Świadczenie obywatelskie – oferta dla obywateli, program dla Polski

Poszukiwanie nowych pomysłów na gospodarkę i społeczeństwo, na organizację państwa i odbudowę systemu prawnego zdemolowanego rządami nacjonalistyczno-katolickiej koalicji nie zajmuje dzisiaj szczególnie istotnego miejsca w działaniach partii politycznych tworzących opozycję parlamentarną.

Traci ona jedynie energię wikłana przez rządzących w przepychanki nad tworzonymi przez nich aktami prawnymi , co wobec posiadanej przez nich większości parlamentarnej z góry skazuje na niepowodzenie podejmowane przez opozycję wysiłki.

Dzielący społeczeństwo konflikt cywilizacyjny pomiędzy zwolennikami autorytarnego państwa wyznaniowego i demokratycznego, liberalnego państwa świeckiego w zasadniczy sposób utrudnia poszukiwanie sposobów na rozwiązywanie narastających w kraju problemów, które miałyby szanse na szerszą akceptację niż jedynie przez koalicję rządząca. W tych warunkach nawet dyskusja publiczna nad sprawami kraju nie jest możliwa, gdyż jej potencjalnym uczestnikom z góry przypisuje się zaangażowanie polityczne po jednej ze stron.

Tymczasem realizowana obecnie przez rządzących koncepcja rozwoju gospodarczego polega głównie na intensyfikacji aktywności państwa w sferze inwestycyjnej, w przemyśle, mediach i usługach finansowych. Jednocześnie koncentracja uwagi rządzących na upaństwowieniu podmiotów należących do kapitału zagranicznego budzi poważne wątpliwości co do efektów długofalowych takiej polityki, a niewielkie podwyżki wynagrodzeń minimalnych wobec stałego wzrostu cen w rezultacie pogarszają jedynie sytuację nie tylko drobnych i średnich przedsiębiorców, ale i wszystkich ludzi pracy. Dodatkowo zastąpienie zwiększania poziomu świadczeń publicznych atrakcyjnym dla wielu rodzin programem 500+, dodatkowymi wypłatami emerytur i rent czy nieznacznym podwyższaniem wybranych zasiłków przy braku radykalnego podwyższenia kwoty wolnej od podatku dochodowego pogłębia jedynie chaos finansowy i organizacyjny w rozbudowanym systemie świadczeń emerytalno-rentowych i socjalnych oraz zwiększa koszty jego obsługi. Co więcej, transfery pieniężne dokonywane poza systemem podatkowym , których nie ujmuje się w zeznaniach podatkowych, utrudniają przejrzyste funkcjonowanie systemu podatkowego. Bałagan jaki panuje w systemie zabezpieczeń społecznych ZUS i KRUS, trudności w finansowaniu zobowiązań tych instytucji, stały wzrost kosztów obsługi różnych zakresów uprawnień emerytalnych przewidzianych dla wojska, policji, górników, rolników czy sędziów i prokuratorów jest między innymi wynikiem rozdawnictwa środków pieniężnych mającego generować przychylność części społeczeństwa dla polityki rządzących. Niewątpliwie jest to cena za budowę autorytarnego państwa mającego realizować cel ideologiczny jakim jest budowa narodowego państwa wyznaniowego rządzonego przez nowe elity wywodzące się z obozu rządzącego, które muszą zostać wyposażone w środki materialne gwarantujące odpowiednio silną pozycje ekonomiczną. Podobnie jak pozostający w sojuszu Kościół katolicki, kler i organizacje około kościelne zawsze mogące liczyć na państwowe przysporzenia środków finansowych w zamian za bezwarunkowe poparcie.W związku z tym pogłębianie deficytu finansów publicznych do granic wytrzymałości , lekceważenie i naruszanie prawa, wzrost korupcji i przestępczości wśród rządzących i urzędników państwowych to nieuchronne następstwa takiej polityki . Trzeba dla nich tworzyć regulacje prawne uwalniające od ewentualnej odpowiedzialności karnej w przyszłości. Bankructwo realizowanego przez rządzących modelu państwa staje się coraz bardziej widoczne nie tylko w obliczu rozwijającej się pandemii , niewydolności opieki zdrowotnej, braków sprzętu i wyposażenia szpitali i wykwalifikowanego personelu medycznego kształconego w Polsce głównie na rynki zamożniejszych państw zachodnich, ale i w stałym podwyższaniu różnych form opodatkowania. Krytyka na jaką niewątpliwie zasługują obecne władze nie może jednak zwalniać od poszukiwania rozwiązań, które mogłyby stworzyć alternatywę i spójną, całościową propozycję polityczną, która miałaby szanse stać się rzeczywistą i konkurencyjną ofertą dla społeczeństwa. Powinna one z jednej strony być atrakcyjna i korzystna dla większości społeczeństwa, a z drugiej pozwalać na przeprowadzenie reformy wielu sfer organizacji i funkcjonowania państwa szczególnie w zakresie bezpieczeństwa socjalnego..

Niewątpliwie wśród zrealizowanych przez obecne władze propozycji polepszenia warunków życia części społeczeństwa pierwszeństwo należy się programowi 500+, który wymaga rzetelnej i obiektywnej oceny. Program ten jest często przyrównywany do jakieś formy coraz bardziej popularnego w rozwiniętych państwach demokratycznych projektu bezwarunkowego dochodu podstawowego, chociaż w mojej ocenie bezpodstawnie ponieważ istota bezwarunkowego dochodu podstawowego polega na przyznaniu każdemu obywatelowi lub nawet każdej osobie ludzkiej bez względu na wiek, dochody, sytuację majątkową czy zatrudnienie kwoty pieniężnej umożliwiającej zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych na założonym w danym wariancie poziomie.

Program 500+ był społecznie powszechnie akceptowany nie tylko ze względu na to, że stanowił konkretne przysporzenie pieniężne, ale również dlatego że stanowił reakcję przywracającą ludziom poczucie godności po latach rządów, które zawłaszczyły ideę liberalizmu nadając jej jednostronnie ekonomiczne znaczenie i czyniąc podmiotem wolności rynek, a nie człowieka. Władza, która z polskiego systemu demokracji uczyniła źródło rodzące niesprawiedliwość, wykreowała przy okazji prawicowy populizm sprzyjający rozwojowi nacjonalizmu, a nawet tendencjom faszystowskim. Władza zastosowała rozwiązania mające na celu kupienie przychylności środowisk najbardziej uzależnionych od wsparcia przez państwo co jednak nie rozwiązało ani problemu ubóstwa ani nie wpłynęło na polepszenie sytuacji demograficznej, funkcjonowania państwa czy zmniejszenia dotychczasowych obciążeń finansowych z tytułu wydatków na cele socjalne i społeczne.

Wypłata 500+, podobnie jak inne stosowane w wielu państwach przysporzenia określane mianem premii państwowych, narodowych dywidend, premii socjalnych, wynagrodzeń obywatelskich czy grantów powszechnych, jako równe, regularne świadczenie pieniężne otrzymywane przez wszystkich posiadających dzieci obywateli niezależnie od ich sytuacji materialnej, uzyskiwanych przychodów i posiadanej pracy finansowane jest ze środków publicznych. Powstaje więc zasadne pytanie o zdolność państwa do ponoszenia takich wydatków? W bieżącym roku wypłaty z tytułu 500+ sięgną kwoty 41 mld złotych, a gdyby świadczenie to było wypłacane każdemu pełnoletniemu obywatelowi, a więc ok.30 milionom Polaków, to byłby to wydatek rzędu 180 mld zł, przy czym taki poziom świadczenia nie gwarantował by nawet pokrycia kosztów minimum egzystencji ocenianego dzisiaj na ponad 600 zł miesięcznie. Nie ma zatem w najbliższej perspektywie żadnych możliwości wprowadzenia klasycznej wersji bezwarunkowego dochodu podstawowego, który pokrywałby co najmniej koszty utrzymania na poziomie minimum socjalnego wynoszącego 1200 zł miesięcznie.

Dotychczasowe eksperymenty związane z wprowadzaniem różnych form dochodu obywatelskiego testowane w różnych krajach i różnych warunkach społeczno-ekonomicznych jak np. w Finlandii, gdzie wypłacano 560 Euro miesięcznie, w kanadyjskiej prowincji Ontario, we Włoszech -760 Euro, w Niemczech, gdzie eksperymentem objęto 75 tys. osób czy w jednym z miast Namibii ,nie dostarczyły jednoznacznych wyników co do skutków ich prowadzenia. Wspólna cechą realizowanych projektów było to, że nie dotyczyły klasycznego bezwarunkowego dochodu podstawowego, lecz jakiejś jego formy , a wypłacane świadczenia nie wpływały na wzrost poziomu bezrobocia, a wprost przeciwnie intensyfikowały zainteresowanie poszukiwaniem pracy lub podjęciem własnej działalności gospodarczej. Szczególnie interesująco wyglądają wyniki testów jeżeli wypłacane świadczenia potraktuje się jako instrumenty antykryzysowe konieczne dla zapobieżenia nagłym kataklizmom jak chociażby obecna pandemia. Dr Jakub Sawulski – lider zespołu ds. makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym uważa, że konieczne jest nawet przyznanie jakiegoś świadczenia osobom, które tracą dochód czy to na skutek zwolnień z pracy, wypowiedzenia umów cywilnoprawnych, uniemożliwienia czy ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to szczególnie uzasadnione w dobie pandemii uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie gospodarki na skutek wprowadzanych restrykcji i środków ostrożności. Dodatkowo nie ma żadnych przeszkód by przy obecnym poziomie transferów socjalnych i stopniu komputeryzacji nie tworzyć takiego modelu świadczeń pieniężnych dla społeczeństwa, który jednocześnie uwzględniałby kryteria dochodowe obywateli.

Nawet jeżeli nie jesteśmy jeszcze jako państwo na etapie umożliwiającym wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego lub nawet jakiejś jego częściowej formy to trzeba pracować nad rozwiązaniami, które w przyszłości stworzą warunki do wprowadzenia jednolitego świadczenia obywatelskiego zastępującego wszystkie inne świadczenia socjalne i emerytalno-rentowe. W tym celu już dzisiaj warto skupić się na tworzeniu rozwiązań prawnych umożliwiających przejmowanie wartości generowanych np. przez maszyny i urządzenia w wyniku postępującej automatyzacji i robotyzacji procesów produkcji, informatyzacji i komputeryzacji usług jak np. diagnostyki medycznej, na rzecz całego społeczeństwa, a nie grupy najbogatszych ich właścicieli.

Zaletami świadczeń obywatelskich ze względów ekonomiczno-społecznych jest zarówno przeciwdziałanie utracie środków do życia przez ludzi, których procesy globalizacji, modernizacji, robotyzacji czy zmian klimatycznych wypychają z rynku, zmniejszenie lub likwidacja biurokracji i instytucji obsługujących sferę socjalną i podatkową, uproszczenie systemów podatkowych i emerytalno-rentowych jak i zniwelowanie efektów utraty dotychczas uzyskiwanych świadczeń socjalnych w wypadku podjęcia każdego, a przede wszystkim nisko opłacanego zatrudnienia czy działalności często postrzeganych jako nieopłacalne. Wprowadzenie powszechnego świadczenia pozwala większej ilości ludzi podejmować własną działalność gospodarczą, aktywność społeczną, uprawiać wolontariat, realizować się w działalności artystycznej czy też kształcić w wybranych kierunkach co zwiększa potencjał indywidualny człowieka i buduje kapitał społeczny.

Świadczenie obywatelskie może być również postrzegane jako instrument porządkujący wiele spraw w państwie poczynając oczywiście od systemu świadczeń społecznych, podatków, zabezpieczeń emerytalnych poprzez ich ujednolicenie, aż po system dotacji i grantów dla różnych instytucji społecznych i organizacji obywatelskich, kościołów i innych związków wyznaniowych, ograniczenie wydatków na utrzymywanie domów opieki społecznej, wszelkiego rodzaju ośrodków pobytu i opieki w tym lekarskiej, nie wyłączając ośrodków odosobnienie, które byłyby finansowane z przekazywanych świadczeń obywatelskich osób w nich umieszczanych.
Przede wszystkim jednak o wadze świadczenia zdecyduje jego powiązanie z powszechnym podatkiem dochodowym. Punktem wyjścia do rozważań tej kwestii jest koncepcja negatywnego podatku dochodowego lub ujemnego podatku dochodowego powstała już w latach czterdziestych XX wieku, a rozwinięta przez Miltona Friedmana w początku lat 60-tych. Zakłada ona istnienie progu opodatkowania po przekroczeniu którego podatnik odprowadza ustalony podatek, którego procentowa wartość rośnie wraz ze wzrostem dochodu (podatek progresywny). Jeżeli natomiast dochód podatnika nie przekroczy najniższego progu, to różnica pomiędzy progiem, a rzeczywiście uzyskanym dochodem jest wypłacana przez państwo nawet w całości jeżeli podatnik nie uzyskał żadnego dochodu. Oczywiście na potrzeby aktualnego stanu fiskalnego państwa można obniżać granice wypłat (zwrotu podatkowego) należnego osobom nie uzyskującym dochodu w wysokości najniższego progu podatkowego jak i je zwiększać stosownie do możliwości i uznania państwa .

Byłoby rzeczą niezmiernie cenną by zamiast z góry przyjętej krytyki tzw. rozdawnictwa ,poważnie zajęto się przeprowadzeniem oceny rzeczywistych kosztów i efektów wprowadzenia takiego świadczenia obywatelskiego nawet w rozbiciu na kolejne etapy, z których pierwszym byłaby od dawna postulowana konieczność podniesienia kwoty wolnej od podatku dochodowego osób fizycznych do przyzwoitego poziomu odpowiadającego co najmniej płacy minimalnej co również znacznie polepszyłoby sytuacje emerytów i rencistów. Wydatki państwa z tytułu emerytur i rent sięgają obecnie kwoty 400 mld złotych i w części przeznaczonej na zaopatrzenie rentowe mogą zasilić fundusz jednolitego świadczenia obywatelskiego podobnie jak wszelkie zasiłki socjalne, wypłaty z 500+, z pomocy społecznej, z dotacji państwowych dla różnych instytucji i organizacji. Świadczenie obywatelskie, które również ma do odegrania wielka role w pobudzaniu konsumpcji szczególnie po przezwyciężeniu pandemii mogłoby stać się wehikułem naprawy państwa i jego gospodarki, dającym szanse na poprawę poziomu życia obywateli i poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego. Świadczenie, nawet przy rezygnacji z bezwarunkowości jego wypłaty, powiązane ze statusem obywatela byłoby także dalszym czynnikiem podnoszącym poczucie godności i rzeczywiście mogłoby prowadzić do wzmocnienia obywatelskiej postawy.

Lewicowe marzenie albo śmietnik historii

Oto ostatnie zadanie ludzi SLD: Lewica, formacja którą tworzą SLD i Wiosna, w 2021 musi przedstawić Polkom i Polakom jasny, czytelny program – ofertę polityczną. Lewicową, atrakcyjną dla obywateli wizję Polski po covidzie, Polski po rządach PiS. Wizji w perspektywie 10-20 lat.

Lewica nie może tak jak PO/KO prowadzić polityki reaktywnej, polityki jedynie odpowiadającej wieczną krytyką na działania PiS. Czekania i reagowania na inicjatywy PiS To jest politycznie bezproduktywne i męczące w odbiorze dla obywateli. Polacy nie chcą Polski Kaczyńskiego, ale i nie chcą powrotu Polski Tuska.

Lewica, może i musi przedstawić alternatywną, przemyślaną, kompleksową wizję nowoczesnej, progresywnej silnej Polski, w silnej Europie, wizji odpowiadającej na wyzwania XXI w.

Program partii Lewica, winien być programem socjaldemokratycznym. Radykalizm lewicowy i światopoglądowy należy pozostawić naszym sojusznikom z partii Razem. Lewica , mając zabezpieczoną „lewicową flankę” , przez lojalnego sojusznika – Razem, musi stoczyć walkę w politycznym przeciwnikiem, jakim jest PO/KO o elektorat centro-lewicowy w tym liberalno progresywny.

Program partii Lewica powstać może i powinien w oparciu o eksperckie grona SLD i ludzi z nią związanych. Działaczy i sympatyków SLD mających doświadczenie i wiedzę w pracy państwowej, nie zastąpią idealiści snujący wizje przy sojowym late. Pisząc o programie mieszkaniowym trzeba znać realia branży i możliwości państwa, pisząc o czystej energii , trzeba znać się na polskiej energetyce, jej stanie i kosztach technologii. Pisząc o nowoczesnych usługach publicznych trzeba znać się na zarządzaniu szpitalami i znać realia polskiej służby zdrowia i oświaty.

Nie można na ślepo przepisywać programu zachodnich socjaldemokracji, bo owe formacje wykonały w latach 70-80-90 tych XXw , lewicowe zadania na rzecz swoich społeczeństw, których polska lewica nie zrealizowała. Polskie społeczeństwo i gospodarka jest w innym miejscu niż społeczeństwo i gospodarka Francji, Niemiec czy Szwecji.

Niestety, wyrugowanie przez PO, nie mówiąc o PiS, ludzi lewicy z struktur zarządzania państwem, sprawia, że tylko dojrzali Koleżanki i Koledzy z SLD i jej sympatycy w świecie nauki i bussinesu są nośnikami wiedzy i doświadczenia zarządzania krajem, w układzie strategicznym. Nic i nikt Nas, dojrzali Koleżanki i Koledzy z SLD w tym dziele nie zastąpi.
Dlatego wzywam do rozpoczęcia prac programowych przed zwołaniem Konwencji Programowej na której odpowiemy jako Lewica na podstawowe pytania:

1. Z czego ma płynąć dla wyborców nowa nadzieja i poczucie szans na przyszłość, aby głosowali na lewicę?
2. Jakie pola sprawiedliwości społecznej przetrwały i je wzmocnimy, a jakie zobowiązujemy się ustanowić?
3. Czy we wspólnocie poglądów mamy jasne kryteria przemian w strukturze dochodowej społeczeństwa, w strukturze dostatku i biedy, zasad polityki klimatycznej czy postulatów w zakresie emancypacji kobiet?
4. Jaki model konsumpcji preferujemy?
5. Na jakie społeczne zaplecze chcemy liczyć i oddziaływać w sposób trwały, a jakie zdobywać okazjonalnie wedle zaistniałych możliwości?
6. Jaka ma być rola Polski i jej miejsce w radykalnie zmieniających się na naszych oczach: Unii Europejskiej i Świecie?

