Azja/Pacyfik Cywilizacja XXII wieku

Dobiega końca epoka dominacji atlantyckiej, która trwała nieprzerwanie od czasów I rewolucji przemysłowej, a może nawet i wcześniej – od podbojów kolonialnych poczynając.

Główny ośrodek rozwoju naszej cywilizacji przesuwa się coraz wyraźniej z regionu Północnego Atlantyku (Europa Zachodnia i Ameryka Północna) na rozległe obszary Azji/Pacyfiku (APAC = Asia/ Pacific).
Przemiany strategiczne:
Najpierw należy podać i uzasadnić definicję APAC. Pod pojęciem tym rozumiem 46 państw tego regionu obejmującego giganty azjatyckie: Rosję, Indie, Chiny, Iran, Kazachstan i in. oraz wiele miniaturowych krajów wyspiarskich, takich jak: Fidżi, Vanuatu, Tuvalu, Tonga i in. Łączna liczba ludności APAC wynosi obecnie prawie 4,5 mld obywateli (tzn. 62 proc. ludzkości).
Przyrost demograficzny nie jest wysoki i sięga 1 proc. rocznie. Terytorium APAC stanowi 2,8 mld hektarów = 22 proc. powierzchni wszystkich lądów na Ziemi. W istocie rzeczy, kategoria: Azja/Pacyfik powinna brzmieć: Azja/Oceania (na czele z Australią). Bowiem Pacyfik przylegający do wybrzeży Azji styka się z tą częścią największego akwenu świata, na której położone są liczne państwa i państewka Oceanii.
Ponadto, jeśli udałoby się utworzyć wspólnotę (wspólny rynek itp.) eurazjatycką i połączyć ją ze strefą Pacyfiku, to wówczas EAPAC stałby się wielkim podmiotem bezkonkurencyjnym w skali globalnej. Jestem zdecydowanym zwolennikiem takiego rozwiązania.
Dlaczego inne państwa położone nad Pacyfikiem (z obydwu Ameryk) nie mieszczą się w kategorii Azja/Pacyfik? Po prostu, dlatego, że nie jest to Ameryka/Pacyfik! Istnieje ważna płaszczyzna współdziałania wszystkich państw Pacyfiku, znana pod nazwą APEC = Asia Pacific Economic Cooperation.
W gronie państw APAC napotykamy na znakomite przykłady kojarzenia najstarszej cywilizacji światowej (Chiny, Indie, Iran/Persja i in., liczącej sobie 5 – 7 tysięcy lat) z najnowocześniejszymi dokonaniami godnymi XXII wieku. Jednocześnie, od początku XXI wieku obserwujemy bardzo istotne przeobrażenia i przemiany w łonie i za przyczyną APAC. Dotyczą one, przede wszystkim, systematycznego zwiększania się ciężaru gatunkowego i znaczenia tego regionu w układzie sił globalnych – na niekorzyść układu atlantyckiego.
Zresztą, on sam przyczynił się walnie do tego – przenosząc własną produkcję i kapitały do wielu państw APAC, szczególnie do Chin, do Indonezji, do Bangladesz i in. oraz licząc na wielkie dochody na chłonnych rynkach azjatyckich. Stymulowało to bezprecedensowy postęp w rozwoju tych państw, które szybko stały się znacznie bardziej konkurencyjne wobec starych państw kapitalistycznych.
Efekt ten został zwielokrotniony przez wielu spośród samych APAC-owców dzięki ich pracowitości, pomysłowości, inteligencji innowacyjności itp. oraz znacznym nakładom na postęp naukowo-techniczny, na nowoczesną oświatę i na najnowsze technologie.
Szczególnie Azjaci znakomicie wyczuli i pojęli swą kolejną wielką szansę historyczną, wyciągnęli stąd właściwe wnioski na przyszłość i sami zarobili na ww. transferach kapitałów i produkcji znacznie więcej niż kapitaliści atlantyccy! Chiny są główną siłą motoryczną tego postępu. Optymalne skojarzenie tradycyjnych przymiotów wielkomocarstwowości azjatyckiej (ludność, terytorium, siły zbrojne, zasoby surowcowe itp.) z jej współczesnymi atrybutami (nowoczesność, konkurencyjność, innowacyjność, własne modele ustrojowe itd.) sprawiają, iż APAC nie ma i nie będzie mieć konkurencji na świecie XXI i XXII wieku.
Drugim kluczowym procesem dziejowym na tych obszarach jest szybko postępująca integracja i zwiększanie efektywności współpracy dwustronnej i wielostronnej pomiędzy poszczególnymi państwami i grupami państw APAC. Dokonuje się to, m.in., dzięki przełamywaniu pozostałości odwiecznej wrogości, konfliktów, sporów, animozji i spuścizny kolonialnej, które były udziałem wielu państw i narodów tego regionu.
Wspomnę, tytułem przykładu, konflikty chińsko – rosyjskie, chińsko – japońskie, chińsko – wietnamskie, chińsko – indyjskie, indyjsko – pakistańskie, irańsko – irackie, rosyjsko – japońskie, rosyjsko – afgańskie, japońsko – koreańskie i wiele innych. Niemało z tych przeszkód utrzymuje się w dalszym ciągu, szczególnie, w postaci tzw. dalekowschodniego syndromu wyspiarskiego. Cztery mocarstwa azjatyckie dysponują bronią nuklearną i zaliczają się do czołówki kosmicznej świata: Rosja, Chiny, Indie oraz Pakistan; zaś kilka innych krajów byłoby w stanie wejść dość łatwo w posiadanie takiej broni: Japonia, KRL-D, Korea Południowa, Iran, Kazachstan, Indonezja, Australia i in. Dlatego też nacisk na pokojową współpracę w ramach APAC ma kolosalne znaczenie dla całego świata – teraz i w dającej przewidzieć się przyszłości.
Doniosłym wyrazem integracji jest też coraz lepsze współdziałanie państw APAC w ramach globalnych i regionalnych organizacji międzynarodowych. Wśród nich czołowe miejsce zajmuje stowarzyszenie BRICS (rok założenia: 2009), do którego należą, m.in., trzy giganty azjatyckie: Chiny, Indie i Rosja.
