Ani społeczeństwo obywatelskie, ani naród.

Cel lewicy to wspólnota pracy i dobrego życia dla wszystkich

W szkole, w mediach, w potocznej świadomości dominują dwie narracje. Tworzą one swoiste ciemne okulary do oglądu otaczającej rzeczywistości. Jedna liberałów o cudach wolnego rynku, przedsiębiorczości i wolności, którą przyniósł kapitalizm po upadku realnego socjalizmu. Druga – prawicy o narodzie jako wielkiej rodzinie, najwyżej podzielonej na parafie i diecezje. W jednej jednostka jest przedsiębiorcą samego siebie, walczy z innymi o pozycje do zdobycia, w drugiej – ludzi łączy spreparowana przeszłość, język, religia. Ale za to wszyscy jej członkowie są równi w swoich obowiązkach i zadaniach wobec kościoła, państwa, wodza, na dodatek mogą liczyć na lepsze życie w niebiańskim mieszkaniu,… i udział w rocznicowych akademiach. Obie narracje są ideologiami, służą bowiem maskowaniu przyczyn i następstw sytuacji życiowej ludzi, którą określa ich miejsce w społecznym podziale pracy i własności. Obywatele są równi, ale tylko na płaszczyźnie prawa, bo obywatel nie ma społecznego adresu. Jeśli go poznamy, to jedni obywatele okażą się operatorami kapitału produkcyjnego czy finansowego, inni będą pracującymi na ich rzecz dobrze opłacanymi specjalistami. Ogromna większość wykonuje pracę na podrzędnych stanowiskach w budżetówce, w polskich bieda-firmach, w usługach dla biznesu, w strefach specjalnych. Podobnie jest z członkami dumnego narodu niezłomnych inaczej. Na patriotę po manifestacji 11 listopada czeka patron w warsztacie samochodowym, na patriotkę zaś, bywa, szefowa w studio kosmetycznym, gdzie będzie się oddawać filozofii fryzur (taki szyld widziałem przed rokiem w Kołobrzegu). Liberalna i tradycjonalna, narodowo-katolicka narracje przemilczają ten problem. Różnice interesów ekonomicznych między kapitalistą-przedsiębiorcą a pracownikiem pierwsi kodują w języku wolności gospodarczej (i ty możesz być przedsiębiorcą, albo bizneswomen, daliśmy ci szansę, ale nie skorzystałeś), politycznej, w mniejszym stopniu obyczajowej. Tu człowiek staje się jednostkowym przedsiębiorstwem, ostatecznie depresyjnym konformistą w korporacyjnym boksie. Drudzy zacierają jak mogą społeczno-ekonomiczne konflikty w języku różnic religijno-etnicznych ludzi. Oferują przynależność do wspólnoty wielkiej rodziny Polek i Polaków, gdzie wszyscy mogą być patriotami, co zresztą niewiele kosztuje.

Świadomość społeczna klas pracowniczych rozpięta jest obecnie między tymi przesłonami. Słabo przeświecają przez nie realia społeczno-ekonomiczne rynkowego społeczeństwa. Tymczasem wspólnota życia i pracy nad Wisłą to byłoby nowe jakościowo społeczeństwo. By być jej członkiem trzeba przyczyniać się do powiększania jej zasobów materialnych i symbolicznych: własną pracą, organizacją pracy innych, powiększaniem dóbr kultury. Społeczeństwo to organizm pracy zbiorowej, a więc gospodarka jest podstawą jego trwania i rozwoju. To w niej powstają najważniejsze więzy wskutek wzajemnego uzależniania się ludzi, np. kapitalista frunie na cudzych skrzydłach. Dlatego warunki pracy, i płacy powinny być w centrum uwagi lewicy. Wspólnota tworzy konieczne warunki prawne i instytucjonalne, by jednostki mogły zaspokajać swoje rozliczne potrzeby; pozwala jednostce lub grupom zachowywać tożsamość etniczną, rasową, płciową, seksualną. Jej członkiem zatem może być rozwożący pizzę Nepalczyk czy nasz sąsiad z Bliskiego Wschodu oferujący najlepszy kebab na ulicy. Taka wspólnota kontynuuje dziedzictwo materialne i kulturowe poprzednich pokoleń, obecne zaś zespala repartycyjny system zabezpieczenia emerytalnego, korzystanie z publicznych usług zdrowotnych, edukacyjnych, transportowych, oczywiście finansowanych z progresywnych podatków każdego, kto korzysta z dorobku minionych i obecnych pokoleń: osiągnięć nauki, sytemu kredytowego, bezpiecznych granic, porządku na ulicach czy nieopłaconej pracy reprodukcyjnej kobiet. Wspólnoty takie, zdaniem Cycerona, są zespolone „przez uznanie tego samego prawa, i przez pożytek, wypływający ze wspólnego bytowania”. Instrumentem takiej wspólnoty jest państwo, które reprezentuje racjonalność ogólnospołeczną, dlatego duże znaczenia ma jego demokratyczny charakter. Takie wspólnoty już istnieją. Modelową stworzyli podzieleni etnicznie, językowo, religijnie Szwajcarzy. Bliscy tego modelu są Skandynawowie. Natomiast wielbieni przez polską prawicę Amerykanie tworzą w nowych realiach historycznych westernową rzeczywistość: każdy ma broń, coraz więcej ludzi bez stabilnej pracy, obrońcy prawa sami osądzają i likwidują zakłócających ład i porządek, głos decydujący mają notable, już nie posiadacze stad bydła, tylko pakietów akcji, a także zarządcy banków i funduszy inwestycyjnych.

Problemem lewicy jest to, że uległa przemocy symbolicznej PO-PiSowego obozu: wstydzi się PRL, wstydzi się słów kapitalizm i wyzysk, uczy się savoir-vivre w debacie publicznej od beneficjentów systemu, czeka na recenzje swoich inicjatyw w Gazecie Wyborczej. Tymczasem tylko głoszenie z otwartą przyłbicą własnej diagnozy współczesnego kapitalizmu i wyprowadzenie wniosków praktycznych z tej diagnozy – może zbudować narrację przekonującą więcej niż margines wyborców. Krytyka półgębkiem prowadzi do tego, że katolicyzm-light w połączeniu z krytyką systemu partyjnego może odebrać lewicy nawet ten bezpieczny margines politycznej egzystencji, nie mówiąc o dalej idących przekształceniach polskiego skansenu kulturowego sprzężonego z peryferyjnym kapitalizmem.

