11,5 tys. dolarów za SOR .

6 paź 2026

Konfederacja proponuje podobny kierunek zmian — i tu zaczyna się problem cen

Pięć godzin z dzieckiem na SOR-ze i rachunek na 11 577 dolarów. Ubezpieczenie pokryło część kosztów, ale rodzinie zostało około 3,5 tys. dolarów do zapłaty. To wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych — nie w Polsce. I właśnie dlatego powinno nas interesować, gdy Konfederacja proponuje rozbicie monopolu NFZ i wprowadzenie konkurujących ubezpieczycieli. To nie jest ten sam system co w USA. Ale jest w nim podobny element: większa rola rynku i ubezpieczycieli w finansowaniu leczenia.

USA: była ubezpieczona, rachunek i tak przyszedł

5 października Pudelek opisał historię Polki mieszkającej w Stanach Zjednoczonych, która pojechała z dzieckiem na tamtejszy oddział ratunkowy.

Według jej relacji pobyt trwał około pięciu godzin. Szpital wystawił rachunek na 11 577 dolarów. Ubezpieczyciel miał pokryć około 8 tys. dolarów, ale rodzinie nadal pozostało około 3,5 tys. dolarów do zapłaty.

Tomografię wyceniono według przedstawionego rachunku na 5300 dolarów, USG na 2000 dolarów, test na COVID-19 na 800 dolarów, lekarza na 900 dolarów, a samo korzystanie z pomieszczenia szpitalnego na ponad 1200 dolarów.

To pojedyncza historia, więc nie można udawać, że każda wizyta na amerykańskim SOR-ze kosztuje 11 tys. dolarów.

Ale mechanizm jest prawdziwy.

W Stanach Zjednoczonych nawet ubezpieczony pacjent może ponosić znaczne koszty z własnej kieszeni. Amerykańskie przepisy nakazują większości szpitalnych oddziałów ratunkowych zbadać i ustabilizować człowieka w stanie nagłym bez względu na jego zdolność do zapłaty. Nie oznacza to jednak, że leczenie jest bezpłatne.

Najpierw ratunek.

Potem może przyjść rachunek.

Polska działa dziś według innej zasady

W Polsce pacjent objęty publicznym systemem nie dostaje po wyjściu z SOR-u oddzielnej faktury za lekarza, tomografię, USG czy kilka godzin pobytu.

Oczywiście za leczenie płacimy.

Płacimy podatkami i składką zdrowotną.

Ale ryzyko kosztownej choroby rozkładane jest na miliony ludzi.

I właśnie to jest jedna z najważniejszych funkcji publicznego systemu ochrony zdrowia: kiedy zachorujesz, nie musisz mieć na koncie kilku czy kilkudziesięciu tysięcy złotych, żeby otrzymać potrzebną pomoc.

NFZ ma ogromne problemy. Kolejki są za długie, brakuje personelu, a dostęp do części specjalistów jest fatalny.

Tylko że lekarstwem na te problemy nie musi być zwiększanie roli rynku.

Bo rynek medyczny ma jedną bardzo niewygodną cechę.

Pacjent często nie może powiedzieć: za drogo, nie kupuję.

Przy zawale, udarze, nowotworze albo chorobie dziecka trudno mówić o normalnym wyborze konsumenckim.

I tutaj pojawia się Konfederacja

Konfederacja proponuje znaczącą zmianę obecnego modelu.

W kwietniu 2026 roku Sławomir Mentzen przedstawił cztery elementy reformy ochrony zdrowia. Pierwszym była demonopolizacja NFZ i konkurencja między ubezpieczycielami. Kolejne to deregulacja, Indywidualne Konto Pacjenta oraz przeniesienie części obowiązków administracyjnych z lekarzy na innych pracowników.

W lipcu Mentzen ponownie przekonywał w Sejmie do rozbicia monopolu NFZ i konkurencji między funduszami ubezpieczeniowymi, wskazując jako przykłady Niemcy i Szwajcarię.

Trzeba to powiedzieć bardzo wyraźnie:

Konfederacja nie proponuje w Polsce skopiowania systemu amerykańskiego.

To byłoby nieprawdziwe.

Ale proponuje zwiększenie roli konkurujących ubezpieczycieli i mechanizmów rynkowych.

I właśnie tutaj istnieje podobieństwo, którego nie należy ignorować.

Konkurencja ubezpieczycieli nie gwarantuje niskich cen

Największa słabość argumentu „wprowadźmy konkurencję, więc będzie taniej” polega na tym, że rynek ochrony zdrowia nie działa jak supermarket.

Liczba lekarzy jest ograniczona.

Liczba specjalistów jest ograniczona.