Głównie za ich przyczyną, BRICS jest lokomotywą przemian zmierzających do budowania nowego sprawiedliwego ładu polityczno-społeczno-gospodarczego oraz wielobiegunowego układu sił na świecie. Kolejny przykład: Szanghajska Organizacja Współpracy (SOW, rok założenia: 2001) – jako forum wspołdziałania politycznego, strategicznego, gospodarczego, kulturalnego i in. Do SOW należą – jako członkowie: Chiny, Rosja, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan; – jako obserwatorzy: Afganistan, Indie, Iran, Mongolia i Pakistan; – jako partnerzy w dialogu: Białoruś, Sri Lanka i Turcja oraz – jako goście: ASEAN, WNP (postradziecka Wspólnota Niepodległych Państw) i Turkmenistan.
I wreszcie, ASEAN – Stowarzyszenie Państw Azji Południowo-Wschodniej (rok założenia: 1967), do którego należy 10 państw: Indonezja, Malazja, Filipiny, Singapur, Tajlandia, Brunei, Myanmar (Birma), Kampucza, Laos i Wietnam. Ostatnio coraz częściej pojawia się kategoria ASEAN + 3 (czyli: Chiny, Japonia i Korea Południowa).
Utworzono już strefę wolnego handlu między państwami „13-tki”. Na jej konferencji „na szczycie” (Brunei, 9-10 października 2013 r.) przyjęto program dynamizowania współpracy do roku 2015 i na dalszą perspektywę – po roku 2015. Premier Li Keqian (ChRL) złożył partnerom daleko idące propozycje zwiększania skali, jakości i efektywności współdziałania oraz pokojowego regulowania spornych spraw terytorialnych na Morzu Południowo-Chińskim (tzw. CoC = Code of Conduct – Kodeks Postępowania). Wielkie mocarstwa azjatyckie współpracują na zasadach wzajemnego poszanowania, zaufania, równoprawności i obopólnych korzyści nawet z najmniejszymi państewkami wysparskimi APAC. Prognoza: procesy integracyjne na obszarach Azji i Pacyfiku postępować będą dalej dość szybko i efektywnie.
Na horyzoncie nie widać granicy tych procesów. Do totalnej unifikacji APAC chyba jednak nie dojdzie – z uwagi na niebywałą różnorodność tamtejszych państw, systemów, społeczeństw i kultur, co też jest miarą bogactwa.
Ważnym wyznacznikiem analizowanej sytuacji makro jest osłabienie pozycji i spadek wpływów USA w strefie APAC. Sytuacja ta jest, naturalnie, pochodną wzmocnienia pozycji wielkich mocarstw azjatyckich tamże. Po 2. wojnie światowej polityka USA wobec APAC, szczególnie wobec państw azjatyckich, układa się w pasmo niesamowitych wstrząsów, perturbacji, porażek i niekonsekwencji. Zaczęło się to wszystko od dążenia do „powstrzymania komunizmu” w ZSRR i w Chinach oraz od japońskiego ataku na Pearl Harbour, na Hawajach. Rzekomą konsekwencją tego były tragiczne amerykańskie uderzenia atomowe na Hiroszimę i na Nagasaki (całkowicie bezsensowne, zbrodnicze i niepotrzebne). Po kapitulacji Japonii (i po zwycięstwie maoizmu w Chinach), USA usiłowały podporządkować sobie Azję i Oceanię i nadal czynią to, zresztą, bez powodzenia – ale kosztem olbrzymich i bezproduktywnych nakładów (np. wojny w Korei, w Wietnamie, w Afganistanie, w Iraku i in.). Buntuje się nawet Japonia, która stała się na długo swoistą nałożnicą polityczną i strategiczną USA – terroryzowaną obecnie „straszakiem chińskim” przez Stany Zjednoczone.
Jednak chyba największe niepowodzenie polityczne, strategiczne, gospodarcze i finansowe spotkało USA w Azji w odniesieniu do ChRL. W rozumieniu amerykańskim, Chiny miały stać się, szczególnie po roku 1978 (reformy i otwarcie na świat), tanim producentem, pochłaniaczem kapitałów i inwestycji oraz bezdennym rynkiem zbytu dla USA. Tymczasem zdarzyło się coś zupełnie odwrotnego – USA stały się nie tylko dostarczycielem kapitałów, środków produkcji i technologii dla Chin, ale również rynkiem zbytu dla wyrobów i usług z ChRL oraz wielkim dłużnikiem Państwa Środka. Obecnie więc polityka amerykańska wobec Chin znalazła się na rozstajnych drogach. Dylemat USA jest taki: czy Chiny – to przyjaciel (friend) lub przeciwnik (foe)? Występuje też łagodniejsza formuła tego dylematu: ChRL – to partner czy konkurent? Oto są pytania, na które Waszyngton nie ma jeszcze jednoznacznej odpowiedzi. Stanowi to ogromny problem dla USA, od rozwiąznia którego uzależnione są również losy reszty świata. Byle tylko Stany nie wplątały się znowu w jakąś nieodpowiedzialną awanturę z Chinami czy z innymi supermocarstwami i państwami azjatyckimi (KRL-D?). Podejście do kwestii tajwańskiej (tybetańskiej, ujgurskiej, hongkongskiej, wysp na Morzu Południowo-Chińskim, sankcje i in.) są też wymownym kamieniem probierczym intencji USA wobec ChRL.
Waszyngton podejmuje coraz bardziej aktywne i agresywne wysiłki celem utrzymania czy wręcz umocnienia swych pozycji w APAC. Działa często per procura – wykorzystując swych zauszników, szczególnie Japonię, Australię i Filipiny oraz, w znacznie mniejszym stopniu, Koreę Południową i Tajwan, a nawet Wietnam. Potężna VII flota amerykańska (the VIIth Pacific Fleet) ma być orężem w obronie amerykańskich interesów strategicznych i gospodarczych w regionie APAC. Celowi temu służą także dość liczne jeszcze amerykańskie bazy wojskowe tam rozmieszczone. Jest ich ponad 20, z czego 8 tylko w samej Japonii (m.in. Okinawa, Fukuoka i in.). Całe półkole tych baz otacza już z trzech stron terytorium Chin – poczynając od Kirgistanu, poprzez Malezję, Północną Australię (Port Darwin), Filipiny, Tajlandię, Brunei, Singapur, Guam aż po Koreę Południową. US Army zamierza jeszcze utworzyć kolejną bazę na Wyspie Kokosowej (Cocos Island), na Oceanie Indyjskim. Nuklearne okręty podwodne US Navy patrolują nieustannie morza Azji Wschodniej i Oceanii.
