Krótki plan dla Lewicy

Polityczną odbudowę – i co zwykle z tym się wiąże – faktyczną b u d o w ę Lewicy w Polsce w najbliższym czasie określać będzie i jednocześnie utrudniać powrót Donalda Tuska, co wraz z wpływem formalnie „niedookreślonego” ugrupowania Szymona Hołowni wywoła (i już wywołuje) rosnącą falę konfrontacji politycznej wewnątrz prawicowych obozów.

Prawica nie dokończyła jeszcze w Polsce wewnętrznej walki, a ponieważ doprowadziła do nieomal pełnej hegemonii i działa z pozycji politycznej dominacji, wypełnia i okupuje „bez reszty” scenę polityczną, narzuca jej swój ton i zwodzi pozorną dynamiką: tak wiele się dzieje, pada tyle słów, oskarżeń i obietnic, stale coś się szykuje, wszyscy są wciąż w stanie „podwyższonej gotowości”, itd. Z politycznego doświadczenia wynika, że przebicie tego muru nie będzie ani proste, ani natychmiastowe. Oznacza to, że w perspektywie kolejnych dwóch lat nie należy szykować się na żaden wielki skok i nie należy także wyobrażać sobie przejęcia władzy. Zadbać trzeba przede wszystkim o to, aby zachować dotychczasowe zdobycze i przygotować pole i siły do skutecznej ekspansji.

Zachowanie młodzieży

Podstawową siłą Lewicy jest obecnie poparcie, którym cieszy się ona wśród ludzi młodych. Nie miejsce tu, by szeroko analizować przyczyny, dla których znaczne grupy młodzieży opowiadają się dziś za hasłami lewicowymi. Mówiąc najkrócej, wynika to zapewne ze sprzeciwu wobec panujących obecnie i w niedawnej przeszłości partii prawicowych w naszym kraju a także – i to w znacznym stopniu – wobec sprzeciwu wobec prawicy globalnej i skutków jej poczynań. Pamiętajmy, że współczesna młodzież faktycznie żyje w zglobalizowanej rzeczywistości… Wynika to z utrzymującego się nadal wizerunku lewicy jako siły rewolucyjnej i krytycznej. Z aprobaty wobec postulatów tradycyjnej lewicy wreszcie czerpanej z postaw etycznych i światopoglądowych. Nie należy lekceważyć także kwestii stylu. Stylu wypowiedzi, życia, działania, wybitnie nieznośnego na polskiej prawicy. Nie lekceważąc zatem starszego pokolenia, to właśnie młodzież jest przyszłością Lewicy. Celem politycznym lewicowych ugrupowań musi być więc zwiększenie atrakcyjności Lewicy dla ludzi młodych. Im większą część młodzieży uda się Lewicy przyciągnąć, tym większe będzie jej poparcie za kilka lat. Aby nie zrazić do siebie młodzieży Lewica musi przy tym zadbać o kilka podstawowych spraw.
Po pierwsze należy włączać młodych – mam tu na myśli polityków poniżej 35 roku życia – w główny nurt i pierwszą linię politycznej aktywności, dawać „biorące” miejsca w kolejnych wyborach i niwelować wrażenie, że polityka jest dla ludzi młodych niedostępna, nieosiągalna. Należy też stopniowo rezygnować z młodzieżówek, które zawsze są „przystawką” i gorszą wersją partii politycznych. Wszyscy chętni i zasługujący na to powinni stawać się członkami partii po ukończeniu 18 roku życia. W ten sposób nie tylko likwiduje się partyjną gerontokrację: polityczny podział na „nibypartię” dla młodych i „prawdziwą partię” dla starych, ale także ożywia skostniałe struktury partyjne, które dzięki temu zyskują energicznych i młodych działaczy.

