Profesor Pełczyński i jego studenci

W dniu 22 czerwca br. w wieku 96 lat zmarł profesor Zbigniew Andrzej Pełczyński.

W Oxford University, w okresie 1953-1993 wykładał politologię i filozofię polityczną. Jego rozprawa doktorska oraz liczne studia i artykuły dotyczyły filozofii Hegla, która-zdaniem Pełczyńskiego- pozostaje inspirująca i ważna dla współczesnej myśli politycznej. Znane jest odczytywanie myśli Hegla przez Marksa i przeświadczenie o jej rewolucyjnym znaczeniu.

W obrębie międzynarodowej społeczności uczonych-heglistów od XIX wieku toczy się spór o rolę niemieckiego filozofa.Zbigniew Pełczyński uczestniczył w tym wielkim sporze naukowym.Szczególnie interesujący jest jego esej Naród, społeczeństwo obywatelskie, państwo : heglowskie źródła braku u Marksa teorii narodowości, w którym czytamy m.in. „Można zapytać, jak Marks, bystry obserwator współczesnej historii, tudzież genialny teoretyk społeczny, mógł być tak beztroski (w sensie teoretycznym) wobec jednego z dominujących fenomenów politycznych dziewiętnastowiecznej Europy i najwyraźniej nie dostrzegał jego znaczenia w historii powszechnej?” (Z.A.Pełczyński Wolność państwo , społeczeństwo , Wrocław 1998, s.183 )

W cytowanym eseju prof.Pełczyński zwrócił uwagę na zainteresowanie Marksa i Engelsa sprawą niepodległości Polski. „Co do krajów, które były już niepodległymi państwami i „dojrzałymi” społeczeństwami obywatelskimi (jak Brytania i Francja), Marks i Engels argumentowali, że proletariat winien odrzucić organiczne koncepcje państwa narodowego czy politycznej wspólnoty i ogłosić swą tożsamość z „narodem” jako całością. Nacjonalizm nie może być dopuszczalny na drodze walki klasowej z burżuazją.Niemniej jednak w stosunku do narodów, które nie były niepodległe i tworzyły społeczeństwa bez dojrzałego proletariatu (jak Irlandia i Polska), akceptowali wartości współpracy klasowej i prymat walki narodowej nad walką klasową.” (tamże s.206)

Zdumiewająca wnikliwość w analizowaniu klasyków filozofii politycznej, a także ogromna wiedza o współczesnej rzeczywistości politycznej Związku Radzieckiego i innych państw bloku wschodniego przyciągały liczną rzeszę studentów z różnych państw. Wśród tych studentów byli przyszli wybitni politycy i uczeni.

Conrad Sebastian Russell

Profesora Pełczyńskiego poznałem w Warszawie, gdy z inspiracji Know-How-Fund uczestniczył w pracach nad projektem polskiej ustawy o służbie cywilnej. Gdy wspomniałem, że pracuję nad biografią polityczną Bertranda Russella usłyszałem wartościową sugestię :”Proszę zatelefonować do jego syna-lorda Conrada Russella-mojego byłego studenta i powołać się na mnie. Napewno pana przyjmie.” Skwapliwie skorzystałem z tej sugestii. Wiedziałem, że imię Conrad nadał synowi Bertrand Russell, aby upamiętnić swego uwielbianego przyjaciela Josepha Conrada-Korzeniowskiego.

