Trzy wcielenia Nikołaja Gubienki (1941-2020)

Grzegorz Wiśniewski
Trzy wcielenia Nikołaja Gubienki (1941-2020)

W połowie sierpnia zmarł w Moskwie Nikołaj Gubienko, znany rosyjski aktor i reżyser; wcześniej, wiosną, przeszedł zakażenie koronawirusem. Dla jednych Gubienko był przede wszystkim człowiekiem teatru, dla innych – zwłaszcza filmowcem, dla jeszcze innych – działaczem politycznym.

Dzieciństwo miał, jak zresztą wielu jego rówieśników, zaiste nie do pozazdroszczenia: przyszedł na świat w piwnicy w bombardowanej przez hitlerowców Odessie, już w następnym roku zginął na froncie jego ojciec – mechanik pokładowy bombowca, zaraz potem matkę – głównego technologa jednej z fabryk – za odmowę kolaboracji okupanci powiesili.
Wychowywał się Gubienko w sierocińcu i w szkole kadetów, po której ukończeniu zaczął występować jako statysta w odeskim teatrze. Ale wnet udało mu się dostać na studia aktorskie w prestiżowym moskiewskim Wszechzwiązkowym Instytucie Kinematografii, i to w klasie słynnej pary reżysersko-aktorskiej Siergieja Gierasimowa i Tamary Makarowej. Podobno podczas pobytu na uczelni ku Nikołajowi, wtedy młodzieńcowi o cokolwiek niewyszukanym sposobie bycia i odzieniu, szczególną, „klasową” niechęć odczuwała jedna z koleżanek na roku, subtelna moskiewska piękność Żanna Bołotowa. Po kilku jednak latach Bołotowa, jedna z najbardziej popularnych rosyjskich aktorek filmowych swego pokolenia, stała się jego żoną, z którą nie rozstawał się do końca swych dni.
Do końca swych dni (aczkolwiek była tu kilkunastoletnia przerwa, o której za chwilę) nie rozstawał się też Gubienko z teatrem, do którego zaraz po studiach został przyjęty – moskiewskim Teatrem na Tagance. Powołany właśnie na jego dyrektora i kompletujący nowy zespół, wkrótce tak sławny Jurij Lubimow ujrzał Gubienkę w uczelnianym spektaklu „Kariery Artura Ui” i bez wahania od razu powierzył mu główną rolę męską – lotnika Suna w pierwszej, też Brechtowskiej premierze swojej dyrekcji – „Dobrym człowieku z Seczuanu”. Był to rok 1964 – i przez kilka lat następnych był Gubienko najjaśniejszą aktorską gwiazdą coraz bardziej głośnego teatru, który wnet stał się prawdziwym symbolem politycznej odwagi i artystycznego nowatorstwa i którego reżyserowane przez Lubimowa wyraźnie krytyczne wobec ówczesnej radzieckiej rzeczywistości spektakle o wywiedzionej z doświadczeń teatru epickiego poetyce cieszyły się oszałamiającym powodzeniem. Po Sunie w sztuce Brechta zagrał wtedy Gubienko na Tagance Pieczorina w adaptacji „Bohatera naszych czasów” Lermontowa, Kiereńskiego w „Dziesięciu dniach, które wstrząsnęły światem” według Johna Reeda, Pugaczowa w inscenizacji poematu Jesienina; w niektórych z tych ról jego dublerem był przyjęty nieco później do zespołu Władimir Wysocki, w tych latach pozostający jeszcze w cieniu swego kolegi.
Od początku grywał też Gubienko w filmach; ekranową popularność przyniosła mu od razu w 1965 roku debiutancka rola Koli Fokina w głośnym odwilżowym obrazie Marlena Chucyjewa „Mam dwadzieścia lat” (Bołotowa stała się znana jeszcze wcześniej, jako szesnastolatka, za sprawą roli Gali w innym ważnym filmie epoki – „Dom, w którym żyjemy” Lwa Kulidżanowa i Jakowa Siegiela). W 1968 roku Gubienko postanowił poświęcić się filmowi całkowicie – zwolnił się z teatru, ukończył studia reżyserskie i w ciągu najbliższych lat nakręcił sześć filmów, z którym co najmniej dwa stały się niemałymi wydarzeniami. „Powrót z frontu” (1972), dla którego scenariusz napisał Wasilij Szukszyn – to opowieść o niemal zrównanej z ziemią i wyludnionej przez wojnę wiosce, którą próbują przywrócić do życia dwaj zdemobilizowani kalecy żołnierze. W poruszającym filmie „Jak zranione ptaki” (1977), do którego Gubienko scenariusz napisał sam, mówił o tak dobrze mu znanym z autopsji okrutnym losie wojennych sierot. W pośmiertnym wspomnieniu opublikowanym w gazecie „Kommiersant” nazwano Gubienkę „reżyserem moralnego niepokoju” i „jednym z najbardziej wnikliwych i najbardziej tragicznych reżyserów radzieckiego kina”. Zagrał też w tych latach Gubienko parę ważnych ról w filmach innych twórców – wśród nich męża głównej bohaterki w „Proszę o głos” Gleba Panfiłowa czy też – u boku Szukszyna, dla którego ten film miał okazać się ostatnim – porucznika Gołoszczekowa w „Oni walczyli za ojczyznę” Siergieja Bondarczuka. Ale niebawem od filmu – i jako reżyser, i jako aktor – odszedł.