Po drugie program musi koniecznie zawierać postulaty dotyczące młodych osób i ważne dla nich, takie jak: kwestia mieszkaniowa, kwestia śmieciówek i tymczasowego zatrudnienia, kwestia reform w systemie edukacji, itd. Chodzi jednak także i o to, aby postulaty te nie znajdowały się w jakiejś oddzielnej sekcji programowej „Dla Młodych”, ale były pełnoprawnymi i pierwszoplanowymi punktami programowymi dla całej formacji. Należy przygotować nawet odpowiedni zestaw postulatów dla osób w wieku licealnym. Tu przede wszystkim liczyłoby się: odejście od opartego na „punktozie”, testach i kluczach systemu edukacji, wprowadzenie do liceów nowych przedmiotów (przygotowania zawodowego, poważnej wiedzy o kulturze, obowiązkowej etyki i filozofii), likwidacja zadań domowych, wycofanie ze szkół religii.

Po trzecie niezbędny jest bardziej nowoczesna, bardziej radykalna narracja. Kwestię obecności w Unii Europejskiej, szacunek dla Konstytucji i prawa oraz inne klasycznie liberalne postulaty należy przesunąć na drugi plan. Lewica potrzebuje energetycznego, krytycznego języka, który bezlitośnie będzie obchodził się z klerykalizmem, ze śmieciowym i prowadzącym nas ku zagładzie klimatycznej kapitalizmem, z systemowymi dogmatami, które wtłoczono do głów starszym pokoleniom. Wprost należy więc mówić, że w kapitalizmie nie ma demokracji i pokazywać na to przykłady. Wprost należy mówić o niszczycielstwie kapitalizmu, zbrodniach imperializmu, głodzie na świecie, czy o tym, że obecny system wymordował większość form życia na planecie. Wreszcie wprost należy też krytykować świętości III RP: prawicowy katolicyzm, mit wolności przyniesionej przez „Solidarność” czy też „naturalną” uczciwość zasad obecnego systemu ekonomicznego. Bo brak uczciwości kapitalistycznej gospodarki, jej brutalny charakter i wyzysk najlepiej odczuwają właśnie młode osoby, które stają się pierwszymi ofiarami rynku pracy w chwili nadejścia dowolnego kryzysu.

Określenie różnic

Drugim koniecznym wyzwaniem, które pomoże Lewicy przetrwać i przygotować się do nowych czasów jest wypracowanie i umiejętne przedstawianie wyróżniających ją na tle liberałów i konserwatystów politycznych kwestii. Lewica musi być świadoma tego, czym różni się od prawicy. Zaczynając od poziomu teoretycznego opracowania trzeba dojść do wykształcenia lewicowych kadr w takim zakresie, aby przy okazji każdej konferencji prasowej politycy Lewicy potrafili wskazać to, czym program ich formacji różni się od prawicowych propozycji.

Obecnie wielu polityków Lewicy orbituje wokół liberalizmu, niektórzy darzą nawet szczególnym szacunkiem Leszka Balcerowicza, a jeszcze inni uważają (bardziej lub mniej świadomie), że lewicowość jest to nic innego, jak liberalizm, to znaczy kapitalizm przyozdobiony tęczową tolerancją i „uczłowieczony” paroma programami socjalnymi. Tak dalej być nie może z prostego powodu: tę pozycję zajmą i już zajmują nowocześni, uczący się na własnych błędach liberałowie oraz konserwatyści nowego typu, tacy jak Szymon Hołownia, którzy z taką kartą w ręku i tak z Lewicą wygrają, bo w oczach zideologizowanych prawicowo mas nie będą obarczeni „czerwonym bagażem” negatywnych skojarzeń, a nawet po prostu bardziej w swej roli naturalni i wiarygodni.

A zatem po pierwsze, Lewica stoi po stronie ludzi pracy. Po drugie, lewica opowiada się za prawdziwą równością i przeciwko rosnącym nierównościom, nie chce świata miliarderów żyjących obok nędzarzy. Po trzecie, lewica jest krytyczna wobec kapitalizmu i sposobów jego funkcjonowania.

