Maski historii i polityki

20 lat temu, 3 maja 1999 roku zmarł Władysław Lech Terlecki (1933-1999).

„Uważam się za pisarza politycznego, którego interesuje kształtowanie się procesu politycznego” – powiedział kiedyś Władysław Lech Terlecki. I rzeczywiście, najwybitniejsze dokonania tego pisarza koncentrują się w prozie, która właśnie fermenty natury politycznej, bo tak należy rozumieć sens użytego przez niego słowa „proces”, niekoniecznie najściślej rozumiane, ma za temat politykę. Wypada więc uznać Terleckiego raczej za pisarza politycznego właśnie, a nie historycznego, bo jak sam zauważył w innym miejscu, historię traktuje „pretekstowo”. Nie wszyscy się z tym zgadzali. Jacek Łukasiewicz dostrzegał u Terleckiego także fascynację historią jako taką. Jego książki – zwłaszcza w latach 70-tych – towarzyszyły gorącym dyskusjom na temat polskich postaw ideowych (spór między romantyzmem a pragmatyzmem), nakłaniały do prawdziwego, a nie legendarnego poznania skomplikowanych dziejów Polski.
Jak to często bywało w tamtych czasach, ten polonista-erudyta, mózgowiec, skłonny do spekulatywnych rozważań urodzony intelektualista, został posłany do reportażu, który był wtedy niemal doktrynalnie traktowany jako niezbędny życiowy chrzest początkującego literata czy dziennikarza. Jego wydawniczym debiutem reporterskim był tom „Kocie łby” (1956), a dwa lata później ukazał się tom jego opowiadań „Podróż na wierzchołku nocy” (1958) nasycony dość zadziwiającą w jego wieku (25 lat) fascynacją motywami śmierci, starości, winy, kary, zabójstw, samobójstw, udręk moralnych i tak dalej, czyli motywami, które przeniósł do dojrzałej prozy późniejszej. Dopełnieniem tej początkowej fazy jego twórczości i jej tematyki był tom opowiadań „Pożar” (1962).

„Spisek”. Początek cyklu „styczniowego”

W 1966 roku ukazała się niewielka powieść „Spisek”, która otworzyła wielki cykl „styczniowy 1863” Terleckiego i w której w dość już rozwiniętej formie wyraziły się najważniejsze cechy jego późniejszej, najznakomitszej prozy. Jej tematem jest tzw. sprawa Stefana Bobrowskiego, pierwszego przywódcy „czerwonych” w Powstaniu Styczniowym, zastrzelonego w sprowokowanym pojedynku, w którym nie miał żadnych szans jako człowiek prawie niewidomy i bez umiejętności strzelania.
W tej bezsensownej śmierci wybitnie utalentowanego działacza wyraża się charakterystyczna dla tych czasów antynomia. Antyromantyczny, sceptyczny chłodny, rzeczowy, logiczny intelektualista Bobrowski, jeden z przywódców romantycznego zrywu, biernie ulega fatalizmowi prowadzącemu go ku bezsensownej śmierci w pojedynku, absurdalnym wytworze chorej, ekstremalnej kultury opartej na „etyce honoru” i dopełnia udziału w nonsensie śmiercionośnej konwencji.
W „Spisku” objawia się też charakterystyczna dla Terleckiego forma literacka, psychodrama (tak ją określił Jan Błoński), solipsystyczne „dzianie się w głowie”, rozmyślania Bobrowskiego w czasie jazdy pociągiem, które zastępują „klasyczną” akcję. Michał Sprusiński określił prozę Terleckiego jako „prozę atmosfery desperacji i samotności”. Także w „Spisku” po raz pierwszy objawia się „letargiczność” narracji charakterystycznej dla Terleckiego, jej usytuowanie na granicy jawy i snu. Objawiły się też w „Spisku”, na co zwrócił uwagę Błoński, inne znamienne motywy, Krytyk zwracał też uwagę na inne obsesyjne motywy w prozie Terleckiego: zamknięcia, osaczenia, daremnego oczekiwania, bezsilności, fatalizmu.
Historia dramatycznie ciemna
Terlecki „wybudował świat prozy bardzo gęstej, o rozległych odniesieniach duchowych, a także pełnej tajemnicy. Uważał bowiem, że „historia nie jest jasna, jest dramatycznie ciemna”. Z tym wiąże się pewien aspekt jego formy pisarskiej. Jak pisał o nim we wspomnieniu pośmiertnym Stanisław Stanuch, Terlecki „nie ułatwiał czytelnikom zadania”. Lektura jego powieści wymaga szczególnej uwagi i „czujności”, choćby tylko dlatego, że jej „lita”, zgęszczona struktura narracyjna sprawia, iż nie zawsze łatwo jest oddzielić od siebie kwestie dialogujących postaci, a także poszczególne sekwencje, epizody, wątki.
To był jeden z powodów, dla których proza Terleckiego „nie miała za grosz pierwiastka komercyjnego czy koniunkturalnego” (St. Stanuch). „Mówiono o nim, że jest nudny – istotnie, fabuła jest tu zawsze czymś w gruncie rzeczy drugorzędnym, a przecież od jego letargicznych książek trudno się oderwać”.
Pomiędzy „Spiskiem” a kolejną odsłoną cyklu „styczniowego” Terlecki „odskoczył” tematycznie w inne rejestry. Najpierw w eklektyczny tematycznie zbiór opowiadań „Sezon w pełni” (1967), a następnie w powieść „Gwiazda Piołun” (1968) o ostatnich dniach życia Witkacego, choć nie jest on wymieniony z nazwiska. Jego wrześniowa ucieczka w nieznane pośród dokonującej się wokół Apokalipsy, tej którą przewidział i poniekąd sobie wywróżył, była tylko inną, późniejszą historycznie odsłoną tragicznego fatalizmu losu polskiego. Jednak pisarz – na co zwróciła uwagę Helena Zaworska – podejmuje też fenomen niedostosowania wyobrażeń intelektualisty do rzeczywistości, rozbieżności między Apokalipsą wyobrażoną i realną.

