Juliette Greco (1927-2020)Czarny anioł egzystencjalizmu

Po raz pierwszy zobaczyłem ją, w tytułowej roli, we francuskim serialu kryminalnym z rysami horroru, „Belfegor, czyli upiór Luwru” z 1965 roku, który kilka lat później wyemitowała telewizja polska. Ubrana na czarno, z charakterystycznymi bardzo ostrymi rysami wyglądała bardzo demonicznie w roli egipskiego ducha Luwru, co sugestywnie współgrało z nastrojem serialu.

35 lat później (2000) zagrała niewielki epizod w swoistym, kinowym sequelu tej historii. Jednak ścieżka aktorska była w karierze Juliette Greco drugorzędna, bo przede wszystkim była jedną z wielkich osobowości piosenki i pieśni francuskiej.
Zanim jednak się to stało pod niebem Paryża, pierwsze 19 lat jej życia, które spędziła z dala od tego miasta, wcale tego nie zapowiadały. Urodziła się 7 lutego 1927 w Montpellier w południowej Francji.
Podczas II wojny światowej wraz ze swoimi rodzicami działała, jako dorastająca dziewczyna, we francuskim ruchu oporu (Résistance). Została w związku z tym aresztowana, ale uniknęła deportacji do niemieckiego obozu koncentracyjnego z powodu młodego wieku.
Według niektórych biografów była jednak więźniarką obozu w Ravensbrück. Nigdy tego nie zweryfikowano, jako że artystka strzegła osobistych tajemnic. W 1946 roku zamieszkała w Paryżu, gdzie szybko zaczęła odnosić sukcesy artystyczne jako pieśniarka.
Kompozytorami jej utworów byli m.in. znany jazzman Miles Davis i Joseph Kosma. Teksty do muzyki pisali m.in. poeci Jean Cocteau, Jacques Prevert i Boris Vian. Szybko stała się jedną z gwiazd powojennej Francji. Jej repertuar pieśniarski oddawał w języku artystycznym ferment dokonany przez nowy kierunek filozoficzny, którego kolebką była Francja – egzystencjalizm oraz frustracje francuskich intelektualistów, które były m.in. następstwem doświadczeń II wojny światowej.
Tym refleksjom towarzyszył również wygląd sceniczny artystki – czarna suknia i długie, czarne rozpuszczone włosy. Jej siłą nie był jednak głos (pozbawiony dużej mocy), lecz bogata interpretacja. Wśród kilkudziesięciu tytułów jej piosenek warto wymienić „Déshabillez-moi”, „Le feuilles mortes”, „Parles moi d’amour”, „A la belle etoile”, „Coin de rue”, „Embrasse moi”, „Je suis comme je suis”, Juliette Gréco była częstą bywalczynią, a z czasem także jedną z ikon legendarnych kawiarń i tzw. filozoficznych piwnic paryskiej dzielnicy Saint Germain, tzw. Lewego Brzegu, gdzie obracała się artystyczna, polityczna i filozoficzna bohema z Jean Paul Sartre na czele. Jean Cocteau zaproponował jej niewielką rolę w reżyserowanym przez siebie filmie „Orfeusz” (1950), zrealizowanym za pieniądze hollywoodzkiego producenta i reżysera Darryla F. Zanucka.
Po tym debiucie filmowym była zapraszana do udziału w jego produkcjach filmowych w latach 1960–1970. W związku z tym zagrała w szeregu filmów, w tym m.in. w „Nocy generałów” Anatola Litvaka (1967). We Francji zagrała m.in. w głośnym filmie Jean Renoira „Helena i mężczyźni” (1956).
Choć była aktywna artystycznie aż do 2016 roku, to nie jako współczesna artystka, lecz przede wszystkim jako sentymentalna ikona przeszłości i relikt dawnej świetności kultury francuskiej, która przez wiele dziesięcioleci promieniowała na cały świat. Była też osobą bardzo zaangażowaną w sprawy społeczne i polityczne, o poglądach zdecydowanie lewicowych.
Zmarła 20 września 2020 roku w Ramatuelle.