Na jakim świecie żyjemy. Narracja lewicy o wspólnocie życia i pracy w Polsce, UE i w skali planetarnej powinna wychodzić od rozpoznania tendencji rozwojowych współczesnego, oligopolityczno-finansowego kapitalizmu. To słowo jest kluczowe w języku lewicy. Informuje bowiem o podstawowej charakterystyce panującego Systemu. Jest nią logika akumulacji kapitału, jego pomnażania kosztem przyrody, pracy ludzkiej, w konsekwencji jakości życia ogromnej większości Ziemian. Np. w 2010 r. koszty pracy chińskich montażystów i Phona stanowiły tylko 1,8% ostatecznej ceny sprzedaży w USA. Inspiracje teoretyczne dla analiz współczesnego oligopolistyczno-finansowego kapitalizmu zwolennik lewicy znajduje w dorobku radykalnych ekonomistów politycznych: w dziełach M. Kaleckiego, P. Sweezy`ego, S. Amina, J. B. Fostera, J. Tittenbruna czy J. Toporowskiego. Marks nie przestał być wielkim analitykiem mechanizmów funkcjonowania kapitalistycznej gospodarki. Najlepszą rekomendację wystawił mu nie kto inny, tylko przyjaciel Systemu wybitny ekonomista Joseph Schumpeter. Wspomniani badacze ukazują następstwa oligopolizacji gospodarki i rolę sektora finansowego. Tłumaczą, dlaczego jest ona poddana konieczności szukania coraz nowych pól akumulacji kapitału, a zarazem dlaczego zawsze ma kłopoty ze zbyciem wytworzonej masy towarowej, stąd nieodłączny konsumpcjonizm, i ….bariera ekologiczna, czyli kolejny tym razem strukturalny kryzys.

Gospodarkę kapitalistyczną zawsze trzeba odróżniać od rewolucji przemysłowej. Ta polegała na wzbogaceniu aparatu wytwórczego w paliwa kopalne i maszyny, które zwiększyły produktywność pracy ludzkiej, tym samym wielkość rozporządzalnych dóbr i usług materialnych. Wzrosła nie tylko jakość życia: jego wydłużenie, bezpieczna starość, zmniejszenie wysiłku fizycznego pracy, przyniosło też jednostce wiele swobód, stopniowo malał uścisk gorsetu tradycji. Jednak kapitalizm, który się dynamicznie rozwijał dzięki postępowi naukowo-technicznemu, stopniowo dochodzi do granic ekologicznych i surowcowych swojej historycznej prosperity. Jak przewidywał Schumpeter na początku lat 40., pogrąży go własny sukces i gargantuiczna masa produktów, którą ciągle musi wytwarzać. Kapitalizm znajduje się w fazie interregnum. Nastąpi spadek tempa wzrostu gospodarczego wskutek limitów przyrodniczych (z 3% do prognozowanego 1%). Zmienią się mechanizmy funkcjonowania tej gospodarki (przebudowa energetyki i transportu, nacisk na recykling minerałów, zmiana rynku pracy wraz z zastosowaniami robotyki i sztucznej inteligencji, kres koncepcji życia jaku użycia, tj. konsumpcjonizmu). Możliwe są różne scenariusze tych zmian: od eksterminizmu do stopniowego uspołeczniania. Władcy aplikacji z Doliny Krzemowej poszukują nowych pól akumulacji (biomedycyna, cyfryzacja służby zdrowia, wszechstronne wykorzystanie robotów i sztucznej inteligencji jako kolejnych źródeł ekstrakcji kapitału). Ale konieczność zachowania równowagi globalnego ekosystemu pozwoli jedynie na „dobrobyt bez wzrostu”. Nowa forma kapitalizmu (postkapitalizmu) nie będzie poddana logice zysku, lecz arytmetyce potrzeb społecznych, a także imperatywowi zachowania równowagi globalnego ekosystemu.

Obecnie kapitalizm egzystuje w trzech głównych wariantach: 1) amerykańskiego anarchokapitalizmu, otaczanego w Polsce kultem, 2) skandynawskiego społeczeństwa troski, i 3) kapitalizmu z chińsko-singapurską specyfiką. Lewica najpierw powinna się zdecydować, w jakim modelu kapitalizmu/postkapitalizmu chce tworzyć warunki dobrego życia dla wszystkich, a nie tylko dla ekonomicznej elity.

Narracja lewicy. Lewica musi odnosić się w swojej narracji do dwóch podstawowych problemów współczesnej cywilizacji w formie globalnego kapitalizmu: kryzysu ekologicznego i nierówności społecznych, w tym także do dysproporcji rozwojowych między regionami świata. W 2019 r. 1 proc. najbogatszych, według raportu „Global Wealth”, rozporządzał 44 proc. aktywów finansowych krążących po świecie, po 1,2 mln euro dla przeciętnego „inwestora”. Dodatkowa trudność polega na tym, że ich rozwiązywanie wymaga współdziałania w skali globalnej, europejskiej i krajowej. Niestety, polska chata nie jest już z kraja, o czym zapomina rządzący Polską obóz prawicy.

