Flaczki Tygodnia

„Ofensywa jesienna”- taki kryptonim ma program nowego, zrekonstruowanego rządu. Za jej sukces, medialny przede wszystkim, odpowiadać będzie pan Mateusz Morawiecki. Pełniący funkcję premiera w rządzie pana wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

Wojna, jaką zaplanowano w ramach „ofensywy jesiennej”, miała być toczona w obronie tradycyjnych narodowo- katolickich wartości. Polskiej rodziny, tej wyłącznie damsko-męskiej. W obronie dzieci polskich dzieci zagrożonych adopcją LGBTI oraz przymusową masturbacją. „Nie będzie lesba pluć nam w twarz, a pedał masturbował !”, już ładowano armaty publicznych mediów narodowo – katolicką amunicją. Pełną tej ich miłości bliźniego. I wtedy padł ten cios w plecy.

Po pryncypialnej krytyce ze strony Wielkiego Brata, uosobionego przez JE Ambasador Mosbacherową, w elitach PiS pojawiły się propozycje zmiany wroga i frontu walki. Doktor Tymoteusz Zych z ultra konserwatywnego Odro Iuris, zaplecza intelektualnego ziobrystów, proponuje by „ideologię LGBT” zastąpić straszakiem „neo marksizm”. Wtedy waszyngtoński Wielki Brat przestanie targać PiS za przysłowiowe uszy, a może nawet Parlament Europejski stonuję swą krytykę. W Polsce samo określenie „marksizm” uchodzi w obecnych elitach za najgorszą obelgę. Zatem „neo marksizm” też łatwo będzie można skopać. I znów takie gminy jak Kraśnik zaczną zakazywać istnienia technologii 5G i „neo marksizmu”. Albo od razu „neo marksistowskiego 5G”.

„Najważniejszym celem, dla którego jestem w polityce, jest wzięcie udziału w wojnie kulturowej. (…) Jestem politykiem po to, by rodziną nadal był związek kobiety i mężczyzny, a życie najsłabszych było chronione”. To powiedziała pani Jadwiga Emilewicz, formalnie nadal minister rozwoju. „Jeśli minister rozwoju za swój sens bycia w polityce uważa udział w wojnie kulturowej, to trafiła do złego ministerstwa. Jeśli zaś takie deklaracje składa w czasie poważnego kryzysu gospodarczego, premier powinien się dobrze zastanowić, czy chce w strategicznym ministerstwie utrzymywać osobę, która najwyraźniej nie ma głowy do realnych problemów obywateli, jakich przecież nie brakuje. Tymczasem w sprawach bliższych swojej działce minister Emilewicz nie ma wiele do zaproponowania, jeśli nie liczyć rzucanych od czasu do czasu pomysłów, jak ten z podwyżką akcyzy na używane auta, „żeby się ich po prostu nie opłacało sprowadzać”. Po co sprowadzać używane, gdy każdego stać na zakup nowego elektryka z obiecanego miliona.”- tak skrytykowała panią minister znana, prawicowa publicystka Kataryna. Skoro po prawicowych ministrach jeżdżą już, niczym po przysłowiowych burych sukach, prawicowe publicystki to znak, że era PiS wchodzi w okres dekadencji.

Następcą pani minister Emilewicz będzie pan Jarosław Gowin. Zostanie też wywyższony do rangi wicepremiera, bo ponoć okazał należną skruchę wobec pana prezesa. I trzeba dać po nosie panu ministrowi Ziobrze. Pan Gowin będzie też ministrem rozwoju i pracy. Bycie odpowiedzialnym za rozwój i pracę w czasie powracającej pandemii i najgłębszego od 30 lat kryzysu gospodarczego to misja samobójcza. Nie trudno zauważyć, że powierzając panu Gowinowi taki resort, pan prezes Kaczyński posyła go na polityczna śmierć.

Odezwał się pan Duda. Nie pan Andrzej prezydent, lecz pan Piotr przewodniczący kanapowego związku zawodowego NSZZ „Solidarność”. „To jest tak, jakby napluto komuś w twarz, i PiS zrobiło to „Solidarności” – ocenił tak nominację pana Gowina. I wezwał pana prezydenta Dudę, by nie zaprzysięgał pana Gowina na ministra. Gdyby pan Duda pana Dydy posłuchał , to skazałby pana Gowina na chude uposażenie zwykłego posła, grożące głodową egzystencją w pełnej drożyzny stolicy. Z drugiej strony ocaliłby go od politycznej śmierci.