Liczba tomografów, bloków operacyjnych i łóżek również.

Jeżeli kilku ubezpieczycieli zacznie konkurować o dostęp do tych samych szpitali i specjalistów, wcale nie jest przesądzone, że ceny spadną.

Amerykańskie doświadczenia pokazują wręcz, że prywatni płatnicy mogą płacić bardzo wysokie stawki.

RAND Corporation ustaliła, że w 2022 roku pracodawcy i prywatni ubezpieczyciele w USA płacili szpitalom średnio 254 proc. tego, co za te same świadczenia zapłaciłby publiczny Medicare.

To niezwykle istotny fakt.

Prywatny ubezpieczyciel nie oznacza automatycznie niższej ceny.

Czasami jest dokładnie odwrotnie.

Więcej ubezpieczycieli to również więcej administracji

Dochodzi jeszcze jeden problem.

Każdy ubezpieczyciel potrzebuje własnych systemów, umów, rozliczeń, kontroli, administracji, negocjacji ze szpitalami i obsługi klientów.

Stany Zjednoczone mają jeden z najbardziej skomplikowanych systemów finansowania medycyny na świecie. Analizy Commonwealth Fund wskazują, że wysokie ceny oraz duże koszty administracyjne należą do głównych przyczyn wyjątkowo wysokich amerykańskich wydatków na ochronę zdrowia.

To nie oznacza, że każda konkurencja między ubezpieczycielami prowadzi do sytuacji amerykańskiej.

Niemcy czy Szwajcaria pokazują inne rozwiązania.

Ale jest warunek: bardzo silne regulacje państwa.

Konkurencja sama w sobie nie jest magicznym lekarstwem na ceny.

Najważniejsze pytanie: kto będzie pilnował ceny?

I tego właśnie trzeba wymagać od każdej propozycji reformy NFZ.

Jeśli powstaną konkurujący ubezpieczyciele, kto ustali cenę tomografii?

Kto będzie negocjował ze szpitalami?

Co stanie się w powiecie, gdzie działa tylko jeden duży szpital?

Co stanie się z pacjentem wymagającym leczenia za kilkaset tysięcy złotych?

Czy dodatkowa administracja ubezpieczycieli nie pochłonie części pieniędzy przeznaczonych dziś bezpośrednio na leczenie?

I przede wszystkim: czy reforma sprawi, że będziemy leczyć więcej ludzi, czy tylko drożej wyceniać te same świadczenia?

To nie są pytania ideologiczne.

To pytania o rachunek.

USA powinny być dla Polski ostrzeżeniem

Historia rachunku na 11 577 dolarów wydarzyła się w USA.

Nie w Polsce.

Konfederacja nie proponuje identycznego systemu amerykańskiego.

Ale proponuje rozwiązanie mające z nim pewną wspólną cechę — większą rolę konkurujących ubezpieczycieli i mechanizmów rynkowych w ochronie zdrowia.

Dlatego amerykańskie doświadczenia powinny być traktowane jako ostrzeżenie.

Bo kiedy państwo traci możliwość silnego kontrolowania cen usług medycznych, prywatny rynek nie musi ich obniżyć.

Może zrobić coś dokładnie przeciwnego.

Może je podnieść.

A wtedy reforma, która miała skracać kolejki i poprawiać efektywność, może zakończyć się systemem droższym zarówno dla państwa, jak i dla pacjenta.

Polski NFZ wymaga głębokich zmian.

Ale zanim ktoś go rozbije, powinien odpowiedzieć na jedno proste pytanie:

co zagwarantuje Polakom, że po reformie nie dostaną lepszej „konkurencji”, ale po prostu wyższy rachunek za leczenie?

Bo w ochronie zdrowia najważniejszym prawem pacjenta powinno pozostać jedno:

kiedy chorujesz, masz dostać pomoc — a nie kalkulator do ręki.

Źródła: Pudelek, Centers for Medicare & Medicaid Services, RAND Corporation, Commonwealth Fund, oficjalne materiały Konfederacji.

Najnowsze

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Śmierć 28-letniej pracownicy laboratorium w Szelechowie wywołała panikę i zamieszanie informacyjne. Media donosiły o dżumie, podczas gdy władze twierdziły, że przyczyną było „zapalenie płuc o nieustalonej etiologii”. Kwarantanna objęła blisko 200 osób, a w fabryce aluminium wprowadzono noszenie masek. Chaos potęguje brak spójnych komunikatów ze strony instytucji sanitarnych, co podważa zaufanie obywateli. Kluczowe pytanie: czy jest się czego obawiać? Na razie brak dowodów na epidemię, ale sytuacja wymaga czujności. Panika to zły doradca, ale informacyjny chaos jest równie niebezpieczny.

