Trump szantażuje NATO. Kto pomoże Wielkiej Ameryce?

1 kwi 2026

Imperium Donalda Trumpa znalazło się w sytuacji niekomfortowej. Dało się podpuścić Izraelowi. Miała być szybka wojna z Iranem, krótka pokazówka siły i kolejny konflikt sprzedany światu jako dowód, że Ameryka wciąż rozdaje karty. Tymczasem zamiast błyskawicznego sukcesu wyszedł imperialny kryzys, który pożera czas, ogromne zasoby i polityczny kapitał. Nic więc dziwnego, że płyną już sygnały, iż Biały Dom chciałby stosunkowo szybko zamknąć ten etap. Nie wygląda to jednak na pewność siebie, lecz na chaotyczną próbę ograniczenia kosztów, odzyskania inicjatywy oraz przygotowania sobie pola do kolejnych ruchów.

Dlatego dziś z Waszyngtonu płynie już nie tylko osobliwy lament, że Europa nie pomaga. Płynie także otwarty szantaż. Amerykanie z Izraelem weszli w wojnę z Iranem nie tylko bez realnych konsultacji z europejskimi partnerami, ale także w trakcie negocjacji i wbrew elementarnej logice. Ormuz nie zablokował się przecież sam. To amerykańsko-izraelska agresja, początkowo kłamliwie uzasadniana wyzwoleniem ludności irańskiej, pomogła zamienić cieśninę w globalny problem, a teraz rachunek próbuje się wysłać innym. Wielu sojuszników było tej wojnie przeciwnych, lecz potraktowano ich jak statystów. Teraz pytają, dlaczego USA mają być dla NATO, skoro NATO nie jest dla USA, a sekretarz wojny Pete Hegseth tłumaczy, że w sprawie Ormuzu to „nie jest sprawa tylko amerykańskiej marynarki” i inni też powinni wziąć większą odpowiedzialność. Jakby tego było mało, odmówił też jasno potwierdzić, czy Stany Zjednoczone automatycznie staną w obronie sojuszników w ramach art. 5 NATO. Trump poszedł już dalej i zaczął grozić wyjściem USA z NATO, nazywając Sojusz „papierowym tygrysem”.

A przecież NATO nie jest sojuszem napastniczym, tylko obronnym. Nie powstało po to, by automatycznie dołączać do każdej wojny rozpętanej przez Waszyngton, zwłaszcza prowadzonej bez konsultacji i wbrew interesom sojuszników. I właśnie dlatego nie chodzi tu już tylko o pretensję do Europy. Chodzi o próbę przerzucenia na nią części winy za wojnę, która miała być pokazem siły USA, a coraz bardziej odsłania polityczną katastrofę i ograniczenia samego Waszyngtonu. Po polsku brzmi to tak: wleźliśmy w kosztowną wojnę, sami ją rozkręciliśmy, ale teraz chcemy, żebyście pomogli zabezpieczyć amerykańskie interesy, osłonili nasz odwrót z twarzą i jeszcze udawali, że to wspólna sprawa. A jeśli nie, zaczniemy podważać sens samego sojuszu. Wieczorne przemówienie Trumpa najpewniej pójdzie właśnie w tym kierunku: nie tyle w stronę partnerstwa, ile nacisku na Europę, by pomogła domknąć skutki wojny na warunkach korzystnych dla Waszyngtonu. Coś jeszcze trzeba mówić? To komentuje się samo.

Ale Biały Dom niestety myśli już o tym, co dalej. Hegseth opowiada o „Wielkiej Ameryce Północnej” i wyznacza „bezpośredni perymetr bezpieczeństwa” USA od Grenlandii po Ekwador i od Alaski po Gujanę. W tej logice mieszczą się więc także Kanada, Kuba, Panama i cała przestrzeń, którą Waszyngton coraz wyraźniej traktuje jak własne strategiczne podwórko. Kiedy sekretarz wojny mocarstwa mówi takim językiem, nie opisuje świata, tylko go sobie mentalnie grodzi. Stawia płotki, wbija tabliczki i daje do zrozumienia, że to nasze, tamto też nasze, a reszta ma się przyzwyczajać. To jawny plan jeszcze kilku politycznych „napaści” do przeprowadzenia, zanim trumpowskie okno czasu zacznie się zamykać.

