
W poniedziałek 13 kwietnia Donald Trump zamienił Biały Dom w scenę politycznego widowiska. Wydarzenie związane z dostawą jedzenia z McDonald’s do Gabinetu Owalnego, które miało promować jego politykę dotyczącą napiwków, szybko przerodziło się w serię chaotycznych wypowiedzi o Iranie, papieżu Leonie XIV i kontrowersyjnej grafice wygenerowanej przez sztuczną inteligencję.
Do Białego Domu przyjechała kierowczyni DoorDash Sharon Simmons z Arkansas z dwiema torbami jedzenia z McDonald’s. Trump wykorzystał tę scenę do promocji swojej zapowiedzi zniesienia podatku od napiwków. Gdy padło pytanie, czy pracownicy Białego Domu dobrze dają napiwki, wręczył kobiecie banknot o nominale 100 dolarów. Całość wyglądała jak pokazówka obliczona na medialny efekt i odwrócenie uwagi od poważniejszych problemów politycznych.
W czasie briefingu Trump przeszedł od tej inscenizacji do znacznie poważniejszych tematów. Mówił o Iranie i twierdził, że Teheran tego samego dnia sygnalizował gotowość do zawarcia porozumienia. Stało się to dzień po tym, jak weekendowe rozmowy USA i Iranu w Islamabadzie zakończyły się bez przełomu. Choć dialog nie został całkowicie zerwany, strony nadal pozostają podzielone w sprawach programu nuklearnego, sankcji i sytuacji w rejonie Ormuz.
Jednym z najmocniejszych momentów konferencji było pytanie o opublikowaną wcześniej na Truth Social grafikę, na której Trump został przedstawiony w białej szacie, w pozie wyraźnie kojarzącej się z religijną symboliką Jezusa. Prezydent USA odrzucił taką interpretację. Twierdził, że grafika przedstawiała go raczej jako lekarza i że kojarzyła mu się z Czerwonym Krzyżem. Wpis został jednak usunięty po fali krytyki, także ze strony części religijnej prawicy w USA.
Trump nie wycofał się też ze sporu z papieżem Leonem XIV. Odmówił przeprosin po wcześniejszych atakach na głowę Kościoła katolickiego, którą oskarżał o słabość w sprawach przestępczości i polityki zagranicznej. Spór wybuchł po tym, jak Leon XIV otwarcie krytykował amerykańsko-izraelską wojnę przeciw Iranowi i uznał groźby wobec irańskiej ludności za niedopuszczalne. Papież odpowiedział, że nie boi się administracji Trumpa i nadal będzie zabierał głos w obronie pokoju.
Włoska premier Giorgia Meloni, zwykle bardzo ostrożna wobec Trumpa, nazwała jego słowa pod adresem papieża „nie do przyjęcia”. To pokazuje, jak duży ciężar polityczny i symboliczny ma cała sprawa. W chwili, gdy po nieudanych rozmowach z Teheranem ważą się kwestie wojny, rozejmu i bezpieczeństwa regionu, Biały Dom pokazał światu obraz władzy pogrążonej w propagandowym spektaklu, w którym fast food, religijna prowokacja i wojenna retoryka zostały połączone w jedno chaotyczne wystąpienie.









