Paroksyzm nacjonalistycznej pornografii

8 gru 2021

Nacjonalistyczny paroksyzm, groteskowy i nachalny w swoich przejawach, a toksyczny w swoich skutkach, owa żałosna i odpychająca „religia polska”, wszystko to, rozpętane przez PiS po wygranej wyborczej w 2015 roku nie tylko nie słabnie, ale mutuje niczym koronawirus i przyjmuje coraz to nowe formy.

Sprzyja temu kryzys na granicy polsko-białoruskiej, swoista wojna zastępcza, ersatz wojny, a chłopcy-pisowcy z infantylną pasją właściwą mentalnym niedorostkom, lubią wojenkę. Sytuacja ta stwarza alibi dla coraz to głupszych, samodurnych ekspresji nacjonalistycznej pychy, samozadowolenia, mających leczyć kompleks niższości. Jest to pretekst dla jeszcze bardziej intensywnego wymachiwania „biało-czerwoną” i natężania kretyńskiej retoryki, idealizacji rzekomego „skarbu polskości” i jej absolutyzacji, która czyni z patriotyzmu polskiego nacjonalistyczną pornografię. Zupełnie niedawno, starej, poczciwej rocznicy Powstania Wielkopolskiego nadano kabotyńskie miano Narodowego Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Coraz szumniej, coraz durniej. Niedługo znów wrócą, nieco przytłumione przez epidemię, nacjonalistyczne sabaty z okazji tzw. „dnia żołnierzy wyklętych” 1 marca, a i kolejnych okazji nie zabraknie. Nacjonalistyczną hucpę urządziła w Krakowie osławiona kurator oświaty Nowak Barbara na okoliczność pojawienia się na scenie teatru im. Juliusza Słowackiego przedstawienia mickiewiczowskich „Dziadów” w postaci innej niż taka, który mieści się  w móżdżku pisowskiej funkcjonariuszki. Widzenie świata i Polski inne niż jej wyobrażenie nazwała „łajdactwem”, nakręcając przy okazji, jak to zazwyczaj bywa, wbrew swej intencji, zainteresowanie spektaklem. Zupełnie niedawno urządzono nacjonalistyczną szopkę na okoliczność sprowadzenia z francuskiego Auxerre do Polski szczątków Maurycego Mochnackiego.  O tym myślicielu, polihistorze i krytyku literackim, mało fortunnym uczestniku zdarzeń lat 1830-1831, powiedziano lirycznie, że „Polska jego miłość”, ale nic w jego dorobku nie uzasadnia traktowania go jako protoplasty nacjonalizmu polskiego. Był to myśliciel, który widział potrzebę europeizowania, „uwspółcześniania” polskiej sprawy i polskiej kultury, który przeczuwał nowoczesny, otwarty patriotyzm, daleki od etnicznych instynktów, więc nijak się nie nadaje na ideowego przodka endecczyzny. Ale pisiory i z niego potrafiły zrobić patrona ich ciemnych interesów.

W dziejach polskiej kultury umysłowej najciekawszy jest nurt samokrytyczny

W gruncie rzeczy, z tą „adopcją” Mochnackiego trafiono  jak kulą w płot, bo był on jednym z prekursorów tego co najciekawsze, a może nawet jedynie ciekawe w polskiej kulturze umysłowej: nurtu narodowego (przepraszam za słowo) samokrytycyzmu, polskiej autoanalizy i introspekcji, polskich usiłowań wyrwania się z „czerepu rubasznego”, odcięcia „narodowego kołtuna”, wyrośnięcia  (jak chciał Stanisław Brzozowski) z „Polski zdziecinniałej”, spod sarmackiego dyktatu mentalnego.

