
Baczność kursanci!
„W dzisiejszym świecie granica między nowoczesnym gadżetem a narzędziem wywiadowczym niemal całkowicie się zatarła. Kiedyś symbolem inwigilacji był telefon czy laptop, dziś musimy zacząć tak patrzeć na samochody. Współczesny pojazd to w rzeczywistości naszpikowany sensorami komputer na kołach, który posiada zasilanie, łączność i ogromne możliwości zbierania danych w czasie rzeczywistym. Z punktu widzenia służb specjalnych – to „gotowiec”. Jeśli wywiad będzie chciał przejąć kontrolę nad takim źródłem informacji, to po prostu to zrobi”, ujawnia nam generał Maciej Materka, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Szpieg wyszkolony do łapania innych szpiegów. Obecnie już w cywilu, czyli pewnie lobbysta.
Pewnie dlatego na fundamentalne pytanie:
„Czy chińskie auta nas szpiegują?”
antyszpieg odpowiada prosto, tak po żołniersku:
„Potencjał jest ogromny. Te systemy łączą się z serwerami poza wiedzą użytkownika. I nie trzeba być technikiem, żeby to zrozumieć – wystarczy logika. Skoro samochód ma mikrofony (systemy alarmowe), kamery i stałe łącze, to staje się idealnym instrumentem wywiadowczym. Zresztą najlepszym dowodem na to, że sprawa jest poważna, jest fakt, że sami Chińczycy zakazali Tesli wjazdu w niektóre rejony u siebie. Wiedzą, co takie auto może „zobaczyć” i „wysłać” dalej”.
I obdziera nas z ostatnich, inteligenckich złudzeń:
„Chiny prowadzą twardą grę z NATO. Służby wywiadowcze na całym świecie działają jak gangsterzy – nie mają zasad i biorą to, co leży na stole. Jeśli mogą mieć darmowe rozpoznanie naszej infrastruktury wojskowej czy logistycznej przez tysiące aut na drogach, to po prostu to robią. Dodatkowo ich prawo pozwala państwu wejść do każdej prywatnej firmy i zażądać danych. To nie jest teoria spiskowa, to ich model państwa”.
Na co stać takie „inteligentne” auto, punktuje analityczka Paulina Uznańska w poufnym raporcie Ośrodka Studiów Wschodnich, który właśnie wyciekł do krajowych mediów:
x/ Kamery 360°, LiDAR-y i radary mogą skanować otoczenie, tworząc precyzyjne mapy jednostek wojskowych czy portów.
X/ Śledzić mogą trasy przejazdów i rytmy pracy kluczowych węzłów transportowych w czasie rzeczywistym.
X/ Może dokonać kradzieży kontaktów i wiadomości z urządzeń podpiętych do systemu multimedialnego przez Bluetooth czy USB.
Analitycy i lobbyści przestrzegają, że istnieje też realna obawa, iż w razie konfliktu producent aut mógłby zdalnie unieruchomić tysiące samochodów, całkowicie paraliżując logistykę atakowanego państwa.
Wreszcie generał Materka głośno pyta:
„Warto też przyjrzeć się systemom zniżek. Czy to przypadek, że dilerzy celują w grupy zawodowe takie jak mundurowi, prawnicy czy lekarze? To gotowa baza osób, które posiadają wrażliwe informacje. Rozmowy przez zestaw głośnomówiący o sprawach wagi państwowej czy zawodowej w aucie, które „wszystko słyszy”, to dla wywiadu kopalnia złota”.
Na deser generał przypomina „wybuchowe” pagery sprzedawane bojownikom Hezbollahu.
Jeden wysłany impuls i…
Kursanci spocznij!
Z całkiem tajnych informacji, jakie przeciekły do polskich mediów, wynika, że niebawem szef Sztabu Generalnego generał Kukuła wyda rozkaz zakazu wjazdu na tereny wojskowe przez samochody chińskiej produkcji.
A także zakaz parkowania ich w pobliżu jednostek wojskowych, baz i obiektów strategicznych dla państwa polskiego.
Bo polscy antyszpiedzy uznali ponoć, że „oczy” chińskich samochodów widzą zbyt wiele, aby ryzykować ich obecność przy tajnych instalacjach.
Jeśli tak się stanie, to Polska dodatkowo podzieli się.
Znów na dwa plemiona. Sektor cywilny korzystający z dobrych i tanich chińskich samochodów oraz szeroko rozumiany sektor militarny. Skazany na używanie drogich, gorszych samochodów produkcji naszych aktualnych sojuszników wojskowych.
Zapewne długo jeszcze sektor cywilny będzie liczebnie większy niż rozrastający się wojskowy.
To sprawi, że chińskich samochodów będzie coraz więcej. A miejsc parkingowych nie będzie przybywać, co już każdy kierowca widzi.
To sprawi, że coraz więcej cywilnych kierowców będzie łamało rozkaz pana generała Kukuły. Będzie parkowało swe „chińczyki” w pobliżu jednostek wojskowych, baz i obiektów strategicznych, plując tak na jego generalskie wężyki.
