Socjaldemokracja – nadzieja w predystrybucji?

Niedawno ukazał się w prasie wywiad z Marianą Mazzucato, włoską profesorką, uważaną za jedną z czołowych ekonomistek świata. Uczona odnosi się do spraw odnowy gospodarek po pandemii, i do działań (a raczej ich braku) wychodzących naprzeciw wyzwaniom klimatycznym, społecznym, oraz do sposobów wykorzystania w tym zakresie Funduszu Odbudowy UE.

Jest to odniesienie generalnie krytyczne wobec rządów i polityków, w tym wobec zaangażowania oraz roli lewicy w tej kwestii:
„Lewica stała się leniwa intelektualnie. To dotyczy zarówno Ameryki Łacińskiej, jak i Europy… Cały dyskurs skupia się na redystrybucji. Nie ma prawdziwej, sugestywnej, powszechnej narracji, która by wyjaśniła skąd bierze się bogactwo. Ja coraz bardziej wierzę w potrzebę dyskusji o predystrybucji. Jak moglibyśmy stworzyć lepszą, większą wartość w inny sposób, zamiast zbierać resztki ze stołu kapitalizmu…? Oczywiście potrzebujemy progresywnej polityki fiskalnej, aby dokonywać sensownej redystrybucji, ale postępowa agenda musi się skupić również na tworzeniu bogactwa. Jeśli skupimy się tylko na redystrybucji, to wkrótce nie będzie czego redystrybuować.”

Powyższa ocena zdaje się potwierdzać, iż zagadnienie redystrybucji/ predystrybucji powinno się dziś stawać jednym z istotnych tematów socjaldemokracji, a przyjęcie dobrych w tej sprawie rozwiązań – lekiem na słabą pozycję lewicy na politycznej scenie Europy, Polski, której najbardziej dramatycznym następstwem jest wzrost prawicy, w tym skrajnej, i wielorakie polityczno-społeczne tego implikacje.

Winę za ów dramatyczny dla społeczeństwa/człowieka/przyrody stan ponosi między innymi: ideowo-programowy zastój lewicy, bierność w poszukiwaniu i formułowaniu nowych idei oraz niezdolność do wyjścia naprzeciw coraz to nowym wyzwaniom ze strony kapitału. Jeśli socjaldemokracja będzie dalej uparcie trwać tylko przy swoich, tradycyjnych kanonach i postulatach, nie może liczyć na odrodzenie i wzrost poparcia. Formacja musi się zdobyć w zakresie ideowo-programowym, w sferze ekonomiczno- społecznej, na przekroczenie ram klasycznej myśli socjaldemokratycznej. Doszła, bowiem do punktu, w którym musi odpowiedzieć sobie na pytania, czy z obecnym kapitalizmem powinno być jej dalej po drodze? Lub/i, czy za pomocą swoich tradycyjnych zasad i narzędzi, będzie w stanie zwalczyć bardzo negatywne, społeczne skutki aktualnej formuły tego systemu?

Konieczność takiej refleksji wynika z obecnego stanu kondycji socjaldemokracji. Gdy za jej kryterium przyjąć znaczenie formacji na scenach politycznych Europy (skalę uczestnictwa w rządzeniu), można tę kondycję określić, jako wyraźnie słabnącą. Ocena ta staje się jednak jeszcze bardziej surowa, gdy za wskaźnik posłuży kwestia nie tyle formalna (stopień partycypacji we władzy), ile problem stanowiący sens istnienia formacji: jak w ostatnich dekadach udawało się jej strukturalne cywilizowanie systemu, zapobieganie przepaściom społeczno- ekonomicznymi, walka z dewastacją środowiska naturalnego?

Nie był to dobry czas socjaldemokracji. Ustępstwa wobec kapitału (korporacji), odchodzenie od idei i praktyki państwa dobrobytu, na rzecz trzeciej drogi itp., wpływały/ wpływają na bardzo niekorzystne dla lewicy decyzje wyborcze obywateli, na przenoszenie ich poparcia na prawicę, nierzadko skrajną.

W wyniku splotu tych i innych jeszcze czynników, i osłabieniu pozycji, przed formacją staje zadanie, określenia „jakby na nowo” swojej roli i miejsca w obecnej sytuacji społeczno-politycznej, określenia stosunku do obecnego etapu kapitalizmu, i przede wszystkim do aspiracji i dążeń mas ludowych.

Biorąc pod uwagę te uwarunkowania oraz wynikające z nich imperatywy, warto by było, aby polska lewica w okresie tworzenia nowej jakości organizacyjnej, a wkrótce i programowej, uwzględniła także – jako swoisty wkład ideowy do nowej formacji lewicy – sugerowane niżej, choć zapewne nietypowe z punktu widzenia klasycznej socjaldemokracji, rozważenie problemu redystrybucji/ predystrybucji.

Mianowicie, jeśli główna, choć w uproszczony sposób tu nakreślana myśl socjaldemokracji (w sferze społeczno-ekonomicznej) sprowadza się do trzech punktów: tak – dla gospodarki rynkowej; tak – dla własności prywatnej; nie – dla biedy oraz nadmiernych różnic egzystencjalnych pomiędzy ludźmi (dot. ich bytu materialnego, kulturowego), poniższe propozycje – nie naruszając tych kanonów, i również zawierając się w pewnej triadzie – idą dalej. Zatem: tak – dla rynku; tak – dla własności prywatnej; ale, nie – dla własnościowego rozwarstwienia (w zakresie własności środków produkcji: wytwórczych, usługowych, finansowych, intelektualnych, technologicznych/SI) pomiędzy członkami społeczeństwa.
Za punkt wyjścia do wyartykułowania, i uzasadnienia tezy wiodącej tych refleksji (nie, dla rażących różnic własnościowych; tak, dla sprawiedliwych, wyrównanych stosunków oraz struktury własności), przyjmijmy podstawowy kanon myśli socjaldemokratycznej, zasadę powiększonej redystrybucji dóbr (obecnie: produktu krajowego brutto – PKB, w przyszłości będą to prawdopodobnie inne parametry).

Powiększona redystrybucja PKB/ dóbr, jest wyróżnikiem, swego rodzaju znakiem socjaldemokracji, odróżniającym ją od innych kierunków polityczno-ideowych. Wszakże, pod społecznym ciśnieniem, także opcje centrowe, centro-prawicowe zaczynają coraz częściej sięgać po jej instrumenty.

W tym kontekście redystrybucja to nic innego, jak – w pewnym uproszczeniu – przeniesienie (przez państwo) części wytworzonych dóbr, środków (PKB) od ludzi, grup, klas, posiadających ich dużo lub więcej, do ludzi, grup, klas uboższych. Taka redystrybucja spełnia pewną rolę socjalno-ekonomiczną – zapewnia minimum egzystencjalne ludziom biednym; i moralną – zapewnia jakieś minimum godności.

Panowały i panują opinie wygłaszane w szczególności przez neoliberalnych, prawicowych adwersarzy socjaldemokracji, że zwiększona redystrybucja powoduje obniżanie tempa rozwoju, wydajności pracy i efektywności gospodarowania. Iż socjaldemokracja, przesuwając powiększoną część wytworzonego produktu na spożycie, psuje gospodarkę, którą później oni (prawica, neoliberałowie) muszą naprawiać. Wprawdzie obecna sytuacja wybija chwilowo z rąk wymienionych sił powyższe argumenty, to jednak nie usuwa rzeczywiście ważnej dla socjaldemokratycznej lewicy kwestii, w wymiarze długofalowym. Mianowicie, czy jest możliwa realizacja powiększonej redystrybucji tak, by nie obniżała skali postępu (rozwoju), przeciwnie, aby go stymulowała? A jeżeli jest możliwa, to, na czym by mogła polegać?

Konieczność reinterpretacji przez socjaldemokratyczną lewicę, sposobu rozwiązywania tego dylematu wynika z przebiegu i skutków procesów polityczno- społecznych zachodzących w ostatnich dekadach XX i pierwszych dekadach XXI wieku, pogarszających najogólniejsze warunki funkcjonowania takich kierunków ideowo-politycznych, jak socjaldemokracja. Spośród tych założeń, idzie między innymi, o jej stosunki z kapitałem, który klasyczne jej postulaty, o sprawiedliwszy podział dóbr, kwituje tezami: o potrzebie oszczędzania; groźbami przeniesienia produkcji w rejony świata, gdzie koszty są mniejsze.

Ale, są też oczywiście i okoliczności obiektywne. Idzie o to, iż burzliwy rozwój nauki i technologii/SI powoduje, w procesach pracy, coraz powszechniejsze zastępowanie ludzi maszynami, a tym samym wzrost bezrobocia strukturalnego, które to z kolei przyczynia się do narastającego marginalizowania klasy pracowników najemnych, stanowiącej tradycyjny elektorat socjaldemokracji.

Wymienione wyżej, lecz i inne jeszcze uwarunkowania sprawiają, iż socjaldemokracja, jeśli zamierza realizować swoje wartości i cele, powinna – w odpowiedzi na owe uwarunkowania, oraz na wyzwania wynikające z aktualnych (kryzys pandemiczny, postpandemiczny), oraz fundamentalnych procesów i zjawisk polityczno-ekonomicznych obecnej doby (z jednej strony – z dominacji obecnej formy ustroju, ale z drugiej, ze strukturalnego kryzysu tej formy) – inaczej niż dotychczas potraktować swe klasyczne kanony, instrumenty, mechanizmy, działania. Do nich należy również dziedzina redystrybucji PKB.

Uwzględniając to wyzwanie, i poszukiwanie sposobów działań wychodzących mu naprzeciw, można dokonać pewnego podziału (klasyfikacji) zagadnienia redystrybucji. Można podzielić ją (w umowny sposób) na aktywną i pasywną. Ściślej zaś, idzie oczywiście o podział dóbr (środków) podlegających redystrybucji, których charakter można by określić, jako właśnie pasywny lub aktywny.

Redystrybucja pasywna to ta jej część, która w swoim głównym wymiarze nie wpływa bezpośrednio na pobudzanie rozwoju gospodarczego (są to, m.in. nakłady na usługi społeczne, edukację, ochronę zdrowia, kulturę, na świadczenia zapewniające klasom i warstwom uboższym podstawy egzystencji).

Redystrybucja aktywna to ta z kolei jej część, albo, te rodzaje przesuwanych środków, które będą pobudzać postęp, rozwój społeczno-ekonomiczny. Zaliczamy tutaj nakłady na naukę, inwestowanie w innowacje, w ekologię, ale również i w edukację.

Ale, na sprawę redystrybucji można spojrzeć jeszcze inaczej (niż według klucza aktywna – pasywna). Można ją rozumieć tak jak dziś, jako bardziej zrównoważony i sprawiedliwszy podział wytworzonych dóbr, lecz można także zacząć rozumieć zagadnienie redystrybucji po nowemu, za czym optuję, jako bardziej zrównoważony i sprawiedliwszy podział, również czynników i możliwości tworzenia dóbr. Nie trzeba dodawać, że zrównoważony (sprawiedliwszy) podział czynników tworzenia dóbr powinien pociągać za sobą niejako automatycznie, zrównoważony, sprawiedliwszy podział dóbr wytworzonych.

Jest sprawą oczywistą, iż – gdy redystrybucję potraktujemy, jako czynnik mający pobudzać też postęp ekologiczny, ekonomiczny – taką, stymulującą funkcję bardziej wypełni redystrybucja aktywna, oraz redystrybucja czynników tworzenia, niż redystrybucja dóbr konsumpcyjnych i pasywna. Jeżeli, zatem założyć jak wyżej (że redystrybucja ma również stymulować rozwój, oraz, że tę rolę wypełni raczej redystrybucja czynników tworzenia dóbr, a nie podział samych dóbr), to muszą się również nasunąć pytania: o redystrybucji jakich to czynników tu myślimy, lub, redystrybucję, jakich to czynników, dla zdobycia celu należy powiększać? A zatem, jakie w ogóle mamy czynniki rozwoju, postępu, wzrostu?

Dwa podstawowe to praca i kapitał. Dziś dochodzi trzeci czynnik: informacja, wiedza, technologia/SI (sztuczna inteligencja), nauka. One zawsze były czynnikami rozwoju, ale teraz ich znaczenie staje się szczególne w związku z wyższym etapem ich rozwoju. Lecz, czy nauka, wiedza itd., są samoistnymi i autonomicznymi czynnikami rozwoju? Wydaje się, iż są raczej „nową formą kapitału”, i „nową formą pracy”, nie zaś bytem samoistnym. Ale to jest temat do poruszenia przy innych okazjach.

Jeśli, więc mówimy o stymulującej rozwój i postęp roli redystrybucji, i widzimy możliwość realizacji tego zadania poprzez bardziej zrównoważony i sprawiedliwszy podział czynników tworzenia, to siłą rzeczy musimy mieć na myśli powiększoną redystrybucję również pracy, która jest jednym z owych podstawowych czynników rozwoju. Na przykład: dzielenie się pracą, poprzez skracanie czasu (dnia, tygodnia) pracy. Lecz sprawa nie jest prosta. Bo w wyniku dynamicznego postępu nauki, technologii (komputeryzacji, robotyzacji, informatyzacji), pracy nie będzie przybywać, lecz przeciwnie – ubywać. Są w tej kwestii znane opracowania: o społeczeństwie1/5; 20 plus 80 i inne. Czy to oznacza, iż należy rezygnować, w bieżącej i średniookresowej działalności z poszukiwań możliwości sprawiedliwszego dzielenia czynnika/czasu pracy, na przykład poprzez skracanie dnia, tygodnia pracy? Oczywiście nie!

Jeśli jednak patrzeć perspektywicznie i respektować założenie, iż redystrybucja winna pobudzać, a nie hamować rozwój/postęp ekonomiczny, społeczny, ekologiczny, kulturowy, konieczne jest rozważenie problemu, zwiększonej redystrybucji innych niż praca czynników twórczych. Innych, zatem czynnika kapitału, a dokładniej – własności. Własności wytwórczej, usługowej, naukowej, finansowej, wiedzy i technologii, intelektualnej, SI, jak i również redystrybucji zasobów edukacji, kultury, zdrowia itp.

Sposobem na to są działania przebudowujące stosunki i strukturę społeczną, a w tym własnościową, w kierunku uspołeczniania własności, łączenia (syntezy) pracy i własności środków produkcji – między innymi poprzez – rozwijanie własności pracowniczej, spółdzielczej. Bardziej konkretne propozycje, dotyczące już praktycznej realizacji tych zagadnień – przebudowy stosunków i struktury społecznej/ własności zawiera opracowanie będące podstawą do napisania niniejszego tekstu.

Mądra i silna lewica – lekiem na „polskie zło”?

Szansą jest młodzież, ale konieczne jest także wielkie zaangażowanie i praca wszystkich ludzi lewicy, a także program „na miarę czasów”.

Niedawno ogłoszono wyniki sondażu CBOS, według którego w ciągu ostatniego roku, wzrósł odsetek młodych ludzi (18-24 lata), deklarujących poglądy lewicowe z 17 proc. w 2019r. do 30 proc. w 2020 r.

Jest to bardzo dobra wiadomość. Na uznanie zasługuje także w tej sprawie reakcja organizacji ‘młodej lewicy’, jak i wsparcie ze strony ugrupowań ‘starej’ lewicy, polegające na organizowaniu konwencji programowych owej młodej lewicy. Postanowiono ‘kuć żelazo póki gorące’. Lewica słucha młodych, młodzi formułują postulaty, które znane były już wcześniej, ale trzeba je przypominać, i eksponować na nowo: kwestie umów śmieciowych; aborcji; tanie mieszkania na wynajem; klimat i zielona energia; nauka, a nie propaganda; religia poza szkołą itp. To są także bardzo dobre wiadomości.