1) Na poziomie krajowym sojusz lewicy z obozem liberalnym może być tylko taktyczny. Lewica reprezentuje bowiem interesy ludzi pracy najemnej, bez względu na to, czy wykonywanej rękami czy głową. Zadania dla lewicy na najbliższe lata sprowadzają się do przeprowadzenia kolejnej (już piątej) polskiej modernizacji, budowy V RP – wspólnoty dobrego życia i pracy dla wszystkich. Wymaga to przezwyciężenia semiperyferyjnego statusu polskiej gospodarki i tradycjonalizmu kulturowego replikowanego przez szkołę, pospolite ruszenie prawicowych naganiaczy i utrwalaczy, wzmacniane echem kazań. W ten sposób lewica by kontynuowała rozpoczęty po koniec XIX wieku proces modernizacji polskiego społeczeństwa. Postsolidarnościowy obraz PRL jako ubeckich katowni i półek z octem w sklepach jest fałszem historycznym. Lewica powinna ukazywać Polskę Ludową jako kolejny etap w modernizacji polskiego społeczeństwa. To nie II RP, lecz PRL zbudowała podstawowy kompleks przemysłowy w warunkach braku zasilania kapitałowego z zagranicy. Łatwo wówczas ukazać regres kulturowy obozu prawicy, a zarazem połowiczność neoliberalnej transformacji. W jej wyniku Ursus stał się Factory, lecz głównym walorem przyciągającym do Polski filie zagranicznych korporacji, oprócz dużego rynku zbytu towarów, jest tania praca montażowa. W Polsce powstało też europejskie centrum usług biznesowych, wykorzystujące tańszą niż na Zachodzie pracę absolwentów uczelni wyższych (Warszawa, Kraków, Wrocław). Nie jest to bynajmniej Dolina Krzemowa, lecz Mordor, w którym pryska czar „radosnego dziamborzenia” Konfederatów o wolnej przedsiębiorczości. Polskiej lewicy jest najbliżej do zharmonizowanego społeczeństwa troski, które łączy efektywną gospodarkę z bezpieczeństwem socjalnym obywateli i zrównoważonym środowiskiem. Przez Bałtyk, nie przez atlantyckie mgły, powinna lewica prowadzić Polki i Polaków. Niemniej jednak podnoszenie pozycji polskich firm w łańcuchach wartości tworzonych przez niemieckie korporacje z wykorzystaniem polskiej siły roboczej i poddostawców jest w interesie zarówno pracodawców, jak i świata pracy. Jest to realna droga reindustrializacji polskiej gospodarki wobec braku narodowych globalnych firm. Zamiast reparacji wojennych rekompensata w postaci ścisłych związków kooperacyjnych obu gospodarek, systemów edukacji i szkolnictwa wyższego. Dlatego cenna jest orientacja polskiej lewicy na współpracę z różnymi nurtami lewicy niemieckiej (SPD, Die Linke, Partia Zielonych). Także podnoszenie płacy minimalnej przyczynia się do wzrostu innowacyjności gospodarki.

Zdobycie na początek uwagi klas pracowniczych wymaga odniesienia się do kolejnych wyzwań, które przynosi ewoluujący kapitalizm. To przede wszystkim dwa problemy i postulaty. Pierwszy to postulat skracania czasu pracy („pracujmy mniej!”). Jest on zgodny z dwuwiekowymi dążeniami świata pracy. Bezwzględny dochód podstawowy tylko by utrwalał panowanie nad warunkami życia masy bezrobotnych. Wielkość dochodu zależy wówczas od dysponentów funduszy publicznych. Równie ważnym i trudnym problemem do rozwiązania jest odczarowanie liberalnego populizmu w kwestii podatków dochodowych i majątkowych. Lewica powinna objaśniać klasom pracowniczym wpływ podatków bezpośrednich i akcyzy na poziom życia utrzymujących się z pracy, a także absurdy związane z 19% podatkiem od dochodów „samozatrudnionych” menedżerów. Wpływy z podatków dochodowych są wynoszą w Polsce zaledwie 5,3% przy średniej OECD 8,3 proc. Podatki CIT stanowią tylko 2% PKB, przy średniej OECD ponad 4 %. Języczkiem u wagi w sojuszach politycznych stają się pracujący na podrzędnych stanowiskach w sektorze budżetowym. Klasy pracownicze budżetówki są żywotnie zainteresowane przebudową systemu podatkowego i sektora usług publicznych, w tym systemu ochrony zdrowia, edukacji i transportu publicznego.

Przeciwnikiem klasowym są tylko zagraniczni i polscy globalizatorzy oraz obsługujące ich interesy klasy specjalistów, tworzące kompradorskie elity finansowe. To to pole powinni zagospodarowywać stratedzy i intelektualiści lewicy. W tym celu lewica powinna mieć własne zaplecze eksperckie, wydawnicze na poziomie akademickim, by chociaż osłabiać neoliberalną hegemonię mediów i systemu edukacyjnego. Żale na pochód neomarksizmu przez instytucje jest wytworem chorej wyobraźni obrońców okopów Św. Trójcy. By docierać z nowymi hasłami, lewicowe partie polityczne powinny przewodzić różnym formacjom progresywnym: związkom zawodowym, organizacjom pozarządowym, ruchom kobiecym, lokalnym animatorom ochrony środowiska, ludziom kultury, środowisku nauczycielskiemu i stowarzyszeniom szeregowych pracowników budżetówki; powinny też stopniowo przekształcać debatę publiczną i sferę kulturowo-symboliczną prowadząc polemiki zarówno z liberałami, jak i narodową prawicą. W tym celu polska lewica powinna umiejętnie i harmonijnie łączyć postulaty społeczno-ekonomiczne z postulatami wolnościowymi, skoro 20-30% polskiego społeczeństwa, według filozofa religii Zbigniewa Mikołejko, to mentalne podziemie, które się nie wychyla ku XXI w. Tym bardziej nie powinna kapitulować w sferze obyczajowo-kulturowej, oczywiście dzięki właściwemu rozłożeniu akcentów i pokazaniu współzależności tych sfer. Lewica pozostawia religię obywatelowi, której instytucje powinien sam finansować, jeśli chce.

