Fanatyk broni padł od kuli

Charlie Kirk / fot. Wikipedia

Kto bronią wojuje, ten od broni ginie. Zastrzelony został Charlie Kirk – prawicowy aktywista i fanatyk prawa do posiadania broni. Jeszcze niedawno powtarzał, że kilka trupów rocznie to mała cena za wolność… do noszenia karabinu.

Zginął podczas swojego popisowego show „Prove Me Wrong” na Utah Valley University w Orem, gdzie miał jak zwykle tłumaczyć studentom, że broń to fundament wolności. Właśnie wtedy, gdy chwilę wcześniej zbywał pytanie o masowe strzelaniny – odpowiadając kpiąco: „licząc czy nie licząc przemocy gangów?” – kula przeszyła mu szyję. Strzelec oddał strzał z dachu pobliskiego budynku, używając karabinu wyborowego. Trump twierdzi, że podejrzany jest już w areszcie, FBI pokazuje nowe nagrania i zapewnia, że „jest na tropie”. Ale prawda jest taka, że wciąż nie wiadomo, kto naprawdę pociągnął za spust.

Kirk nie był anonimową ofiarą kolejnej strzelaniny, lecz twarzą ruchu, który przez lata wmawiał Amerykanom, że prawo do karabinu jest świętsze niż życie sąsiada. Nie był to niewinny kaznodzieja od wolności, tylko zawodowy podżegacz. Kirk uwielbiał rzucać bon moty, które w normalnym kraju zdyskwalifikowałyby go z debaty publicznej. Lekceważył tragedie rodzin zamordowanych w szkołach, powtarzał, że „koszt kilku trupów rocznie” to cena, którą warto płacić – jak mawiał, by zachować Drugą Poprawkę i inne prawa nadane przez Boga. Zabitego przez policjanta George’a Floyda nazywał ordynarnie „scumbagiem”, czyli śmierciem/szumownią, a ustawę o Prawach Obywatelskich z 1964 roku określał jako „antybiałą” pomyłkę – choć była to fundamentalna reforma zakazująca segregacji rasowej, dyskryminacji w pracy i edukacji oraz gwarantująca Afroamerykanom równe prawa obywatelskie. Innymi słowy, Kirk krytykował akt, który zakończył formalny apartheid w USA. Do tego dorzucał brednie o „marksizmie kulturowym” i bogatych żydowskich sponsorach, którzy mieli rzekomo finansować lewicowe spiski. To była mieszanka pogardy, prowokacji i ideologicznego jadu – i właśnie na tym budował swoją markę. Dlatego oprócz naprawdę wielu fanów, dorobił się z pewnością wielu przeciwników, którzy długiego i szczęśliwego życia zdecydowanie mu nie życzyli. Może strzelił do niego ojciec ofiary jednej z tych słynnych amerykańskich szkolnych masakr, z których Kirk kpił? Może ktoś inny?

Tylko w 2024 roku broń palna odebrała życie ponad 44 tysiącom Amerykanów. To średnio 125 osób dziennie. Dzieci ginące w klasach, kobiety zabijane przez mężów, przypadkowi przechodnie zastrzeleni przez sfrustrowanych sąsiadów. Ponad połowa ofiar to samobójcy, niemal 40 procent to zabójstwa. System, w którym karabin kupuje się łatwiej niż kartę SIM, produkuje śmierć hurtowo – bo kartę SIM trzeba zarejestrować, a broń w stanach takich jak np. Arizona, Texas czy Georgia można kupić natychmiast, także bez weryfikacji, jeśli transakcja odbywa się prywatnie. To nie jest margines – to codzienność „cywilizowanego” Zachodu.

Amerykańska prawica próbuje obecnie przekuć tragedię w paliwo strachu i mobilizację poczucia oblężenia – Trump mówi o „mrocznym momencie dla Ameryki” i jednocześnie przedstawia Kirka jako męczennika wolności, za którego śmierć – jak grozi – mają zapłacić inni. Były prezydent obarcza winą „skrajną lewicę”, mówi o finansujących ją organizacjach i zapowiada rozliczenia.

Znając Trumpa – jego szaleństwo, nieprzewidywalność i brak hamulców – można się spodziewać represji wobec bardzo wielu osób. Bo przecież całe rzesze tych „bardziej rozsądnych” obywateli wspiera finansowo kampanie na rzecz ograniczenia dostępu do broni, a w logice trumpowskiego odwetu to z pewnością wystarczy, by trafić na listę wrogów. To realne groźby możliwych represji wobec szerokiej rzeszy przeciwników politycznych. Taka to „demokracja”.