Mochnacki nie wyraził swoich projektów w sposób tak ostry, drastyczny, jak jego następcy, Brzozowski, Witkacy, Gombrowicz, bo miał gorący temperament uliczny, wiecowy, awanturniczy, ale pisał łagodnie. Czy coś z tego pojawiło się z przemówieniu premiera „Pinokio” nad grobem Mochnackiego na Powązkach? A skądże. Jedyną jego treścią było sentymentalne hasełko, że Mochnacki „kochał Polskę”. Ale co z tego? W Polsce pisowskiej emblematy i hasła zastępują treść, ona jest niepotrzebna. A już zwłaszcza niepotrzebne są wątpliwości, pytania, sprzeczności wiążące się z daną postacią czy zjawiskiem. Nawet Maria Konopnicka nadaje się do nacjonalistycznej „adopcji” jako autorka „Roty” czy pobożno-patriotycznych wierszyków dla dziatwy polskiej, pod warunkiem, że pominie się jej ateizm i radykalny antyklerykalizm oraz to, że była obiektem brutalnej nagonki ze strony klerykalno-nacjonalistycznego pisma „Rola”, nie wspominając już o jej lesbijskiej orientacji seksualnej i praktycznym feminizmie. A skoro o Mochnackim była wyżej mowa, to jego – poniekąd – bratem duchowym był jego – niemal – rówieśnik, bo młodszy zaledwie o sześć lat Juliusz Słowacki. Jego też można zaliczyć do protoplastów polskiego samokrytycyzmu, gdy w „Grobie Agamemnona” pisał o „czerepie rubasznym” Polski, gdy w „Lilli Wenedzie” przeczuwał jakieś złe miazmaty, trujące substancje, którymi nasycona jest polska gleba historyczna, gdy w „Mazepie” barokowo poetyzował toksyny sarmatyzmu, w „Fantazym” demaskował polskie kabotyństwo, a w „Śnie srebrnym Salomei” relatywizował sens krwawych splotów polsko-ukraińskich, zanim pół wieku później Sienkiewicz zrobił z nich w „Ogniem i mieczem” pożywkę dla nacjonalistycznych emocji i lechickiego samozadowolenia. A gdy pisał, jakoby profetycznie, o „słowiańskim papieżu”, to pisał raczej o papieżu dobijającej się o wolność zrewolucjonizowanej Słowiańszczyzny, a nie o replice hiperklerykalnego Piusa IX, jaką okazał się „papież-Polak” Wojtyła z Wadowic. Nawet identyfikowany jako prawowierny katolicki konserwatysta i klerykał, Cyprian Kamil Norwid „kąsał” polskie wady, a jego słynne słowa, że „jesteśmy żadnym społeczeństwem”, „jesteśmy wielkim sztandarem narodowym”, że „Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł” weszły do kanonu polskiej kultury, choć w określeniu Polaka jako „olbrzyma” jest zaskakująca jak na intelektualistę tej miary gruba przesada. Praźródeł polskiego nurtu samokrytycznego, jeszcze co prawda nie rozwiniętego w duchu nowoczesnym, warto doszukiwać się też w spuściźnie polskiego Oświecenia, w dziele Komisji Edukacji Narodowej, w dokonaniach Stanisława Konarskiego, Ignacego Krasickiego, Stanisława Staszica czy kołłątajowskiej „Kuźnicy”, a także narodowego wolnomularstwa. Jeśliby sięgnąć jeszcze głębiej w narodową przeszłość, warto zatrzymać się przy Janie Kochanowskim i jego „Odprawie posłów greckich”, pierwszym w polskiej tradycji literackiej, akcie obywatelskiego samokrytycyzmu tej artystycznej rangi. W wieku XIX, w warunkach podziału rozbiorowego dawnej Rzeczypospolitej, tendencje samokrytyczne przejawiały się z intensywnością umiarkowaną. Jednak wspomniany Słowacki czy samokrytycyzm okresu pozytywizmu, którego jednym z wyrazów była choćby „kampania antysienkiewiczowska” pod batutą Bolesława Prusa, postrzegającego w twórcy „Trylogii” (jak pokazują najnowsze badania, nie w pełni słusznie) herolda szlachetczyzny, piewcy „białych ścian polskiego dworu”, społecznego konserwatyzmu i bezrefleksyjnego polskiego tyrteizmu, świadczyły o tym, że nie całkiem one zagasły. Modernizm przyniósł polskiej myśli samokrytycznej Stanisława Brzozowskiego, pogromcę „Polski zdziecinniałej” w „Legendzie Młodej Polski” i uporczywego, acz mało skutecznego w praktyce rzecznika okcydentalizacji Polski, jej wyjścia z kokonu anachronicznej szlachetczyzny w krąg europejskiej cywilizacyjnej, „twardej pracy dziejowej”, modernizacji. Zarzuty, że Polacy nie mogą tego dokonać jako ofiary niewoli narodowej, odrzucał jako wygodny pretekst służący usprawiedliwieniu narodowego lenistwa. Potężny impuls samokrytycyzmu wniósł zaledwie o kilka lat od niego młodszy Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), który w esejo-pamflecie „Niemyte dusze” dał jedną z najokrutniejszych diagnoz duchowej, moralnej, narodowej, intelektualnej nicości Polaków. Gdy Brzozowski i Witkiewicz byli młodzieńcami, przyszedł na świat Witold Gombrowicz, który miał zrewolucjonizować widzenie polskości poprzez wskazanie konieczności wyrwania się z niej, z jej kręgu, jako warunku osiągnięcia prawdziwego człowieczeństwa. Gombrowicz widział „polskość” jako formę, jako „gębę” noszoną przez naród, jako obciążenie, nie pozwalające Polakom „wyzwolić się na ludzkość”, a Polakowi „na człowieka”.

