Można mieć pracę, mieszkanie, telefon pełen kontaktów i setki znajomych w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuć się całkowicie samotnym. Najnowsze badania pokazują, że konsekwencje nie kończą się na złym samopoczuciu. Samotność i izolacja społeczna wiążą się z utratą nawet kilku lat życia w zdrowiu. To nie jest już wyłącznie problem psychologiczny. To problem społeczny i problem zdrowia publicznego.
Nowe badanie opublikowane w „Nature Communications” objęło dane ponad 270 tys. osób w wieku od 40 do 69 lat. Naukowcy analizowali związek samotności i izolacji społecznej z długością życia bez poważnych chorób fizycznych oraz zaburzeń psychicznych.
Wniosek jest mocny: ludzie doświadczający jednocześnie samotności i izolacji społecznej mogą spędzić znacznie mniej lat życia bez chorób niż osoby posiadające silniejsze więzi społeczne.
I tu trzeba rozróżnić dwie rzeczy.
Izolacja społeczna oznacza ograniczoną liczbę kontaktów z innymi ludźmi.
Samotność jest natomiast uczuciem. Można mieć rodzinę, współpracowników, sąsiadów i znajomych, a mimo to nie mieć nikogo, z kim można naprawdę porozmawiać.
Dlatego samotności nie da się sprowadzić do prostego: „wyjdź z domu i poznaj ludzi”.
Nawet sześć lat zdrowia mniej
Szczególnie silny jest związek samotności ze zdrowiem psychicznym.
Badacze analizowali między innymi depresję i zaburzenia lękowe, ale również cukrzycę typu 2, choroby układu krążenia, nowotwory, choroby neurodegeneracyjne czy przewlekłe choroby układu oddechowego.
W przesłanym materiale wskazano, że u kobiet samotność i izolacja wiązały się z 2,4 roku gorszego zdrowia fizycznego i 3,7 roku gorszego zdrowia psychicznego. W przypadku mężczyzn było to odpowiednio 1,7 roku i aż 5,8 roku.
To powinno zapalić czerwoną lampkę.
Przez lata samotność traktowano jak coś wstydliwego. Nie masz znajomych? Znajdź sobie hobby. Nie masz partnera? Zacznij wychodzić. Źle się czujesz? Pobiegaj.
Tyle że życie społeczne nie działa jak aplikacja, w której wystarczy nacisnąć przycisk „dodaj znajomego”.
Samotność nie zaczyna się wyłącznie w głowie człowieka
Łatwo powiedzieć ludziom, że sami powinni zadbać o relacje.
Znacznie trudniej zapytać, w jakich warunkach te relacje mają budować.
Jeżeli człowiek codziennie spędza godzinę lub dwie w drodze do pracy, pracuje osiem albo dziesięć godzin, wraca zmęczony do mieszkania, a znaczną część wynagrodzenia pochłaniają rachunki i kredyt, to jego zdolność do aktywnego życia społecznego jest ograniczona.
Jeżeli młody człowiek musi wyjechać kilkaset kilometrów od rodziny, bo tylko tam znajduje pracę albo mieszkanie, więzi również się rozluźniają.
Jeżeli senior mieszka sam na czwartym piętrze budynku bez windy, a autobus do centrum kursuje kilka razy dziennie, problemu nie rozwiąże kampania zachęcająca go do „większej aktywności”.
Samotność ma więc także materialny wymiar.
Dochody, stabilność zatrudnienia, warunki mieszkaniowe, transport publiczny, dostępność kultury, parków, bibliotek, domów kultury, klubów seniora czy zwyczajnych miejsc, w których można przebywać bez konieczności wydawania pieniędzy — wszystko to wpływa na możliwość budowania relacji.
Miasto pełne ludzi może produkować samotność
To jeden z paradoksów współczesności.
Nigdy wcześniej kontakt z drugim człowiekiem nie był technicznie tak łatwy. W ciągu kilku sekund możemy napisać wiadomość do kogoś znajdującego się na drugim końcu świata.
A jednocześnie możemy nie znać nazwiska sąsiada mieszkającego trzy metry od naszych drzwi.
Centra miast wypełniły restauracje, galerie handlowe, biurowce i apartamentowce. Ale wiele przestrzeni społecznych coraz częściej funkcjonuje według prostej zasady: żeby gdzieś być, trzeba coś kupić.
Ławka, biblioteka, park, świetlica, dom kultury czy lokalny klub nie generują takich zysków jak kolejny lokal komercyjny. Z punktu widzenia wspólnoty ich wartość jest jednak ogromna.
Państwo i samorządy powinny patrzeć na nie również jak na element profilaktyki zdrowotnej.
Problem dotyczy również młodych
Samotność często kojarzymy ze starszą osobą żyjącą samotnie w mieszkaniu.
To tylko fragment rzeczywistości.
Młodzi ludzie posiadają dziś nieporównywalnie więcej możliwości komunikacji niż poprzednie pokolenia, ale kontakt internetowy nie zawsze oznacza powstanie trwałej więzi.
Można codziennie pisać z kilkunastoma osobami i nie mieć komu powiedzieć: „jest mi źle, potrzebuję pomocy”.
I właśnie dlatego dyskusja o samotności powinna zacząć się dużo wcześniej niż w gabinecie psychologa.