Strategia amerykańska polega na planach prowadzenia działań bojowych w powietrzu i na wodzie (air-sea battle) – z niewykluczonym użyciem broni masowej zagłady. Jest to anachroniczna i przestarzała strategia nie gwarantujaca zwycięstwa oraz nie dostosowana do współczesnych wymagań tamtejszego pola walki, znacznie odległego od terytorium USA. Tak było już w wojnie koreańskiej, wietnamskiej, afgańskiej i irackiej – ze znanymi skutkami. Na szczęście ministerstwa obrony i najwyższe dowództwa sił zbrojnych ChRL i USA blisko współpracują i kontaktują się między sobą! Mają bowiem świadomość, iż ewentualna chińsko – amerykańska konfrontacja militarna (head-on crash) miałaby katastrofalne skutki nie tylko dla obydwu stron lecz również dla całego świata.
Prawdopodobna prognoza na XXI i XXII wiek nie zakłada raczej takiej frontalnej i totalnej konfrontacji, choć całkowicie wykluczyć jej nie można. Obecnie jednak US Army (+ sojusznicy) nie mają wystarczającej przewagi strategicznej i poważniejszych szans na zwycięstwo w ewentualnym starciu z kolosami azjatyckimi. Ci, z kolei, zmuszeni są do systematycznego doskonalenia swego potencjału militarnego celem wspólnej obrony, zwalczania terroryzmu, zapewnienia bezpieczeństwa szlaków żeglugowych, udziału w misjach pokojowych itp. Nie należy jednak lekceważyć nadal potężnej amerykańskiej hard power oraz ewentualności (ryzyka), iż może być ona wykorzystana w sposób rozpaczliwy, nieobliczalny, nieprzewidywalny czy też przez zwykły przypadek (błąd komputera czy inną miscalculation ludzi lub sztucznej inteligencji).
Aspekty demograficzne:
liczebnie – ludnościowa przewaga APAC nad resztą świata jest prawie dwukrotna; zaś nad USA – piętnastokrotna. Prognozuję stosunkowo niewielkie zwiększanie się tej przewagi w bliższej i w dalszej przyszłości. Wynikać to będzie z dość powolnego ale systematycznego podnoszenia się poziomu zamożności społeczeństw APAC oraz z tego, jak potoczą się procesy demograficzne w Chinach i w Indiach? W tej kwestii możliwe i realistyczne są raczej prognozy średnioterminowe – do 2030 r. Do tego czasu – Indie staną się największym, pod względem liczby ludności, supermocarstwem świata. Przyrost naturalny nie jest tam ograniczany administracyjnie lecz „regulowany” przez stosunkowo wysoką stopę śmiertelności niemowląt i dzieci w wieku do lat 5-ciu oraz relatywnie niedużą średnią długość życia obywateli. Natomiast, w Chinach utrzymana zostanie dość rygorystyczna acz coraz bardziej elastyczna kontrola urodzin. W tej mierze można spodziewać się pewnych reform – z uwagi na starzenie się społeczeństwa (już prawie 15 proc. ogółu w wieku ponad 60-ciu lat), uboczne konsekwencje niedawnej polityki „jednego dziecka w rodzinie”, dysproporcje ilościowe między kobietami a mężczyznami (100 : 120) i inne poważne problemy demograficzno – społeczne. Prognozy chińskie, do roku 2030, przewidują wzrost liczby ludności do 1,6 mld obywateli. Zaś w Indiach, liczba ta może zbliżyć się do 2 mld osób! Wówczas łączna liczba ludności tych wielkich mocarstw azjatyckich i globalnych przekroczyłaby wskaźnik 40 proc. ogółu ludzkości!
Chiny są dość jednorodne pod względem etnicznym – dominuje zdecydowana większość ludności Han (ponad 90 proc. ). 55 mniejszości narodowych liczy sobie (łącznie) 110 mln obywateli, co stanowi 8,5 proc. ogółu społeczeństwa. Największą mniejszością jest Zhuang (16 mln osób) zamieszkująca w prowincji Guangxi. Chińczycy ustanowili niebywały rekord płodności w latach 1964 – 1982, kiedy to liczba ludności zwiększyła się o 300 mln osób (!) w ciągu zaledwie 18 lat. Ówczesny przyrost naturalny wyniósł 3,8 promila. Jeśli zaś chodzi o przyszłą dynamikę przyrostu ludnościowego, to pewne wnioski można wysuwać w oparciu o dotychczasowe dane ze spisów powszechnych. Było ich 6, do tej pory, w ponad 60-cioletniej hstorii ChRL. I tak, spis z 1953 r. wykazał 590 mln obywateli chińskich; 1964 r. – 690 mln; 1982 r. – 1.01 mld; 1990 r. – 1,13 mld.; 2000 r. – 1,27 i 2010 r. – 1,34 mld. Dynamika ta może utrzymać się w dalszym ciągu, nawet z lekką tendencją spadkową. Chiny dysponują największymi (na świecie) zasobami siły roboczej – 900 mln ludzi zdolnych do pracy. 70 proc. społeczeństwa chińskiego plasuje się w granicach wieku od 15 do 59 lat. W Chinach powiada się, iż niektóre tamtejsze pokolenia „zestarzały się zanim zdążyły się zbogacić”.
