Strażnik głównego rynsztoka

Nie mam już siły na obrońców tzw. III RP. Niestety, ci ludzie są jak bumerang – ciągle wracają. A czasem jeszcze z bratnią pomocą.

Ileż to już naczytałem się wzniosłych i nadętych peanów na cześć transformacji! Pal licho, jeśli są to po prostu propagandowe popłuczyny prawicy, która jest jej polityczną beneficjentką. Trudno mieć uwagi do uciechy tych, którzy na niej skorzystali nie tylko kolonizując każdy skrawek przestrzeni publicznej, ale także serca i umysły swoich – przynajmniej teoretycznie biorąc – przeciwników politycznych.
Zanim jeszcze doszło do „zamachu w Smoleńsku” i zanim rozgorzała wojna o inwestyturę pomiędzy PO i PiS, religią, która subordynowała społeczeństwo (w Polsce i w całym Bloku Wschodnim) był antykomunizm. Ta najbardziej zbrodnicza ideologia, jaką wykoncypowała ludzkość, dziś także jest wszechobecna, ale już bardziej jako tło niż bezpośrednie narzędzie formatowania nastrojów społecznych. Tylko na skrajne grupki KOD-erskich cyrkowców, antykomunizm jako taki może działać ożywczo. No i dla ekstremistycznych facecjonistów typu poseł-elekt Grzegorz Braun, dla którego wszystko jest w Polsce post-sowieckie, albo Stanisław Michalkiewicz, wedle którego żydokomuna czai się za każdym rogiem z kijem baseballowym w ręku.
Ale ich można jeszcze jakoś zrozumieć. Najbardziej dokuczliwe są wyrażone z górnolotną, syntetyczną powagą komunikaty o śmiertelnych niebezpieczeństwach jakie zawisły nad „dorobkiem III RP” przez osoby, którym udaje się pozycjonować jako lewica. Spiskowo-ksenofobiczny ton ludzi takich jak Tomasz Piątek czy Przemysław Witkowski, którzy „ruską agenturę” tropią pewnie nawet w swoich lodówkach poraża. Demonstracyjnie troskliwe komentarze Jakuba Majmurka na wysokim C o „Zachód” są jak braunowskie alarmistyczne wezwania do obrony cywilizacji łacińskiej. Bo co to będzie, jak Polska ją opuści? Wszyscy umrzemy. A wspólnym mianownikiem tego jest oczywiście uznanie dogmatu o transcendentalnym dobru transformacji. W ten sposób tworzy się oddziały strażników bezkrytycyzmu, których moralność naruszają np. rozliczne nagonki wszczynane przez Kaczyńskiego, ale gdy przychodzi do przehandlowania braku bezdomności i pełnego zatrudnienie za „demokrację” i wolny rynek, to już spoko.
Gdyby jednak wątpliwości tego rodzaju rozeszły się po ludziach za bardzo lub gdyby nie nastarczyło argumentów, z bratnią pomocą przyjdzie zawsze Zachód. Nie wiem czy apologetom III RP zabrakło w Polsce paliwa, nie sądzę. Jednak ogólniej patrząc, w Europie, po kapitulacji socjaldemokratów i przejściu na całej oficjalnej lewicy na wiarę neoliberalno-euroatlantycką do głosu zaczęła dochodzić prawicowa ekstrema. Polska nie jest wyjątkiem. Walką z tą nawałą jest bardzo trudna, gdyż strona przeciwna nie ma do zaproponowania niczego poza powrotem do status quo.
Przekonuje o tym Shaun Walker, brytyjski dziennikarz z – a jakże – lewicowego The Guardian. Popełnił był ów przedwczoraj wielki pean na temat tego, jak to Europa Wschodnia nigdy w historii nie miała się lepiej niż teraz, jak to wszystkim nam żyje się czarownie i jak to wszystko jest zasługą przemian po 1989 r. Jest to tekst propagandowy, który powinno się umieścić jako specjalny wzorzec, albo w jakimś muzeum. Kompozycja półprawd i statystycznych manipulacji jest tam naprawdę misternie skonstruowana.
Trzeba być łajdakiem, a nie dziennikarzem, żeby ocean cywilizacyjnego upadku jaki powstał w Europie Wschodniej nazywać „Golden Age”.
Do niedawna ponad 60 proc. Polek i Polaków żyło na granicy ubóstwa. W 2018 r. pomimo wdrożenia różnych transferów socjalnych znacznie wzrosło skrajne ubóstwo. Zjawisko niemal nieznane przez 1989 r.
Polską rządzi partia fundamentalistycznego, autorytarnego dziadostwa, która rząd dusz kupuje sobie drobnymi wydatkami na socjal; to dzięki temu, że kraj został w latach 90. zdewastowany ekonomicznie. Organizowane są dzikie nagonki na imigrantów i osoby nieheteronormatywne.
Po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej i otwarciu rynku pracy z kraju wyemigrowało za chlebem ponad 2 mln ludzi.
Od początku transformacji zlikwidowano w Polsce kilkanaście tysięcy szkół, bibliotek, przedszkoli i żłobków.
Służba zdrowia nigdy nie podniosła się po zadanym jej w pod koniec lat 90. zarażeniu rakiem zwanym najpierw Kasami Chorych, a później Narodowym Funduszem Zdrowia. Niedawno najważniejszy szpital w Polsce – przy stołecznej ul. Banach zamknął dziewięć sal chirurgicznych.
I żeby nie było tak polonocentrycznie, dorzucę jeszcze co nieco o Bułgarii.
Transformacja ustrojowa spowodowała wyludnienie kraju. Bez wojny, bez przejścia frontu, bez jednego wystrzału z demograficznej mapy Bułgarii zniknęła 1/3 nacji. Z blisko dziesięciomilionowego państwa stała się pustynią. Pozostało tam ok. 6 mln obywateli z czego dwa mieszkają w Sofii.
Dorasta drugie pokolenie analfabetów wśród przedstawicieli mniejszości romskiej od kiedy zlikwidowany został obowiązek pracy oraz spółdzielnie rolnicze i tzw. wojska zawodowe.
W Bułgarii eksplodowała niesamowita fala rasizmu, ksenofobii, homofobii i innych tego typu nienawistnych trendów. Ich polityczne demonstrowanie było wcześniej ścigane.
Premierem tego kraju jest gangster.
Największą grupą emerytów są ci pobierający minimalną emeryturę. Wynosi 220 lewów, czyli ok. 450 zł.
Do Walkena to na pewno nie dotrze. Ale może jakiemuś wielbicielowi Guardiana da do myślenia.