2) Natomiast na poziomie UE lewica powinna popierać inicjatywy demokratyzacji kontroli nad neoliberalną Komisją Europejską. Mechanizmy funkcjonowania UE stworzyli niemieccy ordoliberałowie. Oczkiem w głowie jest jak dotąd podnoszenie konkurencyjności gospodarek, praktycznie tylko obieg kapitałów, towarów i pracowników oraz współpraca państw, głównie w tym zakresie. Brakuje wymiaru socjalnego: ochrony bezpieczeństwa pracy i płacy, choć obecnie KE rozważa wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej. Główne postulaty to: polityka fiskalna i inwestycyjna na poziomie całej UE (postulat diem.25), co w wyniku pandemii staje się powoli faktem. Dalej, nadanie Unii republikańskiego charakteru (sojusze ideologiczno-polityczne w całej przestrzeni europejskiej, bezpośrednie wybory organów władzy UE); współdziałanie dla likwidacji offshoringu, rajów podatkowych, zamiast tego globalne podatki od korporacji zgodnie z postulatami Thomasa Pikkety`ego. Lewica powinna też hamować militaryzm USA i dążyć do stopniowego usamodzielniania się Europy pod względem bezpieczeństwa. Dla gospodarki europejskiej wyzwanie płynie z Azji Południowo-Wschodniej. Dlatego powróci do łask idea tworzenia wraz z Rosją euroatlantyckiej przestrzeni gospodarczej (od Lizbony do Władywostoku), też w związku z problemem zaopatrzenia w surowce i w celu zrównoważenia przewagi kapitałowej i technologicznej Chin.

3). Na poziomie globalnym pierwszym zadaniem jest przekonanie klas pracowniczych i ogółu społeczeństwa, że wyczynowy kapitalizm oparty na wzroście gospodarczym zbliża się do bariery ekologicznej. Wymaga przebudowy, polegającej na globalnym kształtowaniu brzegowych warunków dla biznesu (recykling, podatek węglowy), np. na wzór japońskiego doświadczenia z lat powojennych, kiedy ministerstwo handlu (MITI) sterowało za pomocą środków ekonomicznych (subwencji, umarzania kredytów, wspierania eksportu) przebudową struktury gałęziowej gospodarki. Taki program i zdecydowane działania w tym kierunku pozwoli zdobyć uwagę i głosy młodego pokolenia, co udało się niemieckim Zielonym.

W wariancie optymistycznym niekompletna ekonomiczna globalizacja będzie musiała być uzupełniona o nowy mechanizm regulacyjny (na początek np. G- 20). Zastąpi on global governance wielostronnych organizacji jednostronnych poddanych interesom korporacji, a sterowanych z tylnego siedzenia przez państwo amerykańskie, asekurowane ostatecznie przez pływające fortece i samoloty F-16. Natomiast na Globalnym Południu zadania dadzą się sprowadzić do ograniczenia przyrostu naturalnego, z czym bezpośrednio wiąże się awans materialny i kulturowy kobiet. By to było możliwe, musi dojść do urealnienia cen żywności przez zniesienie jej dotowania na bogatej północy, a także umorzenia lichwiarskich długów, itd.

Klucz do zmiany obecnej formuły funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej znajduje się w Białym Domu. To stąd kolejni amerykańscy prezydenci deregulowali światową gospodarkę, demontując osiągnięcia welfare state. To stąd amerykańskie korporacje, państwo i bankowi ekonomiści działają w interesie rentierów całego świata (właścicieli kapitału pieniężnego, udziałowców, prezesów banków i funduszy inwestycyjnych, klasy menedżerskiej, pracujących na rzecz korporacji specjalistów: polityków, prawników, doradców, speców od reklamy itp.). Dzierżą oni władzę zwierzchnią nad systemem światowym, regułami jego funkcjonowania. Polityka lewicy względem Stanów Zjednoczonych, ich modelu biznesu, polityki podatkowej, roli dolara jako rezerwowej waluty i militaryzmu powinna być krytyczna. Lewica powinna zmierzać do tworzenia wielostronnych, lub co najmniej trójstronnych, formuł, w których harmonizowane są interesy Europejczyków (głównie zachowanie jakości życia i środowiska), z potrzebami rozwojowymi Chin, Rosji i USA. Przeciwnikami klasowymi są tu obecnie władcy aplikacji z Doliny Krzemowej i w pewnym stopniu chiński BATX. To bowiem do nich, a nie państw czy obywateli, należy decyzja o zakresie prywatności jednostki, modyfikacji DNA, likwidacji przez roboty i aplikacje stabilnych miejsc pracy. Lewica powinna zatem współdziałać z tymi siłami (państwami, ruchami społeczno-politycznymi), które opowiadają się za harmonijnym społeczeństwem i światem bez wojen, by doprowadzić przynajmniej do osłabienia neoliberalnego modelu kapitalizmu.

Jedenastka Lewicy

Zamiast gadać o bzdurach i cieszyć się, że paru ludzi z Lewicy ma sejmowe posadki, może warto pomyśleć, co zrobić żeby za 3 lata nie być trzecią, czy czwartą siłą w polskim parlamencie, ale wygrać.

Żeby jednak tego dokonać trzeba mieć kilka punktów, które nieustannie trzeba wymuszać na władzy i gadać o nich w każdej telewizji. To taki sam sposób w jaki wygrało PiS. Najpierw powtarzało kilka postulatów, a potem dodało do tego 500 plus. W wyborach rok temu już niczego wymyślać nie musiało. Ponieważ warto się ponoć uczyć nawet od diabła, to spróbujmy na Konwencji zamiast bić pianę nad bzdurami i lać łzy nad Polską dotkniętą nieszczęściem rządów PiS, podyskutować o takich kilku sprawach, które za 35 miesięcy przysporzą Lewicy milionów głosów.

1 Emerytura obywatelska. 500 zł na rękę dla każdego obywatela Polski w wieku emerytalnym – jako wyrównanie niesprawiedliwej reformy emerytalnej Buzka. Jako wyrównanie ludziom,którzy nie mogli mieć składek emerytalnych, bo musieli pracować na śmieciówkach lub na czarno.

2. Miejsca dla wszystkich potrzebujących w domach spokojnej starości, w zryczałtowanej cenie połowy, otrzymywanych przez te osoby emerytur.

3. ZUS dla osób prowadzących działalność gospodarczą taki jak dla osób zarabiających najniższą krajową. Bo potem za odprowadzona przez nich składkę i tak dostają najniższą emeryturę.

