Jolanta Szymanek-Deresz Polityczka, adwokatka, Szefowa Kancelarii Prezydenta RP, posłanka na Sejm RP

Wspomnienia po dziesięciu latach od tragicznej śmierci.

Na początku lata 1984 roku na korytarzu przed wejściem do sekretariatu Dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej po raz pierwszy zobaczyłem i poznałem Jolantę Szymanek-Deresz. Zdawała egzamin wstępny, ustny, na aplikację adwokacką. Ja po niej. Obydwoje się dostaliśmy. Był to ostatni w historii warszawskiej adwokatury rok aplikacji drugiego stopnia. Dla dostania się na nią trzeba było mieć zdany egzamin sędziowski, prokuratorski lub arbitrażowy. Jolanta miała z sobą doświadczenie sędziowskie.
W naszej grupie aplikacji adwokackiej było nas ośmioro. Bardzo szybko poznaliśmy jej męża Pawła Deresza, dziennikarza i córkę Kasię, wtedy kilkuletnią. Otaczali się miłością i wsparciem. Mieszkali w Warszawie na Żoliborzu. Już wtedy tworzyła niepowtarzalny klimat lewicowej kobiety z wielką klasą. Nasza grupa aplikancka była bardzo zżyta i zintegrowana.
Nie przeszkadzało w tym, że tylko my dwoje byliśmy lewicowo nastawieni. Razem się bawiliśmy i razem się uczyliśmy i toczyliśmy dyskusje polityczne z wzajemnym szacunkiem. Jola była pilna i niezwykle profesjonalnie wnikliwa. Była towarzyska, lubiła się bawić i zawsze wtedy była uśmiechnięta. Miała wielka umiejętność analizy prawniczej
Egzamin adwokacki nasza grupa zdawała w grudniu 1986 r. Z prawa karnego przygotowywał nas Stanisław Zabłocki, dzisiejszy Prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego, wtedy adwokat. Zabłoccy byli sąsiadami Dereszów. Wszyscy byliśmy zaprzyjaźnieni. Uczyliśmy się w mieszkaniu Dereszów. Zdała wyśmienicie, podobnie cała grupa. Bez fałszywej skromności wspomnę, że później wielokrotnie słyszeliśmy od czołowych postaci adwokatury, że byliśmy jedną z najlepszych grup aplikanckich w historii adwokatury warszawskiej. Rada Adwokacka sprezentowała nam togi adwokackie.
Jolanta Szymanek-Deresz najpierw została członkiem Zespołu Adwokackiego a później założyła kancelarię adwokacka specjalizującą się w prawie patentowym. Praktyka szła jej wyśmienicie.
Mieliśmy wiele wspólnych różnych spraw. Była zadowolona, ale brakowało jej…polityki, aktywności publicznej, szczególnie tej zagranicznej. Od 1996 roku była członkiem Międzynarodowej Ligi Prawa Konkurencji.
W 1997 r. Prezydent RP powołał mnie na sekretarza stanu w jego Kancelarii a w 1998 r. objąłem obowiązki Szefa Kancelarii Prezydenta RP. W drugiej połowie 1999 r. zdecydowałem, że poprowadzę kampanię wyborczą Aleksandra Kwaśniewskiego na drugą kadencję.
Wybory miały odbyć się w listopadzie 2000 r., kampania musiała się zacząć najpóźniej w czerwcu tego roku. Kancelaria Prezydenta RP musiała pracować normalnie cały czasu. Łączenie obowiązków Szefa Sztabu wyborczego było niemożliwe. Trzeba było znaleźć osobę, która spełniałaby najwyższe kryteria. Aleksander Kwaśniewski postawił warunek, że musi to być kobieta. W trakcie rozmów z Prezydentem zaproponowałem Jolantę Szymanek-Deresz. Znał ją doskonale i entuzjastycznie zareagował.
Kiedy po raz pierwszy jej o tym powiedziałem – odmówiła. Podczas kolejnego spotkania zgodziła się. Ustaliliśmy, że zacznie pracę od początku stycznia na stanowisku podsekretarza stanu odpowiedzialnego za sprawy prawne, żeby poznała specyfikę pracy. Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski 3. Stycznia 2000 roku powołał Jolantę Szymanek-Deresz na funkcję podsekretarza stanu odpowiedzialnego za sprawy prawne.
Przez prawie pół roku przygotowywała się do pełnienia funkcji Szefa Kancelarii Prezydenta. To stało się 12 czerwca 2000 r., zastąpiła mnie. Prezydent R.P w tym dniui uroczyście powołał ją na funkcję Szefa Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Doskonale weszła w swoją rolę, zarówno tę związaną z kierowaniem urzędem, jak i reprezentacją.. W tej drugiej czuła się wyśmienicie, może nawet lepiej. Reprezentowała Polskę przy różnego rodzaju uroczystościach zagranicznych, inauguracjach prezydenckich, też pogrzebach głów państw. Poznawała mnóstwo ludzi, czuła się w tym jak ryba w wodzie. W kraju musiała też wejść głęboko w politykę. W 2001 roku to ona nadzorowała przygotowanie veta ustawy reprywatyzacyjnej.
Później musiała się odnaleźć w złożoności „szorstkiej przyjaźni” pomiędzy Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim i premierem Leszkiem Millerem. Nie było to łatwe, nawiązała bliższą współpracę z kilkoma ministrami rządowymi, szczególnie Jerzym Szmajdzińskim, ministrem obrony narodowej, wykorzystując do tego możliwości pogadania na korcie tenisowym. Cały czas była świadoma, iż działa w imieniu i na rzecz Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej a on jest uosobieniem majestatu Państwa Polskiego.
Postanowiła wystartować do Sejmu. Na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi zrezygnowała z funkcji Szefa Kancelarii Prezydenta RP i poprowadziła niezwykle aktywną i bogatą w treści kampanię w płockim okręgu wyborczym. W wyborach 25 września 2005 roku wygrała, została posłem na Sejm V Kadencji w Klubie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ze względu na duże doświadczenie jako Szefa Kancelarii Prezydenta została członkiem Komisji Zagranicznej Sejmu. Aktywnie działała w SLD. Została wybrana wiceprzewodniczącym partii. Doskonale się w tej roli czuła, prowadziła w imieniu partii politykę zagraniczną w ramach Partii Europejskich Socjalistów i Międzynarodówki Socjalistycznej. Błyszczała w Sejmie, w Brukseli i w Londynie.
Już w trakcie aplikacji adwokackiej Jola zabłysnęła w skali ogólnopolskiej także dzięki grze w tenisa ziemnego. Bodajże w roku 1986 mistrzostwa Polski adwokatów w tenisie odbywały na kortach Mery w Warszawie. Do tego roku niepodważalną mistrzynią Polski była adw. Krystyna Pociej-Gościmska. Na etapie ćwierćfinałów zapytała mnie; „kto to jest ta doskonale grająca dziewczyna ?” Jolanta Szymanek-Deresz wygrała wtedy finał i była później mistrzynią Polski adwokatury w tenisie przez wiele lat. Grać w tenisa nauczył ją mąż Paweł, autor podręcznika dla nie tylko początkujących. Ja oczywiście z nią przegrywałem. Zresztą ona i Paweł byli bardzo ważnymi postaciami amatorskiego środowiska tenisowego w Warszawie i Polsce.
Kiedy została posłem Jola od razu znalazła się w reprezentacji polskiego parlamentu z wieloma sukcesami w skali światowej. Największe osiągnęła w mixcie z posłem Jerzym Szmajdzińskim. Nikt nie był wstanie im dorównać. Po jej tragicznej śmierci rodzina, szczególnie zięć Dariusz Lewandowski, organizuje co roku w Warszawie turniej dla tenisistek amatorek Jola Cup.

