Trzy wcielenia Nikołaja Gubienki (1941-2020)

7 wrz 2020

W połowie sierpnia zmarł w Moskwie Nikołaj Gubienko, znany rosyjski aktor i reżyser; wcześniej, wiosną, przeszedł zakażenie koronawirusem. Dla jednych Gubienko był przede wszystkim człowiekiem teatru, dla innych – zwłaszcza filmowcem, dla jeszcze innych – działaczem politycznym.

Dzieciństwo miał, jak zresztą wielu jego rówieśników, zaiste nie do pozazdroszczenia: przyszedł na świat w piwnicy w bombardowanej przez hitlerowców Odessie, już w następnym roku zginął na froncie jego ojciec – mechanik pokładowy bombowca, zaraz potem matkę – głównego technologa jednej z fabryk – za odmowę kolaboracji okupanci powiesili.
Wychowywał się Gubienko w sierocińcu i w szkole kadetów, po której ukończeniu zaczął występować jako statysta w odeskim teatrze. Ale wnet udało mu się dostać na studia aktorskie w prestiżowym moskiewskim Wszechzwiązkowym Instytucie Kinematografii, i to w klasie słynnej pary reżysersko-aktorskiej Siergieja Gierasimowa i Tamary Makarowej. Podobno podczas pobytu na uczelni ku Nikołajowi, wtedy młodzieńcowi o cokolwiek niewyszukanym sposobie bycia i odzieniu, szczególną, „klasową” niechęć odczuwała jedna z koleżanek na roku, subtelna moskiewska piękność Żanna Bołotowa. Po kilku jednak latach Bołotowa, jedna z najbardziej popularnych rosyjskich aktorek filmowych swego pokolenia, stała się jego żoną, z którą nie rozstawał się do końca swych dni.
Do końca swych dni (aczkolwiek była tu kilkunastoletnia przerwa, o której za chwilę) nie rozstawał się też Gubienko z teatrem, do którego zaraz po studiach został przyjęty – moskiewskim Teatrem na Tagance. Powołany właśnie na jego dyrektora i kompletujący nowy zespół, wkrótce tak sławny Jurij Lubimow ujrzał Gubienkę w uczelnianym spektaklu „Kariery Artura Ui” i bez wahania od razu powierzył mu główną rolę męską – lotnika Suna w pierwszej, też Brechtowskiej premierze swojej dyrekcji – „Dobrym człowieku z Seczuanu”. Był to rok 1964 – i przez kilka lat następnych był Gubienko najjaśniejszą aktorską gwiazdą coraz bardziej głośnego teatru, który wnet stał się prawdziwym symbolem politycznej odwagi i artystycznego nowatorstwa i którego reżyserowane przez Lubimowa wyraźnie krytyczne wobec ówczesnej radzieckiej rzeczywistości spektakle o wywiedzionej z doświadczeń teatru epickiego poetyce cieszyły się oszałamiającym powodzeniem. Po Sunie w sztuce Brechta zagrał wtedy Gubienko na Tagance Pieczorina w adaptacji „Bohatera naszych czasów” Lermontowa, Kiereńskiego w „Dziesięciu dniach, które wstrząsnęły światem” według Johna Reeda, Pugaczowa w inscenizacji poematu Jesienina; w niektórych z tych ról jego dublerem był przyjęty nieco później do zespołu Władimir Wysocki, w tych latach pozostający jeszcze w cieniu swego kolegi.
Od początku grywał też Gubienko w filmach; ekranową popularność przyniosła mu od razu w 1965 roku debiutancka rola Koli Fokina w głośnym odwilżowym obrazie Marlena Chucyjewa „Mam dwadzieścia lat” (Bołotowa stała się znana jeszcze wcześniej, jako szesnastolatka, za sprawą roli Gali w innym ważnym filmie epoki – „Dom, w którym żyjemy” Lwa Kulidżanowa i Jakowa Siegiela). W 1968 roku Gubienko postanowił poświęcić się filmowi całkowicie – zwolnił się z teatru, ukończył studia reżyserskie i w ciągu najbliższych lat nakręcił sześć filmów, z którym co najmniej dwa stały się niemałymi wydarzeniami. „Powrót z frontu” (1972), dla którego scenariusz napisał Wasilij Szukszyn – to opowieść o niemal zrównanej z ziemią i wyludnionej przez wojnę wiosce, którą próbują przywrócić do życia dwaj zdemobilizowani kalecy żołnierze. W poruszającym filmie „Jak zranione ptaki” (1977), do którego Gubienko scenariusz napisał sam, mówił o tak dobrze mu znanym z autopsji okrutnym losie wojennych sierot. W pośmiertnym wspomnieniu opublikowanym w gazecie „Kommiersant” nazwano Gubienkę „reżyserem moralnego niepokoju” i „jednym z najbardziej wnikliwych i najbardziej tragicznych reżyserów radzieckiego kina”. Zagrał też w tych latach Gubienko parę ważnych ról w filmach innych twórców – wśród nich męża głównej bohaterki w „Proszę o głos” Gleba Panfiłowa czy też – u boku Szukszyna, dla którego ten film miał okazać się ostatnim – porucznika Gołoszczekowa w „Oni walczyli za ojczyznę” Siergieja Bondarczuka. Ale niebawem od filmu – i jako reżyser, i jako aktor – odszedł.