To nie a sprawy wybrane na chybił trafił, one są wpisane w istotę socjaldemokracji.

Niesienie nadziei – bez demagogii, walka o sprawiedliwość społeczną – bez populizmu, lansowanie konsumpcji zbiorowej – bez narzuconego kolektywizmu, przeciwdziałanie rozchodzeniu się biegunów bogactwa i nędzy, bez zacietrzewienia walki mas z elitami.

Krzysztof Janik w niedawno opublikowanym artykule na łamach Trybuny nawołuje oddać władzę na lewicy młodym, bo nową Polskę będą budowały młode pokolenia! Krzyś, gdy po raz pierwszy nawoływałeś, wybraliśmy zamiast Oleksego, młodszego 3 miesiące Leszka Millera. Po raz drugi apelowałeś, wybraliśmy Olejniczaka, dziś manager sektora bankowego, poza polityką. Po raz trzeci, był młody Grzegorz Napieralski, dziś senator PO, który sprzedał Rozbrat, czyniąc z SLD bankruta pozbawionego prawie majątku. Ekonomicznie dopiero nas Czarzasty próbuje odbudowywać.
Osobiście przychylam się do tezy, że „młodość to nie zaleta, a dojrzałość to nie wada”. Pracujmy nad programem, a w tej pracy niech zapał młodości wzbogaca „siwy włos” doświadczenia , dojrzałych państwowych działaczy SLD. To ważne historyczne zadanie jakie w 2021 kadra SLD powinna wykonać. Program – Lewicy, lewicowej socjaldemokratycznej wizji Polski na najbliższe 20 lat. Inaczej usłyszymy słowa wypowiedziane przez Lwa Trockiego do mienszewików: „Jesteście bankrutami. Odegraliście już swoją rolę. Odejdźcie tam, gdzie jest wasze miejsce – na śmietnik historii”

Chcemy uzdrowić demokrację, nie ją niszczyć

– Komunizm polega na kilku prostych zasadach: wszyscy ludzie powinni być równi, wszyscy powinni mieć równe prawa, także do wykształcenia i rozwoju – mówi Krzysztof Szwej, przewodniczący Komunistycznej Partii Polski, w rozmowie z Małgorzatą Kulbaczewską-Figat.

Małgorzata Kulbaczewska-Figat: Minister Ziobro chce delegalizacji Komunistycznej Partii Polski, twierdząc, że wasza partia zagraża demokratycznemu porządkowi w Polsce…

Krzysztof Szwej: My nie chcemy go demontować, tylko usprawnić. Chcemy, żeby demokracja była bardziej powszechna niż do tej pory i żeby ludzie na dole rzeczywiście mieli coś do powiedzenia.

Czyli jednak rewolucja?

Wiele zmian można wprowadzić w ramach istniejącego porządku. Chcielibyśmy zmienić ordynację wyborczą w taki sposób, aby proponowani byli konkretni ludzie, nie grupy interesów zwane partiami. Niech każdy obywatel głosuje na tylu kandydatów, ile jest miejsc mandatowych w okręgu. A potem do parlamentu niech wchodzi – przykładowo – pięć osób, które uzyskały najwięcej głosów. Progi wyborcze likwidujemy. Przed kampanią powinno się sformułować pięć pytań do każdego kandydata. Niech wyborcy wiedzą, kto np. uważa, że kobiety powinny być maszynkami do rodzenia dzieci. Znacząco powinny być ograniczone środki, które można wydać na kampanię, aby na wynik nie miał wpływu kapitał, jakim dysponuje kandydat ani jego biznesowi sponsorzy. Ponadto żadnego przechodzenia z partii do partii. To jest odpowiedzialność wobec wyborców. Przestała ci się podobać grupa, z którą wszedłeś do parlamentu? To składasz mandat.

Wystarczy stworzenie nowej ordynacji wyborczej, żeby polska demokracja zaczęła działać lepiej?

Dodałbym jeszcze zasadę kadencyjności. Osoba, która jest w parlamencie, czy w ogóle w jakichkolwiek władzach powinna być reprezentantem ludzi normalnie żyjących i pracujących. Polityk trzeciej lub czwartej kadencji już dawno przeszedł do innej grupy społecznej i to jej interes reprezentuje. Niech po drugiej kadencji parlamentarzysta wraca do dawnej pracy – potem, za jakiś czas, może kandydować znowu, ale znów z perspektywą zwykłego obywatela.

Potrzebne są wolne media, które są gwarancją tego, że nieprawidłowości, czy niewłaściwe postępowanie rządzących zostanie ujawnione. I inne mechanizmy, które zabezpieczą demokrację przed tym, żeby nikt nie zagarnął dla siebie pełni władzy. W historii mamy mnóstwo przykładów wybitnych władców, którzy rządzili znakomicie, ale ich następcy byli miernotami – i jako że mieli te same uprawnienia, to państwo szło w dół. Więc demokracja, nie rządy jednostki. Państwo powinno być tak urządzone, żeby zapewniać pewną równowagę. Jego zadaniem jest też stać na straży tego, żeby produkcja zaspokajała potrzeby obywateli, a nie, żeby trwał wyścig o konsumenta w dzisiejszej, absurdalnej postaci, gdy producenci np. proponują różne dodatkowe funkcje, ale nie zwracają uwagi na trwałość wyrobów. Kapitalizm w ten sposób zarabia na obrocie i marnotrawieniu ludzkiej pracy. To skandalicznie nieefektywne, zwłaszcza teraz, kiedy powinno się wszelkimi środkami działać na rzecz ochrony środowiska, przyrody.

Dążenie do maksymalnego zysku wyniszcza i planetę, i ludzi. Kapitalizm po prostu nie działa i nie umie „sam się naprawić” nawet w obliczu tak ekstremalnego wyzwania, jakim jest pandemia. Co w zamian?

Paradoksalne jest to, iż niewolnictwo było bardziej humanitarne niż dzisiejszy kapitalizm. Właściciel kupował niewolnika, więc chciał, żeby ten żył. Zapewniał mu przetrwanie, nawet inwestował w niego. Dla kapitalisty sprawa jest prosta. Kształcisz się na własny koszt, sam szukasz pracy, a jeśli coś ci się stanie, to pracę tracisz, a on najmuje kolejnego człowieka. Do tego doszliśmy. Rośnie majątek największych właścicieli, którzy dysponują już 10 proc. światowego bogactwa. Ich potrzeby zaspokajane są kosztem nienaturalnie wysokim, kosztem całej reszty. Klasa średnia zanika – ludzie, którzy nie są w tej wąskiej elicie, są coraz biedniejsi.

Co w zamian? Czy jesteśmy za tym, żeby totalnie wszystko znacjonalizować? Uważam, że nie. Błędem socjalizmu, który był w ZSRR i bloku wschodnim, była nacjonalizacja wszystkich, nawet najdrobniejszych gałęzi produkcji, takiego na przykład krawca, i powstawanie spółdzielni z prezesem i administracją. To było przegięcie w drugą stronę. Nacjonalizacja wielkich zakładów produkcyjnych, by ich wytwory i zyski służyły całemu społeczeństwu – tak, oczywiście. Konieczne jest też zagwarantowanie pracownikom udziału w zarządzaniu produkcją i podejmowaniu kluczowych decyzji poprzez rady zakładowe, czyli samorząd pracowniczy. Ale jeśli ktoś jest rzemieślnikiem, to ma prawo pracować samodzielnie. Może też zebrać się dziesięciu takich i stworzyć spółdzielnię. To zasad komunizmu czy socjalizmu nie narusza. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś ma kapitał, ciągnie z niego zyski, zakłada przedsiębiorstwo, które produkuje coś, o czym on nie ma pojęcia, ale ma w tym udziały, bo ma pieniądze.

Państwo, które chce być socjalne, czy też socjalistyczne, musi zagwarantować wszystkim minimum egzystencji potrzebnej do rozwoju. Nie tylko do przeżycia, ale też do tego, by obywatele mogli rozwijać swoje umiejętności. Społeczeństwo nie może ryzykować, że ktoś bardzo zdolny zostanie niewykwalifikowanym pracownikiem, bo urodził się w rodzinie, której nie było stać na kształcenie dzieci.

Cały komunizm polega na kilku prostych zasadach: wszyscy ludzie powinni być równi, wszyscy powinni mieć równe prawa, także do wykształcenia i rozwoju. Każdy ma prawo osiedlać się, gdzie chce. Nie wolno marnować zasobów i możliwości, tak jednostek, jak społeczeństwa, należy eliminować myślenie szowinistycznymi, narodowymi kategoriami. Uważam, że do stworzenia takiego państwa (państw), które będzie dbać o obywateli, a nie tylko służyć właścicielom kapitału, nie potrzeba nam rewolucji.

Kapitalizm, który teraz absolutnie dominuje na świecie, upadnie sam?

Kiedy w XIX w. powstał marksizm, nawoływano do obalenia władzy siłą, bo nie było powszechnego prawa wyborczego. Prawo do głosowania – oczywiście w tych krajach, gdzie w ogóle obowiązywały jakieś elementy demokracji – mieli właściciele ziemscy, posiadacze samodzielnych gospodarstw, ci, którzy spełniali kryteria cenzusu majątkowego. Robotnik nie miał żadnych szans walki o swoje prawa poza stosowaniem przemocy, bo był z definicji spychany na margines społeczeństwa. Teraz to się zmieniło.

Trzeba przekonywać ludzi do idei, które są również w programie Komunistycznej Partii Polski. Robić dobrą organiczną robotę. Krok po kroku poprawiać to, co jest, aż dojdziemy do tego, co będzie rzeczywiście sprawne. I to nie jest koniec, bo komunizm nie jest religią. Nowe problemy do rozwiązania będą się pojawiały nieustannie. Tam, gdzie większość społeczeństwa będzie przekonana do socjalistycznych idei, rewolucja dokona się pokojowo. Chociaż potrafię sobie wyobrazić, że gdyby komunizm zwyciężył w jakiejś części krajów świata, to reakcja kapitalistów byłaby agresywna, może nawet zbrojna.

Następny zarzut z listy Ziobry: KPP chce wzorować się, jeden do jednego, na rozwiązaniach radzieckich. A towarzysz tłumaczy, że komunizm nie jest religią i ciągle ewoluuje. Czy w takim razie ZSRR w ogóle jest dla was inspiracją?

Ziobro napisał, że my do systemu radzieckiego odnosimy się z atencją i podziwem, a w naszym programie są nawiązania do gospodarki radzieckiej. Tak się akurat składa, że ich nie ma. Związek Radziecki w programie KPP jest wymieniony jeden raz. Pada tam sformułowanie, że istnienie Związku Radzieckiego przyczyniło się do uzyskania niepodległości krajów Trzeciego Świata.

Co akurat nie budzi u poważnych historyków żadnych wątpliwości.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że rewolucja rosyjska to była okrutna wojna domowa pomiędzy różnymi grupami, także lewicowymi. Nie zamierzamy zamykać ludzi w obozach. Doceniamy, że po 1925 r., kiedy sytuacja w kraju się ustabilizowała, zaczęto prowadzić pracę organiczną dla rozwoju gospodarki. Niemniej kiedy władza dostała się w ręce Stalina, doszło do ostatecznego wynaturzenia idei komunizmu. Powstał kult jednostki, jakiegoś geniusza, który jest genialnym językoznawcą, genialnym biologiem, fizykiem i w ogóle wszystkim, co jest w oczywisty sposób niemożliwe. Przeprowadzono czystkę wybitniejszych ludzi, którzy mogli zagrozić Stalinowi. W tym czasie ginęli również polscy komuniści. Ogłoszono, że połowa ludzi, którzy robili rewolucję dwadzieścia lat wcześniej, to zdrajcy i kontrrewolucjoniści, co jest zupełnie nielogiczne. W wojsku i przemyśle awansowały miernoty, donosiciele, krętacze. Efekty były takie, że kiedy zaczęła się wojna z Niemcami, to wojska niemieckie odnosiły gigantyczne sukcesy, a radzieccy żołnierze tysiącami ginęli. Stalin wtedy w końcu dopuścił ludzi kompetentnych, sam oddał w czasie wojny zasługi, bez których zapewne ZSRR tej wojny by nie wygrał. Niemniej to nie jest model państwa, który chcemy powtórzyć.

Jeszcze jeden przykład, dlaczego ja nie chciałbym powtórzenia tego modelu z jego podejrzliwością: w przemyśle nikt nie mógł zaryzykować, wprowadzić czegoś nowego, bo gdyby wyrób się nie udał, mógłby pojechać do obozu jako sabotażysta. Tymczasem w technice jest wiele etapów, nikt nie jest tak zdolny, żeby od razu zrobić coś doskonałego.

Mimo tego wszystkiego kraje socjalistyczne odegrały wielką rolę w rozwoju cywilizacji. Nie wolno zapominać o ich osiągnięciach: trosce o kulturę, w tym regionalną, wspieraniu twórców i zespołów artystycznych, podnoszenia rangi nauki w społeczeństwie, masowym awans społeczny poprzez bezpłatną oświatę. O tempie uprzemysłowienia i rozwoju.

Wysoki poziom pomocy socjalnej w krajach zachodnich po wojnie wynikał właśnie z tego, że istniał obóz socjalistyczny. Poziom opiekuńczości państwa podnoszono, by pokazać pracownikom, że kapitalizm jest lepszy, bo może dać im więcej – co było dla rozwiniętych krajów zachodnich o wiele łatwiejsze. W tym czasie Blok Wschodni musiał utrzymywać sprawną armię, co dla gospodarki osłabionej przez wojnę było wysiłkiem większym niż na zachodzie. Teraz nie ma już tego zagrożenia dla kapitalizmu, więc o prawach socjalnych się nie mówi, już nie proponuje się czterodniowego tygodnia pracy przy sześciu godzinach dziennie. Kapitalizm wrócił w dawne koleiny. Maksymalnie wykorzystuje jednostkę, a potem ją wyrzuca.

Wielu Polaków słyszy podobne argumenty, a potem wzrusza ramionami, stwierdzając, że może i trochę prawdy w tym jest, ale komunizm w Polsce już był i nie działał. Co wtedy odpowiadacie?

Prosta rzecz – w Polsce nie było komunizmu! Byliśmy na drodze do socjalizmu, który trwał bardzo krótko i w związku z tym nie potrafił wyewoluować właściwie. Po drugie, doktrynalnie był skrępowany pewnymi zasadami i nawet jeśli coś się nie sprawdzało, to nie wolno było tego zmienić. Już w latach 50. czy 60. wiedziano na przykład doskonale, że identyczne wynagrodzenie tych samych zawodów w różnych zakładach przemysłowych, gdy obowiązki robotników mają różny stopień komplikacji, to nonsens. Ludzie powinni zarabiać proporcjonalnie do poziomu wykorzystywanych umiejętności, a w polskich zakładach takie zawody jak ślusarz, tokarz czy pracownik wykonujący jakieś super precyzyjne elementy to była ta sama grupa zaszeregowania. Była wprawdzie rywalizacja pracy, ale w żaden sposób niezwiązana z wynagrodzeniem, zarówno zakładów, jak i poszczególnych pracowników.

Takich problemów organizacyjnych było więcej. Ludzi brakowało, więc nowi pracownicy dostawali więcej niż doświadczeni. Pracujesz pięć lat, przychodzi jakiś żółtodziób i dostaje więcej pieniędzy. Jaka była reakcja pozostałych? Zaczynali gorzej pracować. Był kult planów w metrach, sztukach, nie było nacisku na innowacyjność. Bardziej się opłaciło kupić licencję na wyrób niż wdrożyć polskie rozwiązania. Właśnie dlatego nie zostało wprowadzonych wiele ulepszonych wyrobów krajowych. Zresztą kupowało się te licencje często w sposób absurdalny, z fatalnymi błędami na etapie zawierania umów. Sam znałem taką sytuację: podpisano z firmą zachodnią umowę o spłacaniu kosztów licencji za pomocą wyrobów. Kontrahenci zażądali innych wyrobów, a nie tych, których dotyczyła licencja, bo naszym negocjatorom się naiwnie wydawało – nie mieli doświadczenia w krętactwie kapitalizmu – że chodzi właśnie o wyroby na tej licencji. Podsumowując – nasza gospodarka była zupełnie dobrze rozwinięta, były maszyny bardzo często nowoczesne, ale potencjał nie był w pełni wykorzystany.

Tu muszę podkreślić, że wysoko oceniam zaangażowanie zakładów pracy w rozwój infrastruktury w ich lokalizacji, prowadzenie działalności socjalnej, mieszkania zakładowe, wkład w rozwój kultury czy dbanie o szkolnictwo zakładowe, stypendia fundowane czy ośrodki wypoczynkowe.

Mogliśmy ulepszyć tamten system, zamiast go likwidować w toku terapii szokowej?

Gospodarkę z pewnością. Nasze zakłady pracy były bardzo często dobrze zorganizowane, bardzo często dobrze wyposażone technicznie i z wykształconą kadrą, chociaż nieco zdemoralizowaną tym faktem, że nie mogła w pełni wykorzystać swoich umiejętności. Mieliśmy rynki, sprzedaż w krajach Trzeciego Świata, dość zaawansowanych wyrobów. Mogliśmy je udoskonalić. Tymczasem system Balcerowicza wprowadził zasadę bardzo dziwną: zakład pracy, który pracował w tej chwili dobrze, ale miał małe rezerwy lub w ogóle ich nie miał, był z góry skazany na przegraną z takim, który pracował słabo, ale mógł się wykazać odpowiednim wskaźnikiem udziału w zyskach. Zabijały nas też zatory płatnicze – ktoś produkował, ale mu nie płacono, bo gotówki było mało. Przez to firmy, które zainwestowały w produkcję, czyli to, co moim zdaniem mogło kraj rozwinąć, zaczęły przegrywać z firmami handlowymi, które kupowały gotowe wyroby na zachodzie i sprzedawały je bez większych problemów. Stawiano nie na rozwój naszych inżynierów i naszych wyrobów, tylko na handel, czyli to, co było de facto w interesie zachodu. Nasz przemysł mógłby nawet w kapitalistycznych warunkach produkować z zyskiem, ale to z kolei nie było w interesie zachodu, czy też zachodnich firm, które przejmowały polskie zakłady. Więc albo zwijały produkcję u nas, przenosząc ją gdzie indziej, albo likwidowały biura konstrukcyjne, żebyśmy już nigdy nie byli konkurencją. Niektóre nasze wyroby wysokoprecyzyjne rzeczywiście tą konkurencją były, jak np. zaawansowane obrabiarki z Dąbrowy Górniczej.