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Brak miejsc w akademikach to dramat, ale sytuacja może się poprawić. W Warszawie, gdzie na jedno miejsce przypada 17 studentów, wynajem mieszkań staje się brutalnie drogi. Koszty mieszkania nieporównywalne do akademickich opłat, gdzie najtańsze miejsca zaczynają się od 410 zł. Mimo spadku dostępności miejsc, modernizacje podnoszą standardy, a rozwijający się rynek prywatnych akademików staje się atrakcyjną alternatywą. Studenci walczą o każdy pokój, a presja rynku wynajmu wciąż rośnie. W przyszłości akademiki mogą rozwiązać problem, ale na razie wciąż brakuje ich jak na lekarstwo.

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Centra danych rosną jak grzyby po deszczu, ale czy Polska naprawdę korzysta na tym boomie? Wyższe wynagrodzenia nie kuszą tylko programzystów – potrzebujemy techników, elektryków i specjalistów. Jednak zysk z miliardowych inwestycji często nie pozostaje w kraju. Rzeczywiste pytania brzmią: ile miejsc pracy stworzą, jakiej jakości będą te zatrudnienia, oraz jakie podatki zostaną w Polsce? Kto poniesie koszty infrastruktury, a kto w końcu zyska na energetycznym oblężeniu? Służby publiczne muszą zapewnić, że cyfrowa rewolucja przyniesie korzyści społeczeństwu, a nie tylko globalnym korporacjom.

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Benjamin Netanjahu odbył niezapowiedzianą wizytę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie głównym tematem rozmów był Iran i jego program nuklearny. W świetle ataku Hamasu z 7 października 2023 roku nasuwa się pytanie o ewentualne ostrzeżenie, które izraelski premier miał otrzymać od lidera Emiratów. W obliczu narastających napięć w regionie, współpraca między Izraelem a ZEA staje się kluczowa, nawet w obliczu krytyki działań izraelskiego rządu. Również wzrost cen ropy, spowodowany konfliktem, wpływa na gospodarki krajów europejskich, w tym Polski, co wskazuje na skomplikowane powiązania między bezpieczeństwem a kosztami życia obywateli.

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Przyszłość Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po 2027 roku staje pod znakiem zapytania, a kolosalne kwoty dotyczące wsparcia dla polskiego rolnictwa budzą wiele wątpliwości. Polska może otrzymać 24,6 miliarda euro według Komisji Europejskiej lub ponad 42 miliardy euro, uwzględniając dodatkowe środki krajowe. Paradoksalnie, większa elastyczność budżetowa może prowadzić do rywalizacji o fundusze z innymi sektorami. Kluczowe pozostaje pytanie, jak te środki będą dzielone, co zadecyduje o przyszłości nie tylko rolników, ale i jakości życia na wsi, co jest istotne dla młodych rodzin oraz całych społeczności wiejskich.

Polska cyfrowa?

Polska cyfrowa?

Polska udaje lidera cyfryzacji, gdy w rzeczywistości jest klientem zagranicznych technologii. W 2024 roku sprowadzimy cyfrowe produkty za 48 miliardów złotych, a wyeksportujemy jedynie 3 miliardy. Nasza innowacyjność jest na dnie, zajmujemy 23. miejsce wśród 27 krajów UE. Rząd ma strategię, ale efekty są mizerne. Brak finansów, edukacji i wsparcia dla lokalnych innowacji prowadzi do uzależnienia od obcych technologii. Prawdziwym pytaniem jest: kto naprawdę korzysta z cyfryzacji? Polska ciągle płaci za technologię, której samodzielnie nie tworzy, kosztem własnej suwerenności.

Sprawdź również

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Bociany odlatują do ciepłych krajów, a Polacy wracają do Polski. Na stałe, cieszy się z tego polscy patrioci. Ostatnią, z kilku „wielkich emigracji” Polaków, obserwowaliśmy na początku XXI wieku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku wielu polskich...

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Studentki wychodzą na ulice po kolejnych gwałtach Setki studentek wychodzą na ulice Delhi po serii brutalnych przestępstw seksualnych. Punktem zapalnym stała się sprawa 17-latki, która według policji została zgwałcona zbiorowo przez mężczyzn podających się za...

Warszawski hydraulik pod lupą śledczych.

Warszawski hydraulik pod lupą śledczych.

Telefon, który przerwał milczenie 23 lutego 2025 roku starsza kobieta zadzwoniła na infolinię banku, aby zmienić kod PIN do swojej karty. Nic nie zapowiadało dramatu, jednak po zakończeniu formalnej procedury połączenie telefoniczne nie zostało przerwane. Czujny...