likwidacja patologii i dysproporcji rozwojowych, a także lepsza wspólna przyszłość wszystkich obywateli Ziemi. Wszystkie te wartości są dziś na sztandarach głównych sił składających się na naszą współczesną cywilizację, jako całość. BRICS po 10 latach aktywnego istnienia i działania jest jednym z jej głównych elementów.
Książka amb. Sylwestra Szafarza pt. „Ewolucja BRICS” obejmuje, te wszystkie zasygnalizowane powyżej i inne główne problemy współczesności. Jest zbiorem esejów o wielkiej wartości intelektualnej i poznawczej – w ujęciu chronologicznym – od I do X konferencji przywódców „na szczycie”. Składa się z dwóch części: „Geneza organizacji BRICS” i „Dynamiczny rozwój BRICS”. Część I ma pięć, a Część II sześć rozdziałów. Załączony jest jeden oryginalny dokument w języku angielskim – Deklaracja BRICS po Konferencji w Johannesburgu, w lipcu 2018 roku, będąca swoistym drogowskazem programowym na przyszłość.
Książka liczy 244 strony druku. Jest dodatkowo opatrzona syntetycznymi komentarzami i wyjaśnieniami wielu zagadnień przez Autora.

Sylwester Szafarz – „Ewolucja BRICS”, Wydawnictwo „Kto jest Kim”, Warszawa 2019, str. 244, ISBN 978-83-64469-20-6.

Polityka antyzagraniczna PiS

„Polityka antyzagraniczna” tak określam politykę rządu Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich latach, z kilku powodów.

Tak słabej pozycji międzynarodowej Polska od dawna nie miała. Polska traci prestiż, wiarygodność i wpływy w światowej polityce. Jak stwierdziła to konferencja byłych ambasadorów RP w swoim oświadczeniu 31 maja 2018r. „obecne władze czynią z Polski państwo słabe, izolowane i samotne. Dorobek polityki zagranicznej niepodległej Polski jest marnotrawiony i niweczony”.
Polska jest członkiem Unii Europejskiej, ale nie ma dziś wzorowych stosunków z żadnym państwem tego ugrupowania jak również nie ma bezkonfliktowych stosunków z państwami nie należącymi do UE. W interesie każdego państwa jest zabieganie o dobre, przyjazne stosunki z sąsiadami. Tymczasem Polska ma napięte stosunki z Rosją, problemy z Białorusią i poprawne choć nie najlepsze stosunki ze Słowacją, Czechami i Niemcami. Nic więc dziwnego, że tracimy wpływy na arenie międzynarodowej.
Niemcy są naszym największym partnerem handlowym. Tymczasem raz po raz ze strony polskiej pojawiają się wypowiedzi drażniące naszego zachodniego sąsiada. Świadczą o tym żądania nowych odszkodowań mimo, że sprawa ta została dawno uregulowana. Nie służą dobrze stosunkom dwustronnym nieodpowiedzialne wystąpienia ambasadora RP w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego.
Nie tylko nie potrafimy wykorzystać naszego członkostwa w Unii Europejskiej dla wzrostu znaczenia Polski, ale nieodpowiedzialnymi zachowaniami osłabiamy naszą pozycję w tym ważnym ugrupowaniu. Niejako symbolem naszego braku znaczenia dla członkostwa w UE było usunięcie przez ówczesną premier Beatę Szydło flagi unijnej z siedziby Rady Ministrów. Do Trybunału Sprawiedliwości UE napływają skargi na Polskę za łamanie prawa unijnego. W wyniku werdyktu Trybunału Sprawiedliwości władze polskie zmuszone były do rezygnacji ze zmian m. in. w ustawach o sądownictwie, w tym w ustawie o Sądzie Najwyższym oraz o wycince drzew w Puszczy Białowieskiej.
Przykładem amatorszczyzny i porażki polskiej dyplomacji była konferencja w Warszawie 14 lutego br. o Bliskim Wschodzie. Inicjatorem tej konferencji była administracja Donalda Trumpa. Amerykanie chcieli zorganizować tę konferencję w Europie Zachodniej lub w Maroku, ale żaden kraj nie zgodził się na rolę gospodarza. Poniżające dla nas było to, że konferencję w Warszawie zapowiedzieli Amerykanie zanim jeszcze pojawiły się o tym informacje ze strony polskiej. Uznano to za przykład klientelizmu i serwilizmu rządu polskiego wobec Waszyngtonu. Początkowo Amerykanie chcieli z tego spotkania, w którym wzięło udział ponad 50 państw uczynić antyirański show. Nawet padło słowo „wojna” przeciw Iranowi. Ale nie znalazło to poparcia wśród innych państw. Kilka krajów zbojkotowało spotkanie w Warszawie.
Konferencja w Warszawie była niewypałem politycznym i obfitowała w liczne skandale, do czego przyczynili się głównie Amerykanie i Izraelczycy. Według informacji prasy zagranicznej premier Netanjahu miał oświadczyć, że Polacy mordowali Żydów, co mogło sugerować że czynili to wszyscy Polacy. Dziennikarka z amerykańskiej stacji NBC Andrea Mitchell w relacji z Warszawy dezinformowała Amerykanów, że w czasie powstania w warszawskim getcie powstańcy żydowscy walczyli z polskimi i nazistowskimi władzami. Nawet organizacje żydowskie w Stanach Zjednoczonych zaprotestowały przeciw temu kłamstwu. Dziennikarka amerykańska po licznych protestach przeprosiła za swe kłamliwe wypowiedzi.
Stany Zjednoczone były reprezentowane na warszawskiej konferencji przez wiceprezydenta Mike’a Pence’a oraz sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Amerykanie wykazali się ignorancją przypominając Polakom o należnych im odszkodowaniach za mienie znacjonalizowane w powojennej Polsce. Zapomnieli, że Polska w 1960 r. podpisała porozumienie z rządem USA w wyniku którego zgodziła się zapłacić 40 mln. ówczesnych dolarów za znacjonalizowane mienie amerykańskie. Przedstawiciele rządu PiS nie wyjaśnili Amerykanom, że ich żądanie nie ma podstaw prawnych.
Rząd Prawa i Sprawiedliwości w ciągu ponad trzech lat sprawowania władzy doprowadził do znacznego osłabienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Dotyczy to pogorszenia stosunków bilateralnych z wieloma państwami jak również pozycji naszego kraju w strukturach międzynarodowych takich jak UE, NATO, ONZ. W mediach zagranicznych często wspomina się Polską ksenofobię i antysemityzm oraz brak gotowości do przyjmowania uchodźców.
Do osłabienia pozycji i wpływów Polski na arenie międzynarodowej przyczyniają się mankamenty polskiej służby dyplomatycznej. Z MSZ zwolniono wielu doświadczonych dyplomatów. Na czele polskich placówek zagranicą stoją ludzie niedoświadczeni i pozbawieni obycia międzynarodowego. Prawo i Sprawiedliwość nie chce wręcz korzystać z doświadczonych osób, jeżeli nie mają one związku z ich partią i ich poglądami.