4. Budowanie 30 tysięcy mieszkań rocznie na wynajem za 66 proc. ceny w danym mieście. Do zrobienia, ale z wykluczeniem podnoszących koszty beneficjentów takich akcji, czyli banków i samorządów z ich TBS-ami.

5. Likwidacja WOT i przekazanie miliardów złotych dla prawdziwego wojska. Oczywiście wraz z takim jego przeorganizowaniem, aby w przypadku klęsk żywiołowych pomagało błyskawicznie.

6. Ziemia chłopom! Czyli skończenie, z łapówkami, dla urzędników za to, żeby łaskawie zgodzili się gdy właściciel pola chce je komuś sprzedać. Własność bowiem to własność.

7. Koniec z nielegalnym finansowaniem przez obywateli widzimisię władzy! Zakaz istnienia fundacji spółek skarbu państwa, które wydaja miliony dla krewnych i znajomych. No i oczywiście zakaz wydawania pieniędzy na reklamę dla państwowych firm zbrojeniowych oraz tych które mają pozycję monopolistyczną.

8. Likwidacja Funduszu Kościelnego i ustawowy zakaz finansowania z pieniędzy publicznych etatów dla katechetów. Odebranie klerowi przychodów z tzw Łączek pamięci na cmentarzach przez ustawowe przyzwolenie do rozsypywania skremowanych prochów, gdzie się komu podoba.

9. Praca w niedziele dla wszystkich dobrowolna, ale z płacą w wysokości 250 proc. „zwykłej dniówki”.

10. Finansowane przez państwo zabiegi in vitro, pigułka „dzień po” bez recepty, recepty na środki antykoncepcyjne dla osób uczących się, dofinansowywane w 70 proc.

11. Bezpłatne kursy na prawo jazdy dla każdego ucznia szkoły średniej w ramach programu nauczania. Oczywiście wraz z egzaminem. Skończy się kupowanie prawka i podniesie się bezpieczeństwo na drogach i chodnikach po których jeżdżą rowerami ludzie nie mający pojęcia o zasadach ruchu – bo przecież nie muszą.

Największy problem lewicy…

… w Polsce polega na oportunizmie i prosystemowej zachowawczości. Nie waham się powiedzieć: tchórzostwie.

Prawica nawet jeśli w konkrecie jest tylko neoliberalną grupką banksterów to rozwija potężną propagandę narodową, patriotycznie wielkoojczyźnianą i obiecuje wielką wspólnotę dla wszystkich Polaków. Jest tam na kogo głosować, bo jest w co wierzyć. To Polska bardzo konkretna: bało-czerwona, nacjonalistyczna i katolicka! A do tego – kapitalistyczna! Pakiet pełniutkiej tożsamości aż do życia pozagrobowego włącznie! Nawet lewica jest pod takim wrażeniem tej opowieści, że duża jej część żyje z komentarzy do tego…

Co zaś lewica proponuje wyborcom w odpowiedzi (odpowiedzi, nie komentarzu)? No najczęściej mówi, że coś tam naprawi, coś załatwi, będzie dla wszystkich, pracowników i pracodawców, no i spróbuje powstrzymać bicie ludzi za orientację seksualną. A na poziomie opowieści, utopii, całościowej wizji? Dobrze, kilka razy usłyszeliśmy coś o Skandynawii, ale w sumie już nie. Czasami została wyartykułowana jakaś krytyka neoliberałów, ale kapitalizmu jako takiego to już nie. Od czasu do czasu rzadkie odniesienie do Polski Ludowej, choć zazwyczaj to już znacznie bardziej do niszczenia Polski przez komunizm.

Tak się żadnej polityki nie wygrywa.

Albo klarowna wizja i walka – albo margines w cieniu silnych i odważniejszych. Spójrzmy na sondaże i spójrzmy prawdzie w oczy.
I nie ma w tym najmniejszego przypadku, że prawica cały czas łoży miliardy na walczący z komunizmem i socjalizmem IPN, a do tego dokłada ogromny wysiłek, by ruch związkowy był podzielony i de facto zabity przez działaczy z żółtej Solidarności. To najlepsze inwestycje prawicy w tym stuleciu.

I pamiętajcie: Od „coś tam lepiej”, „my to Europa”, „to samo ,ale bardziej elegancko”, „jesteśmy milsi” była i zawsze będzie Platforma Obywatelska. Teraz też w kolejce ustawia się Hołownia. Dla lewicy takie programowe nic to zawsze jest śmierć i wyborcy biorą, i wolą oryginał.

Preambuła

Zmiany, jakie zaszły na świecie i w Polsce po 1989 r, nie spełniły i nigdy nie spełnią oczekiwań licznych warstw społecznych i narodów na lepszą przyszłość.

Dzieje się tak, gdy rozwarstwienie społeczne, wzrost napięcia na świecie, rasizm, brak tolerancji seksualnej, dewastacja środowiska naturalnego i teroryzm nie są ich usuwalnymi wadami ale są ich istotą. Takie filary narzuconych przez MFW przemian jak rozregulowany rynek, prywatyzacja, komercjalizacja usług publicznych, obniżanie podatków bogatym czy niczym nie skrępowana konkurencja musiały doprowadzić i doprowadziły do gigantycznych fortun garstki ludzi, obniżyły jakość usług publicznych a w niektórych przypadkach wręcz ograniczyła do nich dostęp coraz bardziej rosnącej liczbie ubogich. Postępująca w szybkim tempie pauperyzacja będąca oczywistym wynikiem neoliberalnych reform i wzrostu wydajności pracy wzmogły konkurencję pomiędzy pracownikami najemnymi doprowadziła do renesansu ideologii rasistowskich, antyfeministycznych i homofobicznych a pozbawioną środków do życia, sprowadzoną z zagranicy w dobie prosperity tanią siłę roboczą do terroryzmu. Nie lepiej wygląda sytuacja międzynarodowa: zaostrzająca się walka o dostęp do surowców i nowych rynków zbytu skłania elity rządzące do stosowania coraz to bardziej agresywnych zachowań i wypowiadania kolejnych umów międzynarodowych. Oliwy do ognia dolewa błyskawiczny wzrost gospodarczy Chin zwiastujący zmianę układu sił na świecie. W takiej atmosferze przestają poprawnie funkcjonować także organizacje powstałe w wyniku II WŚ, których celem jest zapobieganie konfliktom globalnym. Jeśli sytuacja dalej będzie rozwijać się w tym kierunku, to III WŚ stanie się nieunikniona. Spory udział w stworzeniu obecnej katastrofalnej sytuacji ma UE, gorącą propagatorka neoliberalnych reform.

