Lewica = przedsiębiorczość

Władza nie lubi, jak każe się jej słuchać prawdy na swój temat. Woli żyć iluzją, że tylko nieliczni źle jej życzą, a cała reszta jest jej z gruntu przychylna. M. in. dlatego, w jedenastą rocznicę katastrofy smoleńskiej, władza urządziła obchody sama dla siebie. A wszystkich tych, którym dzięki władzy wali się świat i interesy życia idą w ruinę, spacyfikowała za pomocą aparatu represji. I od razu zrobiło się więcej miejsca dla własnego ego.

Strajk przedsiębiorców i Paweł Tanajno chcieli wykrzyczeć w twarz premierowi i prezesowi, że polityka lockdownu zabija. Dosłownie. Nie wierzycie? Dwa przykłady sprzed paru dni. Nastolatka nałykała się paracetamolu. Gdyby czasy i procedury były względnie normalne, zrobiono by jej płukanie żołądka i po sprawie. Dziewczynka miała jednak pecha, bo była covid dodatnia, bezobjawowa. W takich wypadkach wszczęta została procedura. Ta mówi, że wpierw trzeba ją przyjąć na covidowy oddział. Te są oczywiście przepełnione. Efekt? Dziewczynę wożoną z punktu A do punktu B. Teraz czeka na przeszczep wątroby i nie wiadomo czy doczeka. Przykład numer dwa. Zdrowa kobieta w 36-tym tygodniu ciąży ze zdrowym dzieckiem, dostaje krwawienia z dróg rodnych. Gdyby nie było covidowej procedury, w każdym szpitalu położniczym przystąpiono by od razu do czynności. Niestety, pani miała dodatni covid, o czym dowiedziała się na miejscu, gdyż także nie miała żadnych objawów. I tak jak w poprzednim przypadku-wożenie karetką ze szpitala do szpitala. Bo procedura. Dziecko wyciągnięto mocno niedotlenione, z ubytkiem kości ciemieniowej i zgniłymi kiszkami. Jeśliby wpierw ratowano je i matkę, zapewne ciążę udało by się donosić i urodziłoby się zdrowe, a tak czeka teraz w inkubatorze na szybką śmierć, bo dostało 1 punkt w skali Apgar i nikt nie chce się podjąć operacji. Mało Wam? Pójdziecie do znajomego lekarza i zapytajcie go przy wódce, czy nie słyszał u siebie o czymś podobnym.
W biznesie, małym i nieco większym, podobne dramaty też się dzieją. Nie dziwi więc wściekłość ludzi, którzy tracą dorobki swojego życia oraz desperacja, do jakiej rząd i prezydent ich doprowadzają. Doskonale ich rozumiem. Podobnie, jak rozumiem Piotra Ikonowicza, który walczy o zwalnianych z zakładów pracowników, tylko dlatego, że odważyli się zachorować. Chciałbym jednak, żeby spróbował również walczyć o tych wszystkich, którzy zwalniają ludzi nie przez ich ułomność i wątłe zdrowie, ale przez opresję Państwa polskiego, która nie pozostawia im wyboru. Jak już wielokrotnie pisałem, czasy pandemii uprzytomniają wszystkim ludziom myślącym, że konflikt nie biegnie, jak chciałoby wielu dogmatyków, po osi wiecznego sporu kapitał-pracownik, a bardziej człowiek versus państwo.

Człowiek; mikroprzedsiębiorca, samozatrudniony, pracownik umysłowy, fizyczny czy sezonowy. Ich główny oprawcą jest nienasycona urzędniczo-etatystyczna hydra, trzymana na pasku przez bezdusznych polityków pokroju Morawieckiego. Nie trusty, kartele i nierówność społeczna, ale Państwo, które dla obywatela jest niestety uświadomioną koniecznością. Tam gdzie są ludzie Lewicy, musi być też wyczulenie społeczne na niegodziwość i niesprawiedliwość, której doznają dziś także ci, którzy pozostają w orbicie zainteresowań Korwina. Nie może być tak, że jak komuś nie w smak wysokie podatki i socjalizm, nie należy się o niego upominać. Więcej, należy dziś stawać po stronie małych przedsiębiorców jak nigdy dotąd, bo jeżeli będziemy tolerować rządową grandę ubieraną w covidowy drelich, za chwile przedsiębiorcy staną się bezrobotnymi, a wraz z nimi rzesze pracowników, na których nie nastarcza z tarczy pomocowej. Wolę mieć więc Państwo, gdzie przedsiębiorca nie pójdzie głosować na Lewicę ale da zarobić prostaczkom, niż mieć za chwilę biedotę, którą Lewica będzie mogła zagarnąć pod spódnicę i wspólnie popłakiwać nad swoim nędznym losem. I tego głosu na Lewicy naszej bardzo mi dziś brakuje; że głośno nie krzyczy, że dzieje się krzywda, bo ludzie nie mogą pracować. Owszem, są pomysły z zasiłkami, ale na miły Bóg, dajmy ludziom zarobić na chleb swoimi rękami, a nie zasiłkami i tarczami. Oni naprawdę mają poukładane w głowach i chcą sami decydować o swoim losie. Chcą też dawać zarobić innym. Trudno jednak wymagać od murarza, żeby budował piękne domy, kiedy na rok zabiera się mu cement i kielnię. Całe to pomocnictwo na nic się zda. Naszym bogactwem są ludzie, a nie pełne budżety i nadwyżki z ropy czy gazu. Trzeba pozwolić ludziom wrócić do pracy, a chyba o to winno Lewicy chodzić, czyż nie? O pracę. O jej sens. O przywrócenie godności człowieka pracującego i poszanowanie jego praw.

Kiedy naród próbuje pokazać swoje niezadowolenie rządzącym, ci osłaniają się przed nim kordonem policji, tak, żeby przypadkiem w relacjach rządowej telewizji, nie przedostał się żaden transparent z ośmioma gwiazdkami. Policjanci, ściągani z całego miasta i z sąsiednich garnizonów, chronią władzę przed obywatelami, w czasie, w którym mogliby ścigać złodziei albo dilerów. Ścigają tymczasem ludzi za brak maseczek. Patrolują puste parkany i place zabaw, z nadzieją, że może gdzieś tam czai się bezmaseczkowy anarchista. Jeżdżą i sprawdzają, czy ktoś nie wyszedł po zakupy, bo przebywa na kwarantannie. Bronią i służą. Tylko kto na to wszystko zarobi i kto wyżywi?