Miś na miarę

Chyba udało nam si zbudować idealną koalicję na eurowybory: Teraz Nowoczesna Wiosna Obywatelska Razem Polityki Realnej i Sprawiedliwość.

Polska skłóciła się z Iranem i Izraelem jednocześnie. Dobrze, że z San Escobar jeszcze jakoś dajemy radę. Oni przynajmniej nie mają ambicji, żeby być narodem wybranym.
Andrzej Duda odznaczył Brązowym Krzyżem zasługi Dianę Piotrowską, byłą rzeczniczkę prasową Polskiego Związku Łowieckiego – za zasługi w propagowaniu edukacji przyrodniczej. Dzięki pani Dianie dowiedzieliśmy się na przykład, że koty nie mają kości, człowiek to ssak a nie zwierzę, a audyt, który sama rzeczniczka zleciła w PZŁ wykazał nieprawidłowości Piotr Jenoch, łowczy krajowy, miał potwierdzić, że za te nieprawidłowości odpowiada m.in. była rzeczniczka. Odznaczenie za konsekwentne ujawnianie niekompetencji myśliwych powinna wręczyć jej również „Viva!”.

Premier Buzek na antenie radia Tok Fm powiedział prorocz zdanie, które niechcący tłumaczy stan rzeczy w geopolityce. Oświadczył: „Nie można zawłaszczać całej rury”. Klucz do powszechnego szczęścia całej ludzkości właśnie został odnaleziony.

Izrael dopuścił w psychoterapii używanie popularnego imprezowego narokotyku – Metylenodioksymetamfetaminy. Panie Czaputowicz, proszę naprawić stosunki dyplomatyczne natychmiast!

