Europa znów stoi przed widmem kryzysu energetycznego. Gaz drożeje, ropa przekracza 100 dolarów za baryłkę, a miliony rodzin zastanawiają się, ile zapłacą za prąd i ogrzewanie. Tymczasem część koncernów energetycznych może zarabiać na kryzysie ogromne pieniądze. Podczas szczytu Unii Europejskiej 15–16 października przywódcy będą rozmawiać o cenach energii i podatku od nadzwyczajnych zysków. Pytanie jest brutalnie proste: dlaczego za każdy kolejny kryzys mają płacić przede wszystkim zwykli ludzie?
Polacy płacą coraz więcej. Gdzie obietnice taniego prądu?
Rządzący lubią mówić o stabilizacji cen energii. Jednak wystarczy spojrzeć na rachunek za prąd, aby zobaczyć znacznie bardziej skomplikowany obraz.
W 2026 roku średnia zatwierdzona cena samej energii elektrycznej dla gospodarstw domowych wynosi 495,16 zł za MWh netto. To niewiele mniej niż wcześniej.
Ale cena energii to nie cały rachunek!
Opłaty dystrybucyjne wzrosły średnio o 9,36 proc., a miesięczna opłata mocowa dla wielu gospodarstw domowych zwiększyła się z 11,44 zł w drugiej połowie 2025 roku do 17,18 zł netto w 2026 roku.
Co to oznacza?
Na samej energii można zaoszczędzić kilka złotych, a jednocześnie zapłacić znacznie więcej za pozostałe składniki rachunku.
I tak wygląda polska rzeczywistość.
Emeryt zastanawia się, jak opłacić mieszkanie. Rodzina ogranicza wydatki. Mały przedsiębiorca liczy, czy wystarczy pieniędzy na rachunki i pensje pracowników.
A wielkie przedsiębiorstwa energetyczne nadal funkcjonują w systemie, w którym część kosztów utrzymania i modernizacji infrastruktury przenoszona jest na odbiorców.
Koncerny mogą zarabiać na kryzysie. Ktoś powinien powiedzieć: dość!
Kiedy drożeje ropa i gaz, część przedsiębiorstw energetycznych osiąga nadzwyczajne zyski.
Nie dlatego, że pracownicy produkują więcej. Nie dlatego, że pojawiła się przełomowa technologia.
Czasami po prostu dlatego, że świat pogrąża się w kryzysie, a ceny surowców gwałtownie rosną.
Oczywiście nie każdy koncern zarabia na podwyżkach. Wiele firm również ponosi wyższe koszty.
Ale dlaczego przedsiębiorstwa osiągające nadzwyczajne korzyści nie miałyby oddać części tych pieniędzy społeczeństwu?
Polska wraz z Niemcami, Austrią, Włochami, Portugalią i Hiszpanią popiera pomysł ogólnounijnego podatku od nadzwyczajnych zysków sektora naftowego i gazowego.
Pieniądze mogłyby pomóc chronić gospodarstwa domowe przed skutkami kryzysu.
Pomysł nadal nie ma jednak wystarczającego poparcia.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy europejscy przywódcy będą chronić przede wszystkim obywateli, czy rentowność wielkich koncernów?
Szczyt UE. Czy Bruksela stanie po stronie obywateli?
15 października europejscy przywódcy rozpoczną rozmowy o kryzysie energetycznym.
Na stole leżą propozycje pomocy gospodarstwom domowym, większej elastyczności budżetowej i opodatkowania nadzwyczajnych zysków.
Jednak żadna decyzja nie zmieni rzeczywistości, jeśli koszty pomocy zostaną w całości przerzucone na podatników.
Dopłaty finansowane z budżetu mogą przynieść ulgę, ale nie są darmowe. Za publiczne pieniądze również płacą obywatele.
Dlatego potrzebujemy rozwiązań, które sprawiedliwie podzielą koszty kryzysu.
Trzeba chronić osoby zagrożone ubóstwem energetycznym, kontrolować zasadność opłat, inwestować w tańszą energię i opodatkować rzeczywiście nadzwyczajne zyski tam, gdzie powstają.
Nie można kolejny raz dopuścić do sytuacji, w której społeczeństwo ponosi ryzyko, a wybrane przedsiębiorstwa zachowują korzyści.
Energia to podstawowa potrzeba, a nie luksus!
Prąd nie jest dobrem luksusowym.
Bez niego nie działa szpital, szkoła, piekarnia ani zakład pracy. Nie funkcjonuje współczesne gospodarstwo domowe.
Dlatego państwo nie może traktować rosnących rachunków wyłącznie jako prywatnego problemu konsumenta.
Rodzina nie może negocjować światowej ceny gazu. Emeryt nie ma wpływu na ceny ropy. Pracownik nie decyduje o inwestycjach wielkich koncernów.
A jednak to właśnie zwykli ludzie najmocniej odczuwają skutki kolejnych podwyżek.
Transformacja energetyczna jest potrzebna. Inwestycje w sieci i nowe źródła energii również.
Ale ich finansowanie musi być sprawiedliwe.
Nie może wyglądać tak, że zyski pozostają w spółkach, a każda nowa opłata trafia na rachunek obywatela.
Kto zapłaci za kryzys – zwykłe rodziny czy koncerny, które na nim zarabiają?
Podczas szczytu UE europejscy przywódcy powinni odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: kto rzeczywiście poniesie ciężar kolejnego kryzysu energetycznego?
Bo jeśli po kolejnych spotkaniach, deklaracjach i konferencjach prasowych jedynym konkretem okaże się wyższy rachunek za prąd, trudno będzie mówić o skutecznej polityce energetycznej.
Polska potrzebuje taniej, stabilnej i bezpiecznej energii.
Potrzebuje również zasad, zgodnie z którymi najwięcej do wspólnego wysiłku dokładają ci, którzy osiągają największe nadzwyczajne korzyści.
Bo prąd jest potrzebny wszystkim. Ale rachunek za kryzys nie powinien zawsze trafiać do tych samych ludzi.
Nie można wymagać od milionów Polaków kolejnego zaciskania pasa, jeśli jednocześnie część koncernów energetycznych osiąga dodatkowe zyski dzięki temu samemu kryzysowi.
To nie jest wyłącznie problem gospodarczy. To kwestia sprawiedliwości społecznej.
Energia jest niezbędna do życia. Nie powinna być przywilejem tych, których stać na coraz wyższe rachunki.
Trybuna.Info | 14 października 2026 r.
Źródła: Urząd Regulacji Energetyki – taryfy na 2026 rok; Euronews – zapowiedź szczytu UE z 14 października 2026 r.; Reuters – informacje o propozycji podatku od nadzwyczajnych zysków.













