Pretendenci

16 gru 2024

Mamy wyjątkowy sezon pojawiania się w przestrzeni publicznej kandydatów – czyli pretendentów (to ładniej brzmi!) do różnych stanowisk, albo do zajmowania ważnej pozycji w życiu Rodaków, bez bawienia się w formalne nominacje. Najważniejszym celem jest – oczywiście – stanowisko prezydenta Polski.

Motywacje

Zawsze były i są nadal dość wyraźnie zarysowane dwie grupy naszych politycznych idoli, które trzymają lejce w powozie o nazwie Polska.

Pierwsza grupa to ci, którym imponują widoczne i budzące zazdrość atrybuty władzy – tytuły, samochody, asystenci, uniżone ukłony, skandowanie imion przez tłumy zwolenników i wiele innych objawów miłości i zależności.

Druga grupa nie gardzi takimi atrybutami, ale dla niej jest najważniejsze faktyczne sprawowanie władzy. Konie ciągnące powóz muszą robić to, co oni uznają za słuszne. Każda ważniejsza decyzja powinna być z nimi konsultowana. Mogą epatować zwolenników osobistą skromnością, mieszkać wręcz ubogo, nie uczestniczyć w żadnych interesach i nie wydawać państwowych pieniędzy na wyjazdy zagraniczne. Chcą być wzorcami uczciwych patriotów, zawsze gotowymi do poświęceń dla kraju.

W okresie prekampanii związanej z wyborami nowego prezydenta w obu tych grupach rodzą się oczekiwani i nieoczekiwani pretendenci. W gronie Rady Sklerotyków zastanawialiśmy się, na co właściwie dzisiaj liczą osoby działające wczoraj w drugiej albo nawet trzeciej linii politycznej, nieznane lub mało znane „zwykłym” obywatelom. W walce z kilkoma tuzami polityki, którzy też deklarują swój udział w tej konkurencji nie mają – patrząc logicznie – żadnych szans.

Tęsknota za popularnością

Na tym logicznym patrzeniu dyskusja Sklerotyków na chwilę się zatrzymała. Bo logika – logiką, ale przecież wyjątki się zdarzają. Obecnego prezydenta wybraliśmy właśnie wbrew logice. Nie był znany, miał znanego i przez wielu obywateli lubianego głównego przeciwnika – ale mimo to wygrał wybory. Jego atutami była (relatywna) młodość, tytuł naukowy, umiejętność względnie poprawnego, publicznego przemawiania do tłumów zwolenników i przeciwników. Niektórzy kandydaci zgłaszający się do najbliższych wyborów prezydenckich mogą mieć nadzieję, że i oni to potrafią.

Sklerotykom wydaje się jednak, że nie jest to jedyna motywacja mało znanych pretendentów. Drugą, o jeszcze mniejszym znaczeniu społecznym może być dość powszechna chęć zdobycia popularności. „Nie jestem znany, a przecież jestem bardzo zdolny. Mógłbym być prezesem w dużej firmie albo załapać się na godziwe stanowisko w ambasadzie w spokojnym kraju. Ale decydenci mnie nie znają! Nawet jak będę sromotnie przegranym kandydatem na prezydenta, to cały kraj mnie pozna”.

Wsparcie i zależność

Jednak nie wszyscy kandydaci w tym wyścigu do Belwederu stają się jawnymi lub poufnymi uczestnikami z własnej lub podpowiedzianej inicjatywy. Są i tacy, którzy stają w szranki dlatego, że spodobali się jakiejś partii politycznej. Wtedy ona bierze na siebie prowadzenie i koszty ich wyborczej kampanii. Teoretycznie może oczywiście zdarzyć się przypadek, że ci wybrani nie mają ochoty zostać „najważniejszą osobą” w państwie i grzecznie odmawiają uczestniczenia w tej denerwującej zabawie. Ale dyskutujący Sklerotycy nie pamiętają takiej sytuacji w polskim realu.

Sklerotycy z uśmiechem współczucia wysłuchali i przeczytali informacje, że są kandydaci, których wprawdzie wytypowała partia polityczna, ale oni mimo to są „obywatelscy”, bezpartyjni i niezależni. Taka łamigłówka budzi wesołość, ale w praktyce się nie zdarza. Zresztą zależność od partii i innych organizacji i środowisk nie jest sytuacją wstydliwą – oczywiście poza przypadkami, w których są to podmioty przestępcze.