„Nie” dla wojen, „nie” dla ładunków jądrowych w Polsce

Polska Partia Socjalistyczna stanowczo protestuje przeciwko mieszaniu naszego kraju w militarystyczne plany USA. Odbywa się to pod hasłami niesienia demokracji, a jest ukrytą formą nowej wersji Pax Americana, której celem jest wyłączne panowanie nad światem, nie zaś pokój i rozwój zgodny z marzeniami wielu narodów i różnych wartości kulturowych i cywilizacyjnych.
Realizowana w ostatnich latach polityka zagraża pokojowi światowemu i dalszemu rozwojowi naszej cywilizacji. Doświadczenia Polski, szczególnie katastrofalne skutki II wojny światowej sytuują nasz kraj i naród w gronie miłujących pokój, wolność i możliwość rozwoju. Jako socjaliści cenimy sprawiedliwość, prawdę, zrównoważony rozwój i prawo narodów do samostanowienia. Odrzucamy militaryzm i hegemonię siły.
Polska ma w swej powojennej historii piękną kartę walki o pokój m.in. poprzez wiele inicjatyw mających na celu ograniczenie zbrojeń w Europie Środkowej. 2 października 1957 roku została ogłoszona przez socjalistę, członka PPS, Adama Rapackiego, ówczesnego ministra spraw zagranicznych podczas XII Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ koncepcja zbudowania na terenie Europy Środkowej (Polska, Czechosłowacja, RFN, NRD) strefy wolnej od broni jądrowej. Głównym jej celem było wycofanie już rozlokowanych w RFN rakiet z głowicami nuklearnymi, które wycelowane były m.in. w polskie miasta.
Koncepcja ta, nazwana Planem Rapackiego, przeszła do historii dyplomacji i zapoczątkowała szereg wydarzeń o charakterze globalnym, które wpłynęły na usunięcie w dalszej perspektywie barier „zimnej wojny” między Wschodem i Zachodem. Jej efektem było podpisanie porozumienia KBWE w Helsinkach w 1976 roku, porozumień SALT I i SALT II oraz rozwój pokojowej współpracy pomiędzy dwoma mocarstwami ZSRR i USA. Porozumienia te obowiązują do dziś, nie powinny być zawieszane i zrywane, a doskonalone i dostosowywane do warunków współczesnych.
Polska Partia Socjalistyczna stoi na stanowisku, że aktualna polityka państwa w dziedzinie bezpieczeństwa jest realizowana wbrew interesom polskiej racji stanu. Opiera się ona o nierealistyczne koncepcje i nieakceptowane społecznie założenia. Służy ona wyłącznie interesom innych. Daje się zauważyć, że bezpieczeństwem Polski grają wszyscy, najmniej skutecznie sami Polacy.
Szczególnie niepokoi nas sytuacja, jaka zaistniała w ostatnich tygodniach po wypowiedzi ministra spraw zagranicznych w sprawie rozlokowania w Europie rakiet z bronią jądrową w ramach oferty USA oraz nierozważne uwikłanie Polski w organizację konferencji dotyczącej bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Już pierwsze jej efekty polityczne i medialne są dla Polski niekorzystne.
Na tym tle powraca sprawa polskiego bezpieczeństwa i realnych zagrożeń i roszczeń, jakie formułują potencjalni przeciwnicy wobec Polski. O ile wiadomo oficjalnie, żaden z polskich sąsiadów na wschodzie nie formułuje poważnie wobec naszego kraju roszczeń terytorialnych, nie jest kwestionowana graniczna linia Curzona, której akceptację przez mocarstwa zamknęła Konferencja w Jałcie w 1945 roku. Polskie interesy polityczne nie znajdują również uzasadnienia aktywnego udziału w konfliktach na Bliskim Wschodzie.
Ogólna sytuacja wokół bezpieczeństwa Polski wymaga sformułowania kilku uwag:
Po pierwsze – Polska nie powinna nigdy zgodzić się na ulokowanie na naszej ziemi ładunków jądrowych, bez względu na konsekwencje w stosunkach z sojusznikami.
Po drugie – widać w polskiej polityce zagranicznej chaos, brak spójności i profesjonalizmu. Stan ten rodzi negatywny, lekceważący stosunek i jest okazją dla partnerów zagranicznych do ataków na Polskę i Polaków. PPS żąda dymisji ministra spraw zagranicznych, ze względu na spowodowanie karygodnego zamieszania godzącego w ostatnim czasie w interesy naszego kraju.
Po trzecie – z udziałem głównych sił parlamentarnych i pozaparlamentarnych powinno powstać ciało polityczne, które sformułuje w ramach konsensusu, podstawowe założenia polskiej polityki bezpieczeństwa w oparciu o obiektywną ocenę sytuacji międzynarodowej i prognozę jej rozwoju na co najmniej 25 lat.