Na fali ww. wielkiego „urodzaju ludzi”, już na początku lat 70-tych XX wieku okazało się, że gospodarka chińska nie będzie w stanie udźwignąć tego ciężaru demograficznego. Zaczęło brakować żywności, odzieży mieszkań, środków transportu i innych dóbr pierwszej potrzeby. Wprowadzono więc rygorystyczny program kontroli urodzin, znany w świecie pod nazwą „polityki jednego dziecka” („one – child policy”) i zalecono obywatelom: „pobierajcie się później, później też wydawajcie dzieci na świat – mniej dzieci, ale za to zdrowszych dzieci”. Ustawowo podniesiono wiek, w którym można zawierać małżeństwa: 20 lat dla kobiet i 22 dla mężczyzn. Tylko w odniesieniu do mniejszości etnicznych pozostawiono poprzednie zasady, dopuszczając możliwość posiadania 2 – 3 dzieci w rodzinie. W wyniku tego, udział mniejszości w całym społeczeństwie zwiększył się od prawie 7 proc. (w roku 1982) do około prawie 9 proc. obecnie. Natomiast w stosunku do ludności Han ograniczenia spowodowały pożądane skutki, utrzymując przyrost demograficzny w ryzach. Poczynając od roku 1971 (wprowadzenie ograniczeń) do dziś – w Chinach urodziło się o ponad 300 mln (!) noworodków mniej niż byłoby to bez ograniczeń. 300 mln obywateli – to mniej więcej tyle, ile wynosi liczba ludności USA.
Kluczowym zadaniem, jest zapewnienie odpowiedniego poziomu wykształcenia społeczeństwa. Dziś nie należy on jeszcze do najwyższych. Oczywiście, fenomenalnym osiągnięciem jest prawie zupełne zlikwidowanie wszechobecnego kiedyś analfabetyzmu. Jednak tylko 10 proc. społeczeństwa Chin legitymuje się wykształceniem średnim lub wyższym. Zaś 71 proc. obywateli ukończyło jedynie szkoły podstawowe i średnie. Dlatego też państwo chińskie przeznacza ogromne środki (ok. 4 proc. PKB) na oświatę oraz na innowacje, na naukę i na technikę.
Jeśli chodzi o Indie – to ich sytuacja demograficzna jest znacznie bardziej skomplikowana niż w Chinach. Raczej działają tam dość żywiołowo prawa natury, niezależnie od przyjęcia, w 1952 r., programu pn.: National Family Planning. W roku 2000, liczba ludności Indii przekroczyła 1 mld. Mimo lekkiego spadku, tempo przyrostu naturalnego jest nadal dość wysokie, wyraźnie wyższe od analogicznego wskaźnika w Chinach. Obecnie liczba ta wynosi 1,3 mld obywateli (czyli 17,8 proc. ogółu ludzkości, przy czym terytorium Indii zajmuje tylko 2,4 proc. lądów na Ziemi)). Od uzyskania niepodległości (1947 r.) do dziś – liczba ludności Indii uległa potrojeniu. Średnio – w ciągu jednego dziesięciolecia przybywa 180 mln nowych obywateli Indii. 73 proc. ogółu ludności mieszka na wsi. Stopa przyrostu naturalnego = 1,58 proc. . Średnia dzietność: 2,8 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym (a miało być 2,1). Obecnie przewiduje się osiągnięcie wskaźnika 2,2 – do roku 2050. Na 100 mężczyzn przypadają 94 kobiety. Średnia długość życia kobiet – 73 lata a mężczyzn – 67,5 lat.
Społeczeństwo Indii jest stosunkowo młode – 64 proc. obywateli jest w wieku od 15 do 64 lat. Prognoza do roku 2020 zakładała, iż średni wiek obywateli Indii wyniesie 29 lat (Chin – 37 lat a Japonii – 48 lat). Najgęściej zaludnione (1.000 – 2.000 osób lub więcej na km kw.) są północno-wschodnie stany Indii, jak np.: Uttar Pradesz, Bihar, Bengal Wschodni, okolice Kalkuty i in. Zaś, największym miastem jest Mumbai (Bombaj) – około 15 mln mieszkańców. Wielkość siły roboczej w Indiach jest też imponująca – 500 mln ludzi w wieku produkcyjnym, w tym, niestety, również dzieci pracujące. Stopa bezrobocia kształtuje się w granicach 8 proc. a wskaźnik PKB per capita wynosi 1.500 USD. W biedzie (poniżej minimum socjalnego, 1 – 2 USD dziennie per capita) żyje około 30 proc. mieszkańców Indii.
Podobnie jak w Chinach, również w Indiach dokonał się wielki postęp w zakresie walki z analfabetyzmem. W 1947 r. (uzyskanie niepodległości), liczba analfabetów wynosiła 88 proc. ogółu. Obecnie – tylko 25 proc. . Informatycy i programiści indyjscy należą do najlepszych w świecie. W Indiach istnieje ponad 2.000 grup (i mniejszości) etnicznych; – co najmniej 30 języków (Hindi posługuje się 42 proc. społeczeństwa); – wielorakość religijna: hinduizm (80,5 proc. ), islam (13,5 proc. ), sikhowie (2 proc. ), chrześcijanie (2,5 proc.) i in.
Prognoza demograficzna: pod koniec XXI wieku liczba ludności Indii może osiągnąć 2,2 mld osób (!?). Wielką niewiadomą jest to, czy gospodarka indyjska udźwignie taki ciężar, czy gospodarstwo światowe wydobędzie się z zapaści pandemiczno – kryzysowej, czy nie wpadnie w nowy kryzys i czy będzie mogło wspierać rozwój społeczno-gospodarczy Indii oraz korzystać z owoców ich wielkiego przyrostu demograficznego – miliardowych rzesz rąk do pracy? Alternatywa prognostyczna jest zatem niezwykle prosta: albo wielki pożytek z przyrostu demograficznego w Indiach albo też niesamowity dramat i katastrofa społeczna. Tertium non datur.