„Tylko prawda jest ciekawa” – nawet ta ponura

Czy z tych krytycznych – powyższy katalog daleki jest od kompletności – tradycji myślowych przeniknęło coś do szerszych przestrzeni życia  w Polsce? Nie. Pozostały one niezmiennie strefą zainteresowania wąskich, niszowych kręgów intelektualnych. Praca myślowa Brzozowskiego, Witkacego, Gombrowicza, także Mrożka, nie przeniknęła do szerszej świadomości zbiorowej, nie użyźniła jej, pozostała udziałem nielicznych. Tradycja polska została zredukowana do najprymitywniej pojętej tradycji militarnej, buńczucznej i bezrefleksyjnej. Wszelka tradycja pracy myślowej jest w zapomnieniu lub pogardzie. Apogeum tego zjawiska ma miejsce za obecnej władzy, która na bohaterów masowej wyobraźni (że mało skutecznie, to inna sprawa) namaściła rozmaitych „Łupaszków” i „Burych” i „rotmistrzów”, w zakurzonym lamusie trzyma Kołłątaja, Brzozowskiego, Witkacego, Gombrowicza i innych, a z Mochnackiego wzięła tylko mało istotny naskórek. Krzyczą o konieczności porzucenia „pedagogiki wstydu”, a forsują w to miejsce fałsze i mity. A przecież, jak uważał guru prawicy Józef Mackiewicz, „tylko prawda jest ciekawa”. I tylko samokrytycyzm jest twórczy i wychowawczy.

Najnowsze

Wang Yi przeprowadził rozmowę telefoniczną z ministrem spraw zagranicznych Niemiec

Wang Yi przeprowadził rozmowę telefoniczną z ministrem spraw zagranicznych Niemiec

Wang Yi, członek Biura Politycznego KPCh i minister spraw zagranicznych Chin, przeprowadził 21 września rozmowę telefoniczną z niemieckim ministrem spraw zagranicznych Johannem Wadephulem. Obie strony podkreśliły znaczenie wzmocnienia komunikacji strategicznej, zwiększenia wzajemnego zaufania oraz pogłębienia praktycznej współpracy. Wang Yi zaznaczył, że zasada „jednych Chin” stanowi polityczną podstawę relacji chińsko-niemieckich, a Chiny i UE nie powinny toczyć wojny handlowej. Wadephul wyraził poparcie dla rozwiązywania sporów poprzez dialog.

Polska polityka: Nowe skandale w PiS

Polska polityka: Nowe skandale w PiS

Cyrk Prezesa trwa w najlepsze! Poseł Kurowska kluczy przy drzwiach gabinetu rektora, a kanapa Sopińskiego staje się nowym bastionem oporu. Rektor Sopiński nie odpuszcza, bo ponoć przestał otwierać listy. Kaczyński angażuje się w walkę, a jego zwolennicy nawet nie wiedzą, że opór ma smak kranówki. W międzyczasie Ziobro zniknął, a Romanowski udaje świeckiego zakonnika. Morawiecki udaje, że nigdy Ziobry nie znał, a posłowie kłócą się jak dzieci w piaskownicy. Ciekawe, kto z tej ferajny jako pierwszy zje kanapkę z moralnym dnem!

Kobieta między tradycją a autonomią. Skrajna prawica i Lewica mają dwie różne wizje jej miejsca w Polsce

Kobieta między tradycją a autonomią. Skrajna prawica i Lewica mają dwie różne wizje jej miejsca w Polsce

W Polsce toczy się burzliwy spór o rolę kobiet w społeczeństwie. Z jednej strony mamy Grzegorza Brauna, który opowiada się za tradycyjną rodziną, ochroną życia prenatalnego i katolickimi wartościami, z drugiej – Lewicę, która promuje autonomię kobiety, prawo do aborcji i równość płac. Obie strony widzą kobietę inaczej: Braun akcentuje rodzinę jako fundament, natomiast Lewica stawia na niezależność i aktywność zawodową. Tylko jak daleko sięga autonomia kobiety? Różnice w podejściu ujawniają głębszy konflikt: o relacje między rodziną, religią a prawem.