Lewica w odróżnieniu od liberałów nie chce taniego państwa. Ani niskich podatków dla kapitału zagranicznego i lokalnego, ani wolnych stref służących okradaniu społeczeństwa. Lewica widzi też i rozumie, że to kapitalizm – system kierujący się chciwością i podłością bez żadnych granic – odpowiada za zniszczenie klimatu i naszej planety. Lewica chce też powiększania funduszu spożycia zbiorowego czyli poszerzania zakresu tego, co wspólne, społeczne. Jej celem jest zawsze wyłączanie z wyścigu szczurów i rywalizacji ekonomicznej kolejnych segmentów społecznej egzystencji. Wszelkie podstawowe dobra – mieszkanie, pożywienie, edukację, opiekę medyczną, bezpieczne środowisko – lewica pragnie uczynić powszechnymi prawami, a nie elementami rynkowej walki o życie przeciwko innym pod groźbą bezdomności, śmierci z głodu czy braku dostępu do leczenia.

Są to wszystko kwestie podstawowe, na fundamencie których utrwalić się musi w umysłach lewicowych działaczy świadomość, że stanowią one całościową alternatywą dla prawicowych ideologii. Duża część – zwłaszcza młodych – działaczy już posiada tego typu świadomość.

Często są to jednak tożsamości i polityki marginalizowane, aby „na salonach” dalej dominowały stare teksty o dumie z przynależności do UE, NATO i stworzenia polskiej konstytucji. Te wszystkie uprawomocniające lewicę w oczach liberałów zasługi przynależą tymczasem do przeszłości. A wiadomo, że „trzeba z żywymi naprzód iść i po życie sięgać nowe”. Dziś lewicę konstytuuje konflikt, niezgoda i sprzeciw wobec panującego porządku i sytuacji. Są to jednocześnie jej korzenie, do których koniecznie musi wrócić. Przestrzeń krytyki w imię przyszłości jest to jedyna przestrzeń, której nie zagospodarują partie pochodzenia prawicowego. Niezależnie od wszystkiego jest to więc konieczność, szczególnie w czasach kryzysów i katastrof, które są przed nami.

Przygotowanie całościowej ideologii

Nie ulega wątpliwości, że Lewica ma problem. Ten problem widać najlepiej, kiedy rozważymy kwestię polityki realizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość oraz przez Platformę Obywatelską pod rządami Donalda Tuska. Te prawicowe byty – mimo że stare i wyjątkowo już przejrzałe – przyciągają wyborców, bo oferują im coś znacznie istotniejszego niż cenne reformy, racjonalne postulaty czy gwarancję dobrego administrowania państwem. Te partie oferują swym wyborcom ideologię. I to w czystej postaci.

Ideologię w sensie marksistowskim – to znaczy całościowy zestaw poglądów i interesów, który tworzy pewną większą, ogólną formację politycznego myślenia. Głosując na PiS czujesz więc, że jesteś obrońcą Polski, obrońcą polskiego ludu, polskiej tradycji, polskiej własności i walczysz przeciwko zagranicznym potęgom, lewactwu, tęczowym świrom, czy amoralnemu i antyreligijnemu zepsuciu. Głosując na PO odczuwasz, że bronisz racjonalnego polskiego kapitalizmu, prywatnej własności przed zakusami państwa, że walczysz o nowoczesną konstytucję, o prawo, które nie poddaje się partiom politycznym, że jesteś praworządnym obywatelem Republiki i postępowym liberałem szanującym wolność… A Lewica? Od Lewicy wieje pustką, pod którą skrywa się chaos.