W Sejmie mieliśmy taki zwyczaj, że w piątki po głosowaniach chodziliśmy we trójkę; Jolanta Szymanek-Deresz, Izabela Jaruga-Nowacka i ja na kawę do Starego Domu. To była uczta emocjonalna, rozmawialiśmy o różnych sprawach, też osobistych. Była dumna z córki Katarzyny, cieszyła się jej szczęściem. Mówiła o swoich planach, promieniowała optymizmem. Jola była empatyczna, starała się pomagać innym.
Jednak po zakończeniu posiedzenia Sejmu w dniu 9. kwietnia 20210 r.,jeszcze na Sali Obrad podeszła do mnie Jolanta Szymanek-Deresz j i przeprosiła , że nie może z nami pójść na kawę. Pożegnała się mówiąc: „Jutro lecę z Prezydentem do Katynia, muszę jeszcze parę spraw załątwić”.
Była wtedy szefową sztabu lewicowego kandydata na Prezydenta RP Jerzego Szmajdzińskiego, leciała razem z nim i Izabelą Jarugą-Nowacką. Do głowy mnie wtedy nie przyszło, nie miałem żadnego przeczucia, że widzę Jolę, Izę, Jurka ostatni raz żywych. Za niecałą dobę już nie było ich troje wśród nas.

W niedzielę 10 kwietnia 2010 roku od 9:00. brałem udział w sobotniej dyskusji politycznej w Programie III. Polskiego Radia. W pewnym momencie prowadząca red. Beata Michniewicz, krzyknęła, że pod Smoleńskiem rozbił się samolot prezydencki. Wiedziałem, że na jego pokładzie byli też moi przyjaciele. Szok. Tragedia. Nie mogłem uwierzyć. Miałem nadzieję, że to nieprawda. Jednak, w tej katastrofie samolotowej, lecąc na uroczystości upamiętniające ofiary zbrodni katyńskiej, zginęli tragicznie wśród innych Jolanta Szymanek-Deresz, Izabela Jaruga-Nowacka i Jerzy Szmajdziński.
Wyszedłem z budynku radia na ulicę Myśliwiecką i kierowca napotkanego samochodu otworzył szybę i zapytał: Czy to prawda? Potwierdziłem. Świat wokół był pusty. Ludzie wstrząśnięci.

Pogrzeb Jolanty Szymanek-Deresz odbył się 19 kwietnia 2010 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Pełni on faktycznie rolę panteonu. W Domu Pogrzebowym i podczas całej ceremonii było podniośle i smutno. Oprawę zapewniała kompania honorowa Wojska Polskiego. Przemawiali Prezydent Aleksander Kwaśniewski i Premier Donald Tusk. Żegnały ją tłumy.
Spoczęła w kwaterze ofiar katastrofy smoleńskiej, w pierwszym grobie. Jeszcze w 2010 roku, 10 listopada, na środku tej kwatery stanął pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.
Na jej grobie jest piękne zdjęcie uśmiechniętej kobiety z optymistycznymi, mądrymi oczami.

Z perspektywy 10. lat bardzo ich brakuje, ludzi lewicy: Jolanty Szymanek-Deresz, Izabeli Jarugi-Nowackiej i Jerzego Szmajdzińskiego. Nie przestaję sobie zadawać pytania, ile jeszcze mogli zrobić dobrego dla swoich rodzin, dla obywateli, Polski i dla lewicy. Na ich grobach są zawsze świeże kwiaty i palące znicze.