Teraz, dobrze by się stało, gdyby kierownictwo lewicy – po tym, jak zaczęło słuchać młodych, i razem z nimi pokazywać najważniejsze dla młodych (i nie tylko) problemy – zaczęło też słuchać ‘starszych’, mających doświadczenie i wiedzę, którzy z kolei podejmują zagadnienia fundamentalne dla lewicy i społeczeństwa: kwestie koniecznych przemian jego struktury i panujących w nim relacji społecznych, wychodzenia naprzeciw wielkim wyzwaniom i zagrożeniom współczesności. Te sprawy podnoszą na przykład starsi z Socjalistycznej Platformy Programowej/SPP. Między innymi w swoim Manifeście.

Zapewne główne zainteresowania młodzieży wzbudzają wspomniane wyżej problemy ekonomiczne, społeczne, kulturowe, i głównie w tych obszarach lewica powinna szukać kontaktu z młodzieżą oraz zabiegać o jej poparcie. Nie oznacza to, iż są to jedyne pola politycznych zainteresowań młodzieży, które mogą ich wiązać z ideami lewicy (socjalizmem, socjaldemokracją), i tym samym z jej partiami.

Wielu ludzi – a wśród nich bez wątpienia wielu młodych – ma dalej idące marzenia. ‘Cywilizowanie’ codzienności jest dla nich bardzo ważne, ale patrzą też szerzej, pragną społeczeństwa sprawiedliwego, równego, bezpiecznego ekologicznie. Chcą być także podmiotem stosunków społecznych, i orientują się, że rozwiązywanie spraw codziennych, nie zawsze jest wystarczające – i trzeba dalej ‘drążyć’.

Dlatego, również i w tej perspektywicznej sferze, formacja powinna mieć propozycje dla młodzieży, wciągać ją do ich realizacji, i zdobywać kolejnych tak potrzebnych dzisiaj lewicy zwolenników.

Biorąc to pod uwagę, nie powinno się moim zdaniem, bagatelizować takich działań i opracowań, jak już wspomniana SPP i jej Manifest, wybiegających w swoim oglądzie rzeczywistości, i propozycjach dla społeczeństwa i Polski dalej niż kadencja parlamentu. Tym bardziej, iż jest to, nie tylko szansa na dotarcie lewicy, i zdobycie kolejnego ważnego społecznie środowiska, lecz i dlatego, że opracowania te zawierają propozycje działań koniecznych z punktu widzenia szeroko rozumianych, dalekosiężnych wyzwań i potrzeb społecznych. Są, zatem obiektywnie konieczne.

Proponowane polskiej lewicy kierunki rozważań, do których tu nawiązuję, zawarte, np. w Manifeście SPP, a także w moim, autorskim opracowaniu (‘Socjalizm w XXI wieku: Praca u podstaw i praca od podstaw. V RP – Socjalistyczna?’), w żaden sposób nie atakują obecnych działań realizowanych przez partie polskiej lewicy, oraz Klub Parlamentarny Nowej Lewicy Razem. Przeciwnie – odnosząc się z dużą atencją do wielu inicjatyw i działań – postulują tylko rozwiązania w zakresie perspektywicznym i pogłębionym, których brakuje w obecnym programie lewicy, a które w związku z wyzwaniami, przed jakimi stoimy są bezwzględnie potrzebne.
Myślę, iż intencją kierownictw partii lewicy, powinno być pielęgnowanie takich inicjatyw, docenianie oraz korzystanie z ich dorobku, nie zaś ‘niezauważanie’. Polska Lewica może i powinna mieć komisję zajmującą się zagadnieniami programowymi, w tym pracą nad problemami dotyczącymi dalej i głębiej postrzeganej rzeczywistości, oraz adekwatnymi zapisami w dokumentach formacji. Uczestnictwo SPP, w określony sposób w takich działaniach wydaje się naturalne i oczywiste.

Tematami, które w tym kontekście – oprócz rozwiązywania zadań, wynikających z bieżącej sytuacji (pandemii i następstw) – powinna podejmować taka komisja, są także kwestie wychodzenia z kryzysu, ale rozumianego szerzej; rozumianego, jako: „…scalony układ trzech splątanych składników: skutków pandemii (zdrowotnych, społecznych); skutków i procesów post pandemicznych (kryzysy: społeczny, gospodarczy, kulturowy); procesów przed pandemicznych, lecz występujących także i po pandemii (społecznych – rozwarstwienia, biedy, wojen; klimatycznych – uchodźców, dewastacji natury itp.)…”

Wynikiem działań i prac takiej komisji winny być między innymi rozwiązania (zapisy) programowe, „…które służąc ludziom w życiu codziennym, wyjdą na spotkanie, także wyzwaniom XXI wieku. Mającym, wprawdzie wymiar globalny, cywilizacyjny, lecz jest tu oczywiście, polski ich kontekst, który musi podjąć rodzima lewica. Jakie to wyzwania? Dziś kryzys pandemiczny i popandemiczny, ale są jeszcze inne, sprzed epidemii.
Trzy są najważniejsze: degradacja środowiska społecznego – nierówności ekonomiczne; degradacja środowiska naturalnego – przyrody; żywiołowy, niekontrolowany rozwój sztucznej inteligencji – SI. Nie wolno ich odkładać na czas po pandemii i po kryzysie. Czy jest jakiś wspólny mianownik – źródło tych wyzwań? Tak. Są to zjawiska i procesy rosnących nierówności społecznych: ekonomicznego rozwarstwiania się społeczeństwa oraz role, jakie w ich wytwarzaniu i pogłębianiu, pełnią klasy społeczne, w tym przede wszystkim, najszerzej rozumiana klasa kapitału…

Pandemia COVID-19, i jej następstwa, w tym wieloraki kryzys, mimo dramatyzmu okoliczności, tworzą – paradoksalnie – szansę po raz pierwszy od lat, na wybicie się sił postępu, innowacji, humanitarnych technologii, i skierowania potencjału wytwórczego na służenie odrodzeniu/ ratowaniu Ziemi, natury, człowieka. Żeby jednak tak się stało trzeba spełnić pewne warunki. Jeden z nich ma znaczenie fundamentalne. Jest to wynik rozwikłania kwestii: w czyich rękach znajdzie się potencjał sił wytwórczych cywilizacji, w tym nowe technologie, sztuczna inteligencja? Czy pozostanie tak, jak dziś, w rękach kilkuprocentowej garstki zgarniającej całe bogactwo świata? Czy też będą możliwe inne proporcje? Jeśli pozostanie tak, jak jest dziś, nie łudźmy się, nic się nie zmieni. Chciwość i żądza zysku tej garstki jest tak duża, a polityka, media, ośrodki opiniotwórcze, tak uzależnione od jej pieniędzy, iż Ziemia, natura, i my ludzie, nie mamy szans. Jednak i tu konieczna jest zmiana…”

Jedną ze wskazówek, co robić, aby nie spełniły się czarne scenariusze – na przykład w dziedzinie gospodarczej – przedstawia w swoim Manifeście Socjalistyczna Platforma Programowa (SPP):

„… Docelowy system gospodarczy powinien opierać się na zasadach społecznej gospodarki rynkowej. Społecznej, to znaczy takiej, w której: celem działalności gospodarczej jest zaspokajanie potrzeb człowieka oraz ochrona i odbudowa środowiska naturalnego, a nie zysk właściciela środków produkcji i surowców; środowisko naturalne nie podlega prywatyzacji; w szczególności zasoby wody, powietrza i energii powinny stanowić własność ogólną; …przy zachowaniu różnorodności form własności środków produkcji dominować powinna własność społeczna, zarówno państwowa jak i samorządowa, spółdzielcza i pracownicza. Szczególne znaczenie przypisujemy rozwojowi spółdzielczości. Spółdzielczość jest… kierunkiem dla odbudowy nie tylko wspólnotowości, ale i więzów społecznych na zasadach partnerstwa, szacunku i autentycznej, nie mitycznej i retorycznej, solidarności.

…Ważnym składnikiem społecznej gospodarki rynkowej w zakresie własności powinna być własność pracownicza. Jest ona – podobnie, jak w wypadku własności spółdzielczej – realizacją zasady łączenia pracy z własnością, jest najbardziej efektywną ekonomicznie i społecznie, i sprawiedliwą metodą działania. To także demokratyzacja gospodarki i zmniejszanie rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa. Rozwijanie tej formy własności widzimy przez tworzenie ram prawnych dla rozwoju i stabilności akcjonariatu pracowniczego…”

Świat, ludzkość… i lewica stają przed dylematem: z pandemią, i po niej, iść dalej tak, jak było przed pandemią, czy dużo zmienić? Wielu mówi zmienić. Lecz, na czym taka zmiana miałaby polegać?

„… muszą następować znaczące, strukturalne zmiany w zakresie produkcji i usług. Musi wzrosnąć rola takich dziedzin i kierunków, jak: medycyna, ochrona zdrowia i przyrody; odnawialne, i oszczędne źródła energii; technologie wytwarzania produktów o wydłużonej używalności; technologie oszczędzające materiały i surowce; nanotechnologie; sztuczna inteligencja; ekologiczne zmiany w transporcie i komunikacji. Przewartościowaniu muszą ulec przyzwyczajenia i wzorce konsumpcji. Zmiany zaistnieją w sferach organizacji, form i sposobów pracy; organizacji, form, metod edukacji i wychowania (zdalna praca, edukacja, handel)…”

To wszystko jest konieczne, i jakby oczywiste, ale jednocześnie i równolegle, muszą zaistnieć zmiany w strukturze i stosunkach społecznych. Nieodzowne będą działania przekształcające ahumanistyczną i anachroniczną budowę społeczeństwa, w tym relacje własnościowe.

Dlatego:
„…Rewolucji na płaszczyźnie sił wytwórczych, humanitarnych i ekologicznych technologii, sztucznej inteligencji musi towarzyszyć rewolucja własnościowa. Aż się prosi – i to jest bardzo ważny argument za koniecznością (podjęcia tematu) przebudowy stosunków i struktury społecznej/własności właśnie teraz – by w tej odradzającej się według nowych wymogów gospodarce, nowe firmy, dziedziny, branże, restrukturyzowały się/ powstawały, jako firmy społeczne, opierające swoją działalność na własności spółdzielczej, pracowniczej…

Oczywiście nie dokona się tego z dnia na dzień, ale prace programowe, dyskusje wewnątrzpartyjne, obejmujące całe partie lewicy, a nie tylko ich kierownictwa, prace eksperckie, powinno się zaczynać już, podobnie jak i przekazywanie określonych w tym zakresie sygnałów społeczeństwu.
…trzeba wykorzystać okazję, jaką jest niezbędna przebudowa gospodarki, do przekształcania też sfery stosunków i struktury własności, do łączenia przebudowy z kreowaniem struktury firm, opierającej się o własność społeczną, pracowniczą, spółdzielczą. Restrukturyzowane (nowe) organizmy gospodarcze, wypełniając warunki postpandemicznej, innowacyjnej ekonomiki: zdrowotnej, ekologicznej, socjalnej, powinny funkcjonować na podstawie ‘syntezy (łączenia) pracy z własnością środków produkcji”.

Praktyczną formą działania tego rodzaju własności, byłyby firmy/ spółki pracownicze (akcjonariat pracowniczy), spółdzielnie producenckie, usługowe…

Lewica powinna opracować program, skierowany także do ludzi młodych, zachęcający:
…do podejmowania działalności gospodarczej, uruchamiania i prowadzenia ‘wspólnotowych’ firm w dziedzinach, na które jest zapotrzebowanie i, przede wszystkim, tworzących nowatorskie kierunki produkcji i usług. Na przykład z zakresu owych, głównych wyzwań: ochrony przyrody, ekologicznego transportu i energetyki; przerobu i odzysku surowców wtórnych; biotechnologii, nanotechnologii i sztucznej inteligencji. Jednocześnie tworzy się tutaj, pole koniecznego łączenia działań mających na celu rozwijanie innowacji technologicznych (proekologicznych, prozdrowotnych), z działaniami na rzecz kształtowania ‘gospodarczego społeczeństwa obywatelskiego’, w postaci społecznej własności środków produkcji (pracowniczej, spółdzielczej)…”

W tym kontekście Lewica powinna dążyć, aby środki, które Unia Europejska przeznacza na walkę ze skutkami pandemii COVID-19, jak i następne w postaci budżetu Unii na l. 2021-2027 (łącznie 1,8 bln euro, z tego dla Polski 160 mld euro) zostały wykorzystywane, nie tyle na proste odtwarzanie ‘starej’ gospodarki, a w możliwie najwyższym stopniu na innowacyjne, w tym proekologiczne, prozdrowotne itp. technologie – wychodzące naprzeciw najgroźniejszym wyzwaniom XXI w. – oraz na przebudowę strukturalną społeczeństwa (przebudowę struktury i stosunków społecznych, w tym własności).

Obie kwestie (innowacyjne technologie i przebudowa struktury społecznej) powinny być jednym z ważnych kierunków polskiej lewicy, w tym – tworzenia rozwiązań łączących udział ludzi młodych w ‘gospodarczym społeczeństwie obywatelskim’, z ich uczestnictwem w rozwijaniu nowych technologii i walce z kryzysem. Lewica nie powinna pozwolić sobie na ‘odpuszczenie’ tej kwestii. Kiedy, bowiem nadarzyć się może kolejna taka okazja, która umożliwi budowanie humanistycznego, sprawiedliwego i równego społeczeństwa – od strony fundamentalnej/ strukturalnej?

P.S. Frazy tekstu oznaczone cudzysłowami są fragmentami „Manifestu” Socjalistycznej Platformy Programowej; oraz książki: Jan Janiszewski „Socjalizm w XXI wieku: Praca u podstaw i praca od podstaw. V RP – Socjalistyczna?”

Kolejna ucieczka do przodu dzięki technologii?

Stare problemy kapitalizmu – nowe szanse lewicy

Rewolucja cyfrowo-energetyczna ma zieloną maskę. W rzeczywistości tylko w innych rejonach planety zaspokaja swój apetyt na energię, minerały, surowce. Nie tylko ekonomiści muszą zrewidować dawno już nieadekwatne rozumienie rzadkości dóbr i surowców. Liberałów, lewicę, wszystkich mieszkańców Ziemi czeka rewolucja intelektualna. Na szczęście mózg zużywa tylko jedną piątą energii potrzebnej człowiekowi dla podtrzymania metabolizmu. Nie jest kosztowny ekologicznie, a pobudza łagodną moc rozumu. Ta jest konieczna, by przedsiębiorcy, rentierzy, politycy, prekariusze, niestrudzeni konsumenci coraz obfitszych darów Rynkowego Pana – zrozumieli moment historyczny, który określa powodzenie ich aktywności. Myślenie ma nie tylko kolosalną przeszłość, ale jeszcze większą przyszłość. Żeby przewidywać, jak może być rozwiązany systemowy kryzys współczesnego kapitalistycznego społeczeństwa, trzeba przyjrzeć się źródłom jego dynamiki. Dryf rozwojowy z punktami kulminacyjnym w postaci kryzysów rekonstrukcji trwa już dwa stulecia. Mieliśmy więc i wolny handel piratów, i merkantylizm, i bachanalia wolnego rynku w XIX wieku, i kolejną falę protekcjonizmu po I wojnie światowej. Tylko handel i finanse zawsze dążyły do maksymalnej, globalnej ekspansji.

Powstrzymywały ją granice państw, które zniosła dla obiegu kapitału neoliberalna transformacja, począwszy od lat 80. Produkcja natomiast ma zawsze charakter lokalny, choć poddostawcy i podwykonawcy tworzą rozległe sieci. Nadzór nad ich funkcjonowaniem sprawuje wielka korporacja-wydmuszka. Posiada ona patenty, kapitał finansowy, działa w całej przestrzeni gospodarczej globu. Na poziomie lokalnym natomiast dokonuje się reprodukcja siły roboczej. Ludzie muszą gdzieś mieszkać, nie mogą znajdować się w ciągłym ruchu. Ale światowy handel też nie może bez końca się rozszerzać, tym bardziej w sytuacji, gdy wewnętrzne rynki poszczególnych krajów pogrążone są w stagnacji. „Gdzie one –kraje razem wzięte – mają eksportować, kiedy nadwyżki eksportowe jednych muszą z definicji być deficytami innych?” – pyta Jerzy Osiatyński, uczeń Michała Kaleckiego. W takiej sytuacji znajduje się eksport niemiecki i chiński. Problem mają tez ci, którzy wierzą w cuda wolnego rynku i w niewyczerpaną kreatywność startupów.