Śledztwo jako czynność
psycho-filozoficzna

W 1970 roku ukazała się powieść „Dwie głowy ptaka”. Jej głównym protagonistą jest inny wybitny działacz Powstania Styczniowego, naczelnik Warszawy Aleksander Waszkowski, osadzony w Cytadeli. Temat tworzą jego przesłuchania, prowadzone w ramach śledztwa przez pułkownika Tuchołko, postać która przewija się przez „styczniową” prozę. Obszerne sekwencje przesłuchań stanowią w prozie Terleckiego bardzo istotny składnik. Są to właściwie, głównie po stronie śledczego, filozoficzne dywagacje na pograniczu filozofii państwa i władzy oraz historiozofii, połączone z introspekcją psychologiczną.
Postaci śledczego-filozofa towarzyszy w powieściach figura, którą sam pisarz nazwał „szpiclem-filozofem”. Głównym motywem jest tu zdrada i jej względność. Waszkowski zwątpił w sens i szanse Powstania, więc pragnie przyczynić się do położenia kresu daremnej ofierze powstańczej. Czyni to ułatwiając władzom rosyjskim odzyskanie skarbu Królestwa, co przekreśli możliwość kontynuowania konspiracji. Z jednej strony jest to zdrada, z drugiej, w pojęciu Waszkowskiego, „błogosławiona wina”, która położy kres dalszemu upływowi polskiej krwi. Jednak ani Terlecki, ani jego bohater nie dokonują tu moralnego rozstrzygnięcia. Bohater nie doznaje komfortu „błogosławionej winy”. Wszystko zawieszone jest we względności i wieloznaczności.
Powroty do „stycznia” i wędrówki w nowe rejony
I znów Terlecki czyni tematyczne interludium w postaci powieści „Pielgrzymi” (1972). Rzecz o pielgrzymce do Częstochowy, mieście urodzenia pisarza, można potraktować jako satyrę na trywialne profanum pustoszące religijność, ale jest to też rodzaj antyewangelicznej przypowieści, pełnego groteski i szyderstwa moralitetu.
W 1973 roku ukazał się „Powrót z Carskiego Sioła”, rodzaj powieści spojonej z odrębnych całości. Pojawiają się takie postacie jak Romuald Traugutt, Eliza Orzeszkowa, Aleksander Wielopolski, namiestnik Lüders, Oskar Awejde. Tu też dotyka pisarz problemu zdrady, ale też nietzscheańskiego kultu siły, antynomii między politycznym realizmem a daremną ofiarą.
O rok późniejszy „Czarny romans” (1974), zbudowany jest w konwencji powieści kryminalnej, w której sprawcę znamy w punkcie wyjścia, a tropiona jest jedynie motywacja mordercy. Historia oparta na autentycznym romansie polskiej aktorki Marii Wisnowskiej i rosyjskiego kadeta Barteniewa dotyka tyleż kulturowego konfliktu i wzajemnej obcości polsko-rosyjskiej, ile motywów panującego w kulturze i nastroju elit modernizmu, z nietzscheańską ideą „woli mocy”. To jednocześnie portret Polaków tej epoki w optyce Rosjanina i nie jest to portret pochlebny.
Piętno epoki modernistycznej zaznacza się też w najbardziej chyba dojrzałej prozie tego okresu twórczości Terleckiego, jaką jest powieść „Odpocznij po biegu”, osnuta na kryminalnej kanwie słynnej sprawy Macocha (w powieści nosi imię Sykstus), jasnogórskiego paulina, który zamordował męża swej kochanki. Właściwym bohaterem tej powieści jest jednak przysłany z Petersburga do Częstochowy (kolejny powrót rodzinnego miasta pisarza do jego prozy) sędzia śledczy, który dostrzega w tej sprawie szansę na uderzenie w Kościół katolicki, uważany za istotną przeszkodę na drodze „zruszczenia” Polaków. Ta śledcza psychodrama jest też dla Terleckiego pretekstem do pokazania potęgi miłości i pożądania cielesnego, jako sił nadrzędnych nad wszystkim.

