Raport z pisowskiego „jądra ciemności”

Lektura „TVPropaganda” Mariusza Kowalewskiego jest pasjonująca, choć wywołuje wrażenie przerażające i przygnębiające. Publiczna instytucja utrzymywana z podatków wszystkich obywateli, dostała się w ręce ludzi o zachowaniach mogących budzić skojarzenia z praktykami gangsterskimi, ludzi bezwzględnie służących interesom jednej, dziś rządzącej partii, brutalnie zwalczających jej przeciwników i krytyków.

Autor, to były dziennikarz TVP i do odejścia z niej – szef redakcji reportażu, zwraca uwagę, że za wszystkich dotychczasowych rządów miało miejsce zjawisko wywierania nacisku na niektóre segmenty bloku informacyjno-publicystycznego.
W szczególności wszystkie ekipy rządzące próbowały mieć wpływ na „Wiadomości”, flagową audycję informacyjną telewizyjnej Jedynki. „Próbowały”, to właściwe słowo, bo nie zawsze ten nacisk w pełni się udawał, a też i siła nacisku zależała od determinacji danej ekipy. Jednak nawet za pierwszego rządu PiS (2005-2007), te próby i te naciski były limitowane zarówno jego koalicyjnym charakterem, jak i faktem, że układ sił w Zarządzie TVP uwzględniał w pewnym stopniu pluralizm polityczny. Dziś TVP sterowana jest ręcznie przez funkcjonariusza PiS jawnie zależnego od prezesa partii i nawet tej zależności nie próbującego skrywać. Jeśli przyjąć na serio, że „hipokryzja to hołd jaki występek składa cnocie”, to prezes TVP owego hołdu nie składa, bo jest mu ona – cnota, czyli w tym akurat rozumieniu: przyzwoitość – obca i nie waha się, by to, z ostentacyjnym cynizmem, demonstrować.
Mariusz Kowalewski napisał reportaż ze środka tego – pożal się Boże – „jądra ciemności”. Do TVP przyszedł w roku 2016, już za rządów PiS. „Ktoś dziś zapyta, czy nie przeszkadzało mi to, że, że trafiłem do TVP w roku 2016, kiedy większość dziennikarzy tam pracujących została albo wyrzucona, albo zmuszona do odejścia” – napisał we wstępie Kowalewski.
Nie mam do tej kwestii stosunku postronnego, zewnętrznego. Należę do drugiej z wymienionych kategorii. Byłem wśród dziennikarzy TVP, którzy zostali „zmuszeni do odejścia”, co w moim przypadku stało się z końcem 2016 roku. Nie mam jednak problemu z tamtą decyzją autora. Nie mam też problemu z faktem, że nie odszedł sam, lecz został usunięty. Okoliczności życiowe i ocena sytuacji popychają nas czasem do decyzji, których żałujemy, ale jeśli potrafimy wycofać się ze złej sprawy lub jeśli uczestnictwo w niej odkupimy sensownym czynem, to bardzo dobrze. Gdyby Mariusz Kowalewski znajdował się tak jak ja, jako obce, szeregowe ciało dziennikarskie „gorszego sortu”, dalece poza jakimikolwiek kręgami decyzyjnymi w TVP, nie mógłby napisać tej książki.
Odbieram ją jako w pełni wiarygodną. Będąc nawet tylko szeregowym dziennikarzem Ośrodka Mediów Interaktywnych TVP, zajmującym się głównie Teatrem Telewizji, od początku roku 2016 „przez skórę” czułem narastające napięcie w Firmie, atmosferę strachu i niepewności, To się czuło coraz bardziej w relacjach międzyludzkich, w postępującej wzajemnej izolacji, zniechęceniu, to się widziało nawet w spojrzeniach ludzi przemykających korytarzami budynków przy ulicy Woronicza, gdzie pracowałem. A przecież od gmachu przy Placu Powstańców Warszawy, gdzie mieści się epicentrum pisowskiego przemysłu kłamstwa nienawiści i pogardy dzieliło nas, przy Woronicza, kilkanaście minut jazdy metrem.