Kapitalizm przyniósł na powrót do Polski bezrobocie, jedno z najgorszych społecznych zjawisk. Człowiek, żeby pracować dobrze, musi się czuć bezpiecznie. Nie ma mowy o zdrowym społeczeństwie, gdy utrata pracy i utrzymania grozi nie tylko marnym pracownikom, ale wszystkim.

Znowu diagnoza, z którą trudno się nie zgodzić, potwierdzają ją badania socjologiczne czy psychologiczne, schematy potrzeb człowieka… Lewicowi działacze i intelektualiści są w stanie udowodnić, dlaczego kapitalizm jest systemem nieludzkim. Także odwołując się do doświadczeń, które są udziałem tysięcy. A równocześnie w Polsce i nie tylko lewica nie przyciąga wyborców. Dlaczego?

Lewica przeżywa kryzys wszędzie dlatego, że kontra kapitalizmu była bardzo zdecydowana. Znacznie bardziej zdecydowana niż po zwycięstwie rewolucji w Rosji… Gdy wybuchła rewolucja socjalistyczna w Rosji, to dawni rządzący, czyli kapitaliści i szlachta z góry założyli, że ta „ciemnota”, która zdobyła władzę, nie da sobie rady. Myśleli: diabli ich wezmą, wykończą się sami, bo nie ma tam inżynierów i bankierów. Okazało się, że ludy Rosji Radzieckiej sobie poradziły. Przyciągnięto część starych i wykształcono nowych specjalistów. Teraz więc kapitaliści dmuchają na zimne, walczą z lewicą, nawet słabą, żeby ją całkowicie zniszczyć i skompromitować. Równocześnie przejmują pewne elementy lewicowego programu. Tak zrobił PiS. Zrozumiał, że ludzi nie można w nieskończoność i w takim stopniu poniżać.

To dlatego dzisiejsi polscy robotnicy, czy szerzej – pracownicy, głosują na partie prawicowe, którym ani w głowie likwidacja wyzysku?

Może najpierw o tym podziale robotnicy – pracownicy. Uważam, że we współczesnym kapitalizmie klasyczne mówienie o klasie robotniczej, przemysłowej, nie jest już zupełnie trafne. Baza ludzi, którzy są gospodarczo wykluczeni, poniżeni czy wyzyskiwani, rozszerzyła się. Klasa pracownicza w pojęciu nowoczesnego komunizmu to są ludzie zatrudnieni, niebędący właścicielami środków produkcji, pracujący i wyzyskiwani w pracy. Wyzyskiwani są nie tylko ci, którzy produkują, ale np. także pracownicy handlu. Inna kwestia: czy operator jakiegoś bardzo skomplikowanego urządzenia sterowanego numerycznie jest jeszcze robotnikiem czy jest po prostu wyzyskiwanym pracownikiem, skoro nie używa już do pracy mięśni, tylko intelektu, a często ma wyższe wykształcenie?

Wracając natomiast do pytania. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, ludzie są jednak zrażeni do tego, co było w Polsce Ludowej, a raczej do tego, co im się wydaje, że było. Obecnie propaganda, literatura, film przedstawiają ten okres jako czas zupełnej nędzy, ubóstwa, zamordyzmu, chamstwa oraz braków zaopatrzenia. Ludziom się wydaje, że dokładnie tak było przez kilka dekad. Po drugie, ludzie nie widzą horyzontu poza kapitalizmem, bo im wmówiono, że na zachodzie, czyli w kapitalizmie, zawsze było lepiej. Po trzecie, boją się zmian. Żyją „jakoś”, ale boją się buntować.

I wreszcie to, co się stało w Polsce, kiedy już w III RP lewica dostała się do władzy. Społeczeństwo oczekiwało od tych ludzi, że zatrzymają najgorszy dziki kapitalizm. Przywrócą pewne pozytywne elementy socjalizmu. Rządy SLD zawiodły te oczekiwania. Nie wprowadziły nawet ograniczonych socjaldemokratycznych rozwiązań. W polityce zagranicznej też okazali się zupełnie ulegli Stanom Zjednoczonym. Płaci za to współczesna polska lewica.

Nieważne, co powiedzą w Sejmie młodzi działacze Lewicy Razem, będzie za nimi szedł cień Leszka Millera?

Właśnie tak! Są sprawy, które potężnie zapisały się w świadomości ludzi. Czy lewica protestowała, gdy pojawiła się idea samozatrudnienia czy tzw. umowy śmieciowe? Nikt nie protestował! Leszek Miller przedstawiał uelastycznianie zatrudnienia jako wielką szansę dla młodych. A przecież nawet kapitalizm XIX-wieczny zrozumiał, że warto podnosić czasem płace pracowników, bo to przekłada się na zwiększenie sprzedaży wyrobów – robotnika wreszcie stać, by je kupował. Lewica patrzyła na te „oszczędności” i siedziała cicho. Więc teraz się jej nie ufa.

Do tego dochodzi ogromna skala antylewicowej propagandy na czele z lansowaniem tzw. „żołnierzy wyklętych”. Po wojnie była straszna nędza, spowodowana wojną, a wyklęci walczyli z ludźmi, którzy ten kraj chcieli odnowić. To mają być bohaterowie?! Bohaterem jest dla mnie ten, kto w kraju który stracił 6 czy 7 mln obywateli i znaczną część przemysłu chciał to odbudować i coś dla ludzi realnego wytworzyć. A nie ktoś, kto uważał, że przed wojną, gdy zwykli ludzie służyli jaśniepanom, było świetnie.

Konserwatywna propaganda w 2020 r. okazała się mniej skuteczna, niż sądzili jej autorzy. Młodzieży wpajano miłość do Jana Pawła II, całemu społeczeństwu – narodowy katolicyzm. A potem pseudotrybunał wydał swój wyrok w sprawie aborcji i tysiące ludzi wyległo na ulice, krzycząc, że fanatycy mają wyp***. W sprawie praw kobiet można było przełamać prawicową propagandę. Dlaczego nie udaje się tego samego zrobić, gdy chodzi o prawa pracownicze, też masowo łamane w pandemii?

Protesty robotnicze o tej skali nie wybuchają, bo uderzenia w pracowników są bardziej rozmyte. Nie prześladuje się bezpośrednio całej grupy, klasy społecznej równocześnie. Najpierw niszczy się jedną grupę zawodową, potem drugą, jeden zakład pracy, potem inny. Ludzie widzą np. zamykanie kopalń i myślą: to górnicy, to mnie nie dotyczy. Natomiast zakaz aborcji uderza we wszystkie kobiety bez wyjątku.

Prawa kobiet to nie jest sprawa do dyskusji: kobieta jest człowiekiem, ma takie same prawa, nie można jej narzucać woli innych powodowanej jakimiś przesądami religijnymi. Zmuszanie do rodzenia dziecka, które nie ma szans na przeżycie, i dzięki badaniom wiemy to wcześniej, to jest zbrodnia. Dlatego Komunistyczna Partia Polski bez żadnych dyskusji popiera protesty kobiet, bierze w nich udział.

A ilu członków ma właściwie KPP? Czy są w niej pracownicy, o których rozmawiamy i o których prawa upominacie się w programie?

Robotników mamy niewielu, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że zawsze na czele radykalnych ruchów zawsze dominowali intelektualiści, a robotnicy pojawiali się później. Tak było nawet w Proletariacie Waryńskiego.

KPP liczy kilkuset, 200-300 członków, skład nie jest całkiem stabilny. Mniejszy jest udział ludzi w średnim wieku. Jest pewna grupa starszych towarzyszy, pojawia się więcej ludzi młodych. Ci, którzy przychodzą, mają poczucie, że kapitalizm, który mamy, to ślepy zaułek, nie doprowadzi do niczego dobrego.

Na razie jednak w Polsce do rezygnacji z kapitalizmu daleka droga. Co będzie z Polską w krótkiej perspektywie?

Mam powiedzieć coś pozytywnego? Jeżeli dojdzie do przedterminowych wyborów i rola PiS zostanie ograniczona, to będzie bardzo dobre dla Polski. Jeżeli nie, to zostaniemy w tyle i będziemy jeszcze bardziej się oddalać. Jeżeli do tego mamy wyznawać wartości takie jak pan Czarnek proponuje… Mnie się to w głowie nie mieści, że w XXI w. można wierzyć w takie rzeczy. Tego, że będą nami jeszcze długo rządzili tacy ludzie, boję się najbardziej.

Budujemy partię

Na lewicy szykuje się nowa partia. Rodzi się w bólach: a to kłopoty z rejestracją statutu, a to wątpliwości wyrażane w mniej lub więcej zawoalowany sposób przez byłe i aktualne autorytety, w tym liczące się na lewicy.

Kierownictwo lewicy reaguje na te zjawiska ze spokojem, unikając publicznej polemiki. Zbyt rzadko odwołuje się do zimnej kalkulacji zysków i strat politycznych, swoistej analizy SWOT tego zamierzenia. To błąd. W swoim życiu budowałem (wraz z innymi przyjaciółmi z lewicy) dwie partie: Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej i Sojusz Lewicy Demokratycznej. W swoim czasie wygrywały one wybory i ponosiły one główną odpowiedzialność za Polskę. Czasy są inne, a i okoliczności też, choć pewne zjawiska się powtarzają: dominacja poglądów i postaw prawicowych, niechęć liberalnego mainstremu, narastające zniechęcenie obywateli wobec otaczającej nas rzeczywistości.

To jest punkt wyjścia. Jeśli tak, to w procesie budowy partii brakuje mi tego co najważniejsze: nowej narracji jaką Polskę chcemy budować, aby przystawała ona do lęków i nadziei naszego społeczeństwa. Zaczął dobrze Włodzimierz Czarzasty w świątecznej Trybunie, o raz pierwszy zobaczyłem kawałek poważnego materiału nie o PiS-ie, tylko o lewicy. Ale trzeba pójść dalej. Wyłożyć ideę porządkującą, ująć program nowej lewicy w kategoriach wartości i celów życiowych, norm moralnych i ideowych, którym będzie wierna. Czyli odpowiedzieć na pytanie, czym będziemy się różnić od innych partii politycznych i wokół szukania tej odpowiedzi organizować nową partię. Budowa nowej partii to nie proces czysto organizacyjny, jak chciałoby widzieć wielu, to przede wszystkim proces ideowy i polityczny, którego nie wolno zlekceważyć.

Tym bardziej, że chcemy połączyć w niej rozmaite środowiska: od tych dla których ważna jest polityka socjalna, po te, dla których najważniejsze są równe szanse osób LGBT. Od słowianofilów, którzy na lewicy widzą szansę na odbudowę idei jedności Słowian, po okcydentalistów, którzy chcą Unii federacyjnej w przekonaniu, że tylko dzięki tej formule nikt nas nie wykopie z Zachodu. Od tych, którzy wiedzą kto to był Marcin Kasprzak, po tych, którzy nie wiedzą kto to jest Aleksander Kwaśniewski. Od tych, dla których najważniejsza jest wolność, po tych którzy wierni są idei sprawiedliwości społecznej. Oni wszyscy są ważni dla partii lewicowej. Dodam w tym miejscu, że wątpliwym wydaje mi się pogląd, że społeczeństwo dzieli się na wielkie grupy społeczne i trzeba tylko jedną z nich reprezentować. Otóż nie, coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo to federacja wielu grup społecznych, o odmiennych celach życiowych i zróżnicowanym etosie. Idzie zatem o to, aby znaleźć punkty wspólne, platformę uzgadniania tych interesów i ich jak najmniej konfliktowej realizacji. Dla lewicy taką płaszczyzną jest nowoczesne państwo i zaczątek takiego myślenia wyłożył przywoływany tu Czarzasty.

Problemem jest także niejednolitość kultury organizacyjnej, którą chcemy wnieść do nowej partii. Z jednej strony środowisko tradycyjnej kultury partyjnej z jej demokracją wewnętrzną, rutynowym oparciem jej na trwałych, sformalizowanych więziach społecznych, pewnym rodzajem partyjnej dyscypliny politycznej. Z drugiej szerokie grono aktywistów społecznych, przywiązanych do więzi sieciowych, z pewną dozą woluntaryzmu, zwoływane i działające ad hoc, bardziej przywiązane do procesów artykulacji politycznej niż do myśli o rządzeniu. Obydwa środowiska mogą wiele się od siebie nauczyć, pod warunkiem, ze będą uważnie siebie słuchać i szanować. Podział na „starych” i „młodych” w Klubie Parlamentarnym Lewicy był zawsze. Idzie o to, aby go wykorzystać do realizacji wspólnych celów. Młodzi od starszych powinni uczyć się prowadzenia kampanii bez kampanii, odpowiedzialności za kontakt z wyborcami, ale też wykorzystywania instrumentów, który parlamentarzysta ma w ręku, bez względu na to czy jest w rządzie czy w opozycji.

Oczywiście konfliktów nie unikniemy. Nowa partia, to nowe „rozdanie”, także personalne. W toku jej powstawania ułoży się na nowo drabina wpływów politycznych, zbudowana zostanie nowa hierarchia „władzy”. Ujawnią się ambicje, których dziś nikt się spodziewa. Tak było zawsze. Sztuka polega na tym, aby tak skonstruować nowe władze partyjne, aby nikt nie poczuł się pominięty, tak podzielić robotę, aby każdy miał co robić, nie wedle własnych zainteresować, ale potrzeb formacji. Czarzasty (Biedroń, Gawkowski) nie unikną trudnych rozmów, ale trzeba je podjąć i wobec każdego sformułować czytelną perspektywę, obwarowując ją zadaniami do wykonania. W toku budowy SLD Leszek Miller i ja wykonaliśmy ponad 300 rozmów indywidualnych, z parlamentarzystami (było ich prawie dwustu), marszałkami i wicemarszałkami województw, kierownictwami związków zawodowych, przewodniczącymi i wiceprzewodniczącymi rad wojewódzkich SdRP. Ale także z szefami związków zawodowych, stowarzyszeń i organizacji, które tworzyły koalicję pod nazwą SLD. Ten wysiłek się opłacił.

Dziś jest podobnie. Mamy co prawda nieco mniej parlamentarzystów, ale znacznie więcej ludzi i zorganizowanych grup społecznych, które trzeba pozyskać do nowej partii. Nie wcielić (połączyć), ale właśnie pozyskać. Poczynając od partii Razem, przez PPS i może Unię Pracy. Od lewicowych Stowarzyszeń po liderów ostatnich protestów społecznych. I nie myślę tu o paniach Lempart czy Suchanow, ale o setkach ludzi, którzy organizowali protesty w miastach i miasteczkach rozrzuconych po całej Polsce. To są brylanty, które trzeba odnaleźć, wyłowić i zachęcić do współdziałania. Przekonać, że droga do realizacji ich postulatów prowadzi przez Sejm i samorządy lokalne, przez zorganizowaną wspólnotę polityczną i lojalną współpracę. To robota dla każdego parlamentarzysty, dla każdego świadomego polityka Nowej Lewicy.

Wiem, że to nie są proste, łatwe do rozwiązania kwestie. Wiem, ze po stronie mojej partii – Sojuszu Lewicy Demokratycznej – jest mnóstwo wątpliwości. Odpowiem tak: po pierwsze – mister d’Hondt – kawał sukinsyna, który potrafi wyczyniać różne numery. Gdybyśmy ostatnio nie poszli razem do wyborów, to w Sejmie nie byłoby partii Razem, a kluby parlamentarne SLD i Wiosny liczyły by po kilkanaście osób. Po drugie – wyborca lewicy, ten tradycyjny, stały, ceni jedność. Ten incydentalny – wie o tym Jarosław Kaczyński – też. Po trzecie – może najważniejsze – ten akt zjednoczenia otwiera nas na nowe środowiska, nowe pokolenia. Mam taki pogląd, ze PiS to ostatni akt dzieci (raczej bękartów) Okrągłego Stołu. Po nim, o rządach w Polsce będą decydować nowe pokolenia, dla których Kwaśniewski, Tusk czy Kaczyński to zamierzchła historia. To z nimi, a nie z moją generacją, trzeba będzie budować nową, inną od dotychczasowych Polskę. Wierzę, że nowa partia lewicy może stać się głosem tych pokoleń, ucząc ich przy okazji szacunku do dorobku poprzedników. Inaczej to jest bez sensu.

Jakiej Polski chcemy?

Odbudować państwo

Epidemia COVID-19 zmieniła wszystko. Runęło kilka mitów. Chociażby przekonanie liberałów, że prywatna opieka zdrowotna jest odpowiedzią na niedowład publicznego systemu opieki zdrowotnej. Albo sprytne myślenie PiS, że wystarczy dać ludziom 500 zł do ręki, za 150 zł pójdą do specjalisty i państwo będzie zwolnione z obowiązku finansowania systemu ochrony zdrowia na europejskim poziomie. Albo przekonanie, że można urzędnikom płacić głodowe stawki i utrzymywać instytucje państwa w stanie niedoborów kadrowych. W sytuacji kryzysu hasło „sprawdzam” pada bardzo szybko. A symboliczny już Sanepid zostaje sparaliżowany w przeciągu kilku dni. I nigdy z tego paraliżu nie wychodzi. Nie są realizowane śledztwa epidemiologiczne pozwalające ujawniać, jak naprawdę się zakażamy. Państwo jest w walce z epidemią ślepe i niewydolne.

To wina zaniedbań ostatnich 30 lat. Skutek przekonań, że państwo optymalne to państwo minimum, a każdy urzędnik to pasożyt. Tak mówiła ulica przez 30 lat. Tak myśleli politycy. Ale to się skończyło. Przed nami zadanie odbudowy silnego i sprawnego państwa. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego państwa chcemy?

Państwo usług publicznych

Państwo powinno być silne przede wszystkim siłą usług publicznych, które dostarcza obywatelom. Najważniejsze z nich to zdrowie i edukacja. Konieczna jest odbudowa służby zdrowia po COVID-owej katastrofie. Dane NFZ pokazują, że poradnie udzieliły o 20-30 milionów mniej porad. W okresie od marca do lipca tych z użyciem tomografu było o 200 tys. mniej w stosunku do zeszłego roku, a rezonansu – 70 tys. mniej. Zapłacimy za to straszną cenę. Aby zminimalizować straty konieczne jest ostateczne odejście od limitów w służbie zdrowia. I skończenie z oszczędzaniem na tym, co najważniejsze.