Niemrawe przebąkiwania o państwie opiekuńczym typu skandynawskiego, co jakiś czas wystąpienie za tolerancją, zestawy chaotycznie przedstawianych reform, przypadkowe wystąpienia posłów motywowane czysto indywidualistycznie … Lewica nie potrafi i nie jest w stanie sformułować swej ideologii. Nie ma doktryny, ponieważ rządzi nią przypadek będący sumą indywidualnych zwyrów. Jest jak serie memów wstawiane na kontach Lewicy na Facebooku – ma mnóstwo słuszności, ale nie ma żadnego planu politycznego, żadnego uporządkowania ani większej narracji. Lewica nie ma haseł. Nie ma projektu systemowego. Nie ma utopii. Dlatego też jest skazana na odbijanie się od ideologii-utopii dominujących partii prawicowych. Samo krążenie pomiędzy „Polskim ładem” i kolejną inkarnacją liberalizmu jednak nie wystarczy. I pokazują to sondaże.
Dochodzimy tu także do „kwestii działaczowskiej”. Lewicy potrzebna jest większa narracja, tak samo jak potrzebuje ona narratorów. Potrzebni są ludzie mówiący coś więcej niż „Bo myśmy załatwili trochę pieniędzy na szpitale” albo „Mamy dobry pomysł numer 2438234, popatrzcie na piętnasty dobry mem w tym tygodniu”. Polityka to projektowanie idei i spektakl ich prezentacji. Skuteczna ideologia musi zostać skutecznie zaoferowana i wyrażona. Lewica potrzebuje zdolnych mówców, którzy działają według planu. Potrzebuje planowanych przemówień i najlepszego możliwego przygotowania na poziomie, którego obecnie nie prezentuje. Działacze muszą zacząć poważniej dzielić się obowiązkami i funkcjonować zespołowo. Obecnie są to raczej grupki skupione wokół zatomizowanych politycznie posłów walczących o uwagę i rywalizujących także pomiędzy sobą. Struktura. Partia to struktura.

Podstawowym krokiem do odbudowania własnej ideologii jest wytyczenie linii oddzielającej nas od przeciwników. Obie prawicowe, hegemoniczne partie należy wobec tego zestawiać i przedstawiać wspólnie jako jedno zło w dwóch smakach. Lewica potrzebuje wyrazistego wycięcia swojej przestrzeni politycznej. Dlatego oba prawicowe obozy musi prezentować, jako głównych odpowiedzialnych za masakrę ludzi („nadmiarowe zgony”) w czasie pandemii, jako winnych osłabienia i utrwalania słabego, niedofinansowanego i w efekcie antyludzkiego państwa. Lewica musi krytykować kartonowość państwa czasów PO, ale też skutecznie wykazywać, że PiS niewiele tu zmienił. Według danych z GUS ubóstwo wzrosło w 2020 roku o 1 punkt procentowy. Fatalnie wygląda także wskaźnik dzietności. Polska ma nadal najgorsze i trucicielskie powietrze w Europie. Rząd realizuje też kolejny prywatyzatorski zamach na emerytury… Są więc argumenty w pełni wystarczające do obarczenia PiS-u odpowiedzialnością za kontynuację neoliberalnych polityk. POPiS to niewielkie różnice w obrębie jednej rodziny, a przy tym wielka wspólnota poglądów w wielu kwestiach. Na szczególną uwagę zasługuje konserwatyzm obyczajowy i religijny, który czyni z tych partii twory anachroniczne, rażąco nieodpowiednie wobec szybko laicyzującej się tożsamości polskich obywateli i obywatelek.

Poważna walka polityczna zacznie się w momencie, kiedy Lewica przyswoi sobie nowy program i postanowi działać jak siła polityczna, jak prawdziwa partia. Zachowanie sympatii młodzieży, wypracowanie wyróżniających politycznie punktów i przedstawienie całościowej ideologii-projektu to niezbędne minimum. Minimum, które pozwoli marzyć o powtórzeniu wyniku wyborczego i przygotuje Lewicę do starć politycznych w bliskiej przyszłości, kiedy kolejne kryzysy i katastrofy jeszcze bardziej osłabią zaufanie społeczne do prawicowych zdolności zarządzania państwem. Jednocześnie osłabnie też wiara w dobroczynne właściwości kapitalizmu. Lewica – bliska świata pracy i grup wyzyskiwanych, systemowo prześladowanych – musi wyprzedzić tę świadomość i czekać na nią z gotowym projektem. Kaczyński i Tusk mogą prowadzić kolejną turę wielkiej prawicowej wojny o Polskę. Ale Lewica może sprawić, że to będzie ostatni konflikt tego typu. To właśnie ze strachu przed Lewicą POPiS poczynił zresztą ogromne inwestycje w sferze kultury i propagandy, w IPN i antyracjonalistyczne, antysocjalistyczne nauczanie… A czas wrócić właśnie do haseł i do politycznego języka, który wyróżnia. Przyszłość będzie czerwona jeśli czerwień będzie na nią gotowa.