Konwencja przed Trybunał

Mateusz Morawiecki zapewnił na konferencji prasowej, że jego rząd potrafi walczyć z przemocą domową lepiej, niż autorzy konwencji stambulskiej.

Należy bowiem w ramach tej walki wdrażać praktyczne rozwiązania, a nie kierować się względami ideologicznymi – pouczał premier, po czym przypomniał o ustawie antyprzemocowej, jaką z inicjatywy jego rządu przyjęto wiosną tego roku. To faktycznie ustawa potrzebna, natychmiastowo izolująca sprawcę przemocy od ofiar, i dlatego zdobyła także głosy klubu Lewicy. Innymi gestami – jak redukowanie dofinansowania dla organizacji broniących bitych kobiet – Morawiecki jednakże już się nie pochwalił.

Wspomniał za to – a jakże – o tym, że poprzednicy w sprawie kobiet robili niewiele oraz dodał, że dzięki PiS kobiety i dzieci otrzymują „środki do życia” i uzyskują zabezpieczenie przed przemocą ekonomiczną – zapewne chodziło o 500+.

A co z samą konwencją stambulską i głośnymi zapowiedziami jej wypowiedzenia? Tu ma się wypowiedzieć

Trybunał Konstytucyjny

– Sprawy tak wielkiej wagi należy rozpatrywać w ramach przejrzystej i prawomocnej procedury – oświadczył Morawiecki.

Podczas swojej konferencji prasowej w czwartek 30 lipca premier na pozór unikał ostrego języka, jakim w odniesieniu do konwencji posługiwali się ludzie Ziobry. Nie było oskarżeń o „genderowski bełkot”, „marksistowskie niszczenie rodziny” i nic podobnego. Niemniej…

– – Konwencja stambulska – pojawia się wiele głosów, że niewłaściwie definiuje źródła przemocy wobec kobiet i nie dostarcza narzędzi do walki z nią. To bardzo poważne wątpliwości. Jako rząd podzielamy częściowo obawy Polaków i mamy prawo sądzić, że może być niezgodna z Konstytucją w zakresie wolności poglądów i wychowywania dzieci zgodnie z własnym sumieniem – oznajmił szef rządu.

I z kamienną twarzą zapewnił, że w jego przekonaniu dokonana przez trybunał ocena konstytucyjności konwencji zamknie spór, który jej dotyczy.

Lewica była przeciw

Trudno spodziewać się, że takie postawienie sprawy – przy takim składzie Trybunału Konstytucyjnego – uspokoi aktywistki broniące praw kobiet czy parlamentarzystki sejmowej Lewicy. Nawet jeśli temat konwencji stambulskiej pojawił się z inspiracji Zbigniewa Ziobry, a nie samego prezesa, i miał być demonstracją radykalizmu ministra sprawiedliwości, rządowi zaś wcale nie zależało na kolejnym starciu z organizacjami kobiecymi.

Działaczki Lewicy we wtorek poprosiły minister Marlenę Maląg, która jako pierwsza napomknęła o możliwości i zamiarach wypowiedzenia konwencji, o spotkanie. Proponowały merytoryczną rozmowę i rozwianie stereotypów, którymi kierował się Zbigniew Ziobro, twierdząc, że konwencja to ideologiczny dokument.

– W w imieniu klubu parlamentarnego Lewicy składamy dzisiaj prośbę do minister pracy, rodziny i polityki społecznej Marleny Maląg o spotkanie, na którym klub Lewicy wytłumaczy pani minister, dlaczego ta konwencja jest tak istotna w polskim porządku prawnym, dlaczego musi pozostać i być cały czas przez rząd implementowana, i wdrażana do naszego prawa – mówiła wicemarszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka.

Zgoda na przemoc?

Organizacje kobiece głośno wyrażały obawę, że wypowiedzenie konwencji będzie oznaczało dalsze zmiany w prawie, ograniczając ściganie sprawców przemocy domowej, której ofiarami w Polsce w przytłaczającej większości są kobiety. Morawiecki usiłował rozwiewać te obawy. Twierdził, że sam jest zwolennikiem surowego karania ludzi, którzy tej przemocy się dopuszczają. Ale czy ktokolwiek poza najtwardszym elektoratem mu wierzy?