Kryzysy strukturalne przeobrażały kapitalizm parokrotnie: 1873-96, 1929-39, 1974-75, 2007/2008. Obecnie panujący nam niemiłościwie system znajduje się w kolejnym kryzysie, począwszy od r. 2007/2008. Pandemia COVID-19 tylko uwypukla słabości. W cyklach tych dominująca w systemie światowym gospodarka była osadzona w rosnącej potędze państwa narodowego. Obecny neoliberalny ład zainstalowało państwo amerykańskie przy wsparciu jednostronnych organizacji wielostronnych jak MFW, Bank Światowy. Początkiem było zniesienie kontroli nad kursem wymiany walut w 1971 r. przez prezydenta R. Nixona. Obecnie to Transatlantyckie Święte Przymierze za pomocą tzw. global governance pilnuje „wolności” gospodarczej – swobody transferu zysku z inwestycji zagranicznych, ochrony praw własności intelektualnej, swobodnego dostępu do siły roboczej czy surowców, rajów podatkowych i kontroli myśli akademickiej. Giovanni Arrighi, nieżyjący włoski ekonomista i historyk gospodarczy, dostrzegał silny związek między państwem a ekspansją kapitału, w konsekwencji jego akumulacją. Dotychczas były cztery takie cykle: cykl genueńsko-hiszpański (XV-XVII w.), cykl holenderski (XVI- połowa XVIII w.), cykl angielski ( od połowy XVIII w. do I wojny światowej) i amerykański: po pierwszej wojnie światowej. Błyskawiczny rozwój gospodarczy Chin byłby zatem kolejnym cyklem w dziejach akumulacji kapitału. W każdym z nich ekspansję terytorialną, inwestycyjną i finansową napędza klasa braudelowskich „wielkich negocjantów”. Kiedyś to byli zbójeccy baronowie z końca XIX w., teraz technoprorocy z Doliny Krzemowej. Operują oni różnymi aktywami przynoszącymi zyski, które umożliwia albo chociaż chroni państwo. To ono gwarantowało ochronę narodowych firm, wspierało eksport, udzielało kredytów, dbało o pokój społeczny. Ale złota era kapitalizmu amerykańskiego dobiega końca. Inni też potrzebują surowców energetycznych, minerałów, rynków zbytu. Gra w dyplomatyczne pionki to gra pozorów i zabawy w demokrację. Kapitalizm wymaga planetarnej regulacji, zanim pogrąży wszystkich w odmętach kryzysu klimatycznego. Tutaj neoliberalna demokracja zawodzi. Jak ograniczyć władzę wielkich korporacji – jej udziałowców i akcjonariuszy, top menedżmentu, wysokopłatnych specjalistów, i będących z nimi w sojuszu politykami? Oni też posiadają aktywa finansowe, nieruchomości – tworzą jednorodną klasę rządzącą. I dlatego walka klasowa wciąż trwa, mimo że po drugiej stronie barykady tylko rozbrojone ideologicznie i organizacyjnie masy prekariuszy. Na ich czele zagubieni reprezentanci. Jak lewica ma oceniać nowomowę o rewolucji energetyczno-cyfrowej, która po raz kolejny ma uratować kapitalizm?

Nowa fala inwestycji, w następstwie wzrost gospodarczy to nic innego, jak zbiorowisko produktów, które będą powstawać z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i robotów. Ruchomą barierę dla kapitalizmu ustanawia sam kapitał, ponieważ podtrzymanie jego ciągłej reprodukcji stanowi granicę sytemu. Zatem jego przetrwanie zależy od ciągłej ekspansji, która napotyka bariery przyrodnicze i społeczne. I tu pojawia się współczesne novum sytuacji. Ostatecznie, jak mówi wybitny austriacko-amerykański ekonomista Joseph Schumpeter, „kapitalizm zabiją jego osiągnięcia”. Jego zdaniem, kapitalizm zmierza w tendencji do monopolizacji różnych gałęzi gospodarki, co stało się faktem: GAFA, Big Farma, Walmart. Według ustaleń szwajcarskich analityków, nad wszystkimi korporacjami ponadnarodowymi 80% kontroli sprawuje tylko 737 najważniejszych grup finansowych, wśród nich 147 pośredników finansowych jak JPMorgan@Chase, Barclays Bank, HSBC (J. B. Glattfelder, The Network of Global Corporate Control-Revisited). Powstała sieć globalnej kontroli korporacyjnej, opartej na skomplikowanej strukturze stosunków własnościowych. Znaczącą rolę odgrywają w niej fundusze inwestycyjne jak Black Rock czy Capital Group. Schumpeter się nie pomylił. Faktycznie, z punktu widzenia organizacji produkcji dokonuje się w przedsiębiorstwie uspołecznianie procesów produkcji i planowania. Aparat produkcyjny i platformy cyfrowe kontrolowane z najwyższego piętra korporacji już istnieją. Wystarczy, żeby się pojawiła interwencja władz publicznych w interesie ogólnospołecznym i planetarnym; interwencja polegająca na określaniu parametrów wykorzystania bogactw przyrody i pracy ludzkiej, by wyposażać wspólnotę w dobra i usługi na poziomie limitowanym przez przyrodę. I to jest główne wyzwanie dla światowej lewicy: dążyć do stworzenia globalnego podmiotu sterującego dalszym rozwojem cywilizacji przemysłowej. Biorąc pod uwagę moc społeczną przeciwnika, tj. władzę wielkich korporacji – jej właścicieli, udziałowców, menedżerów, wspierających ich polityków byłaby to kolejna bezpardonowa konfrontacja. Przeciwnik ma zawsze w zanadrzu reakcyjny wariant: popieranie reżimów autorytarnych, depolityzację sfery publicznej. Obieg informacji jest wtedy pozornie wolny: można dyskutować o fake-newsach, imperializmie rosyjskim, prawach człowieka w Xinjiangu, groźnym populizmie czy terroryzmie. Ale nie o tym, dlaczego mimo wzrostu produktywności pracy stoją w miejscu płace realne, i dlaczego, tylko 10% najlepiej sytuowanych Amerykanów posiada 80% kapitału akcyjnego (E.N. Wolf, NBER Working Paper 24085, 20170). Co charakterystyczne, w latach 2010-2017 w tzw. starej Europie nastąpił bądź spadek płac realnych, bądź ich wzrost był prawie niezauważalny: w Niemczech i Francji – 0,6%, w Szwecji – 0,9% (A. Sopoćko, Zaskakujący kapitalizm).

Za to hiperprzemysłowy kapitalizm ma już kilku swoich Jeremiaszy. Prorokują oni nastanie kolejnej mutacji kapitalistycznej gospodarki rynkowej. Tym razem będzie to społeczeństwo sieci, wykorzystujące internet rzeczy, robotyzację, sztuczną inteligencję. Narodzi się nowe społeczeństwo – Społeczeństwo 5.0, tym razem ze sprawną służbą zdrowia, takąż opieką społeczną i edukacją. Taki jest nawet cel Komisji Europejskiej UE. Jednak na razie forsuje ona kosztowną ekologicznie „zieloną rewolucję” i pilnuje regionalnego parku neoliberalizmu. Nie tak dawno forsowała przecież projekt traktatu TTIP, w którym chciała oddać wielkim korporacjom nadzór nad polityką gospodarczą państw narodowych, m. in. powołać prywatny sąd arbitrażowy, by czuwał nad bezpieczeństwem ich zysów. Efekt jak zawsze – coraz gorzej chronione środowisko, a na półkach z żywnością coraz więcej produktów przemysłu quazi- chemicznego.
Jeśli dobrze liczę, to społeczeństwo 5.0 poprzedzały: wspólnota myśliwsko-zbieracka (1.0), klasowe społeczeństwa feudalne (2.0) i kapitalistyczne (3.0), społeczeństwo realnego socjalizmu, albo państwowego kapitalizmu jak chcą niektórzy badacze (4.0). Z tego historycznego rachunku wynika, że społeczeństwo 5.0 to po prostu społeczeństwo postkapitalistyczne. To co je będzie wyróżniać, to zanik struktury klasowej. Mieliby zniknąć właściciele środków gospodarowania, kapitału finansowego, przemysłowego, handlowego, a także właściciele siły roboczej: o dużych, średnich i małych kwalifikacjach. Strukturę klasowo-stanową zastąpi „grupa uprzywilejowana” z wysokimi dochodami i „grupa podstawowa” z niskimi. Uzupełni je „grupa osób niedostosowanych” (T. Otulak, Z. Olesiński, Kreatywny człowiek, Trybuna nr 71-72/2021).

No, cóż to tylko modne obecnie parle de facon. Analiza aktualnego wyczynowego kapitalizmu wskazuje, że dopiero przyśpieszający kryzys planetarny zmobilizuje do śmielszych reform, by gospodarkę podporządkować arytmetyce potrzeb społecznych, a nie wzrostowi wartości akcji na giełdzie, zwłaszcza wielkich korporacji. Tak mówią wieki.
Skąd biorą się nowi numerolodzy, poza chęcią zaistnienia na rynku idei? Kapitalizm potrzebuje kolejnej ucieczki do przodu. Właściciele ogromnego kapitału finansowego jak Bezos muszą szukać nowych okazji, by obrót kapitału móc wzmóc, albo…oszczędzać. To paradoks systemu kapitalistycznego. Nie inwestujesz źle, inwestujesz jeszcze gorzej, bo w końcu musisz budować rakiety do podróży na Marsa. Oszczędności z kolei ograniczają efektywny popyt. To jest oparciem dla myśli, kłócącej się ze zdrowym rozsądkiem, że oszczędnością bynajmniej ludzie się nie bogacą. Tą maksymą mógłby się kierować mały miś, wielbiony przez Konfederatów. Lecz stosowana przez wszystkich właścicieli kapitału prowadzi do stagnacji i towarzyszącego mu bezrobocia. Tu bije źródło makroekonomicznej nieefektywności kapitalizmu. Niezainwestowana nadwyżka idzie mnożyć się na rynku finansowym, by zadowolić posiadaczy akcji. Mogą oni grymasić i kształtować swój portfel inwestycyjny według notowań giełdowych i nastroju ulicy (tzw. shareholder value capitalism). Do nich należy decyzja. W rezultacie korporacje maksymalizują przychody, ograniczają m. in. płace i inwestycje. Z każdego dolara przychodu w Stanach Zjednoczonych reinwestuje się zaledwie 4 centy, w strefie euro 2 centy, w Japonii zero (C. Durand, Le Monde diplomatique-edycja polska 9/2017).

Wsparcie widzialnej ręki państwa w postaci „ilościowego luzowania” przynosi umiarkowany skutek. Mimo bowiem niskiej stopy procentowej, zachęcającej do zaciągania kredytów sektor prywatnych przedsiębiorstw nie inwestuje. Drugi środek to zwiększanie z budżetu wydatków na infrastrukturalne inwestycje publiczne jak to czyni państwo chińskie, a zamierza amerykańskie. Muszą one jednak pozostawać w zdrowej proporcji do potrzeb rozwojowych gospodarki. Obecnie przeszkodą dla tej taktyki jest liberalizacja rynków kapitałowych. Pożyczki na te wydatki zaciągają państwa na prywatnym rynku finansowym. Co gorsza, wśród pożyczkodawców dominuje kapitał zagraniczny. Ten fakt, uzależnia państwa od międzynarodowych rynków finansowych – władzy nad państwem niewidzialnego parlamentu inwestorów. Polega ona na tym, że „inwestorzy” muszą mieć zaufanie, które bezpośrednio kształtuje doktryna zdrowych finansów. Brak zaufania grozi wycofaniem spekulacyjnego kapitału i wystawia na próbę wiarygodność finansową państwa. Pozostaje wyboista droga operowania stosunkiem długu publicznego do wzrostu PKB. Najpierw państwo zwiększa dług, by ożywić koniunkturę. Następnie, kiedy poprawi się sytuacja gospodarki, zwiększa podatki, by powstała tzw. pierwotna nadwyżka w budżecie, umożliwiająca redukcję zadłużenia. W realiach globalnej gospodarki przychodzi wspierać ulgami podatkowymi i tzw. pomocą publiczną zagranicznych inwestorów, np. koreańska spółka LG Chem Poland, produkującej akumulatory do e-aut otrzymała w ciągu ostatniej dekady przeszło 170 mln złotych wsparcia.

Wniosek dla lewicy jest optymistyczny: funkcjonowanie gospodarki kapitalistycznej wymaga ochrony realnej wartości płac, utrzymania odpowiedniego poziomu płacy minimalnej. Zachodzi bowiem tutaj dialektyczna prawidłowość: z jednej strony tendencją jest przechodzenie dzięki innowacjom technicznym i nadwyżce kapitału na produkcję masową. A zarazem zderza się z nią kontrtendencja: redukcja siły nabywczej ludności w wyniku spadku dochodów płacowych i parazatrudnienia. Plastrem klajstrującym szwankujący popyt i strukturalne bezrobocie byłby dochód podstawowy. Żeby uniknąć tej jałmużny, lewica powinna dążyć do radykalnego skracania czasu pracy przy zachowaniu płacy wystarczającej na umiarkowanie dostatnie życie. Daje tu o sobie znać okrężny obieg dochodów w zrównoważonej gospodarce. Kluczową rolę w tym procesie odgrywają płace. Dlatego Rafał Woś, podkreśla, że „najzdrowszy wzrost gospodarczy zawsze bazuje na zarobkach, a nie na zyskach sektora przedsiębiorstw, gdyż zarobki są dużo szybciej konsumowane i nakręcają koniunkturę. Zyski z kolei najpierw się odkłada, a dopiero potem inwestuje”. Dlatego zyski przedsiębiorców można bez szkody dla koniunktury opodatkować, a ze środków tak zaoszczędzonych wspierać dochody płacowe. Rozkręcona koniunktura pozwoli z czasem także przedsiębiorcom pomnożyć kapitał. Natomiast nadwiślański liberał Stanisław Gomułka, wbrew faktom będzie z uporem maniaka powtarzał zdroworozsądkową mantrę: „im większe inwestycje, i większe zapotrzebowanie na pracowników, tym szybciej będą rosły płace” (Gazeta Wyborcza, 22-23 08 2015). Chyba żadnemu chętnemu nie brakuje obecnie kapitału – teraz wszyscy bankierzy radzi by udzielać kredytu, ale błogosławieni tworzący miejsca pracy przeznaczają dochody z kapitału czy z nieruchomości na zakup portfela akcji. Klientów mają głównie fundusze spekulacyjne i sektor nieruchomości. W ostatnich dekadach globalny kapitalizm obniżał barierę popytu za pomocą różnych trików. Należały do nich w kolejności kredytowanie konsumpcji, potem zakupów na rynku nieruchomości, wreszcie sekurytyzacja czyli przekształcanie wybranych walorów w papiery wartościowe, szaleństwo fuzji i przejęć, finansowanych z kredytów bankowych, w końcu zaangażowanie banków centralnych do drukowania pieniądza. W USA począwszy od 2014 r. wykupy akcji własnych przekraczają pół biliona dolarów rocznie, a dywidendy nawet więcej, bo 600 mld dolarów. W rezultacie w USA od r. 2007 odnotowano czterokrotny wzrost wartości papierów wartościowych.