Proza „gęsta”

Na przykładzie tej powieści Andrzej Mencwel wnikliwie analizował właściwości formalne prozy Terleckiego, której naczelną cechę określał jako „gęstość”, lecz nie gęstość anegdoty (ta była raczej skromna), lecz gęstość faktury narracyjnej: „W prozie autora „Czarnego romansu” rzuca się w oczy to, że każda wypowiedź uzyskuje swój dialogowy charakter przez pojawienie się wewnątrz świadomości drugiej postaci (…) Terlecki nie opowiada rozmowy Iwana Fiodorowicza z ojcem Sykstusem, lecz przypomnienie i refleksję wewnętrzną Iwana Fiodorowicza na temat tej rozmowy (…) Niektóre złożenia tych wewnętrznych refleksji są jeszcze bardziej skomplikowane, niekiedy wielostopniowe, stąd też nakładanie się na siebie poszczególnych perspektyw narracyjnych, ich dialogizacja stają się wybitnie złożone. A ponieważ narratorem jest ktoś wobec Iwana Fiodorowicza jako postaci głównej zewnętrzny, kto jakby przypomina sobie tegoż sędziego i całą związaną z nim oraz ojcem Sykstusem sprawę – każda wielostopniowa tkanina opowieści o procesach psychicznych pojawia się właściwie wewnątrz zasadniczego dla nich wszystkich wspomnienia jakiegoś nieokreślonego, ale obecnego stale narratora. W świadomości zaś, w przypomnieniu, kształty rzeczy się zacierają (…) Ponieważ z kolei każdy szczegół niejako pojawia się tutaj nie poprzez jedno wspomnienie, lecz poprzez wiele nałożonych na siebie takich przebiegów wewnętrznych, każda wypowiedź staje się gęsta wielością nałożonych na siebie perspektyw wewnętrznych, każda wypowiedź staje się gęsta wielością nałożonych na siebie perspektyw wewnętrznych, w każdej z nich współobecnych. To ta właściwość prozy Terleckiego, od dawna już cyzelowana, a w „Odpocznij po biegu” doprowadzona do doskonałości, nadaje ową, tak narzucającą się w lekturze gęstość atmosferze Częstochowy początku wieku (…)”