Niezależny – ale wyborca.

Na tym nieformalnym spotkaniu Rady Sklerotyków zapasy piwa zostały niemal wyczerpane. Postanowiliśmy więc zakończyć dyskusję jakimś względnie konstruktywnym wnioskiem. Ten wniosek dotyczy ciągle nadmiernego – naszym zdaniem – zaufania do wyników badań poparcia, jakie uzyskują czołowe partie polityczne. Członkowie Rady dawno zakończyli działalność zawodową na dość wysokich szczeblach społecznej drabiny. Teraz są częścią „szarego ludu” i utrzymują z nim znacznie więcej kontaktów, niż ankieterzy placówek zajmujących się badaniami preferencji wyborczych. Und hier ist der hund begraben! Ten pies, to patiotyczno – megalomanistyczne przekonanie, że Ponad 72% Polek i Polaków interesuje się polityką i oddaje swój głos wyborczy po wnikliwej ocenie sytuacji politycznej, ocenie walorów kandydatów, a nawet zmian relacji zachodzących w Europie i na świecie.

Nasze sklerotyczne doświadczenia i obserwacje tego nie potwierdzają. Było jeszcze gorzej, ale i teraz udział takich świadomych wyborców oceniamy na maksimum 45% i tylko dlatego, że zaliczamy do nich an block członków i sympatyków PISu, którzy głosują „zgodnie z rozkazem”. Moim zdaniem wykazały to wyraźnie badania preferencji przeprowadzone w kilka dni po oficjalnym wyborze „bezpartyjnego kandydata partii”. Szeregowi członkowie partii nie mieli czasu, aby dokładniej zapoznać się z kandydaturą, ale jak „szef ją akceptował, o znaczy, że jest dobra i trzeba ją popierać. W rzeczywistości prawie połowa uprawnionych do głosowania traktuje wybory jako rodzaj zbiorowej rozrywki. Kandydaci im się podobają albo nie podobają i od tej uczuciowej oceny zależy, na kogo będą głosować. Programy polityczne kandydatów mają dla nich drugorzędne znaczenie. Najważniejsze i weryfikowane głównie przez telewizję jest to czy jest przystojny albo okoliczności, czy się uśmiecha i nie jest ponurakiem, czy poprawnie i zrozumiale mówi, czy zna jakieś obce języki. Pomaga mu w zdobywaniu wyborców nieodbieralny tytuł naukowy lub oficerski (profesor, generał), a znacznie mniejsze znaczenie mają uznaniowe nominacje administracyjne i biznesowe (prezes, minister).

Jeśli Sklerotycy mają rację, to wszelkie wyniki badań preferencji wyborczych można wykorzystywać tylko jako jedną z przesłanek rozważania celowości korekt w strategiach wyborczych. Traktowanie ich jako niemal wiarygodnej wróżby zwycięstwa lub porażki, wpadanie pod ich wpływem w euforię lub w rozpacz, może być samobójczym błędem.

Najnowsze

Huragan Isaias rośnie w siłę. Ewakuacje nad Zatoką Meksykańską

Huragan Isaias rośnie w siłę. Ewakuacje nad Zatoką Meksykańską

Huragan Isaias, o sile wiatru 165 km/h, zmierza w stronę północnego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, osiągając drugą kategorię. Władze organizują ewakuacje, zamykają lotniska, a firmy energetyczne ograniczają wydobycie ropy i gazu. Z powodu spodziewanej fali sztormowej i powodzi, niebezpieczeństwo porównywalne z samym wiatrem jest wyjątkowo wysokie. Wprowadzono stan wyjątkowy w Alabamie i na Florydzie, gdzie ludność nisko położonych terenów namawia się do opuszczenia domów. Isaias pokazuje także słabość strategicznej infrastruktury energetycznej narażonej na ekstremalne zjawiska pogodowe, podnosząc pytania o przyszłe przygotowanie na takie katastrofy.