Będą parkować w większości nieświadomie, bo skąd cywilni kierowcy mogą wiedzieć, że ten zarośnięty barak to tajny, zapasowy punkt dowodzenia generała Kukuły?
Powstanie konflikt między właścicielami dyskryminowanych narodowościowo chińskich samochodów a nową soldateską używających samochodów pochodzących z NATO.
Potem, aby dalej nie wkurzać milionów cywilnych kierowców, potencjalnych przecież wyborców, kandydujący do parlamentu cywilny minister obrony w czasie swej kampanii wyborczej opublikuje im mapy i GPS-y. Z dokładną lokalizacją wszystkich tajnych jednostek wojskowych, baz i obiektów strategicznych dla państwa polskiego.
W ślad za tym każdy kandydujący parlamentarzysta upowszechni podobne GPS-y ograniczone do powierzchni jego okręgu wyborczego.
Po polsku oczywiście, żeby w razie czego Chińczycy ich nie odczytali.
Zresztą już po kilku miesiącach funkcjonowania zakazu parkowania wszyscy mieszkańcy będą wiedzieć, gdzie w okolicy są te tajne jednostki, bazy i obiekty. Bo stamtąd straż miejska i inne służby będą wyganiać samochody chińskiej produkcji. Nie zawsze skutecznie.
Krawat a sprawa polska
Chińskie komponenty są wszędzie. W telefonach używanych w samochodach, zabawkach umilających jazdę samochodem, dywanikach samochodowych, apteczkach samochodowych, rozpylaczach miłych zapachów w samochodach, termosach samochodowych też.
Te wszystkie chińskie produkty mogą być także używane w samochodach z fabryk amerykańskich, japońskich, francuskich, hiszpańskich, koreańskich, rumuńskich.
Wszystkie produkowane na świecie samochody mogą być wyposażone w mikrofony, kamery, systemy łączności i być używane do szpiegowania. Jak te chińskiej produkcji.
To potwierdził jednoznacznie generał Materka.
Dodał jedynie: „Różnica polega na tym, z kim rywalizujemy”.
Nie ujawnił niestety, czy chińska aparatura szpiegowska zamontowana w inteligentnym termosie może wykorzystać szpiegowskie oprzyrządowanie zamontowane w samochodzie produkcji hiszpańskiej. Rutynowo pracującego dla wywiadu hiszpańskiego, z którym teraz chyba nie rywalizujemy.
To niezwykle ważne dla ludzi wrażliwych, bo bogata historia szpiegostwa zna wiele przypadków podwójnych, potrójnych nawet, agentów. Czy możliwy jest samochód nafaszerowany świetną, bo chińską, aparaturą zbierającą informacje i wyposażony w ich przekaźniki do kilku wywiadowni?
Szpiegującego dla kilku wywiadów naraz.
Mówi się powszechnie, że Rosja i Izrael mają rozbudowane i efektywne służby wywiadowcze. A przecież w Polsce samochody rosyjskiej i izraelskiej produkcji nie są tak chętnie kupowane jak chińskie. Jak oni szpiegują?
Samochodów polskiej produkcji też Polacy chętnie nie kupują.
I to nie z obawy, że wtedy polska władza będzie ich lepiej szpiegować.
Nie chcę dociekać, z jakiej narodowości samochodów korzystają polskie służby specjalne. Z polskich nie, bo w patriotycznym kanonie nie godzi się, by Polak szpiegował Polaka.
Premier Morawiecki całkiem niedawno obiecywał nam milion polskich samochodów elektrycznych. Czyli milion szpiegów +, wedle terminologii generała antyszpiega.
Sen o milionie skończył się na produkcji komponentów do samochodów niemieckich. Szpiegujących nas też jak chińskie, ale pewnie przyjaźniej.
Bo jak zawyrokował generał Materka: „Różnica polega na tym, z kim rywalizujemy”.
Kłopot w tym, że w państwie uważającym się za praworządne o sojuszach taktycznych i strategicznych nie powinni decydować byli funkcjonariusze służb specjalnych, aktualnie lobbyści, tylko politycy i mężowie stanu.
I przede wszystkim parlamenty.
Oni powinni przewidywać też przyszłe rywalizacje. Zwłaszcza kiedy stary ład międzynarodowy upadł, a nowy jeszcze się nie uformował.
Nie mam chińskiego samochodu ani nawet hulajnogi.
Dostałem ostatnio jedwabny krawat chińskiej produkcji. Ale nie noszę go w pobliżu tajnych jednostek wojskowych, baz i obiektów strategicznych dla państwa polskiego.
Przezornie zawsze milczę, kiedy go noszę.
A kiedy przyjdzie mi pomaszerować „sznurem za mundurem”, to starannie przykryję go szalikiem.
PS. Więcej w Tygodnik NIE