W głąb pisarskiego sezamu. Od Wielopolskiego do Szpicbródki

W 1977 wraca pisarz do tematyki okołopowstańczej. W zbiorze czterech opowiadań „Rośnie las”, obok Mickiewicza w Lozannie, pojawia się margrabia Wielopolski na drezdeńskim wygnaniu, jako duchowa i fizyczna ruina własnych planów, zniszczonych przez nierozumny naród. Ta nowela, zatytułowana „Drezno”, została później rozwinięta przez Terleckiego w znakomitą sztukę „Cyklop”, podobnie jak formę sceniczną nadał też „Odpocznij po biegu” i „Dwom głowom ptaka” – wszystkie doczekały się interesujących inscenizacji teatralnych. I znów pojawia się interludium tematyczne w postaci współczesnej powieści „Wczesny powrót” (1978), ale nie ma ono tej siły, co kolejne odsłony cyklu „styczniowego”. A po nim, „Zwierzęta zostały opłacone” (1980), powieść osnuta wokół sprawy Stanisława Brzozowskiego. Tu ponownie pojawia się obsesyjny motyw winy i jej względności, kary, odpowiedzialności.
Terleckiego bardzo pociągała forma powieści kryminalnej czy sensacyjnej, także tej stosowanej wprost, nie jako parabola, stąd w tym samym roku 1980 ukazały się „Trzy etiudy kryminalne”, ale niedługo po nich powieść „Cień karła, cień olbrzyma”, o Lwie Tołstoju, o geniuszu opętanym przez otaczającą go nicość ludzką, ale też ze współczesnym planem dotykającym aspektu politycznego lat siedemdziesiątych, z postacią „Ślepego”, partyjnego dygnitarza, w której Piotr Kuncewicz dopatrywał się pierwowzoru w osobie Władysława Gomułki.
W roku 1984 ukazały się dwie ważne powieści Terleckiego. „Pismak” jest bardziej nieokreślony w przesłaniu artystycznym. Ta powieść ma coś z autotematycznej gry literackiej, ponieważ bohaterem jest dziennikarz pragnący zostać pisarzem i odzwierciedlić w pisanej powieści pobyt w więzieniu. Pojawia się też znany z „Odpocznij po biegu” eks-zakonnik Macoch, tu jako współwięzień głównego bohatera i – także jako towarzysz z więziennej celi – słynny kasiarz Szpicbródka, w tym przypadku bardziej jako postać ówczesnej literatury rozrywkowej, bohater groszowej prasy, niż jako postać z krwi i kości. Do tego jest motyw ateizmu i bluźnierstwa jako starego zjawiska przybierającego nowy kształt w epoce narodzin masowej prasy.
„Lament” (1984), to ostatnia, wieńcząca powieść cyklu „styczniowego”. Jest to obraz kresu Powstania, jego dogorywania i degrengolady w ponurej, elegijnej atmosferze krańcowego pesymizmu, intryg i szerzącej zdrady. W 1988 roku ukazała się „Drabina Jakubowa”, pierwsza literacka podróż Terleckiego w wiek XVIII, w czasy stanisławowskie. To napisana w formie wolterowskiej powiastki filozoficznej historia misji arystokraty-agenta, wysłanego z listem od króla Stanisława Augusta do carycy Katarzyny. Terlecki wprowadza tu nietypowe dla siebie dziwaczne figury i sytuacje, w konwencji powieści łotrzykowskiej. Jest m.in. sługa-karzeł, militarny maniak, klasztor opanowany przez szatana, i oczywiście mnóstwo szpicli i agentów. A jednak ta na pozór atrakcyjna galeria osobliwości niezbyt posłużyła prozie Terleckiego. W odróżnieniu od ascetycznej surowości powieści styczniowych, „barok” postaci i motywów z „Drabiny Jakubowej” wybrzmiał mocno sztucznie. Jakby pisarz niezbyt dobrze się czuł w łotrzykowskiej konwencji nadmiernego „bogactwa”, malowniczości, przesady narracyjnej i nazbyt wymyślnej narracji, jakby jego żywiołem była raczej powaga, oszczędność, asceza, pewna surowość i letargiczność, niż literackie „cuda na kiju”.
Jednak już w tym samym roku 1988 ukazał się także „Wieniec dla sprawiedliwego”, znów ascetyczne studium śledztwa i jaźni sędziego śledczego. W roku 1989 ukazała się powieść „Laur i cierń”, osnuta wokół postaci i roli Józefa Ignacego Kraszewskiego, przy czym postać sławnego polihistora polskiej literatury XIX wieku i jednego z najważniejszych ówcześnie depozytariuszy polskiej pamięci, nie jest tu pretekstem do opowieści biograficznej o autorze „Starej baśni”, lecz ogniskuje w sobie istotne zagadnienia, dylematy i sprzeczności polskie XIX wieku z problemami europejskimi w tle. Bohaterem ostatniej powieści Terleckiego, która ukazała się w roku jego śmierci, „Wyspy kata” (1999), jest Walerian Łukasiński.

