Słucham pulsu współczesności

15 sty 2020

– Staram się unikać wszelkich kontekstów politycznych, ideologicznych. Interesują mnie przeżycia jednostek i grup wyłącznie w aspekcie ludzkim, prywatnym, psychologicznym. Interesuje mnie człowiek i reguły rządzące jego zachowaniem – z Natalią Koryncką-Gruz rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Pani fabularny debiut sprzed 17 lat, „Amok”, był mocną diagnozą rzeczywistości rodzącego się polskiego kapitalizmu. Pani ostatni film, „Warsaw by night” też jest silnie wpisany w teraźniejszość społeczną. Ma Pani jako reżyserka silną potrzebę trzymania ręki na pulsie rzeczywistości i pokazywania jej in statu nascendi…
To prawda. Pasjonuje mnie to, co dzieje się wokół mnie, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Najbardziej interesuje mnie obserwowanie i opis sytuacji, która się dzieje tu i teraz. Kiedy realizowałam „Amok”, ta rzeczywistość działa się na gorąco. Pokazałam proces tworzenia się nowej klasy społecznej
Także jako proces emocjonalny, na co wskazuje również tytuł, choć pieniądze w kulturze funkcjonują na ogół jako atrybut sfery rozsądku, mimo molierowskiego skąpca kochającego swoją szkatułkę miłością jedyną…
W Polsce była to wtedy nowość warta pokazania na ekranie. Nowość w życiu Polaków, głównie młodego pokolenia.
Dlaczego wybrała Pani kobiety na bohaterki „Warsaw by night”? Czy zafascynował Panią problem emancypacji kobiet, który od 1989 roku jest przedmiotem ciągle powtarzającej się, społecznej, bardzo emocjonalnej debaty?
Nie. Staram się unikać wszelkich kontekstów politycznych, ideologicznych. Interesują mnie przeżycia jednostek i grup wyłącznie w aspekcie ludzkim, prywatnym, psychologicznym. Interesuje mnie człowiek i reguły rządzące jego zachowaniem. W tym przypadku przede wszystkim kobiety, które poszukują, właściwie po omacku, swojego miejsca w przestrzeni wielkiego miasta.
Co jest Pani najważniejszym filmowym credo?
Szacunek dla rzeczywistości. Obserwacja zachowań i charakterów ludzkich.
Porozmawiajmy nieco o Pani drodze do filmu i zawodu reżysera. Co Pani dała Alma Mater, łódzka szkoła filmowa?
Przede wszystkim otwarcie na świat i kontakt z wybitnymi pedagogami. Po pierwsze z opiekunem mojego roku Wojciechem Hasem. Po drugie z innym ważnym, a z wielu powodów jeszcze ważniejszym dla mnie twórcą, Krzysztofem Kieślowskim.
Pani kinu na pewno bliżej do Kieślowskiego niż Hasa….
Takie kino jak Hasa, kreacyjne, malarskie, literackie, wywodzące się z wyobraźni podziwiam jako widz, ale to nie mój reżyserski świat. Tak jak Kieślowski, czerpię z realnej rzeczywistości. Ona mnie frapuje. Dlatego tak jak on, zrobiłam także wiele filmów dokumentalnych. Mistrzem był dla mnie też wielki dokumentalista Kazimierz Karabasz. Poza tym kino kreacyjne wymaga mistrza tak niezwykłego jak Has, bo na lekko tylko niższym poziomie staje się grafomanią i błyskawicznie się samodemaskuje. A Kieślowski, choć nie żyje od lat, pozostaje dla mnie ważnym punktem odniesienia.
Zauważyłem, że bardzo niewielu absolwentów szkoły filmowej w Łodzi została i zostaje reżyserami, w każdym razie na stałe. Większość nazwisk zniknęła z jakiegokolwiek horyzontu…
To prawda. Z mojego roku ten zawód uprawia tylko Dorota Kędzierzawska, ja i jeszcze jeden kolega. Wynika to z wielu przyczyn. Także stąd, że reżyser, to bardzo niestabilny zawód, że ciągle zaczyna się w nim od nowa, wraca się do punktu wyjścia. Poniekąd syzyfowa praca.
„Amok”, za który otrzymała Pani w Gdyni nagrodę za debiut fabularny nie „ustawił” Pani w zawodzie?
Ani trochę. Z pragmatycznego punktu widzenia ta nagroda, choć zaszczytna, nie dała mi nic. I nie jestem tu wyjątkiem.
Po ukończeniu „filmówki”, ukończyła Pani studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, ale poza kilkoma filmami dokumentalnymi, między innymi o „demonicznych kobietach” Witkacego, o Norwidzie, Baczyńskim i Pessoi, nie ma w Pani twórczości proweniencji literackich. Dlaczego?