Edukacja zdalna to wielkie wyzwanie dla nauczycieli, uczniów, ale też ich rodziców i dziadków. Nie jest to katastrofa. Doświadczenie wielu rodzin jest takie, że jesienią wszystko przebiega lepiej niż na wiosnę. Cała operacja jest jednak wielkim obciążeniem dla całych rodzin, w tym obciążeniem psychicznym dla naszych dzieci i wnuków. Przekonujemy się jednak osobiście, jak bardzo przeciążone są dzisiaj szkolne programy. Jak bardzo potrzebują unowocześnia. I jakim zbytecznym anachronizmem są dwie godziny lekcji religii. To wszystko jest doświadczeniem większości polskich rodzin. Jest jednak grupa, która jest z tego wyłączona. Bo nie ma Internetu, bo łącze jest za słabe, bo nie ma komputera, bo jest jeden komputer na pięcioro dzieciaków. Przyczyn jest wiele. Jest jeden wspólny mianownik: bieda. Dodajmy jeszcze wykluczenie cyfrowe, brak dostępu do nowoczesnej infrastruktury telekomunikacyjnej. SLD zgłaszało kiedyś program laptop dla każdego ucznia. Wtedy się z tego śmiano. Dzisiaj okazuje się, że wyprzedziliśmy epokę.

Lewica powinna być partią usług publicznych. Reprezentować ludzi, którzy je świadczą: lekarzy, pielęgniarki, nauczycieli, kierowców, motorniczych. Tych, którzy organizują ich pracę: urzędników. I przede wszystkim, którzy z usług publicznych korzystają: uczniów, pacjentów, pasażerów. Taką drogę podpowiadał swego czasu Lewicy prof. Rafał Matyja. I chociaż pan profesor bliższy jest innym formacjom, to była to dobra, rozsądna rada.

Mieszkania – wielki projekt

Kolejny aspekt wymagający przemyślenia to mieszkalnictwo. W pandemii zaczęliśmy tłoczyć się w czterech ścianach. Przypomnieliśmy sobie, że w Polsce brakuje dwóch milionów mieszkań. A te które mamy są przeludnione. Brakuje jednego miliona na rynku pierwotnym. I jednego miliona na rynku wtórnym, dotyczy to przede wszystkim mieszkań, które można by – dzięki remontom – przywrócić do dostępnej puli w zasobie komunalnym.

Jednocześnie doszło do paradoksalnej sytuacji. Gospodarka zaczęła się kurczyć, ale ceny mieszkań nie spadały. Dlaczego? Bo w Polsce mieszkania nie służą do zaspokojenia podstawowych potrzeb, ale do inwestowania nadwyżek kapitału. Mieszkań w Polsce – szczególnie w dużych miastach – buduje się sporo. Nie są jednak dostępne dla tych, którzy najbardziej ich potrzebują. Dlatego koniecznością jest stworzenie nowoczesnego programu mieszkaniowego. Opartego o instytucję publicznego przedsiębiorstwa mieszkaniowego, ale również ze znaczącym udziałem samorządów, wsparciem państwa dla budownictwa komunalnego.

Lewica dała Polsce Konstytucję, miejsce w Unii Europejskiej. Teraz chciałbym, aby dała Polsce milion dostępnych mieszkań. To jest dziedzictwo trwalsze niż spiżowy pomnik. Ale program dotyczący mieszkalnictwa wymaga mądrego przepracowania. Czy dać ludziom możliwość dojścia do własności? Czy postawić wyłącznie na mieszkania na wynajem? To żywotny dylemat, który wymaga wniknięcie w stan świadomości Polaków, ich priorytetów, hierarchii wartości. Ale nie wartości, które wyznają dzisiaj, ale będą wyznawali za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat.

Mieszkania nie buduje się na teraz, ale na lata, na dekady, na pokolenia. Przed nami trudne zadanie, zaprojektowania programu, który będzie służył kolejnym pokoleniom. Ale jeśli tak się stanie, to damy milionom Polek i Polaków widomy symbol, aby głosować na Lewicę. Skąd wziąć na to pieniądze? Po pierwsze, z rynku finansowego. Po drugie, z Unii Europejskiej. Dzisiaj Unia nie wspiera wprost budowy nowych mieszkań. Ale powinna zacząć. Jeśli hasłem kluczowego programu UE w nowej dekadzie będzie „Nowe Pokolenie UE” to nowe pokolenie potrzebuje mieszkań. Wczoraj Unia nie finansowała ochrony zdrowia, dzisiaj wchodzi na ten obszar. Tak samo powinno być z budową mieszkań. I po trzecie – TVP. To ma wymiar symboliczny, ale proponuję aby całą kasę, która idzie na PiS-owską propagandę przekierować na budowę mieszkań dla nowego pokolenia. Pamiętajmy, że nie to marzycielstwo, ale twarde stanie na gruncie obowiązującej Konstytucji, której artykuł 2 stanowi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, a artykuł 20 mówi, że społeczna gospodarka rynkowa stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Więcej Europy w Polsce, więcej Polski w Europie

Unia Europejska w związku z epidemią koronawirusa postanowiła zrobić kilka kroków do przodu. Finansowanie funduszu odbudowy ze wspólnego długu to gigantyczny krok naprzód w stronę pogłębienia integracji europejskiej. Popieramy ten proces. I dajemy jasny sygnał, w sprawie integracji europejskiej Lewica popierała, popiera i będzie popierać wszelkie kroki zmierzające do jej pogłębienia.

Polacy są ambitnym narodem. PiS spycha jednak Polskę na margines. Nasza ojczyzna nie powinna budować niepoważnych koalicji z Węgrami, w której to koalicji jesteśmy zresztą przystawką dla premiera Orbana. Polska powinna wspólnie z Niemcami, Francją, Włochami i Hiszpanią nadawać kierunek rozwoju Unii Europejskiej. Powinniśmy siedzieć przy głównym stole i decydować o kierunkach rozwoju Europy. A kierunek jest prosty: ochrona praw człowieka, zielona transformacja energetyczna, suwerenność cyfrowa Europy, badania naukowe i innowacyjność. To wszystko zapewni Europie rolę silnego podmiotu w warunkach wzrostu potęgi Chin i względnej niestabilności w Stanach Zjednoczonych.

Najważniejsze to jednak być przy stole. A nie starać się ten stół wywrócić. Brytyjczycy wyszli z Unii Europejskiej marząc o odbudowie imperium. Jeśli Polska wyjdzie z Unii Europejskiej, to jedynym imperium do odbudowy, którego się przyczynimy będzie Imperium Rosyjskie. Unia to wielka przestrzeń wolności, praw człowieka, dobrobytu. Pokolenia Polaków marzyły o uczestnictwie w tym klubie. Nie pozwolimy ukraść nam tego marzenia grupie oszalałych, prawicowych karierowiczów.

To zmienia wszystko

Kilka lat temu Naomi Klein, kanadyjska aktywistka i publicystka, napisała książkę „To zmienia wszystko”. Co mianowicie? Kwestia klimatyczna. I nie chodzi nam tylko o topniejące góry lodowe, czy podnoszący się poziom oceanów. Zmiana klimatu oznacza pustynnienie ziem uprawnych, klęski głodu i masowe przemieszczenia ludzi w poszukiwaniu lepszego życia. Może nas czekać wędrówka ludów, przy której fala migrantów spowodowana wojną domową w Syrii będzie przystawką przed daniem głównym. Dlatego cała ludzkość: państwa, korporacje, obywatele muszą realizować ambitną politykę neutralności klimatycznej.

Lewica powinna być w awangardzie tej walki. Naomi Klein sformułowała ten postulat wprost. Uczyniła to w 2014 roku. Niedługo potem wybory w USA wygrał Donald Trump i kwestia klimatyczna została pogrzebana. Dzisiaj karta się odwraca. Stany Zjednoczone wrócą do klimatycznego głównego nurtu. Chiny od kilku lat starają się zawstydzić Amerykanów swoją polityką klimatyczną. A Unia Europejska – przy braku sprzeciwu polskiego premiera – akceptuje ambitniejsze cele klimatycznego. I daje kilkanaście miliardów złotych na sprawiedliwą transformację energetyczną. Od wymiany starych pieców po rozwój odnawialnych źródeł energii. Europejski Zielony Ład to jednak nie tylko szansa na budowę zielonej energetyki, ale przede wszystkim na transformację polskiego społeczeństwa w stronę zbiorowości ceniącej kooperację, samoorganizacje i wzajemne zaufanie. W kierunku zawsze pożądanym przez Lewicę.
Lewica powinna reprezentować również wszystkich tych, którzy kochają dziką przyrodę. Stać po stronie osób postrzegających las nie jako źródło pozyskiwania drewna, ale dom dzikiej przyrody, gdzie człowiek może odpocząć od codziennego zgiełku. Miłość do polskiej przyrody i chęć jej ochrony to przecież jedna z oznak naszego patriotyzmu.

Polska – strefa wolności

Polska powinna być krajem wolnych ludzi. Miejscem, gdzie obowiązuje zasada żyj i daj żyć innym. Państwo nie może wchodzić ludziom do sypialni. Powiem więcej, państwo powinno powstrzymać zakusy tych, którzy chcą nam wejść do sypialni. Niezależnie od tego, czy mają koloratkę, czy tylko święte przekonanie o chęci decydowaniu o życiu innych. Zadaniem państwa jest ochrona wolności każdego obywatela. W Polsce każdy powinien czuć się u siebie, niezależnie od tego kogo i jak kocha, w co wierzy lub nie wierzy, skąd pochodzi i kim byli jego przodkowie.

Jedna teza powinna wybrzmieć: w Polsce nie będzie wolności, takiej jaką znają chociażby Polacy mieszkający na Zachodzie, póki Kościół Rzymskokatolicki będzie uzurpował sobie rolę polityczną, jaką pełni obecnie. A politycy będą to akceptować. Dlatego warunkiem koniecznym ochrony i poszerzania wolności obywatelskich jest realizacja postulatu świeckiego państwa. Bez tego nie ruszymy z miejsca. A kolejne młode pokolenia Polek i Polaków będą się irytować, że nie mogą żyć tak jak ich rówieśnicy na Zachodzie. I korzystać z przywileju otwartych granic.
Polska powinna być domem wszystkich, otwartym dla każdego kto widzi tutaj swoje miejsce na ziemi. Chce pracować na swój i nasz dobrobyt. Takich ludzi jest zresztą coraz więcej. Polska się zmienia. Ukraińcy, Białorusini, Wietnamczycy, nie tylko w wielkich miastach stają się naszymi sąsiadami, współpracownikami, kolegami z klasy naszych dzieci i wnuków. Płacą u nas podatki, współtworzą naszą codzienność. Dlatego powinniśmy rozważyć nadanie obcokrajowcom mieszkającym na stałe w Polsce praw wyborczych w wyborach samorządowych. Pracują w Polsce, płacą w Polsce podatki. Nie widzę powodu, aby nie nadać im możliwości współdecydowania o tym, na co zostaną wydane. Prawo wyborcze w wyborach samorządowych to pierwszy krok. Ale też zachęta, aby zostali z nami. Bo w perspektywie dekad, naprawdę ich potrzebujemy.

Dyskutujmy!

Kwestii do dyskusji i dylematów do rozstrzygnięcia jest wiele. Takiej pogłębionej dyskusji programowej miały służyć – i służyły – wojewódzkie Kongresy Lewicy. Druga fala pandemii COVID-19 przerwała ten proces w połowie. Jednak doświadczenie tych kongresów, które się odbyły jest zachęcające. Udało nam się zebrać przedstawicieli środowisk akademickich, związkowych, pozarządowych. Ludzie o bogatym doświadczeniu życiowym mogli skonfrontować się z przedstawicielami młodego pokolenia aktywistek i aktywistów. Tego, które kilka tygodni po Kongresach Lewicy wyszło na ulicę i zachwiało w posadach zarówno tronem jak i ołtarzem. To było wspaniałe doświadczenie, które będzie kontynuowane. Póki jednak sytuacja pandemiczna uniemożliwia nam spotkania w większym gronie, proponuję aby dyskusję programową kontynuować na łamach „Trybuny”. Wiem, że ona się toczy i śledzę ją z zaciekawieniem. Tutaj też głos prof. Tadeusza Klementewicza ściera się z perspektywą Tymoteusza Kochana. Im więcej takich wolnych głosów, tym lepiej. Dobrze, że łamy „Trybuny” są na nią otwarte.

2021 – czas na nokautujący cios

Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy mogli spotykać się już w warunkach zbliżonych do normalności, że programowe Kongresy Lewicy powrócą i będą okazją do wielu inspirujących dyskusji. Tego chciałbym Państwu życzyć w 2021. Ale rok 2020 był nie tylko rokiem dyskusji, ale przede wszystkim rokiem działania. Setki tysięcy polskich kobiet i ich sojuszników wyszło na ulicę w obronie swojej wolności. Chciałbym im podziękować za ich odwagę.

I jeszcze jedno: rząd PIS szkodzi Polsce i powinien odejść – życzę Państwu, aby nastąpiło to jak najszybciej. Ponadto, życzę Państwu udanego świątecznego odpoczynku w gronie najbliższych. Spokoju ducha, dobrych lektur. I dużo zdrowia w Nowym Roku!

Bieda: niechciane dziecko transformacji

W mniemaniu środowisk prawicowych, od umiarkowanych po liberalne i skrajne, raz biedzie winny jest PRL i bliżej nieokreślone „komunistyczne zaszłości”, a innym razem lenistwo, nałogi, nieporadność czy nieroztropność finansowa ludzi uboższych. Prawicowcy nigdy nie przyznają, że u podstaw wszystkiego leży kapitalizm i jego święte prawo prywatnej własności środków produkcji, a to tutaj właśnie leży sedno problemu.

Nikt tak w społecznej historii Polski nie walczył z biedą, jak władze potępionego już na wszelkie możliwe sposoby PRL.

Wbrew temu, co uważają środowiska prawicowe, ubóstwo bierze się przede wszystkim z bezrobocia, niestabilności rynku pracy, elastycznych form zatrudnienia, śmieciowych umów, niskich wynagrodzeń za pracę, niskich emerytur i rent z jednej strony. Przyczyną ubóstwa bywa także trwała czy okresowa niezdolność do pracy, spowodowana chorobami oraz niepełnosprawność. W kapitalizmie bogactwo jak i biedę dziedziczy się z pokolenia na pokolenia. Kto urodził się z zamożnej rodzinie, to i zamożnym raczej umrze, a ten, kto urodził się w biednej, z biedy być może nie wyrwie się już nigdy. Ubóstwo i życie w niedostatku nie są skutkami ubocznymi kapitalizmu, gdyż jak wskazuje zarówno historia społeczna kapitalizmu, jak i doświadczenia współczesne, ubóstwo i niedostatek są jego nieodłącznymi elementami, bez których kapitalizm nie mógłby istnieć i nie mógłby normalnie funkcjonować. Określenie „normalny” w warunkach kapitalizmu należy przy tym rozumieć jako zdolność do ciągłego wyzysku – przywłaszczania jak największej części wartości dodatkowej oraz do ciągłej akumulacji kapitału.

Nawet najbardziej łagodne i najmniej opresyjne wersje kapitalizmu, spotykane np. w państwach skandynawskich, nie są w stanie skutecznie poradzić sobie z ubóstwem, na co dowodem są badania wykonywane chociażby przez Eurostat – jeżeli zgłębimy się w statystyki na temat różnych form ubóstwa, to dowiemy się, że te w zależności od formy osiąga wskaźniki od kilku do nawet kilkunastu procent.

Ubóstwo w wymiarze ekonomicznym

Ekonomiczny wymiar ubóstwa w Polsce mierzy się m.in. za pomocą trzech progów: próg ubóstwa skrajnego, relatywnego oraz ustawowego. Granicę ubóstwa skrajnego wyznacza się na podstawie minimum egzystencji ustalanego przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (w 2019 r. minimum egzystencji, w zależności od liczby osób w gospodarstwie domowym i typu gospodarstwa domowego, wynosiło od 585,04 zł do 2746,68 zł). Dochód poniżej tej granicy oznacza biologiczne zagrożenie życia oraz rozwoju psychofizycznego człowieka. W 2019 r. stopa ubóstwa skrajnego w Polsce wyniosła 4,2 proc.

Granica ubóstwa ustawowego określa grupę osób lub gospodarstw domowych, które zgodnie z obowiązującymi przepisami są potencjalnie uprawnione do ubiegania się o świadczenia pieniężne z pomocy społecznej. W 2019 r. wskaźnik ten kształtował się na poziomie 9 proc.

Ubóstwo relatywne określa się na podstawie wyznaczenia grupy osób lub gospodarstw domowych, których miesięczne wydatki nie przekraczają 50 proc. przeciętnych wydatków w gospodarstwach domowych ogółem (w 2019 r. przeciętne wydatki gospodarstw domowych kształtowały się na poziomie 1819 zł). W 2019 r. wskaźnik ubóstwa relatywnego wynosił 13 proc.

Ubóstwo w wymiarze ekonomicznym można zmierzyć również za pomocą „sfery niedostatku”, ta wyznaczana jest na podstawie minimum socjalnego ustalanego przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (w 2019 r. minimum socjalne wynosiło od 992,61 do 1066,36 zł na osobę, w zależności od rodzaju gospodarstwa domowego i od ilości osób w gospodarstwie domowym). Minimum socjalne wyznacza dolną granicę dochodów, które pozwalają na życie w warunkach umożliwiających reprodukcję sił życiowych, posiadanie i wychowanie potomstwa oraz utrzymanie więzi społecznych. Według danych za 2019 r. zasięg sfery niedostatku wynosił 39,4 proc., a to oznacza, że nieco ponad 15 mln osób w Polsce żyje poniżej poziomu pozwalającego na godne życie.

O skali ubóstwa i jego różnych formach mogą świadczyć również dane na temat zasięgu korzystania ze środowiskowej pomocy społecznej. Najaktualniejsze dane dotyczące pomocy społecznej pochodzą z 2018 r. i zostały opracowane przez GUS. Stąd wiadomo, że w 2018 r. z pomocy społecznej skorzystało 5,1 proc. osób zamieszkujących w Polsce, co w wartościach bezwzględnych daje liczbę niemal 2 mln osób. Przyczyną skorzystania ze świadczeń pomocy społecznej w 80 proc. przypadków były ubóstwo, długotrwała lub ciężka choroba, niepełnosprawność i bezrobocie.

Biedne dzieci, ubodzy emeryci

W tym samym roku zasięg pomocy społecznej udzielonej osobom poniżej 18 lat kształtował się na poziomie 9,1 proc., co oznacza, że pomocą objętych było ok. 630 tys. dzieci. Natomiast z danych Eurostatu wynika, że w 2019 r. 17,2 proc. dzieci w Polsce było zagrożonym ubóstwem, co daje liczbę ok. 1,2 mln dzieci. Według danych GUS skrajne ubóstwo dotyczy ok. 250 tys. dzieci, natomiast organizacje pozarządowe szacują, że liczba ta może wynosić nawet 500 tys.