Zagubiona polska lewica jest w uścisku postsolidarnościowego POPiSu. To wybuchowa mieszanka liberalizmu gospodarczego i narodowo-religijnego tradycjonalizmu. Ale do głosu dochodzi młode pokolenie. Musi się zderzyć z realiami peryferyjnego kapitalizmu, polskiej historycznej „normalności”. Tutaj największy w UE odsetek zatrudnionych na umowach czasowych, i prawie najmniejsza, bo przedostatnia liczba mieszkań w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Dlatego ani płacący pod stołem przedsiębiorca, ani deweloper, ani biskup na bakier z biologią i medycyną – nie są już przyjaciółmi młodego pokolenia. Na dodatek rządząca formacja traktuje państwo jako instrument nadzoru nad życiem społecznym, by stworzyć nową elitę majątkową, bliską oligarchiom znanym z Ameryki Południowej czy Indii. Odwaga myślenia staniała. Czas na konkluzje: prekariusze wszystkich krajów łączcie się.

Lewica jak Bollywood

Lewica powinna rozmachem, reżyserią, idealnie dopracowaną choreografią, a przede wszystkim wchodzącą w głowy melodią przypominać film bollywoodzki.

Tymczasem dzisiaj przypomina raczej jakieś miałkie, bucowate, zupełnie niezrozumiałe kino niezależne dla nudnych kutasów bez wyobraźni. I coraz częściej mam wrażenie, że jest to zabieg celowy.

Jak dziesiątki milionów ludzi mają pójść na film, który od samego początku daje w twarz i jeszcze każe przepraszać, że się w ogóle na niego poszło? Napisałem to w tekście, który jeszcze nigdy nie wyszedł (może to się zmieni), napiszę i tu: w tych czasach rezygnowanie z patosu, rozmachu i heroizmu jest nie tylko potwornie głupie, ale także szkodliwe.

Śmiać się i nieustannie podważać mogą ci, którzy nigdy prawdziwie nie wierzyli i nie czuli całymi sobą wielkich idei i wartości. Co mamy podważać? Co obśmiewać? To, że każdy i każda ma mieć dach nad głową? To, że każdy i każda ma korzystać na równi z monstrualnych bogactw tego świata, które dziś są im wykradane?

Stawka jest gigantyczna

Nie boję się patosu i rozmachu, bo problemy, przed którymi wszyscy stoimy, wymagają ich jak nigdy wcześniej.

Świat się nam dosłownie wali na naszych oczach, a obwieszczamy wszem i wobec koniec bohatera heroicznego. Wiele mamy historii o heroicznej, codziennej walce dobra ze złem, o codziennym trudzie zwyczajnych ludzi, historii o bohaterskich czynach w wymagających tego czasach, a sami wykształciliśmy język, który z góry uniemożliwia nam opowiedzenie czegokolwiek z zaangażowaniem, emocją, a czasem i radością godną sprawy.

Może już dość. Dotychczasowa strategia komunikacyjna i język dają nam, konsekwentnie, poparcie niepewne, ograniczone. A sprawy, o które walczymy, są fundamentalne. To wręcz obowiązek, żeby szukać innych możliwości.

Z uwagą patrzmy na osiągnięcia Bollywoodu i starajmy się tworzyć melodie, które w głowach pozostaną na długo.

Kreatywny człowiek

16 lutego 2021 ukazała się w Polsce książka Billa Gates`a „Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej; rozwiązania, które już mamy, zmiany jakich potrzebujemy” (Agora, Warszawa 2021).

Autor wskazuje, że rocznie na świecie emitowanych jest 51 miliardów, tak gazów cieplarnianych. To skutkuje szybkim wzrostem stopnia zanieczyszczenia, a w konsekwencji prowadzi do stałego wzrostu temperatury na ziemi, a to z kolei prowadzi do pustynnienia jej znacznych obszarów i podnoszenia poziomu mórz i oceanów. Bill Gates przyłącza się do osób i instytucji postulujących radykalne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych (tamże s. 9 i następne).

Również na początku bieżącego roku Komisja Europejska Unii Europejskiej opublikowała dokument Przemysł 5.0. Zgodnie z ta koncepcją istotne jest zwrócenie uwagi na popularyzowany na świcie model zrównoważonego rozwoju, w którym, między innymi mieści się ochrona środowiska naturalnego, ponadto humanizację relacji międzyludzkich, wzrost stabilności struktur społecznych. Przemysł 5.0 będzie stymulował kształtowanie Społeczeństwa 5.0, w szerokim zakresie wykorzystującego zdobycze informatyzacji, w tym internet rzeczy (internet of Thing-IoT), ale też robotyzację, tak zwaną sztuczna inteligencję. W społeczeństwie 5.0 funkcjonować będzie sprawna służba zdrowia, sprawna opieka społeczna, sprawny i powszechny system edukacji.

W tak zwanej „przestrzeni publicznej” podobnych, życzliwych ludziom dokumentów jest więcej, niewiele jednak w nich się mówi stąd mają być przeznaczone środki na rozwój Przemysłu 5.0, czy Społeczeństwo 5.0.
Współczesna gospodarka charakteryzuje się znacznie większą złożonością niż wcześniejsza gospodarka. Przejawia się to w różnorodności i złożoności zadań jakie wykonują pracownicy w zakresie rolnictwa, produkcji, usług tradycyjnych i usług kreatywnych (czwarty sektor). Dla jej funkcjonowania niezbędne są rozwinięte systemy informatyczne, po sztuczną inteligencję i nowoczesne systemy łączności, jak 5G i inne cechy oraz tak zwana superautomatyzacja., Prawidłowe funkcjonowanie wyżej wskazanych instrumentów zapewnia wysoką wydajność pracy i otrzymanie złożonych, nowoczesnych produktów i usług. Nierozerwalnym atrybutem współczesnej gospodarki jest postępująca współpraca coraz większych grup osób i coraz większej liczby podmiotów gospodarczych w sieciach współpracy międzyorganizacyjnej, co prowadzi do globalizacji procesów gospodarczych. W sieciach współpracy tworzą się nowoczesne organizacje wyróżniające się tak zwaną zwinnością, czyli zdolnością do funkcjonowania pod presją społeczną, gospodarczą, polityczną, kulturową, kreującą zespoły pracownicze o wzrastającym stopniu samodzielności (samozarządzanie), zdolne do znacznego stopnia innowacyjności, co podnosi ich konkurencyjność w turbulentnym otoczeniu. Jest rzeczą charakterystyczną, że dla prawidłowego funkcjonowania samozarządzającego zespoły pracownicze przyciągają pracowników o różnorodnych predyspozycjach emocjonalnych („pełnia”) i różnorodnym doświadczeniu i kwalifikacjach.

Turbulentne otoczenie jest rezultatem wzajemnego oddziaływania różnorodnych grup osób i różnorodnych organizacji, co prowadzi do trudnych do przewidzenia rezultatów i skutków. Stąd konieczność stałej aktualizacji celów. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że współczesne organizacje upodobniają się do pewnego modelu zwanego „turkusową organizacją” ( na świecie K. Wilber, w Polsce A. Blikle. Z. Olesiński i inni).

Współczesna gospodarka jest w stanie stworzyć odpowiednie warunki dla znacznej liczby mieszkańców ziemi, także kilka, kilkanaście procent liczniejszych niż obecnie (2021 rok), pod warunkiem określonej, zrównoważonej polityki za którą to polityką opowiada się Nowa Lewica.
Zachodzące zmiany społeczne w ślad za zmianami gospodarczymi, przy odpowiedniej polityce mogą prowadzić do kształtowania zrównoważonego społeczeństwa, zwanego też Społeczeństwem 5.0, Przemysłem 5.0.
W społeczeństwie 5.0, w dającym się przewidzieć okresie 20 – 30 lat (rok 2050) możliwe są ograniczenia głodu, zapewnienie powszechnej opieki medycznej, wykształcenia, godziwej pracy dla każdego człowieka.
Trzecia dekada XXI wieku w stopniu większym niż druga charakteryzować się będzie szybkimi zmianami społecznymi. Problemy zmian są najczęściej przemilczane w wypowiedziach polityków i dziennikarzy, gdyż wymagałyby wskazania wielu trudnych kwestii, których próby rozwiązania pociągać będą bolesne zmiany dla wielu. Zmiany te porównywalne są w Polsce tylko ze zmianami z pierwszych lat transformacji ustrojowej u zarania lat dziewięćdziesiątych, o których to zmianach , po bez mała 30 latach coraz mniej ludzi pamięta. Zmiany te są przyczyną napięć społecznych w USA, co znalazło wyraz w przebiegu prezydenckiej kampanii Donalda Trampa w 2016 roku, a następnie w zwycięskiej kampanii prezydenckiej Joe Bidena w 2020 roku. Znajduje wyraz w niepokojach społecznych w Wielkiej Brytanii, Francji i innych krajach w Europie. W skrócie można powiedzieć, iż jest to skutek fundamentalnych zmian struktury społecznej.

Jan J. Zygmuntowski z Akademii Leona Koźmińskiego, w opublikowanej w 2020 roku pracy „Kapitalizm sieci” wskazuje, że w krajach wysokorozwiniętych, takich jak Wielka Brytania, USA, Belgia, Holandia, Szwecja, Francja, do 50% ogółu zatrudnionych pracuje w tak zwanym sektorze czwartym (usługi wymagające kreatywnych predyspozycji i wiedzy, takich jak programowanie komputerowe, nauka, ekspertyzy, itp.). Kolejne 30% pracuje w tradycyjnym sektorze usług (handel, edukacja, służba zdrowia, usługi komunalne, administracja, transport, itp.), a zaledwie 10- 15% łącznie w rolnictwie i przemyśle.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że jeszcze kilkanaście lat temu w przemyśle w krajach wysokorozwiniętych pracowało 10 – 20%, a w rolnictwie kilkanaście procent, to liczby te obrazują skalę napięć społecznych. Znaczne grupy pracowników są zwalniane z pracy w wyniku przenoszenia produkcji do Chin, Indii, Bangladeszu, itd. oraz w wyniku procesów automatyzacji, a obecnie już tak zwanej „superautomatyzacji”.

Siłą faktu trudno spodziewać się iżby pięćdziesięciolatek, a nawet czterdziestolatek zwolniony z zakładu produkcyjnego znalazł zatrudnienie jako programista komputerowy. Równocześnie, wobec tak zwanej „burzliwości” otoczenia coraz więcej jest zatrudnionych, na tak zwanych „śmieciowych” umowach o pracę, co czasami szumnie nazywane jest jako „free lancer”.

Na naszych oczach tworzy się nowy świat epoki globalnej charakteryzujący się znacznym stopniem współpracy szybko powstających i szybko rozwijających się tak zwanych „zwinnych organizacji”, które łączą się w sieci współpracy międzyorganizacyjnej.

Współczesna gospodarka jest w stanie zapewnić godne życie, bez głodu, z opieką medyczną, powszechna pracą wszystkim mieszkańcom ziemi, pod warunkiem pewnych korekt systemowych, co powinno być wyzwaniem dla ludzi lewicy.

Proponowany program działania zakłada umiejętne wykorzystanie funkcjonujących w przestrzeni publicznej idei, integrację części z nich, uporządkowanie ich i określoną hierarchizację.

Prof. Andrzej K. Koźmiński w swym artykule „Stulecie hybrydowych konfliktów” wymienia osiem wiodących konfliktów:

„racjonalność kontra emocje w zbiorowym ludzkim działaniu;
środowisko naturalne kontra środowisko sztuczne świadomie i nieświadomie tworzone przez człowieka;
globalizacja kontra lokalność;
technologia kontra społeczeństwo;
demokracja kontra autorytaryzm;
rynek kontra państwo;
bogaci kontra biedni;
konflikty geopolityczne”

Jest rzeczą oczywistą, że w najbliższym dziesięcioleciu wyżej wymienione konflikty pojawiać się będą w różny sposób, w różnych okolicznościach, w różnych środowiskach.

Współczesny rozwój społeczny, gospodarczy, polityczny, kulturowy należy postrzegać jako „pulsujący”, czyli z tendencją do zmian kierunku rozwoju, co wynika ze wzrostu złożoności powyższych procesów i zmienności roli i znaczenia w oddziaływaniu poszczególnych ich elementów składowych w zmiennym otoczeniu. Stąd racjonalność wymieniona jako pierwszy z czynników konfliktu ścierać się będzie z emocjonalnością.

Zgodnie z koncepcją Kena Wilbera (Teoria integralna) następować będzie wzrost roli i znaczenia czynników subiektywnych, jak emocje, ale w jakimś zakresie będą one „zakotwiczone:” w obiektywnej, a przez to racjonalnej rzeczywistości. Stąd realnie toczący się rozwój będzie pulsował między racjonalnością i emocjami.

Podobna relacja kształtować się będzie między środowiskiem naturalnym i sztucznym. Wzrastać będzie rola i znaczenie środowiska sztucznego, ale równocześnie niezbędna będzie określona relacja ze środowiskiem naturalnym, jak turystyka, sport, rekreacja, spędzanie wolnego czasu na urlopie , czy emeryturze.

Jeszcze istotniejszy od dwóch powyższych jest problem relacji między globalnością i lokalnością. Pewien stale postępujący wzrost roli i znaczenia globalności, z możliwością jego okresowego powstrzymywania, a nawet regresu, nie eliminuje potrzeby lokalności.

Podobną rolę i znaczenie co powyższy, ma czynnik technologia kontra społeczeństwo. Mimo postępów, w tym przypadku technologii powstanie określony obszar oddziaływania mechanizmów społecznych, jak współpraca, relacje, itp.

Rezultatem pojawiania się czterech z powyższych procesów, będzie groźba ograniczania demokracji na rzecz różnych przejawów autorytaryzmu, czy tendencji nadmiernej ingerencji państwa w mechanizm rynkowy.
Z powyższych sześciu procesów wynika konflikt między grupą społecznie uprzywilejowaną, a grupą zmuszaną przez okoliczności do walki o własną sprawiedliwą pozycję społeczną i mutacją powyższego problemu, kreowanie przez rządzących wroga zewnętrznego.

Wydaje się, że lewica winna się skoncentrować na warunkach życia szerokich grup społecznych raczej walczących o utrzymanie się „na powierzchni” (cokolwiek to stwierdzenie znaczy). Ta nowa tworząca się klasa określana jest jako prekariat, co nie jest określeniem budującym. Stąd konieczne jest wskazanie celu w innym kontekście, na przykład pod nazwą „kreatywny człowiek”, jako podmiot otwarty na współczesny świat, empatyczny, życzliwy, skłonny do działania.

W oparciu o wiedzę o współczesnej gospodarce z powodzeniem można wskazać na celowość do zapewnienia każdemu człowiekowi przyjaznych warunków życia, jak dostępność wyżywienia, mieszkania (komunalne) i przede wszystkim pracy, za tak zwaną stawkę podstawową przeważnie w służbie zdrowia, w oparciu nad seniorami…itd.

Współczesna gospodarka może wyżywić wszystkich. Z wychowawczych jednak przesłanek winien to być postulat podstawowej pracy z ubezpieczeniem zdrowotnym i z określoną perspektywą emerytury,a nie rozdawnictwa.

Środki na powyższa politykę winny pochodzić z odpowiedniego opodatkowania podmiotów gospodarczych, z likwidacji tzw. „rajów podatkowych”i z ograniczenia różnorodnych sztuczek prawnych i finansowych, jak działalność części znanych firm.

Może mogłaby to być nazwa „ustrój wspólnoty” i odpowiednio „wspólnota, gospodarka wspólnotowa”.

Wydaje się, że w czasach współczesnych możliwa jest próba swobodnej kreacji grup interesów zdolnych do wzajemnej współpracy i rozstrzyganiu sprzeczności interesów w toku negocjacji, przy zdolności każdej ze stron do zawierania kompromisu. Jak wiadomo kompromis ma to do siebie, że na ogół nie satysfakcjonuje nikogo, ale zapobiega konfrontacji, w tym konfrontacji z użyciem siły.

W ciągu najbliższych kilku, kilkunastu lat nasili się proces ograniczania liczby osób zatrudnionych na średnich szczeblach kierowniczych w związku z upowszechnianiem komunikacji internetowej i rozwojem struktur zdecentralizowanych (płaskich, horyzontalnych bezpośrednich szczebli kierowniczych). Struktury płaskie szybciej reagują na zmiany w turbulentnym otoczeniu, a także z rozwojem społeczeństwa usług. W związku z powyższym kształtować się będzie społeczeństwo w 70 – 80% złożone z grupy podstawowej, 10- 15% z grupy uprzywilejowanej z różnych tytułów i kilku do kilkunastu procent z nieprzystosowanych społecznie, głównie nie będących w stanie podołać codziennym wymogom.