Wbrew opinii niektórych „ profesorów”, że historia nie ma końca, na horyzoncie politycznym pojawiła się zmiana dla neoliberałow: jest nią Prawica. Na Węgrzech, Polsce i USA objęła już ona władzę i sprawuje ją już od paru lat. W tej sytuacji można pokusić się o ocenę jej działalności. W sferze gospodarczej można zauważyć pewne pozytywne zmiany które wpływają na poprawę losu niższych warstw społecznych; niestety mają one charakter powierzchowny. Prawica uszczelniła system podatkowy, wprowadziła nowe programy socjalne i podniosła płacę minimalną ale nie zlikwidowała umów śmieciowych które są podstawowym narzędziem wyzysku opartą o tzw „bieda przedsiębiorczość”. Oznacza to że nie zlikwiduje ona znacznych różnic dochodowych i rozregulowanych rynków głównych żródeł niesprawiedliwości społecznej. W pozostałych dziedzinach życia sytuacja znacznie się pogorszyła w stosunku do poprzedniego okresu. Powoływanie się na wartości chrześcijańskie i ideę narodową wzmacnia z jednej strony nastroje homofobiczne i antyfeministyczne, a z drugiej wzrost napięcia w polityce międzynarodowej. Na pierwszy rzut oka widać że jej działania nie są w stanie wpłynąć na poprawę obecnej sytuacji.

Jedyną siłą, która jest w stanie to zrobić jest Lewica po wyciągnęciu prawidłowych wniosków z okresu kiedy sprawowała władzę. Próba budowy komunizmu opierała się na fałszywym założeniu o możliwości istnienia bezklasowego społeczeństwa i jak długo nie zmienimy ludzkiego genomu tak długo powrót do tej idei jest niemożliwy. Inaczej przedstawia się socjaldemokratyczna idea państwa dobrobytu. Prawdą jest, że państwa tego rodzaju upadły ale spowodowane to było z jednej strony upadkiem komunizmu a z drugiej błędami w polityce fiskalnej. Ta druga przyczyna jest do usunięcia poprzez rygorystyczną politykę monetarną, a pierwsza sama się zdeaktualizowała po krachu neoliberalizmu. Tak więc państwo dobrobytu staje się możliwe po wprowadzeniu w nim nieznacznych reform.
Zreformowana Lewica naprawę obecnego kształtu świata będącego wspólnym dziełem prawicy i neoliberałów będzie prowadziła na poziomie światowym , europejskim, narodowym i samorządowym, ponieważ pominięcie któregoś z nich uczyni ją nieskuteczną. Główne wysiłki skierujemy na ochronę środowiska i oddalenie zagrożenia konfliktem globalnym.

W dziedzinie ochrony środowiska trzeba doprowadzić do tego aby :
– firmy i osoby prywatne obciążyć pełnymi kosztami rekultywacji zrujnowanego przez nich środowiska,
-każdy kto będzie chciała zastosować nową technologię udowodnił że jest ona nieszkodliwa dla środowiska
– aby państwa rozwinięte pomogły pozostałym sfinansować działania nakierowane na ochronę środowiska, gdyż to one są najbardziej odpowiedzialne za jego obecny stan.

Aby zapobiec konfliktom:
– zreformujemy instytucje międzynarodowe tak, aby zwiększyć ich skuteczność i reprezentatywność. W chwili obecnej w najważniejszych z nich istnieje nadreprezentatywność przedstawicieli cywilizacji zachodniej
– będziemy wspierać i inicjować inicjatywy zmierzające do integracji coraz większych obszarów świata oparte o poszanowanie interesów wszystkich zainteresowanych stron
– będziemy inicjować rozmowy rozbrojeniowe pomiędzy paktami i poszczególnymi krajami.
– nie będziemy stosować sankcji gospodarczych nakierowanych na zahamowanie rozwoju innych krajów
– wprowadzimy pełną jawność zawieranych porozumień politycznych, militarnych i gospodarczych

W obu tych dziedzinach rozmawiać będziemy z każdym niezależnie od jego przekonań politycznych, rasy , płci czy orientacji seksualnej. Nie będziemy narzucać komukolwiek swoich struktur politycznych i wtrącać się w jego sprawy wewnętrzne.

Na poziomie europejskim będziemy dążyć do
– pełnej demokratyzacji struktur UE
– finansowej odpowiedzialności UE za ochronę środowiska i ujednolicenie opieki socjalnej w sensie materialnym w poszczególnych krajach wchodzących w jej skład.
– ujednolicenia prawa pracy tak, aby uniknąć dumpingu
– stworzenia i wprowadzenia polityki energetycznej zgodnej z wymogami ochrony środowiska
– do zrównoważenia sił pomiędzy kapitałem a pracą
Na poziomie krajowym i samorządowym dążyć będziemy
– do zrównoważenia sił pomiędzy kapitałem a pracą
– do przestrzegania równości pomiędzy klasami i grupami społecznymi niezależnie od rasy, płci, orientacji seksualnej, narodowości i przekonań politycznych
– wprowadzenia dochodu gwarantowanego dla każdego obywatela
– stworzenia i wprowadzenia polityki energetycznej zgodnej z wymogami ochrony środowiska.

Aby w pełni zrealizować nasze zamierzenia przeciwstawimy neoliberalnej zasadzie konkurencji zasadę wzajemnej współpracy i pełnego zrozumienia, a prawicowej idei narodowej internacjonalizm.