Z dala od patriotycznego schematyzmu

To co uderzało w jego prozie, to daleki od patriotycznego schematyzmu rysunek postaci zaborców. Mówił o tym sam Terlecki: „Literatura polska powstająca w warunkach niewoli przekazała nam obraz zaborcy w jaskrawym skrzywieniu. Jest to zwykle patologiczne, głupie bydlę. Robiła tak ze zrozumiałych powodów, aby nie demonizować zła, z którym podejmowała wtedy totalną walkę. Ale też bardzo odbiegała od prawdy. Myśmy przegrywali z ludźmi, którzy posiadali dużą inteligencję, którzy przerastali nas nie tylko środkami represji, jakie pozostawały w ich rękach, ale również przenikliwością, zwykłą mądrością”.
Co znamienne, proza Terleckiego , choć tak wątła w klasyczną fabułę, tak intelektualna, spekulatywna, wzbudziła zainteresowanie także wybitnych filmowców. „Zwierzęta zostały opłacone” zaadaptował na film „W biały dzień” Edward Żebrowski (1981), Wojciech Jerzy Has zekranizował „Pismaka” (1985), a Henryk Kluba – „Gwiazdę Piołun” (1989). Terlecki był też autorem wielu słuchowisk radiowych, których tematyka skoncentrowana była na współczesnych problemach psychologicznych i moralnych. Jednak drugim co do znaczenia segmentem jego twórczości była dramaturgia. Jego utwory pisane dla sceny były przeważnie dramaturgicznymi wersjami jego utworów prozatorskich, choć napisał też kilka dramatów „samoistnych”, o tematyce współczesnej.
Dramat „Dwie głowy ptaka” nosi ten sam tytuł, co powieść o ostatnim powstańczym naczelniku Warszawy Aleksandrze Waszkowskim. „Cyklop” to dramaturgiczne przetworzenie noweli „Drezno”, w której czas emigracyjnego dogorywania upadłego Aleksandra Wielopolskiego stanowi ramę retrospekcji poświęconej jego roli, jaką odegrał w Królestwie Polskim w latach 1862-1863. „Krótka noc”, to dramaturgiczny „sequel” tematu podjętego w „Spisku”. „Dragon”, to dalece przetworzona historia z „Czarnego romansu”. Na formę sceniczną przerobił też Terlecki powieść „Odpocznij po biegu”.
Dramaty Terleckiego są wysokiej próby, ale naznaczone pewną słabością, którą wyłożyła badaczka jego twórczości Anna Błaszkiewicz: „powieść Terleckiego rozpisana na głosy traci – i to dużo. (…) Może się to wydać paradoksem, skoro wszystkie skonstruowane są dialogowo. Ale dialog ten przynależy do wewnętrznego świata utworu i nie nadaje się do głośnej artykulacji. Rozpisany na role, wyrwany z tkanki powieściowej – traci swój dynamizm i staje się sztucznym narzędziem autorskiego wywodu. W powieści „Spisek” istotę stanowi napięcie między wewnętrznymi rozterkami, dramatem zwątpienia Bobrowskiego, powstańczego naczelnika Warszawy, a zewnętrzną rolą, którą wciąż wypełnia, wbrew wszystkiemu, z powodów moralnych. W wersji dramaturgicznej ten podskórny nurt procesu myślowego i duchowego jest skryty, co zmienia pierwotny sens utworu. Naoczność przedstawienia scenicznego utrudnia też uwypuklenie tego, czemu sprzyja forma powieściowa, na przykład demaskacji mitów, stanowiącej ideową istotę antyheroicznej, choć nie szyderczej postawy pisarza.
Alina Sordyl, napisała w szkicu o „Bohaterze” sztuk Władysława Terleckiego” (na przykładzie „Dwóch głów ptaka”, nazwanych dramatem wyboru i „Cyklopa” określonego jako tragedia rozpoznania) o „mało dramatycznym dialogu nadmiernie obciążonym funkcją informacyjną w związku z dostarczeniem wiedzy o okolicznościach wydarzeń i kulisach polityki (…), który „przyczynił się do zniszczenia potencjalnego napięcia wielu sytuacji i scen. Pozbawiony przeważnie naturalnego toku, pointowany ogólnikami i operujący współczesną, zużytą frazeologią polityczną, zniweczył w dużej mierze wrażenie indywidualnie doświadczanej przez postacie historii. Odebrał tekstowi walor artystycznej prawdy”.

Aktualność tej prozy
– podziały polskie

Czy 20 lat po śmierci Terleckiego, jego utwory zanurzone w historii (choćby i traktowanej jako maska współczesności) zachowały ową specyficzną aktualność sprzed lat (bo walory kunsztownej literackiej formy jego prozy nie zwietrzały)? Jako odpowiedź na to pytanie mogą posłużyć słowa samego pisarza podczas przeprowadzonej w 1985 r. przez Magdalenę Bajer dla „Tygodnika Powszechnego” rozmowy z udziałem także Marii Janion, Andrzeja Wajdy i Witolda Zalewskiego: „A dlaczego Powstanie Styczniowe? Bo jest to epoka, w której formuje się pewien typ myślenia bliski współczesności. (…) Bo wtedy przecież pojawia się inteligent polski i wszystkie jego rozterki. Bo wyłaniają się wówczas podziały, które do dziś nie straciły swego znaczenia”. I to jest częściowa odpowiedź na powyższe pytanie, bo przecież 34 lata po tamtej rozmowie, wspomniane podziały nadal nie straciły na znaczeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *