Studentki wychodzą na ulice po kolejnych gwałtach
Setki studentek wychodzą na ulice Delhi po serii brutalnych przestępstw seksualnych. Punktem zapalnym stała się sprawa 17-latki, która według policji została zgwałcona zbiorowo przez mężczyzn podających się za funkcjonariuszy. Ale protest nie dotyczy już jednego przestępstwa. Młode kobiety mówią o molestowaniu w autobusach, metrze, na ulicach i wokół kampusów. Domagają się prawa do czegoś, co powinno być oczywiste: do studiowania, pracy i poruszania się po mieście bez konieczności organizowania całego życia wokół strachu przed przemocą.
Pod koniec września okolice Uniwersytetu w Delhi wypełniły się transparentami.
Na ulice wyszły studentki Lady Shri Ram College, Miranda House, Gargi College, Kamala Nehru College i innych uczelni. Protesty organizowano kilkukrotnie, a jedna z największych demonstracji przeszła przez północny kampus Delhi University.
Bezpośrednim impulsem była sprawa 17-letniej dziewczyny, która 21 września miała zostać zgwałcona zbiorowo w Aastha Kunj Park w południowym Delhi przez trzech mężczyzn podszywających się pod policjantów. Reuters informował, że jeden z podejrzanych został zatrzymany po policyjnej akcji, a inni mężczyźni byli przesłuchiwani.
Przypadek pojawił się w czasie, gdy media informowały o kolejnych brutalnych napaściach na dziewczęta i kobiety.
I wtedy gniew eksplodował.
„Nie chcemy żyć w strachu”
To, co mówią protestujące, jest znacznie szersze niż żądanie surowszego ukarania sprawców jednej zbrodni.
Studentki opisują codzienność, w której wyjście po zmroku, powrót z uczelni, przejazd autobusem czy samotny spacer wymagają ciągłej kalkulacji ryzyka.
Jedna ze studentek cytowanych przez Onet mówiła, że nie zna kobiety, która nie zetknęłaby się z jakąś formą molestowania. Inna wskazywała, że kobiety na jej uczelni słyszą, iż po godz. 19 nie powinny wychodzić.
„Indian Express” opisywał studentki wybierające trasy przejazdu w zależności od oświetlenia ulic, dostępności komunikacji i ryzyka molestowania. Problem nie kończy się więc na najbardziej brutalnych przestępstwach. Zaczyna się znacznie wcześniej — od codziennego poczucia, że przestrzeń publiczna nie jest w równym stopniu dostępna dla kobiet i mężczyzn.
I właśnie przeciwko temu buntują się młode Hinduski.
Nie chcą rozwiązania polegającego na kolejnym nakazie: nie wychodź wieczorem, nie chodź sama, ubieraj się inaczej, wybieraj inną drogę.
Bo taki model „bezpieczeństwa” nie chroni wolności kobiet.
Ogranicza ją.
W Indiach zgłasza się ponad 80 gwałtów dziennie
Emocje protestujących mają bardzo konkretne statystyczne tło.
Według najnowszego dostępnego kompleksowego raportu indyjskiego National Crime Records Bureau za 2023 rok zarejestrowano 29 670 przypadków gwałtu. To średnio ponad 81 zgłoszonych przypadków dziennie, czyli mniej więcej jeden co 18 minut.
W tym samym roku policja zarejestrowała w Indiach około 448 tys. przestępstw przeciwko kobietom. Obejmują one nie tylko gwałty, ale także przemoc domową, porwania, napaści oraz inne przestępstwa.
Te liczby wymagają jednak ważnego zastrzeżenia.
To przestępstwa zgłoszone i zarejestrowane przez policję, a nie pełna liczba aktów przemocy seksualnej.
Reuters zwraca uwagę, że rzeczywista skala może być większa, ponieważ część ofiar nie zgłasza przemocy z powodu stygmatyzacji, presji rodzinnej czy braku wiary w skuteczność instytucji.
Dlatego określenie używane przez demonstrantki — „pandemia gwałtów” — jest hasłem politycznego protestu, nie kategorią statystyczną.
Nie trzeba jednak używać hiperboli, aby zobaczyć problem.
Dziesiątki tysięcy zgłoszeń rocznie wystarczają.
Minęło prawie 14 lat od sprawy Nirbhayi
Obecne protesty nieuchronnie przypominają wydarzenia z grudnia 2012 roku.
Wtedy 23-letnia studentka, nazywana przez media Nirbhaya — „Nieustraszoną”, została brutalnie zgwałcona zbiorowo w autobusie w Delhi. Zmarła później w wyniku odniesionych obrażeń.
Zbrodnia doprowadziła do masowych demonstracji i poważnego zaostrzenia indyjskiego prawa dotyczącego przestępstw seksualnych.
Dziś kary są bardzo surowe.
Obowiązujący indyjski kodeks Bharatiya Nyaya Sanhita przewiduje za gwałt co najmniej 10 lat pozbawienia wolności, a za gwałt zbiorowy co najmniej 20 lat, z możliwością kary dożywocia. W przypadku gwałtu zbiorowego na osobie poniżej 18. roku życia przepisy przewidują nawet dożywocie albo karę śmierci.
Problem polega na tym, że samo podnoszenie maksymalnych kar nie zapewnia bezpieczeństwa.
Według oficjalnej odpowiedzi indyjskiego Ministerstwa ds. Kobiet i Rozwoju Dzieci z 2025 roku w sprawach o gwałt zarejestrowanych w 2022 r. wskaźnik skazań wynosił 27,4 proc.
Można więc zapisać w kodeksie nawet najbardziej surową karę.
Jeżeli ofiara obawia się zgłoszenia przestępstwa, śledztwo trwa latami, dowody są gromadzone nieprawidłowo albo sprawca nie zostaje skazany, sama wysokość wyroku na papierze nie rozwiązuje problemu.
Sąd Najwyższy: problem jest systemowy
5 października do sprawy włączył się Sąd Najwyższy Indii.
Podczas rozpatrywania spraw dotyczących bezpieczeństwa kobiet w Delhi sędziowie wskazali, że państwo powinno koncentrować się nie tylko na reakcji po przestępstwie, lecz przede wszystkim na jego zapobieganiu. Sąd zwrócił uwagę na społeczne przekonanie, że kobiety nie są bezpieczne w Delhi, również w środkach transportu i późnym wieczorem.
To zmienia perspektywę.
Nie chodzi tylko o to, ile lat więzienia otrzyma gwałciciel.
Chodzi o to, dlaczego kobieta musi najpierw zostać skrzywdzona, aby państwo zaczęło działać.
Dobrze funkcjonujące państwo powinno działać wcześniej: zapewniać oświetlone ulice, bezpieczny transport publiczny, sprawnie działającą policję, szybką reakcję na stalking i molestowanie, skuteczne procedury na uczelniach oraz realne wsparcie dla osób zgłaszających przemoc.
Studentki nie chcą kolejnej godziny policyjnej dla kobiet
To jeden z najważniejszych elementów obecnych demonstracji.
Protestujące odrzucają rozwiązanie, w którym odpowiedzią na przemoc mężczyzn staje się ograniczanie kobiet.
Jeżeli po gwałcie administracja uczelni mówi studentkom, aby nie wychodziły wieczorem, to sprawca zachowuje swobodę poruszania się, a potencjalnej ofierze odbiera się część wolności.
To odwrócenie odpowiedzialności.
Kobieta ma uważać.
Kobieta ma wracać wcześniej.
Kobieta ma nie chodzić sama.
Kobieta ma wybierać odpowiedni strój.
Kobieta ma informować rodzinę, gdzie jest.
Tymczasem protestujące pytają: dlaczego cały ciężar zapobiegania przemocy ma spadać na osoby potencjalnie nią zagrożone?
To nie jest abstrakcyjny spór obyczajowy.
Ma konkretne konsekwencje dla edukacji i pracy.
Strach ogranicza dostęp do edukacji i zatrudnienia
Jeżeli studentka musi wrócić do akademika przed określoną godziną, ma mniej czasu na bibliotekę, zajęcia dodatkowe, pracę czy aktywność społeczną.
Jeżeli rodzina uznaje konkretne miasto lub uczelnię za niebezpieczne, młoda kobieta może w ogóle nie otrzymać zgody lub finansowego wsparcia na wyjazd.
Jeżeli pracownica nie może bezpiecznie wrócić do domu po nocnej zmianie, ogranicza się zakres miejsc pracy, które może przyjąć.
Przemoc wobec kobiet jest więc również problemem ekonomicznym i klasowym.
Zamożna osoba może częściej pozwolić sobie na prywatny transport, mieszkanie w strzeżonym osiedlu czy taksówkę po wieczornych zajęciach.
Studentka z mniej zamożnej rodziny jest bardziej zależna od autobusu, metra, pieszej drogi do akademika i jakości przestrzeni publicznej.
Prawo do bezpieczeństwa nie może zależeć od stanu konta.
Władze odpowiadają kamerami i oświetleniem
Nie jest prawdą, że państwo nie podejmuje żadnych działań.
Po protestach władze Delhi zapowiedziały między innymi instalację 50 tys. kamer CCTV i 100 tys. dodatkowych punktów oświetleniowych. Szefowa lokalnego rządu Rekha Gupta mówiła również, że bezpieczeństwa nie można budować poprzez nakładanie kolejnych ograniczeń na dziewczęta i że edukacja dotycząca zachowania powinna dotyczyć również chłopców.
Policja rozpoczęła też konsultacje ze studentkami i identyfikowanie niebezpiecznych, ciemnych oraz odizolowanych miejsc wokół kampusów.
To potrzebne działania.
Ale kamera nie zmieni kultury, w której molestowanie bywa lekceważone.
Latarnia nie naprawi niewydolnego śledztwa.
A dodatkowy patrol nie rozwiąże problemu, jeżeli kobieta zgłaszająca przemoc nie wierzy, że zostanie potraktowana poważnie.
Bezpieczeństwo wymaga infrastruktury, ale wymaga też sprawnych instytucji i zmiany społecznych norm.
Jest jeszcze niewygodne pytanie o małżeństwo
Indyjskie prawo pokazuje, jak głęboko problem sięga również do sfery prywatnej.
Obowiązujący kodeks karny nadal zawiera wyjątek, zgodnie z którym stosunek seksualny mężczyzny z własną żoną, jeżeli żona ma co najmniej 18 lat, nie jest traktowany jako gwałt na zasadach ogólnej definicji tego przestępstwa.
Prawo przewiduje odrębne sankcje w przypadku niekonsensualnego współżycia z żoną pozostającą w separacji, ale wyjątek dotyczący małżeństwa pozostaje w kodeksie.
To pokazuje, że debata o przemocy seksualnej w Indiach nie kończy się na bezpieczeństwie ulic.
Dotyczy również fundamentalnego pytania: czy prawo do decydowania o własnym ciele obowiązuje kobietę zawsze, czy przestaje obowiązywać w określonych relacjach społecznych.
Protestujące krytykują również Modiego
Część organizatorek kieruje gniew bezpośrednio w stronę premiera Narendry Modiego i jego rządu. Zarzucają władzom niedostateczną reakcję na przemoc wobec kobiet, a niektóre demonstrantki domagają się politycznych dymisji.
Trzeba jednak oddzielić żądania protestujących od ustalonego faktu o odpowiedzialności za każde przestępstwo.
Ochrona kobiet w Indiach jest zadaniem wielu instytucji: władz centralnych, władz stanowych i miejskich, policji, wymiaru sprawiedliwości oraz administracji uczelni.
Problem nie sprowadza się więc do jednego nazwiska.
Równocześnie premier i rząd centralny mają wpływ na ustawodawstwo, politykę państwa i standard debaty publicznej, dlatego pytania kierowane do najwyższych władz są w demokratycznym państwie uzasadnione.
Nie wystarczy bowiem powiedzieć, że sprawca konkretnego gwałtu jest indywidualnym przestępcą.
Jeżeli dziesiątki tysięcy kobiet rocznie zgłaszają przemoc, a całe pokolenie studentek mówi, że zmienia swoje zachowanie ze strachu, państwo musi odpowiedzieć również na problem systemowy.
Prawdziwa wolność zaczyna się po zmroku
Jest coś szczególnie wymownego w jednym z protestów zorganizowanych na początku października.
Grupa kobiet przeszła nocą ulicami Delhi w ramach akcji odzyskiwania przestrzeni publicznej. Spacerowały, rozmawiały i śpiewały. Na jednym z transparentów znalazło się przesłanie, że skoro dzień należy do kobiet, noc również powinna do nich należeć.
To może brzmieć banalnie.
Nie jest.
Wolność nie polega na tym, że człowiek może zrobić coś wyłącznie wtedy, gdy jest jasno, jest w grupie, ma pieniądze na taksówkę i poinformował rodzinę, gdzie się znajduje.
Prawo do miasta oznacza także prawo do autobusu o 22.00.
Prawo do edukacji oznacza możliwość pozostania wieczorem w bibliotece.
Prawo do pracy oznacza możliwość bezpiecznego powrotu z nocnej zmiany.
A równouprawnienie oznacza, że dziewczyna nie powinna otrzymywać krótszej listy życiowych możliwości tylko dlatego, że państwo i społeczeństwo nie potrafią zagwarantować jej bezpieczeństwa.
Po 2012 roku zmieniono prawo. Teraz trzeba zmienić rzeczywistość
Po zbrodni na Nirbhayi Indie dokonały poważnej reformy prawa.
Kary za gwałty zostały zaostrzone. Poszerzono definicje przestępstw seksualnych. Powstały nowe mechanizmy ochrony.
A jednak niemal czternaście lat później kolejne pokolenie studentek znów maszeruje ulicami Delhi.
To nie znaczy, że wcześniejsze reformy były bezwartościowe.
Znaczy coś bardziej niewygodnego:
kodeks karny może być tylko początkiem.
Potrzebna jest policja, która reaguje na pierwsze sygnały molestowania.
Potrzebne są uczelnie, które traktują skargi poważnie.
Potrzebny jest bezpieczny i dostępny transport publiczny.
Potrzebne są dobrze oświetlone ulice.
Potrzebna jest edukacja o zgodzie i granicach.
Potrzebne jest skuteczne ściganie sprawców.
I potrzebne jest zerwanie z przekonaniem, że najprostszym sposobem ochrony kobiety jest ograniczenie jej wolności.
Studentki w Delhi nie wyszły na ulice po to, żeby dostać kolejny zestaw instrukcji, czego mają nie robić.
Domagają się państwa i społeczeństwa, w którym to sprawca ma bać się konsekwencji — nie kobieta powrotu do domu.
Źródła
Artykuł opracowano na podstawie materiałów Onetu, Reutersa, „The Indian Express”, „Hindustan Times”, oficjalnych danych National Crime Records Bureau, dokumentów indyjskiego Ministerstwa ds. Kobiet i Rozwoju Dzieci oraz aktualnego tekstu Bharatiya Nyaya Sanhita.