Jeśli chodzi o pozostałe największe pod względem liczby ludności (i terytorium), państwa APAC, to jest ich dziesięć: Indonezja, Pakistan, Bangladesz, Rosja, Japonia, Wietnam, Iran, Arabia Saudyjska, Australia i Kazachstan; i tak: – Indonezja: silna tendencja wzrostowa. Ludność ogółem: obecnie – 251,2 mln obywateli, z czego 58 proc. zamieszkuje na Jawie. Przyrost naturalny – 1,05 proc. ; średnia dzietność – 2,2 dziecka na kobietę; ludność w przedziale 15 – 64 lata: 67 proc. ogółu; średnia długość życia – 72 lata; prognozy: 368 mln obywateli – w 2050 r.; 545 mln – w 2100 r.; – Pakistan: wyraźna tendencja wznosząca. Liczba ludności – 190,3 mln; przyrost naturalny – 1,6 proc. ; dzietność – 3,6 dziecka/na kobietę; 15 – 64 lata: 60 proc. ; przy czym 63 proc. ogółu – poniżej 30 lat; długość życia – 66,5 lat; prognozy: 375 mln – 2050r.; 929 mln (!) – 2100;
– Bangladesz: szybki przyrost. Liczba ludności – 159 mln; przyrost naturalny – 1,6 proc. ; dzietność 2,6 dziecka/na kobietę; 15 – 64 lata: 61,5 proc. ; długość życia – 70 lat. Prognozy: 241 mln – 2050 r.; 350 mln – 2100 r.; – Rosja: bardzo trudna sytuacja demograficzna. Pewna stabilizacja – po załamaniu postradzieckim. Liczba ludności – 143,5 mln; gęstość zaludnienia – 8,5 osoby/km kw; przyrost naturalny – 0,23 proc. ; dzietność – 1,7 dziecka/na kobietę; 15 – 64 lata: 70 proc. ; długość życia: 70,3 lat (u mężczyzn – około 65 lat). Prognozy: 107 mln – 2050 r.; 67 mln – 2100 r. (ONZ ostrzega przed spadkiem liczby ludności Rosji o jedną trzecią w terminie do 2050 r.); – Japonia: bardzo trudna sytuacja demograficzna – tendencja spadkowa, starzenie się społeczeństwa. Liczba ludności: 127 mln, z czego 40 proc. powyżej 60 lat; gęstość zaludnienia – 336 osób/km kw.; przyrost naturalny – 1,1 proc. ; dzietność – 1,4; długość życia – 81,25 (rekord światowy). Prognozy: 101,5 mln – 2050 r.; 59,5 mln – 2100 r.;
– Wietnam: umiarkowany przyrost demograficzny. Liczba ludności – 92,5 mln; przyrost naturalny – 1,05 proc. ; dzietność – 1,9; 15 – 64 lata: 70 proc. ; długość życia – 72,5 lat. Prognozy: 111,5 mln – 2050 r.; 98 mln – 2100 r.; – Iran: niewielka tendencja wzrostowa. Starzenie się społeczeństwa. Liczba ludności – 80,9 mln; przyrost naturalny – 1,24 proc. ; dzietność – 1,9; ponad 50 proc. ogółu – poniżej 30 lat; długość życia – 71 lat; Prognozy: 101,2 mln – 2050 r.; 96,8 mln – 2100 r. Jednak władze podejmują wysiłki celem podwojenia liczby ludności do 2030 r. Dopłaty z budżetu (równowartość 950 USD do każdego noworodka); – Arabia Saudyjska: dość szybki wzrost. Liczba ludności – 29 mln; przyrost naturalny – 1,5 proc. ; dzietność – 2,26; 15 – 64 lata: 65 proc. ; długość życia – 74,5 roku. Prognozy: 50 mln – 2050 r.; 88 mln – 2100 r. 9. Australia: dość szybki przyrost. Starzenie się społeczeństwa. Liczba obywateli w wieku powyżej 60 lat może osiągnąć wskaźnik 25 proc. ogółu za około 40 lat. Liczba ludności – 23,3 mln; gęstość zaludnienia – 3 osoby/km. kw. (!); przyrost naturalny – 1,7 proc. ; dzietność – 2; długość życia – 82 lata. Prognozy: 34 mln – 2050 r.; 42 mln – 2100 r.; – Kazachstan: lekki wzrost (po spadku postradzieckim). Liczba ludności – 18 mln; przyrost naturalny – 1,35 proc. ; dzietność – 2,6; 15 – 64 lata: 71 proc. ; długość życia – 69 lat. Prognozy: 22,5 mln – 2050 r.; 33,3 mln – 2100 r.
(POLSKA – dla porównania: silna tendencja spadkowa, stagnacja, starzenie się społeczeństwa plus emigracja. Liczba ludności: 37,1 mln; przyrost naturalny – 1,19 proc. ; dzietność – 1,31; 15 – 64 lata: 71,7 proc. ; długość życia – 76 lat. Prognozy (przy utrzymaniu obecnej tendencji makrodemograficznej): 31,3 mln – 2050 r.; 16,6 mln – 2100 r. (!).
Naturalnie, pod żadnym pozorem nie należy lekceważyć liczby obywateli zamieszkujących pozostałe, średnie i mniejsze pod względem ludnościowym, państwa i państewka wchodzące w skład tego ogromnego obszaru APAC. Jego potencjał ludnościowy (prawie 4,5 mld obywateli) jest unikalny w skali światowej. Może on ulec podwojeniu do roku 2100. W większości są to społeczeństwa młode, coraz lepiej wykształcone i niezwykle pracowite. Średnia płaca miesięczna, poza Japonią, Australią, Hongkongiem, Singapurem czy Brunei, wynosi tam zaledwie 10 – 15 proc. analogicznej płacy w UE czy w USA. Ta dysproporcja nie potrwa jednak długo – bowiem zwiększanie siły nabywczej społeczeństw APAC stymulować będzie produkcję, sprzedaż, eksport, inwestycje, innowacyjność i konkurencyjność tego regionu. Ponadto, 4,5 mld obywateli – to potężny rynek producentów i konsumentów. W połączeniu z coraz nowocześniejszym i wydajniejszym potencjałem wytwórczym, zasobami naturalnymi, terytorium, postępującą integracją i innymi atrybutami supermocarstwowości, rynek ten już dziś byłby samowystarczalny, nie potrzebując niczyjej łaski dla swego przetrwania i rozwoju. W rozumieniu Zachodu, pandemia korona wirusa miała zmniejszyć i osłabić olbrzymi potencjał ludnościowy i wytwórczy państw APAC. Ale stało się coś odwrotnego. Potencjał ten nie został osłabiony lecz na pandemii przegrywają USA i ich sojusznicy zachodni. Ciekawe i trudne do przewidzenia jest to, jak sprawy potoczą się dalej i czy USA nie zechcą odrobić olbrzymich strat pandemicznych i kryzysowych swymi metodami już wypróbowanymi bez powodzenia w licznych krajach APAC (Korea, Wietnam, Afganistan, Irak i in.)? Pożyjemy, zobaczymy!