Prof.Conrad Sebastian Russell należący do czołowych historyków zajmujących się dziejami Wielkiej Brytanii był wówczas politykiem należącym do kierowniczego gremium Partii Liberalnych Demokratów.
W wyniku rozmowy telefonicznej wraz z moim synem Karolem zostałem zaproszony na dzień 6 października 1998 roku do restauracji stanowiącej „stołówkę” Izby Lordów.Karol miał sprawować funkcję fotoreportera. Ponieważ Westminster jest zabytkiem klasy zerowej, używanie flesza nie jest dozwolone.Karol czuwał nad magnetofonem służącym do nagrywania rozmowy. Początek tej rozmowy nie był łatwy.Conrad Russell sprawiał wrażenie człowieka pogrążonego w myślach, zamkniętego w sobie.Na pytania odpowiadał skrótowo, żeby nie powiedzieć zdawkowo. W pewnej chwili powiedziałem o moich rodakach, którzy swoje poglądy określają jako „konserwatywno-liberalne”. Mój dostojny rozmówca oburzył się:”To sprzeczność sama w sobie. Albo ktoś jest konserwatystą , albo liberałem”.Zapytałem jak należałoby zdefiniować współczesny liberalizm. Lord Russell stał się elokwentny.Wykorzystałem to, do przeprowadzenia wywiadu, który po moim powrocie do Warszawy ukazał się w „Rzeczypospolitej”. Korzystając ze zmiany nastroju powróciłem do pytań zadanych na wstępie i uzyskałem wyczerpujące odpowiedzi. Ze swej strony prof.Russell-rzecznik Liberalnych Demokratów w Izbie Lordów do spraw polityki społecznej zapytał mnie jaką pomoc od państwa polskiego uzyskali ludzie poszkodowani w wyniku ubiegłorocznej powiedzi.Na szczęście monitorowałem tą kwestię i potrafiłem dać odpowiedź.

Conrad Russell stwierdził,że jego ojciec, który był był wychowany w tradycji liberalnej eksperymentował z tradycją Partii Pracy, a ostatecznie wyniki tego eksperymentu uznał za niezadawalające. Ugryzłem się w język, zeby nie powiedzieć, iż ten eksperyment trwał jednak czterdzieści lat. Przypomniałem sobie,że rozstanie Bertranda Russella z Partią Pracy było burzliwe.Kiedy jej przywódca premier Harold Wilson poparł amerykańską interwencję w Wietnamie Bertrand Russell odmówił podania mu ręki, a w trakcie przemówienia zjazdowego podarł swą legitymację członkowską.

Karol i ja zostaliśmy zaproszeni do sali obrad Izby Lordów, gdzie wysłuchaliśmy debaty nad ustawą „The Act of Scotland”. W drodze do tej sali doszliśmy do skrzyżowania długich i szerokich korytarzy na którym to skrzyżowaniu znajdują się pomniki wielkich osobistości, które weszły do historii Wielkiej Brytanii. Jedną z nich był pradziadek naszego rozmówcy lord John Russell-dwukrotny premier Wielkiej Brytanii w czasach królowej Wiktorii. Kiedy później trochę narzekałem na zmienne nastroje naszego rozmówcy Karol wyraził swój pogląd. Sądził, że człowiek, który w drodze na salę posiedzeń codziennie mija posąg swego pradziadka , ani nie może zachowywać się , ani być oceniany jak inni ludzie. Przyznałem mu rację.

x x x

Przekazane mi w rozmowach wspomnienia i refleksje Conrada Russella oraz noblisty prof.Josepha Rotblata były pomocne przy próbach głębszego zrozumienia złożonej osobowości Bertranda Russella oraz uwarunkowań i okoliczności w których on rozmyślał, pisał i działał.( Por.A.Wilk Bertrand Russell.Biografia polityczna, Wrocław 1999).

Bill Clinton

Przyszły gubernator i prezydent w latach 1968-1970 był studentem prof.Pełczyńskiego. W swej autobiografii Bill Clinton odnotował:”Swój pierwszy esej napisałem dla mojego tutora dr.Zbigniewa Pełczyńskiego, polskiego emigranta- na temat roli terroru w radzieckim totalitaryźmie („sterylny nóż przecinający zbiorowość i unicestwiający trudny rozwój różnorodności i niezależności”)”. (B.Clinton My Life , N.Y.2004 s.143) Clinton był jednym ze stypendystów fundacji Rhodesa skierowanych na dwuletnie studia w Oxford University w wyniku rygorystycznego procesu selekcji i ewaluacji. Kandydaci na te studia zobowiązani byli do przedłożenia od pięciu do ośmiu listów polecających od znanych osobistości, a także do napisania eseju na temat”dlaczego chcę studiować w Oxford University”. Powinni też być atletami. Tego ostatniego wymogu Bill Clinton nie spełniał.Miał za to inny atut. Jednym z polecających był znany senator z Arkanzasu William Fullbright-przewodniczący Senackiego Komitetu Spraw Zagranicznych. W czasie studiów w Georgetown University w Waszyngtonie Clinton przez pewien czas był jego asystentem.