EAPN (Europejska Sieć Przeciwdziałania Ubóstwu), szacuje, że w Polsce liczba emerytów żyjących w skrajnym ubóstwie wynosi ok. 210 tys. osób. Natomiast według badań Ryszarda Szarfenberga liczba ta może wynosić nawet ok. 275 tys. osób, zaś liczba emerytów relatywnie ubogich nawet 771,2 tys. osób. Do senioralnej sfery niedostatku zalicza się 37,3 proc. osób powyżej 65 lat – dochody ok. 2,1 mln starszych osób są niższe niż minimum socjalne. Obecnie najniższa ustawowo emerytura stanowi tylko 78 % minimum socjalnego.

Praca nie chroni przed ubóstwem

W 2018 r. najczęściej występujące wynagrodzenie netto w Polsce wynosiło 1765 zł, taki dochód z pracy osiągało 13 proc. (2,1 mln osób) pracujących. Liczba osób pracujących za minimalne wynagrodzenie kształtowała się na poziomie 1,5 mln. W tym samym roku mediana wynagrodzeń wynosiła 2919,54 zł netto, a to oznacza, że połowa pracujących, czyli ok. 8 mln osób otrzymywało wynagrodzenie mniejsze niż 2919,54 zł netto. Na umowach zlecenie i umowach o dzieło zatrudnionych było 1,3 mln osób, zaś na umowach na czas określony ok. 3,8 mln osób. Deregulacja kodeksu pracy powoduje niepewność zatrudnienia, umożliwia obniżanie wynagrodzeń, wydłużanie czasu pracy czy pogarszanie warunków pracy. W rezultacie można też stwierdzić, że praca w Polsce nie chroni przed biedą.

Tylko 16 proc. osób bezrobotnych posiada prawo do zasiłku. Jednak zasiłek jest tak niski, że bezrobotny od razu spychany jest w sferę ubóstwa. Kwota zasiłku dla pracowników z 5-letnim stażem wynosi 603,17 zł netto, jest to mniej niż minimum egzystencji, a to oznacza skrajne ubóstwo. Osoby ze stażem 5-20 lat otrzymują świadczenie o wysokości 741,87 netto, a osoby z ponad 20-letnim stażem pracy 880,67 zł netto, jest to, co prawda powyżej minimum egzystencji, ale mniej niż minimum socjalne, dochody takiego rzędu również oznaczają ubóstwo.

A co z pozostałą grupą 84 proc. bezrobotnych, nieposiadających prawa do zasiłku? Brak jakichkolwiek dochodów również oznacza ubóstwo skrajne. Jeżeli taka osoba nie otrzyma żadnej pomocy, to w wielu przypadkach będzie oznaczać to wykluczenie społeczne.

Promyk nadziei?

Pomimo negatywnego PR, wymierzonego w osoby ubogie, trzech dekad ideologicznej kontrofensywy środowisk prawicowych, odczłowieczającej osoby żyjące w ubóstwie, większość społeczeństwa nadal przejawia odruchy człowieczeństwa i postawy solidarnościowe. Na dowód można przytoczyć wyniki badań opinii publicznej z 2018 r. przeprowadzonych przez GUS. Pokazały one, że 87 proc. społeczeństwa twierdzi, iż w Polsce różnice dochodowe są zbyt duże, 78 proc. osób w wieku 16 lat i więcej uważa, że do obowiązków państwa należy zmniejszanie różnic pomiędzy wysokimi i niskimi dochodami, a podobny odsetek osób uważa, że państwo powinno zapewnić każdemu obywatelowi podstawowe minimum. 43 proc. obywateli było zdania, że najlepszą formą pomocy dla osób żyjących w ubóstwie jest zapewnienie im pracy, a 16 proc. uznało, że w największym stopniu pomoże im zasiłek pieniężny.

Zapewnienie wszystkim zdolnym do pracy możliwości jej wykonywania, osobom w wieku poprodukcyjnym – godnych emerytur, a czasowo lub trwale niezdolnym pracy godnych – rent i opieki medycznej na wysokim poziomie wymagałoby zanegowania praw rządzących wolnym rynkiem i wyjścia poza ramy kapitalizmu. Takie potrzeby zaspokoi tylko gospodarka oparta na założeniach egalitarnych, społecznej własności środków produkcji, gdzie procesy gospodarcze służą zaspakajaniu potrzeb społecznych, a nie mnożeniu bogactw wąskiej grupy milionerów i miliarderów. Tak więc socjalizm jest odpowiedzią na ubóstwo stworzone przez kapitalizm. A co z rozwiązaniami na tu i teraz? One również istnieją, w Polsce też.

Aby wyciągnąć pomocną dłoń do ubogich, można zagospodarować środki zgromadzone w Funduszu Pracy. W 2019 r. wykorzystano tylko 43 proc. środków z dostępnych 14,7 mld zł. Zasiłki dla bezrobotnych stanowiły przy tym jedynie 21 proc. wydatków Funduszu, zatem środki na finansową pomoc dla wszystkich osób pozostających bez pracy bez wątpienia są i powinny zostać wykorzystane. Ponadto wymogi, które bezrobotny musi spełnić, aby otrzymać zasiłek, powinny zostać obniżone, a najniższą kwotę zasiłku powinna stanowić kwota wyznaczona przez minimum socjalne lub kwota w wysokości minimalnego wynagrodzenia w gospodarce.

Wydatki na roboty publiczne, prace interwencyjne w 2019 r. stanowiły tylko 2,3 proc. wydatków funduszu, a że praca jest najlepszą formą aktywizacji, należy zdecydowanie zwiększyć wydatki właśnie na taką formę pomocy. Wydatki na szkolenia powinny zostać zachowane, ale muszą być to szkolenia, które przygotowują bezrobotnego do pracy na danym stanowisku pracy. Po ukończeniu szkolenia człowiek powinien po prostu pójść do pracy, której się uczył! Wydatki na staże stanowiły 4,5 proc. budżetu, jednak wysokość stypendium stażowego podobnie jak zasiłku dla bezrobotnych jest skandalicznie niska: to 120 proc. kwoty zasiłku dla osób bezrobotnych. Praca na stażu w praktyce oznacza ubóstwo, dlatego też wysokość stypendium stażowego powinna kształtować się co najmniej na poziomie płacy minimalnej.

Na rynku pracy należy zlikwidować umowy śmieciowe, ograniczyć stosowanie umów na czas określony, podwyższyć minimalne wynagrodzenie, przywrócić do Kodeksu Pracy wcześniej usunięte zapisy. Pozwoli to na ograniczenie sfery niedostatku i zjawiska ubogich pracujących, a także podwyższy poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego. Najniższa emerytura i renta z tytułu trwałej lub czasowej niezdolności do pracy nie powinna być niższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę, czynsze dla osób pobierających najniższe emerytury i renty powinny być częściowo albo w całości opłacane przez budżet państwa. Dodatkowo leki dla osób 65+, niepełnosprawnych, przewlekle i ciężko chorych powinny być bezpłatne. Rozwiązania te w zasadzie zlikwidowałyby zjawisko ubóstwa wśród emerytów, rencistów, osób niepełnosprawnych i przewlekle chorych oraz zdecydowanie ograniczyłoby sferę niedostatku senioralnego. Wyższe płace i stabilniejsze miejsca pracy to krok w kierunku likwidacji ubóstwa nie tylko wśród pracujących, ale także wśród dzieci. Tu oprócz zasiłków w postaci 500+, niezbędne są także inwestycje w publiczną i bezpłatną sieć żłobków oraz przedszkoli, a także przywrócenie stołówek szkolnych, gdzie każde dziecko będzie mogło zjeść bezpłatny ciepły posiłek.

Jednak zawsze należy mieć na uwadze to, że w warunkach kapitalizmu, żadne, nawet najbardziej prospołeczne reformy nie rozwiążą dostatecznie problemu ubóstwa. Lewicowe reformy wdrożone przez socjaldemokratyczny rząd w każdej chwili mogą zostać zaatakowane przez kontrofensywę politycznych sił klasy żyjącej z wyzysku pracowników. Walka z ubóstwem będzie mogła zakończyć się pełnym powodzeniem dopiero wtedy, kiedy środki produkcji będą należały do ludzi pracy, a idee egalitaryzmu, dobra wspólnego, równości i sprawiedliwości wyznaczą politykę społeczną i gospodarczą państwa.

Autor jest geografem społecznym, niezależnym publicystą, działaczem Związkowej Alternatywy oraz Alternatywy Socjalistycznej.

Lewica powinna sięgnąć po narzędzia demokracji bezpośredniej

W czasie, gdy polityczni komentatorzy wyciągają kolejne dalekosiężne wnioski w oparciu o niepewne sondaże – opcja „nie wiem” wyrasta na drugą siłę polskiej polityki – szeroka koalicja Lewicy powinna wziąć głęboki oddech, wyciągnąć wnioski z sondażowej stagnacji i poszukać alternatywnych form działania.

Niekoniecznie opartego na medialnych wyskokach i chwilowej modzie na daną formację. Przez najbliższe miesiące ta sfera działań należeć będzie do Szymona Hołowni, z jego celebryckim powabem i prostymi receptami. Klucz do długotrwałego sukcesu leży w budowie szerokiej, inkluzywnej koalicji społecznej, opartej na realnej bazie aktywistów i aktywistek, sympatyków, działaczy i gęstej sieci stowarzyszonych ruchów. Nie wymyślono jeszcze lepszej drogi realizacji tego celu niż sięgnięcie po narzędzia demokracji bezpośredniej – obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej i referendum.

Polki i Polacy mniej konserwatywni niż klasa polityczna

Wedle wszystkich dostępnych badań opinii publicznej Polki i Polacy są bardziej postępowi nich reprezentująca ich klasa polityczna. Około 20-25 proc. z nas deklaruje poglądy lewicowe lub centrolewicowe. Około 90 proc. z nas jest za pozostaniem Polski w Unii Europejskiej, tylko marginalna część opowiada się za ostatnim zaostrzeniem prawa o aborcji (w zależności od sondażu pełna dostępność to widełki – od 30 do ponad 50 proc). Zaostrzają się oceny Kościoła katolickiego – Polska jest najszybciej laicyzującym się państwem w Europie. Jest również krajem najbardziej homofobicznym, ale jednocześnie około 40 proc. opowiada się za prawną regulacją związków partnerskich (około 40 proc. za równością małżeńską). W przypadku kwestii ekonomicznych postawy są o wiele bardziej złożone, co wynika ze sprzecznych oczekiwań wynikających z różnic wieku czy klasy społecznej, jak również z wielu dekad indoktrynacji w duchu neoliberalnym: niemal 50 proc. Polaków chciałoby obniżki podatków, jednocześnie miażdżąca większość opowiada się za utrzymaniem i rozwijaniem filarów współczesnego welfare state – powszechną służbą zdrowia, stabilnością zatrudnienia, protekcjonizmem gospodarczym. W zależności od badania, między połowa, a dwie trzecie rodaków uważa, że bogaci powinni płacić wyższe podatki niż dziś. Nadal jednak nie wszyscy rozumieją, że funkcjonujemy w systemie opodatkowania degresywnego i że to właśnie oni – osoby aspirujące i klasa średnia – utrzymują państwo. Z tym przekazem trzeba dotrzeć – skutecznie (ale o tym za chwilę).

Ogólne wnioski z tych wszystkich badań są dość proste – jesteśmy społeczeństwem stopniowo wychodzących z mroku konserwatyzmu, mamy coraz większe oczekiwania wobec państwa (zwłaszcza ludzie młodzi), coraz mniej w nas mitów w stylu „od pucybuta do milionera”. Rośnie zapotrzebowanie na elementarną sprawiedliwość – biedni mają dawać mniej, bogaci więcej, a państwo ma służyć zwykłemu człowiekowi. Nawet jeśli te postawy pozostają mniejszościowe (na poziomie ok 40 proc. społeczeństwa), nie ma żadnego powodu aby reprezentująca takie wartości koalicja Lewicy oscylowała w sondażach na poziomie 8-10 proc.

Wyłóżmy nasz program na widok publiczny

Odpowiedź wydaje się prosta – Lewica nie jest w stanie przebić szumu informacyjnego, nawet pomimo posiadania najlepszej ekipy parlamentarnej od dekad. Bez własnych mediów, w oparciu o zasady narzucone przez inne, mocniejsze partie (bycie w telewizji to niemal wszystko), bez potężnego zaplecza organizacyjnego, z opinią formacji „radykalnej”, przekroczenie bariery oddzielającej ugrupowanie mniejszości od ruchu masowego może być trudne, o ile nie niemożliwe. Skoro jednak (póki co) nie udaje się Lewicy przebić medialnie, powinna sięgnąć po narzędzia kampanii bezpośredniej. Obywatelska inicjatywa ustawodawcza to jedna ze skuteczniejszych metod docierania do ucha i serca wyborcy. Ale też budowy silnej formacji opartej na realnych działaczach i działaczkach w terenie. Ostatnie badania pokazują, że udział w ostatnich protestach antyrządowych, był największy w miejscowościach w przedziale 20-100 tys. mieszkańców. To też tradycyjne ośrodki wyborców Lewicy – pominiętych, zapomnianych, często bez perspektyw i reprezentacji w mediach głównego ruchu. A jednak – jak wskazują badani – postępowych społecznie.

Pomimo tego, że kilka lat temu projekt „Ratujmy Kobiety” przepadł w Sejmie, samo jego złożenie poszerzyło ramy debaty publicznej. Realnie istniejący obywatele i obywatelki podpisywali listy poparcia dla ustawy liberalizującej przepisy aborcyjne. To tworzy więź z danych ruchem. Warto również uczyć się od prawicy. Możemy się oburzać na ekstremistyczne projekty Kai Godek wymierzone w prawa kobiet i osoby LGBT+, ale akcje zbiórki podpisów z nimi związana generuje realny ruch polityczny i w ostatecznym rozrachunku (jak pokazuje sprawa aborcji) wymuszają zmiany na politycznym (w tym przypadku skrajnie prawicowym) establishmencie.

Lewica ma tu kilka swoich projektów min. odnośnie liberalizacji przepisów aborcyjnych. A w poczekalni również całą gamę zmian w prawie podatkowym (podatek od dużych korporacji, wprowadzenie kolejnych progów dla najlepiej zarabiających), które mogłyby zdobyć wielką popularność w zestawieniu z czymś bardziej namacalnym (np. zwiększeniem kwoty wolnej od podatku). Jakiś czas temu środowiska obywatelskie przekazały na ręce Lewicy projekt dotyczący powołania niezależnej komisji do zbadania pedofilii w kościele. Wszystkie te pomysły cieszą się poparciem kilkukrotnie większej liczby wyborców niż wynika z sondażowego poparcia Lewicy. Przedstawione w Sejmie jako projekty klubu znikną w zgiełku emocjonalnych tematów zastępczych lub zostaną zamrożone przez autorytarną władzę. W postaci projektów obywatelskich (wymóg to 100 tys. podpisów) wygenerują ruch społeczny i związek emocjonalny z wyborcami. Spowodują również przyrost nowych członków i aktywistów, przyczynią się do budowy formacji politycznej, dadzą niezbędne szlify polityczne tysiącom działaczy i działaczek. W takim scenariuszu Lewica nie będzie potrzebowała dobrego słowa dziennikarzy z telewizji komercyjnej. Praca odbędzie się na dole.

Nie bójmy się referendum

W 1986 koalicja chadeckiej Fina-Geal i centrolewicowej Partii Pracy doprowadziły do referendum w sprawie legalizacji rozwodów (!). Poniosły sromotną klęskę, ale już 9 lat później stosowna poprawka do konstytucji została przegłosowana i Irlandia postawiła kolejny krok na drodze do normalności. Kilka referendalnych głosowań później kraj ten jest jednym z bardziej postępowych w Europie – nie ma już śladu po mrocznych czasach klerykalizmu i konserwatyzmu.

Wedle polskiego prawa referendum zarządza m.in. Sejm na wniosek grupy co najmniej 500 000 obywateli. Może ale nie musi, choć siła nacisku politycznego wydaje się tu oczywista. Ta metoda budzi spore kontrowersje wśród lewicowych polityków, aktywistów i komentatorów. Po pierwsze, stawia się argument dotyczący praw człowieka – podobno nie powinny być one głosowane w formule bezpośredniej (czyli np. podatki tak, ale już aborcja nie). Po drugie, pojawia się obawa, że przegrane referendum zniechęci ludzi do organizatorów i wręcz zaszkodzi, zamiast pomóc sprawie. Pierwszy argument ma charakter idealistyczny, ale mały związek z uwarunkowaniami prawnymi i tzw. światem rzeczywistym.

W istocie, prawa człowieka zawsze były, są i najpewniej będą regulowane przez Suwerena, czy to za pośrednictwem parlamentu czy bezpośrednio. Innej drogi na wprowadzenie zmian do porządku prawnego nie ma. Co do ewentualnej demobilizacji – taki scenariusz mógłby zagrozić formacji masowej złożonej z przeróżnych grup o często odmiennych interesach, w mniejszym zaś stopniu małemu ugrupowaniu, którego związek z wyborcami opiera się na silnych emocjach. Nawet jednak w przypadku dużych partii przegrana może być przedstawiana wyłącznie jak przystanek na długiej drodze do celu. Jako niezbędny element szerszej strategii pozyskiwania wpływu. Weźmy Szkocką Partię Narodową. Przegrane referendum niepodległościowe nie tylko jej nie zaszkodziło, ale wręcz wzmocniło jej poparcie (centrolewicowa SNP trzyma stery władzy już od kilkunastu lat). Jak zwykle wiele sprowadza się do komunikacji – Lewica nie może udawać, że załatwi swoje postulaty już teraz. W przypadku ewentualnej inicjatywy referendalnej warto również stawiać na kwestie, które cieszą się poparciem większości (lub istnieje potencjał zwiększenia poparcia), ale z jakiegoś powodu są ignorowane przez klasę polityczną. To np. kwestia in vitro, związków partnerskich, odebrania przywilejów finansowych kościołowi czy być może również legalizacji marihuany. Może nawet sprawa reformy systemu podatkowego (np. wprowadzeniu czwartego progu dla superbogatych, przy jednoczesnym zwiększeniu kwoty wolnej dla zdecydowanej większości) Wszystkie wymienione inicjatywy – przy założeniu odpowiedniej komunikacji – miałyby szansę na uzyskanie poparcia Polek i Polaków. Oraz – co ważne dla Lewicy – na poszerzenie jej bazy wyborczej o nowe grupy i ciekawe koalicje.

Oczywiście żadne z powyższych nie zastąpią działań w parlamencie, tworzenia własnych mediów, rozbudowy puli liderów i liderek opinii, tworzenia koalicji wyborczych i zwykłej, codziennej pracy wśród ludzi. Narzędzia demokracji bezpośredniej to tylko jedna z metod pokazania swojego programu społeczeństwu. A jednak w przeciwieństwie do liczenia na korzystną narrację medialną, odpowiedni trend czy moment, mają jedną i niepodważalną zaletę: o ile nie da się przewidzieć końcowego rezultatu, wykonana przy nich praca nigdy nie idzie na marne.

Postawmy diagnozę

Większość lewicowej refleksji dotyczącej polskiej sytuacji gospodarczej oraz politycznej przypomina optymistyczny koncert życzeń.

Lewica przedstawia kolejne propozycje, lecz stale ucieka od kwestii zasadniczych, czyli: podatków, kwestii systemowych i stosunku do wyzwań, które stawia przed nami przyszłość. To błąd. Przed zglobalizowanym kapitalizmem cała seria katastrof. I lepiej się do nich przygotować. Nie stoimy u progu kolejnej epoki neoliberalnego „końca historii”. Nie ma już żadnego Pax Americana, a główne imperia gospodarcze żyją w coraz większym napięciu. Nie mamy też przed sobą perspektyw na wieczny, stabilny wzrost gospodarczy i bezpieczne dochodzenie „państw rozwijających się” do poziomu życia „państw rozwiniętych”. Te wszystkie marzenia rodem z wyobraźni zwolenników Miltona Friedmana są równie archaiczne, co cała jego neoliberalna doktryna. Przed nami czasy kryzysów i niepewności. Dla całej lewicy to także ostatni moment na pobudkę! To pora na odważne i bezkompromisowe kroki w walce o dobrostan ludzi pracy, o silne i opiekuńcze państwo zdolne przeciwdziałać katastrofom i o postęp obyczajowy, który wyrwie nas wreszcie z pazurów archaiczno-katolickiej prawicy. Realia walki politycznej i walki klas ulegną wyłącznie zaostrzeniu. I tu właśnie niezbędny jest konkretny program.

Kapitalizm nie gwarantuje bezpieczeństwa

Wszelkie projekty, które zakładają wieloletni i niezakłócony, stabilny żywot globalnego kapitalizmu są kompletnie oderwane od rzeczywistości. I ma to kolosalne znaczenie także z perspektywy samej Polski i jej ograniczonych mocy sprawczych. Po pierwsze: nowoczesną rywalizacją gospodarczą z perspektywy świata pracy nie jest wcale rywalizacja o kapitalistyczny wzrost gospodarczy, ale walka o wysoki poziom świadczonych usług publicznych, który będzie w stanie odpowiednio zabezpieczyć ludność w trakcie kolejnych kryzysów: ekonomicznych, klimatycznych, czy np. w sytuacji zagrożenia pandemicznego. Oznacza to, że niezbędny jest rozwijający się, silny i odpowiednio dofinansowany sektor publiczny. Państwo będzie musiało też w coraz większym stopniu odpowiadać za miejsca pracy, zabezpieczenie wypłat, czy kryzysowe zarządzanie całym systemem ekonomicznym. Z perspektywy rynkowej tego typu zarządzanie jest natomiast praktycznie niemożliwe. Drobna własność kapitalistyczna, która najszybciej odczuwa wszelkie rynkowe zawirowania, nie może być gospodarczym fundamentem dla nowoczesnego państwa. Nawet jej do przetrwania jest też potrzebne sprawcze i bardzo bezpośrednio interweniujące państwo. Planowanie bezpiecznej przyszłości musi w związku z powyższym zakładać zdolność państwa do kryzysowego przejmowania sterów nad całymi sektorami gospodarki. Przed Polską stoi również kolejne kluczowe wyzwanie. To kwestia koniecznego skoku w nowoczesną energetykę odnawialną, wspartą najprawdopodobniej przez energetykę jądrową, przy mniejszym (lecz wcale nie wyeliminowanym) wydobyciu węgla. Tu zadaniem dla odpowiedzialnych władz państwowych jest upewnienie się, że transformacja energetyczna nie będzie oznaczała pauperyzacji dla całych regionów naszego kraju. Likwidacja jednych dobrze płatnych miejsc pracy musi być związana z tworzeniem tak samo dobrze płatnych stanowisk w nowych sektorach. Nie ma też powodu żeby produkcja komponentów energetyki odnawialnej nie mogła zostać wykorzystana w roli państwowego pakietu ratunkowego dla borykających się z największymi problemami powiatów. Odejście od kapitalistycznego ekonomizmu to jednocześnie konieczność coraz większych inwestycji w fundusz spożycia zbiorowego. Zamiast filozofii dochodu podstawowego i dzielenia zysków od kapitału należy przygotować się do konieczności zastępowania rynków systemem inwestycji i zamówień publicznych. Całkowite uzależnienie produkcji gospodarczej od systemu, który z łatwością godzi się na setki tysięcy ofiar pandemii i nie widzi większego problemu w poświęceniu globalnego klimatu na ołtarzu walki o wzrost PKB to późnośredniowieczna patologia, której czas powiedzieć już: dość! To nie podział i redystrybucja, lecz wytwarzanie wartości decyduje o całokształcie gospodarki i dlatego też inwestycje publiczne są koniecznością, jeśli poważnie pragniemy zerwać z polską tradycją, którą jest opieranie gospodarki na sprzedaży taniej siły roboczej. Zamiast dochodu podstawowego niesprawiedliwego i niewiadomego pochodzenia niezbędny jest skokowy rozwój państwowych zakładów pracy oraz spółdzielni, które działałyby w oparciu o długoterminowe plany i pozwoliły amortyzować szok giełdowych spadków w kryzysowych sytuacjach. Darmowa komunikacja miejska i ogólnopolska kolejowa, darmowa i zreformowana edukacja, dobrze zaprojektowany i sfinansowany system ochrony zdrowia, państwowa energetyka jądrowa… To także element strategicznej polityki polegającej na tworzeniu bezpiecznych, stabilnych i opartych na wytwarzaniu dobra wspólnego miejsc pracy.

Postulaty
1. Przygotowanie strategii na kolejne kryzysy
2. Utworzenie rozbudowanego systemu zamówień publicznych
3. Wzrost państwowego zarządzania i kontroli całości gospodarki
4. Wprowadzenie świadczeń kryzysowych dla bezrobotnych na czas kryzysu
5. Masowe tworzenie dobrze opłacanych miejsc pracy w sektorze publicznym
6. Nowy system państwowych gospodarstw rolnych w wybranych regionach
7. Transformacja energetyczna i publiczne budownictwo mieszkaniowe, jako koło zamachowe publicznych inwestycji

Polska to neoliberalny raj podatkowy

W tym momencie dochodzimy do sedna polityki krajowej. Polska bowiem to państwo o wybitnie niskich i niesprawiedliwych podatkach. W oczy rzuca się szczególnie brak progresji podatku CIT, który z roku na rok staje się coraz niższy. Walczące o przetrwanie i niezbyt produktywne małe przedsiębiorstwa chcą oczywiście, by podatek ten był jak najniższy lub by w ogóle nie istniał. W tego typu narrację, czy wręcz aktywne ubolewanie nad losem małych przedsiębiorstw, włączają się oczywiście liczni politycy. Czasami są to nawet politycy o lewicowym rodowodzie ideowym. Ciągły kryzys, ciągła bieda i brak samowystarczalności małego biznesu nie świadczą natomiast wcale o jego sile. Nie są też argumentem na rzecz ciągłego fundowania małym firmom ich niewydajnej egzystencji. Wręcz przeciwnie. Polska to od długiego czasu kraj bardzo niewydajnych małych firm, które przy życiu utrzymywane są kroplówkami z budżetu zamaskowanymi pod postacią wyjątkowo niskich podatków. Wystarczy wspomnieć, że nasz CIT jest niższy od tego w Niemczech, we Francji, czy w Wielkiej Brytanii. W Europie na porządku dziennym jest też wyraźna progresja podatku od przedsiębiorstw, a najmniejsze firmy płacą przynajmniej 20% i wcale nie skarżą się przy tym, że zaraz umrą. Rotacja i wymiana nieefektywnych przedsiębiorstw jest konieczna. Mechanizm rynkowy nie może być zawieszony ze szkodą dla państwa, które następnie poświęca swój budżet dla zakładów, które pracownikom płacą nawet gorzej od firm i korporacji pochodzenia zagranicznego. Bez podniesienia podatku CIT i zrobienia realnej jego progresji Polska nigdy nie wyjdzie ze swojej funkcji dostarczyciela taniej siły roboczej i kapitalizmu małego biedakapitału, który służy głównie samym właścicielom. Nie możemy być podatkowym Cyprem i walczyć o to musi właśnie lewica. A będzie to zmiana bardzo trudna do przeprowadzenia, ponieważ interesy drobnych właścicieli są bezpośrednio sprzęgnięte z działalnością wielu wpływowych organizacji oraz samych polityków, których sposobem na dojście do pieniędzy bardzo często jest uprawianie takiej właśnie gospodarczej aktywności. Stawki podatkowe muszą się zmienić także dlatego, ponieważ polski budżet będzie wymagał coraz większych środków, a nie zdobędziemy ich nakładając podatki na cukier, produkty spożywcze i towary, które kupują przeciętni i niezamożni konsumenci. Potrzebne będą ogromne pieniądze na walkę z suszą, potrzebne będą środki na stworzenie nieuśmiercającego kolejkami systemu ochrony zdrowia i potrzebne są też publiczne inwestycje w nowe, państwowe gospodarstwa rolne, czy wsparcie dla publicznego budownictwa mieszkaniowego. Zagraniczne korporacje nie są jedynym złem kapitalistycznego świata, a skala podatkowa w Polsce musi zacząć przypominać systemy podatkowe państw bogatszych: chyba, że Polska nigdy nie zamierza wyjść ze swojej spauperyzowanej i głęboko półperyferyjnej roli. Do tego skutecznie dążą zresztą wszystkie prawicowe programy. Nie może być już więcej mowy o wielkim ucisku właścicieli małych firm. Niesprawiedliwe subsydiowanie polskiej szlachty 2.0 nie służy ani rozwojowi gospodarczemu, ani innowacjom, czy niezbędnemu w realiach rynkowych krążeniu kapitału. Polska potrzebuje zasadniczej wymiany struktury własnościowej i wymiany firm, których jedynym sposobem na przetrwanie jest życie z taniej pracy. Inaczej przejście ku gospodarce opartej na wiedzy, publicznych inwestycjach i firmach, które są w stanie płacić podatki na przeciętnym europejskim poziomie nie dokona się nigdy. Bez progresji ani rusz.

Postulaty

1. Wprowadzenie progresji podatkowej i podniesienie podatku CIT
2. Dodanie progów oraz naprawienie progresji podatku dochodowego
3. Zdecydowane zwiększenie oraz progresja podatku spadkowego
4. Oparcie systemu podatkowego na wzorcach z państw rozwiniętych
5. Kryzysowa pomoc publiczna jedynie dla rentownych przedsiębiorstw
6. Kryzysowe wspieranie firm w ramach pożyczek lub w zamian za udziały
7. Dodatkowe wsparcie tylko dla firm tworzących gospodarkę opartą na wiedzy

Pracownicy pod ostrzałem

Od czasów transformacji ustrojowej pod szczególnym ostrzałem znajdują się w Polsce pracownicy i ich prawa. Mało kto wie, że jedną z decyzji po ustanowieniu w naszym kraju systemu kapitalistycznego było rozwiązanie milicyjnego pionu zajmującego się przestępczością gospodarczą. Od tamtej pory ta przestępczość ma się w Polsce bardzo dobrze. A asystuje jej kompletnie upośledzony system kontroli przedsiębiorstw i prywatnej własności. Niezbędnej reformie musi zostać poddana Państwowa Inspekcja Pracy, która powinna uzyskać prawo do interweniowania i kontrolowania przedsiębiorstw bez wcześniejszej zapowiedzi. Kary za niewypłacanie wynagrodzenia nie mogą wynosić 2000 złotych, jak ma to miejsce obecnie. Zasiłek dla bezrobotnych nie może być ustalany tak, aby zmuszać do głodowania, a wyliczający go urzędnicy muszą skończyć udawać, że za 320 złotych da się w Polsce utrzymać własne mieszkanie. Renta dla osób całkowicie niezdolnych do pracy nie może wynosić 1100 złotych i skazywać na wegetację, i życie na łasce rodziny oraz przyjaciół. Emerytura ma pozwalać na godne i dostatnie życie, a nie pozbawiać możliwości wykupienia lekarstw na receptę. W praktycznie każdej sferze życia ludzi pracy mamy do czynienia z takimi oto patologiami, czy wręcz ekonomicznymi prześladowaniami. I nie są to wypadki przy pracy, ani drobne błędy wymagające kilku korekt. To cały, wyjątkowo spójny system wyzysku, przymusowej biedy i wtrącania ludzi w rozpaczliwe życiowo sytuacje. Jego ostatecznym rezultatem są dziesiątki tysięcy ludzi pozbawionych prawa do jakiegokolwiek życia, które byłoby czymś więcej niż tylko ciągłą walką o przetrwanie. Przy okazji reform w prawie pracy należy też oczywiście zabiegać o rozpowszechnienie w Polsce umów zbiorowych. Te sprzyjałyby jednocześnie wzrostowi skali uzwiązkowienia, które wciąż mamy na żałośnie niskim poziomie.

Postulaty

1. Wzmocnienie możliwości Państwowej Inspekcji Pracy
2. Strategia budowy rynku pracy w oparciu o umowy zbiorowe
3. Specjalne ulgi i system zachęt na rzecz większego uzwiązkowienia
4. Zwiększenie kar za łamanie praw pracowniczych; w tym za brak wypłat
5. Likwidacja bezdomności poprzez program przekazywania mieszkań od państwa
6. Zasiłek dla bezrobotnych w wysokości płacy minimalnej lub 50% ostatniej wypłaty
7. Wyższe renty, emerytury i świadczenia dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami

Ostatnia szczęśliwa baza wojenna USA

Przy okazji stawiania diagnozy nie można nie wspomnieć o polityce zagranicznej. Polska stała się państwem frontowym, podległym i skolonizowanym przy użyciu amerykańskiej bazy wojskowej, którą finansujemy zresztą z własnej kieszeni. To prawicowa iluzja bezpieczeństwa, gdyż coraz większa militaryzacja wiąże się jedynie z coraz większym zagrożeniem. Uzbrojeni po zęby i posiadając obce bazy wojskowe automatycznie stajemy się celem. W rezultacie każdy ewentualny konflikt skończy się starciem na polskiej ziemi i zniszczeniem polskiego terytorium. To kompletne przeciwieństwo polityki, którą powinniśmy realizować. Mocarstwowe ambicje już przerabialiśmy, skończyły się one ucieczką do Rumunii. W obliczu rosnących tarć na arenie międzynarodowej Polska powinna być głęboko neutralna. Nasze bezpieczeństwo powinno być zaś oparte na współpracy z europejskimi sąsiadami. Zamiast coraz bardziej niepewnego amerykańskiego przywództwa potrzebujemy europejskiej wspólnoty obronnej i europejskich sił zbrojnych, które miałyby charakter wyłącznie obronny i niekolonizatorski. To właśnie powiązanie z imperialistycznymi armiami realizującymi imperialistyczne interesy jest dziś szczególnie niebezpieczne i ryzykowne. Polska musi zdystansować się od polityk rodem z zimnowojennych podziałów i związać się ze swoim najbliższym otoczeniem. Będzie to wymagało nie tylko pozbycia się obecności obcych wojsk, ale też aktywnych starań o transformację Unii Europejskiej w stronę ściślejszej współpracy oraz ewolucji w kierunku federacji państw europejskich. To ostatnie jest absolutną koniecznością, jeśli Europa nie chce pogodzić się z marginalizacją i uprzedmiotowieniem ze strony potężniejszych imperiów. Państwa mikro-narodowe w starej postaci nie będą już tak silne, jak dawniej, a ich rozdrobnienie i podział na strefy o różnym poziomie życie i różnych zarobkach działa na niekorzyść dalszej integracji. Stąd podstawowymi wyzwaniami na arenie międzynarodowej jest wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej (na wysokim poziomie), czy dążenie do wspólnych systemów podatkowych i pogłębiania solidaryzmu wewnętrznego wbrew neoliberalnym i nacjonalistycznym tendencjom, które umacniane są przez imperialne skłonności niektórych spośród europejskich państw. Z tej perspektywy Brexit to tylko doskonała szansa na zacieśnienie więzi dla kontynentalnej i – miejmy nadzieję – znacznie bardziej socjalnej i solidarnej Europy.

Postulaty

1. Zmniejszenie skali wydatków na zbrojenia
2. Rezygnacja ze stałej obecności obcych wojsk na terytorium Polski
3. Głęboko proeuropejska, pokojowa i neutralna polityka zagraniczna
4. Starania na rzecz utworzenia nowego programu europejskiej obronności
5. Działania na rzecz głębszej integracji, federalizacji i silnie socjalnej UE
6. Wyrównanie poziomu życia w krajach UE przez wprowadzenie wysokiej i wspólnej płacy minimalnej oraz rozbudowa mechanizmów kontrolnych związanych z Europejskim Filarem Praw Socjalnych

Krzyż i skansen

Ostatnie wielkie wyzwanie polskiej lewicy to laicyzacja i osłabienie wpływów, głęboko konserwatywnego i szkodliwego społecznie polskiego kościoła katolickiego. Ideologiczna ofensywa, której jesteśmy obecnie świadkami, to wyraz prawicowej rozpaczy. Wsparcie dla kościoła słabnie. Spada frekwencja podczas mszy, w wyniku zupełnie oddolnych reakcji lekcje religii zaczęły wynosić się ze szkół, a ofensywa przeciwko osobom LGBTQIA+ coraz bardziej zamienia się w archaiczny i kompromitujący kabaret. Przemysław „Odnowiciel” Czarnek nie powstrzyma tych tendencji, bo Polska nie jest w stanie samodzielnie powstrzymać skomplikowanych procesów składających się na zachodnią laicyzację. TVP nie wygra z Netflixem i Youtube’m, a prawicowi publicyści nie przepiszą Internetu na podobieństwo swych mrocznych umysłów. Ich możliwości są zbyt żadne. Walka przeciwko liberalnemu Zachodowi jest też głęboko spóźniona, a kulturowe środki produkcji, którymi dysponuje Polska nijak nie umożliwiają odniesienia zwycięstwa i sprawowania rządu dusz nad młodzieżą, której proces socjalizacji to głównie zachodnie treści i zachodnie produkcje. Rosła będzie za to polska zaściankowość, poczucie wyobcowania z uwagi na zupełnie oderwany od większości Europy światopogląd polskiej prawicy i narastał będzie konflikt oparty na podziałach kulturowych. PiS się boi. I ma czego, bo nie jest to rząd ani dobry pod względem polityk gospodarczych, ani taki, którego narracja polityczna posiadałyby głębokie zakorzenienie we współczesnym świecie. Poza polską (bo nie watykańską) amboną absolutnie nic ich nie chroni. Obóz rządzący próbuje więc zrobić z polski całkowicie osobny ideowo, autarkiczny skansen katoprawicowej ideologii. Dlatego tak panicznie i szybko rozpoczyna walkę ze wszystkim, co mu wrogie. I dlatego przegra. Lewica ma w tej sytuacji do wykorzystania prawicowe błędy wynikające z otwierania zbyt wielu frontów walki ideologicznej. PiS prowadzi obecnie swą kampanię przeciwko nauczycielom, osobom nieheteronormatywnym, przeciwko ludziom kultury, przeciwko niewierzącym i przeciwko kobietom… Tak szerokie pole politycznej walki sprawia, że powstaje historyczna szansa, by łączyć interesy tych, którzy dotychczas nie mieli ze sobą tak wiele wspólnego. Katoprawicową ofensywę ideologiczną trzeba przy tym nazywać wprost i po imieniu. Biskupów należy wskazywać palcem. Politykom wytykać ofiary śmiertelne i krew. A lewicowi politycy muszą stosować jak najbardziej bezpośrednie i obrazowe chwyty polityczne. Aby nie było najmniejszej wątpliwości, że są oni częścią fundamentalnie różnej alternatywy ideowej, światopoglądowej i wręcz cywilizacyjnej. Lewica potrzebuje jednak do tego także własnej broni. Prawicowa ofensywa ideologiczna wymaga wzmocnienia i integracji lewicowych ośrodków przekazu. Potrzebne są podmiotowe, lewicowe media traktowane poważnie przez lewicowych posłów i polityków. Potrzebne jest połączenie i współpraca sił politycznych z lewicowym dziennikarstwem i publicystyką. Lewica musi stawiać na własny przekaz, budować profesjonalne zaplecze i kadry, które będą również w stanie przejąć w przyszłości władzę nad krajem. W tym celu prysnąć musi złudzenie namaszczenia przez liberałów i liberalne media, a lewicowi politycy muszą zaufać lewicowym autorom, naukowcom i dziennikarzom oraz działaczom. Jeśli lewica ma wygrać z doskonale zorganizowanym i zintegrowanym prawicowym kombinatem to sama musi posiadać swój własny.

Postulaty

1. Walka o prawo do aborcji i na rzecz praw reprodukcyjnych
2. Przywrócenie „Tabletki po” bez recepty, dotowanie antykoncepcji
3. Walka o związki partnerskie i śluby cywilne dla osób tej samej płci
4. Starania na rzecz utworzenia komisji ds. pedofilii w Kościele katolickim
5. Usunięcie specjalnych praw i publicznych dotacji dla Kościoła katolickiego
6. Umocnienie plus profesjonalizacja systemu lewicowych mediów w Polsce

Jaka nowa partia lewicowa?

Odpowiadając jednym zdaniem na tytułowe pytanie powiedziałbym: demokratyczna, nowoczesna programowo i skuteczna.

Demokratyczna, to znaczy wykorzystująca najlepszą znaną formę demokracji czyli demokrację bezpośrednią. Oznacza to likwidację rady krajowej, rad wojewódzkich i powiatowych, a odpowiednie decyzje podejmowali będą wszyscy uprawnieni członkowie partii z danej jednostki administracyjnej. O przegłosowanie uchwały lub stanowiska mogłyby wnioskować zarząd krajowy, zarządy wojewódzkie i powiatowe oraz 10% członków partii z danego obszaru, którego dotyczy uchwała lub stanowisko. Głosowania dotyczące przewodniczących członków zarządów komisji rewizyjnej i sądów partyjnych byłyby tajne. Wykorzystując procedurę listowną jaką zastosowano w ostatnich wyborach prezydenckich lub głosując osobiście w powiatowych komitetach wyborczych. W trakcie kadencji będzie można odwołać przewodniczących i członków zarządów jeżeli za odwołaniem zagłosuje ponad 50% uprawnionych do głosowania. Ponieważ zarządy będą miały współprzewodniczących jeden z SLD drugi z WIOSNY proponuję tą zasadę utrzymać przez dwie kadencje. Na każdego współprzewodniczącego można wystawić wielu kandydatów. Pozostałe rodzaje głosowań byłyby jawne. Można zatem głosować zwykłym listem lub przez internet. Karta do głosowania zawierałaby imię nazwisko PESEL i siedzibę koła z nazwą miejscowości z kodem pocztowym. Publikowane byłyby listy głosujących z zaznaczeniem jak głosowali co zapobiegałoby manipulacjom wyborczym.

Wybór kandydatów na przedstawicieli do organów państwowych (posłów, senatorów i prezydenta) odbywał by się w sposób następujący: na posłów: 10% w skali kraju wskazywałby zarząd krajowy, 5% w skali województwa zarządy wojewódzkie. Pozostali kandydaci byliby wybierani w wyborach bezpośrednich w poszczególnych województwach. Kandydatów na senatorów w 25% wskazywałby zarząd krajowy, a reszta byłaby wybierana przez wszystkich członków partii z danego województwa. Zasadą powinno być, że listy kandydatów powinny być ułożone w kolejności alfabetycznej.
W każdej większej partii powstają grupy które chcą zdobyć jak najwięcej władzy. Różnie one są nazywane: frakcje, platformy, spółdzielnie i jeszcze inaczej. Jeżeli głównym celem tych grup jest zdobycie władzy to ma to charakter niszczący, rozbijający partię. Biorąc pod uwagę demokrację bezpośrednią bardzo trudno takiej frakcji osiągnąć sukces bo trzeba będzie przekonać znaczną część członków partii, a nie część rady krajowej czy wojewódzkiej. Ale takie grupy-frakcje są potrzebne tylko ich celem działania powinno być przedstawianie propozycji programowych i działanie na rzecz umieszczenia ich w programie partii.

Sposób występowania na zewnątrz partii jednym ze sposobów zachowania spójności organizacji. Wszyscy jej członkowie powinni działać zgodnie z jej statutem, programem, przegłosowanymi uchwałami i stanowiskami. Szczególnie dotyczy to wypowiedzi dla mediów.

Zastosowanie rozwiązań wyżej opisanych przyniesie wiele korzyści dla partii. Po pierwsze znikną narzekania szeregowych członków na władze partyjne, że podejmują złe decyzje bez konsultacji. Jeżeli zarządy będą chciały przeforsować uchwałę będą musiały mieć silne argumenty i przekonać członków partii co będzie wymagało utrzymywania z nimi dobrego kontaktu. Sposób wyboru kandydatów do organów państwa zapewnia realny wpływ zarówno zarządom jak i szeregowym członkom partii. Zasada ustalania w kolejności alfabetycznej list kandydatów do organów państwowych z jednej strony zlikwiduje spory przy ich powstawaniu z drugiej strony sukcesem zakończą wybory ci którzy byli wcześniej pozytywnie oceniani przez wyborców oraz ci którzy bardzo silnie zaangażują się w kampanię. Inna rola frakcji powinna ograniczać tendencje odśrodkowe wewnątrz partii. Sposób komunikacji z jednej strony zapewni spójność partii z drugiej strony zlikwiduje upokarzające „komunikaty dnia”. Generalnie zaproponowane zmiany powinny wpłynąć na większą aktywność członków partii wewnątrz jej jak i na zewnątrz, a także na ich większe poczucie że mają realny wpływ na jej działanie.

Partia nowoczesna programowo to znaczy posiadająca następujące dokumenty programowe:

Deklarację ideową która informuje o wartościach jakie partia wyznaje, w czyim imieniu występuje i w jaki sposób chce realizować założone cele. Dzisiaj już taki dokument mamy i jest to pierwszy rozdział statutu o nazwie: „Wartości i cele partii”.

Wieloletni program partii, który określa cele, narzędzia realizacji i horyzonty czasowe dla ich osiągnięcia. Nie powinien on mieć charakteru marketingowego. Przy jego tworzeniu nie należy schlebiać gustom wyborców, ani uwzględniać aktualnych ograniczeń politycznych. Program powinien być zgodny z deklaracją ideową i uwzględniać aktualną ocenę sytuacji politycznej, międzynarodowej i społeczno gospodarczej.

Program wyborczy partii, który jest uszczegółowieniem wieloletniego programu partii, ograniczonym do czasu trwania kadencji, której dotyczy. Ujmuje konkretne zadania realizowane podczas jej trwania. Uwzględnia wymogi marketingu politycznego to znaczy uwypukla rzeczy atrakcyjne dla wyborców i wyjaśnia konieczność zrobienia rzeczy trudnych i bolesnych. Uważam także, że załącznikiem do programu wyborczego powinien być projekt budżetu na pierwszy rok danej kadencji w standardzie zbliżonym do przedłożeń rządowych i projekty na następne lata kadencji bardziej ogólnikowe.

Oraz jeżeli partia jest w koalicji to Program koalicji wyborczej, który będzie kompromisem między programem wyborczym partii, a programami koalicjantów.

Ze względów politycznych i ideologicznych jest bardzo ważne, aby partia miała wszystkie wymienione wyżej dokumenty programowe. Jest to bowiem dowód bycia partią polityczną i wiarygodności powodów jej funkcjonowania na scenie politycznej. A ponadto:

Publikując i szeroko propagując w codziennej działalności politycznej deklarację ideową i programy wyborcze zdobywa się nowych członków partii i nowych wyborców.

Na podstawie wieloletniego programu partii można szybko stworzyć klarowny program wyborczy.

Kierując się wieloletnim programem partii można być merytoryczną i skuteczną opozycją.

Pracując nad stworzeniem i aktualizowaniem wymienionych dokumentów utrzymuje się partię na wysokim poziomie aktywności intelektualnej.
Deklaracja ideowa i wieloletni program partii to najważniejsze dokumenty. Istotne jest nie tylko co te dokumenty zawierają, ale także:

do których i jak licznych grup społecznych się odwołują,
w jakim stopniu zwiększają one pożądaną identyfikację polityczną wśród grup do których się odwołują,
czy potrafimy elastycznie dostosowywać swój program do zmieniających się warunków społeczno gospodarczych i politycznych.

Nie jest moim celem w tym artykule przedstawienia propozycji programowych, przedstawię je kiedy indziej, chcę przedstawić jak stworzyć dokumenty programowe i jak nad nimi pracować.

Deklarację ideową tworzy się raz na wiele lat i zmienia się ją, gdy zachodzą istotne zmiany społeczno gospodarcze w świecie lub gdy partia przewartościowuje swoje spojrzenie na zachodzące zjawiska społeczne.
Nad wieloletnim programem partii praca powinna trwać bez przerwy z corocznym aktualizowaniem przez konwencję partii. Pracami powinna kierować komisja programowa. Może ona liczyć nawet kilkaset osób podzielonych na odpowiednie zespoły. Głównym medium porozumiewania się członków komisji między sobą i z zainteresowanymi programem będzie portal internetowy. Powinien on mieć przykładowo następujące zakładki zawierające:

ocenę sytuacji politycznej, międzynarodowej i społeczno gospodarczej dzisiaj i w przyszłości,
obecne programy SLD i Wiosny oraz inne całościowe programy,
propozycje socjalne,
uwagi do systemu ochrony zdrowia,
uwagi do systemu emerytalnego,
uwagi do form równości obywateli,
sposób zarządzania majątkiem narodowym,
propozycje zmian w systemie gospodarczym,
nowy system podatkowy,
zmiany do polityki ochrony środowiska i klimatu,
uwagi do systemu edukacyjnego,
Propozycje zmian w siłach zbrojnych,
Zagadnienia praworządności,
Propozycje zmian polityki zagranicznej,
ogólno dostępną zakładkę gdzie zainteresowani mogą opublikować swój program lub uwagi programowe, polemiki z prezentowanymi programami i innymi wpisami także wulgarnymi i nie na temat.

Poza zakładką ogólno dostępną pozostałe dostępne są tylko dla komisji programowej z możliwością czytania przez wszystkich zainteresowanych. Pierwszym zadaniem członków komisji programowej byłaby analiza postów wpływającej na zakładkę ogólnodostępną ich segregacja i przesyłanie do odpowiednich zakładek programowych, a drugim zadaniem ustosunkowanie się do trendów pojawiających się w zakładkach. Takie rozwiązanie powoduje, że na zakładkach programowych są tylko treści merytoryczne, a strona ogólnodostępna pozwala wszystkim skontrolować czy jakaś istotna myśl nie została pominięta.

Umożliwienie szerokiej dyskusji programowej pozwala na:
Poszerzenie kręgu aktywnych politycznie członków i sympatyków partii, zwiększenie umiejętności dyskusji politycznej w tym z oponentami w partii i poza nią.

Swobodną wymianę poglądów na tematy programowe.

Szansę zlikwidowania swoistego wynaturzenia w polskiej polityce, że oponent w dyskusji staje się osobistym wrogiem.

Przekonanie każdego, kto wziął udział w publicznej debacie programowej, że jego głos jest czytany i może być przedmiotem publicznej krytyki.
Wyzwolenie intelektualnego fermentu korzystnego dla każdej partii.
Poznanie cennych ludzi, których dyskusja programowa pozwala na ich należyte promowanie i wykorzystanie w funkcjonowaniu partii.
Jest to bardzo korzystne dla partii.

Partia Skuteczna to znaczy taka, która potrafi do swojego programu przekonać znaczną liczbę obywateli, a tym samym objąć władzę w Polsce i realizować swój program. Aby móc go realizować partia potrzebuje odpowiednich narzędzi. Są to:

komórka informatyczna zarządzająca programami informatycznymi do: utrzymywania łączności z członkami partii i jej sympatykami, przeprowadzania głosowań, prowadzenia potrzebnych portali i stron,
komórka marketingowa: opracowująca wyniki badań socjologicznych na potrzeby partii, dbająca o dobry wizerunek w mediach, przetwarzająca program partii na zestaw materiałów propagandowych oraz przygotowująca kampanie wyborcze.

Pieniądze, które są niezbędne w finansowaniu działalności partyjnej. Należy w tym celu wykorzystać wszystkie możliwości jakie daje ustawa o partiach politycznych oraz obudować partię stowarzyszeniami i fundacjami, które mogłyby współorganizować i współfinansować różne przedsięwzięcia w których partia będzie uczestniczyła.

Jeżeli uda nam się te propozycje zrealizować to moim zdaniem Partia będzie silna i skuteczna zarówno będąc w opozycji jak będąc partią rządzącą.

Ani społeczeństwo obywatelskie, ani naród.

Cel lewicy to wspólnota pracy i dobrego życia dla wszystkich

W szkole, w mediach, w potocznej świadomości dominują dwie narracje. Tworzą one swoiste ciemne okulary do oglądu otaczającej rzeczywistości. Jedna liberałów o cudach wolnego rynku, przedsiębiorczości i wolności, którą przyniósł kapitalizm po upadku realnego socjalizmu. Druga – prawicy o narodzie jako wielkiej rodzinie, najwyżej podzielonej na parafie i diecezje. W jednej jednostka jest przedsiębiorcą samego siebie, walczy z innymi o pozycje do zdobycia, w drugiej – ludzi łączy spreparowana przeszłość, język, religia. Ale za to wszyscy jej członkowie są równi w swoich obowiązkach i zadaniach wobec kościoła, państwa, wodza, na dodatek mogą liczyć na lepsze życie w niebiańskim mieszkaniu,… i udział w rocznicowych akademiach. Obie narracje są ideologiami, służą bowiem maskowaniu przyczyn i następstw sytuacji życiowej ludzi, którą określa ich miejsce w społecznym podziale pracy i własności. Obywatele są równi, ale tylko na płaszczyźnie prawa, bo obywatel nie ma społecznego adresu. Jeśli go poznamy, to jedni obywatele okażą się operatorami kapitału produkcyjnego czy finansowego, inni będą pracującymi na ich rzecz dobrze opłacanymi specjalistami. Ogromna większość wykonuje pracę na podrzędnych stanowiskach w budżetówce, w polskich bieda-firmach, w usługach dla biznesu, w strefach specjalnych. Podobnie jest z członkami dumnego narodu niezłomnych inaczej. Na patriotę po manifestacji 11 listopada czeka patron w warsztacie samochodowym, na patriotkę zaś, bywa, szefowa w studio kosmetycznym, gdzie będzie się oddawać filozofii fryzur (taki szyld widziałem przed rokiem w Kołobrzegu). Liberalna i tradycjonalna, narodowo-katolicka narracje przemilczają ten problem. Różnice interesów ekonomicznych między kapitalistą-przedsiębiorcą a pracownikiem pierwsi kodują w języku wolności gospodarczej (i ty możesz być przedsiębiorcą, albo bizneswomen, daliśmy ci szansę, ale nie skorzystałeś), politycznej, w mniejszym stopniu obyczajowej. Tu człowiek staje się jednostkowym przedsiębiorstwem, ostatecznie depresyjnym konformistą w korporacyjnym boksie. Drudzy zacierają jak mogą społeczno-ekonomiczne konflikty w języku różnic religijno-etnicznych ludzi. Oferują przynależność do wspólnoty wielkiej rodziny Polek i Polaków, gdzie wszyscy mogą być patriotami, co zresztą niewiele kosztuje.