Remanent

Tydzień po wyborach. Na chłodno. O tym, co zostało z Koalicji Europejskiej.

Koalicja Europejska poniosła dotkliwą porażkę. Nie ma sensu zaklinanie rzeczywistości i śpiewanie – wzorem kibiców – „Polacy, nic się nie stało”. Albo branie przykładu z lidera Wiosny – krzyczącego w wieczór wyborczy – „wygraliśmy”. Stało się! Gdyby na dzień przed wyborami ktoś z opozycji powiedział, że Koalicja Europejska przegra aż 7 punktami procentowymi, zostałby niechybnie oskarżony o sianie defetyzmu. Ale życie biegnie dalej. A w szczególności odliczanie czasu do wyborów parlamentarnych. Zostało niespełna 150 dni. Dlatego powyborczy remanent musi być szybki.

Winien Marks

Gdybym miał wskazać na najbardziej fundamentalną przyczynę porażki opozycji, sięgnąłbym do… Karola Marksa. Nawet zdecydowani przeciwnicy jego teorii przyznają, że miał rację twierdząc, że byt określa świadomość. Również Jarosław Kaczyński rozumie to doskonale.
Ostatnie cztery lata rządów PiS-u zbiegły się z czasem gospodarczej prosperity w Europie. W Polsce ta dobra koniunktura została dodatkowo podkręcona olbrzymimi transferami społecznymi. Zostawmy na boku dyskusję o zaletach i wadach „piątek Kaczyńskiego”. I możliwych konsekwencjach dla finansów publicznych w przyszłości. Jedno jest poza dyskusją. Zdecydowanej większości Polek i Polaków żyje się pod rządami PiS-u dostatniej niż pod rządami PO.
Trybunał Konstytucyjny? Sąd Najwyższy? Nawet najlepiej wykształcony i najbardziej niezawisły sędzia nie jest w stanie pomóc, gdy nie starcza od pierwszego do pierwszego. Brakuje na ratę kredytu. Nie ma za co kupić wyprawki szkolnej dla dziecka. Poziom życia – szczególnie niezamożnych rodzin – w ostatnich latach poprawił się. Niekiedy diametralnie. Dlatego nie miejmy pretensji do ponad sześciu milionów naszych rodaczek i rodaków, że zagłosowali na PiS. Bo to nie oni – winien jest Marks.

Leniwe centrum

Jeśli któryś z Czytelników, wyprzedzając mój tok rozumowania, doszedł do wniosku, że nic się nie da zrobić – to jest w błędzie. Jestem bardzo daleki od doradzania opozycji, by odłożyła swoje ambicje wyborcze do czasu aż w Polsce pojawi się jakiś kryzys. A przecież już autorzy tekstów biblijnych zauważyli, że po latach tłustych przychodzą lata chude. Nie, nie o to chodzi.
Błędem opozycji było skupienie się na jednym jedynym punkcie programu: odsunięciu PiS-u od władzy. Szczególnie wyraźnie widać to było u Biedronia, który wystartował w wyborach z hasłem: „Nareszcie zmiana”. Owszem, zmian oczekują. Zarówno Ci ze skrajnej prawicy (wyjście z Unii), jak i ci z lewicy (aborcja). Ale wyborcom z politycznego centrum – tam gdzie wygrywa się wybory – już tak bardzo na zmianach nie zależy. Z jednej strony trudno im zdzierżyć ordynarną propagandę telewizji publicznej. Ale zawsze mają pod ręką pilota. I setki innych kanałów. Z drugiej strony – czują podskórnie, że lepszym od Schetyny gwarantem zawartości ich portfeli jest Kaczyński. Mogę dopisać: niestety. Tylko co z tego?
Jeśli opozycja myśli na serio o poprawieniu wyniku wyborczego z 26 maja, musi wziąć się za program. Bo wytrych zwany „antypisem” na jesieni będzie kluczem do porażki.

Z kim

Nie sposób zasiąść do pisania programu, nie wiedząc z kim. Porozumienie przed wyborami europejskimi było łatwiejsze. Wszak wszystkich koalicjantów łączyła proeuropejskość. Znacznie trudniej będzie dogadać się co do zasad świeckiego państwa lub legalizacji związków partnerskich z konserwatywnym skrzydłem Platformy. A jeszcze trudniej z PSL-em. Czy wobec powyższego projekt Koalicji Europejskiej należy uznać za zakończony? Zdecydowanie nie!
Warto w powyborczym remanencie rzucić okiem na najniższe słupki. Koalicja o znanej skądinąd nazwie „Lewica Razem” zdobyła niespełna 1,3 proc. głosów. Co by było, gdyby w minioną niedzielę, w podobnej koalicji, pod szyldem „SLD – Lewica Razem”, wystartowali politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Spodziewam się, że wynik mógłby być podobny do tego z wyborów samorządowych. Piątką europarlamentarzystów lewicy z pewnością nie moglibyśmy się pochwalić.
Skalę polaryzacji sceny politycznej uzmysławia suma poparcia dwóch pierwszych ugrupowań. PiS i Koalicja Europejska zebrały 84 proc. wszystkich głosów. Zostawiając innym komitetom do podziału zaledwie 16 procent. Twierdzenie, że jakikolwiek polityk lub partia są w stanie w ciągu 4 miesięcy ten polityczny duopol przełamać, jest rozumowaniem wyłącznie życzeniowym.
W Sojuszu Lewicy Demokratycznej odbędzie się ogólnopartyjne referendum dotyczące startu SLD w wyborach parlamentarnych. Będę namawiał koleżanki i kolegów, by poparli wspólny start ugrupowań opozycyjnych. Nie dlatego, że marzę o starcie wraz z ludowcami. Którzy w mojej kadencji, gdyby nie sprzeciw Platformy, Świątynię Opatrzności Bożej zasililiby kolejnymi dziesiątkami milionów złotych. Ale dlatego, że jestem realistą.