Stosownie do dotychczasowych doświadczeń ludzkości, grupa uprzywilejowana będzie uzyskiwać względnie wysoki dochód, z tendencją do jego wzrostu (patrz Picquet), grupa podstawowa otrzyma względnie niski dochód (kilkakrotnie i więcej niższy z tendencją w dłuższym czasie do dalszego zmniejszenia, a grupa nieprzystosowana w dużej części pozostawać będzie poza rynkiem pracy.

Przed politykami i systemami politycznymi staje gigantyczne wyzwanie nie tylko monitorowania i stymulowania narastającej rozpiętości dochodów, lecz także próba takiego kształtowania instrumentów politycznych i struktur politycznych sposobnych do nanoszenia korekt dla powstrzymywania narastania rozpiętości dochodów.

Kształtujący się żywiołowo podział na grupę podstawową i uprzywilejowaną oraz grupę osób niedostosowanych, jest relatywnie trwałym zjawiskiem obecnym , tak w starożytności, jak i w średniowieczu. Wiele osób nawet twierdzi, że momentami zbliżamy się do średniowiecza (N. Ferguson, Rynek i ratusz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020), jak i w epoce przemysłowej. Oczywiście zasadnicze dwie grupy dzielą się na podgrupy. Klarowność podziału zakłócają przejawiające się więzi klanowe, czy narodowe i inne , ale zasadniczo podział na kilku,

kilkunastoprocentową grupę uprzywilejowaną i kilkudziesięcioprocentową grupę podstawową jest trwały. Grupa podstawowa ma w całości podobne interesy, gdyż generalnie dąży do poprawy swej sytuacji w społeczeństwie, co związane jest z koniecznością identyfikacji mechanizmów społecznego funkcjonowania. Można dążyć rzecz jasna do agresji i zniszczenia wszystkiego co nam się nie podoba. Nie prowadzi to jednak do trwałych, pozytywnych rezultatów. Innym, bardziej konstruktywnym kierunkiem jest uporczywe poszukiwanie warunków zmian. To wymaga określonej wiedzy o otoczeniu. Tu zatem pojawiają się co najmniej dwie możliwości. Jedna to uporczywie poszukujemy mechanizmów warunkujących egzystencję ludzkości na danym etapie rozwoju, co pozwala nam z pewną dokładnością kreować określone systemy wartości, których to współcześnie ważnych systemów wartości Lewica poszukuje, albo druga możliwość, to próba objaśniania świata przy pomocy tradycyjnych systemów wartości.

To trudne zadanie, nie chodzi bowiem o okresowe interwencje, lecz próbę korekty funkcjonowania systemu politycznego, tak by wykształcić mechanizmy zapewniające stały dialog z wszystkimi grupami społecznymi.
Tak potencjalna grupą progresywną będzie część pracowników tak zwanego sektora czwartego, zorientowanego na otwartą, postępową gospodarkę rynkową, zdolną zapewnić stabilne dochody poszczególnym grupom społecznym i próbować identyfikować następujące procesy zmian.
Tradycyjnie Lewica wskazywała pracę jako podstawowy instrument oddziaływania na rzeczywistość społeczną, polityczną, gospodarczą i kulturową, który pozwala zapewnić społeczny lad i powszechny dostatek stosowny do poziomu dochodów z pracy.

Nowa Lewica, kształtująca się u zarania XXI wieku, w rodzącej się epoce Społeczeństwa 5.0 i Przemysłu 5.0, epoce superautomatyzacji i sztucznej inteligencji może wykreować instrumenty sposobne do kreacji presji na drodze politycznej dla stymulowania rynku pracy i współczesnej gospodarki, w celu zapewnienia zrównoważonego rozwoju całego społeczeństwa oraz kreacji instrumentów przydatnych w procesie politycznym na rzecz zrównoważonych dochodów z pracy poszczególnych grup społecznych.

Socjalizm tak, ale bez mitów i falszów

Słowo socjalizm coraz częściej pojawia się w sferze medialnej. W ocenie trendów i decyzji społecznych, politycznych i gospodarczych kojarzonych w polskiej przestrzeni medialnej ze słowem socjalizm przeważają zwykle mity i fałsze.

Warto zastanowić się nad rozumieniem tego słowa, a właściwie kryjącej się za nim idei, przez używających tego sformułowania. Dla jednych kryje się w tym zarzut powrotu do fałszywych rozwiązań politycznych i społecznych, dla części starszego pokolenia oznacza tęsknotę za czasami w których państwo zapewniało stabilizację życiową i możliwość awansu społecznego. Wśród ludzi młodych słowo to oznacza coraz częściej pragnienie radykalnej zmiany prowadzącej do eliminacji rosnącego rozwarstwienia społecznego w którym bogaci staja się coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi, a klasa średnia nie widzi szans na własny rozwój.

Skrajnym przypadkiem używania słowa socjalizm jest pogląd części zwolenników Konfederacji dla których socjalizmem jest każde odstępstwo od nieograniczonej wolności jednostki i całkowitego podporządkowania losu jednostki jej własnej zaradności i odziedziczonego statusu społecznego. Państwo jako struktura potrzebne jest wg tych poglądów jedynie dla realizacji bezpieczeństwa zewnętrznego i utrzymania zastanego porządku społecznego.

Rozważając rolę państwa w powiazaniu z socjalizmem warto zwrócić uwagę na coraz silniej realizowaną przez PiS tendencję do upaństwowienia wszelkich przejawów życia gospodarczego i społecznego. W sferze gospodarki przejawia się to przez wykupywanie lub przejmowanie prywatnych banków, łączenie spółek skarbu państwa w coraz większe konglomeraty i wykupywanie przez nie innych podmiotów. Przykłady to przejęcie bez odszkodowania Get in Banku, rozrost PZU, który z instytucji czysto ubezpieczeniowej stał się globalną instytucja finansową, koncentracja państwowych spółek energetycznych, czy wreszcie wkraczanie Orlenu do sektora medialnego.

W sferze społecznej to zamierzone przejęcie przez struktury państwowe szpitali prowadzonych obecnie przez struktury samorządowe.
Do tego dochodzą stosowane wybiórczo systemy dotacji dla sfery kultury i nauki, mające na celu promocję poglądów akceptowanych przez organy władzy.

Kierownictwo Zjednoczonej Prawicy wierzy niezachwiane w omnipotencję państwa w sferze gospodarczej , a dla ułatwienia realizacji tego celu wprowadza rozwiązania prawne i strukturalne eliminujące wpływ innych poglądów na funkcjonowanie państwa. Zmiany w prokuraturze i sądownictwie, dążenie do podporzadkowania sobie Rzecznika Praw Obywatelskich, ograniczanie roli samorządów to przykłady realizacji tego zamierzenia. Powoli Polska zmierza w stronę modelu autorytarnego, przy jednoczesnym głoszeniu tezy o niezagrożonej demokracji.

Pozornie rozwiązanie te nawiązują do porządku prawnego i gospodarczego z czasów PRL. Nie można się temu dziwić ponieważ „Przywódca Polski” Jarosław Kaczyński wzrastał i kształtował swoje rozumienie prawa (łącznie z tezami doktoratu) w tym okresie i otoczony jest licznym gronem byłych członków PZPR .

Wielu członków opozycji twierdzi, że Polska wraca w ten sposób do socjalizmu, co świadczy o niezrozumieniu ustroju PRL i jego tożsamości z socjalizmem.

Po pierwsze państwowa własność środków produkcji dominująca w PRL to w doktrynie socjalistycznej tylko jedna z możliwych realizacji zasady społecznej własności tych środków. Podkreślali to działacze PPS od początku jej istnienia (np. Ignacy Daszyński w swojej broszurze „Pogadanki o socjalizmie” przypomnianej ostatnio na stronie internetowej PPS (www.ppspl.eu). Przedwojenna PPS rozwijała spółdzielczość jako istotną formę uspołecznienia. Takie też były priorytety PPS po wojnie, przerwane przez wymuszone przez Stalina w 1948 roku zjednoczenie (a właściwie wchłoniecie ) PPS przez Polską Partią Robotniczą o światopoglądzie komunistycznym, a nie socjalistycznym. Po zjednoczeniu byli działacze PPS nadawali w miarę możliwości bardziej liberalny kierunek w ramach PZPR. Warto tu wspomnieć takie postacie jak Adam Rapacki, Jan Mulak , a nawet do pewnego stopnia Józef Cyrankiewicz. Uczeni o rodowodzie socjalistycznym wiedli też prym w instytucjach naukowych i związanych z kulturą, wielu z nich jak np. Jan Strzelecki, Krzysztof Dunin Wąsowski było aktywnymi członkami Polskiej Akademii Nauk.

Podstawowym warunkiem uspołecznienia jest współudział decyzyjny społeczeństwa, w tym w pierwszym rzędzie pracowników, również w zakresie wyboru zarządów oraz współodpowiedzialność pracowników za wyniki przedsiębiorstwa.

Formy realizacji społecznej własności to po pierwsze spółdzielczość, w której z założenia wszyscy członkowie spółdzielni maja równe prawa i obowiązki, wspólnie wybierają zarządy i na równych prawach uczestniczą w dochodach i stratach spółdzielni . Inną formą uspołecznienia są akcjonariaty pracownicze, które w swoim założeniu pozwalają pracobiorcom na udział w procesie decyzyjnym i wiążą go mentalnie z przedsiębiorstwem, co nie pozostaje bez wpływu na zaangażowanie w jego rozwój . Akcjonariaty pracownicze były rozpowszechnioną formą własności po II Wojnie Światowej w Kanadzie i częściowo w USA. Udziały w przedsiębiorstwie były imienne i niezbywalne (z wyjątkiem odsprzedaży firmie) przy zaprzestaniu pracy w tej firmie. Gdy zaczęła dominować filozofia neoliberalna, wprowadzono obrót wtórny tymi udziałami, Wielu pracobiorców sprzedało te udziały, dobrowolnie, bez świadomości skutków, że straciło status współudziałowca o określonych prawach współdecydowania i dużej gwarancji zatrudnienia i stali się w tan sposób typowymi pracownikami najemnymi ze znacznie zwiększoną podatnością na wyzysk.

Uspołecznioną formą może też być własność samorządów lokalnych jeśli ich zadaniem jest zaspakajanie potrzeb społeczności lokalnej, a nie wypracowywanie zysku. Ponadto działanie takich firm musi być poddane bieżącej ocenie tej społeczności np. przez odpowiednie kształtowanie składu Rad Nadzorczych.

Do własności społecznej można też zaliczyć firmy prowadzone przez fundacje i stowarzyszenia. W obowiązującym prawie działają one jako spółki prawa handlowego. Potrzebne są nowe uregulowania bliższe modelowi spółdzielczemu niż spółce.

Własność państwowa odznacza się małym uspołecznieniem. W tym przypadku uspołecznienie realizuje się jedynie bardzo pośrednio w akcie wyborczym gdy wybieramy określone partie z ich programami wyborczymi, a rządzący przyzwyczajają nas do faktu, że można tych programów bezkarnie nie realizować. Własność państwowa może w gospodarce socjalistycznej dotyczyć przedsiębiorstw strategicznych, które w założeniu są muszą być mniej wystawione na bieżący wgląd w ich działalność. Warunek uspołecznienia innych przedsiębiorstw państwowych to wprowadzenie rzeczywistej samorządności, co wymaga wypracowania i wdrożenia „Nowego Ładu” społecznego.

Wartości musi określać cała zbiorowość, a nie tylko jej wybrani przedstawiciele, ma ona prawo do należnej jej władzy, w szczególności do suwerennego decydowania o strategicznych wyborach gospodarczych, ustrojowych i kadrowych. Ten nowy ład musi być wypracowany przez socjalistów i całą lewicę.

W okresie późniejszego PRL stworzono pewną protezę uspołecznienia poprzez dość silną, choć często fasadową pozycję związków zawodowych, a także działających w przedsiębiorstwach stowarzyszeń technicznych i zawodowych.

Obecnie pozycja rozdrobnionych związków zawodowych jest bardzo słaba, a stowarzyszenia zawodowe zostały pozbawione jakiegokolwiek wpływu i prawie nie działają.

Co więcej neoliberalne podejście ekip postsolidarnościowych doprowadziło do faktycznego sprywatyzowania firm państwowych przez nadanie im formy Spółek Skarbu Państwa, podlegających temu samemu rygorowi prawnemu, co spółki z sektora czysto prywatnego.

Można złośliwie stwierdzić, że uspołecznienie spółek państwowych polega na zarządzanie ich przez członków tej części społeczeństwa, która jest rodzinnie lub partyjnie powiązana z PiS.

Dziwi, że w wystąpieniach działaczy lewicowych sympatyzujących z socjalizmem pojawia się postulat upaństwowienia szeregu dziedzin, ale nie towarzyszy im refleksja nad koniecznością rzeczywistego uspołecznienia tej formy własności. Bez tego grozi nam upowszechnienie PiS-owskiego modelu zarządzania majątkiem państwowym, który też w dużej mierze obecny był w czasach PRL .

Warto też zwrócić uwagę na kojarzenie z socjalizmem rozdawnictwa w postaci 500+, 13 emerytury itp. To model populistyczny, a nie socjalistyczny. W socjalizmie musi działać spójny i całościowy system opieki nad słabszymi i wykluczonymi, systemy sprawiedliwego i równego dostępu do usług społecznych takich jak zdrowie, oświata i kultura. W dość dużym stopniu system ten był realizowany w okresie PRL . Obecnie system ten jest w dużej mierze skomercjalizowany. To też problem który musi być silniej prezentowany w programach partii lewicowych.

Problem fałszywego lub opartego na mitach rozumienia słowa socjalizm zawiera jeszcze wiele innych wątków, które wymagają dalszego rozwinięcia.

Zielona kontrrewolucja

Jesteśmy coraz bogatsi w odpady… O czym milczą technoprorocy z Doliny Krzemowej i rodzimy piewca elektromobilności na rządowej posadzie?

Kenneth Boulding, wrażliwy społecznie i ekologiczne amerykański ekonomista, zauważył, że wiarę w nieskończony wzrost gospodarczy w skończonym świecie mogą podzielać tylko idioci albo inni jego koledzy, tj. ekonomiści. Musimy do tego grona dodać polityków, bo przedsiębiorcy z natury tryskają optymizmem.

Niedługo zabraknie palców u rąk, żeby zliczyć kolejne rewolucje przemysłowe czekające mieszkańca tej jedynej, przynajmniej na razie, dostępnej do życia planety. Trzeba się śpieszyć, bo wampiryczny energetycznie przemysł, z nienasyconym apetytem na minerały, zwłaszcza ziem rzadkich, niedługo wyprodukuje nam drugi księżyc. Chyba nie o takiej wartości dodanej myślą piewcy „zielonej” rewolucji. Obecnie znajdujemy się według zapewnień premiera Morawieckiego w fazie rewolucji energetyczno-cyfrowej. Rozgości się ona w Polsce jeszcze bardziej dzięki kolejnej inwestycji w fabrykę akumulatorów litowo-jonowych firmy Northvolt, założonej przez byłego menedżera Tesli. Inwestorami są, a jakże, Goldman Sachs, Volkswagen, ale też założyciel Spotify – Daniel Ek. Już nie okręty marynarki wojennej będą powstawać w Gdańsku, lecz kolejny dar przedsiębiorczości innych.

Jednak technoprorocy z Doliny Krzemowej i ich polski admirator tworzą kolejny rozdział mitologii kapitalizmu. Ich pieśń o cyfrowej rewolucji angażującej miliardowe inwestycje, zaostrzającej apetyt na nowe gadżety nagłaśnia tuba propagandowa biznesowych portali internetowych, komentariat bankowych ekonomistów i rzesze technofili. Powstają pompatyczne hymny na cześć „ery cyfrowej”, sztucznej inteligencji, społeczeństwa o „zerowych kosztach krańcowych”. Człowiek odrywa się od materii i lewituje: handel elektroniczny, e-administracja, chmury do przechowywania danych, telepraca. W nieodległej przyszłości erę posiadana dóbr zastąpi era dostępu do nich. Współczesny Jeremiasz nazywa się Rifkin. Niestety, niełatwo oddzielić marketingowe plewy od faktycznych osiągnięć przyrodoznawstwa i postępu naukowo-technicznego.
Kapitalizm pod społecznym nadzorem. Kapitalistyczna gospodarka rynkowa wkracza na kolejne rozdroże, tym razem związane z nadchodzącym kryzysem planetarnym. Kapitalizm znalazł się w fazie łagodnej agonii, przynajmniej jeśli chodzi o tempo wzrostu gospodarczego. Spadnie ono z 3% do 1%. Ten niesympatyczny fakt pomijają jego wielbiciele z wszystkich prawicowych partii, wśród których pełno nadwiślańskich liberałów.

Kapitalizm od początku gnębią trzy plagi. Dotąd radził sobie dzięki ucieczce do przodu za sprawą tzw. prometejskich technologii: silnikowi parowemu (węgiel), silnikowi spalinowemu (ropa), elektryczności i technologii cyfrowej. Jednak jej produktywność stopniowo spada, np. według badacza efektywności inwestycji Robert Gordona spadła w USA do 0,5%.

Pierwszą barierę Michał Kalecki nazwał „tragedią inwestycji”. Po prostu kapitalista, by obrót kapitału móc wzmóc musi ciągle inwestować. Ale ile centralnych portów lotniczych można wybudować, ile produktów inżynierii finansowej wykreować? Dlatego kapitalizm potrzebuje fali innowacji, które pociągną za sobą rozległą i długotrwałą przebudowę aparatu wytwórczego, najlepiej trwającą parę dekad (tzw. fale Kondratjewa). Właśnie to obiecuje „zielona rewolucja”: turbiny wiatrowe, panele fotowoltaiczne, baterie elektryczne, samochody elektryczne, supermocne magnesy. Innowacja polega tu na efektywności metali ziem rzadkich – materiałów o szczególnych właściwościach magnetycznych, katalitycznych i optycznych. Dzięki tym właściwościom przyczyniają się do większej wydajności energetycznej. Domieszka tych metali emituje pole magnetyczne, które pozwala wyprodukować znacznie więcej energii niż podobna ilość węgla czy ropy. Wszystko dzięki, wydawać się może, konwergencji „zielonych” technologii i informatyki. Na dodatek, czysta energia ma płynąć wydajnymi „inteligentnymi” sieciami przesyłowymi. Będą one sterowanie urządzeniami za pomocą technologii cyfrowych, także nafaszerowanych tymi metalami. Nie może zatem dziwić, że największymi rewolucjonistami są teraz tytani kapitału. To oni, dzięki optymalizacji podatkowej i ukrywaniu dochodów w rajach podatkowych, a także własności patentów – szukają ucieczki do przodu w inwestycje. Teraz to biotechnologie, sztuczna inteligencja, robotyka. Ich zbójeckie prawo chcieć mnożyć posiadany kapitał, ale nasze zbójeckie prawo to wiedzieć, w jakim społeczeństwie obudzą się ci, którzy mają do zaoferowania tylko różnie wykwalifikowaną siłę roboczą. I jeśli w nowym „zielonym” kapitalizmie będzie coraz trudniej o dobre życie, w zgodzie z przyrodą i innymi, to trzeba kontrolować rozwój wypadków. Trzeba więc wzmocnić państwo, mimo jego przyrodzonej słabości. Jego załogę bowiem trudno poddać nadzorowi; ulega ona wpływom grup interesu, lgnących do wspólnej kasy jak pszczoły do miodu. Na razie to korporacje wykorzystują państwo, osłabione i podatkowo, i zapożyczone u „inwestorów”, którzy szachują je ucieczką portfelowego kapitału, gdyby nie usłuchało wyroków „rynku”. Sprawne państwo potrzebne jest po to, by wypracować rozwiązania respektujące racjonalność ogólnospołeczną i planetarną, racjonalność, która by uwzględniała interesy zarówno przyrody, jak i klas pracowniczych. Społeczeństwo nie jest i nie może być spółką nastawioną na zysk nielicznych – których pasją jest bogactwo materialne i władza nawet kosztem przyrody, pracy i życia innych ludzi.

Druga bariera, która każe wątpić w globalny kapitalizm to sprzeczność między mikroekonomicznymi celami korporacji (tj. marżą zysku) a błędem złożenia tego modelu biznesu, tj. sumarycznym efektem popytowym. Korporacja oszczędza na kosztach produkcji, najpierw zatrudnieniu i płacach. Konsekwencją jest spadek popytu globalnego, w następstwie stagnacja, bo dla kogo produkować, jeśli nie ma klienta. BDP w obecnie dyskutowanej postaci może być zaledwie plastrem na chorobę bezrobocia strukturalnego i prekarności.

Bolesna prawda o „zielonej” rewolucji. I trzeci problem to wadliwe rozumienie rzadkości przez klasyczną i neoklasyczną ekonomię. W tym wypadku chodzi o środowiskowe szkody, które pociąga za sobą eksploatacja minerałów ziem rzadkich, bo to one są nowym źródłem produktywności. To 17 pierwiastków, np. skan, lantan, cer, samar, europ, które są potrzebne do kompozytów jak sól do chleba. W samych komponentach używanych w elektronice (płytki obwodów drukowanych, diody, LED-y) znajduje się 19 % metali rzadkich, w tym 23 % kobaltu. Są one wykorzystywane w przemyśle zbrojeniowym, np. w inteligentnych bombach, noktowizorach, sonarach. Każdy mieszkaniec planety zużywa rocznie tylko 20 gramów metali ziem rzadkich. Aż 95% pochodzi z Chin, w których znajduje się 10 tys. kopalń na czele z gigantem Boang, gdzie odbywa się 75% światowej produkcji tych metali.

Dekonstrukcji mitu „zielonej” rewolucji, której napędową siłą są metale ziem rzadkich dokonał Guillaume Pitron w książce „Wojna o metale rzadkie” (Wydawnictwo Kogut, W-wa 2020). Autor ukazuje w niej głęboko skrywane oblicze transformacji energetycznej i cyfrowej. Podaje za różnymi analizami i raportami dane, które powinni znać wszyscy technofile, a zwłaszcza czciciele Rynkowego Pana z Konfederacji. Rewolucja brunatnieje, kiedy zmierzymy koszt ekologiczny całego cyklu życiowego wytworów zielonych technologii: wodę zużywaną przez przemysł wydobywczy, dwutlenek węgla emitowany przez transport, magazynowanie, a także zużycie energii podczas recyklingu. Np. produkcja jednego panelu fotowoltaicznego powoduje emisję ponad 70 kg dwutlenku węgla, w rezultacie tylko daje to 2,7 mld ton węgla wyrzuconych do atmosfery (tyle co 600 tys. samochodów). Samochód elektryczny też jest czarnym charakterem w tej opowieści. Co prawda, pupil premiera Morawieckiego emituje ¾ tego, co samochód na paliwo ciekłe. To jego plus dodatni. Ma jednak wielki plus ujemny z ekologicznego punktu widzenia: to koszty wydobycia metali ziem rzadkich, energia do ładowania baterii, i na koniec kosztowny energetycznie recykling baterii. Z kolei oczyszczenie każdej tony ziem rzadkich wymaga co najmniej 200 metrów sześciennych wody nasyconej kwasami i metalami ciężkimi. Co gorsza, omawiane metale nie poddają się recyklingowi, bo są wbudowane w kompozyty, tylko 18 z 60 metali poddaje się recyklingowi. Dlatego powstaje rocznie 2 mld ton e-śmieci, z czego odzyskuje się tylko 50 mln ton. By wyprodukować komputer trzeba „przemielić” 1,8 tony surowców: 1500 litrów wody, 240 kg paliw kopalnych, 22 kg chemikaliów oraz 5300 KWh energii, a jak dotąd tylko około 20% pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Biorąc te fakty pod uwagę francuski analityk orzeka, że „ rzekomy szczęśliwy marsz ku dematerializacji jest więc tylko grubym oszustwem, bo w rzeczywistości coraz bardziej znacząco fizycznie wpływa na nasz świat”. Np. rozwój turbin wiatrowych będzie potrzebował do 2050 r 3,2 mld ton stali, 310 mln ton aluminium i 40 ton miedzi. Sam sektor technologii informatycznych i komunikacyjnych wytwarza o 50% więcej gazów cieplarnianych niż transport lotniczy. Prześladowcą planety jest sektor informatyczno-komunikacyjny. Tworzą go przecież sieć satelitów, rakiety, które je wynoszą, plątanina kabli, miliony terminali cyfrowych, serwerów, miliardy tabletów, smartfonów, energia do ładowania baterii. Według szacunków zużywa on 10% światowej energii elektrycznej. Tylko 20 % pochodzi ze źródeł odnawialnych, dlatego popyt na ropę ma rosnąć do 2035 r. o 2,4% rocznie. W 2015 sprzedano 300 mln komputerów osobistych, 200 mln tabletów, ¾ mieszkańców planety ma telefon komórkowy. Tylko na same e-maile, których co godzinę wysyła się 10 mld, zużywa się 50 gigawatów energii. Tyle prądu produkuje w tym czasie 15 elektrowni jądrowych.

Czysty Zachód –brudne globalne Południe. Zgodnie z biznesplanem Banku Światowego (tzw. Summers Memo z 1991 r.), sporządzonym w zenicie neoliberalnej globalizacji, Zachód miał zachować patenty, sektor naukowy, „piękne dzielnice”, luksusowe śródmieścia – wolne od smogu silników spalinowych. Odtąd hałdy odpadów miały wyemigrować do krajów Afryki „o niewielkiej liczbie ludności, zdecydowanie słabo zanieczyszczonych” jak Demokratyczna Republika Konga, Nigeria, Ghana, Angola, RPA. To tu „galernicy globalizacji” wykonują mozolną, szkodliwą dla zdrowia pracę, w tym również dzieci, na dodatek, narażoną na radioaktywność. Menedżerami „polnymi” bywają zazwyczaj panowie wojny.

Niespodziankę sprawiły neoliberalnym globalizatorom Chiny. Stają się one głównym producentem paneli słonecznych, baterii, supermagnesów, samochodów elektrycznych. Chiny kontrolują bowiem teraz kluczowy minerał, zastępujący stopniowo węglowodory, tym samym kontrolują przemysł ery rewolucji energetycznej i cyfrowej. Znów pojawiają się informacje o łamaniu praw człowieka w Sinkiangu, i znów może się okazać, jak dotąd w historii surowców, że „metale i pokój rzadko idą w parze”, pisze Pitron. W tej sytuacji geopolitycznej poszukiwanie cennych minerałów doprowadzi do komercjalizacji gigantycznych obszarów planety: Arktyki, eksploatacji zasobów z dna oceanów, a nawet planetoid, gdzie mogą znajdować się platynowce.

Wybitny ekonomista środowiska, Herman Daly wyśmiał model funkcjonalny, zbudowany na wierze w potęgę nauki i technologii. Łącznie miałyby one rozwiązać problem wyczerpywania się zasobów. W myśl tego modelu wzrost cen surowców będzie stymulował rozwój nowych technologii, które obniżą koszty wydobycia. W konsekwencji w miarę eksploatowania rud niższej jakości, zwykle występujących bardziej obficie, ceny spadną, a produkcja wzrośnie. To tzw. model piramidy wydobycia. Po pierwsze, sama technologia ma też swoje koszty finansowe i energetyczne. Po drugie, wzrost kosztów wydobycia paliw kopalnych określa wszystkie pozostałe sprzężone ze sobą czynniki. Pierwszy dostrzegł ten paradoks u progu industrializacji neoklasyczny ekonomista William S. Jevons: splot tańszej energii, mniej kosztownych surowców i obniżka kosztów pracy prowadzą ostatecznie do spadku ceny produktu. Efektem tego „postępu” jest wzrost konsumpcji danego dobra czy usługi. W rezultacie według obliczeń Vaclava Smila, wybitnego kanadyjskiego uczonego czeskiego pochodzenia, średnia krajowa konsumpcja na osobę wkładów w wytwarzanie wzrosła co najmniej czterokrotnie w ciągu XX w. Te wkłady to m. in. beton w domach, metale i tworzywa w maszynach, aluminium i plastiki w samolotach, metale ciężkie, lit w elektronice, w magnesach czy w akumulatorach. Słowem, bity nie wyparły atomów.

Zadania Lewicy. Lewica powinna demaskować tricki kapitału i pracujących na ich rzecz polityków, w tym biurokracji unijnej, a także bankowych ekonomistów. Zadania bieżące to „prześwietlanie” łańcuchów dostaw i produkcji darów rewolucji energetyczno-cyfrowej. Czy wydobycie surowców nie ma charakteru rabunkowego, czy nie niszczy lokalnych społeczności, czy płaca jest sprawiedliwa, zarówno podczas wydobycia minerałów, jak i w produkcji magnesów czy elektroniki (płace zatrudnionych przy produkcji iPhone`a wynoszą zaledwie 1 procent jego całkowitego kosztu). Tym się zajmuje Instytut Globalnej Odpowiedzialności. Wiele takich analiz ukazuje się w dodatku do polskiej edycji Le Monde diplomatique, który redaguje Przemysław Wielgosz. Praktyczny postulat to wymaganie od korporacji, by przy publicznych przetargach udokumentowały (np. dzięki audytowi), że respektują prawa pracownicze, a także obowiązek płacenia podatków. Ale na dalszą metę zmiany wymusi kryzys ekologiczny. Chodzi o stopniowe zastępowanie minerałów rzadkich pospolitymi, powtórne wykorzystanie użytych minerałów w kolejnych produktach, a także o zmianę stylu konsumpcji na zrównoważoną ekologicznie. Będzie to strategia de-wzrostu. Zamiast zysku koncentracja na wartości użytkowej towaru, preferencja dla obiegu energii i minerałów, nie zaś kapitału. Ale takie zmiany to cios w samo serce kapitalizmu, który ma nieustanny problem z upłynnieniem ogromnej masy towarów.

Żyjemy wciąż w epoce hiperrewolucji przemysłowej, tyle że w formie wyczynowego kapitalizmu. W nieodległej przyszłości pojawią się komputery kwantowe, a w następnym wieku synteza jądrowa. Dopiero ona zapewni zeroemisyjną energię. Wystarczy teraz, by aparat wytwórczy, który powstawał dzięki przyrodoznawstwu, wynalazcom, przemysłowcom, pracownikom, „domowym” kobietom był inaczej zarządzany. Przede wszystkim zgodnie z preferencjami ustalanymi demokratycznie. Wówczas gospodarka będzie podporządkowana arytmetyce potrzeb społeczeństwa, a nie rentierskim zyskom, jak obecnie przy produkcji szczepionek przeciw pandemii COVID-19. To byłby powrót państwa, planowania i to w skali ogólnoludzkiej wspólnoty. Wtedy gospodarka będzie w stanie zapewnić wszystkim umiarkowanie dobre życie: dostatnie materialnie, ale także dające każdemu szanse możliwie pełnego wykorzystania fizycznych i intelektualnych uzdolnień.

Idzie młodość

Zwrot ku młodym wyborcom ma być dla Lewicy sposobem na przełamanie i zdecydowaną poprawę sondażowych notowań, które dziś nie przekraczają 10 proc. Paradoksalnie po wielkim proteście kobiet najbardziej rosną słupki nie socjaldemokratów, którzy od początku solidaryzowali się z postulatami demonstrantek, a Polski 2050 katolickiego celebryty Hołowni.

Nadzieję daje parlamentarnej Lewicy sondaż nastrojów wśród Polek i Polaków w wieku 18-24 lat, gdzie po raz pierwszy od 20 wygrała, i to zdecydowanie, tożsamość lewicowa. Socjaldemokratom pozostaje przekonać tę grupę, że tylko głos na lewicę daje szanse wdrożenia rozwiązań, o których marzy młodzież.

Czy konserwatywni liberałowie z PO będą w stanie zadziałać „wbrew wolnemu rynkowi”, budując tanie mieszkania? Czy którakolwiek z prawicowych partii odważy się zadrzeć z Kościołem w sprawach aborcji, edukacji seksualnej czy związków partnerskich, albo czy jest żywo zainteresowana przeciwdziałaniem katastrofie klimatycznej? Mówcy na lewicowej konwencji, aktywistki i aktywiści lewicowych młodzieżówek, nie mieli wątpliwości, jakie są odpowiedzi na te pytania. Teraz czas na przekonanie ich mniej politycznie aktywnych i świadomych rówieśników. A mają się do czego odwoływać – doświadczenia młodych ludzi w kapitalistyczno-katolickiej Polsce naprawdę mogą skłaniać do marzenia o zmianach.

Mówił o tym na konwencji Henryk Wójtowicz, 20-letni aktywista Młodych Razem.

– Mam 20 lat, za sobą trzy lata dorywczej pracy łączonej z nauką. Pracowałem dotąd w pięciu miejscach, jako asystent w biurze, korepetytor, sprzedawałem fajerwerki, byłem recepcjonistą w hotelu. Cztery z pięciu prac wykonywałem na umowę-zlecenie, na korepetycje nie miałem żadnej umowy. Dla nas umowa o pracę to taki dziwny stwór, każdy o nim słyszał, mało kto widział – podsumował. Sekundował mu Bartosz Sieniawski, działacz Czerwonej Młodzieży, czyli młodzieżowej organizacji PPS. -– Wysokie czynsze, małe metraże. Każdy z nas musi gdzieś mieszkać. Ze strony rządu nie ma żadnej alternatywy dla patodeweloperki. W mediach są przecinane wstęgi, zapowiadane programy, które są porzucane. Nie ma żadnego rozwiązania kryzysu mieszkaniowego – mówił o kolejnym kluczowym problemie młodego pokolenia.

Uczestnicy zapowiadali, że mają jeden ważny przekaz dla wszystkich rozczarowanych rządami koalicji Zjednoczonej Prawicy – “Zrobimy to lepiej!”. „Lewica będzie o wiele lepiej zarządzać naszym krajem!”. „Dość państwa z kartonu!”.

– Dlaczego wybieram Lewicę? Bo Lewica nie jest głucha na potrzeby ludzi, niezależnie od grupy społecznej. Lewica słucha przede wszystkim osób młodych, dając im niesamowitą platformę do rozwoju – powiedziała Oliwia Jankowiak, uczennica technikum weterynaryjnego.

Przedstawiamy w całości dziesięciopunktowy program Lewicy dla młodzieży, ale nie tylko, który został zaprezentowany w finale sobotniej konwencji.

1. Prawo do aborcji
Polki muszą mieć prawo do decydowania o własnym ciele, to nie może być decyzja biskupów czy polityków. Dlatego złożyliśmy ustawę legalizacji aborcji do 12 tygodnia. Najważniejsze jest zdrowie i życie kobiety. Za rządów lewicy aborcja będzie dostępna.

2. Neutralność klimatyczna
Polska musi być czempionem, a nie hamulcowym. UE zakłada neutralność klimatyczna do 2050 r. Polska powinna być zielonymi płucami Europy. Musimy dawać przykład. Dlatego musimy starać się dojść w Polsce do neutralności klimatycznej jak najszybciej i realizować Europejski Zielony Ład.

3. Koniec ze śmieciówkami
Zapewnimy konstytucyjne prawa pracownicze dla wszystkich zatrudnionych, w tym prawo do ochrony zdrowia, do urlopu, do zabezpieczenia społecznego. Każda praca będzie uprawniała do korzystania z tych praw – niezależnie od tego, czy pracownik zatrudniony jest na podstawie umowy o pracę, zlecenia, o dzieło czy też prowadzi indywidualną działalność gospodarczą. I tak będzie za rządów Lewicy.

4. Szkoła bez religii
Wycofamy religię ze szkół, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przekażemy na dodatkową naukę języka angielskiego. Szkoła powinna być świecka.

5. Tanie mieszkania na wynajem
Szwecja zbudowała milion publicznych mieszkań. Potrzebujemy ambitnego planu. Założymy publiczne przedsiębiorstwo, które w ciągu 10 lat zapewni milion mieszkań na terenach należących do Skarbu Państwa. Koszt najmu nie będzie przekraczał 20 zł za m2. Państwo nie będzie sprzedawać mieszkań za więcej niż koszty budowy. Mieszkania będzie można kupić na raty z maksymalnym oprocentowaniem 3 proc.

6. Nauka, nie propaganda
Koniec z indoktrynacją i prawicową polityką historyczną. Nie – dla matury z religii. Nie możemy się zgadzać na ideologiczne pomysły. Szkoła ma kształcić świadomych obywateli, a nie działaczy PiS-u. Ministerstwo Edukacji powinno współpracować z nauczycielami, z rodzicami, z ekspertami, a nie z biskupami.

7. Równość małżeńska
Miłość to miłość. Wprowadzimy równość małżeńską i związki partnerskie dla wszystkich. Osoby wstępujące w związek partnerski w Urzędzie Stanu Cywilnego będą miały zagwarantowane prawo do między innymi uzyskania informacji medycznej, odwiedzin w szpitalu, dziedziczenia. Koniec z dyskryminacją, czas na równe prawa.

8. Psycholog w każdej szkole
Wspieramy postulaty młodych ludzi o to, by psycholog był w każdej szkole. Pandemia pokazała, że to bardzo ważne. Popieramy ustawę, nad którą zbierane są podpisy w całej Polsce. Za rządów Lewicy ta ustawa już dawno byłaby wprowadzona, bo my na Lewicy wiemy, ze nie można oszczędzać na zdrowiu i życiu dzieci.

9. Edukacja seksualna i antydyskryminacyjna
Wprowadzimy obowiązkowy, wolny od ideologicznych nacisków przedmiot, który będzie koncentrować się na przekazaniu rzetelnej wiedzy o zdrowiu i seksualności człowieka, stosownie do stopnia dojrzałości młodych ludzi. Wprowadzimy edukację antydyskryminacyjną tak, by hejt nie doprowadzał do tragedii.

10. Zielona energia
Dofinansujemy wymianę 2 milionów domowych pieców węglowych na nowoczesne, bezemisyjne instalacje grzewcze w ciągu 15 lat. W ciągu 15 lat będziemy mieć najczystsze powietrze w tej części Europy Wprowadzimy dofinansowania paneli słonecznych czy pomp ciepła.

Lewica musi mieć wizję

Lewica musi mieć koncepcję rozwiązywania problemów bieżących, lecz – jak naucza profesor Zygmunt Bauman – musi jej jeszcze chodzić, o coś więcej, niż: „robić to samo, co robi prawica, tylko lepiej”.

Na działania polskiej lewicy niewątpliwy wpływ wywierają dzisiaj dwa główne czynniki: konieczność przeciwdziałania opresyjnej władzy PiS, spychającej społeczeństwo i państwo w jakieś niebezpieczne otchłanie. Oraz, zmagania z pandemią, wywołanym przez nią kryzysem, i jego wielorakimi skutkami (zdrowotnymi, społecznymi, gospodarczymi, kulturowymi, psychologicznymi).

Stawia to przed formacją konieczność podejmowania trudnych decyzji. Na przykład, czy do wyborów (za dwa lata, ale nie można też wykluczyć, że wcześniej) iść samodzielnie, czy w koalicji? I w ślad za taką lub inną decyzją w tej sprawie – podjętą po wnikliwych analizach oraz dyskusjach – realizować adekwatne do niej (decyzji) działania programowe i praktyczne.
Lecz sytuacja ta wymaga również – odnosząc się do drugiej kwestii – opracowania propozycji do walki z owymi wielorakimi skutkami kryzysu, tak w zakresie krótkookresowym, jak i perspektywicznym.

Niedawno na łamach Dziennika Trybuny, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty, w kontekście znanego wystąpienia przywódców PO (o „zjednoczeniu” opozycji), dał jasną wykładnię sensowności podziału lewica-prawica i wyszczególnił niektóre zadania formacji w pracy bieżącej. Warto jednak w tym miejscu dodać, iż – oprócz działań, o których pisał szef SLD – przed lewicą (bo, jak nie przed nią, to przed kim?) stoją też zadania wyjścia naprzeciw dramatycznym wyzwaniom szerzej postrzeganej rzeczywistości społecznej, przyrodniczej itp., wymagającej głębszych zmian, w tym strukturalnych. Myślę, iż także te sprawy winny znajdować się w sferze zainteresowania przywódców polskiej lewicy. Bo lewica musi mieć koncepcję rozwiązywania problemów bieżących, lecz musi jej jeszcze chodzić, jak naucza profesor Zygmunt Bauman, o coś więcej, niż „robić to samo, co robi prawica, tylko lepiej”.

Na marginesie, próbę pewnej reakcji, a zatem: „robić inaczej, niż prawica” – podjęła Socjalistyczna Platforma Programowa SLD, przedstawiając swój Manifest. Szkoda, iż partie polskiej lewicy się nie ustosunkowały do tej sprawy, choć od inicjatyw, jaką podjęła SPP, na polskiej lewicy się przecież nie przelewa. I tym bardziej powinno się ją docenić.

Dlatego, silnie akcentując potrzebę przyjęcia odpowiedniej polityki, przeciwdziałającej pisowskiemu szkodnictwu, i apelując do gremiów przywódczych Nowej Lewicy i Lewicy Razem o jak najpilniejsze jej wdrożenie, chciałbym się zarazem odnieść do kryzysu popandemicznego, ale rozumianego szerzej. To znaczy kryzysu, w którym uwzględnia się skutki samej pandemii, ale też problemy – wynikające z dewastacji środowiska społecznego, przyrodniczego, i inne – będące rezultatem (w najszerzej pojętym aspekcie społecznym) niewydolności panującej formacji społeczno-ekonomicznej. Także w tej kwestii chciałbym apelować do gremiów decyzyjnych lewicy o podjęcie tematu. Zwraca, bowiem uwagę na to zagadnienie wspomniany już wyżej Manifest Socjalistycznej Platformy Programowej:

„Kapitalizm przywiódł ludzkość ku nowym, nieznanym dotąd wyzwaniom… Po raz pierwszy problem przetrwania gatunku ludzkiego spowodowany zmianami środowiska, jakie człowiek spowodował jawi się dla niego, jako najważniejsze wyzwanie… Niepowstrzymanie katastrofy klimatycznej przyniesie zagładę znacznej części ludzkości. Skutkiem kapitalistycznej polityki gospodarczej i społecznej szybko pogłębia się rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw… W nowym socjalizmie jest jedyna nadzieja na zrównoważony rozwój społeczny, na społeczną sprawiedliwość, na sprawiedliwą przyszłość…”.

Powyższy tok rozumowania skłania ku tezie, iż dla jasności sprawy oraz skuteczności działania lewicy konieczne jest kompleksowe spojrzenie na obecny kryzys, i na sposób jego obecnego rozumienia. Jest to ważne, bo od interpretacji zjawiska będzie zależał wybór sposobów i narzędzi do jego pokonania.

Szerzej rozpatruję ten problem w opracowaniu: „Socjalizm w XXI wieku: Praca u podstaw i praca od podstaw. V RP – Socjalistyczna?”; Wydawnictwo i Drukarnia MOLOH WROCŁAW.

„… Koronawirus COVID-19, będzie znamienny dla roku – 2020… Pozostawi po sobie dramatyczne następstwa, szczególnie ludzkie, osobiste, zdrowotne, często bardzo bolesne. Ale też społeczne, ekonomiczne, psychologiczne. Już jest, i pozostanie wielowymiarowy kryzys i jego skutki, w postaci załamania gospodarek, bezrobocia, biedy, niedoli, depresji – ludzi, klas i warstw społecznych, nacji.

Z tym kryzysem zmierzyć się musi świat i ludzkość. A przecież nie zniknęły stare, przed epidemiczne wyzwania dla Ziemi, Europy, Polski: nierówności społeczne, dewastacja przyrody itp., których też nie można zostawiać na potem, bo to prosta droga ku tragedii dużo większej niż pandemia. Stąd mówiąc o kryzysie trzeba uwzględniać różne jego aspekty wynikające z przeszłości i okoliczności aktualnych, z którymi wszak przyjdzie się mierzyć i w przyszłości. W tym rozumieniu kryzys dziś to scalony układ trzech splątanych składników: skutków pandemii (zdrowotnych, społecznych); skutków i procesów post pandemicznych (kryzysy: gospodarczy, społeczny, kulturowy); procesów przed pandemicznych, lecz występujących także i po pandemii (społecznych – rozwarstwienia, biedy, wojen; klimatycznych – dewastacji przyrody, uchodźców itp.). Taki, wielostronny – niepomijający żadnej z powyższych spraw – sposób reakcji na kryzys, musi cechować sferę polityczną, a szczególnie podejście lewicy. Lewica globalna/ europejska/ polska… musi się włączyć w wyprowadzanie ludzkości/ Polski z matni, tak postrzeganego kryzysu. Formacja winna wywalczyć sobie pozycję jednej z głównych sił realizujących to zadanie. Jest bardzo ważne, by lewica i jej – służące całemu społeczeństwu, a nie klasom wybranym – plany społeczno-ekonomiczne legły u podstaw działań antykryzysowych. Wymaga to wzmocnienia jej aktywności politycznej, oraz sformułowania adekwatnych propozycji programowych.

W kontekście programu lewica powinna podjąć dwa kierunki działań. Na pierwszym miejscu walka ze skutkami kryzysu, aby zapobiec klęskom biedy, głodu, chorób, temu, co grozi podstawom egzystencji ludzi. Oraz walka o gospodarkę, o miejsca pracy, o produkcję i usługi zaspokajające potrzeby główne.

Lecz, jest i drugi kierunek: konieczność przekształceń systemu, który staje się coraz bardziej nieludzki i niewydolny społecznie, wrogi przyrodzie, naturze. Nie wolno ulec pojawiającej się narracji „teraz zajmijmy się ratowaniem gospodarki, a uzdrawianiem kapitalizmu zajmiemy się potem”. Nie wolno ulec, bo ów system, gdy dziś nie zreformuje się pewnych elementów jego struktury – nie zmieni się „sam z siebie” nawet pod wpływem kolejnego wirusa lub kolejnej klęski suszy, czy wręcz katastrofy, dziś jeszcze trudnej do wyobrażenia.

Lewica musi ustrzec się błędu, jaki popełniła w czasach kryzysu – 2008-2012. Błędu niedostatecznej walki z jego skutkami, lecz także i w szczególności, błędu zaniechania walki z główną jego przyczyną, neoliberalnym kapitalizmem. Lewica, niezależnie od tego, jaki jest jej stan i kondycja w danym momencie, winna mieć zawsze przygotowany plan awaryjny, plan działań na wypadek nadzwyczajnej sytuacji. Powinien on zawierać, oprócz wariantów bieżącej reakcji na kryzys i jego skutki, także zręby alternatywy ustrojowej dla kapitalizmu, aby „w każdej chwili” móc ją zaproponować. Zabrakło ich na poprzedni kryzys, już czas, zatem na ich opracowanie, w obliczu wyzwań roku 2021, i lat następnych.

Taki plan, choć ma zawierać alternatywne rozwiązania dla kapitalizmu, musi być realistyczny, łączyć w sobie rozwiązania zabezpieczające poziom egzystencji klas najsłabszych, bezrobotnych, i działanie gospodarki, produkcji, usług, zaspokajające główne potrzeby ludzi – z mądrymi, ewolucyjnymi, ale i konsekwentnymi działaniami strukturalnymi. Przebudowującymi, w uzasadnionym zakresie struktury instytucji państwa, ale przede wszystkim… stosunki społeczne i strukturę społeczeństwa. Warunkiem realizmu tego planu jest stosowanie w jego urzeczywistnianiu metod pozytywnych i konstruktywnych, opartych o pracę edukacyjno-wychowawczą i organizatorską, skupiającą do aktywności gospodarczej/ własnościowej, społecznej, kulturalnej; oraz odpowiednią, w tym zakresie politykę państwa.