Dreszczowiec czyli polowania Jacka Kurskiego
Choć zahaczyłem swoją obecnością w TVP o część czasu, o którym napisał Kowalewski, to czytałem „TVPropagandę” jak thriller, dreszczowiec, który rozgrywał się pod moim nosem, „za ścianą”. W formule reportażu i relacji indywidualnej prowadzi nas autor korytarzami i labiryntami gmachów przy Woronicza i Placu Powstańców Warszawy, opisuje sploty zdarzeń i personaliów, ukazuje ten nieustannie gotujący się kocioł interesów, lęków, emocji. Zwięźle, ale sugestywnie portretuje sylwetki części uczestników tych zdarzeń. I niczym ów „wybuch bomby atomowej”, którym ma rozpoczynać się film sensacyjny, a potem napięcie ma rosnąć, o którym mówił Alfred Hitchcock, pojawia się na wstępie zastępca koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik w roli nader dwuznacznej z punktu widzenia społecznej roli i wolności mediów publicznych, jako spiritus movens zwolnienia Kowalewskiego.
Tak ostro rozpocząwszy, pozwala autor na chwilę ochłonąć czytelnikowi, ukazując w kolejnym rozdziale „Świat TVP”, „krótki kurs anatomii” Firmy, także w aspekcie strukturalno-lokalowym. W kolejnych rozdziałach („Wojna o Plac” i „”Kto jest kim na Placu”) ukazuje walki frakcyjne w PiS o wpływy w TVP, w tym główny front między Jackiem Kurskim a jego adwersarzami z Rady Mediów Narodowych, Krzysztofem Czabańskim i Joanną Lichocką oraz portretuje szereg figur z pisowskiego aparatu propagandowego (m.in. Jacek Kurski, Marzena Paczuska, Dawid Wildstein, Samuel Pereira, Michał Rachoń, Jarosław Olechowski czy przyboczny Kurskiego i „szara eminencja” Paweł Gajewski).
Wielu innym postaciom poświęcone są wzmianki krótkie, ale istotne jak n.p. o Mariuszu Pilisie, od stycznia do sierpnia 2016 roku dyrektorowi TAI, autorze „czarnej listy” dziennikarzy zatrudnionych w przeszłości z poręki obecnych partii opozycyjnych czyli inspiratorze czystek, które zaczęły się w połowie 2016 roku. Personalia są zresztą jedną z najmocniejszych stron tej książki, która jest nimi „naszpikowana” jak smakowitymi rodzynkami. Kowalewski opisał też działanie kierownictwa TVP jako „zarządzanie poprzez strach” i porównał pracę na Placu do „chodzenia po polu minowym”.
„Trzeba uważać niemal na wszystko. Na to jak jesteś ubrany, co mówisz, jakich zapraszasz gości czy jaki robisz materiał” – napisał.