Bezzałogowy dostarczyciel przesyłek, samojezdny pojazd, zautomatyzowana fabryka… Pojawienie się epidemii stwarza nowe możliwości dla przemysłu

Od wybuchu epidemii koronawirusa, przed automatyzacją technologii postawiono wiele nowych wymagań, wprowadzono też nowe trendy rozwojowe w wielu branżach. Dostarczanie posiłków na wynos za pomocą robota, automatyczna jazda samochodem czy w pełni zautomatyzowana fabryka – jeszcze kiedyś były to sceny z powieści science fiction, a dziś powoli wchodzą do codziennego życia. Pod wpływem długoterminowej akumulacji technologii, bezzałogowe inicjatywy, wykorzystujące różne inteligentne roboty jako nośnik, stopniowo pokazały swoją siłę.

Po wybuchu epidemii koronawirusa, w dystrykcie na peryferiach Shunyi w Pekinie, pojawił się robot, który dostarczał lokalnym mieszkańcom posiłki na wynos. Takie zamówienie można było składać za pomocą telefonu. 
Portal „Meituan Takeaway”, który pracował nad tego rodzaju robotem, zaczął opracowywać dostawę bezzałogową już w 2016 roku. Dwa lata później rozpoczęto testować projekt w Pekinie oraz Nowej Strefie Xiong’an. Nagły wybuch epidemii spowodował, że ich badania i rozwój w tej dziedzinie został przyspieszony w realizacji o 11 miesięcy wcześniej niż pierwotne oczekiwania. 
Aby umożliwić bezzałogowym pojazdom bezpieczną jazdę po drogach, zespół badawczo-rozwojowy opracował kompleksowy projekt techniczny. Wózek-robot może osiągnąć prędkość do 20km na godzinę. Jest on wyposażony w monitoring, dzięki czemu można obserwować drogę, którą pokonuje.
Po tym jak robot znajdzie się na terenie zabudowanym, na przykład na osiedlu, jego operator może uzyskać informacje o nim w czasie rzeczywistym za pośrednictwem zdalnego centrum monitorowania. Oznacza to, że może sterować między innymi jego hamowanie czy uruchomieniem, a także zdalnie monitorować. Dane dotyczące jego poruszania się po drodze są przekazane do centrum przez chmurę. Robot automatycznie może powtórzyć swoją podróż, dzięki odtworzeniu z pamięci warunków jakie panowały na trasie. Dzięki wprowadzeniu dużej ilości danych, umiejętności jazdy bezzałogowych pojazdów dostarczających przesyłki ulegają stałej poprawie. 
Li Da, szef produktów w centrum dystrybucji bezzałogowych wózków z portalu Meituan, powiedział, że firma będzie nadal przyspieszać rozwój, aby do końca 2020 roku móc osiągnąć skalę około 100 pojazdów.
Podczas epidemii, oprócz dostawy bezzałogowej, w Chinach i Stanach Zjednoczonych zespół start-up pod nazwą pony.ai przeprowadził test automatycznej jazdy załogowej.
Zespół Pony.ai samodzielnie opracował produkt i zgromadził dużą ilość rzeczywistych danych z testów drogowych, aby szkolić robota w celu oceny sytuacji różnych nieoczekiwanych wypadków oraz przeprowadzania działań szybkiego reagowania. Przebieg testowy obecnie przekroczył 2 miliony kilometrów.
Dane patentowe pokazują, że obecnie istnieje prawie 80 000 patentów na automatyczną jazdę na świecie, a Chiny stały się największym krajem, który się o nie ubiegał, stanowiąc ponad 40% globalnej całości.
Dzięki zastosowaniu inteligentnej technologii, tempo wdrażania bezzałogowych fabryk oraz magazynów, inteligentnej logistyki, automatycznego transportu i innych koncepcji zostało przyśpieszone. Według „Raportu rozwoju chińskiego przemysłu związanego z robotyką 2019”, opublikowanego przez Chińskie Stowarzyszenie Elektroniczne, obecny chiński rynek inteligentnej automatyzacji wkroczył w okres szybkiego wzrostu. Roboty przemysłowe stosowane w praktyce stały się największym rynkiem na świecie od 7 kolejnych lat, a popyt na serwis robotów jest ogromny. Skala chińskiego rynku związanego z robotyką w 2019 roku wyniosła około 86,8 miliarda dolarów. 
Według innych doniesień, Chiński Uniwersytet Jiaotong w Szanghaju uruchomił usługi inteligentnego bezzałogowego wózka kurierskiego, dzięki czemu zrealizowano zaawansowaną technologię do bezdotykowej dystrybucji. Wystarczy złożyć zamówienie za pomocą telefonu komórkowego, a wózek automatycznie zajedzie pod akademik, gdzie będzie czekać na nadanie przesyłki. Po załadowaniu wózek kurierski sam przyjedzie do terminala kurierskiego, aby dokończyć wysyłkę.
Hou Jiechao, wiceprzewodniczący oddziału przemysłu nowej i wysokiej technologii Stowarzyszenia MSP, zapowiedział, że już wkrótce będziemy świadkami, że sztuczna inteligencja będzie wszędzie i odegra ona bardzo ważną rolę w zastosowaniu we wszystkich dziedzinach.