Wicepremierem nie zostanie pan Zbigniew Ziobro. Bo wtedy byłyby formalnie równym jaśniepanu prezesowi Kaczyńskiemu, który taką funkcję wybrał sobie w rekonstruowanym rządzie. Po to aby kontrolować działalność koalicyjnego polityka, „Zbyszkiem Zdradzieckim” zwanego. Wcześniej dyskutowano o innym kagańcu dla krnąbrnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. O pozbawieniu go posady prokuratora generalnego, wybiciu mu politycznych zębów.
Jednak ustawa o prokuraturze, która weszła w życie w 2016 roku, zagwarantowała nieusuwalność najważniejszych prokuratorów „krajówki” po przegranych wyborach parlamentarnych i zmianie władzy. Teraz, w sytuacji konfliktu w Zjednoczonej Prawicy, gwarantuje ona wieloletnią nieusuwalność z prokuratury ludzi Zbigniewa Ziobry. Dzięki temu pan minister i prokurator Ziobro będzie mógł grać na przeczekanie. I obarczać odpowiedzialnością za brak postępów w przejmowaniu sądów swego nowego nadzorcę.

Pan poseł Przemysław Czarnek zostanie ministrem edukacji narodowej. Ideowo i politycznie jest bardziej konserwatywny od pana ministra Ziobry i jego drużyny. Dodatkowo jest od nich głupszy. Nic zatem dziwnego, że stał się bohaterem mediów. Pan poseł Czarnek zastąpił złego ministra Piątkowskiego, który zastąpił bardzo złą minister Zalewską. Wszystkie te kandydatury świadczą, że elity PiS traktują edukacje narodową jak sądy. Chcą rozwalić ją. By potem na gruzach stworzyć własną, narodowo- katolicką edukację. Zapewne ich plan powiedzie się w 50 procentach. Edukację rozwalą skutecznie.

Pan prezydent Andrzej Duda znalazł wreszcie czas w swym napiętym grafiku zajęć. Być może już w poniedziałek odbierze przysięgę od nowych ministrów. Ciekawe jak zachowa się podczas odbioru od jaśniepana prezesa Kaczyńskiego? Padnie przed nim na kolana, czy uczyni to na stojąco? Zwłaszcza, że pan prezydent Duda nie musi już zabiegać o poparcie pana prezesa. Teraz może wybić się, choć trochę, na niepodległość.

Będziemy mieć rząd pana prezesa – wicepremiera, z panem premierem Morawieckim oddelegowanym na front brukselski, z dwoma liderami stronnictw koalicyjnych. Uznanych za polityczne ogony szczerzącego kły psa, czyli PiS. Rząd organizacyjnie dysfunkcyjny, pełen politycznych min i pułapek. Taki rząd nie gwarantuje stabilizacji. Nie zdziwmy się, jeśli dojdzie do przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Rzeczniczka prasowa najsłynniejszego Polaka na świecie Roberta Lewandowskiego wysłała jednozdaniowe oświadczenie: „W związku z kontrowersjami jakie pojawiły się wokół spółki Nowe Mazury 8, Robert Lewandowski postanowił całkowicie wycofać się z tej inwestycji.” Okazało się, że rządzące elity PiS nie potrafiły zapewnić najsłynniejszemu Polakowi na świecie bezpieczeństwa inwestycyjnego. To symboliczna klęska wizerunkowa Polski jako kraju postępu i rozwoju.

Jan Paweł II, sławny niegdyś jak dziś Robert Lewandowski, został bohaterem „Zatrutego źródła”. Rzeźby Jerzego Kaliny. Artysty o dużym dorobku ,utożsamianym z „Dobrą Zmianą”. Ustawiona nadziedzińcu Muzeum Narodowego rzeźba nawiązuje do kontrowersyjnej kiedyś, wystawionej w Zachęcie instalacji włoskiego artysty Maurizio Cattelana, “Dziewiąta godzina”. Przedstawiająca Jana Pawła II przywalonego meteorem. Dziś rzeźba Kaliny budzi jedynie powszechny śmiech i szydercze komentarze w Internecie. W rodzaju „Jak zabić karpia” albo „ Żuk gnojowy. Reinkarnacja”. Masowy odbiór dzieła Kaliny świadczy o obecnym postrzeganiu polskiego kościoła kat. O drodze jaką on przeszedł. Od świętości do śmieszności.