Nawiasem mówiąc, uderzające jest to, że pracując z dala i od Placu i od epicentrum zdarzeń, na obrzeżu, odnosiłem podobne wrażenia.Ta zbieżność odczuć z dwóch kompletnie odmiennych punktów widzenia świadczy, że to o czym napisał Kowalewski niewątpliwie jest „na rzeczy”. Autor „TVPropaganda” napisał też o „wojnach Jacka Kurskiego”, które prezes prowadzi na dwóch frontach. Pierwszy z tych frontów jest zewnętrzny – to walka z wszystkimi krytykami i wrogami PiS, w tym także mocno groteskowe wojny z firmą „Nielsen” zajmującą się pomiarami oglądalności czy dronowa z Tomaszem Lisem. Front zewnętrzny skierowany jest przeciwko Radzie Mediów Narodowych i jej szefowi Krzysztofowi Czabańskiem oraz przedstawicielowi nielubianego środowiska „Gazety Polskiej” Michałowi Rachoniowi, a także kilku innym prawicowym dziennikarzom, m.in. Dorocie Kani czy Witoldowi Gadowskiemu. Nie mniej zażarta wojna toczy się w pewnym oddaleniu od klasycznej „tele-wizji” czyli w portalu TVP Info. Tam Kurski sprzymierzył się z frakcjami Joachima Brudzińskiego i radiomaryjną Antoniego Macierewicza, co powodowało nieustanne tarcia. Istotnym figurami stali się tu szef TAI od 2017 roku Klaudiusz Pobudzin czy szef portalu (po „zczyszczeniu” umiarkowanego Dominika Zdorta) Samuel Pereira, jedna z najbardziej antypatycznych postaci, uważany za inspiratora intrygi medialnej przeciwko lekarzom-rezydentom, w tym szczególnie jednej z protestujących lekarek. Jako narzędzie i ostatecznie w tej sprawie (zawieszenie i w konsekwencji odejście TVP) wykorzystany został świeży wtedy nabytek na Placu, fanatycznie prawicowy, młody, początkujący adept dziennikarstwa Ziemowit Kossakowski. Obecnie jest on kucharzem i to on najmocniej poczuł na własnej skórze, czym kończy się krańcowa nadgorliwość w służbie partii.
„Paski grozy”, „jointy” i służby specjalne
Dotykam z konieczności tylko niektórych z bardzo licznych wątków podjętych przez Kowalewskiego. Wspomnę tylko o zauważonych przez niego powiązaniach Placu ze służbami specjalnymi („przecieki ze służb”), o „czarnej liści gości”, czyli kogo nie należy zapraszać do programów TVP, o „indeksie czasopism zakazanych”, „paskach grozy” ich nadinspiratorze Krystianie Kuczkowskim („niczym gospodarz domu Anioł z serialu „Alternatywy”), o aferze z prześladowcą prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, terroreporterem (określenie moje – KL) Łukaszem Sitkiem, o nieustannej karuzeli na kierowniczych stanowiskach i wielu innych sprawach. Niektóre wątki, jak n.p. ten o tym „jak Naczelnik przyjeżdża na Plac”, czy o groteskowym pseudo-awansie Tadeusza Płużańskiego z szefa redakcji reportażu i publicystki do TVP Historia, podane są z lekką nutką cokolwiek czarnego humoru. Czytelnicy zainteresowani także innymi wątkami niż te ściśle związane z polityka propagandową obozu władzy znajdą w książce także wątek „marihuanowy” („Jointy na placu”) oraz mocno „paździerzowy” obraz tej instytucji na poziomie bieżącej logistyki i funkcjonowania w zakresie organizacji pracy, m.in. w obrazie przebiegu tworzenia przez Kowalewskiego redakcji reportażu.
„TVPropaganda” Mariusza Kowalewskiego nie jest pełnym kompendium wiedzy o TVP pod rządami PiS, ani pełnym obrazem mechanizmów nią rządzących, bo autor opisał tylko to czego sam doświadczył, co widział lub co bezpośrednio zasłyszał. Mimo to jest to lektura wprost pasjonująca, którą czyta się jednym tchem, a chwilami z tchem zapartym, jak dobry thriller, także dlatego że jest znakomicie i przejrzyście napisana. To kawał dobrego reportażu. Niepotrzebnie się więc autor, na początku i na końcu książki, sumituje i posypuje głowę popiołem że pracował w pisowskiej telewizji, bo pisząc „TVPropagandę” zrobił kawał dobrej roboty. I wyznam szczerze, że mam nadzieję, iż Mariusz Kowalewski zgromadził więcej materiału niż ten, który zawarł w swojej książce. I że za jakiś czas będzie można sięgnąć po sequel „TVPropaganda 2”. Sięgnąłbym po niego z czytelniczym apetytem.
Mariusz Kowalewski – „TVPropaganda. Za kulisami TVP”, Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2019, str. 160, ISBN 978-83-66095-20-5