Bo ani w klasycznej ani we współczesnej literaturze nie znalazłam jako dotąd inspiracji do fabuły. Świat tak bardzo i tak szybko się zmienia, że klasyka jest coraz mniej czytelna dla współczesnej widowni. Dziś znacznie trudniej wyobrazić sobie taką ekranizację jak „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy. Widzowie coraz trudniej znoszą historyczny kostium, bo on zbyt ich oddala od treści przekazu i coraz słabiej rozumieją konteksty literackie, kulturowe, humanistyczne niezbędne do percepcji klasyki. Brakuje im oczytania. Coraz więcej widzów rozumie tylko prosty przekaz jeden do jednego. Rozwija się kultura facebookowa prostej komunikacji. Przeraża mnie to, że komercja stanęła w centrum, w tzw. mainstreamie rynku kultury. Kiedyś też była, ale nie w centrum.
Filmy fabularne można robić znacznie rzadziej niż dokumentalne. Nie myślała Pani o poświęceniu się dokumentowi?
Nie. Cenię dokument, ale bliższa mi jest fabuła. Żeby coś ważnego osiągnąć w dokumencie, trzeba mu się poświęcić bez reszty, tak jak Kazimierz Karabasz.
Trzecim Pani polem działalności jest Teatr Telewizji. Ale i tu, mimo polonistycznego wykształcenia, tylko raz odwołała się Pani do wielkiej literatury, w „Małym księciu” według Saint-Exupery’ego. Poza tym współczesność i realizm.
Albo najnowsza historia Polski…
Ma Pani na myśli niedawno powtórzone widowisko „Inka” o losie Inki Śledzińskiej, niewinnej ofiary represji stalinowskich? Historia tego okresu obfita jest w dramatyczne i tragiczne wydarzenia, biografie. Skąd wybór tej właśnie postaci?
Jej śmierć nie była śmiercią dojrzałego żołnierza, który musi się z nią liczyć, ale śmiercią młodej dziewczyny, prawie dziecka. Jej odważna, a właściwie heroiczna postawa w obliczu śmierci od kuli w więzieniu UB jest czymś niebywałym. Wierność wartościom, ideałom w dzisiejszym świecie występuje bardzo rzadko. Długo szukałam aktorki odpowiedniej do tej roli, aktorki mającej w sobie czystość i niewinność „Inki” i chwilami popadałam w zwątpienie, że taką znajdę. Zafascynował mnie fakt tak silnego przywiązania do pewnych wartości u bardzo młodej, zaledwie siedemnastoletniej dziewczyny. Z naszej perspektywy to jeszcze niemal dziecko, ale w czasie wojny młodzi ludzie szybciej, w tempie przyspieszonym dojrzewali. Żyjemy w czasach kompletnego relatywizmu, w których przekonania są nieistotne, liczy się tylko doraźna korzyść. I to w efekcie, paradoksalnie, rodzi u części młodych ludzi głód mocnych wartości. To nie mój domysł, ale pewność, ponieważ po premierze „Inki” dotarło do mnie sporo sygnałów od młodych ludzi, którzy dzielili się ze mną swoimi wrażeniami i dziękowali mi za pokazanie tej postaci.
Jakimi kryteriami kierowała się Pani przy układaniu obsady?
Przede wszystkim bardzo długo nie mogłam znaleźć odpowiedniej aktorki do roli Inki. Miałam nawet momenty zwątpienia, czy mi się to w ogóle uda. Chodziło o specjalną osobowość, prawie dziś nie spotykaną, charakteryzującą się jakimś rodzajem duchowej czystości, niemal niewinności, idealizmu. I po castingach, do których przystąpiło wiele młodych kandydatek, natrafiłam na młodą aktorkę z Gdańska Karolinę Kominek, absolwentkę krakowskiej PWST. Ona właśnie miała w sobie to „coś”. W ogóle większość obsady stanowią młodzi aktorzy z Gdańska, choć nie tylko.
Dlaczego?
Po pierwsze z powodów praktycznych. Zdjęcia w całości realizowane były w Trójmieście, w Gdańsku i okolicach Sopotu, więc dzięki temu uniknęłam ewentualnych problemów organizacyjnych, które wiązałyby się z rozlicznymi zajęciami aktorów warszawskich. Poza tym młodzi gdańscy aktorzy bardzo silnie zaangażowali się emocjonalnie i zawodowo w tę realizację. Bardzo chcieli w niej grać. To wytworzyło atmosferę pozytywnego napięcia twórczego.
Gdzie kręcone były sceny więzienne?
W autentycznej scenerii więzienia w Gdańsku przy ulicy Kurkowej, tego w którym przetrzymywana była i zamordowana została Inka. Plenery leśne nakręcone zostały pod Sopotem. Takich tematów jest wiele. Nie ma szans, żeby powstały o nich filmy, ale skoro była szansa zrealizować spektakl telewizyjny, to skorzystałam z okazji.
Niedawno można było usłyszeć Pani deklarację woli ponownego, szybkiego stanięcia za kamerą filmu fabularnego. Po kwestii przemian ekonomicznych, pieniądza, po temacie kobiecym – co teraz chciałaby Pani podjąć?
Kwestię wolności. Ona do tej pory wydaje się być zadekretowana, oczywista, a przecież jest wokół tyle dla niej zagrożeń, wewnętrznych i zewnętrznych. Te zagrożenia dla wolności są na poziomie politycznym, psychologicznym, obyczajowym. Człowiek wolny jest niemal na co dzień pod presją. Jest uczestnikiem i świadkiem ciągłych ataków na wolność własną i innych. Dlatego jest to temat niemal palący.
Dziękuję za rozmowę.