I tu pretensje do Europy stają się jeszcze bardziej czytelne. Chociaż wciąż krótkowzroczne i pozbawione sensu. Ale oczywiste jest, że nie chodzi o żadną romantyczną solidarność Zachodu. Chodzi o interes imperium, które ugrzęzło na jednym froncie, ale chce iść dalej. A konkretnie o interes imperatora. Trump coraz bardziej się niecierpliwi, bo zbliża się 4 lipca 2026 roku, czyli 250-lecie niepodległości USA — data wielka, symboliczna i wręcz stworzona dla narcyza marzącego o tym, by zapisać się w historii jakimś „wielkim” ruchem.

Przekaz do Europejczyków jest więc prosty — pomóżcie nam zabezpieczyć nasze interesy, pomóżcie nam wyjść z tej wojny bez politycznego upokorzenia, a potem nie przeszkadzajcie nam działać dalej. Kolejne naciski czekają, a Europa ma tu być nie sojusznikiem, lecz pomocnikiem szeryfa. A pomocnik szeryfa, jak wiadomo z westernów, pierwszy dostaje kulę.

Najnowsze

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od...

Sprawdź również

Gra w referenda

Gra w referenda

Referendum to ważny element demokracji: obywatele przesądzają w nim o kwestiach istotnych dla państwa. W pewnych krajach stosuje się je rzadko, w innych bardzo rzadko, no i jest jeszcze Szwajcaria, która trenuje je nieustannie, szczególnie na poziomie kantonów. Nie ma...

Bomby i pokój

USA czy Chiny – oto jest pytanie

Pierwszego maja zniknęły cła na eksport do Chin z dwudziestu państw Afryki. Postrzeganych jako te najbogatsze. Trzydzieści trzy uważane za słabiej rozwinięte otrzymały ten przywilej już w zeszłym roku. W czasie wojny celnej, którą prezydent Donald Trump wypowiedział...

Spotkanie Xi Jinpinga i Trumpa w Pekinie. Kurs na stabilność

Spotkanie Xi Jinpinga i Trumpa w Pekinie. Kurs na stabilność

Na to spotkanie patrzyły nie tylko Pekin i Waszyngton. Patrzył świat zmęczony wojnami, cłami, niepewnością na rynkach energii i rosnącymi kosztami życia. Donald Trump wrócił do Pekinu po ośmiu i pół roku od poprzedniej wizyty w Chinach. Kiedy przy jednym stole siadają...

Prawicowy kosmopolityzm

Prawicowy kosmopolityzm

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, jakoś nie spieszy się do powrotu na łono umiłowanej ojczyzny. Najpierw udał się na długą wycieczkę do Węgier, a teraz kiedy klimat polityczny uległ zmianie, odnalazł się na lotnisku Newark w New Jersey w USA. Warto...

Trump leci z Big Techem do Pekinu. Chodzi o chipy, rynek i AI

Trump leci z Big Techem do Pekinu. Chodzi o chipy, rynek i AI

Donald Trump leci do Pekinu z delegacją, w której polityka spotyka się z interesami największych amerykańskich korporacji. Obok urzędników administracji USA do Chin jadą ludzie, dla których wynik rozmów z Xi Jinpingiem może oznaczać miliardy dolarów w kontraktach,...

Burmistrz Nowego Jorku wybrał krawców zamiast balu miliarderów

Burmistrz Nowego Jorku wybrał krawców zamiast balu miliarderów

Zohran Mamdani, lewicowy burmistrz Nowego Jorku, nie pojawił się na dorocznym balu mody w Metropolitan Museum of Art. W wieczór, gdy muzeum wypełniły gwiazdy, projektanci i miliarderzy, jego biuro pokazało krawców, sprzedawców, dostawców i związkowców. Ludzi, bez...

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Część pierwsza – miłe złego początki Tekst archiwalny, napisany ponad osiem lat temu. Choć od tamtego czasu zmienił się mój sposób patrzenia na rzeczywistość społeczną i rynek pracy, zasadnicza wymowa tego tekstu pozostaje dla mnie aktualna — tym bardziej dziś, gdy...

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie wszedł w codzienne życie mieszkańców głębiej niż kolejne rządowe komunikaty i zagraniczne sankcje. Brak paliwa oznacza dziś problemy z dojazdem do pracy, dostawami żywności, odbiorem śmieci, funkcjonowaniem szpitali i obsługą turystów. Do tego dochodzą...