Akademicki Szpital WAM w Warszawie –  Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego

Akademicki Szpital WAM w Warszawie – Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego

Każdego roku 10 października obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, który przypomina, że problemy takie jak depresja, lęk czy stres dotykają wielu z nas. W tym kontekście Akademicki Szpital WAM w Warszawie oferuje szereg profesjonalnych usług, w tym konsultacje psychiatryczne, psychoterapię oraz leczenie ambulatoryjne. W placówce podkreśla się znaczenie indywidualnego podejścia i zaufania między pacjentem a specjalistami. Wczesna interwencja jest kluczowa dla poprawy jakości życia, a pomoc psychologiczna powinna być dostępna dla osób w każdym wieku, niezależnie od ich trudności emocjonalnych.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

🔴 NOŻE W POLSKICH SZKOŁACH. MŁODZIEŻ POTRZEBUJE POMOCY, A PRAWICA I KOŚCIÓŁ WALCZĄ Z EDUKACJĄ ZDROWOTNĄ!

💔 Ostrołęka – dziewięć osób rannych. Pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie rani 37-letnią pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremnia potencjalny atak.

Co dzieje się z polską szkołą? Dlaczego młodzi ludzie sięgają po przemoc? I gdzie są dorośli, którzy powinni im pomagać?

Polska szkoła uczy wzorów, dat i przygotowuje do egzaminów. Ale czy wystarczająco uczy empatii, tolerancji, radzenia sobie z emocjami, szacunku do drugiego człowieka i rozwiązywania konfliktów bez przemocy?

📢 Właśnie takie umiejętności miała rozwijać między innymi edukacja zdrowotna!

Tymczasem część prawicy i hierarchii Kościoła katolickiego rozpoczęła przeciwko niej polityczną krucjatę. Straszenie seksualizacją, „lewacką ideologią”, apele o wypisywanie dzieci z zajęć. W tej wojnie niemal zniknęła rozmowa o zdrowiu psychicznym, przemocy rówieśniczej i potrzebie budowania zdrowych relacji.

❗ W roku szkolnym 2025/2026 z nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej korzystało zaledwie około 30 proc. uprawnionych uczniów.

❗ Badania pokazują, że przemoc, poniżanie i wyśmiewanie są codziennością wielu polskich uczniów.

❗ Wciąż brakuje łatwo dostępnej pomocy psychologicznej i skutecznego reagowania na zgłaszane problemy.

Nie można twierdzić, że polityczna walka z edukacją zdrowotną spowodowała ostatnie tragedie. Ale można i trzeba zapytać, dlaczego zamiast wspólnie budować bezpieczną szkołę, politycy i duchowni uczynili z edukacji kolejne pole ideologicznej bitwy.

Bo młodzież nie potrzebuje następnej wojny światopoglądowej dorosłych. Potrzebuje psychologów, mądrych nauczycieli, rozmowy, akceptacji i szkoły, która uczy nie tylko zdawania egzaminów, ale również życia w społeczeństwie.

⚠️ Czy naprawdę musimy czekać na kolejne tragedie, żeby zrozumieć, że empatia, tolerancja i zdrowie psychiczne nie są żadną ideologią?!

🔴 Kto nauczy nasze dzieci szacunku, jeśli dorośli wolą prowadzić ideologiczne wojny?

👉 O przemocy, zaniedbaniach polskiej szkoły, odpowiedzialności państwa i wojnie prawicy z edukacją zdrowotną piszemy w najnowszym artykule na TRYBUNA.INFO.

PRZECZYTAJ. BO CHODZI O BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH DZIECI.

Sprawdź również

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Państwo oddało gospodarkę w prywatne ręce, ale biurokracja nadal kosztuje miliardy W 1989 roku w polskiej administracji pracowało około 162 tys. osób. W 2024 roku administracja państwowa i samorządowa liczyła już blisko 446 tys. etatów. W PRL państwo kontrolowało...

11,5 tys. dolarów za SOR .

11,5 tys. dolarów za SOR .

Konfederacja proponuje podobny kierunek zmian — i tu zaczyna się problem cen Pięć godzin z dzieckiem na SOR-ze i rachunek na 11 577 dolarów. Ubezpieczenie pokryło część kosztów, ale rodzinie zostało około 3,5 tys. dolarów do zapłaty. To wydarzyło się w Stanach...

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna, maski i informacyjny chaos po śmierci młodej pracownicy laboratorium W Szelechowie pod Irkuckiem część szpitala znalazła się pod kwarantanną, blisko 200 osób objęto obserwacją, a w ogromnej fabryce aluminium wprowadzono obowiązek noszenia masek. Wszystko...