Dlaczego renta wdowia jest potrzebna większej liczbie seniorów?

Dlaczego renta wdowia jest potrzebna większej liczbie seniorów?

Renta wdowia, wprowadzona w lipcu 2025 roku, okazała się kluczowym elementem zabezpieczenia społecznego dla seniorów, z 993,4 tys. osób pobierających świadczenie w czerwcu 2026 roku. W związku z rosnącą liczbą uprawnionych Sejm zgodził się na zwiększenie dotacji dla Funduszu Emerytalno-Rentowego o maksymalnie 1 miliard złotych, co ma zaspokoić finansowanie na 2026 rok. Od 1 stycznia 2027 roku część drugiego świadczenia wzrośnie z 15 do 25 procent, co przyniesie realne korzyści dla gospodarstw domowych seniorów.

Koszty leczenia stomatologicznego w Polsce: co myślą pacjenci?

Koszty leczenia stomatologicznego w Polsce: co myślą pacjenci?

Raport przedstawia obawy Polaków dotyczące stomatologii, z których najważniejszą jest koszt wizyt i leczenia, wskazany przez 41,9% respondentów. Strach przed lekarzem (36,7%) i ból (27,2%) zajmują dalsze miejsca. Wysokie wydatki na leczenie zniechęcają do wizyt, a długie oczekiwania na specjalistów oraz negatywne doświadczenia wpływają na motywację pacjentów. Autorzy raportu podkreślają konieczność poprawy komunikacji oraz przewidywalności kosztów, aby zwiększyć skłonność Polaków do regularnych wizyt dentystycznych.

Budżet UE dla Polski: 123,3 mld euro w latach 2028–2034

Budżet UE dla Polski: 123,3 mld euro w latach 2028–2034

Polska ma szansę otrzymać 123,3 mld euro z nowego budżetu UE na lata 2028–2034, co czyni ją największym beneficjentem w Unii. Kluczowe będzie, jak te fundusze wpłyną na życie Polaków, zwłaszcza w obszarach zdrowia, mieszkań i energetyki. Nowy model budżetowy łączy różne priorytety, co może wprowadzić konkurencję między potrzebami. Istotne jest, aby środki były skierowane na zrównoważony rozwój, a efekty inwestycji mogły być odczuwalne w codziennym życiu obywateli. Ostatecznie, to nie liczby, lecz realne korzyści dla społeczeństwa będą testem skuteczności budżetu.

Sprawdź również

Samotność: problem społeczny i zdrowotny

Samotność: problem społeczny i zdrowotny

Można mieć pracę, mieszkanie, telefon pełen kontaktów i setki znajomych w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuć się całkowicie samotnym. Najnowsze badania pokazują, że konsekwencje nie kończą się na złym samopoczuciu. Samotność i izolacja społeczna wiążą się...

Do kotleta larum grają

Do kotleta larum grają

Zdeklarowani polscy prawicowi patrioci wykryli nowy antypolski spisek. Rządząca koalicja chce karmić polskie dzieci. Niepolskim, a nawet antypolskim jedzeniem. Przez żołądki dotrzeć do serc ich. Aby dziatwę nam wynarodowić i zniewolić. Polscy narodowo-katoliccy...

Koszyk spożywczy tanieje.

Koszyk spożywczy tanieje.

Czy naprawdę odczuwamy to przy kasie? Najnowsze dane przynoszą wiadomość, na którą konsumenci czekali od dawna: część cen żywności zaczęła spadać. Problem w tym, że „tańszy koszyk” nie oznacza automatycznie tańszego życia. Rachunek z supermarketu to tylko jedna...

Polska polityka: Nowe skandale w PiS

Polska polityka: Nowe skandale w PiS

Cyrk Prezesa „Jestem cały czas na szóstym piętrze, przy drzwiach prowadzących do gabinetu rektora. Tutaj znajduje się ta słynna już kanapa, przez którą pan Cudak próbował przejść. Czuwam, żeby nie doszło do siłowego wejścia”, tak Maria Kurowska, poseł PiS,...