Bo wrócił do teatru – do swojej Taganki, teraz już o światowej sławie, właśnie obdarowanej drugą, nowoczesną, z opuszczaną ścianą zewnętrzną, sceną na 770 miejsc (położona w sąsiednim gmachu ta starsza mieściła 500 osób); Lubimow zaprosił go tam ponownie po śmierci Wysockiego, który nagle zmarł latem 1980 roku, wkrótce po triumfalnych występach teatru w Polsce. I powoli zaczęła też wciągać Gubienkę polityka – skądinąd w Tagance trudno było się od niej izolować, gdyż repertuar teatru już od dłuższego czasu budził niezadowolenie politycznych nadzorców, a niektóre spektakle były przez władze wręcz zdejmowane z afisza (w 1982 roku np. „Borys Godunow” Puszkina z Gubienką w roli tytułowej). W rezultacie tych napięć i konfliktów w 1984 roku Lubimow wyjechał z ZSRR, po czym został pozbawiony radzieckiego obywatelstwa; ster Taganki objął reżyser też bardzo wybitny – Anatolij Efros, a po śmierci Efrosa w 1987 roku – zgodnie z wolą zespołu właśnie Gubienko, bardzo przy tym się angażując w przywrócenie Lubimowowi obywatelstwa i jego powrót do teatru.
Zarazem akurat wtedy, gdy szeregi rządzącej Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego już szybko topniały, Gubienko postanowił do niej wstąpić, a w roku 1989 z jej rekomendacji objął tekę ministra kultury ZSRR – jak miało się okazać, ostatniego w tego państwa dziejach. Poczynał sobie na tej funkcji dosyć odważnie i kompetentnie, być może dlatego, że, jak sam półżartem powiadał, był na niej pierwszym od czasów Łunaczarskiego fachowcem (choć tu trochę mijał się z prawdą, gdyż trudno nie uznać za takiego znanego literaturoznawcę Michaiła Chrapczenkę); z tych ministerialnych czasów zapamiętałem Gubienkę także jako znakomitego mówcę, a wspaniałej oracji, jaką wygłosił na ceremonii zakończenia Konkursu im. Czajkowskiego w 1990 roku (tego, na którym wśród laureatów znalazł się nasz Wojciech Drabowicz), nie zapomniałem po dziś dzień. W 1991 roku Gubienko był na barykadach Białego Domu. Na Tagance jednak, dokąd w 1989 roku Lubimow w końcu powrócił i gdzie po rozpadzie ZSRR znowu znalazł się Gubienko, wybuchnął wtenczas ostry kryzys. Znaczna część zespołu artystycznego, niezadowolona z poczynań i planów swego dawnego mistrza, w tym zamiaru częściowej prywatyzacji majątku placówki i wprowadzenia kontraktowego systemu zatrudnienia, postanowiła odejść i założyć własny teatr; sprawa oparła się o samego prezydenta Jelcyna, w wyniku czego w zespole zarządzono referendum, w którym zdecydowana większość wypowiedziała się za podziałem placówki; w rezultacie w 1993 roku powstał Teatr na Tagance kierowany przez Lubimowa oraz Teatr „Wspólnota Aktorów Taganki” pod kierownictwem Gubienki, ten pierwszy w starszym, ten drugi w nowszym gmachu. Niestety rozłam stał się zarazem końcem teatru-legendy; obu nowopowstałym organizmom do ich poprzednika było daleko. Lubimow wprawdzie parę razy pokazał jeszcze lwi pazur, ale kilka lat przed śmiercią (zmarł w wieku 97 lat w 2014 roku) popadł w nowy spór ze swoimi aktorami, w następstwie którego odszedł z Taganki już bezpowrotnie. Gubienko, jak już o tym była mowa, pracował ze swą trupą do końca swych dni, i jako szef, i jako aktor, i jako inscenizator, a wśród jego ówczesnych prac reżyserskich były dwa spektakle oparte na tekstach Wysockiego. Nigdy też nie zarzucił swej najmłodszej, trzeciej pasji – polityki; z ramienia Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej przez kilka lat posłował do Dumy Państwowej (gdzie stał na czele Komitetu d/s Kultury), a potem zasiadał w Dumie Miejskiej Moskwy (w której objął funkcję wiceprzewodniczącego).
Dziś szereg filmów w reżyserii i z udziałem Gubienki można oczywiście obejrzeć w internecie, choć tylko w oryginalnej wersji rosyjskiej. Ale jeśli komuś wypadnie wpaść do Moskwy, wciąż w Tagance, tej „postlubimowowskiej”, może też zobaczyć wyreżyserowanego przez Lubimowa i niegdyś granego z udziałem Gubienki „Dobrego człowieka z Seczuanu” z 1964 roku – do dobrej tradycji rosyjskiego teatru należy utrzymywanie w repertuarze legendarnych „spektakli-wizytówek” przez wiele dziesięcioleci…

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...