Polski kołtun w technologii 5G

Czy postulowane społeczeństwo przeszłości może mieć w Polsce przyszłość?

Pan premier Mateusz Morawiecki mógłby być znakomitym, domowym sprzedawcą odkurzaczy. Z przejmującym uśmiechem wciskać naiwniakom każdy zachwalany produkt. Mówić to, czego klienci od niego oczekują.
Czarować, słodzić im, że „POLACY TO WIELKI NARÓD Z WIELKĄ PRZYSZŁOŚCIĄ”.
I teraz „CZAS NA WIELKĄ PRZYSZŁOŚĆ”.
Na „NOWOCZESNE PAŃSTWO DOBROBYTU”.
Obiecywać wszystko. I wszystkim.
Emigrantom – radosny powrót do Ojczyzny.
Repatriantom ze biednego Wschodu – europejski dobrobyt i w pakiecie dodatkowym bezwizowe wyjazdy do USA.
Emerytom – trzynastą i czternastą emeryturę oraz wypasione Domy Seniora.
Kobietom – taka samą płacę jak mężczyźni.
Pracownikom – akcjonariat pracowniczy.
Krajowym przedsiębiorcom – wparcie i obniżenie podatków.
Zagranicznym przedsiębiorcom – wsparcie i obniżenie podatków.
Polskim przedsiębiorcom – repolonizację zagranicznych firm.
Zagranicznym firmom – dalszy rozwój ich firm.
Nauczycielom – podwyżki płac.
Uczniom – tysiąc „zero emisyjnych” szkół.
Kierowcom indywidualnym – milion elektrycznych samochodów, tym razem dostawczych.
Kierowcom wielodzietnym – prawo do jazdy „bus pasem”.
Pieszym – bezpieczeństwo na pasach oraz przywrócenie połączeń PKS i PKP.
Księżom – bezpieczeństwo od ideologii LGBT i lekcji wychowania seksualnego.
Ambitnym – wielkie inwestycje industrialne.
Sfrustrowanym – zmianę Konstytucji RP.
Wstydliwym – zniesienie „poprawności politycznej”.
„POLSKOŚĆ TO NORMALNOŚĆ”, powtarza pan premier.
Ale dla niego ”normalność” to XIX wieczny model narodowo – katolickiej rodziny. Archaicznej już dzisiaj. Rodziny traktowanej jako „Pierwszy Bastion IV RP”.
Kierując się zapewne wynikami sondaży opinii publicznej, pan premier obiecał popularne w społeczeństwie lewicowe postulaty, lecz opakowane w konserwatywną, narodowo-katolicką obyczajowość. Bo uznał, że tak łatwiej się sprzedadzą.
Zechciał połączyć archaiczny model polskiej rodziny z czwartą rewolucją technologiczną.
Zabrzmiało to niewiarygodnie. Nie tylko dlatego, że pan premier prezentując nowe obietnice nie zająknął się od jakże licznych, składanych i niespełnionych obietnicach w czasie czterech ostatnich lat jego rządów i jego formacji politycznej.
Zabawne, że pan premier znowu obiecał oszczędności w administracji państwowej. I oczywiście nie wspomniał, że stoi na czele rządu składającego się z aż dwudziestu ministerstw.
Nie wspomniał o armii wiceministrów, których PiS i jego parlamentarni sojusznicy zamierzają jeszcze wykreować.
Czy Polacy to wielki naród, bo mają wielki liczebnie rząd?
Pan premier Mateusz Morawiecki mógłby być znakomitym, domowym sprzedawcą odkurzaczy. Z przejmującym uśmiechem wciskać naiwniakom Każdy zachwalany produkt. Mówić to, czego klienci oczekują. Czarować ich.

W chwili zamykania tego wydania rozpoczynała się debata nad expose pana premiera Mateusza Morawieckiego. Wrócimy do niej w następnym wydaniu.

Upadek kolejnej polskiej nadziei

W naszym kraju niemożliwe jest dokonanie jakiegoś ważnego wynalazku
i podjęcie jego opłacalnej produkcji.

Brak wiedzy, nieuzasadnione decyzje finansowe, niegospodarność – wszystko to legło u podstaw zaprzestania produkcji grafenu, materiału, który zrewolucjonizuje światową elektronikę – oczywiście już bez naszego udziału.
To kolejna polska klapa po słynnym „niebieskim laserze”. Zresztą, jedna z bardzo wielu.

Wszyscy chcieli dobrze

Grafen może doskonale zastępować krzem. Polscy naukowcy wynaleźli efektywną ponoć technologię jego pozyskiwania. Nasz kraj chwalił się grafenem na wystawie światowej Expo 2010 w Szanghaju.
Pozyskiwanie grafenu w warunkach laboratoryjnych to jedno, a produkcja na skalę wielkoprzemysłową to drugie. Potrzebne są odpowiednie rozwiązania technologiczne, a także duże pieniądze na przygotowanie takiej produkcji i wypromowanie wyrobu.
W 2011 r. Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych opracował technologię pozyskiwania dużych fragmentów tej substancji. Opracował ja głównie teoretycznie, bo w praktyce okazało się, że naukowcy Instytutu nie umieli jej przygotować tak, by mogła funkcjonować w warunkach poza laboratoryjnych.
Pomimo to, w duchu typowego polskiego hurraoptymizmu powołano specjalną spółkę z o.o. Nano Carbon, której udziałowcami zostali Polska Grupa Zbrojeniowa i KGHM Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych – czyli dwa podmioty państwowe.
Dziś NIK ocenia, że liczne nieprawidłowości w działalności tej spółki są nieusuwalne i prowadzą do jej upadku spółki. Jedynie szybkie zakończenie wyprzedaży majątku trwałego oraz decyzja o ewentualnej kontynuacji programu przez kogo innego może ograniczyć rosnące straty, przekraczające 4 mln zł.

Miłe złego początki

Zaczęło się dobrze. Nano Carbon zawarła umowę o współpracy z Instytutem Technologii Materiałów Elektronicznych, dotyczącą opracowania technologii wytwarzania grafenu i jego komercyjnej sprzedaży. ITME miał opracować tę technologię. Wartość porozumienia wyniosła 2 mln zł a termin realizacji ustalono na czerwiec 2016 r. ITME zobowiązał się do udostępnienia pomieszczeń laboratoryjnych, i aparatury badawczej oraz wyznaczenia personelu mogącego realizować badania.
Przychody miały pochodzić m. in. ze sprzedaży grafenu i jego pochodnych oraz usług badawczo-rozwojowych.
Od samego początku istnienia czyli od 2011 r. Nano Carbon utrzymywała się z wpływów od PGZ i KGHM TFI. Inwestowanie podzielono na dwa etapy.
Drugi miał się rozpocząć po spełnieniu kilku warunków: uruchomieniu produkcji grafenu na specjalnie przygotowanej folii miedzianej w tzw. skali wielkolaboratoryjnej, do czego potrzebny był zakup specjalistycznego urządzenia; opracowaniu technologii wytwarzania proszków miedzianych pokrytych grafenem w skali półprzemysłowej; uzyskaniu przychodów ze sprzedaży.