Świadomość społeczna klas pracowniczych rozpięta jest obecnie między tymi przesłonami. Słabo przeświecają przez nie realia społeczno-ekonomiczne rynkowego społeczeństwa. Tymczasem wspólnota życia i pracy nad Wisłą to byłoby nowe jakościowo społeczeństwo. By być jej członkiem trzeba przyczyniać się do powiększania jej zasobów materialnych i symbolicznych: własną pracą, organizacją pracy innych, powiększaniem dóbr kultury. Społeczeństwo to organizm pracy zbiorowej, a więc gospodarka jest podstawą jego trwania i rozwoju. To w niej powstają najważniejsze więzy wskutek wzajemnego uzależniania się ludzi, np. kapitalista frunie na cudzych skrzydłach. Dlatego warunki pracy, i płacy powinny być w centrum uwagi lewicy. Wspólnota tworzy konieczne warunki prawne i instytucjonalne, by jednostki mogły zaspokajać swoje rozliczne potrzeby; pozwala jednostce lub grupom zachowywać tożsamość etniczną, rasową, płciową, seksualną. Jej członkiem zatem może być rozwożący pizzę Nepalczyk czy nasz sąsiad z Bliskiego Wschodu oferujący najlepszy kebab na ulicy. Taka wspólnota kontynuuje dziedzictwo materialne i kulturowe poprzednich pokoleń, obecne zaś zespala repartycyjny system zabezpieczenia emerytalnego, korzystanie z publicznych usług zdrowotnych, edukacyjnych, transportowych, oczywiście finansowanych z progresywnych podatków każdego, kto korzysta z dorobku minionych i obecnych pokoleń: osiągnięć nauki, sytemu kredytowego, bezpiecznych granic, porządku na ulicach czy nieopłaconej pracy reprodukcyjnej kobiet. Wspólnoty takie, zdaniem Cycerona, są zespolone „przez uznanie tego samego prawa, i przez pożytek, wypływający ze wspólnego bytowania”. Instrumentem takiej wspólnoty jest państwo, które reprezentuje racjonalność ogólnospołeczną, dlatego duże znaczenia ma jego demokratyczny charakter. Takie wspólnoty już istnieją. Modelową stworzyli podzieleni etnicznie, językowo, religijnie Szwajcarzy. Bliscy tego modelu są Skandynawowie. Natomiast wielbieni przez polską prawicę Amerykanie tworzą w nowych realiach historycznych westernową rzeczywistość: każdy ma broń, coraz więcej ludzi bez stabilnej pracy, obrońcy prawa sami osądzają i likwidują zakłócających ład i porządek, głos decydujący mają notable, już nie posiadacze stad bydła, tylko pakietów akcji, a także zarządcy banków i funduszy inwestycyjnych.

Problemem lewicy jest to, że uległa przemocy symbolicznej PO-PiSowego obozu: wstydzi się PRL, wstydzi się słów kapitalizm i wyzysk, uczy się savoir-vivre w debacie publicznej od beneficjentów systemu, czeka na recenzje swoich inicjatyw w Gazecie Wyborczej. Tymczasem tylko głoszenie z otwartą przyłbicą własnej diagnozy współczesnego kapitalizmu i wyprowadzenie wniosków praktycznych z tej diagnozy – może zbudować narrację przekonującą więcej niż margines wyborców. Krytyka półgębkiem prowadzi do tego, że katolicyzm-light w połączeniu z krytyką systemu partyjnego może odebrać lewicy nawet ten bezpieczny margines politycznej egzystencji, nie mówiąc o dalej idących przekształceniach polskiego skansenu kulturowego sprzężonego z peryferyjnym kapitalizmem.

Na jakim świecie żyjemy. Narracja lewicy o wspólnocie życia i pracy w Polsce, UE i w skali planetarnej powinna wychodzić od rozpoznania tendencji rozwojowych współczesnego, oligopolityczno-finansowego kapitalizmu. To słowo jest kluczowe w języku lewicy. Informuje bowiem o podstawowej charakterystyce panującego Systemu. Jest nią logika akumulacji kapitału, jego pomnażania kosztem przyrody, pracy ludzkiej, w konsekwencji jakości życia ogromnej większości Ziemian. Np. w 2010 r. koszty pracy chińskich montażystów i Phona stanowiły tylko 1,8% ostatecznej ceny sprzedaży w USA. Inspiracje teoretyczne dla analiz współczesnego oligopolistyczno-finansowego kapitalizmu zwolennik lewicy znajduje w dorobku radykalnych ekonomistów politycznych: w dziełach M. Kaleckiego, P. Sweezy`ego, S. Amina, J. B. Fostera, J. Tittenbruna czy J. Toporowskiego. Marks nie przestał być wielkim analitykiem mechanizmów funkcjonowania kapitalistycznej gospodarki. Najlepszą rekomendację wystawił mu nie kto inny, tylko przyjaciel Systemu wybitny ekonomista Joseph Schumpeter. Wspomniani badacze ukazują następstwa oligopolizacji gospodarki i rolę sektora finansowego. Tłumaczą, dlaczego jest ona poddana konieczności szukania coraz nowych pól akumulacji kapitału, a zarazem dlaczego zawsze ma kłopoty ze zbyciem wytworzonej masy towarowej, stąd nieodłączny konsumpcjonizm, i ….bariera ekologiczna, czyli kolejny tym razem strukturalny kryzys.

Gospodarkę kapitalistyczną zawsze trzeba odróżniać od rewolucji przemysłowej. Ta polegała na wzbogaceniu aparatu wytwórczego w paliwa kopalne i maszyny, które zwiększyły produktywność pracy ludzkiej, tym samym wielkość rozporządzalnych dóbr i usług materialnych. Wzrosła nie tylko jakość życia: jego wydłużenie, bezpieczna starość, zmniejszenie wysiłku fizycznego pracy, przyniosło też jednostce wiele swobód, stopniowo malał uścisk gorsetu tradycji. Jednak kapitalizm, który się dynamicznie rozwijał dzięki postępowi naukowo-technicznemu, stopniowo dochodzi do granic ekologicznych i surowcowych swojej historycznej prosperity. Jak przewidywał Schumpeter na początku lat 40., pogrąży go własny sukces i gargantuiczna masa produktów, którą ciągle musi wytwarzać. Kapitalizm znajduje się w fazie interregnum. Nastąpi spadek tempa wzrostu gospodarczego wskutek limitów przyrodniczych (z 3% do prognozowanego 1%). Zmienią się mechanizmy funkcjonowania tej gospodarki (przebudowa energetyki i transportu, nacisk na recykling minerałów, zmiana rynku pracy wraz z zastosowaniami robotyki i sztucznej inteligencji, kres koncepcji życia jaku użycia, tj. konsumpcjonizmu). Możliwe są różne scenariusze tych zmian: od eksterminizmu do stopniowego uspołeczniania. Władcy aplikacji z Doliny Krzemowej poszukują nowych pól akumulacji (biomedycyna, cyfryzacja służby zdrowia, wszechstronne wykorzystanie robotów i sztucznej inteligencji jako kolejnych źródeł ekstrakcji kapitału). Ale konieczność zachowania równowagi globalnego ekosystemu pozwoli jedynie na „dobrobyt bez wzrostu”. Nowa forma kapitalizmu (postkapitalizmu) nie będzie poddana logice zysku, lecz arytmetyce potrzeb społecznych, a także imperatywowi zachowania równowagi globalnego ekosystemu.

Obecnie kapitalizm egzystuje w trzech głównych wariantach: 1) amerykańskiego anarchokapitalizmu, otaczanego w Polsce kultem, 2) skandynawskiego społeczeństwa troski, i 3) kapitalizmu z chińsko-singapurską specyfiką. Lewica najpierw powinna się zdecydować, w jakim modelu kapitalizmu/postkapitalizmu chce tworzyć warunki dobrego życia dla wszystkich, a nie tylko dla ekonomicznej elity.

Narracja lewicy. Lewica musi odnosić się w swojej narracji do dwóch podstawowych problemów współczesnej cywilizacji w formie globalnego kapitalizmu: kryzysu ekologicznego i nierówności społecznych, w tym także do dysproporcji rozwojowych między regionami świata. W 2019 r. 1 proc. najbogatszych, według raportu „Global Wealth”, rozporządzał 44 proc. aktywów finansowych krążących po świecie, po 1,2 mln euro dla przeciętnego „inwestora”. Dodatkowa trudność polega na tym, że ich rozwiązywanie wymaga współdziałania w skali globalnej, europejskiej i krajowej. Niestety, polska chata nie jest już z kraja, o czym zapomina rządzący Polską obóz prawicy.

1) Na poziomie krajowym sojusz lewicy z obozem liberalnym może być tylko taktyczny. Lewica reprezentuje bowiem interesy ludzi pracy najemnej, bez względu na to, czy wykonywanej rękami czy głową. Zadania dla lewicy na najbliższe lata sprowadzają się do przeprowadzenia kolejnej (już piątej) polskiej modernizacji, budowy V RP – wspólnoty dobrego życia i pracy dla wszystkich. Wymaga to przezwyciężenia semiperyferyjnego statusu polskiej gospodarki i tradycjonalizmu kulturowego replikowanego przez szkołę, pospolite ruszenie prawicowych naganiaczy i utrwalaczy, wzmacniane echem kazań. W ten sposób lewica by kontynuowała rozpoczęty po koniec XIX wieku proces modernizacji polskiego społeczeństwa. Postsolidarnościowy obraz PRL jako ubeckich katowni i półek z octem w sklepach jest fałszem historycznym. Lewica powinna ukazywać Polskę Ludową jako kolejny etap w modernizacji polskiego społeczeństwa. To nie II RP, lecz PRL zbudowała podstawowy kompleks przemysłowy w warunkach braku zasilania kapitałowego z zagranicy. Łatwo wówczas ukazać regres kulturowy obozu prawicy, a zarazem połowiczność neoliberalnej transformacji. W jej wyniku Ursus stał się Factory, lecz głównym walorem przyciągającym do Polski filie zagranicznych korporacji, oprócz dużego rynku zbytu towarów, jest tania praca montażowa. W Polsce powstało też europejskie centrum usług biznesowych, wykorzystujące tańszą niż na Zachodzie pracę absolwentów uczelni wyższych (Warszawa, Kraków, Wrocław). Nie jest to bynajmniej Dolina Krzemowa, lecz Mordor, w którym pryska czar „radosnego dziamborzenia” Konfederatów o wolnej przedsiębiorczości. Polskiej lewicy jest najbliżej do zharmonizowanego społeczeństwa troski, które łączy efektywną gospodarkę z bezpieczeństwem socjalnym obywateli i zrównoważonym środowiskiem. Przez Bałtyk, nie przez atlantyckie mgły, powinna lewica prowadzić Polki i Polaków. Niemniej jednak podnoszenie pozycji polskich firm w łańcuchach wartości tworzonych przez niemieckie korporacje z wykorzystaniem polskiej siły roboczej i poddostawców jest w interesie zarówno pracodawców, jak i świata pracy. Jest to realna droga reindustrializacji polskiej gospodarki wobec braku narodowych globalnych firm. Zamiast reparacji wojennych rekompensata w postaci ścisłych związków kooperacyjnych obu gospodarek, systemów edukacji i szkolnictwa wyższego. Dlatego cenna jest orientacja polskiej lewicy na współpracę z różnymi nurtami lewicy niemieckiej (SPD, Die Linke, Partia Zielonych). Także podnoszenie płacy minimalnej przyczynia się do wzrostu innowacyjności gospodarki.

Zdobycie na początek uwagi klas pracowniczych wymaga odniesienia się do kolejnych wyzwań, które przynosi ewoluujący kapitalizm. To przede wszystkim dwa problemy i postulaty. Pierwszy to postulat skracania czasu pracy („pracujmy mniej!”). Jest on zgodny z dwuwiekowymi dążeniami świata pracy. Bezwzględny dochód podstawowy tylko by utrwalał panowanie nad warunkami życia masy bezrobotnych. Wielkość dochodu zależy wówczas od dysponentów funduszy publicznych. Równie ważnym i trudnym problemem do rozwiązania jest odczarowanie liberalnego populizmu w kwestii podatków dochodowych i majątkowych. Lewica powinna objaśniać klasom pracowniczym wpływ podatków bezpośrednich i akcyzy na poziom życia utrzymujących się z pracy, a także absurdy związane z 19% podatkiem od dochodów „samozatrudnionych” menedżerów. Wpływy z podatków dochodowych są wynoszą w Polsce zaledwie 5,3% przy średniej OECD 8,3 proc. Podatki CIT stanowią tylko 2% PKB, przy średniej OECD ponad 4 %. Języczkiem u wagi w sojuszach politycznych stają się pracujący na podrzędnych stanowiskach w sektorze budżetowym. Klasy pracownicze budżetówki są żywotnie zainteresowane przebudową systemu podatkowego i sektora usług publicznych, w tym systemu ochrony zdrowia, edukacji i transportu publicznego.

Przeciwnikiem klasowym są tylko zagraniczni i polscy globalizatorzy oraz obsługujące ich interesy klasy specjalistów, tworzące kompradorskie elity finansowe. To to pole powinni zagospodarowywać stratedzy i intelektualiści lewicy. W tym celu lewica powinna mieć własne zaplecze eksperckie, wydawnicze na poziomie akademickim, by chociaż osłabiać neoliberalną hegemonię mediów i systemu edukacyjnego. Żale na pochód neomarksizmu przez instytucje jest wytworem chorej wyobraźni obrońców okopów Św. Trójcy. By docierać z nowymi hasłami, lewicowe partie polityczne powinny przewodzić różnym formacjom progresywnym: związkom zawodowym, organizacjom pozarządowym, ruchom kobiecym, lokalnym animatorom ochrony środowiska, ludziom kultury, środowisku nauczycielskiemu i stowarzyszeniom szeregowych pracowników budżetówki; powinny też stopniowo przekształcać debatę publiczną i sferę kulturowo-symboliczną prowadząc polemiki zarówno z liberałami, jak i narodową prawicą. W tym celu polska lewica powinna umiejętnie i harmonijnie łączyć postulaty społeczno-ekonomiczne z postulatami wolnościowymi, skoro 20-30% polskiego społeczeństwa, według filozofa religii Zbigniewa Mikołejko, to mentalne podziemie, które się nie wychyla ku XXI w. Tym bardziej nie powinna kapitulować w sferze obyczajowo-kulturowej, oczywiście dzięki właściwemu rozłożeniu akcentów i pokazaniu współzależności tych sfer. Lewica pozostawia religię obywatelowi, której instytucje powinien sam finansować, jeśli chce.

2) Natomiast na poziomie UE lewica powinna popierać inicjatywy demokratyzacji kontroli nad neoliberalną Komisją Europejską. Mechanizmy funkcjonowania UE stworzyli niemieccy ordoliberałowie. Oczkiem w głowie jest jak dotąd podnoszenie konkurencyjności gospodarek, praktycznie tylko obieg kapitałów, towarów i pracowników oraz współpraca państw, głównie w tym zakresie. Brakuje wymiaru socjalnego: ochrony bezpieczeństwa pracy i płacy, choć obecnie KE rozważa wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej. Główne postulaty to: polityka fiskalna i inwestycyjna na poziomie całej UE (postulat diem.25), co w wyniku pandemii staje się powoli faktem. Dalej, nadanie Unii republikańskiego charakteru (sojusze ideologiczno-polityczne w całej przestrzeni europejskiej, bezpośrednie wybory organów władzy UE); współdziałanie dla likwidacji offshoringu, rajów podatkowych, zamiast tego globalne podatki od korporacji zgodnie z postulatami Thomasa Pikkety`ego. Lewica powinna też hamować militaryzm USA i dążyć do stopniowego usamodzielniania się Europy pod względem bezpieczeństwa. Dla gospodarki europejskiej wyzwanie płynie z Azji Południowo-Wschodniej. Dlatego powróci do łask idea tworzenia wraz z Rosją euroatlantyckiej przestrzeni gospodarczej (od Lizbony do Władywostoku), też w związku z problemem zaopatrzenia w surowce i w celu zrównoważenia przewagi kapitałowej i technologicznej Chin.

3). Na poziomie globalnym pierwszym zadaniem jest przekonanie klas pracowniczych i ogółu społeczeństwa, że wyczynowy kapitalizm oparty na wzroście gospodarczym zbliża się do bariery ekologicznej. Wymaga przebudowy, polegającej na globalnym kształtowaniu brzegowych warunków dla biznesu (recykling, podatek węglowy), np. na wzór japońskiego doświadczenia z lat powojennych, kiedy ministerstwo handlu (MITI) sterowało za pomocą środków ekonomicznych (subwencji, umarzania kredytów, wspierania eksportu) przebudową struktury gałęziowej gospodarki. Taki program i zdecydowane działania w tym kierunku pozwoli zdobyć uwagę i głosy młodego pokolenia, co udało się niemieckim Zielonym.

W wariancie optymistycznym niekompletna ekonomiczna globalizacja będzie musiała być uzupełniona o nowy mechanizm regulacyjny (na początek np. G- 20). Zastąpi on global governance wielostronnych organizacji jednostronnych poddanych interesom korporacji, a sterowanych z tylnego siedzenia przez państwo amerykańskie, asekurowane ostatecznie przez pływające fortece i samoloty F-16. Natomiast na Globalnym Południu zadania dadzą się sprowadzić do ograniczenia przyrostu naturalnego, z czym bezpośrednio wiąże się awans materialny i kulturowy kobiet. By to było możliwe, musi dojść do urealnienia cen żywności przez zniesienie jej dotowania na bogatej północy, a także umorzenia lichwiarskich długów, itd.

Klucz do zmiany obecnej formuły funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej znajduje się w Białym Domu. To stąd kolejni amerykańscy prezydenci deregulowali światową gospodarkę, demontując osiągnięcia welfare state. To stąd amerykańskie korporacje, państwo i bankowi ekonomiści działają w interesie rentierów całego świata (właścicieli kapitału pieniężnego, udziałowców, prezesów banków i funduszy inwestycyjnych, klasy menedżerskiej, pracujących na rzecz korporacji specjalistów: polityków, prawników, doradców, speców od reklamy itp.). Dzierżą oni władzę zwierzchnią nad systemem światowym, regułami jego funkcjonowania. Polityka lewicy względem Stanów Zjednoczonych, ich modelu biznesu, polityki podatkowej, roli dolara jako rezerwowej waluty i militaryzmu powinna być krytyczna. Lewica powinna zmierzać do tworzenia wielostronnych, lub co najmniej trójstronnych, formuł, w których harmonizowane są interesy Europejczyków (głównie zachowanie jakości życia i środowiska), z potrzebami rozwojowymi Chin, Rosji i USA. Przeciwnikami klasowymi są tu obecnie władcy aplikacji z Doliny Krzemowej i w pewnym stopniu chiński BATX. To bowiem do nich, a nie państw czy obywateli, należy decyzja o zakresie prywatności jednostki, modyfikacji DNA, likwidacji przez roboty i aplikacje stabilnych miejsc pracy. Lewica powinna zatem współdziałać z tymi siłami (państwami, ruchami społeczno-politycznymi), które opowiadają się za harmonijnym społeczeństwem i światem bez wojen, by doprowadzić przynajmniej do osłabienia neoliberalnego modelu kapitalizmu.