Dwuletni pobyt w Wielkiej Brytanii stwarzał Clintonowi możliwość zwiedzania ciekawych obiektów. Były wśród nich m.in. pamiątki szekspirowskie w Stradfordzie i grób Karola Marksa na cmentarzu High Gate w Londynie.

Kiedy zapytałem prof.Pełczyńskiego, czy przypuszczał, że znajdujący się pod jego opieką akademicką amerykański student to przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych usłyszałem odpowiedź:”Szczerze mówiąc -nie”. Clinton był studentem powyżej przeciętnej, ale nie wybitnym. Miał jednak cechę bardzo przydatną w działalności politycznej. Potrafił budzić sympatię i zdobywać popularność. W trakcie dyskusji unikał popisywania się. Natomiast często nawiązywał do wypowiedzi kolegów-studentów wyrażając swoje uznanie. Czasami stwierdzał:” Ja bym na to nie wpadł”.
Kiedy w roku 1979 Bill Clinton po raz pierwszy został gubernatorem Arkanzasu prof. Pełczyński wysłał list z gratulacjami, w którym poinformował, że opracowanie Clintona na temat dysydentów w Związku Radzieckim jest wykorzystywane w Oxford University jako pomoc dydaktyczna. W odpowiedzi gubernator zaprosił Pełczyńskiego do Little Rock w charakterze profesora wizytującego. Zaproszenie to nie zostało wykorzystane z powodu zobowiązań profesora wobec Oxford University i innych prestiżowych uczelni. Prof.Pełczyński przyznał się, że nie przewidywał wówczas dalszej zdumiewającej kariery młodego gubernatora niewielkiego i ubogiego stanu.

Prezydent Clinton pamiętał o swym wybitnym profesorze z Oxfordu. Zapraszał go na przyjęcia organizowane z okazji spotkań Clinton-Kwaśniewski.

Strobe Talbott

W ocenie profesora Pełczyńskiego wybitnym amerykańskim stypendystą Rhodesa był znakomity dziennikarz, politolog i literaturoznawca Strobe Talbott.W roku 1968 ukończył on Yale University gdzie redagował Yale Daily News.Do prestiżowego tygodnika Time pisywał korespondencje dot.stosunków amerykański-radzieckich. Posługiwał się biegle językiem rosyjskim.W Oxfordzie równolegle ze studiami wykonał iście benedyktyńską pracę jako tłumacz i redaktor przemyconych z Moskwy (na taśmach magnetofonowych) wspomnień Chruszczowa. Przełożenie mówionego gwarowo-biurokratyczno-politycznego tekstu rosyjskiego na pisany i zrozumiały tekst angielski było bardzo trudne.Książka ukazała się w roku 1971 (Khrushchev Remembers A Benton Book, N.Y.) ze wstępem, komentarzem i notami biograficznymi ówczesnego seniora amerykańskich sowietologów Edwarda Crankshawa.

W Oxfordzie Strabe Talbott studiował literaturę rosyjską z XiX i XX wieku. Jego praca doktorska dotyczyła Fiodora Tiutczewa (1803-1873)-rosyjskiego dyplomaty, poety i publicysty. Tiutczew był wyrazicielem rosyjskiego nacjonalizmu, a także często-szowinizmu. W Rosji do naszych czasów powszechnie znany jest jego czterowiersz:

„Rosję umysłem nie zrozumiesz
Zwykłym arszynem jej nie zmierzysz
Szczególną własność ona ma
W Rosję można tylko wierzyć”

Talbott jako literaturoznawca głębiej poznał wewnętrzne, kulturowe uwarunkowania rosyjskiej polityki zagranicznej. Zmiana jaka nastąpiła w wyniku powstania Związku Radzieckiego oznaczała nowe zabarwienie ideologiczne. Pozostało jednak przeświadczenie o wyjątkowości Rosji i jej szczególnej misji.

W Oxfordzie Clinton i Talbott-mieszkający w jednym pokoju-stali się bliskimi przyjaciółmi. Jak podkreślił Clinton w swej autobiografii Talbott był jego specjalnym doradcą w sprawach dotyczących Rosji. W latach 1994-2001 był zastępcą Sekretarza Stanu. Tak więc dwa lata spędzone w Oxfordzie przez Clintona i Talbotta miały istotny wpływ na politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych w ważnym okresie historycznym.