Ja sam po publikacji tego tekstu prawdopodobnie nie wjadę już do USA, przynajmniej do końca kadencji Trumpa – szkoda, bo od dłuższego czasu planowałem odwiedzić mojego przyjaciela w Nowym Jorku. Służby ogłosiły, że nie będą wpuszczać do USA cudzoziemców, którzy w mediach społecznościowych zachowywali się „niewłaściwie” po zamordowaniu Kirka. Administracja prezydenta już zaczyna czystki i straszy pracowników sektora publicznego, którzy komentowali jego śmierć. Śmierć prawicowego idola stała się więc pretekstem do czystek w sferze wolności słowa – a więc do zamachu na wartość, którą Kirk rzekomo czcił najbardziej.

„Niewłaściwie” to worek bez dna – może oznaczać wszystko, co nie wpisuje się w oficjalną narrację. Być może wystarczy, że nie nazwiesz Kirka męczennikiem wolności, a tylko zwyczajnym szurem, który latami truł amerykańską debatę publiczną – i być może przyczynił się do wielu śmierci, szerząc wszędzie jad i pogardę.

Niektórzy zauważą słusznie, że trując amerykańską debatę publiczną Kirk truł także globalnie, bo wiele państw, w tym zdecydowanie Polska, jest mocno zależnych politycznie od USA i od trendów płynących z tamtejszej sceny. To, co dzieje się w amerykańskich mediach i polityce, szybko przenika do naszego podwórka. Różne partie w Polsce chętnie czerpią inspiracje z amerykańskiej prawicy oraz takich szurów jak Kirk, szerząc te same bzdury na naszym gruncie. Najgłośniej o powszechnym dostępie do broni mówi Konfederacja, przekonując, że da to ludziom poczucie bezpieczeństwa. Ale wystarczy spojrzeć na USA. Setki tysięcy osieroconych dzieci. Miasta zamienione w strefy wiecznej wojny. Byłem wręcz zaskoczony, kiedy mój znajomy z USA mówił mi z pełnym spokojem, że kilka razy musiał wyciągać broń w różnych sytuacjach – i traktował to jak coś zupełnie normalnego, jako argument za prawem do posiadania broni. Nie dawało się mu wytłumaczyć, że gdyby ta broń nie była tak łatwo dostępna, to wcale nie musiałby chodzić uzbrojony, a jego poczucie bezpieczeństwa wynikałoby nie z noszenia pistoletu, lecz z braku powszechnej broni dookoła. To paradoks amerykańskiej logiki – czują się bezpieczni, bo wszyscy są uzbrojeni, choć właśnie to czyni ich świat śmiertelnie niebezpiecznym. To nie jest wolność, tylko rosyjska ruletka.

Tego samego dnia, gdy kula trafiła Kirka, w Kolorado 16-latek otworzył ogień w jednej z amerykańskich szkół średnich. Dwoje uczniów zostało rannych i trafiło do szpitala, a sprawca odebrał sobie życie. Polityczne zabójstwo i „zwyczajna” szkolna masakra w jednym serwisie informacyjnym – oto amerykańska normalność, której nigdy nie chciałbym oglądać w Polsce. Dla mnie to chory kraj – i choć mamy swoje problemy, to wciąż żyjemy w Europie, a nie na Dzikim Zachodzie. I oby tak zostało.


PS. Niektórzy zarzucą mi pewnie, że nie wypada tak pisać o zmarłym. Nie popieram mordowania przeciwników politycznych, ale sama śmierć nie zmywa win. Kirk całe życie gardził innymi, szerzył rasizm i fanatyzm, bronił karabinów ponad ludzkie życie. Można powiedzieć, że sam sobie zgotował ten los i można nawet domniemywać, że szerząc niezliczone, oderwane od rzeczywistości teorie spiskowe, jest być może współodpowiedzialny za śmierć niejednej osoby. Dlatego nie zamierzam po nim płakać ani się powstrzymywać przed jego krytyką. Dla mnie jako lewicowca to obrzydliwa postać.

Julian Mordarski

Julian Mordarski (ur. 25 sierpnia 2000 r.) – redaktor naczelny Dziennika Trybuna, publicysta i komentator polityczny. Absolwent studiów licencjackich z polityki społecznej na Uniwersytetecie Warszawskim; obecnie studiuje dziennikarstwo i medioznawstwo na tej samej uczelni. Z Dziennikiem Trybuna związany od 2022 roku, początkowo jako szef działu zagranicznego. W kwietniu 2025 roku objął funkcję redaktora naczelnego. Od czterech lat współpracuje z mediami lewicowymi, specjalizując się w tematyce społecznej oraz międzynarodowej.

Poprzedni

Dopuścić wszystkich do głosu

Następny

Wang Yi rozmawiał z amerykańskim sekretarzem stanu USA