Szkoła powinna uczyć nie tylko matematyki. Powinna uczyć ludzi bycia ze sobą
Jeżeli naprawdę chcemy przeciwdziałać samotności, musimy spojrzeć również na szkołę.
To właśnie tam, poza rodziną, dzieci przez kilkanaście lat uczą się funkcjonowania w społeczeństwie. Tam powstają pierwsze przyjaźnie, konflikty, grupy, wykluczenia, zakochania i doświadczenia odrzucenia.
Szkoła nie powinna produkować wyłącznie pracowników gotowych zdać egzamin i wejść na rynek pracy. Powinna pomagać wychowywać ludzi zdolnych do tworzenia relacji.
Potrzebujemy edukacji, która rozwija empatię, umiejętność rozmowy, współpracy, rozpoznawania własnych emocji, stawiania granic i pokojowego rozwiązywania konfliktów.
Dziecko powinno wiedzieć nie tylko, jak obliczyć pole trapezu, ale również jak powiedzieć drugiemu człowiekowi, że jest mu źle, jak wysłuchać kolegi bez wyśmiewania go i jak zareagować, kiedy ktoś zostaje sam.
To nie są „miękkie dodatki” do prawdziwej edukacji.
To są kompetencje potrzebne przez całe życie.
Samotność dorosłych często nie pojawia się nagle po czterdziestce czy sześćdziesiątce. Jej korzenie mogą powstawać dużo wcześniej: w doświadczeniu odrzucenia, przemocy rówieśniczej, braku akceptacji, lęku przed bliskością czy przekonaniu, że okazywanie emocji jest oznaką słabości.
Szczególnie chłopców przez lata uczono, że mają być twardzi, nie płakać i sami radzić sobie z problemami. Potem dziwimy się, że dorosły mężczyzna nie potrafi powiedzieć przyjacielowi: „potrzebuję cię”.
Dlatego potrzebujemy szkoły bardziej wspólnotowej, mniej opartej na bezustannej rywalizacji.
Takiej, w której sukces kolegi nie oznacza automatycznie własnej porażki.
Takiej, w której pedagog i psycholog nie pojawiają się dopiero wtedy, kiedy sytuacja jest dramatyczna.
I takiej, w której dziecko od najmłodszych lat otrzymuje jasny komunikat: człowiek nie musi ze wszystkim radzić sobie sam.
Jeżeli chcemy społeczeństwa mniej samotnego za 20 czy 30 lat, musimy zacząć budować je dzisiaj — również w klasach szkolnych.
Zdrowe życie pomaga. Ale nie wszystko da się wybiegać
Badanie pokazuje również, że zdrowy styl życia może łagodzić część negatywnego wpływu izolacji społecznej. W przypadku samego poczucia samotności nie wydaje się jednak całkowicie rekompensować szkód.
To bardzo ważne.
Aktywność fizyczna, dieta czy rezygnacja z używek są ważne dla zdrowia. Ale nawet najbardziej idealny jadłospis nie zastąpi rozmowy z człowiekiem, któremu można powiedzieć: „mam problem”.
Nie istnieje suplement diety na brak bliskości.
Potrzebujemy polityki przeciw samotności
Nie wystarczy wysłać samotnego człowieka do psychologa.
Psycholog może pomóc jednostce. Państwo musi jednak zająć się również warunkami, które sprzyjają izolacji całych grup społecznych.
Dlatego przeciwdziałanie samotności powinno obejmować publiczną ochronę zdrowia psychicznego, szkołę uczącą kompetencji emocjonalnych, rozwój transportu publicznego, dziennych domów pobytu, klubów seniora, bibliotek, domów kultury, sportu amatorskiego i lokalnych miejsc spotkań.
Potrzebne są również rozwiązania umożliwiające ludziom zwyczajnie mieć czas na życie poza pracą.
Bo społeczeństwo, w którym każdy ma być maksymalnie produktywny, dyspozycyjny i samowystarczalny, może bardzo dobrze wyglądać na wykresie Excela.
A jednocześnie może być przerażająco samotne.
Samotność kosztuje nas wszystkich
Samotność nie zawsze krzyczy.
Często wygląda jak zupełnie zwyczajne życie:
praca, zakupy, mieszkanie, telefon, sen i następnego dnia dokładnie to samo.
Dlatego badania wskazujące na utratę kilku lat zdrowego życia powinny zmienić sposób, w jaki o niej myślimy.
Samotny człowiek nie potrzebuje wyłącznie rady, żeby „bardziej się postarał”.
Potrzebuje innych ludzi.
Potrzebuje szkoły, która nauczyła go budowania relacji. Miejsca pracy, które nie zabiera całego życia. Miasta, w którym można spotkać innych bez wyciągania portfela. I państwa, które rozumie, że więzi społeczne nie są prywatnym luksusem.
Są częścią zdrowego społeczeństwa.
A jeśli naprawdę chcemy walczyć z samotnością, musimy zacząć dużo wcześniej, zanim samotny dorosły człowiek trafi do lekarza.
Musimy zacząć od dzieci.
Źródło bazowe: badanie opisane w „Nature Communications” oraz materiał dotyczący wpływu samotności i izolacji społecznej na długość życia w zdrowiu.