Bo wrócił do teatru – do swojej Taganki, teraz już o światowej sławie, właśnie obdarowanej drugą, nowoczesną, z opuszczaną ścianą zewnętrzną, sceną na 770 miejsc (położona w sąsiednim gmachu ta starsza mieściła 500 osób); Lubimow zaprosił go tam ponownie po śmierci Wysockiego, który nagle zmarł latem 1980 roku, wkrótce po triumfalnych występach teatru w Polsce. I powoli zaczęła też wciągać Gubienkę polityka – skądinąd w Tagance trudno było się od niej izolować, gdyż repertuar teatru już od dłuższego czasu budził niezadowolenie politycznych nadzorców, a niektóre spektakle były przez władze wręcz zdejmowane z afisza (w 1982 roku np. „Borys Godunow” Puszkina z Gubienką w roli tytułowej). W rezultacie tych napięć i konfliktów w 1984 roku Lubimow wyjechał z ZSRR, po czym został pozbawiony radzieckiego obywatelstwa; ster Taganki objął reżyser też bardzo wybitny – Anatolij Efros, a po śmierci Efrosa w 1987 roku – zgodnie z wolą zespołu właśnie Gubienko, bardzo przy tym się angażując w przywrócenie Lubimowowi obywatelstwa i jego powrót do teatru.
Zarazem akurat wtedy, gdy szeregi rządzącej Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego już szybko topniały, Gubienko postanowił do niej wstąpić, a w roku 1989 z jej rekomendacji objął tekę ministra kultury ZSRR – jak miało się okazać, ostatniego w tego państwa dziejach. Poczynał sobie na tej funkcji dosyć odważnie i kompetentnie, być może dlatego, że, jak sam półżartem powiadał, był na niej pierwszym od czasów Łunaczarskiego fachowcem (choć tu trochę mijał się z prawdą, gdyż trudno nie uznać za takiego znanego literaturoznawcę Michaiła Chrapczenkę); z tych ministerialnych czasów zapamiętałem Gubienkę także jako znakomitego mówcę, a wspaniałej oracji, jaką wygłosił na ceremonii zakończenia Konkursu im. Czajkowskiego w 1990 roku (tego, na którym wśród laureatów znalazł się nasz Wojciech Drabowicz), nie zapomniałem po dziś dzień. W 1991 roku Gubienko był na barykadach Białego Domu. Na Tagance jednak, dokąd w 1989 roku Lubimow w końcu powrócił i gdzie po rozpadzie ZSRR znowu znalazł się Gubienko, wybuchnął wtenczas ostry kryzys. Znaczna część zespołu artystycznego, niezadowolona z poczynań i planów swego dawnego mistrza, w tym zamiaru częściowej prywatyzacji majątku placówki i wprowadzenia kontraktowego systemu zatrudnienia, postanowiła odejść i założyć własny teatr; sprawa oparła się o samego prezydenta Jelcyna, w wyniku czego w zespole zarządzono referendum, w którym zdecydowana większość wypowiedziała się za podziałem placówki; w rezultacie w 1993 roku powstał Teatr na Tagance kierowany przez Lubimowa oraz Teatr „Wspólnota Aktorów Taganki” pod kierownictwem Gubienki, ten pierwszy w starszym, ten drugi w nowszym gmachu. Niestety rozłam stał się zarazem końcem teatru-legendy; obu nowopowstałym organizmom do ich poprzednika było daleko. Lubimow wprawdzie parę razy pokazał jeszcze lwi pazur, ale kilka lat przed śmiercią (zmarł w wieku 97 lat w 2014 roku) popadł w nowy spór ze swoimi aktorami, w następstwie którego odszedł z Taganki już bezpowrotnie. Gubienko, jak już o tym była mowa, pracował ze swą trupą do końca swych dni, i jako szef, i jako aktor, i jako inscenizator, a wśród jego ówczesnych prac reżyserskich były dwa spektakle oparte na tekstach Wysockiego. Nigdy też nie zarzucił swej najmłodszej, trzeciej pasji – polityki; z ramienia Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej przez kilka lat posłował do Dumy Państwowej (gdzie stał na czele Komitetu d/s Kultury), a potem zasiadał w Dumie Miejskiej Moskwy (w której objął funkcję wiceprzewodniczącego).
Dziś szereg filmów w reżyserii i z udziałem Gubienki można oczywiście obejrzeć w internecie, choć tylko w oryginalnej wersji rosyjskiej. Ale jeśli komuś wypadnie wpaść do Moskwy, wciąż w Tagance, tej „postlubimowowskiej”, może też zobaczyć wyreżyserowanego przez Lubimowa i niegdyś granego z udziałem Gubienki „Dobrego człowieka z Seczuanu” z 1964 roku – do dobrej tradycji rosyjskiego teatru należy utrzymywanie w repertuarze legendarnych „spektakli-wizytówek” przez wiele dziesięcioleci…

Poprzedni

Obcość Europejczyka

Następny

48 godzin sport

Zostaw komentarz