16 kwietnia 2024

loader

Pandemiczna cyfryzacja uczelni

fot. freepik

Co prawda studenci powrócili na uczelnie, ale wiele rozwiązań z czasów pandemii COVID-19 zostało z nami. Cyfrowe narzędzia znacząco usprawniły prowadzenie zajęć i pracę administracji uniwersyteckiej – powiedział rektor UJ i wiceprzewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich prof. Jacek Popiel w rozmowie z Szymonem Zdziebłowskim.

Proszę podsumować pierwszy postpandemiczny semestr na polskich uczelniach.

Podsumowanie jest optymistyczne z racji tej, że na większości uczelni powróciliśmy do normalnego, czyli bezpośredniego kontaktu studentów z nauczycielami akademickimi i także do normalnego funkcjonowania rad wydziałów i dyscyplin.

Nie oznacza to, że nie korzystamy z pewnych osiągnięć, które są doświadczeniem dwóch pandemicznych lat. Niektóre wykłady na części wydziałów są prowadzone w systemie zdalnym, co jest dla studentów dodatkowym atutem, ponieważ nagrany wykład daje możliwość wielokrotnego odtwarzania. Jednocześnie studenci mogą zadawać wykładowcom pytania. Parokrotnie miałem możliwość obejrzenia takich wykładów i zazdroszczę studentom, bo są one przygotowywane na bardzo wysokim poziomie. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.

Do tej formy akademickiej przekonali się również nauczyciele akademiccy z wieloletnim stażem. Niektórzy z nich opanowali technikę w sposób zachwycający, nagrywają wykłady w jakości porównywalnej do studyjnej.

Czy takie rozwiązania upowszechniły się na innych uczelniach w Polsce?

Nie mam wątpliwości, że tak jest. Tendencja ta jest też w m.in. w uczelniach artystycznych, ale oczywiście nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu student-mistrz.

A jakie inne pozytywne rozwiązania z czasów pandemii pozostały w świecie akademii?

Na pewno należy wspomnieć o ułatwieniach w pracy administracji. Pandemia przyspieszyła procesy posługiwania się systemami informatycznymi – obieg dokumentów i elektroniczne zarządzanie dokumentacją. Widzę to po swojej pracy na stanowisku rektora. Na początku kadencji większość dokumentów trafiała na moje biurko w formie papierowej. Teraz sytuacja się odwróciła. W kontakcie z jednostkamirównież posługujemy się dokumentami elektronicznymi.

Czy może pan wyliczyć, jaka jest to oszczędność czasu w administrowaniu uczelnią?

Procentowo trudno to oszacować, ale uważam, że daje to szansę na lepsze gospodarowanie harmonogramem pracy, bo bywa tak, że dokumentów jest dużo. Przedtem byłem zmuszony umawiać się na określoną godzinę, żeby złożyć podpis, teraz mogę się tym zajmować o dowolnej porze. Elektroniczny obieg dokumentów wpisuje się też w redukowanie zużycia papieru ze względów ekologicznych. Jedynym minusem, jaki widzę, jest zbyt długie spędzanie czasu przed ekranem komputera.

Pandemia spowodowała jednak sporo trudności i jej konsekwencje będą odczuwalne przez kolejne lata. Co jest najtrudniejsze do odbudowania?

Ucierpiały samorządy studenckie. Pandemia uniemożliwiła spotkania i wspólne wyjazdy. Niektóre roczniki utraciły bezpowrotnie możliwość nawiązania więzi i kontaktów. Teraz wraca to do normy. W grudniu po raz pierwszy od dwóch lat mieliśmy studencki opłatek. Spotkałem osoby z poprzedniego składu samorządu, które powiedziały, że bardzo żałowały, że takie bezpośrednie spotkania ich ominęły.

Kryzys finansowy dotyka też szkolnictwa wyższego. W mediach społecznościowych można znaleźć wpisy wykładowców z zachodnich uczelni, którzy fotografują puste sale wykładowe – studenci zamiast przychodzić na wykłady, pracują, by studiować i się utrzymać albo oczekują wykładów online, jak było to w czasie pandemii. Czy podobne zjawisko widać w Polsce?

Nie obserwuję takich tendencji. W okolicy rektoratu na UJ widzę tłumy studentów, co oznacza, że uniwersytet żyje. Często mijam aulę Józefa Tischnera i przez okno widzę, że jest pełna studentów. Wykłady na uniwersytecie z zasady nie są obowiązkowe, w przeciwieństwie do ćwiczeń. Jeśli wykładowca ma ciekawą osobowość i potrafi przyciągnąć uwagę – na jego zajęcia z pewnością przyjdzie wiele osób.

Czy docierają do KRASP informacje od studentów, że ich sytuacja finansowa jest coraz trudniejsza i będą musieli podejmować dramatyczne decyzje o porzuceniu studiów?

Tak, i to od wielu miesięcy. Najpierw studenci stracili możliwość zarobkowania w czasie pandemii, bo zamknięto kawiarnie i wiele biznesów. Kiedy wrócili w mury uczelni – rozpoczęła się galopująca inflacja. Dostrzegamy, że studenci teraz chcą i muszą dorabiać, żeby utrzymać się, szczególnie gdy przyjechali do obcego miasta.

Chcemy ich w tym wspierać. We wrześniu ogłosiłem, aby w szczególności w drugim semestrze układać harmonogramy studiów tak, by po godz. 18.00 było jak najmniej zajęć, a w piątek – by zajęć, w miarę możliwości – w ogóle nie było. Spotkało się to z olbrzymią aprobatą studentów, którzy mówili, że to dawałoby szansę jednoczesnego uczestnictwa w zajęciach i zarabiania. Teraz po pierwszych symulacjach wiem, że nie jest to jednak łatwe w praktycznej realizacji.

Mamy też własne fundusze stypendialne. To dodatkowa forma wspomagania studentów. Widzimy też, że samorząd studencki przyznaje w ostatnim czasie więcej zapomóg niż dotychczas.

PAP

Redakcja

Poprzedni

Sto lat Sowietów

Następny

Bezglutenowa rewolucja