Natalia Koryncka-Gruz – ur. w Warszawie – scenarzystka, reżyserka i producent filmowy. Absolwentka Wydziału Reżyserii Filmowej i Telewizyjnej (1986) PWSFTviT w Łodzi oraz filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego(1980). W latach 1986-1987 związana była ze Studiem Filmowym im. Karola Irzykowskiego, w latach 1987-1989 z Zespołem Filmowym „Perspektywa”. Od 1992 r. działa jako niezależny producent filmowy. Członkini Polskiej Akademii Filmowej. Filmy fabularne: „Amok” (1998), „Piekło-niebo” (2004 – cykl „Święta polskie”), „Warsaw by night” (2015). Seriale telewizyjne, m.in. : „M jak miłość” (2000–2007), „Barwy szczęścia” (od 2007). Filmy dokumentalne, m.in.: „Norwid (1984), „Powrót arystokratów” (1992), „Dolina księżycowa” (1993), „Krótki film o Krzysztofie Kieślowskim” (1996), „Bezprizorni” (1997), „Zbig” (2000), reżyser, scenarzysta, producent. Teatr Telewizji, m.in.: „Martwa natura” (1988), „Biała dama” (1997), „Inka” (2007). Laureatka wielu prestiżowych nagród zagranicznych za filmy fabularne i dokumentalne.

Najnowsze

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Śmierć 28-letniej pracownicy laboratorium w Szelechowie wywołała panikę i zamieszanie informacyjne. Media donosiły o dżumie, podczas gdy władze twierdziły, że przyczyną było „zapalenie płuc o nieustalonej etiologii”. Kwarantanna objęła blisko 200 osób, a w fabryce aluminium wprowadzono noszenie masek. Chaos potęguje brak spójnych komunikatów ze strony instytucji sanitarnych, co podważa zaufanie obywateli. Kluczowe pytanie: czy jest się czego obawiać? Na razie brak dowodów na epidemię, ale sytuacja wymaga czujności. Panika to zły doradca, ale informacyjny chaos jest równie niebezpieczny.