Zdrowie, praca i mieszkanie

Wracajmy do programu. Jestem zdania, że ugrupowania startujące w ramach koalicji w wyborach parlamentarnych powinny zredukować postulaty o charakterze światopoglądowym. Podtrzymuję to, co zawsze twierdziłem: współczesna lewica musi mieć zarówno nogę społeczną jak i światopoglądową. Ale akurat przed najbliższymi wyborami, dla szerokiej koalicji priorytetem powinno być trafienie do wyborców politycznego centrum. Wyborców nieco rozleniwionych. Korzystających z fruktów koniunktury gospodarczej i łaskawości Kaczyńskiego. Jakich zmian mogą pragnąć?
Zdrowie. Koalicja Europejska trochę o tym mówiła. Ale wyliczanie z ilu do ilu dni skróci się kolejka do jakiegoś lekarza jest po prostu nudne. I niewiarygodne. System ochrony zdrowia w Polsce wymaga radykalnych zmian. Pisałem już o tym. Kasy chorych powinny refundować pacjentom leczenie we wszystkich szpitalach i gabinetach, również tych prywatnych. Dopiero wówczas zostałby zrealizowany art. 68 Konstytucji: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych”.
Praca. Bezrobocie jest niskie. Brakuje rąk do pracy. To najlepszy okres, by zawalczyć o prawa pracownicze. Szczególnie z wielkimi i wszechmocnymi korporacjami. Przykład pierwszy z brzegu: jest skandalem, że polski kodeks pracy nie gwarantuje pracownikowi wynagrodzenia ani o złotówkę wyższego za pracę w niedzielę. Oczywiście niezależnie od prawa do dodatkowego dnia wolnego. Jeśli chodzi o prawa pracownicze – daleko nam jeszcze do standardów europejskich. Tu też konieczne są radykalne zmiany – prowadzone pod egidą związków zawodowych.
Mieszkanie. Wszystkie dotychczasowe programy mieszkaniowe można, jak mawiała moja babcia, o kant dupy potłuc. Artykuł 75 Konstytucji, mówiący że: „Władze publiczne (…) popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania” jest pustym frazesem. Póki co, to rzekome „poparcie” doprowadziło do tego, że kilkaset tysięcy rodzin zostało uwikłanych w kredyty frankowe. A zarówno za rządów PO jak i PiS największymi beneficjentami owego „poparcia” są deweloperzy. Plus banki. Tutaj też konieczna jest radykalna zmiana w działaniach państwa.

Lewica

O zdrowiu, pracy i mieszkaniach lewica mówiła wielokrotnie. Oczywiście. Dlatego w ramach remanentu powinniśmy zapytać o pozycję lewicy po 26 maja. Sojusz Lewicy Demokratycznej wprowadził do Europarlamentu 5 swoich przedstawicieli (szkoda, że żadnej przedstawicielki). To jest najlepszy rezultat ze wszystkich ugrupowań tworzących Koalicję Europejską – w porównaniu do wyborów z roku 2014. Ale nie to jest, moim zdaniem, najważniejsze.
W wyborach samorządowych we Wrocławiu Sojusz Lewicy Demokratycznej startował w koalicji z konserwatystami skupionymi wokół prezydenta Dutkiewicza. Ta egzotyczna koalicja budziła wśród wrocławskiej lewicy spore kontrowersje. Jednak po wyborach trójka radnych SLD: Bartek Ciążyński, Dominik Kłosowski i Czesław Cyrul potrafiła przekonać prezydenta Sutryka do wielu pomysłów lewicy. „To co robi prezydent Sutryk, to w 90 procentach nasz program” – potwierdzają wrocławscy radni SLD.
Podobny proces można było zauważyć w Koalicji Europejskiej. Ewidentny skręt w lewo Platformy Obywatelskiej nie był zaplanowanym manewrem przewodniczącego Schetyny. Po prostu istnieje w społeczeństwie świadomość ułomności polskiej sceny politycznej bez lewicy. I Koalicja Europejska w jakimś stopniu starała się tę lukę zagospodarować. Twierdzę, że pozycja Sojuszu Lewicy Demokratycznej w ramach Koalicji Europejskiej była znacznie silniejsza, niż wynikało to z parytetów czysto arytmetycznych. Nie chodzi mi o ilość „jedynek” czy „dwójek”. Ale o kształtowanie oblicza politycznego całej koalicji.

Lewarowanie lewicy

To, co chcę zasugerować, to plan na lata – nie na miesiące. Spodziewam się, że ostatecznie dojdzie do uporządkowania polskiej sceny politycznej. Na której swoje miejsce znajdzie zarówno nowoczesna prawica. Jak i lewica lub centrolewica. Ta pierwsza zacznie się kształtować wtedy, gdy polityczną karierę zakończy Kaczyński. Ta druga stopniowo będzie rosła w siłę już po najbliższych wyborach. Zbliżając do siebie polityków lewego skrzydła PO i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W ciągu najbliższych 2-3 lat to lewica może być największym beneficjentem tegorocznych wyborów.
Jak podawał swego czasu CBOS, w ostatnich wyborach parlamentarnych niemal 40 proc. wyborców o poglądach lewicowych głosowało na PO. Dlaczego? Bo podobał im się program i działania rządu Tuska? Nie! Dlatego że głosowanie na małe ugrupowanie obarczone było ryzykiem straty głosu. Szczególnie wobec zagrożenia rządami Kaczyńskiego.
Następne wybory będą dopiero za cztery lata. Przez ten czas możemy być świadkami odrodzenia lewicy. Nie ucieczki elektoratu lewicowego do PO – jak ostatnio. Ale jego powrotu do partii lewicowej.

Remanent

Szanowni Czytelnicy i Czytelniczki, macie wrażenie, że akapit o lewarowaniu lewicy skądś znacie? Tak, to fragment mojego tekstu z „Trybuny” sprzed dwóch miesięcy. Dzisiaj – bogatszy o doświadczenia z wyborów do Europarlamentu – podpisuję się pod tamtymi słowami obiema rękoma. Nie wiem, czy pokonanie PiS-u na jesieni będzie w zasięgu opozycji. Ale o rychłym powrocie lewicy do głównego nurtu polskiej polityki jestem przekonany.