Dziś światu, społeczeństwu, Polsce brakuje spojrzenia na stan rzeczy w dłuższej perspektywie czasu. Szczególnie brak perspektywy w najszerzej rozumianej kwestii społecznej. Ta perspektywa w pracach partii politycznych (nie tylko polskich) sięga dzisiaj roku – dwóch, co najwyżej kadencji. Tymczasem wielkie problemy współczesności narzucają konieczność pilnego zajęcia się też tym, co przed nami w niedalekiej przyszłości, a nawet, już tuż za rogiem. Sprawami najgroźniejszymi dla ludzkości, tak, aby nie dać się zaskoczyć zjawiskom o następstwach dalece poważniejszych niż skutki pandemii. Nie ma wątpliwości, iż problemy te były i dalej są zaniedbane przez siły polityczne, intelektualne itp., w tym i przez lewicowe. Dotychczasową bierność w kwestii zmian systemowych, które powstrzymywałyby te niebezpieczeństwa, usprawiedliwiano twierdzeniami o czasie interregnum/ międzykrólewia, w którym jedna epoka jeszcze nie umarła, kolejna nie narodziła, tedy czekamy. Ale teraz wnioskując po opiniach na temat „czasu po epidemii” niewykluczona jest sytuacja, którą opisuje teza, iż świat, społeczeństwo, gospodarka na skutek kryzysu ekonomicznego i perturbacji następujących po nim, nie będą już takie same. Zatem, czy czas interregnum dobiega końca, i mamy początek nowej epoki? Nie wyrokując już dzisiaj można jednak z dużą dozą pewności stwierdzić, iż ciąg epidemii oraz nieprzygotowanie do niej rządów i społeczeństw, dużo dobitniej niż ostrzeżenia ekspertów i obrońców natury, dały politykom… i obywatelom do zrozumienia, iż trzeba się głębiej zastanowić nad dalszym swoim postępowaniem: bezwzględną eksploatacją natury i człowieka w imię zysków garstki, oraz prymitywnej konsumpcji pewnej grupy innych. Dały też ludzkości jeszcze trochę czasu na to, aby się opamiętać, i zawrócić z drogi samozagłady…”.

Socjalizm, a sprawa odsunięcia PiS-u od władzy.

Niedawno został opublikowany Manifest Socjalistycznej Platformy Programowej (SPP). Znajduje się w nim, nawiązujące do wielkich wyzwań społecznych, klimatycznych, zdrowotnych obecnej epoki i przyszłości, następujące stwierdzenie: „…W tym krytycznym dla ludzkości momencie lewica zaprezentować powinna swoją wizję świata, społeczeństwa i państwa. Uważamy, że jedyną racjonalną drogą, która da szansę na stawieniea czoła wyzwaniom jest zwrócenie się ku socjalizmowi – idei towarzyszącej człowiekowi od stuleci…”

Innymi słowy, Socjalistyczna Platforma Programowa proponuje społeczeństwu, ale zarazem i Nowej Lewicy… zwrócenie się ku socjalizmowi.

Z kolei przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty wypowiada się o możliwej koalicji z PO i PSL (i zapewne z partią Hołowni – PL50), aby odsunąć PiS od władzy. Może ktoś zapytać, czy dla kuszącej perspektywy odsunięcia PiS-u, możliwej w wyniku zawiązania antypisowskiej koalicji z formacjami jednak wybitnie „antysocjalistycznymi”, proponowany socjalizm SPP, nie będzie przeszkodą?

Myślę, iż długofalowa strategia lewicy nie powinna się uginać pod ciężarem taktycznych, choć bardzo ważnych wyzwań średniookresowych. Wiemy, jakie znaczenie dla Polski ma odsunięcie PiS-u, ale też wielu z nas wie, na jak kruchej gałęzi, jako ludzkość siedzimy za sprawą kapitalizmu. Oraz, że i w tej kwestii również jest konieczna zmiana, na której przeprowadzenie wcale dużo czasu już nie pozostało. Trzeba odsunąć PiS, czego warunkiem jest jakaś powyborcza koalicja, ale trzeba też zacząć rozważać kwestię socjalizmu, którego ewentualni koalicjanci nie akceptują. A wyjście musi się tutaj znaleźć. Szkodliwe byłoby pójście partii i kierownictwa, tylko drogą „pragmatyzmu”. W rozstrzyganiu tego dylematu trzeba się kierować zasadą swoistej równowagi pomiędzy taktyką i praktyką, a wartościami i celami ideowymi. Tym bardziej, iż jednym z warunków powodzenia Nowej Lewicy jest dobitne uwidocznienie społeczeństwu przez formację, jej lewicowej wyrazistości ideowej. Oznaką takiej wyrazistości, może się stać postulowany w Manifeście SPP – socjalizm.

Lewica, aby się wyrwać z klinczu PiS-PO (PL50), odbudować i „wybić” się na grubo powyżej 10 proc., musi – obok działań, które już realizuje – opracować odpowiadający obecnym i nadchodzącym wyzwaniom i uwarunkowaniom program, oraz „wymyślić” i zastosować formy i sposoby, przy których pomocy dotrze do obywateli, i przekona ich do swoich zamiarów.

Od tego, jak dalece treści takiego programu będą odpowiadać na owe wyzwania, oraz odzwierciedlać dążenia i nadzieje społeczne, a także od skuteczności form i metod propagujących program, zależeć będzie miejsce lewicy w ciągu najbliższych, ale i wielu dalszych lat.

Mówiąc wprost: będzie zależeć, czy lewica stanie się przystawką formacji KO-PL50 (lub jakiejś innej, o której nie mamy jeszcze pojęcia), czy też stanie się więcej niż dziś znaczącą siłą polskiej sceny politycznej, a także ważnym uczestnikiem powyborczej koalicji antypisowskiej. Albo… coraz bardziej marginalizowanym ugrupowaniem opozycyjnym?

Tę ostatnią kwestię (dalszej opozycyjności lewicy, tym razem obok PiS-u) niech rozważą przeciwnicy koligacji z innymi partiami antypisowskimi (też nie jestem entuzjastą takich koligacji), i przedstawią alternatywę. Nie pomogą, bowiem tu żadne nasze zaklęcia głoszone na temat liberałów spod znaku PO i Hołowni.

Taka koalicja powyborcza (nie zaś żadna wspólna lista), to oczywiście sprawa do rozważenia, ale jeszcze nie na dziś. Wszakże, zdecydowanie „na dziś”, a nawet „na wczoraj” jest kwestia, co i jak już teraz robić, by nie stać się przystawką, a przeciwnie liderem opozycji. Mrzonki? Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz. Oczywiście na rzecz takiego celu konieczna jest praca, ale i odpowiedzialność.

W tym kontekście warto się zastanowić, czy proponowany w Manifeście SPP socjalizm może pomóc lewicy – i dlatego warto go głosić i dalej nad nim pracować – czy raczej będzie dla niej przeszkodą?

Określenie „socjalizm” było przez ponad trzydzieści lat zohydzane na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego ludzie mają w tej sprawie wątpliwości wynikające z głoszonych na ten temat kłamstw, ale i z różnych rzeczywistych, negatywnych i pozytywnych doświadczeń, oraz własnych i teoretycznych przemyśleń. Nie lekceważąc tych wątpliwości, trzeba wszakże zapytać: czy lewica, dla realizacji wyżej wskazanego celu – a więc konieczności znaczącego przekroczenia obecnego poparcia (10 proc.), i osiągnięcie np. 20 proc. w 2023 roku – może sobie pozwolić na zaniechanie jakiegokolwiek działania, które pozwoliłoby przybliżyć ten cel? Czy zatem „wystarczy robić to samo, co robi prawica, i zaniechać tego socjalizmu? Albo, robić dalej to, co do tej pory sami robiliśmy, tylko więcej i lepiej – i to już da te 20 procent? Oczywiście nie wystarczy, i nie da.

Wydaje się, iż zaczynają to rozumieć niektórzy liderzy. Ostatnio Robert Biedroń stwierdził: „Uważam, że powinniśmy przedstawić plan V RP…”. Myślę, iż jest to wprawdzie tylko hasło, ale i równocześnie pewien sygnał i zaproszenie do debaty o potrzebie poważniejszych przeobrażeń, a zatem także i o tych treściach, które zawiera Manifest SPP.

Dlaczego jednak formacja miałaby realizować jakiś socjalizm, skoro jakiekolwiek odwołania się do niego, lub wręcz samo wypowiedzenie tego słowa ściąga gromy kolejnych oskarżeń na głowę lewicy?

Czy, zatem musi być socjalizm, i warto, a nawet trzeba bronić tej tezy?

Oczywiście Manifest SPP określa tylko jego główne kierunki. To jest pewna propozycja dla lewicy, wymagająca prac i dyskusji, lecz która powinna zostać zaakcentowana w perspektywicznym programie: „Tak, w perspektywie Nowa Lewica widzi socjalizm”.

Dlaczego? Bo jest konieczność dużego zwrotu w polityce, bo nie może już być kapitalizm, bo musi być „niekapitalizm”. Bo celem działalności gospodarczej – jako jej bezwarunkowy wymóg – stać się musi „…zaspokajanie potrzeb człowieka oraz ochrona i odbudowa środowiska naturalnego, a nie zysk właściciela środków produkcji i surowców…” (z Manifestu SPP).

Do tej pory zasada zysku powodowała nierówności, niesprawiedliwość, wyzysk, biedę jednych i bogactwo innych. Wszakże, jeszcze nigdy nie było tak źle, jak jest dziś. Została oto przekroczona granica wytrzymałości ekologicznej planety i wytrzymałości społecznej ludzkości. Praktycznie niczym nieograniczane dążenie do zysku (korporacji, banków itp.) powodują, iż Ziemia, jej mieszkańcy, przyroda i człowiek znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

„Jego oznakami, są w XXI wieku, zjawiska i procesy dewastacji środowiska społecznego (człowieka) i dewastacji środowiska naturalnego (przyrody). A, jakąś, być może osobliwą ich kumulacją, oraz demonstracją, których głębszych (strukturalnych, społecznych) źródeł jeszcze nie znamy jest covid-19.

Winę za ten stan rzeczy ponosi decydująca o kształcie oraz treści naszej cywilizacji formacja społeczno-ekonomiczna – kapitalizm, a szczególnie jej neoliberalna odmiana i charakteryzujące ją wyznaczniki. Takie, jak: uświęcenie pojęcia i praktyki wzrostu gospodarczego/PKB, bez względu na koszty społeczne i straty w środowisku naturalnym i zdrowotnym; militaryzm (i jego skutki: wojny, ludobójstwo), jako źródło zysku i akumulacji kapitału; zysk i bogactwo, jako najważniejsze wskaźniki sukcesu osobistego; indywidualizm, jako główna forma postawy/działalności człowieka; konsumpcjonizm (konsumpcja materialna, jako jedyny cel oraz sens życia, pracy i wysiłku).

Te, jak i, jeszcze inne problemy kapitalizmu powodują konieczność jego istotnej zmiany lub wymiany.

Dziś nie jest, na przykład niezbędna maksymalizacja PKB, wystarczy go dzielić tak, aby powstające z jego wzrostu dobro służyło całemu społeczeństwu. Tymczasem jednak, w roku 2018 – jak informuje organizacja Oxfam (międzynarodowa organizacja humanitarna) – 82% całkowitego wzrostu majątku trafiło w ręce 1 % ludzi, podczas gdy najbiedniejsza, dolna połowa społeczeństwa nie odnotowała żadnego wzrostu. W tym samym roku majątek grupy „miliarderów” wzrósł o 762 mld USD. Jest to suma wystarczająca na siedmiokrotne zlikwidowanie skrajnego ubóstwa na świecie. A z najnowszego raportu Oxfam (2020) wynika, że 2153 najzamożniejsze osoby skumulowały w swoich rękach więcej bogactw niż ma do dyspozycji 4,6 mld ludzi stanowiących 60 proc. populacji. Dziś można by uzyskać olbrzymie środki na: cele społeczne, likwidację biedy i głodu; na naprawę środowiska, powstrzymanie ocieplania klimatu, stepowienia gleb, zapewnienie wody pitnej w wielu punktach globu itd., gdyby zahamowano bezsensowną, antyhumanistyczną produkcję narzędzi służących zabijaniu ludzi.

Produkcja dóbr/usług powinna zostać zracjonalizowana według zobiektywizowanych potrzeb społeczeństw, a nie według dyktatu producentów, nakręcających dla sprzedaży i zysku potrzeby sztuczne. PKB (lub parametr, który go zastąpi) powinien być tworzony w oparciu o technologie ekologiczne, nanotechnologie, źródła energii odnawialnej. Znacząco rosnąca część surowców nieenergetycznych powinna pochodzić z odzysku. Musi nastąpić rewolucja w dziedzinach transportu, zjazd ciężkiego taboru towarowego z dróg, miast, autostrad, olbrzymie ograniczenie komunikacji samochodowej, osobowej, i zastępowanie jej ekologiczną komunikacją zbiorową (w tym kolejową) w miastach i poza nimi.
Niezwykłym wyzwaniem stały się nierówności. Rozwikłanie ich węzła wymaga zastosowania różnych działań i metod, na różnych obszarach. Warunkiem ich wcielenia jest zawarcie w programie lewicy: planu przebudowy stosunków i struktury społecznej. Bez tego tematu i zdobycia do niego ludzi lewica musi się liczyć z tym, że w kolejnych wyborach nie uzyska wyniku, pozwalającego jej wpływać znacząco na działanie państwa i byt społeczeństwa.

Skąd taka teza? Stąd, iż uporanie się z nierównościami – i problemami, które pośrednio i bezpośrednio wywołują: degradację przyrody, susze, powodzie itp. – jest koniecznością obiektywną, ale dostrzeganą już, również przez coraz szersze kręgi społeczne.

Ale i stąd, iż usuwanie nierówności drogą przebudowy relacji i struktury społecznej, zatem usuwania nierówności strukturalnych – zadania, którego nie podejmie żadna prawica/ centroprawica – jest jedną ze spraw, w której (na opanowanej przez PO-PiS scenie politycznej) lewica może pokazać ustrojową inność, wyraźne odróżnienie od centroprawicy/PO-PiS i pozostałych aktorów tej sceny.

Owa inność jest ważna dla walki o poparcie społeczne, w kontekście frekwencji wyborczej. W latach 1989-2015., w wyborach do parlamentu nie uczestniczyło średnio 50 % ludzi (61,74 % w 2019 r., to wyjątek). Skala absencji winna pobudzić lewicę do zadumy: „Jak to jest, iż opcja, która ma kreować humanizm, równość, społeczeństwo obywatelskie – nie ma oferty dla połowy populacji?” Dążąc, więc do wzrostu poparcia, trzeba szukać zwolenników również wśród niegłosujących. Jest to naturalna baza lewicy. W wyborach roku 2019, baza ta stanowiła 12 milionów osób. Zdobycie tylko, co piątej z nich – to podwojenie obecnego wyniku…”

Są to wyzwania i uwarunkowania, które nie sposób pominąć w lewicowej refleksji, programowaniu oraz działaniu.

P.S. Końcowe frazy tekstu – od akapitu: „Jego oznakami, są w XXI wieku…; do akapitu: …to podwojenie obecnego wyniku…” – są fragmentami książki: Jan Janiszewski „Socjalizm w XXI wieku: Praca u podstaw i praca od podstaw. V RP – Socjalistyczna?”; Copyright by Jan Janiszewski; ISBN 978-83-958881-0-6; Wydawnictwo i Drukarnia MOLOH WROCŁAW.