Pieniądze publiczne, więc nie nasze

Udziałowcy spółki okazali się hojni i zdecydowali o rozpoczęciu drugiego etapu inwestowania, mimo iż ustalone warunki nie zostały zrealizowane.
W grudniu 2014 r. podwyższono kapitał zakładowy do 28 mln zł. Kwota dokapitalizowania była wyższa o 14 mln niż ta zakładana w umowie inwestycyjnej. Według NIK wniosek spółki o dokapitalizowanie był przedwczesny i nie opierał się na realnych przesłankach.
Nano Carbon kupiła specjalistyczne urządzenie, które otrzymała z ponad pięciomiesięcznym opóźnieniem, czym nikt się specjalnie nie przejmował. W umowie nie zastrzeżono kar umownych za nieterminowe dostarczenie i uruchomienie tego urządzenia, a dostawcy przekazano prawie 0,5 mln zł bez ustanowienia jakiegokolwiek zabezpieczenia zwrotu w przypadku nie wykonania dostawy.
Nano Carbon zwróciła się do sprzedawcy z przedsądowym wezwaniem do zapłaty odszkodowania. Bezskutecznie – ale spółka nie wystąpiła na drogę sądową. Dopiero w 2018 r. a więc po upływie ponad 3 lat, spółka skierowała zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Spółka cały czas ponosiła straty. Nano Carbon dokonała zakupu kosztownej aparatury, bez uzyskania od ITME technologii, która pozwoliłaby na efektywne wykorzystanie już wcześniej zakupionych urządzeń.

Wyszło tak jak zwykle

Przemysłowa produkcja grafenu w Polsce nie została podjęta, Nano Carbon utrzymuje się z pożyczek udzielonych przez PGZ oraz ze środków pochodzących z udziału spółki w innych projektach. Nano Carbon nie zawarła żadnych długoterminowych kontraktów eksportowych – a to był jeden z celów powołania spółki.
Łączne przychody z incydentalnej sprzedaży grafenu wytworzonego metodami laboratoryjnymi wyniosły tylko 140 tys. zł, w tym z eksportu 22 tys. zł.
Władze spółki wystąpiły o kolejne dokapitalizowanie. Zadeklarowały, że otrzymany kapitał pozwoli na zakup następnych niezbędnych urządzeń, w tym specjalistycznego reaktora. Nano Carbon poprosiła PGZ o 3 mln 700 tys. zł na uregulowanie zobowiązań i bieżąca działalność. Polska Grupa Zbrojeniowa odmówiła, uznała, że dokapitalizowanie jest wysoce ryzykowne i zażądała dalszych informacji o stanie spółki lub jej likwidacji.
W tej sytuacji spółka podjęła próbę sprzedaży specjalistycznego sprzętu, w tym reaktora – ale trudno znaleźć chętnych. NIK oszacowała, że będzie się to wiązało ze stratą co najmniej 4 mln zł.
Naukowcy ITME nie potrafili wykonać swoich zadań, a władze spółki Nano Carbon działały niegospodarnie i w sposób niezgodny ze stanem faktycznym informowały udziałowców o sytuacji. Realizowane umowy gospodarcze nie przyniosły zamierzonych efektów.
W rezultacie zakończono działalność, co spowodowało konieczność odsprzedaży urządzeń za cenę niższą od kosztów zakupu o ponad 4 mln zł. I tak właśnie wygląda innowacyjność w polskim wydaniu.

 

Głos lewicy

Uspołecznić państwo!

Piotr Ikonowicz marzy na Facebooku:
Marzy nam się silne państwo, które nas obroni przed ekscesami pracodawców, korporacji, banków, deweloperów. Tymczasem jaką mamy gwarancje, że ta zwiększona siła państwa nie obróci się przeciw nam. W końcu jak dotąd państwo było głównie „komitetem wykonawczym” interesów bogatych i możnych.
Dopiero gdy pracująca większość, pracownicy, dłużnicy, lokatorzy, konsumenci, obywatele przejmą państwo i je uspołecznią, będzie ono stawać po stronie słabszego przeciw silniejszemu.

 

Na kogo głosować

Łukasz Moll podpowiada: W wyborach samorządowych kibicuję kandydatom, którzy obtarli już mleko spod nosa i gotowi są zwalczać lokalne oligarchie i mafie „samorządowo”-biznesowe z całą bezwzględnością, bo rozumieją, że bez powstrzymania potężnej władzy pieniądza, koneksji i rozpoznawalności, wszystkie te obietnice dotyczące rzeczy słusznych i ważnych – słodziutkich elektrycznych autobusików, kilometrów ścieżek rowerowych, tęczowych pomników, przyjaznej partycypacji i niezliczonej ilości drzew i krzewów – to tylko nowoczesna polityka kultu cargo, która nie generuje emocji, nie zbiera krzywd i – co najważniejsze – nie dotyka istoty problemu, jaki mamy z polskimi „samorządami”. Parę takich nazwisk mam już na radarze. Liczę, że do jesieni zrobi się ich więcej.

 

Najbogatsi planują ucieczkę

„Biorąc przykład z Elona Muska przymierzającego się do kolonizacji Marsa, Petera Thiela główkującego nad odwróceniem procesów starzenia, Sama Altmana i Ray’a Kurzweila usiłujących przesłać swoje umysły do superkomputerów, inwestorzy przygotowywali się na nadejście cyfrowej przyszłości, która nie miała uczynić świata lepszym, lecz pomóc w przekroczeniu granic kondycji ludzkiej i odizolowaniu się od zagrożenia ze strony zmiany klimatu, wzrostu poziomu mórz, masowych migracji, globalnych pandemii, paniki tubylców i wyczerpania zasobów. W ich pojęciu przyszłość technologii dotyczyła tak naprawdę tylko jednego: ucieczki. Ci miliarderzy są domniemanymi zwycięzcami gospodarki cyfrowej – tego samego bezwzględnego krajobrazu biznesowego, który rodzi i kultywuje podobne spekulacje” – to fragment artykułu Douglasa Russhkoffa, socjologa. Udowadnia, czemu najbogatsi unikną katastrofy klimatycznej.