Cud eliminacji ubóstwa dzięki reformom i otwarciu Chin 40 lat chińskich reform

Fot. Liu Ying, z Prefektury autonomicznej mniejszości etnicznej Miao i Dong w prowincji Guizhou, pomogła ponad 2 tysiącom kobiet w znalezienie zatrudnienia przy w haftowaniu tkanin. Dochód każdej rodziny zwiększył się o 10 tysięcy juanów. Na zdjęciu: 9 grudnia 2018 roku, Liu Ying (po lewej) udziela koleżance instrukcji dotyczących haftowania.

 

 

W ciągu 40 lat reform i otwarcia na świat ponad 700 milionów Chińczyków wyszło z absolutnego ubóstwa. Stanowi to ponad 70% ludzi, którzy wyszli z biedy w skali całego świata. Oznacza to, że stopa ubóstwa zmniejszyła się o 94,4%. Chiny są pierwszym krajem rozwijającym się, który zrealizował ONZ-etowski cel zlikwidowania ubóstwa w ramach Milenijnych Celów Rozwoju.

 

Jako kraj rozwijający się posiadający największą populację, Chiny są konsekwentnie aktywnym inicjatorem i silnym promotorem globalnych działań mających na celu likwidację ubóstwa. W latach 2012 – 2017 zanotowano w Chinach najlepszy wynik w historii w walce z biedą: z ubóstwa zostało wyciągniętych 70 milionów mieszkańców, w każdej minucie 26 osób wyszło z biedy, stopa ubóstwa spadła z 3,1% do 10,2%, liczba ubogich powiatów zmniejszyła się o 153. Dzięki reformom i otwarciu redukcja ubóstwa w Chinach przebiega według właściwych zasad. Podstawowa strategia to precyzyjna redukcja biedy, która skutecznie rozwiązuje problem „kto, komu i jak pomaga” w walce z ubóstwem. Wytyczono politykę, która pozwoliła stworzyć system redukcji ubóstwa, w którym dominującą rolę odgrywa rząd.
Zdaniem sekretarza generalnego ONZ António Guterresa, strategia precyzyjnej redukcji ubóstwa to jedyny sposób pomagania najbiedniejszym ludziom i realizacji celów Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030. Chiny wyciągnęły już kilkaset milionów ludzi z ubóstwa i chętnie dzielą tym doświadczeniem z innymi państwami rozwijającymi się.
Obecnie Chiny zamierzają do osiągnięcia kolejnego celu, czyli likwidacja ubóstwa na wsiach do 2020 roku zgodnie z obowiązującym standardem w Chinach, co wyprzedza cele Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030 o 10 lat. „Oczekuję, że w przyszłości będzie więcej krajów takich jak Chiny, które osiągnęły sukces w walce z ubóstwem” – powiedział prezes AIIB Jin Liqun. Dodał, że wraz z rozwojem gospodarki chińskiej, Chiny będą wspierać coraz bardziej społeczność międzynarodową. Połączenie własnych wysiłków i współpracy międzynarodowej przyniesie lepsze i szybsze wyniki.

Polska – USA – Rosja. Wymiar realnych interesów My, socjaliści

Po liście ambasador USA w Polsce do premiera polskiego rządu nadszedł chyba czas na przybliżenie prawdy o realnym wymiarze interesów Polska – USA z Rosją w tle.

 