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Brak miejsc w akademikach to dramat, ale sytuacja może się poprawić. W Warszawie, gdzie na jedno miejsce przypada 17 studentów, wynajem mieszkań staje się brutalnie drogi. Koszty mieszkania nieporównywalne do akademickich opłat, gdzie najtańsze miejsca zaczynają się od 410 zł. Mimo spadku dostępności miejsc, modernizacje podnoszą standardy, a rozwijający się rynek prywatnych akademików staje się atrakcyjną alternatywą. Studenci walczą o każdy pokój, a presja rynku wynajmu wciąż rośnie. W przyszłości akademiki mogą rozwiązać problem, ale na razie wciąż brakuje ich jak na lekarstwo.

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Centra danych rosną jak grzyby po deszczu, ale czy Polska naprawdę korzysta na tym boomie? Wyższe wynagrodzenia nie kuszą tylko programzystów – potrzebujemy techników, elektryków i specjalistów. Jednak zysk z miliardowych inwestycji często nie pozostaje w kraju. Rzeczywiste pytania brzmią: ile miejsc pracy stworzą, jakiej jakości będą te zatrudnienia, oraz jakie podatki zostaną w Polsce? Kto poniesie koszty infrastruktury, a kto w końcu zyska na energetycznym oblężeniu? Służby publiczne muszą zapewnić, że cyfrowa rewolucja przyniesie korzyści społeczeństwu, a nie tylko globalnym korporacjom.

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Benjamin Netanjahu odbył niezapowiedzianą wizytę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie głównym tematem rozmów był Iran i jego program nuklearny. W świetle ataku Hamasu z 7 października 2023 roku nasuwa się pytanie o ewentualne ostrzeżenie, które izraelski premier miał otrzymać od lidera Emiratów. W obliczu narastających napięć w regionie, współpraca między Izraelem a ZEA staje się kluczowa, nawet w obliczu krytyki działań izraelskiego rządu. Również wzrost cen ropy, spowodowany konfliktem, wpływa na gospodarki krajów europejskich, w tym Polski, co wskazuje na skomplikowane powiązania między bezpieczeństwem a kosztami życia obywateli.

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Przyszłość Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po 2027 roku staje pod znakiem zapytania, a kolosalne kwoty dotyczące wsparcia dla polskiego rolnictwa budzą wiele wątpliwości. Polska może otrzymać 24,6 miliarda euro według Komisji Europejskiej lub ponad 42 miliardy euro, uwzględniając dodatkowe środki krajowe. Paradoksalnie, większa elastyczność budżetowa może prowadzić do rywalizacji o fundusze z innymi sektorami. Kluczowe pozostaje pytanie, jak te środki będą dzielone, co zadecyduje o przyszłości nie tylko rolników, ale i jakości życia na wsi, co jest istotne dla młodych rodzin oraz całych społeczności wiejskich.

Sprawdź również

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna, maski i informacyjny chaos po śmierci młodej pracownicy laboratorium W Szelechowie pod Irkuckiem część szpitala znalazła się pod kwarantanną, blisko 200 osób objęto obserwacją, a w ogromnej fabryce aluminium wprowadzono obowiązek noszenia masek. Wszystko...

Będziemy mieć cykl rządów mniejszościowych ?

Będziemy mieć cykl rządów mniejszościowych ?

Najstarsi pamiętają song „Układanka” napisany przez Wojciecha Młynarskiego. Metaforyczny. O polskiej rodzinie, która chciała z dostępnych im puzzli ułożyć obrazek. Obiecywany socjalistyczny raj. Dziś mamy demokrację parlamentarno- gabinetową. Jej sztandarowym...

Nieuregulowany Kapitalizm: Zondacrypto i Jego Ofiary

Nieuregulowany Kapitalizm: Zondacrypto i Jego Ofiary

Gdy przeciętny polski pracownik zmaga się z drożyzną i niepewnością jutra, prawicowi politycy – mieniący się obrońcami „zwykłych ludzi” – po raz kolejny zostali przyłapani na braniu udziału w neoliberalnym balu na wulkanie. Sprawa giełdy Zondacrypto (dawniej BitBay)...