Lansowana dotychczas w mediach wspólna miłość nabrała nagle realnych wymiarów. Ciekawe, czy przedstawiciele elit rządzących w Polsce są gotowi taką prawdę społeczeństwu przekazać? Trzeba bowiem powiedzieć, na czym realnie polegają stosunki między Polską a USA i ile to kosztuje. W tle jest kalkulacja – czemu tak drogo?
Przez ostatnie 300 lat, do dziś, relacje w Europie opierają się na równowadze w układzie sił pomiędzy Niemcami (Prusami) a Rosją. Historycznie beneficjentem lub ofiarą była zawsze w tym układzie Polska. Stan ten skutkował rozbiorami Polski, jak również względnej stabilności i okresami możliwości realizacji, w ograniczonym zakresie, naszych interesów narodowych (II RP, Polska Ludowa). Zawsze istniał problem granic Polski, ponieważ mimo zakodowanej w naszej pamięci przestrzeni imperium jagiellońskiego, nigdy później nie udało się osiągnąć podobnych rozmiarów państwa. Do dziś stanowi to kompleks i przekleństwo kolejnych pokoleń. Najdłuższy w historii współczesnej okres stabilnych granic na wschodzie i zachodzie uzyskała Polska po II wojnie światowej, trwa to już 73 lata, choć zostało okupione kilkoma milionami polskich ofiar.
Stan ten jest wynikiem stosunków europejskich i światowych opartych o nowy paradygmat kształtowania relacji w Europie ustalony w latach 1943-46 przez państwa zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej. Przetrwał on mimo upływu czasu i zmian po wydarzeniach lat 1989-90, przede wszystkim po upadku ZSRR i zjednoczenia Niemiec.
Trzeba zwrócić uwagę, że Polska, mimo upływu czasu, ma nadal problem z odpowiedzeniem sobie na dwa zasadnicze pytania. Jedno dotyczy Rosji, drugie – Niemiec. Pierwsze to, czy istniejąca dziś Federacja Rosyjska kontynuuje kierunek rozwoju oparty o spuściznę historyczną carskiej Rosji domu Romanowów, czy też w zmienionej formie utrwala Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich oraz drugie, czy Republika Federalna Niemiec jest krajem, który wyciągnął wszystkie wnioski ze skutków swej polityki ostatnich 200 lat, czy też kontynuuje w zmienionej formie „drang nach Osten” metodami pokojowymi. Uważam, że Polacy powinni zadawać sobie te pytania i poszukiwać na nie pozytywnych odpowiedzi, bowiem jesteśmy narodem i krajem, który ma swoje miejsce w historii świata i Europy, a także może mieć realny wpływ na przyszłość naszego regionu i kontynentu.
Warto przypomnieć, że szczególnie dynamiczne przeobrażenia przeszedł świat w wyniku II wojny światowej. Zmieniły się granice w Europie. W wyniku ustaleń w Jałcie i Poczdamie Polska wróciła na ziemie piastowskie w stabilnych granicach, stała się państwem jednonarodowym, w przeciwieństwie do II RP rozdzieranej przez konflikt z narodami na wschodzie i zagrożenia od zachodu i północy.
W ramach tworu państwowego – Polski Ludowej i istniejących w latach 1945-90 realnych sojuszy w Europie, gwarantem polskich granic był ZSRR, bowiem jako mały kraj, takich gwarancji sami nie byliśmy w stanie sobie zapewnić.
Granica Polski na wschodzie opierała się i opiera na tzw. Linii Curzona, będącej pierwotnie brytyjską koncepcją graniczną po wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Przyjął ją Stalin po przetargach w Teheranie i Jałcie, i w 1944 roku uzyskał zgodę PKWN na jej pozostawienie, jako trwałej granicy Polski na wschodzie. Rozwiązanie to potwierdzili alianci zachodni. Dziś granica ta nie jest kwestionowana, Rosja nie formułuje wobec Polski żadnych roszczeń granicznych. Niemniej na Ukrainie znajdujemy w ostatnich latach akcenty sił nacjonalistycznych dotyczące przynależności Przemyśla, Chełma i Hrubieszowa do tradycji i historii tego państwa.
Pomimo, że zmiana w układzie sił światowych nastąpiła w roku 1990 wydawać by się mogło, że Polska osiągnęła stan bezpieczeństwa, to tak wcale nie jest. Trwająca rywalizacja o przywództwo światowe powoduje zagrożenia naszego interesu narodowego. Poszukiwanie gwarantów naszego bezpieczeństwa, mimo przynależności do NATO nie wydaje się być zakończone, mamy bowiem w tle nieporozumienia (a może spór) pomiędzy USA i częścią państw Europy Zachodniej, które kwestionują między innymi wspólnotę tzw. Zachodu opartą o dominację amerykańską.
Rządząca w Polsce koalicja prawicowa próbuje rozwijać wielowymiarowy dialog i stosunki z USA, widząc w tym budowę gwarancji naszego bezpieczeństwa. Polityka ta napotyka na zróżnicowane opinie, również w obozie szerokiej prawicy. Na przykład prof. Stanisław Bieleń pisze, że „…afektywny stosunek do Rosji, przedstawianej w czarnych barwach, służy konstruowaniu polskiej tożsamości jako państwa zwasalizowanego wobec Ameryki. Z enuncjacji polskich polityków odwiedzających Stany Zjednoczone, można wywnioskować, że najważniejszym celem polskiej dyplomacji jest oparcie gwarancji amerykańskich dla bezpieczeństwa Polski na sojuszu antyrosyjskim”.
Wydaje się, że ostatnie wydarzenia, szczególnie treść i ton listu ambasador USA do polskiego premiera, jak też realne istniejący układ sił w naszej części kontynentu opierający się o rozbieżne interesy największych graczy: USA, Niemiec i Rosji powinny rodzić dziś, i w dalszej perspektywie takie działania polityczne polskich władz, które biorą pod uwagę przynajmniej nasze doświadczenia historyczne, szczególnie te z lat 1795, 1918 i 1939.